Jak NOWE zawitało w domu

Kiedy pod sam koniec czerwca wracaliśmy z cudownych, tak wyczekiwanych wakacji na półwyspie helskim, wiedziałam że przed nami jeszcze ten trzeci etap do realizacji. W tym roku na 1 półrocze zaplanowaliśmy do realizacji: remont mieszkania (przypadł na kwiecień/maj), wakacje (II połowa czerwca) i adopcję nowego kota, która miała nastąpić po rozluźnieniu zasad adopcyjnych zaostrzonych od wiosny z powodu koronawirusa.

Niestety czerwiec się skończył, nadszedł lipiec i nic nie wskazywało, że cokolwiek się zmieni. Byłam przekonana, że adopcja następcy Errora odbędzie się tak samo jak w 2010 roku tzn ostatecznie kota nas wybierze. Niestety tym razem to ja musiałam wybrać. I to na podstawie zdjęć i opisów (nie ma teraz możliwości zapoznania się ze zwierzakiem). trochę przypomina to rosyjską ruletkę adopcyjną. każdy kociarz wie jak ważne jest to co się wytworzy między człowiekiem i kotem - czy ono w ogóle jest czy zwierzę nas ignoruje i nie pasujemy do siebie.

Już od maja zaczęłam intensywnie przeglądać na stronie internetowej schroniska dział: koty dorosłe do adopcji (jak zawsze w grę wchodziło tylko dorosłe zwierzę jako to z mniejszą szansą na dom). Określiliśmy sobie widełki wieku jako 2-5 lat, płeć obojętna choć kot dla mnie zawsze kojarzył się jednak z kocurkiem. Nie chciałam się jednak zamykać na los i założyłam, że ostatecznie kotka też może być.

Od samego początku w oko wpadła mi ponad 5 letnia Mysza, która miała bardzo nieatrakcyjne poruszone zdjęcie, ale serce dziwnie przy nim zadrgało. Informacja była krótka i niewiele wnosząca. Schronisko nie wiedziało nic o jej przeszłości. Została dostarczona do nich przez straż miejską z ulic Poznania.

Po drodze moja lista potencjalnych kotów rozrosła się do 10. Kilka szybko odpadło z powodu wieku (około roku), co mogło stwarzać w domu problemy podczas naszej nieobecności gdy jeździmy do pracy, bo roczny kot to bomba energii i pomysłów. Rzadko mądrych. Ostatecznie na placu boju zostały trzy koty (dwie kotki i kocurek), a potem dwa - dwuletni bury kocur Janusz i kotka Mysza.

Poniżej fotografie Myszy z okresu schroniskowego:

Fot. Felicja Zdankiewicz / wolontariat schroniskowy

Mysza z założenia przejęła facebookowy profil kota Errora i kontynuuje jego akcje pomocy dla poznańskiego schroniska. Szybko dostała swoje logo i nowy wizerunek fan page'a i właśnie tam - kilka dni po adopcji przedstawiła się i swoją historię wszystkim oczekującym. Nie napisałam ani słowa wcześniej jaki to kot i jakiej płci. Przyjaciele musieli cierpliwie zaczekaj na pierwsze dni aklimatyzacji i jej pojawienie się. A ponieważ początki nie były łatwe (dwie pierwsze dobry wręcz bardzo trudne dla kotki jak i nas - ogromny stres i strach powodował ze była kulą złości i agresji - czekaliśmy na rozwój wypadków i staraliśmy się poznać nawzajem i dać sobie czas. Imię zostawiliśmy bo tak do niej mówiono przez rok a dostała rownież drugie imię - żeńską formę Errorka od imienia swego poprzednika Errora.

Oto jak Mysza Errorka wkroczyła 9 lipca 2020 roku w w wielki świat internetu, oddam jej głos:

Dzień dobry wszystkim. Jestem MYSZA. Mysza Errorka. Ale nie jego własność, tylko dostałam takie drugie imię. Jest ono w formie żeńskiej, ku pamięci mojego poprzednika. Ponoć był wyjątkowym kotem i robił wiele dobrego. Tak mi w moim nowym domu mówiono. Nie wiem o co chodzi, ale dużo dobrych ludzi czekało tutaj aż miauknę własnym głosem. Zatem się odzywam.
Jestem dziewczynką. Mam 5,5 roku z czego rok spędziłam w schroniskowej klatce. Bardzo tego nie lubiłam. W końcu jestem kotem i deptanie w terenie to coś co bardzo cenię. Chorowałam po tym jak mnie znaleziono na jednej z ulic Poznania. Ktoś mnie dostrzegł. A potem straż miejska przewiozła mnie do schroniska. Jak to kot uliczny miałam koci katar i pasożyty. Zrobiono mi też zabieg i od lutego tego roku jestem już po kastracji.
Mysza to moje schroniskowe imię. Moi Opiekunowie postanowili mi je zostawić. Mówią, że jestem Mysza i koniec. A ja na to przytakuję, bo gaduła ze mnie straszna. 
Nie wiem co się wydarzyło 4 lipca w sobotę. Przez rok nikt mnie nie chciał, nikt nie pytał, nie oglądał, nie brał pod uwagę że mógłby dzielić ze mną życie. Ludzie gadali: nieadopcyjna, dzikuska, agresywna, nie lgnie do ludzi, wrażliwa na dźwięki, denerwująca się na inne koty. Dostałam w papierach status „jedynaczki”. 
Moja Mamcia dostrzegła mnie już na schroniskowej stronie www w maju. Pomyślała, że jestem piękna i wyjątkowa. I jakoś bardzo wskoczyłam jej do głowy, taki sobie przytulny kącik tam znalazłam. Po drodze była próba adopcji kocura z jednej fundacji, potem kilka kotów wybranych ze schroniska zawracało głowę Dużym i dopytywali o nie pracowników i wolontariuszy. Ale nie chciałam dać o sobie zapomnieć, mimo że opinii nie miałam najlepszej. Ponoć zaszło coś dziwnego. Przegoniłam najlepszych konkurentów, choć mieli cechy ideałów. Wygrało serce i intuicja, które od początku było myszowate. Ja musiałam tylko troszkę pomóc w tym wyborze. To była chwila i decyzja jedna na milion. Sama postanowiłam zapakować się w nieznany mi i obco pachnący kontener i stwierdziłam, że nie wyjdę. To przeważyło. Czasami chyba warto mimo strachu zaryzykować...
Jestem więc w nowym domu od 5 dni. I poznaję co to „domowe” życie. Duzi mnie kochają i nieustannie mi o tym mówią. Akceptują wszystko co we mnie jest. Bo wierzą, że Mysza jest wspaniałym kotem. Nie znają mojej przeszłości i pierwszych lat życia. To pusta karta. Nie chcą nawet sobie wyobrażać co mogłam dotąd przeżyć. Tak to się zaczęło. 
Jeśli będziecie zainteresowani, codziennie wam tutaj coś opowiem. Słyszałam, że czasami będzie jakaś domowa „robota” do wykonania. Trzeba się pokazać i poobwąchiwać różne podarunki dla tych co mieli dotąd mniej szczęścia i czekają wciąż na dom w schronisku. Chyba temu podołam. Witam Przyjaciół Errora - Wasza Mysza

Wczoraj minęły równo cztery tygodnie jak żyjemy razem. To nie jest ten sam kot. Miło patrzeć jak się zmienia, otwiera, ufa. Po drodze mieliśmy już trzy dowozy darów do schroniska i przegląd u weterynarza. Jaka będzie przyszłość? Co przyniesie? Nigdy nie wiadomo. Ale teraz już jej los jest związanym z nami i odwrotnie. To już nasza wspólna droga. Najważniejsza zasada Jets taka: dużo cierpliwości, obserwacji, i zapomnienie wszystkiego co lubił i preferował poprzedni kot. Każdy nowy zwierzak to czysta karta do odkrycia.

Fot. Latarnica / lipiec 2020


Zdjęcie na niedzielę - 15 marca 2020

Na dziś planowałam zupełnie inne zdjęcie. Akurat również było w kociej tematyce, ale wakacyjne, pogodne. Życie jednak lubi zmienić plany.

W piątek 13 marca runął mój świat. Musiałam podjąć tą najtrudniejszą decyzję i zrobić to co jest dobre dla Przyjaciela, a dla nie mnie. Na pewno będzie kiedyś szerszy wpis, ale póki co ból jest tak ogromny, że mogę tylko (co przychodzi z ogromnym trudem) wstawić to zdjęcie.

Do zobaczenia Errorku, kiedyś, gdzieś... Przyjacielu, nauczycielu życia i odpoczywania.

Fot. Latarnica/ marzec 2020


Na koniec roku

Kończy się rok. Jeszcze kilkanaście godzin i przywitamy 2020. Jaki był ten miniony? Przede wszystkim zaskakujący.

Już w styczniu ogromne zaskoczenie gdy otrzymałam w Narodowym Muzeum Morskim medal i doceniono moje latarniane pasje. Wakacje na Półwyspie Helskim, które jeszcze w drodze wydawały mi się takimi, podczas których nie wyluzuję i nic mnie nie ucieszy, okazały się najlepszymi. Dotarłam do nowych miejsc (w tym ruin latarni Jastarnia Bór, ale o tym dopiero będzie), poznałam nowe osoby (w tym m.in. dyrektora Muzeum Helu, modelarza z Koszalina Marcina który stworzył piękny model Góry Szwedów), zrobiłam najlepsze zdjęcia kotów nadmorskich (tym też się dopiero pochwalę) i ponownie spotkałam Czochracza z Kuźnicy.

Lekturowo to również był dobry rok. Niemal same trafione w sedno książki, tylko wysokie noty. Kończę go z 90 książkami na liczniku i to dobra statystyka, choć wiadomo zawsze chciałoby się więcej. Bo lektur w kolejce są setki.

Właśnie kończę zbiórkę darów dla poznańskiego schroniska. To kolejne światełko w tym roku. Ludzie jak zwykle okazali hojość i pojechało kilka sporych transportów z pomocą dla podopiecznych schroniska. Bardzo wszystkim dziękuję!

Były też niemiłe doświadczenia, o jednym z nich pisałam niedawno we wpisie o 11 urodzinach mojego kocura. trochę tez sama posypałam się zdrowotnie i często nie dawałam rady psychicznie, ale uciekałam w lektury i latarnianą pasję.

Nowy Rok budzi we mnie obawy. Bo tak naprawdę nigdy nie wiemy co nas czeka. Trochę się tego boję. A jednak są też nadzieje. I ich się trzymam. Nadzieje na zobaczenie nowych miejsc, na nowe zachwyty literackie, na nowe możliwości leczenia kociego przyjaciela.

To tyle słów ode mnie. A na sam koniec, dziś 31 grudnia, życzę Wam drodzy Czytelnicy Latarnicy abyście doświadczali w nowym 2020 wiele dobra - od bliskich, od ludzi, od zwierząt. Dbajmy o przyrodę i planetę bo jest coraz gorzej. Odkryjmy w sobie pokłady empatii, pochylajmy się nad słabszymi i potrzebującymi. Faromaniakom nowych latarnianych wypraw. Wszyscy przecież czekamy na obiecane otwarcie dla turystów latarni Rozewie II.

Wszystkiego dobrego od Latarnicy! Dziękuję że tutaj jesteście, że czytacie, ze nadsyłacie swoje zdjęcia i opisujecie wrażenia.

Fot. Latarnica


Zdjęcie na niedzielę - 4 sierpnia 2019

Pierwszą niedzielę sierpnia chciałabym uświetnić obrazkiem już z tegorocznych wakacji w Kuźnicy. Dla mnie ten kadr jest idealny. Nie technicznie, ale motywem.

Bo co my tutaj widzimy? Jest Zatoka Pucka, na dalekim planie w tle łódka, poza tym molo z kuźnicznej mariny i wolno bytujący kot. Ode mnie otrzymał imię Pomykacz i spotykamy się już kolejny rok.

Pomykacz jest zadbany, dobrzd odkarmiony. Dbają o to panie z informacji turystycznej w Kuźnicy.

Fot. Latarnica / czerwiec 2019.


Kocia strona wakacji 2018 [9]

I choć w kolejce czekają na swoją prezentację koty z tegorocznego pobytu nad morzem wciąż ma do pokazania mruczących przyjaciół z 2018 roku.

Dziś również pozostajemy w Kuźnicy. Chciałabym Wam pokazać dwa kocury. Jednego z nich ponownie spotkałam w tym roku. Drugiego niestety nie. Jeden bytował na stacji PKP Kuźnica, drugi pomieszkuje prawie po sąsiedzku w stosunku do naszej kwatery.

Kotem peronowym był Jajcarz. Imię dostał nie od swego charakteru i żartowania ale faktu, że był kotem niekastrowanym i hojnie obdarzonym przez naturę.

Jajcarz to taki kocur, który podobnie jak kiedyś peronowy Zdenek, wiele już przeżył i niejedną ostrą walkę stoczył. Wszystko to odbija się na jgo marnej posturze i wyglądzie - ma liczne rany i zadrapania i jest mocno szczupły.

Kocur nie był ufny, ale głód robił swoje. Zazwyczaj odczekał aż się oddalę i szybko wcinał co tylko dostał. Ale po którymś juz spotkaniu pozwalał mi dość blisko podejść. Obecność innych kotów go nie zniechęcała. Raczej je przeganiał lub odsuwał się w cień.

Jego rewirem zdecydowanie była stacja i najbliższa okolica torów. Tam go zastawałam i tam się odnajdywał. Oto Jajcarz.

Kocim sąsiadem, mieszkającym po stronie zatoki, jest natomiast Arnold (vel Terminator). Imię otrzymał po kocie z poznańskiego schroniska, który go bardzo przypominał. Kocur może odstraszać wyglądem, ale nic bardziej mylnego. To nie jest typ zabijaki i agresora do ludzi.

Jak widać po fotografiach nie jest w najlepszej kondycji zdrowotnej. Podejrzewam też, że wiekowo jest całkiem kocim seniorem, ale może ten wygląd tak myli. Doskonale radzi sobie żyjąc w kocim stadzie (na tej samej posesji mamy też Rudzika, Gapcia czy Sąsiadkę).

Arnolda bardzo lubię. Początkowo jest nieufny, ale potem całkiem odważnie podchodzi do człowieka. jedzonko chętnie wcina i lubi delikatne drapanie po głowie. Pięknie wtedy pomrukuje.

Fot. Latarnica / czerwiec 2018


Kocia strona wakacji 2018 [2]

21 stycznia br. zaprezentowałam wam dwóch przedstawicieli kotowatych spotkanych latem na Półwyspie Helskim w roku 2018. Pierwszym był mój dobry kumpel Czochracz, który się tu jeszcze parę razy pojawi, bo z nim ( i ze stacyjną Szyszką) mam największą więź.

Widzieliście fantastycznego Rudzika (urlopowicz w Kuźnicy), z którym byłam na plaży nad Małym Morzem. Dziś pora na kolejne spotkania. Poznajcie Toracza.

Toracza spotkałam pierwszy raz przy torach kolejowych i w zasadzie tylko w ich okolicy widywaliśmy się parę razy. Obstawiałam, że to wczasowicz - po pierwsze obróżka, po drugie wychodził przeskakując przez płot posesji stojącej bezpośrednio przy torach. W latach poprzednich go na niej nie było. Ale to tylko moje przypuszczenia.

Toracz był kotem bardzo żywiołowym. Wszystko robił pośpiesznie, więc uchwycenie go na zdjęciu nieporuszonego graniczyło z cudem.

Ale był też na swoich kocich warunkach kontaktowy. Mogłam go wygłaskać, choć ważniejsze było, abym znowu podała Panu Kotu jedzonko. Jak widać na jednej fotografii, kiedyś sam ją wyczuł w torbie, i śmiało wyjadał bezpośrednio z niej.

Czasami sobie po prostu spacerowaliśmy idąc ścieżką wzdłuż plaży. A kiedy miał już dość nagle gdzieś znikał w wysokich trawach i tyle go widziałam.

Na początek miejsce naszych schadzek. Tory i przejście przez nie na plażę - tzw. "Kuźnica - wejście nr 33". Kto był ten doskonale skojarzy.

Poniżej Toracz i parę wspólnych chwil.

Fot. Latarnica / czerwiec 2018.


Kocia strona wakacji 2018 [1]

Każdy mój pobyt nad morzem to także czas, w którym miejscowe koty odgrywają istotną rolę. Są to albo koty mieszkające trwale na naszym wybrzeżu albo koty-wczasowicze.

Różnica jest spora, bo te miejscowe to często zgrabne zwinne chudzinki o mniej lub bardziej zaniedbanej sierści, a koty przywożone na wakacje to typowe miejskie kanapowce - koty o konkretnej wadze, leniwie poruszające się na małym terenie przy kwaterze, za to o zadbanej sierści, nierzadko rasowe.

Dziś pokażę wam tylko dwóch przedstawicieli kotowatych. I należą do obu grup. Pierwszy to Czochracz. Imię sama mu nadałam kilka lat temu kiedy spotkaliśmy się w Kuźnicy po raz pierwszy. Odtąd towarzyszy wszystkim moim wakacjom na Półwyspie Helskim. Jest kotem niezależnym, wolno bytującym, ale ma - z tego co widzę dom - tylko że chadza swoimi ścieżkami. Imię ma od tej swojej cechy - że lubi być czochrany czyli wygłaskiwany. lecz oczywiście na swoich zasadach. Kiedy nie ma już ochoty da o tym znać swoimi zębami i pazurami.

Czochracz pojawi się w tym cyklu nie raz. Na zdjęciach poniżej nasze pierwsze spotkanie po roku, na drugi dzień po przyjeździe.

Poniżej przedstawiciel kotów wczasowiczów. Wkrótce z resztą wyjechał do domu i już go nie spotkałam. Zostawił po sobie same miłe wspomnienia. I dzięki niemu odbyłam niezapomnianą wycieczkę z kotem u boku na plażę od strony Małego Morza. Dzięki niej jest to wspaniałe zdjęcie na górze strony. Stefan vel Rudzik był bardzo aktywny i chętnie podjął zabawę patykami czy trawą. Sam stwierdził, że sznurki mojej torby z latarnią są super zabawką i pozwoliłam mu je nawet pogryźć. Poznajcie Stefana!

Fot. Latarnica / czerwiec 2018


10-te urodziny Errora

To było jakby wczoraj. Data ta sama czyli 28 grudnia, ale 8 lat temu. Południe było słoneczne, dziś deszczowe. Temperatura była na minusie i biel pokrywała cały Poznań, a dziś bardziej wiosna i grubo na plusie. Ale pamiętam ten wtorek wyraźnie. I podekscytowanie kilka dni wcześniej przy wigilijnym stole, bo decyzja już dawno zapadła i wszystko było uszykowane na przyjęcie kogoś nowego… Trzeba było tylko zaczekać 24, 25, 26 i 27 grudnia (w poniedziałki schronisko było nieczynne), a potem… ahoj wielka przygodo! Ogromna niewiadoma i spełnienie wielkiego życiowego marzenia.

Wkroczyłeś w mój świat odważnie. Na 4 łapkach puchatego szczęścia. Bo zima była sroga to i twoje futerko nabrało w kociarni kulistych kształtów. Obszedłeś całe mieszkanie i śmiało spojrzałeś mi w oczy, w których było zatwierdzenie nowego terytorium bytowania. A potem były baranki, mruczanka i wywalanie ufnie brzuszka.

Dziś mija 8 lat wspólnego życia. I twoje Errorku 10 lat od chwili narodzin. Nie wiem jak i kiedy to zleciało. Poznałam cię już jak kota dorosłego i ukształtowanego. Nie mogłam niczego narzucać i wymagać. Ty już swoje wiedziałeś i tak chciałeś czynić nadal. Wciąż bywasz łobuzem, a momentami nawet niesfornym kociakiem. Wciąż budzisz po nocach, miewasz szalone pomysły i chwile wariactw oraz dziwactw. Po prostu mój Error, kot o(błędny).

Według tabeli w twojej książeczce zdrowia masz teraz 56 lat, a więc jesteś w tym domu najstarszy, a tym samym masz prawo oddania najważniejszego i ostatecznego głosu. I choć twoje wybryki i kłopoty zdrowotne dodały mi wiele siwych włosów, nie zmieniłabym żadnych wspólnych chwil na inne. Chyba, że mogłabym ci trwale przywrócić zdrowie…

Mimo twojej astmy, kłopotów z pęcherzem, dwóch operacji, słabej psychiki, która czasami daje o sobie znać przykrymi problemami zdrowotnymi wciąż wspólnie walczymy. Mam nadzieję, że w dalekiej przyszłości u kresu twego ziemskiego wędrowania starczy mi mądrości i doświadczenia, aby myśleć tylko o twoim dobrze i nie robić nic z czystego ludzkiego egoizmu.

Dla Ciebie kocurze przeczytałam mnóstwo mądrych książek o psychice i naturze kotów. Dla ciebie skończyłam kurs pierwszej pomocy dla zwierząt. Dla ciebie od lat pomagam kotom z poznańskiego schroniska, aby miały lepiej i szybko trafiły do najlepszych domów. 

To prawda, że koty uczą nas jak żyć. One mają właściwy dystans i podejście do spraw istotnych. Trudna to nauka, ale staram się czerpać z twojej kociej mądrości na co dzień. Dziękuję, że jesteś, dziękuję że wtedy w grudniowe południe sam nas wybrałeś jako swój przyszły dom i mimo kilku sytuacji grozy przez te ostatnie lata – w tym stanu zagrożenia życia – wiem że adopcje zwierząt (ale te przemyślane, a nie spontaniczne pod wpływem impulsu) mogą wzbogacić nas o zupełnie nowe sfery i jeszcze bardziej uwrażliwić na potrzeby naszych braci mniejszych. za te wspólne 8 lat po prostu bardzo ci kocie dziękuję!

Poniżej urodzinowa uczta obok dokumentu adopcji z 28 grudnia 2010 roku.

Fot. Latarnica / grudzień 2018


W klimacie świątecznym...

W ten bardziej cichy niż zwykle czas, wrzucam tutaj migawki z okresu przedświątecznego jak i samych świąt. Kojarzy mi się on najbardziej z określonymi zapachami: korzennymi, cytrusowymi, leśnymi. Poza tym w święta staram się jadać potrawy, które znajdą się na stole tylko w tym okresie, aby nie było to coś dostępne przez cały rok. Również w napojach: kawie czy herbacie dominują aromaty świąt (np. kawa karmelowa, herbata adwentowa z korzeniami i owocami cytrusowymi). Ale nade wszystko Boże Narodzenie to nastrój w nas samych. To jak się do siebie odnosimy, te liczne wspólne rytuały, spotkania, na które w ciągu roku nie ma czasu - to tworzy jeszcze tzw. magię świąt. Cieszę się, że co roku to odnajduję, choćby na ostatni moment, bo bez tego czymże byłby ten czas? Nakręcany materialny wizerunek świąt zaklęty w słowach kup więcej i bierz kredyt, aby było na bogato, zupełnie mnie nie przekonuje i nie dotyczy. Od kilku lat nie robimy sobie prezentów. Symboliczne podarunki wysyłam do kilku bliskich osób lub wręczam w okresie przedświątecznym osobom z poza rodzinnego grona. W ten sposób i tak pod choinkę lądują małe paczusie od przyjaciół, które otwieram dopiero w Wigilię. Obowiązkowo obdarowuję w święta drobnymi podarunkami zwierzaki, które przyjdzie mi spotkać w tym czasie. I już tak zupełnie niewspółcześnie razem z moją przyjaciółką wymieniamy się odręcznie napisanymi wielostronicowymi listami, które rytualnie czytamy (każda w swoim domu, bo dzielą nas setki kilometrów) późną nocą w Wigilię, gdy wszyscy pogrążeni są już w głębokim śnie. Ot takie moje zwyczaje i tradycje.

Poniżej foto migawki świąteczne.

Fot. Latarnica / 2018


Zdjęcie na niedzielę – 18 listopada 2018

Dziś w Zdjęciu na niedzielę kompozycja własna. Chciałam w niej zawrzeć to co jest dla mnie kwintesencją listopada, a co kojarzy mi się dobrze i domowo. Kubek gorącej herbaty, dobra lektura (tutaj 18 tom serii kryminalnej „Kot, który…”), smaczna – tylko gorzka – czekolada, gruszka, jesienny liść i oczywiście obecność kota – tutaj w postaci ogonka.


5-ta zbiórka świąteczna dla poznańskiego schroniska

Jak co roku  na profilu facebookowym mojego kota Errora rusza świąteczna  zbiórka rzeczowa dla podopiecznych Schroniska dla zwierząt. Oto zasady i niezbędne informacje:

I TY MOŻESZ POMAGAĆ! – czyli o(błędna) czytaj: errorkowata świąteczna zbiórka na rzecz podopiecznych ze Schroniska dla zwierząt w Poznaniu AD 2018.

I znowu mięło 12 miesięcy odkąd przyjmowaliśmy (ja i kocur) od Was dary i przekazywaliśmy dalej – tym którzy je najbardziej wyczekują. W końcówce 2017 roku było jak zwykle hojnie i z sercem na dłoni przystąpiliście do pomocy najbardziej potrzebującym czyli kotom z poznańskiego schroniska. Tradycją już  jest, że startujemy około 6 tygodni przed świętami, a sama zbiórka trwa do Sylwestra przez co ostatnie dary trafiają do potrzebujących już w nowym roku i tym samym dobrze go zaczynają. Czy wiecie, że to już taka 5 nasza akcja? To niesamowite, że nieśmiały spontaniczny zryw i pomysł stał się już tradycją i sami pytacie czy w tym roku również działamy. Śmiało mówimy, że TAK!

CO KUPIĆ? CO PRZEKAZAĆ?
Co zbieramy? To co potrzebne. A więc tradycyjnie karmy suche i mokre, przysmaczki, preparaty witaminowe i zdrowotne, koce, ręczniki, zabawki, legowiska, drapaczki i wszystko to co może się przydać, a co tutaj nie wymieniliśmy. Nic nie narzucamy i nie stawiamy żadnych wymagań.

JAK POMAGAĆ?
Zasada jest prosta. Darczyńcy z Poznania mogą podesłać do nas paczki lub przywieźć osobiście. Mamy w tym roku również NOWOŚĆ! Pozyskaliśmy Partnera Logistycznego, którym jest poznański oddział PickPack. Jeśli masz w domu uszykowane dary, a nie możesz ich sam przetransportować czy w inny sposób wysłać czy przekazać daj nam znać na priv. Kurier od zadań specjalnych podjedzie i odbierze, a potem przekaże Schronisku.

Darczyńcy z kraju czy zagranicy przesyłają paczki na nasz adres lub robią zakupy w sklepach internetowych i podają nasz adres wysyłki.

Jeśli nie macie czasu na szukanie, i kupowanie zawsze możemy coś podpowiedzieć czy się dogadać i prosimy wtedy o kontakt na priv. Przekazana suma zostanie w całości wydana na podarunki i rozliczona. Wszystkie zapytania kierujcie na  priv na stronie Errora –  www.fb.com/kot.ERROR

CO Z NASZEJ STRONY?
Co damy z naszej strony? Jak zwykle osoby mające swoje strony i kocie fan page na FB dostaną na swoją stronę pamiątkową grafikę z podziękowaniem za przystąpienie do akcji – w tym roku Wasze zdjęcie będzie w miejscu logo schroniska w tym pięknym prezencie, bowiem darujecie coś innym. Ten wizerunek grafiki prezentuję poniżej. Wasze zdjęcie lub zdjęcie waszego zwierzaka otrzyma zwrotnie podziękowania za przystąpienie do zbiórki. W lata poprzednie nosiliście już  czapki mikołaja, rogi renifera, czerwone nosy, byliście Śnieżynką i wisieliście na choince – zatem pora na bycie prezentem, bo decyzja pomocy przekłada się na rzeczywisty dar dla zwierzaka.

ŻADNYCH OGRANICZEŃ
Zapraszamy do bycia Darczyńcą i podkreślamy, że nigdy nie liczy się ilość, ale fakt otwarcia serca dla potrzebujących. Więc równie mocno cieszy nas np. pojedyncza puszka jak ich cała paleta. Dary będą systematycznie pokazywane, bo wszystkie oglądam i daję im prawo wywozu do kociarni schroniska. Co roku pomagamy głównie kotom, ale równie chętnie przyjmiemy też podarunki dla naszych psiaków.

Z góry wielkie errorkowate MIAUU i… 3… 2… 1… CZAS START!

I pamiętajcie! Nie kupuj… ADOPTUJ! Cudowni przyjaciele i koci terapeuci czekają w kociarni ma DOM.


W schroniskowej kociarni [2]

Dziś druga odsłona foto migawek ze schroniskowej kociarni. Takie chwile uwieczniłam odwiedzając zwierzaki w okresie przedświątecznym i tuż przed nowym rokiem.

Bywało słonecznie, bywało ponuro, ale te kochane futra rozświetlą mi każdy dzień. Chciałoby się, aby schroniska nie były potrzebne, aby klatki, boksy, kociarnie opustoszały, ale zwierząt w nich w całej Polsce jest niestety bardzo dużo.

Dlatego jeśli ktoś chce znaleźć w swoim życiu miejsce dla czworonożnego towarzysza na dobre i złe, niechaj uda się do takiej placówki w swojej okolicy, bo tam czekają przyjaciele na całe życie.

Fot. Latarnica/listopad-grudzień 2017

Fot. Latarnica przy figurkach kota i psa oraz głaszcząca kota - Tomasz Lerczak [2x]


W schroniskowej kociarni [1]

Co roku przez ostatnie kilka lat (niestety nie potrafię sobie przypomnieć kiedy miała miejsce pierwsza taka akcja) w okresie listopad-grudzień organizuję na facebooku zbiórkę rzeczową na potrzeby podopiecznych poznańskiego schroniska dla zwierząt z większym naciskiem na wspomożenie przebywających tam kotów, ponieważ w gronie moich znajomych są przede wszystkim kociarze.

Każdego roku akcja pomocy przechodzi moje najśmielsze oczekiwania i spływają do mnie paki z całej Polski oraz sporadycznie z zagranicy z fantastyczną hojną zawartością. A ja w tym czasie często kursuje na linii dom-schronisko i wszystko wywożę aby koty i psy miały na święta i po nich zimową porą super jedzonko w miskach oraz nowe zabawki i inne akcesoria - w zależności co darczyńca zakupi.

Przy okazji dowozu świątecznych paczek kiedy nadarzy się okazja wpadam do kociarni aby wytulić przebywających tam podopiecznych i sama też skorzystać dobra płynącego z szeroko pojętej felinoterapii.

Poniżej prezentowane zdjęcia uchwyciły takie chwile i przebywające w schronisku koty. One są nieustannie moim motorem do podobnych działań, bo tak naprawdę zbiórka u mnie trwa cały rok i nie ma miesiąca bez dowożenia darów ale w okresie końcówki roku mam po prostu szaleństwo.

Do świąt siadam zmęczona, ale szczęśliwa. I mam nadzieję że zwierzaki w schronisku czują w tym czasie że to taki wyjątkowy czas. Ja dziękuję im za czułość, otwartość i to że kochają bezgranicznie i bezinteresownie.

Fot. Latarnica /listopad-grudzień 2017