Od wiosny nie sięgałam do tego cyklu, ale będąc świeżo po lekturze „Julii i rekina” od razu wiedziałam, że będę chciała się z Wami podzielić paroma spostrzeżeniami i refleksjami.

Na początek prosta i krótka konkluzja: ta książka – choć przeznaczona dla młodego czytelnika i klasyfikowana jako tzw. literatura młodzieżowa – jest wspaniała! I to pod każdym względem. Od początku jak ujrzałam jej zapowiedź wiedziałam, że chcę mieć wydanie papierowe, bo od strony edytorskiej to małe dzieło sztuki. Ale po kolei.

Co może przykuć mój wzrok w książce, o której nie wiem nic? Na pewno wizerunek latarni. A jeśli okazuje się, że na jednym wizerunku się nie kończy, to jestem już bardzo zainteresowana taką książką. Tak, tak… choć na okładce jej nie ma w środku przewinie się kilkakrotnie i to w jakiej pięknej szacie graficznej! Czytając od razu chciałam wiedzieć czy opisywany obiekt istnieje. Niestety Google ani Wikipedia nie znajdują nic pod podaną w nazwą. Przyjmuje więc, że to latarnia stworzona na potrzeby powieści. Reszta? Wszystko się zgadza. Jest wyspa Unst pośród wysp szetlandzkich, jest osada Belmont – jako terminal promowy, ale z niej nie wiedzie żadna droga do latarni Uffle-Gent. Za to wyspa Unst szczyci się kilkoma latarniami, w tym spektakularną Muckle Flugga (North Unst), która z tego co widzę, posłużyła ilustratorowi książki za pierwowzór latarni z opowieści Hargrave.

No dobrze, zobaczyłam latarnię w książce i przepadłam. Ale to była fascynacja obrazem. Nie sądziłam, że zrówna się ona z fascynacją treścią. Innych książek Kiran Millwood Hargrave nie znam. A już sprawdziłam, że wydała kilka – w tym opowieść na faktach o czarownicach z dalekiej północy („Kobiety z Vardo”). Dodam tutaj tylko, że Autorka to rocznik 1990 [!] , absolwentka Cambridge i Oxfordu, pisarka i poetka, laureatka nagród literackich. Nie wiedziałam więc czego się tutaj spodziewać. To był pierwszy kontakt z jej pisarstwem.

Bardzo spodobali mi się bohaterowie. Brytyjska rodzina, w której tata będzie dbał by wygaszona, nieczynna latarnia automatycznie paliła się światlem, mama biolog od wszystkiego co żyje w morzach, mająca bzika na punkcie spotkania rekina, który pojawia się daleko na Morzu Północnym i Morzu Norweskim oraz tytułowa Julia – ich córka i rodzinny zwierzak – członek rodziny – kotka Kluska. To oni wyruszają w daleką drogę z Kornwalii na Szetlandy. Każdy dorosły ma tam realizować się zawodowo, a mama chce dzięki pracom badawczo-naukowym zdobyć grant uniwersytetu na badania nad rekinami.

Zatem wszystko zaczyna się w Kornwalii i mamy początkowo powieść drogi, ale szybko osiadamy na Unst na Szetlandach. Tata to osoba, której życie zamknięte jest w cyfrach, ma ścisły umysł w odróżnieniu od żony i córki – których życie opisują słowa. Są jakby z innej beczki ale wszystkich łączy silna więź.

Wydawać by się mogło, że to będzie obyczajowa historia z latarnią, kotem i wyspami na dalekiej północy w tle. Ale od samego początku czułam, że zabieg iż w całej powieści dominują kolory czarno/szaro/białe z dodatkiem tylko jednej barwy (żółtej) kryje w sobie coś bardziej mrocznego, smutnego i wciągającego nas głęboko w ludzkie emocje. Od strony graficznej wszystko wygląda przepięknie i do siebie zgrabnie pasuje. Przecież latania to właśnie coś ciemnego, obiekt który w nocy staje się ledwo widoczny, stapia z ciemnością mroku, a pośród tego budzi się do życia świetlista żółta struga światła z laterny.

Tak, nie mylicie się jeśli podejrzewacie już, że to nie jest miła opowiastka o przywracaniu do życia latarni i badaniach naukowych na statku badawczym na zimnych wodach północy. Przeprowadzka na lato rodziny z Kornwalii ujawni cały szereg skrywanych emocji i obudzi zmory przeszłości. Pomału odkryjemy tajemnice rodziny, wydarzenia z przeszłości, poznamy spojrzenie na obecną sytuację oczami każdego z bohaterów.

Nie chcę ujawniać treści, bo naprawdę wciąga od samego początku. Ja podzieliłam sobie czas na jej lekturę na trzy popołudnia. Śmiało można po prostu z tą książką usiąść i wpaść w nią po uszy do samego finału. Jednak od razu zaznaczam – nie będzie to jasna i prosta droga. Atutem jest język i styl Autorki. Od samego początku ma się wrażenie że płynnie przechodzimy od prozy do poezji – czegoś lekkiego, ulotnego, zachwycającego. To samo dzieje się w sferze edytorskiej – tekst czasami przybiera dziwne kształty morskich stworów, układa się bardziej jak wiersz niż proza. Jest to tak napisane, że miałam wrażenie, że obcuję z czymś naprawdę wyjątkowym.

Nie pamiętam już od jak dawna nie czułam takich zachwytów. Do tego przyjemność sensualna – przy przekładaniu kolejnych stron. Nie dość, że piękne ilustracje (już wiem że ilustrator Tom de Freston to prywatnie mąż Autorki) to jeszcze co jakiś czas mamy zabieg wplatania pośród papierowe strony kalek z grafiką, która przenika się z ilustracją na papierze. Dzięki temu dochodzi do mieszania się światów – wizualnie i w treści.

Uważam, że ta opowieść porusza tak ważne kwestie, że powinna obowiązkowo być omawiana w szkołach. Jest bardzo życiowa, nic nie upiększa, ale nawet w najciemniejszych zakamarkach tej historii odnajduję się światło z laterny. Dla mnie jedna z ważniejszych książek ostatnich lat. Coś naprawdę innego – podane w unikalny sposób.

Wielkie uznania dla wydawnictwa Słowne Młode za odwagę wydania w końcu tak niszowej książki – nie nastawionej na masowego odbiorcę. Ale jeśli ten masowy się odważy na konfrontację z nią na pewno znajdzie w niej coś dla siebie, poczuje się poruszony i wciągnięty w wir zdarzeń.

Nie ukrywam, że z automatu łatwiejszy start mają u mnie książki z akcją nad morzem, w małych miejscowościach czy na wyspach. Tu mamy nie tylko szetlandzką wyspę Unst, małą lokalną społeczność, ale i latarnię jako miejsce zamieszkania bohaterów. Nie mogło być lepiej. Podsumowując: Latarnica poleca!

Podstawowe dane książki:

Tytuł: Julia i rekin
Tytuł oryginalny: Julia and the shark
Autor: Kiran Millwood Hargrave
Ilustracje: Tom de Freston
Tłumaczenie: Joanna Jagiełło
Wydawca: Słowne Młode
Objętość: 224 strony
Oprawa: twarda
Wydanie: I

Poniżej trzy własne kompozycje inspirowane lekturą ( jako dodatek moja domowa Kluska czyli kotka Mysza) oraz kilka stron ukazujących wnętrze książki

Poniżej przód i tył okładki

Fot. Latarnica