Kocia strona wakacji 2018 [10]

Pomału zmierzam ku końcowi prezentacji kotów spotkanych podczas letnich wakacji w 2018 roku. Być może dojdą jeszcze jeden/dwa odcinki i będę mogła skupić się na tegorocznych jakże wspaniałych rozmruczanych spotkaniach (głownie w Kuźnicy).

Dziś poznajcie Szczuplaka (chłopak po sąsiedzku - ale prawie zawsze tak jest, bo w Kuźnicy wszędzie blisko). Szczuplak pojawił się pewnego dnia jako kot wczasowicz w tzw. przyczepach nazywanych domkami holenderskimi. Był kotem nieufnym. Nie bardzo interesowali go obcy ludzie ani nie kusiły przysmaki. Miał w oczach jakiś smutek.

Fotografowałam go na spokojnie tylko w jeden wieczór. Bo nikt akurat się nie kręcił z ludzi po posesji z przyczepami. Nie nawiązała się między nami relacja, bo Szczuplak jej nie potrzebował. Po prostu był i chcąc nie chcąc mi zapozował. Dwa kady Szczuplaka w słońcu trafiły się przypadkowo. Jednego ranka wybrał się poza swój teren i pobuszował po posesji naprzeciwko. O mało co, a trafił by do Pani Bułeczki. A ona potrafi kawalerów pogonić. Ale dowody na to będą na zdjęciach z tegorocznych wakacji.

Za jego posesją kręciły się inne kuźniczne koty. Może go to stresowało i denerwowało. Na pewno był wsród nich kolejny kot do przedstawienia. Poznajcie słodziaka, którego stała mina i spojrzenie wpłynęły na nadane przeze mnie imię. Oto Gapcio - mieszkaniec Kuźnicy.

Gapcio mieszka, czy też raczej kręci się i stołuje, na tej samej kwaterze co spotykam Rudzika, Sąsiadkę i Arnolda. Na drugim zdjęciu w tle kadru pojawił się Arnold.

Gapcio to łagodny kotek. Nie bardzo ufny, ale pomału i drobnymi kroczkami oswaja się z towarzystwem obcego człowieka (czytaj: fotografa) i z zaciekawieniem podejdzie do rozsypanych przysmaczków. O głaskaniu nie ma mowy. Ale wszystko wynagradza to słodkie pysio i cielęce gapowate spojrzenie.

Od razu ujawnię, że Gapcia spotkałam również w tym roku. Był już śmielszy i zrobiłam mu parę fajnych zdjęć. Liczę na kolejne spotkanie za rok. Podejrzewam, że Gapcio może być koteczką. Jest spokojny względem innych kotów, nie wchodzi w konflikty. W domu zapewne byłby miłym przytulaskiem.

Na dwóch ze zdjęć towarzyszy mu bohater kolejnego odcinka. Bury Czochracz to kot (do teraz nie wiem, czy kotka czy kocur) ktory zasługuje na osobny odcinek. Nasza relacja jest wyjątkowa i trwa już parę sezonów. Ale niechaj wkrótce opowie się sama.

Fot. Latarnica / Kuźnica czerwiec 2018


Perełki helskiego Cypla – latarnia morska [2]

Dziś ciąg dalszy opowieści o helskiej latarniach morskich.

Pierwsza murowana latarnia w HELU

W 1807 r. zwycięski Napoleon w "pokoju w Tylży" wydzielił Gdańsk jako Wolne Miasto, które otrzymało m.in. cały Półwysep Helski. Po upadku Napoleona, mocą uchwał zapadłych na Kongresie Wiedeńskim (zakończonym w 1815) Gdańsk został włączony ponownie do państwa pruskiego. Z tego okresu pochodzi pierwsza murowana z cegły latarnia morska z prawdziwego zdarzenia, której budowa trwała z powodu wojen napoleońskich aż 20 lat!

Latarnia ta budowana w Helu przez władze Prus  została ukończona w 1826 roku. Okrągła, biała, murowana wieża miała 42 m wysokości i była zwieńczona ciemnozielona lanterną. Ponieważ na Helu jesienią i zimą szaleją silne sztormy, konstrukcja latarni była bardzo silna a jej mury miały u podstawy 2 m grubości. Mimo to jednak latarnia chwiała się w czasie wichrów, a, jej wychylenia od pionu przekraczały czasem 20 cm.

Powyżej: kartki z przedwojenną latarnią Hel, ze zbiorów Muzeum Helu

Dnia 1 sierpnia 1827 roku zapalono na niej po raz pierwszy 6 lamp zasilanych olejem rzepakowym, które były widoczne z odległości 17 Mm. Latarnia stała się od razu wielką pomocą nawigacyjną i dumą Helu.  W powstałym wtedy, pruskim „Wieńcu pieśni” o Helu tak ją opiewano:

Helska latarnio!

Ty stawiasz czoło sztormom!

Ty przetrwasz jeszcze wieki!

Ty blada, kamienna, znacząca drogę wieżo,

Często w trwodze szukana i podziwiana!

Kartka z cytowanym powyżej wierszem - z obiegu z lipca 1906 roku; pocztówka ze zbiorów MOW

Nad Bałtykiem, niedaleko latarni stał semafor dla wskazywania kierunku i siły wiatru, a na południe od niej znajdowała się stacja sygnałowa wyposażona w armatkę, z której w czasie gęstej mgły strzelano co 4 minuty. W  grudniu 1910 roku w wyniku niekontrolowanego wybuchu przy ładowaniu tej armatki zginął latarnik May. Upamiętnia to stojąca do dziś tablica – niestety z błędnie podana datą.

Poniżej na fot. 1 - semafor helski z wiatrowskazem 1931 rok, fot. 2-3 przedwojenne kartki pocztowe ze zbiorów Latarnicy

W 1919 w wyniku Traktatu Wersalskiego cały półwysep helski przypadł Polsce, natomiast Gdańsk i okolice ustanowiono Wolnym Miastem. W 1926 r. władze polskie zainstalowały lampę naftową z siatką żarową i czterema soczewkami.

W 1929 roku zmieniono wygląd latarni - wieżę otynkowano w biało-czerwone poziome pasy. W 1938 roku na latarni po raz pierwszy zapłonęło światło elektryczne -  zainstalowano trzywłókową żarówkę o potężnej mocy 3000 W. 

Powyżej latarnia pomalowana w poziome pasy, kartki ze zbiorów Muzeum Helu

Latarnię można było zwiedzać, trzeba było tylko wdrapać się po 180 stopniach na galerię, skąd rozciągał się wspaniały widok na morze, półwysep helski i widoczny na widnokręgu ląd. Z galerii widać było wysoki brzeg w rejonie Gdańska, Sopotów (jak się wtedy mawiało) i budującej się Gdyni, a przy dobrej widoczności można było zobaczyć wieżę kościelną w Pucku i latarnią morską Rozewia. 

Ta helska latarnia służyła aż do wybuchu II Wojny Światowej. Dowódca obrony Helu komandor Włodzimierz Steyer zdecydował, że dla utrudnienia namiarów dla ciężkiej artylerii niemieckiej ostrzeliwującej Hel należy wysadzić widoczne z daleka budowle. 19 września 1939 polscy saperzy wysadzili helska latarnię morską, wysadzili także latarnię morską w Jastarni i wojskową wieża obserwacyjną na Górze Szwedów.

Chwila po wysadzeniu latarni w 1939 roku, fot. z kolekcji Irene Elsner

Zarys fundamentów starej, helskiej latarni jest do dziś widoczny, jako owalny skwerek kilkanaście metrów przed wejściem do obecnej latarni.

W dniu 1 lipca 1928 roku latarnię odwiedził Marszałek Józef Piłsudski, w czasie jednej ze swoich nielicznych wizyt nad polskim morzem i nawet wszedł na jej szczyt.

Wizytę tę upamiętnia wbudowana w ścianę – nowej, zbudowanej w czasie wojny latarni - tablica pamiątkowa, ufundowana w 1999 roku przez Stowarzyszenie "Przyjaciele Helu".

Powyżej główne wejście do latarni w Helu i na prawo na murze tablica pamiątkowa przypominająca o pobycie Marszałka w latarni. Fot. Latarnica - czerwiec 2019

Dane techniczne tej latarni: 
– wysokość światła ponad wodą – 37,6 m n.p.m.
– wysokość wieży – 41,7 m, 
– zasięg - 17 Mm (31,5 km)
– charakterystyka światła: Światło: 30 s, przerwa: 30 s

Tekst: Władysław Valle Szarski - dyrektor Muzeum Obrony Wybrzeża w Helu

Fot. główna wpisu - fragment planów przedwojennej helskiej latarni - ze zbiorów Muzeum Helu


Zdjęcie na niedzielę - 18 sierpnia 2019

W tą niedzielę chciałabym się z wami podzielić przepięknym i bardzo nietypowym (bo od strony plaży) zdjęciem latarni morskiej w Gąskach.

W sezonie letnim trudno przy tej latarni zrobić dobrą fotografię, bowiem jej najbliższe otoczenie to stragany, place zabaw, mała gastronomia. Plaża pozwala uchwycić całe jej piękno.

Fotografia pochodzi sprzed roku. Dziękuję Autorce za pozwolenie wykorzystania tej fotografii na Latarnicy.

Fot. Jolanta Kopowska / sierpień 2018


Perełki helskiego Cypla – latarnia morska [1]

Dziś chciałabym Wam zaprezentować pierwszy z trzech odcinków opracowania pana Władysława Szarskiego o helskich latarniach morskich. Na początek dzieje najdawniejsze. Przenieśmy się w czasie o kilka wieków wstecz.

Początki problemów nawigacyjnych

Zatoka Gdańska i historyczne porty w Pucku i Gdańsku dawały od dawien dawna świetne schronienie dla statków i korzystne połączenie z handlem lądowym. Należało tylko tam trafić. Od najdawniejszych czasów statki opływające półwysep helski w nocy i przy złej pogodzie często myliły trasę, osiadały na mieliźnie i rozbijały się. 

To, co było tragedią dla kupców i żeglarzy nie martwiło to bynajmniej mieszkańców półwyspu, którzy zgodnie z prawem zwyczajowym bogacili się o pozostałości rozbitych statków, zbierając wyrzucone na brzeg rzeczy, lub nawet rabując rozbitków. Znane są nawet z dawnych czasów modlitwy o „błogosławiony brzeg” – czyli o bogate znaleziska. 

Władze usiłowały w różny sposób zniechęcić zamieszkujących na helskim brzegu do zaprzestania tego procederu i do udzielania pomocy w ratowaniu rozbitków. Dla namacalnej zachęty, płacono nawet tym delikatnie mówiąc „znalazcom” 1/3 wartości uratowanego towaru.

Rada miasta Gdańska wydała 25 stycznia 1623 roku „Ordynację brzegową” w której władze Helu zobowiązane były do prowadzenia obserwacji brzegu morskiego i udzielania w razie potrzeby pomocy marynarzom będącym w opałach. Za każdą akcję wyznaczeni ratownicy morscy otrzymywali wynagrodzenie ze specjalnego funduszu ratowniczego ustalanego przez kapitanów statków.

Przełom XVI i XVII wieku okres to powstawania zorganizowanego systemu ratownictwa. W tym czasie przedstawiono propozycje stałego podtrzymywania ognia sygnalizacyjnego na cyplu helskim. 

Przed 1638 rokiem podobno palono nawet ognisko sygnalizacyjne opalane węglem na szczycie wieży starego helskiego kościoła (we wsi Alt Hela leżącej tam, gdzie obecny port wojenny) – choć trudno to sobie w wyobrazić w praktyce. Podobno drewniana wieża miałą wysokość aż 116 stóp (33 m), była obita na zewnątrz blachą ołowiana a wewnątrz mosiądzem. Na szczycie wieży znajdowało się czworokątne pomieszczenie z ośmioma oknami, przez które widać było z morza płonący się ogień. Jak należało przypuszczać drewniana konstrukcja wkrótce spłonęła – być może w tym właśnie wielkim pożarze, po którym mieszkańcy przenieśli się do Neue Hela – dzisiejszego Helu.

W 1638 roku pod naciskiem szyprów zawijających do Gdańska zbudowano na helskim Cyplu drewnianą konstrukcję przypominającą żuraw studzienny, na którego łańcuchu podnoszono w okresie zimy żelazny kosz z płonącym węglem. W 1667 roku konstrukcja spaliła się i zbudowano nowy 20-to metrowy maszt do podnoszenia kosza z palącym się węglem i smołą. Bliza zyskała taką sławę, że król Jan III Sobieski przybył w 1678  roku do Heli (jak nazywano w tych czasach wieś Hel) na udekorowanym okręcie, aby ją zobaczyć.

W 1702 roku konstrukcja została całkowicie zniszczona przez silny sztorm.

Odbudowano ją w nieco innym miejscu, ale w podobnej formie dopiero w 1763 roku. Ognisko Palone w żelaznym koszu można było podnieść jedynie na wysokość 6-8 metrów. Ponieważ na Helu władze pruskie prowadziły od lat aktywne zalesianie wydm i światło mogły przesłonić korony rosnących drzew, wyrąbano od latarni przesieki w trzech najważniejszych kierunkach: do pełnego morza - na wschód, w kierunku Wisłoujścia i w kierunku Oksywia. Blizę odbudowywano kilkukrotnie po kolejnych zniszczeniach w 1763 i 1790 roku. Tę ostatnią, palącą się już cały rok, zbudowano na wysokiej na 2,5 m wydmie zwanej Bliesenberg, a przy niej wystawiono domek latarnika i skład węgla. Pierwszym odnotowanym w historii latarnikiem został pochodzący z Gdańska Carl Ernst Golchen – poprzednio cieśla okrętowy, który rozpalił ogień po raz pierwszy 22 sierpnia 1790. W 1698 roku spalono 18 t węgla – były to bardzo znaczne koszty mimo pobierania na ten cel opłat od kapitanów statków.

Tekst: Władysław Valle Szarski - dyrektor Muzeum Obrony Wybrzeża w Helu

Oczywiście do naszych czasów nie przetrwały wizerunki tych najstarszych latarni, ale na trenie Muzeum Helu czy w rozewskim blizarium można oglądać rekonstrukcję takich dawnych bliz. Poniżej bliza z placówki muzealnej Helu.

Fot. Muzeum Helu

Fot. główna wpisu Latarnica /2019.


Zdjęcie na niedzielę - 11 sierpnia 2019

W drugą niedzielę sierpnia zaglądamy w okolice latarni morskiej Stilo (koło Osetnika). Fotografia została wykonana z drona.

Więcej fantastycznych zdjęć autora na facebooku: https://www.facebook.com/CiapDron/?__tn__=%2Cd%2CP-R&eid=ARCc-ohrAZrN8AWOZMRsNxi4JMSgHf8we_xPdUp6yxtUVgDSc1zakCL2Tevj5tbRgh0jbZ9X_zq7W8YC

Fot. Ciap-dron / lipiec 2019


Wakacje 2018 [14] - nie ma wakacji bez Szwedzkiej Górki vol. 2

W ostatnim wpisie pokazywałam wam konstrukcję z Góry Szwedów z daleka. Dziś podejdziemy bliżej.

Najbliższe otoczenie Góry Szwedów jest bajeczne. Cała okolica to urokliwe wydmy i wspaniały widok na szerokie plaże i morze.

Fot. Latarnica / czerwiec 2018


Dobrze rokujące nowości! [2]

Dziś chciałabym zakończyć prezentację nowości, w których znajdziecie dużo historii z naszego wybrzeża. W miniony piątek zaproponowałam wam 6 nowych tytułów, z których na razie przeczytałam tylko jeden.

Poniżej propozycja 3 kolejnych. W tym przypadku za mną również lektura jednego z nich i wkrótce pojawi się tutaj recenzja. Notki o książkach pochodzą od wydawców.

Latarnie morskie Półwyspu Helskiego - Marcin Wawrzynkowski (wyd. Stowarzyszenie Przyjaciele Helu)

Latarnie morskie, to bardzo charakterystyczny element nadmorskiego krajobrazu niezależnie od kraju i szerokości geograficznej. Wysokie strzeliste wieże, często oryginalnie pomalowane, są chętnie odwiedzane przez turystów. Nic dziwnego, działają na wyobraźnię, wywołują pozytywne zazwyczaj skojarzenia. Lubimy je i w dzień, kiedy możemy wdrapać się na ich szczyt, by podziwiać zapierającą dech w piersiach panoramę, a także oglądać je w nocy, gdy swym światłem wskazują drogę do portu, lub ostrzegają przed niebezpieczeństwem. Na polskim wybrzeżu funkcjonuje 17 latarni morskich z czego pięć z nich (razem z obiektami nieczynnymi) znajduje się na Półwyspie Helskim.

Mewa na patyku - Barbara Caillot, Aleksandra Karkowska (wyd. Muzeum Sopotu)

„W tym moim domu ja byłam ze Świętokrzyskiego, nade mną mieszkała pani ze Lwowa, do Sopotu przyjechałam w 1946 roku na wiosnę, myśmy wszyscy byli z innych miast” – tak zwykle rozpoczynają się wspomnienia mieszkańców uzdrowiska – mówi Karolina Babicz-Kaczmarek, dyrektor Muzeum Sopotu. – „Wilno, Lwów, Warszawa, Lesko, Grudziądz, Bydgoszcz, Jędrzejów, Kraków, Gdynia, Kościerzyna, Poronin, Nasielsk – to tylko niektóre z miejscowości, z których przyjechali powojenni sopocianie. Byli w różnym wieku, z różnym bagażem doświadczeń i wspomnień. Wybrali Sopot. Ponad 60 lat później wzięli udział w projekcie poświęconym losom mieszkańców i podzielili się swoimi historiami” – dodaje dyrektor sopockiego muzeum.

Mewa na patyku to opowieść o życiu codziennym mieszkańców kurortu obejmująca lata 1945–1960. Składają się na nią wzruszające wspomnienia z dzieciństwa i młodości spędzonych w Sopocie, dopełnione anegdotami i niepowtarzalnymi wspomnieniami bohaterów. Książka wzbogacona została także licznymi fotografiami, rysunkami, listami i wieloma innymi materiałami pochodzącymi z archiwów sopocian.

Publikacja, wydana przez Muzeum Sopotu, została przygotowana również z myślą o najmłodszych czytelnikach oraz ich dziadkach i pradziadkach. Stylem i narracją znosi międzypokoleniowe bariery i uczy młode generacje otwartości oraz zachęca do zgłębiania historii, również tej rodzinnej.

W kurortach przedwojennej Polski - Maja i Jan Łozińscy (wyd. PWN)

Dwudziestolecie międzywojenne było czasem doskonałej zabawy. Do ulubionych rozrywek bywalców modnych miejscowości należały jazda na nartach, zabawa na dancingach i gra w brydża. Wszystkie te przyjemności były także oferowane w specjalnych pociągach rajdowych, których trasa wiodła przez podnóże polskich gór, od Jaremcza u stóp Czarnohory po Wisłę w Beskidzie Śląskim. Nocą podróżowano, za dnia zaś zatrzymywano się w znanych miejscowościach narciarskich. Autorzy książki zabierają czytelników w podróż po tętniących życiem kurortach Drugiej Rzeczypospolitej. Uzupełnieniem pełnego anegdot i fragmentów wspomnień tekstu jest znakomity zbiór wcześniej niepublikowanych fotografii dokumentujących letnie i zimowe wojaże znanych polityków, między innymi Józefa Piłsudskiego, Ignacego Mościckiego, Józefa Becka, a także aktorów, sportowców i artystów, takich jak Adolf Dymsza, Hanka Ordonówna czy Witkacy.

Fot. główna wpisu - pexles.com


Widoki z podróży [32] - Szwecja

W kolejnym podróżniczym cyklu moich Czytelników przenosimy się do portu w szwedzkim mieście Ystad. Tam znajduje się maleńka latarnia nazywana latarnią Ystad z molo zachodniego.

Fot. Łukasz Łapanowski / 2019 (fot.1), fot 2-3 Wikimedia.org

Poniżej kilka faktów nt tego obiektu:
– zbudowana w 1866 roku (architekt Gustav von Heidenstam)
– nieaktywna od 1975 roku
– ośmiokątna, stożkowa wieża żeliwna
– wysokość wieży 16 m
– dolna połowa latarni morskiej pomalowana na kolor ciemnoczerwony; górna połowa latarni pomalowane na biało z ciemnoczerwonym wykończeniem; kopuła latarni jest zielonkawo-metaliczna
– latarnia znajduje się na tradycyjnym nabrzeżu w pobliżu terminalu promowego
– wieża zamknięta

Poniżej historyczne ujęcie na starej karcie pocztowej, fot. leuchtturm-welt.net

Poniżej Street View i widok satelitarny z Google Maps

Poniżej detale i optyka, fot. Wikimedia.org [4x]

Fot. główna wpisu - Wikipedia.org


Zdjęcie na niedzielę - 4 sierpnia 2019

Pierwszą niedzielę sierpnia chciałabym uświetnić obrazkiem już z tegorocznych wakacji w Kuźnicy. Dla mnie ten kadr jest idealny. Nie technicznie, ale motywem.

Bo co my tutaj widzimy? Jest Zatoka Pucka, na dalekim planie w tle łódka, poza tym molo z kuźnicznej mariny i wolno bytujący kot. Ode mnie otrzymał imię Pomykacz i spotykamy się już kolejny rok.

Pomykacz jest zadbany, dobrzd odkarmiony. Dbają o to panie z informacji turystycznej w Kuźnicy.

Fot. Latarnica / czerwiec 2019.


Dobrze rokujące nowości! [1]

Wiosna i lato przyniosła w tym roku kilka doskonale zapowiadających się lektur książkowych. Kto gustuje w historii wybrzeża, kocha nasze morze i nie potrafi bez niego oddychać a pewno odnajdzie się w tych lekturach.

Od razu dodam, że jeszcze żadnej nie czytałam, ale może ktoś z was chciałby również już nabyć to wrzucam zajawki z krótką informacją. Notki o książkach pochodzą od wydawców.

Jurata. Cały ten szpas - Anna Tomiak (wyd. Czarne)

Dziewięćdziesiąt lat temu zauroczeni swoim morzem Polacy zamarzyli o kurorcie z prawdziwego zdarzenia. Jurata natychmiast stała się ulubionym miejscem wakacyjnych pobytów ówczesnych elit. Można tu było spotkać Wojciecha Kossaka, zajeżdżającego przed swój dom lśniącym automobilem. Plażą przechadzał się prezydent Mościcki, a w luksusowych pensjonatach zatrzymywały największe gwiazdy z Bodo, Smosarską i Kiepurą na czele. 

Krótka przedwojenna historia zakończyła się we wrześniu 1939 roku. Letnicy wyjechali, a Niemcy skwapliwie korzystali z jurackiej infrastruktury. Odpoczywali tu lotnicy Luftwaffe i młodzież z Hitlerjugend. 

Po wojnie władza ludowa usiłowała zmienić elitarny charakter kurortu na egalitarny. W najbardziej atrakcyjnych miejscach wzniesiono ośrodki FWP, wyburzano przedwojenne wille i wycinano sosny. Ale nawet pod nowymi rządami Jurata zachowała swój swobodny styl przechowywany we wspomnieniach i anegdotach. 

W XXI wieku w miejscu dawnej Juraty wyrasta nowa, ze szkła, betonu i stali. Historia toczy się dalej. 

Anna Tomiak opowiada o nadmorskim kurorcie od jego początków w 1928 roku, przez zmianę w centrum wczasów pracowniczych, aż po powrót do elitarności w latach 90. i czasy współczesne.

Wakacje 1939 - Anna Lisiecka (wyd. Muza)

Ludzie z pierwszych stron gazet: Nałkowska, Barszczewska, Halama, Mościcki, Gombrowicz i ci mniej znani: Straszewicz, Parnell, Pruszkowski, Roszkowska, Stempowski - w scenerii upalnego lata. Ich nadzieje, tęsknoty, żarty, marzenia i plany. Szlaki przemierzane luksusowymi, szybkimi wagonami o aerodynamicznych kształtach, liniami LOT-u, ale także własnymi samochodami oraz ekonomicznymi wagonami trzeciej klasy. Raiki dla bogatych: Zakopane, Jurata, Krynica, Zaleszczyki i urokliwe letniska: Kosów Huculski, Jaworze, Kazimierz. Słoneczny polski modernizm Ciechocinka oraz campingi wagonowe. Wszystko to w innych niż dzisiejsze granicach i często w zapomnianych pejzażach.

"Taniec w przeddzień kataklizmu, modny krok lambeth-walk, w Zakopanem zabawy letników i artystów, na Polesiu arystokratów, dyplomatów i szefa brytyjskiej misji wojskowej polującego na kaczki. Wojna wisi w powietrzu, jednak jej nie będzie, bo Hitler się nie odważy, a jeśli, to po trzech tygodniach zwycięska defilada w Berlinie, nasza i sojuszników. Mamy gwarancje Anglii. Książka Anny Lisieckiej – pełna szczegółów, epizodów, ludzi krótko obecnych albo znikających wraz z wybuchem wojny w 1939 – odtwarza tamten makabryczno-rozrywkowy nastrój. Po raz drugi w życiu poczułem się trzynastolatkiem na progu wieku dojrzewania. Weź pod rękę damę swą, idź na spacer razem z nią – wzywał lambeth-walk w Zakopanem."
Jacek Bocheński

Pokój z widokiem. Lato 1939 - Marcin Wilk (wyd. W.A.B.)

Współczesne lato to przede wszystkim wakacje. W przedwojennej Polsce lato odróżniało się od innych pór roku tylko tym, że było cieplej.

Podróżowali oczywiście artyści, literaci, dziennikarze, a kurorty z roku na rok stawały się coraz nowocześniejsze (tak jak modernizowała się Polska). Ale nie wszędzie było tak kolorowo. Na wsi o wakacjach się nie marzyło. Krucho z marzeniami było także w województwach wschodnich, dziś określanych mianem Kresów.

Opisując ostatnie przedwojenne lato, Marcin Wilk zajrzał do Zakopanego, spędził trochę czasu w Gdyni, przyjrzał się Zaleszczykom, ale przede wszystkim zboczył z popularnych tras turystycznych. Przemierzając tereny Polski przedwrześniowej, postanowił dotrzeć do żyjących świadków epoki i wysłuchać ich opowieści o ostatnich tygodniach życia w pokoju.

Obrazy pamięci wzbogacone wycinkami z prasy i dokumentami epoki złożyły się w mozaikę o codzienności na moment przed apokalipsą.

Kuźnica - Małgorzata Abramowicz (wyd. BiT)

Kolejna publikacja Małgorzaty Abramowicz o czasach dwudziestolecia międzywojennego nad brzegiem Bałtyku. Opowiada o przemianie małej wioski rybackiej w modne letnisko, o nieustającej walce z żywiołem, o ludziach, którzy na wąskim pasku ziemi, między Wielkim i Małym Morzem z ogromną determinacją walczyli o swoje domy. Jak zwykle pomocne były: prasa międzywojenna, notatki i artykuły, zachowane w archiwach dokumenty, pocztówki, ilustracje i zdjęcia z prywatnych albumów.

Jeszcze żyjemy. Lato '39 - Marcin Zaborski  (wyd. Bellona)

Marcin Zaborski wraca do upalnego lata 1939 roku. Próbuje odtworzyć świat ostatnich miesięcy poprzedzających wojenny dramat. Przywołuje zapachy i smaki. Pokazuje codzienne życie Polaków, zabiera nas na przedwojenne ulice wielu miast i miasteczek, opisuje z jakimi problemami zmagają się w tamtym czasie ich mieszkańcy. Towarzyszy im w podróżach do popularnych kurortów i „badów”. Przygląda się turystom na plażach nad polskim Bałtykiem, śledzi modowe trendy zaglądając do walizek i szaf polskich kobiet.

Uliczny hałas, pękające w szwach kolejki podmiejskie, matrymonialni oszuści, nocne wyścigi nietrzeźwych kierowców. Prężenie muskułów w polskiej armii, dramatyczne sceny z Gdańska, dyplomatyczne zabiegi, które mają uchronić świat przed eksplozją wojennej zawieruchy. Nadzieja na to, że uda się jej uniknąć przeplata się tu z przekonaniem o nieuchronności starcia, które na zawsze już zmieni świat.

Czym żyją Polacy w lipcu i sierpniu 1939 roku?

Tryptyk Helski. Część II od roku 1920 do roku 1938 - Mirosław Kuklik (wyd. Stowarzyszenie Miłośnicy Helu)

"Tryptyk Helski. Część II od roku 1920 do roku 1938" - kolejna część historii Helu obejmującej czasy międzywojnia przybliżona przez dyrektora Muzeum Ziemi Puckiej - Mirosława Kuklika.

Fot. główna wpisu - pexels.com


Wakacje 2018 [14] - helskie wraki

Po zwiedzeniu falochronu wschodniego dawnego portu wojennego przespacerowałam się rok temu do tzw. helskich wraków.

Trzeba spory kawałek przejść pieszo, ale warto. Poniżej mapka z zaznaczonym falochronem wschodnim i miejsce spoczynku wraków.

Fot. Google Maps

A co to są za wraki? W wodach zatoki spoczywają ORP Wicher II i ORP Grom II. Są to okręty z lat 50. XX wieku. Zostały one wydzierżawione przez polską Marynarką Wojenną.

Po zakończeniu służby, kadłuby dwóch powojennych niszczycieli zostały zatopione w pobliżu helskiego portu. Dziś widać je doskonale choć ich stan pozostawia wiele do życzenia. Warunki atmosferyczne i wodne robią swoje.

Zanim dojdziemy na małą dziką plażę od strony zatoki trzeba przejść przez tory kolejowe.

Fot. Latarnica / 2018

A potem już tylko ku linii brzegowej i do wraków. Tereny te wyglądają tak:

Fot. Latarnica / 2018

Natomiast wraki z bliska - tyle na ile się da podejść czy złapać obiektywem - prezentują się na rok 2018 jak na zdjęciach poniżej.

Fot. Latarnica / 2018


Zdjęcie na niedzielę - 28 lipca 2019

Dziś na koniec miesiąca lipca latarniany duecik. Na obu fotografiach aktualny wygląd tzw. latarenki Westerplatte, która jest teraz obiektem nowym i poza fundamentem i bazą z dawnej latarni nie ma już nic.

Fotografie powstały w sierpniu 2018 roku. Latarenka została uchwycona ze statku wycieczkowego, który wypływa z Gdańska na wody zatoki.

Fot. Agnieszka Bańkowska / 2018


Wakacje 2018 [13] - nie ma wakacji bez Szwedzkiej Górki vol. 1

W cyklu blogowym relacji z wakacji 2018 powielam tytuł stworzony we wpisach powakacyjnych z 2017 roku. Niechaj już zostanie taka mała tradycja. Bo cała prawda tkwi w tym krótkim stwierdzeniu - "nie ma wakacji bez Szwedzkiej Górki!".

Choćby nie wiem jaka była pogoda w trakcie tych 2 tygodni na Półwyspie Helskim jeden - ewentualnie dwa dni - muszę poświęcić na pobyt na tej wysokiej wydmie pod Helem.

Do Latarni wiodą co najmniej trzy drogi - alby wyruszy się od MOW i uda w las w kierunku morza, albo z centrum Helu czy spod latarni wzdłuż wybrzeża przez las, albo przez kładki cypla i dalej plażą w kierunku Juraty.

Rok temu po raz kolejny spacer miał miejsce przez ścieżkę idącą początkowo koło płotu terenu MOW. A potem idzie się już oznakowań szlaku. Bo trasa na Górę Szwedów ma swój szlak. A na prawie ostatnim odcinku trafia się jeszcze przy drodze na tablicę z opisem obiektu i mapką.

Poniżej kilkanaście fotografii z tej miłej sercu wycieczki na historyczną wydmę. Nie każdy bowiem kojarzy, że tam w XVII wieku miała miejsce morska potyczka ze Szwedami - wszystko poszło o galeon "Christine" który wszedł na mieliznę pod Helem.

Poniżej fotorelacja z czerwcowego spaceru na Górę Szwedów.

Fot. Latarnica / czerwiec 2018


Kocia strona wakacji 2018 [9]

I choć w kolejce czekają na swoją prezentację koty z tegorocznego pobytu nad morzem wciąż ma do pokazania mruczących przyjaciół z 2018 roku.

Dziś również pozostajemy w Kuźnicy. Chciałabym Wam pokazać dwa kocury. Jednego z nich ponownie spotkałam w tym roku. Drugiego niestety nie. Jeden bytował na stacji PKP Kuźnica, drugi pomieszkuje prawie po sąsiedzku w stosunku do naszej kwatery.

Kotem peronowym był Jajcarz. Imię dostał nie od swego charakteru i żartowania ale faktu, że był kotem niekastrowanym i hojnie obdarzonym przez naturę.

Jajcarz to taki kocur, który podobnie jak kiedyś peronowy Zdenek, wiele już przeżył i niejedną ostrą walkę stoczył. Wszystko to odbija się na jgo marnej posturze i wyglądzie - ma liczne rany i zadrapania i jest mocno szczupły.

Kocur nie był ufny, ale głód robił swoje. Zazwyczaj odczekał aż się oddalę i szybko wcinał co tylko dostał. Ale po którymś juz spotkaniu pozwalał mi dość blisko podejść. Obecność innych kotów go nie zniechęcała. Raczej je przeganiał lub odsuwał się w cień.

Jego rewirem zdecydowanie była stacja i najbliższa okolica torów. Tam go zastawałam i tam się odnajdywał. Oto Jajcarz.

Kocim sąsiadem, mieszkającym po stronie zatoki, jest natomiast Arnold (vel Terminator). Imię otrzymał po kocie z poznańskiego schroniska, który go bardzo przypominał. Kocur może odstraszać wyglądem, ale nic bardziej mylnego. To nie jest typ zabijaki i agresora do ludzi.

Jak widać po fotografiach nie jest w najlepszej kondycji zdrowotnej. Podejrzewam też, że wiekowo jest całkiem kocim seniorem, ale może ten wygląd tak myli. Doskonale radzi sobie żyjąc w kocim stadzie (na tej samej posesji mamy też Rudzika, Gapcia czy Sąsiadkę).

Arnolda bardzo lubię. Początkowo jest nieufny, ale potem całkiem odważnie podchodzi do człowieka. jedzonko chętnie wcina i lubi delikatne drapanie po głowie. Pięknie wtedy pomrukuje.

Fot. Latarnica / czerwiec 2018


Wakacje 2018 [12] - port wojenny

Rok temu podczas letniego urlopu po raz pierwszy odwiedziłam dawny port wojskowy i dotarłam to miejsca spoczynku słynnych, często fotografowanych, helskich wraków.

W tym roku nie powtarzałam tej wycieczki. Może za rok sprawdzę czy coś się zmieniło. Trochę było za gorąco na tą trasę choć  nie powstrzymało mnie to przed szaleństwem corocznego dotarcia do Góry Szwedów. W tym przypadku pogoda nie ma znaczenia. Muszę tam być i tyle.

Spacer rozpoczęłam od sfotografowania tak charakterystycznego betonowego pirsu w porcie (falochron wschodni prostopadły do lądu) ,na końcu którego znajduje się znany ze zdjęć z internetu kot - grafitti z dopiskiem "Hej przyjacielu co robisz na Helu?"

Fot. Latarnica / czerwiec 2018


Zdjęcie na niedzielę - 21 lipca 2019

Dziś przenosimy się na nasze wybrzeże zachodnie. Tuż przy granicy leży popularne miasto kuracyjne i turystyczne - Świnoujście.

Świnoujśćie słynie z bardzo wysokiej latarni morskiej. Ale jednym z najbardziej znanych obiektów jest charakterystyczny biały "wiatrak". To stawa nawigacyjna usytuowana na głowicy falochronu zachodniego. Jej nazwa to Stawa Młyny.

Na fotografii poniżej prom Unity Line w kanale portowym - już po minięciu wiatraka.

Fot. Artur Żyto / czerwiec 2019


Widoki z podróży [30]- Szwecja

Dziś dla odmiany przeskakujemy w tym cyklu na północ. Ostatnio byliśmy oglądać latarnie na Korfu, a teraz Szwecja. Fotografię ze swojej wyprawy podesłał do mnie Czytelnik latarnianego fan page'u z facebooka. Odwiedził jeszcze kilka innych (Szwecja i Niemcy) i pojawią się one również tutaj. Na początek ciekawa konstrukcja latarni Sandhammaren.

Fot. Łukasz Łapanowski / 2019

Poniżej kilka faktów nt tego obiektu:
– zbudowana 1862 (projektował ją znany budowniczy Gustav von Heidenstam)
– obiekt aktywny
– wysokość światła 31 m n.p.m.
– wysokość wieży 29,5 m
– żeliwna wieża o konstrukcji szkieletowej
– w użyciu oryginalna soczewka Fresnela
– wieża pomalowana na czerwono
– niedaleko dostępny jest parking przydrożny
– wieża zamknięta dla turystów
– położona jest na rozległym obszarze wydm i lasów morskich

Poniżej plan tej latarni (fot. z strony latarnie.com.pl) oraz sylwetka budowniczego latarń Gustava von Heidenstam, fot. wikipedia.org

Poniżej archiwalne fotografie z 1891 roku, fot. wikipedia.org

Poniżej fotografia współczesna latarni i jej optyka, fot. archiwalna (1891 rok) i współczesna, fot. wikipedia.org [4x]


Ocalić od zapomnienia

Dziś drodzy Czytelnicy mojego bloga mam dla Was rarytas. Tekst będzie dłuższy niż zwykle, ale jest artykułem, który swego czasu wpłynął od Autorki do "Helskiej Blizy".

Tekst jest o latarnikach z Helu a nawet konkretnym jednym zdarzeniu z odległej przeszłości. Zapraszam do poczytania (zachowałam oryginalną pisownię artykułu - w postaci w jakiej dostałam).

tekst: Anna Staniszewska - malarka

OCALIĆ OD ZAPOMNIENIA

Artykulik ten oparłam na mało stosunków znanych, a fascynujących pamiętnikach Wacława Leszczyńskiego „Ludzie naszego Wybrzeża” wydanych w Kanadzie, w Toronto, w roku 1966. Drugie wydanie ukazało się również w Toronto w r. 1981. O ile mi wiadomo, w Polsce pamiętniki te nie zostały nigdy opublikowane, natomiast ich fotokopia znajduje się w miejscowej bibliotece publicznej w Helu.

Wacław Leszczyński pierwszą wojnę światową spędził częściowo w Rosji. W latach 1927-1930 służył w polskiej Marynarce Wojennej, ukończył szkołę specjalistów morskich i zdobył specjalność radiotelegrafisty. W latach trzydziestych pływał w marynarce handlowej. W międzyczasie pracował na latarniach morskich. Przez pewien czas był nawet kierownikiem latarni Hel, przełożonym latarników Jana Myślisz i Konrada Budzisza. Po najeździe hitlerowskim w czasie próby odwiedzenia rodziny został aresztowany i wywieziony w głąb ZSRR, a po zawarciu układu Londyn-Moskwa  (1941 r.) zwolniony – odbył wędrówkę dookoła świata, zanim dotarł do Wielkiej Brytanii. Przeżył m.in. storpedowanie statku „Empress of Canada”. W roku 1943 pływał na „Burzy”. Po wojnie powrócił do Marynarki Handlowej.

Zasadniczą część swojego fascynującego opracowania Wacław Leszczyński poświęca służbie brzegowo-morskiej oraz dziejom polskiego latarnictwa. 

Jan Myślisz, urodzony w 1895 r., rodowity kaszub i rybak w 1920 r. (w czasie, gdy gen.Haller obejmował w posiadanie polski dostęp do morza) wstąpił do wojska polskiego i poszedł na front wschodni, gdzie za okazane męstwo otrzymał srebrny krzyż Virtuti Militari.

Po zwolnieniu z wojska w r. 1922 objął obowiązki bosmana portu w Pucku. W roku 1924 został przeniesiony na Hel na stanowisko latarnika i w krótkim czasie mianowany starszym latarnikiem. 

Najstarszy z obsługi helskiej Blizy – Konrad Budzisz – odczuwał współzawodnictwo i wyróżnienie Jana Myślisza jako swoja krzywdę i poniżenie.

Jan Myślisz był obdarzony potężnymi barami i dłońmi. W służbie w latarni w obcowaniu z ludźmi umiał sobie dawać radę i nigdy nie pozwalał sobie dmuchać w kaszę. 

Budzisz natomiast miał budowę szczuplejszą. Myślisz był czarniawy, a Budzisz uchodził za jasnego blondyna. Ale Konrad budzisz górował nad Janem Myśliszem w sprawach gospodarczych i wiedział jak wydać ciężko zapracowany grosz. Dla niego, poza pracą istniała głównie rodzina (żona oraz dzieci) i dom.

Dodam, że ród Budziszów jest do dziś liczny. W samej Kuźnicy znaczna część rybaków nosi to chlubne nazwisko. A jeden z dwóch obecnych latarników to też Budzisz (Konrad Budzisz był bratem jego dziadka).

Tak, krok po kroku zbliżyłam się do wydarzenia, które zamierzam opisać;

Tej nocy służbę na latarni miał Jan Myślisz. Wziąwszy przygotowane na noc jedzenie oraz pobrawszy po drodze z magazynu paliwo Jan Myślisz otworzył drzwi latarni i zaczął się wspinać na górę. W połowie drogi mimo wrodzonej krzepy musiał jak zwykle przystanąć na kilka minut, aby złapać oddech i otrzeć pot z czoła. 

Na szczycie latarni była oszklona kopuła, a w samym jej środku stałą aparatura optyczna. Latarnik naprzód nalewał nafty silnopłomiennej do zbiornika, potem pompował powietrze i w ten sposób wytwarzał ciśnienie gazu. Musiał uważać, aby środek płomienia palników był w centrum wypukłej soczewki „optyki” otaczającej dookoła płomień. Ażeby samo ognisko było więcej skupione zakładał na płomień specjalną AZBESTOWĄ KOSZULKĘ.

Promienie świetlne wychodzące z ogniska palnika pod ostrymi kątami przechodziły przez szkła optyczne i były kierowane systemem soczewek zaopatrzonych na końcach w pryzmaty. Promienie świetlne wychodzące z latarni biegły w przestrzeń jakby zwartą wiązką pod odpowiednim katem nachylenia. Do obracania zasłony „optyki” służył ciężar, który trzeba było podnieść do góry za pomocą korby, nastawić regulator i ciężar spadając powoli obracał tę zasłonę. (Później, w r. 1938 latarnię zelektryfikowano i obecnie obsługiwanie jej wymaga wchodzenia latarnika na górę tylko w przypadkach awarii.) 

Owego wieczoru Jan Myślisz zwolnił ciężar. Latarnia zaczęła wydawać błyski, rzucając snopem światło, które obracało się równocześnie.

W kopule wydzielały się spaliny, dlatego dyżurka latarnika znajdowała się o piętro niżej. Ukończywszy swą pracę Jan Myślisz zszedł do dyżurki, zjadł kolację i zmęczony rozłożył się na ławie. Około północy powinien dopompować gazu i ponownie nakręcić ciężar obrotowy. Niestety nie zrobił tego…

Ciężar obrotowy doszedł do dna latarni i zasłona „optyki” stanęła a płomień latarni wygasł. 

Po północy w mieszkaniu kapitana portu Hel rozdzwonił się telefon, 

- Tu kapitan portu w Gdyni. Dlaczego latarnia nie świeci? Statek włoski telegrafuje, że osiadł na mieliźnie.

No i nastąpiło piekło!!!

Statek włoski, choć szybko ściągnięty z mielizny, żądał odszkodowania.

Rano kapitan portu, zgodnie z przepisami postanowił, że za miesiąc odbędzie się rozprawa w Izbie Morskiej w Gdyni z udziałem wszystkich stron. A jako najkompetentniejszego rzeczoznawcę wyznaczył Konrada Budzisza.

Miesiąc upłynął i w Gdyni, w Izbie Morskiej rozpoczęła się rozprawa. 

Jan Myślisz zapytany co myśli o całej sprawie odpowiedział:

- podczas pracy odkręciła się śrubka od pompy sprężającej gaz i z tego powodu nie można było uzyskać ciśnienia, gdyż pompę należało naprawić.

Następnie sędzia zwracając się do rzeczoznawcy zapytał:

- panie Budzisz, co pan jako rzeczoznawca sądzi o zeznaniu Myślisz i czy w ogóle było to możliwe?

Odpowiedź Budzisza była krótka:

- nie.

- a jak to pan uzasadnia?

- musiał głośno chrapać, to nie słyszał jak stanęła obrotnica zasłony. To samo stało się  z płomieniem latarni. 

W wyroku Myślisz otrzymał surową naganę. Było to gorzkie upokorzenie dla Jana Myślisza, rodowitego Kaszuba, starszego latarnika, ławnika sądu miejskiego, prezesa związku rybaków, komendanta straży pożarnej, zastępcy wójta, a w dodatku kawalera orderu Virtuti Militari.

Cóż, w ciągu owych wszystkich trudnych lat, gdy latarnik ciężko pracował fizycznie, zdarzyło się to tylko raz. Koń ma cztery nogi, a też się potknie.

Dla mnie cała ta sprawa przydaje tylko temu pomnikowemu skądinąd człowiekowi naszego wybrzeża ludzkich wymiarów.

Podczas okupacji hitlerowskich zarówno Jan Myślisz jak i Konrad Budzisz byli długo pod naciskiem gestapo, które żądało, aby wpisali się na listę uprzywilejowanych. Obaj kategorycznie odmówili wszelkiej współpracy z okupantem. W wielkim nieszczęściu utraty niepodległości okazało się że jeden i drugi byli z najszlachetniejszego kruszcu.

Obaj czuli jednakowo:

 „Nie ma Kaszeb bez Polonii, a bez Kaszeb Polsczi”.

Konrad Budzisz długo chorował, wreszcie uległ częściowemu paraliżowi i zmarł.

Wielu przyjaciół i znajomych odprowadzało starego latarnika na cmentarz. Spoczął między rybakami i obrońcami Helu. Na świeżym grobie złożono bukiety i wieńce. Jeden z piękniejszych pochodził od Jana Myślisza. Czytałam, że gdy ludzie zaczęli się już rozchodzić, to właśnie on został najdłużej przy grobie starego przyjaciela z latarni.

Jan Myślisz zmarł w 1975 roku. Jest również pochowany na helskim cmentarzu.

p.s. Fotografię Jana Myślisza w mundurze latarnika użyczyła mi jego wnuczka

Poniżej legitymacja "Virtuti Militari" (rewers i awers)

Poniżej fotografia Jana Myślisza

Poniżej opis na rewersie fotografii Jana Myślisza, dopiski Jerzego Maliszewskiego

Materiały: (tekst i fotografie) z archiwum MOW w Helu.

Opisywane w artykule zdarzenia dotyczą przedwojennej latarni morskiej w Helu. Jej trzy fotografie poniżej.

Fot. z archiwum Muzeum Helu (również główna wpisu)


Wakacje 2018 [11] - będąc na przylądku

10 odcinek cyklu zakończyliśmy na pieszym spacerze z Władysławowa na Przylądek Rozewie. Ostatnie fotografie ukazywały oznakowanie tego miejsca na tzw opasce betonowej u stóp przylądka nad otwartym morzem.

Dziś jesteśmy kawałek wyżej. Wspięliśmy się niemal górską ścieżką pokonując zakręty i strome drewniane schody. A co czeka na strudzonego wędrowca na wysokim zadrzewionym klifie? Dwie rozewskie blizy! I cały atrakcyjny teren blizarium.

Poniżej sylwetki obu latarń (stan na czerwiec 2018) oraz ich najbliższe otoczenie. Skwerek przed latarnią Rozewie I jest popularnym miejscem turystycznym. Tam znajdują się też drogowskazy z odległościami w kilometrach do kilku innych naszych latarń.

Fot. Latarnica / czerwiec 2018


Zdjęcie na niedzielę - 14 lipca 2019

Dziś w cyklu niedzielnym pierwsze zdjęcie (poza projektem Kuźnica AD 2019) z tegorocznych wakacji na Półwyspie Helskim. Bohaterem portowej fotki jest kot Pomykacz z kuźnicznej mariny.

Za jakiś czas wrzucę jego więcej zdjęć, bo mimo swej płochliwości pozował jak urodzony model (za sowitą opłatą chrupek oczywiście i drobiowych przysmaków).

Takie połączenie tematu jak wody zatoki, nadmorskie kamienie częściowo pokryte roślinnością i kot wypatrujący ofiary (pewnie rybki) - to perfekcyjny kadr wakacyjny. Do tego pora wieczorna, pomału zachodzące słońce. Uwielbiam tą fotografię.

Fot. Latarnica / czerwiec 2019