Biało w Helu i na Rozewiu
Zima pomalutku ustępuje więc pewnie już ostatnie białe kadry znad morza. W styczniu w samym Helu przy latarni było tak:
Fot. Baza Oznakowania Nawigacyjnego / styczeń 2026
Na Przylądku Rozewie w ;lutym wciąż mocno trztmały temperatury minusowe, a śniegu było sporo.


Fot. Baza Oznakowania Nawigacyjnego / luty 2026
Biało w Ustce
Za oknem coraz cieplej i pogoda już bardziej przypomina wiosnę więc muszę nadrobić zimowe klimaty fotograficzne. Dziś jeszcze biała zimna Ustka z końcowki lutego br.
Fot. Lidia Czuper / 22 luty 2026
Piosenka o Stilo i nagroda dla latarnika za zdjęcie
Kiedy w Radio 357 podczas pracy usłyszałam pierwszy raz nowy utwor Reni Jusis myślałam, że się przesłyszałam słysząc powtarzające się słowo "Stilo". Ale wszystko mi pasowało w tym tekście, morskie klimaty i to że "co się zdarzyło w Stlo zostaje w Stilo."
Poniżej link do oficjalnego videoclipu:
https://youtu.be/KkgVLUUNPY4?si=VtJ-A15K_j122gVE
Przy okazji tematu Stilo jeszcze w 2025 roku miałam was poinformować zże zwyciężką fororfaią IV edycji konkursu fotograficznego „Urząd Morski w Gdyni – ludzie, inwestycje, obiekty. Praca i zadania okiem Pracowników” została praca
LATARNIA STILO NOCĄ - autorstwa starszego latarnika Damiana Łozickiego ze Stilo
Poniżej zwycięska praca:

Poniżej jeszcze cztery inne kadry nocne Stilo wykonane przze pana Damiana.
Rozewie w pełnej bieli...
Wciąż mamy zimę a skoro tak warro pokazać - kiedy jest taka okazjia - zdjęcia z lutego br. kiedy to na Przylądku Rozewie, przy obu naszych pięknych latarniach, było bajecznie słonecznie, mroźnie i zdecydowanie biało.




Fot. Maria Kisielewicz / 2026
Więcej zdjęć Autorki fotogrfaii na jej morskim fotoprofilu na facebooku: https://www.facebook.com/maria.kisielewicz.16
Zdjęcie na niedzielę - 1 marca 2026
Na 1 niedzielę marca wciąż jeszcze zimowe klimaty znad morza. To widok na wieżę latarni Jarosławiec w II połowie lutego br.
Fot. Lidia Czuper / 21 luty 2026
Ze starej prasy [116]
Dziś w archiwalnej prasie sprzed wielu lat - a w tym odcinku dokładnie sprzed 102 lat - sięgamy do grudniowego numerzu Miesięcznika "Morze" nr 2 z 1924 roku. Znalazła się w nim. informacja o znanym malarzu Włodzimierzu Nałęczu, który stworzył dla siebie praowmię malarską blisko latarni Rozewie. A latem udziela tam młodym ludziom lekcji malarstwa.
Poniżej okładka tego wydania i notka.
Poniżej malarz w swojej pracowmi, fotografia z 1905 roku - fot. wikipedia.org/polona.pl

Ciekawostki aukcyjne [72]
Totalnie zaniedbałam ten cykl, bo ostatni odcinek ukazał się ponad pół roku temu. Zatem najwyższa pora by spojrzeć jakie to przedmioty z latarniami można kupić i zlicytować w przestrzeni internetu.
Przepiękne świece z morskim klimatem - w tym taka o wdziecznej nazwie "Irlandzki latarnik"
Poniżej monety z latarniami
Poniżej różne przedmioty wypatrzone na aukcjach:
Fot. internet/aukcyjne
Latarnica poleca [74]
Przyjmując zaproszenie od Wydawnictwa Bis na napisanie recenzji z powieści Emilii Kieraś „Lapis” zastanawiałam się czy istnieje jakakolwiek nić łącząca tą książkę z profilem mojego blogu i osobistymi zainteresowanymi. Po cichu wierzyłam że tak, patrząc na intrygującą ciemną sylwetkę latarni morskiej na okładce, bowiem - tu będzie wyznanie - ta powieść była już na stałe gościem mojej domowej biblioteczki w swym I wydaniu z 2021 roku, ale od jakichś 2 lat czekała na tzw. swoją chwilę. Czyli ten moment znany wielu nałogowym Czytelnikom, gdy książka stanowczo zawoła z półki i krzyknie mi prosto do ucha: „Teraz chcę być czytana!”.
Nie wiem kiedy nadeszłaby ta chwila i szansa dla „Lapis” (zawsze troszeczkę odstraszała mnie objętość 420 stron - i od razu galopada obaw: „Kiedy ja to szybko przeczytam? Przecież tyle książek papierowych i ebooków czeka w kolejce!”). Ale życie samo podsunęło mi szansę nie do odrzucenia. Skoro właśnie ukazało się nowe, odmienione szatą graficzną II wydanie i mogę o nim napisać to grzechem byłoby z tego zrezygnować. A jeśli latarnia morska jest w jakiś sposób powiązana z treścią „Lapisu” to nie może być bardziej trafnie dobranej książki do profilu mojego bloga. Zaryzykowałam i od razu powiedziałam TAK na taką propozycję. Ta zgoda z góry też niejako wymuszała natychmiastowe sięgnięcie po książkę i zanurzenie się w jej treści. Przecież najpierw trzeba uważnie zapoznać się z dziełem, potem poukładać sobie wszystko w głowie i ostatecznie usiąść do pisania. Bywa, że trudno się zebrać, bywa że w głowie nie formują się żadne konstruktywne zdania, ale… tym razem było całkiem inaczej.
Dziś będąc już po lekturze (a moje obawy co do poruszanej tematyki i objętości były po prostu głupim tłumaczeniem się przed samą sobą, bo czytanie „Lapis” zabrało mi tylko 2,5 wieczora) zupełnie nie mam w pustki w głowie. Wręcz odwrotnie - natłok myśli bombarduje, emocje szarpią, bo jedno można powiedzieć na pewno: „Lapis” nie pozostawia Czytelnika obojętnym wobec tej historii z pogranicza baśni, legendy, opowieści historycznej z nutą dreszczyku, ale i romantyzmu. Ale po kolei. Bo jest tego wiele: pełen wachlarz skrajnych emocji, które co rusz zaskakują i nawet gdy robi się już zbyt późno głowa podpowiada: „Ci… jeszcze tylko jeden rozdział.” I tak od rozdziału do rozdziału skończyłam czytanie w sobotnią noc (weekend to chyba najlepszy czas na spokojne lektury bez presji wstawania do pracy i myślenia o innych codziennych obowiązkach).
Po pierwsze Autorka: Emilia Kiereś. Nie znałam jej książek aż do chwili, gdy z racji poznańskich akcentów trafiło od Wydawcy do mnie jej „Cacko” powieść wielopokoleniowa o poznańskiej rodzinie w klimacie świąt Bożego Narodzenia. Tak, tamtego oku Pani Kiereś odmieniła moje święta i dokonała prawdziwego cudu wigilijnej nocy. Zatem wiedziałam już, że potrafi zagrać na emocjach jak nikt inny i trafia w czułe punkty dostarczając wzruszeń, ale i głębokich przemyśleń o życiu i relacjach.
Tak było i tym razem choć formuła powieści „Lapis” jest zupełnie inna. To nie realistyczna powieść o historii wyimaginowanego miasta. To baśń, to legenda, to tajemnicza historia wyszeptywana kolejnym pokoleniom. Opowieść z mrocznym drugim dnem, z przerażającą Poczwarą, której imienia się nie wymawia, w której więcej jest ciemności niż w niejednej głębokiej jaskini czy starej porzuconej studni.
Po drugie – zbytnio nie spoilerować. Od razu wiedziałam, że ogromnym wyzwaniem będzie napisać o tej książce tak, aby nie zdradzić nic z zaskakujących zwrotów akcji, bo najdrobniejsze ujawnienie fabuły może zepsuć całą przyjemność czytania. To właśnie te zwroty akcji i odkrywanie kolejnych kart jest dla Czytelnika najbardziej ekscytujące. A zagadki do rozwiązania mamy na każdym kroku. W zasadzie w głowie rodzi się co rusz więcej pytań niż otrzymujemy odpowiedzi. Bałam się, że Autorka może o czymś zapomnieć - tak bogato nafaszerowała postacie i zdarzenia w niedopowiedzenia, które w końcu powinny się nam objawić w całej swej klarowności. Postaram się zatem NIC nie zdradzić z kluczowej fabuły i obym się jakimś stwierdzeniem nie zagalopowała za daleko. Bo sama byłabym zła, gdyby przed czasem ktoś ujawnił mi tajemnice bohaterów, miasta i tajemniczej Poczwary.
Akcja „Lapis” zamknięta jest w dwóch zasadniczych częściach rozgrywających się w różnych okresach czasu, a dokładnie dzieli je pół wieku. W części 1 poznajemy głównych bohaterów tego dramatu, bowiem od razu trzeba zaznaczyć, że historia nie jest lekka i pogodna choć dotyczy miłosnego związku miejskiego architekta Tobiasza Hiro i jego wybranki - żony Elżbiety oraz postaci jej brata miejskiego bibliotekarza Benedykta. Ta para (mieszkająca za murami miasta w uroczym domku pośród drzew) to główna oś i wokół niej rozgrywa się tragiczna w skutkach historia o zdradzie, ludzkiej nienawiści, zakłamaniu, strachu, ucieczki od odpowiedzialności za swoje czyny. Miastem rządzą w tym czasie burmistrz i Hrabia Less - postacie totalnie pogruchotane moralnie. A na skraju lasów, które otaczają Lapis mieszka tajemnicza staruszka Ruta ni to miejscowa wiedźma, zielarka, znachorka, osoba stroniąca od ludzi choć gotowa wspomóc tych, którzy do niej przyjda po poradę. Tłem dla życia bohaterów jest miasto LAPIS, wielowiekowa aglomeracja z mroczną historią w tle związaną z jego założycielami - braćmi, którzy dawno dawno temu zachwycili się okolicą i dominującym w terenie wapiennym skałom i zbudowali tam ośrodek miejski. Ale jak to często bywa, tam gdzie na początku jest zgoda i przyjaźń często dochodzi do rozłamu, konflikt i sporu, który kruszy najpiękniejsze więzi i relacje, także rodzinne.
Lapis istnieje już od dawna, ale obecnie, w czasach Tobiasza i Elżbiety żyją w nim ludzie nie do końca otwarci i szczerzy, jakby bojący się mówić prawdę i spoglądać prosto w oczy swemu rozmówcy, uciekający od przeszłości - tak jakbyspojrzenie wstecz budziło nawiększe koszmary, które mogły natychmiast wkroczyć w ich życie. Dawne zatargi i niezakończone spory wciąż wiszą nad Lapis. Niestety czasy, w których żyją bohaterowie nie są łatwe bowiem nadciąga wojna i wróg zbliża się do miasta. Tobiasz jako doskonały architekt pracuje przy budowę murów i fortyfikacji, chce zrobić wszystko by ocalić to miejsce i ocalić mieszkańców. Nie mogę zbyt wiele zdradzić, bo zepsułabym Czytelnikowi te wszystkie przełomowe zdarzenia i zaskoczenia jakie wywołują. Nie spodziewałam się, że na życiu Tobiasza i Elżbiety spoczną tak wielkie cienie doprowadzając do tragicznych zdarzeń. Wojna oczywiście nadchodzi, ale ku zaskoczeniu wszystkich staje się bardziej opowieścią o Dniu Wielkiej Bitwy - jednym dniu konfliktu zakończonego niespotykanym przerażającym wydarzeniem. Poczwara postać z legend, postać opowiadana dzieciom z pokolenia na pokolenie celem straszenia oraz wymuszenia posłuszności staje się faktem realnym. Czas tuż po bitwie jest końcem pierwszej części książki i końcem historii, która serwuje nam więcej pytań niż odpowiedzi.
W części 2 poznajemy parę nowych głównych postaci - w zasadzie przybyszów z zewnątrz - bo wciąż jesteśmy w Lapis i na jego obrzeżach, ale mija całe 50 lat od wojny, a miasto zamawia odrestaurowanie fresków w miejscowej bibliotece oraz namalowanie nowych ukazujących historię Lapis. I tak do miasta przybywa 12-letnia Irenka ze swoim ojcem malarzem – wdowcem pełnym smutku i żalu, dla którego to całkiem normalne, że co jakiś czas zmienia miejsce zamieszkania i podejmuje się kolejnych artystycznych zleceń. Ta dwójka zamieszka w bibliotece u wciąż żyjącego Benedykta – brata Elżbiety. Artysta z oddaniem i pasją podejmuje się nowej pracy, a mała Irenka niestety po raz kolejny musi przyzwyczaić się do nowgo miejsca i nowych ludzi. Poznaje tam rówieśnika Cyryla, która pomaga dorywczo w bibliotece Benedyktowi. Dziewczyna jest osobą bystrą, spostrzegawczą i ciekawą świata. Wjeżdżając nocą do miasta zauważa smugi światła tańczące na niebie, a pomiędzy drzewami majaczyła jakaś tajemnicza budowla. Dostrzega też dziwną staruszkę spoglądającą przy drodze na te światła. W samym budynku, który odtąd jest jej kolejnym czasowym domem, odkrywa dziwnągłęboką szczelinę w murach spętą mocnymi klamrami, z ciemności której w nocy słyszy dziwne głosy i szepty. Okazuje się, że nowe miejsce skrywa dużo tajemnic i nikt nie chce o tym mówić ani wracać do przeszłości. Ale ją takie podejście nie satysfakcjonuje. Na własną rękę zacznie stawiać odważne pytania i odkrywać karty dotyczące historii miasta, tajemniczej Poczwary, wiedźmy Ruty, ale przede wszystkim od początku chciała za dnia zobaczyć tajemniczą budowlę i jej mieszkańca.
I tak do książki wkracza latarnia morska i jej obecność ma jak najbardziej sens, choć Lapis nie leży nad morzem. Wszystko wyjaśni się w kolejnych rozdziałach, a osobą podtrzymującą światło na wieży okazuje się Stary Tobiasz, mąż Elżbiety, która w niewyjaśnionych okolicznościach zniknęła przed laty… Tobiasz jest teraz niemową z wyboru, ale jak wiadomo wielkie traumy często tak działają na ludzi, a każdy wie że on przeżył lata temu coś przerażającego podczas Wielkiej Bitwy.
Irenka to dziewczyna, która odmieni los Lapis. Przez swoją ciekawość, ale i wielkie serce gotowe nieść ludziom pomoc decyduje się na podjęcie wręcz heroicznych działań. I tak naprawdę nic więcej nie mogę dodać. Reszta tkwi w fabule - genialnej, wciągającej, mrocznej, ale niosącej ostatecznie ulgę i radość oraz odkupienie win. Nawet tych sprzed setek lat. Lapis nie musi być przeklęte i skazane na powolny upadek.
Tak więc sens ilustracji latarni morskiej na okładce I wydania i rysunku otwierającym część II książki w nowej edycji ma wielkie uzasadnienia. A dla mnie jako miłośniczki latarni morskich dało ogrom dodatkowych pięknych opisów i zdarzeń rozgrywających się w wieży.
W usta Ruty Autorka wplata trafne i piękne stwierdzenie:
[…] Latarnia przypomina mi zawsze, że każdy mrok można rozjaśnić. Wtedy czuję się bezpieczna i wiem, że nic mi nie grozi.
I w zasadzie mogłoby to być mottem całej książki. Bowiem dla miasta Lapis latarnią stała się nastoletnia Irena, która nie bała się podjąć naprawdę odważnych misji uratowała jego przyszłości, ale i wybielenia przeszłości z tego co złe i podłe. Książka ukazuje prawdziwą ludzką naturę oraz fakt że często naszymi decyzjami kierują te najgorsze uczucia. Ale jeśli tylko można to jakoś naprawić zawsze należy iść w kierunku świata i prawdy.
Na koniec krótka uwaga od nieuleczalnej kociary, którą niewątpliwe jestem. W książce występuje postać rudego kota, który mieszka razem z Rutą. To miły zwierzęcy akcent, który zawsze rozgrzewał moje serec w wielu scenach rozgrywających się z tajemniczą staruszką.
Jestem oczarowana tą historią, nie przeszkadza mi zupełnie wątek tajemniczej Poczwary przełamującej konwencję powieści realistycznej, wręcz dodaje jej to uroku. Jako ludzkość lubimy tajemnice i lubimy je rozwiązywać. Tutaj rozwiazanie całej historii naprawdę każdego zaskoczy. A plan jaki ma na wszystko Irena to już prawdziwy literacki majstersztyk. Pamiętajmy to co ciemne rodzi się w gniewie i pragnieniu zemsty, nie dopuszczajmy NIGDY do takich chwil. Bohaterowie „Lapis” boleśnie odczuli na swojej historii skutki złych ludzkich emocji.
Emilia Kiereś napisała kolejną wybitną książkę, która spodoba się starszym dzieciom i dorosłym. Ja jestem oczarowana, wciąż poruszona i nie żałuję ani jednej minuty oddanej tej lekturze. Żałuję może jednego - że tak długo dałam na siebie czekać tej książce. Ale może tak miało być. Może czekała na ten właściwy czas.I on nadszedł tej zimy.
Reasumując: LATARNICA poleca!
Podstawowe dane książki
Tytuł: „Lapis”
Autor: Emilia Kiereś
Okładka i Ilustracje: Marta Rydz-Domańska
Wydawca: bis
Objętość: 376 stron
Wydanie: II (pierwsze w tej edycji)
Data premiery nowej edycji: 10 luty 2026, Warszawa
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Format: 135 x 205 mm
Kategoria wieku: +10 lat
Dostępna wersja audio
Poniżej okładka front i tył
Poniżej ilustracje rozpoczynające dwie części książki
Poniżej skrzydełko z Autorką i strona tytułowa oraz dwa dotychczaowe wydania "Lapisu" w różnej szacie graficznej
Poniżej sesja z moją domową modelką Myszką
Fot. Latarnica/luty 2026
--------------------------------------
Dziękuję Wydawnictwu bis za możliwość zapoznania się z tą piękną książką i egzemplarz recenzencki. Więcej książek wydawnictwa znajdziecie na wydawnictwobis.com.pl
Zdjęcie na niedzielę - 22 lutego 2026
Raz na kilka lat przybywa do nas prawdziwa zima. Nie pamiętam już kiedy ostatnio była taka mroźna, śnieżna i z licznymi atakami gołoledzi. Owszem pojedyncze noce z mrozem zdarzały się, śniegi też ale w tym roku wróciła z całą mocą i nie odpuszcza. Wybrzeże również hojnie zasypywane jest białym puchem. Poniżej gdańska latarnia w Nowym Porcie w dniu 13 luty br.
Fot. Czesław Romanowski / luty 2026
Widoki z podróży [139]
Bezpośrednim przyczykiem do dzisiejszego wpisu jest fotografia latarni podesłana z dalekiej Australii. Na zdęciu widzimy białą wieżę latarni z Rottnest Island. Rottnest to wapienna wyspa o długości wynoszącej tylko 11 km. Jest rezerwatem przyrody i można na nią dotrzeć promem pasażersim.
Fot. Lech Laskowski/ 2026
Poniżej kilka informacji na temat tego obiektu:
– zbudowana w 1896 roku
– latarnia aktywna
– wysokość światła 80 m n.p.m.
– wysokość wieży 38 m
– budulec wieży wapień
– jest najstarszą latarnią Australii Zachodniej
– pierwszą latarnią w tym miejscu była 20-metrowa kamienna wieża zbudowana przez aborygeńskich skazańców uwięzionych na wyspie
– od 2005 roku otwarta dla zwiedzających
– oo latarni na wyspie można dotrzeć autobusem, rowerem lub pieszo
– wieża otwarta codziennie
Poniżej historyczne ujęcie latarni - fot. z internetu

Poniżej Street View i widok satelitarny z Google Maps

Poniżej laterna, optyka i wnętrze wieży, fot. Garry Searle, ze strony lighthouses.org.au
Fot. główna wpisu: Djanga / wikipedia.org
Latarnia z kalendarza - luty 2026
Latarnią miesiąca luty jest North Head Lighthouse ze stanu Waszyngrton. Nie jest może na kadrze główną bohaterką ale jak pięknie się w tej scenerii prezentuje. Poniżej karta kalendarza:
Poniżej kilka faktów na temat tego obiektu:
– zbudowana w 1898 roku
– wysokość światła 59 m n.p.m.
– wysokość wieży 20 m
– oryginalna soczewka Fresela przeniesiona do muzeum
– wieża malowana na biało, dach obecnie czarny - wcześniej czerwony
– obok latarni dom latarnika i pomocnika latarnika - można wynająć teraz na noc
– w maju 2011 roku wieża została zamknięta dla zwiedzających z powodu zardzewiałej belki podtrzymującej schody; została ponownie otwarta w 2012 roku
– latarnia została odrestaurowana wiosną 2015 roku
– ponownie otwarta dla turystów od 2019 roku
– wstęp wolny, wieża czynna codziennie w miesiącach letnich do września
Powyżej archiwalna fotografia i stara soczewka Fresnela z tej latarni, fot.lighthousefriends.com
Powyżej Street View i widok satelitarny z Google Maps
O latarni pisalam już w 2020 roku również w kalendarzowym cyklu:
https://latarnica.pl/2020/12/14/latarnia-z-kalendarza-grudzien-2020/
Poniżej dwa widoki lotnicze z marinas.com
Poniżej trzy ujęcia dzienne latarni z wikipedia.org
Widoki z podróży [138]
Dziś w podróżniczym cyklu wracamy do Chorwacji. Tam w okolicy Novigradu, w Porcie Umago znajduje się ta mała latarenka - bardziej stawa nawigacyjna.
Fot. Jagoda Purszke / 2025
Poniżej kilka informacji o tym obiekcie:
– zbudowana w 1875 roku
– zajduje się na falochronie - Port Umago - Novigrad
– obiekt aktywny
– wyskość światła 7 m n.p.m.
– wysokość wieży 6 m
– białe, czerwone lub zielone światło w zależności od kierunku świecenia
– wieża zbudowana z betonu
– dojście do obiektu pieszo
– wieża zamknięta
Poniżej zdjęcie z bliska latarenki - fot. listsoflights.com

Poniżej widok satelitarny z Google Maps:
Poniżej Street View z Google Maps:
W Jarosławcu zimowo i jeszcze świątecznie... [3]
Dziś ostatni odcinek z kadrami ze styczniowego Jarosławca. Mrozy wcąż w kraju trzymają, a śnieg leży na wybrzeżu. tegoroczna zima nie odpuszcza i nie chce jakoś od nas odejść. Już od bardzo dawna nie było takiej prawdziwej białej i bardzo mroźnej zimy.
Fot. Tomasz Bury / styczeń 2026
Zdjęcie na niedzielę - 8 lutego 2026
W tak zimny, zimowy, siarczysty weekend trzeba wręcz pokazać kadr zimowy. Zatem niech się stanie i dziś Góra Szwedów uchwycona przez zmieszkankę Helu 11 stycznia br.
Fot. Katarzyna Stempniak/ 2026
Więcej zdjęć Kasi na jej fotograficznym profilu facebookowym Katarzyna Stempniak - Fotografia.
Laska i koty z Nowego Portu [5]
Cykl o burej koteczce Lasce z Nowego Portu musiał lekko zmienić tytuł. Bowiem to już nie tylko jedna jedyna królowa na przylatarnianej posesji, ale i coraz większe stado kotów przychodzących do stołówki.
Dziś jeszcze trochę ciepłych jesiennych kadrów ale już i te bieżace zimowe bowiem nieksie temperatury na wybrzeżu trzymają i wolno bytujące koty mogą w kwestii kulinarnej lioczyć tylko na dobre serca ludzi i ich empatię. A tego latarnikowi Czesławowi nie brakuje.
Fot. Czesław Romanowski / Nowy Port 2025/026
Zdjęcie na niedzielę - 1 luty 2026
Dziś w Zdjęciu na niedzielę trochę inaczej,bo zazwyczaj pojawiają się tu fotogrfaie współczesne. Ale zamiast takiej w pierwszą niedzielę lutego popatrzcie na uniklane zdjęcie świnoujskiej stawy z wschodniego falochronu. Fotografia powstała prawdopodobnie w latach 1930-1935. Ciekawwe są te pozujące postacie, jedna w wyjątkowo ryzykownym położeniu.
Zdjęcie z aukcji internetowych.
W Jarosławcu zimowo i jeszcze świątecznie... [2]
Dziś drugi odcinek styczniowych widoków z Jarosławca - głównie latarni morskiej i jej okolicy. Jak widać obiekt nadal przechodzi remont, który okazał się konieczny.
Fot. Tomasz Bury / styczeń 2026
Zimowo na Górze Szwedów i w Stilo
Dziś przepiękne ujęcia z Góry Szwedów. Fotografie ze sycznia br. , a w zasadzie kadry z filmiku wykonanego przez Grzegorza Elmisia z Helu i wrzuconego na jego profil facebookowy.
Poniżej tryptyk zimowy ze Stilo.
Fot. Latarnik ze Stilo / styczeń 2026.
Latarnie morskie w poezji [7]
W miesięczniku "Morze" - nr 9 z 1925 roku ukazał się wiersz Edwarda Ligockiego pt. Nad obcem morzem, wykorzystjący motyw latarni morskiej.
Poniżej okładka wydania tego numeru :

Poniżej wycinek strony z wierszem:

Kim był autor tego wiersza?
Edward Ligocki (ur. 5 marca 1887 we wsi Tucza k. Berdyczowa, zm. 6 maja 1966 w Warszawie) – pisarz, poeta, publicysta, dyplomata, wolnomularz, major piechoty Wojska Polskiego.
Jak napisał Piotr Gociek w artykule pt Jak bolszewucy zdobyli Warszawę z 13 sierpnia 2010 w serwisie "Rzeczypospolitej":
Ligocki nie dorównuje rozmachem i talentem ani polskim tuzom literackim dwudziestolecia międzywojennego, ani klasykom przedwojennej literatury popularnej. Za to życiorysem bije niejednego konkurenta na głowę.
Urodził się pod Berdyczowem w 1887 roku, uczył się m.in. w Kijowie, Krakowie, Lozannie, we Fryburgu i w Paryżu. Był kolejno rojalistą, piłsudczykiem, endekiem, wreszcie zwolennikiem generała Sikorskiego. Walczył na zachodnim froncie w I wojnie światowej, wraz z generałem Hallerem brał udział w zaślubinach Polski z morzem, a gdy zamordowano prezydenta Gabriela Narutowicza, został aresztowany wraz z m.in. Adolfem Nowaczyńskim. Po zamachu majowym w 1926 roku wyemigrował z Polski, w Paryżu doczekał kolejnej wojny, którą niemal w całości spędził w Wielkiej Brytanii, gdzie wzbogacił swój imponujący dorobek literacki o... ciąg dalszy poematu „Pan Tadeusz”. W 1945 roku wrócił do Warszawy, pracował m.in. w Robotniczej Spółdzielni Wydawniczej „Prasa” i stał się zaciekłym krytykiem Watykanu. Tyle danych oficjalnych. Te nieoficjalne są dużo bardziej smakowite: Ligocki pracował dla wywiadu, a niewykluczone, że i dla trzech wywiadów. Dla Polaków rozpracowywał w Paryżu zdegradowanego generała Michała Rolę-Żymierskiego, ale Sowieci myśleli, że to Ligocki jest agentem Żymierskiego. W aktach IPN zachowały się z kolei informacje o tym, że dla polskiej Dwójki śledził Hallera i Sikorskiego. Jednocześnie niektórzy podejrzewali go o pracę dla Francuzów. W zeszłym roku natomiast sporo miejsca spekulacjom o Ligockim poświęcił portal Wirtualny Wschód Wolnomularski, podając informację o tym, że należał do masonerii, a w latach 1945 –1966 był nawet mistrzem loży „Nicolaus Copernicus”. Miał się wtedy posługiwać pseudonimem Zelgot.
Jak podaje Zofia Biłek-Daborwska w „Polskim słowniku biograficznym”, Edward Ligocki zmarł bezpotomnie 6 maja 1966 roku. Zostały po nim dziesiątki niepublikowanych rękopisów i obszerny dorobek pisarski, który dziś jest praktycznie zapomniany.
Poniżej grób literata w Cmentarzu Powązkowskim, fot. wikipedia.org i portret pisarz i poety - fot. Narodwe Archiwum Cyfrowe












































































































































