Zdjęcie na niedzielę - 13 października 2019

Dziś zamiast jednej fotografii jesienny tryptyk. Jego autorem jest licznie publikowany na Latarnicy Grzegorz z Helu. Jako mieszkaniec Półwyspu ma możliwość uchwycenia pięknych miejsc o każdej porze roku.

Więcej fotografii z Półwyspu Helskiego znajdziecie na jego fotograficznym profilu na fb: https://www.facebook.com/GrzegorzElmis/

Fot. Grzegorz Elmiś / wrzesień 2019


Hel początku XX wieku - koloryzowane fotografie [3]

Dziś niestety już ostatnia partia niesamowitych archiwalnych zdjęć przedwojennego Helu. I w tym kończącym cykl odcinku mamy ujęcie helskiej blizy i masztu sygnałowego z cypla.

Poniżej koloryzowane fotografie ukazujące dawny Hel. Część z tych materiałów znalazła się również w tegorocznej publikacji M. Kuklika o dziejach Helu (tom 2).

Fot. ze zbiorów Muzeum Helu


Zdjęcie na niedzielę - 6 października 2019

W pierwszą październikową niedzielę posiedźmy mentalnie na plaży pod Górą Szwedów. Dzisiejsza fotografia pięknie pokazuje konstrukcję ażurową latarni w tle. Niesamowite chmury dopełniają całości.

Fot. Monika Mucha / Hel 2019


Hel początku XX wieku - koloryzowane fotografie [2]

Dziś kontynuuję prezentację zdjęć, które cały czas robią na mnie ogromne wrażenie. Nie od dziś jestem fanką starych fotografii i archiwów zdjęć prezentujących nasze wybrzeże z okresu międzywojennego.

Poniżej ciąg dalszy fantastycznych zbiorów koloryzowanych fotografii ukazujących historię Helu zaklętą w tych cudownych kadrach. Mamy na nich codzienne życie cieżko pracujących mieszkańców Półwyspu Helskiego. Przy okazji zaglądamy do ich domów i odbywamy spacer do helskiego portu.

Na jednej z fotografii widać jakże zdobną jeszcze wieżę kościoła - obecnie zakończoną tarasem dla turystów - w siedzibie Muzeum Rybołówstwa (oddziału Narodowego Muzeum Morskiego).

Fot. ze zbiorów Muzeum Helu


Wakacje 2018 [16] - gastronomicznie vol. 1

Wakacje na Półwyspie Helskim to od lat również sprawdzone miejsca gastronomiczne, do których chętnie wracam.

W Helu są takie trzy i trudno się im oprzeć i szukać coś nowego, choć staram się testować i inne miejsca. Pierwsza miejscówka to przystanek na wyśmienitą kawę i domowe ciasto. Cafe "Classic" na Wiejskiej - równo naprzeciwko pubu Cpt. Morgan. Wyśmienite wypieki, elegancki wystrój z wygodnymi fotelami i kanapami, przyjemny chłodek nawet w upalny dzień i niezastąpiona właścicielka - która o historii Półwyspu wie dużo i można by tak rozmawiać bez końca. Bardzo polecam. Na regale w salce fantastyczna literatura i albumy o najbliższych miejscowościach z naciskiem na bogato ilustrowaną historię.

Poniżej widok przez duże okna na ul. Wiejską i wejście do Cpt. Morgana oraz wyśmienity sernik z pyszną kawą w Cafe "Classic"

Drugą miejscówką gastronomiczną Helu jest dla mnie pub Cpt. Morgan. Tutaj możemy się pokusić zarówno na danie słodkie jak i konkrety obiadowe. Daję głowę, że nikt nie wyjdzie z zawiedzionymi doznaniami smakowymi. W Cpt. Morgan genialna jest kawa po irlandzku i szarlotka czy deser z gorącym smażonym bananem. A na obiad wyśmienita karkówka z grilla czy smażone rybki. Wieczorami można trafić na muzykę na żywo - oczywiście szanty. Do dłuższego posiedzenia zachęca wspaniały wystrój jakby z innej epoki i dawnego Helu.

Trzecią miejscówką gastronomiczną Helu - bliską memu sercu - jest restauracja Kutter - również na Wiejskiej (główny deptak Helu). Do Kuttera trafiłam w chłodniejszy dzień. Wybrane z menu grzane wino i pikantna zupa z owocami morza przegryzana pieczywem czosnkowym na długo zapadły w pamięć. Do tego również bardzo ciekawe wnętrze i sympatyczny zadaszony ogródek. Polecam!

Fot. Latarnica / 2018


Wakacje 2018 [15] - nie ma wakacji bez Szwedzkiej Górki vol. 3

W trzecim odcinku zdjęć nieczynnej latarni morskiej z Góry Szwedów dziś bliskie kadry i detale. Można robić tam zdjęcia co roku, a jednak wciąż coś się zmienia. Albo w okolicy albo w samej elewacji latarni.

Fot. Latarnica / stan latarni na czerwiec 2018.


Perełki helskiego Cypla – latarnia morska [3]

Dziś trzeci i ostatni odcinek artykułu Władysława Szarskiego na temat helskich bliz.

Nowa latarnia w HELU

W 1942 roku, w czasie okupacji niemieckiej, odbudowano latarnię pilnie potrzebną dla nawigacji w bezcennej dla Kriegsmarine Zatoce Gdańskiej, gdzie Niemcy ulokowali stocznie, zakłady doświadczalne i szkoły morskie Marynarki Wojennej. Wybudowano ją w formie ośmiokątnej wieży z czerwono-brunatnej cegły, zwężającej się ku górze i zakończonej galerią pod stożkowym dachem. Na latarni zainstalowano dwie ogromne żarówki po 1000 W umieszczone na obrotowym stole i cylindryczną soczewkę Fresnela. Świeciła się jedna żarówka, główna, a w przypadku jej przepalenia automatycznie była podawana na jej miejsce druga, zapasowa. Kąt świecenia obejmuje 360 stopni i latarnia jest widoczna tak od strony otwartego morza, jak i od strony portów Trójmiasta i zatoki Puckiej. Latarnia ma 41,5 m wysokości, a jej światło widać nawet z odległości 18 Mm. Na jej galerię prowadzi 197 stopni.

Poniżej powojenne kartki z nową helską latarnią

Pocztówki ze zbiorów Latarnicy

Latarnia szczęśliwie przetrwała radzieckie ataki lotnicze w 1944 roku, gdy Hel stanowił jedną z ostatnich enklaw obrony niemieckiej i dostała się nietknięta w polskie ręce, dalej pełniąc swoją rolę bezcennego obiektu nawigacyjnego.

Jako ciekawostkę warto wspomnieć, że przewodniki z czasów PRL-u, nie chcąc podkreślac roli Prus w rozwoju Helu, a może licząc na nieuctwo turystów pisały, że latarnię odbudował „lud kaszubski” – cóż, można to interpretować i tak…. 

Latarnię jako "obiekt strategiczny" zamknięto po wojnie dla publiczności na wiele lat, nie wolno jej było nawet oficjalnie fotografować, aż w końcu 1 sierpnia 1994 roku udostępniono ją w sezonie do zwiedzania.

W międzyczasie latarnie przeszła szereg modernizacji, które wymuszał upływ czasu i postęp techniczny – w 1988 roku zmieniono dach i zdjęto ozdobna iglicę, która do dziś stoi w bliskości latarni.

W 1989 r. zainstalowano na niej antenę radaru nawigacyjnego, a w roku 1992 wykonano ze stali nierdzewnej nowy dach laterny, na którym umieszczono się wiele różnorodnych anten. Zdjęty wraz z iglicą daszek umieszczono w plenerowej ekspozycji Muzeum Rybołówstwa.

Poniżej dach laterny (teren przy Muzeum Rybołówstwa) oraz oglica z dachu helskiej blizy - w ogrodzie przy zabytkowym domu latarników pod latarnią w Helu

Fot. Latarnica / czerwiec 2018 [4x]

Przy dobrej pogodzie z jej galeryjki położonej na wysokości światła widać na zachodzie porty i wzgórza Trójmiasta, a na północy zdewastowaną, nieczynną, stalową latarnię morską na Górze Szwedów i wojskowe maszty różnych instalacji łączności używane aż do obecnych lat. 

Poniżej widok z laterny na wieżę wojskową oraz optyka helskiej blizy

Fot. Latarnica / czerwiec 2017

W 2001 roku, po 59 latach eksploatacji helska latarnia doczekała się kapitalnego remontu - gdyż pękały jej mury. Podstawę latarni wzmocniono żelbetowym pierścieniem, a nadwątlone ściany opasano wkutymi w mur pięcioma stalowymi obejmami. Remont zakończono w maju 2002 roku.

W ostatnich latach tuż przy galerii laterny zostały zamontowane anteny telefonii komórkowej GSM, co znacznie oszpeciło wygląd całej latarni. 

Poniżej współczesny wygląd górnej partii latarni

Fot. Latarnica / czerwiec 2018 [2x]

Chociaż nie jest ona formalnie wpisana do rejestru zabytków, to jednak jest obiektem niezwykle ciekawym i wartym odwiedzenia.

Dane techniczne:
– położenie: 54o36’06'' szer.N, 18o48'54'' dług. E 
– wysokość światła ponad wodą – 38,5 m n.p.m.
– zasięg - 18 Mm (33,3 km)
– charakterystyka światła: izofazowe (światło: 5,0 s; przerwa: 5,0 s; okres: 10,0 s )

Poniżej cała sylwetka helskiej latarni:

Fot. Latarnica / czerwiec 2018 [2x]

Tekst: Władysław Valle Szarski – dyrektor Muzeum Obrony Wybrzeża w Helu

Fot. główna wpisu - Latarnica 2018


Latarnia Morska na Górze Szwedów - modele muzealne

W tym roku, a konkretnie w czerwcu, miałam zaszczyt i przyjemność bycia świadkiem przyjazdu do Muzeum Helu modelu latarni morskiej Góra Szwedów.

Jak doskonale wiecie ta latarnia zajmuje szczególne miejsce w moim sercu. I odwiedzenie jej podczas wakacji na Półwyspie Helskim jest wręcz obowiązkowe. Sama nie wiem jak wyglądało moje życie przed pierwszym pobytem na Górze Szwedów.

Model latarni wykonał i dostarczył Marcin Wawrzynkowski z Koszalina. Miałam okazję go poznać wirtualnie (kontaktowaliśmy się jedynie przez facebooka i e-maila) pomagając przy kompletowaniu materiałów i ilustracji do niedawno wydanej książeczki (kolejny bo 25-ty tzw. Zeszyt Helski) o latarniach morskich Półwyspu Helskiego.

Kiedy w naszych rozmowach wypłynął na światłó dzienne temat przygotowywania przez Marcina modelu tej latarni byłam zachwycona i pełna entuzjazmu. Już wtedy dopytywałam, czy na latarnicy będę mogła pokazać kolejne etapy prac i efekt finalny. Wtedy jeszcze nawet nie marzyłam, że będę akurat w Helu w tym dniu gdy gotowa praca trafi do sali muzeum.

Kto był w Muzeum Helu ten wie, że jest tam osobna sala poświęcona latarniom morskim. Makieta latarni z Góry Szwedów trafiła oczywiście właśnie tam. Co ciekawe jednocześnie powstawały dwa jednakowe modele w skali 1/32. Drugi trafi do Muzeum Latarnictwa w Rozewiu. Tam zdecydowanie brakowało pośród tak licznych makiet właśnie Góry Szwedów.

Mogłabym tutaj przekopiować wpis Marcina o swojej pracy nad tym modelem ale nie ma sensu tego krok po kroku powielać. KOniecznie zajrzyjcie teraz na stronę Koszalińskiego Portalu Modelarskiego aby zobaczyć jak przebiegały prace. Wszystko dokładnie opisane i obfotografowane jest tutaj: http://www.modelarstwo.koszalin.pl/index.php/modele/425-latarnia-morska-na-gorze-szwedow-1-32-gpm-models?fbclid=IwAR0neyPjuaJrbjqjwjOB86tRa_BqqTAairTb5uoTbhgkfu-DyZ2m05bMcGE

Poniżej cztery migawki z 22 czerwca br kiedy to model trafił do Muzeum Helu.

Fot. Latarnica /2019 (1-3), Tomasz Lerczak (4)

Poniżej makieta w sali muzealnej i Autor z swoim osobistym asystentem prac

Fot. 1 - Marcin Wawrzynkowski, fot. 2 - Ryszard Kretkiewicz

Fot. główna wpisu - Latarnica / czerwiec 2019


Wakacje 2018 [14] - nie ma wakacji bez Szwedzkiej Górki vol. 2

W ostatnim wpisie pokazywałam wam konstrukcję z Góry Szwedów z daleka. Dziś podejdziemy bliżej.

Najbliższe otoczenie Góry Szwedów jest bajeczne. Cała okolica to urokliwe wydmy i wspaniały widok na szerokie plaże i morze.

Fot. Latarnica / czerwiec 2018


Dobrze rokujące nowości! [2]

Dziś chciałabym zakończyć prezentację nowości, w których znajdziecie dużo historii z naszego wybrzeża. W miniony piątek zaproponowałam wam 6 nowych tytułów, z których na razie przeczytałam tylko jeden.

Poniżej propozycja 3 kolejnych. W tym przypadku za mną również lektura jednego z nich i wkrótce pojawi się tutaj recenzja. Notki o książkach pochodzą od wydawców.

Latarnie morskie Półwyspu Helskiego - Marcin Wawrzynkowski (wyd. Stowarzyszenie Przyjaciele Helu)

Latarnie morskie, to bardzo charakterystyczny element nadmorskiego krajobrazu niezależnie od kraju i szerokości geograficznej. Wysokie strzeliste wieże, często oryginalnie pomalowane, są chętnie odwiedzane przez turystów. Nic dziwnego, działają na wyobraźnię, wywołują pozytywne zazwyczaj skojarzenia. Lubimy je i w dzień, kiedy możemy wdrapać się na ich szczyt, by podziwiać zapierającą dech w piersiach panoramę, a także oglądać je w nocy, gdy swym światłem wskazują drogę do portu, lub ostrzegają przed niebezpieczeństwem. Na polskim wybrzeżu funkcjonuje 17 latarni morskich z czego pięć z nich (razem z obiektami nieczynnymi) znajduje się na Półwyspie Helskim.

Mewa na patyku - Barbara Caillot, Aleksandra Karkowska (wyd. Muzeum Sopotu)

„W tym moim domu ja byłam ze Świętokrzyskiego, nade mną mieszkała pani ze Lwowa, do Sopotu przyjechałam w 1946 roku na wiosnę, myśmy wszyscy byli z innych miast” – tak zwykle rozpoczynają się wspomnienia mieszkańców uzdrowiska – mówi Karolina Babicz-Kaczmarek, dyrektor Muzeum Sopotu. – „Wilno, Lwów, Warszawa, Lesko, Grudziądz, Bydgoszcz, Jędrzejów, Kraków, Gdynia, Kościerzyna, Poronin, Nasielsk – to tylko niektóre z miejscowości, z których przyjechali powojenni sopocianie. Byli w różnym wieku, z różnym bagażem doświadczeń i wspomnień. Wybrali Sopot. Ponad 60 lat później wzięli udział w projekcie poświęconym losom mieszkańców i podzielili się swoimi historiami” – dodaje dyrektor sopockiego muzeum.

Mewa na patyku to opowieść o życiu codziennym mieszkańców kurortu obejmująca lata 1945–1960. Składają się na nią wzruszające wspomnienia z dzieciństwa i młodości spędzonych w Sopocie, dopełnione anegdotami i niepowtarzalnymi wspomnieniami bohaterów. Książka wzbogacona została także licznymi fotografiami, rysunkami, listami i wieloma innymi materiałami pochodzącymi z archiwów sopocian.

Publikacja, wydana przez Muzeum Sopotu, została przygotowana również z myślą o najmłodszych czytelnikach oraz ich dziadkach i pradziadkach. Stylem i narracją znosi międzypokoleniowe bariery i uczy młode generacje otwartości oraz zachęca do zgłębiania historii, również tej rodzinnej.

W kurortach przedwojennej Polski - Maja i Jan Łozińscy (wyd. PWN)

Dwudziestolecie międzywojenne było czasem doskonałej zabawy. Do ulubionych rozrywek bywalców modnych miejscowości należały jazda na nartach, zabawa na dancingach i gra w brydża. Wszystkie te przyjemności były także oferowane w specjalnych pociągach rajdowych, których trasa wiodła przez podnóże polskich gór, od Jaremcza u stóp Czarnohory po Wisłę w Beskidzie Śląskim. Nocą podróżowano, za dnia zaś zatrzymywano się w znanych miejscowościach narciarskich. Autorzy książki zabierają czytelników w podróż po tętniących życiem kurortach Drugiej Rzeczypospolitej. Uzupełnieniem pełnego anegdot i fragmentów wspomnień tekstu jest znakomity zbiór wcześniej niepublikowanych fotografii dokumentujących letnie i zimowe wojaże znanych polityków, między innymi Józefa Piłsudskiego, Ignacego Mościckiego, Józefa Becka, a także aktorów, sportowców i artystów, takich jak Adolf Dymsza, Hanka Ordonówna czy Witkacy.

Fot. główna wpisu - pexles.com


Dobrze rokujące nowości! [1]

Wiosna i lato przyniosła w tym roku kilka doskonale zapowiadających się lektur książkowych. Kto gustuje w historii wybrzeża, kocha nasze morze i nie potrafi bez niego oddychać a pewno odnajdzie się w tych lekturach.

Od razu dodam, że jeszcze żadnej nie czytałam, ale może ktoś z was chciałby również już nabyć to wrzucam zajawki z krótką informacją. Notki o książkach pochodzą od wydawców.

Jurata. Cały ten szpas - Anna Tomiak (wyd. Czarne)

Dziewięćdziesiąt lat temu zauroczeni swoim morzem Polacy zamarzyli o kurorcie z prawdziwego zdarzenia. Jurata natychmiast stała się ulubionym miejscem wakacyjnych pobytów ówczesnych elit. Można tu było spotkać Wojciecha Kossaka, zajeżdżającego przed swój dom lśniącym automobilem. Plażą przechadzał się prezydent Mościcki, a w luksusowych pensjonatach zatrzymywały największe gwiazdy z Bodo, Smosarską i Kiepurą na czele. 

Krótka przedwojenna historia zakończyła się we wrześniu 1939 roku. Letnicy wyjechali, a Niemcy skwapliwie korzystali z jurackiej infrastruktury. Odpoczywali tu lotnicy Luftwaffe i młodzież z Hitlerjugend. 

Po wojnie władza ludowa usiłowała zmienić elitarny charakter kurortu na egalitarny. W najbardziej atrakcyjnych miejscach wzniesiono ośrodki FWP, wyburzano przedwojenne wille i wycinano sosny. Ale nawet pod nowymi rządami Jurata zachowała swój swobodny styl przechowywany we wspomnieniach i anegdotach. 

W XXI wieku w miejscu dawnej Juraty wyrasta nowa, ze szkła, betonu i stali. Historia toczy się dalej. 

Anna Tomiak opowiada o nadmorskim kurorcie od jego początków w 1928 roku, przez zmianę w centrum wczasów pracowniczych, aż po powrót do elitarności w latach 90. i czasy współczesne.

Wakacje 1939 - Anna Lisiecka (wyd. Muza)

Ludzie z pierwszych stron gazet: Nałkowska, Barszczewska, Halama, Mościcki, Gombrowicz i ci mniej znani: Straszewicz, Parnell, Pruszkowski, Roszkowska, Stempowski - w scenerii upalnego lata. Ich nadzieje, tęsknoty, żarty, marzenia i plany. Szlaki przemierzane luksusowymi, szybkimi wagonami o aerodynamicznych kształtach, liniami LOT-u, ale także własnymi samochodami oraz ekonomicznymi wagonami trzeciej klasy. Raiki dla bogatych: Zakopane, Jurata, Krynica, Zaleszczyki i urokliwe letniska: Kosów Huculski, Jaworze, Kazimierz. Słoneczny polski modernizm Ciechocinka oraz campingi wagonowe. Wszystko to w innych niż dzisiejsze granicach i często w zapomnianych pejzażach.

"Taniec w przeddzień kataklizmu, modny krok lambeth-walk, w Zakopanem zabawy letników i artystów, na Polesiu arystokratów, dyplomatów i szefa brytyjskiej misji wojskowej polującego na kaczki. Wojna wisi w powietrzu, jednak jej nie będzie, bo Hitler się nie odważy, a jeśli, to po trzech tygodniach zwycięska defilada w Berlinie, nasza i sojuszników. Mamy gwarancje Anglii. Książka Anny Lisieckiej – pełna szczegółów, epizodów, ludzi krótko obecnych albo znikających wraz z wybuchem wojny w 1939 – odtwarza tamten makabryczno-rozrywkowy nastrój. Po raz drugi w życiu poczułem się trzynastolatkiem na progu wieku dojrzewania. Weź pod rękę damę swą, idź na spacer razem z nią – wzywał lambeth-walk w Zakopanem."
Jacek Bocheński

Pokój z widokiem. Lato 1939 - Marcin Wilk (wyd. W.A.B.)

Współczesne lato to przede wszystkim wakacje. W przedwojennej Polsce lato odróżniało się od innych pór roku tylko tym, że było cieplej.

Podróżowali oczywiście artyści, literaci, dziennikarze, a kurorty z roku na rok stawały się coraz nowocześniejsze (tak jak modernizowała się Polska). Ale nie wszędzie było tak kolorowo. Na wsi o wakacjach się nie marzyło. Krucho z marzeniami było także w województwach wschodnich, dziś określanych mianem Kresów.

Opisując ostatnie przedwojenne lato, Marcin Wilk zajrzał do Zakopanego, spędził trochę czasu w Gdyni, przyjrzał się Zaleszczykom, ale przede wszystkim zboczył z popularnych tras turystycznych. Przemierzając tereny Polski przedwrześniowej, postanowił dotrzeć do żyjących świadków epoki i wysłuchać ich opowieści o ostatnich tygodniach życia w pokoju.

Obrazy pamięci wzbogacone wycinkami z prasy i dokumentami epoki złożyły się w mozaikę o codzienności na moment przed apokalipsą.

Kuźnica - Małgorzata Abramowicz (wyd. BiT)

Kolejna publikacja Małgorzaty Abramowicz o czasach dwudziestolecia międzywojennego nad brzegiem Bałtyku. Opowiada o przemianie małej wioski rybackiej w modne letnisko, o nieustającej walce z żywiołem, o ludziach, którzy na wąskim pasku ziemi, między Wielkim i Małym Morzem z ogromną determinacją walczyli o swoje domy. Jak zwykle pomocne były: prasa międzywojenna, notatki i artykuły, zachowane w archiwach dokumenty, pocztówki, ilustracje i zdjęcia z prywatnych albumów.

Jeszcze żyjemy. Lato '39 - Marcin Zaborski  (wyd. Bellona)

Marcin Zaborski wraca do upalnego lata 1939 roku. Próbuje odtworzyć świat ostatnich miesięcy poprzedzających wojenny dramat. Przywołuje zapachy i smaki. Pokazuje codzienne życie Polaków, zabiera nas na przedwojenne ulice wielu miast i miasteczek, opisuje z jakimi problemami zmagają się w tamtym czasie ich mieszkańcy. Towarzyszy im w podróżach do popularnych kurortów i „badów”. Przygląda się turystom na plażach nad polskim Bałtykiem, śledzi modowe trendy zaglądając do walizek i szaf polskich kobiet.

Uliczny hałas, pękające w szwach kolejki podmiejskie, matrymonialni oszuści, nocne wyścigi nietrzeźwych kierowców. Prężenie muskułów w polskiej armii, dramatyczne sceny z Gdańska, dyplomatyczne zabiegi, które mają uchronić świat przed eksplozją wojennej zawieruchy. Nadzieja na to, że uda się jej uniknąć przeplata się tu z przekonaniem o nieuchronności starcia, które na zawsze już zmieni świat.

Czym żyją Polacy w lipcu i sierpniu 1939 roku?

Tryptyk Helski. Część II od roku 1920 do roku 1938 - Mirosław Kuklik (wyd. Stowarzyszenie Miłośnicy Helu)

"Tryptyk Helski. Część II od roku 1920 do roku 1938" - kolejna część historii Helu obejmującej czasy międzywojnia przybliżona przez dyrektora Muzeum Ziemi Puckiej - Mirosława Kuklika.

Fot. główna wpisu - pexels.com


Wakacje 2018 [14] - helskie wraki

Po zwiedzeniu falochronu wschodniego dawnego portu wojennego przespacerowałam się rok temu do tzw. helskich wraków.

Trzeba spory kawałek przejść pieszo, ale warto. Poniżej mapka z zaznaczonym falochronem wschodnim i miejsce spoczynku wraków.

Fot. Google Maps

A co to są za wraki? W wodach zatoki spoczywają ORP Wicher II i ORP Grom II. Są to okręty z lat 50. XX wieku. Zostały one wydzierżawione przez polską Marynarką Wojenną.

Po zakończeniu służby, kadłuby dwóch powojennych niszczycieli zostały zatopione w pobliżu helskiego portu. Dziś widać je doskonale choć ich stan pozostawia wiele do życzenia. Warunki atmosferyczne i wodne robią swoje.

Zanim dojdziemy na małą dziką plażę od strony zatoki trzeba przejść przez tory kolejowe.

Fot. Latarnica / 2018

A potem już tylko ku linii brzegowej i do wraków. Tereny te wyglądają tak:

Fot. Latarnica / 2018

Natomiast wraki z bliska - tyle na ile się da podejść czy złapać obiektywem - prezentują się na rok 2018 jak na zdjęciach poniżej.

Fot. Latarnica / 2018


Wakacje 2018 [13] - nie ma wakacji bez Szwedzkiej Górki vol. 1

W cyklu blogowym relacji z wakacji 2018 powielam tytuł stworzony we wpisach powakacyjnych z 2017 roku. Niechaj już zostanie taka mała tradycja. Bo cała prawda tkwi w tym krótkim stwierdzeniu - "nie ma wakacji bez Szwedzkiej Górki!".

Choćby nie wiem jaka była pogoda w trakcie tych 2 tygodni na Półwyspie Helskim jeden - ewentualnie dwa dni - muszę poświęcić na pobyt na tej wysokiej wydmie pod Helem.

Do Latarni wiodą co najmniej trzy drogi - alby wyruszy się od MOW i uda w las w kierunku morza, albo z centrum Helu czy spod latarni wzdłuż wybrzeża przez las, albo przez kładki cypla i dalej plażą w kierunku Juraty.

Rok temu po raz kolejny spacer miał miejsce przez ścieżkę idącą początkowo koło płotu terenu MOW. A potem idzie się już oznakowań szlaku. Bo trasa na Górę Szwedów ma swój szlak. A na prawie ostatnim odcinku trafia się jeszcze przy drodze na tablicę z opisem obiektu i mapką.

Poniżej kilkanaście fotografii z tej miłej sercu wycieczki na historyczną wydmę. Nie każdy bowiem kojarzy, że tam w XVII wieku miała miejsce morska potyczka ze Szwedami - wszystko poszło o galeon "Christine" który wszedł na mieliznę pod Helem.

Poniżej fotorelacja z czerwcowego spaceru na Górę Szwedów.

Fot. Latarnica / czerwiec 2018


Wakacje 2018 [12] - port wojenny

Rok temu podczas letniego urlopu po raz pierwszy odwiedziłam dawny port wojskowy i dotarłam to miejsca spoczynku słynnych, często fotografowanych, helskich wraków.

W tym roku nie powtarzałam tej wycieczki. Może za rok sprawdzę czy coś się zmieniło. Trochę było za gorąco na tą trasę choć  nie powstrzymało mnie to przed szaleństwem corocznego dotarcia do Góry Szwedów. W tym przypadku pogoda nie ma znaczenia. Muszę tam być i tyle.

Spacer rozpoczęłam od sfotografowania tak charakterystycznego betonowego pirsu w porcie (falochron wschodni prostopadły do lądu) ,na końcu którego znajduje się znany ze zdjęć z internetu kot - grafitti z dopiskiem "Hej przyjacielu co robisz na Helu?"

Fot. Latarnica / czerwiec 2018


Ocalić od zapomnienia

Dziś drodzy Czytelnicy mojego bloga mam dla Was rarytas. Tekst będzie dłuższy niż zwykle, ale jest artykułem, który swego czasu wpłynął od Autorki do "Helskiej Blizy".

Tekst jest o latarnikach z Helu a nawet konkretnym jednym zdarzeniu z odległej przeszłości. Zapraszam do poczytania (zachowałam oryginalną pisownię artykułu - w postaci w jakiej dostałam).

tekst: Anna Staniszewska - malarka

OCALIĆ OD ZAPOMNIENIA

Artykulik ten oparłam na mało stosunków znanych, a fascynujących pamiętnikach Wacława Leszczyńskiego „Ludzie naszego Wybrzeża” wydanych w Kanadzie, w Toronto, w roku 1966. Drugie wydanie ukazało się również w Toronto w r. 1981. O ile mi wiadomo, w Polsce pamiętniki te nie zostały nigdy opublikowane, natomiast ich fotokopia znajduje się w miejscowej bibliotece publicznej w Helu.

Wacław Leszczyński pierwszą wojnę światową spędził częściowo w Rosji. W latach 1927-1930 służył w polskiej Marynarce Wojennej, ukończył szkołę specjalistów morskich i zdobył specjalność radiotelegrafisty. W latach trzydziestych pływał w marynarce handlowej. W międzyczasie pracował na latarniach morskich. Przez pewien czas był nawet kierownikiem latarni Hel, przełożonym latarników Jana Myślisz i Konrada Budzisza. Po najeździe hitlerowskim w czasie próby odwiedzenia rodziny został aresztowany i wywieziony w głąb ZSRR, a po zawarciu układu Londyn-Moskwa  (1941 r.) zwolniony – odbył wędrówkę dookoła świata, zanim dotarł do Wielkiej Brytanii. Przeżył m.in. storpedowanie statku „Empress of Canada”. W roku 1943 pływał na „Burzy”. Po wojnie powrócił do Marynarki Handlowej.

Zasadniczą część swojego fascynującego opracowania Wacław Leszczyński poświęca służbie brzegowo-morskiej oraz dziejom polskiego latarnictwa. 

Jan Myślisz, urodzony w 1895 r., rodowity kaszub i rybak w 1920 r. (w czasie, gdy gen.Haller obejmował w posiadanie polski dostęp do morza) wstąpił do wojska polskiego i poszedł na front wschodni, gdzie za okazane męstwo otrzymał srebrny krzyż Virtuti Militari.

Po zwolnieniu z wojska w r. 1922 objął obowiązki bosmana portu w Pucku. W roku 1924 został przeniesiony na Hel na stanowisko latarnika i w krótkim czasie mianowany starszym latarnikiem. 

Najstarszy z obsługi helskiej Blizy – Konrad Budzisz – odczuwał współzawodnictwo i wyróżnienie Jana Myślisza jako swoja krzywdę i poniżenie.

Jan Myślisz był obdarzony potężnymi barami i dłońmi. W służbie w latarni w obcowaniu z ludźmi umiał sobie dawać radę i nigdy nie pozwalał sobie dmuchać w kaszę. 

Budzisz natomiast miał budowę szczuplejszą. Myślisz był czarniawy, a Budzisz uchodził za jasnego blondyna. Ale Konrad budzisz górował nad Janem Myśliszem w sprawach gospodarczych i wiedział jak wydać ciężko zapracowany grosz. Dla niego, poza pracą istniała głównie rodzina (żona oraz dzieci) i dom.

Dodam, że ród Budziszów jest do dziś liczny. W samej Kuźnicy znaczna część rybaków nosi to chlubne nazwisko. A jeden z dwóch obecnych latarników to też Budzisz (Konrad Budzisz był bratem jego dziadka).

Tak, krok po kroku zbliżyłam się do wydarzenia, które zamierzam opisać;

Tej nocy służbę na latarni miał Jan Myślisz. Wziąwszy przygotowane na noc jedzenie oraz pobrawszy po drodze z magazynu paliwo Jan Myślisz otworzył drzwi latarni i zaczął się wspinać na górę. W połowie drogi mimo wrodzonej krzepy musiał jak zwykle przystanąć na kilka minut, aby złapać oddech i otrzeć pot z czoła. 

Na szczycie latarni była oszklona kopuła, a w samym jej środku stałą aparatura optyczna. Latarnik naprzód nalewał nafty silnopłomiennej do zbiornika, potem pompował powietrze i w ten sposób wytwarzał ciśnienie gazu. Musiał uważać, aby środek płomienia palników był w centrum wypukłej soczewki „optyki” otaczającej dookoła płomień. Ażeby samo ognisko było więcej skupione zakładał na płomień specjalną AZBESTOWĄ KOSZULKĘ.

Promienie świetlne wychodzące z ogniska palnika pod ostrymi kątami przechodziły przez szkła optyczne i były kierowane systemem soczewek zaopatrzonych na końcach w pryzmaty. Promienie świetlne wychodzące z latarni biegły w przestrzeń jakby zwartą wiązką pod odpowiednim katem nachylenia. Do obracania zasłony „optyki” służył ciężar, który trzeba było podnieść do góry za pomocą korby, nastawić regulator i ciężar spadając powoli obracał tę zasłonę. (Później, w r. 1938 latarnię zelektryfikowano i obecnie obsługiwanie jej wymaga wchodzenia latarnika na górę tylko w przypadkach awarii.) 

Owego wieczoru Jan Myślisz zwolnił ciężar. Latarnia zaczęła wydawać błyski, rzucając snopem światło, które obracało się równocześnie.

W kopule wydzielały się spaliny, dlatego dyżurka latarnika znajdowała się o piętro niżej. Ukończywszy swą pracę Jan Myślisz zszedł do dyżurki, zjadł kolację i zmęczony rozłożył się na ławie. Około północy powinien dopompować gazu i ponownie nakręcić ciężar obrotowy. Niestety nie zrobił tego…

Ciężar obrotowy doszedł do dna latarni i zasłona „optyki” stanęła a płomień latarni wygasł. 

Po północy w mieszkaniu kapitana portu Hel rozdzwonił się telefon, 

- Tu kapitan portu w Gdyni. Dlaczego latarnia nie świeci? Statek włoski telegrafuje, że osiadł na mieliźnie.

No i nastąpiło piekło!!!

Statek włoski, choć szybko ściągnięty z mielizny, żądał odszkodowania.

Rano kapitan portu, zgodnie z przepisami postanowił, że za miesiąc odbędzie się rozprawa w Izbie Morskiej w Gdyni z udziałem wszystkich stron. A jako najkompetentniejszego rzeczoznawcę wyznaczył Konrada Budzisza.

Miesiąc upłynął i w Gdyni, w Izbie Morskiej rozpoczęła się rozprawa. 

Jan Myślisz zapytany co myśli o całej sprawie odpowiedział:

- podczas pracy odkręciła się śrubka od pompy sprężającej gaz i z tego powodu nie można było uzyskać ciśnienia, gdyż pompę należało naprawić.

Następnie sędzia zwracając się do rzeczoznawcy zapytał:

- panie Budzisz, co pan jako rzeczoznawca sądzi o zeznaniu Myślisz i czy w ogóle było to możliwe?

Odpowiedź Budzisza była krótka:

- nie.

- a jak to pan uzasadnia?

- musiał głośno chrapać, to nie słyszał jak stanęła obrotnica zasłony. To samo stało się  z płomieniem latarni. 

W wyroku Myślisz otrzymał surową naganę. Było to gorzkie upokorzenie dla Jana Myślisza, rodowitego Kaszuba, starszego latarnika, ławnika sądu miejskiego, prezesa związku rybaków, komendanta straży pożarnej, zastępcy wójta, a w dodatku kawalera orderu Virtuti Militari.

Cóż, w ciągu owych wszystkich trudnych lat, gdy latarnik ciężko pracował fizycznie, zdarzyło się to tylko raz. Koń ma cztery nogi, a też się potknie.

Dla mnie cała ta sprawa przydaje tylko temu pomnikowemu skądinąd człowiekowi naszego wybrzeża ludzkich wymiarów.

Podczas okupacji hitlerowskich zarówno Jan Myślisz jak i Konrad Budzisz byli długo pod naciskiem gestapo, które żądało, aby wpisali się na listę uprzywilejowanych. Obaj kategorycznie odmówili wszelkiej współpracy z okupantem. W wielkim nieszczęściu utraty niepodległości okazało się że jeden i drugi byli z najszlachetniejszego kruszcu.

Obaj czuli jednakowo:

 „Nie ma Kaszeb bez Polonii, a bez Kaszeb Polsczi”.

Konrad Budzisz długo chorował, wreszcie uległ częściowemu paraliżowi i zmarł.

Wielu przyjaciół i znajomych odprowadzało starego latarnika na cmentarz. Spoczął między rybakami i obrońcami Helu. Na świeżym grobie złożono bukiety i wieńce. Jeden z piękniejszych pochodził od Jana Myślisza. Czytałam, że gdy ludzie zaczęli się już rozchodzić, to właśnie on został najdłużej przy grobie starego przyjaciela z latarni.

Jan Myślisz zmarł w 1975 roku. Jest również pochowany na helskim cmentarzu.

p.s. Fotografię Jana Myślisza w mundurze latarnika użyczyła mi jego wnuczka

Poniżej legitymacja "Virtuti Militari" (rewers i awers)

Poniżej fotografia Jana Myślisza

Poniżej opis na rewersie fotografii Jana Myślisza, dopiski Jerzego Maliszewskiego

Materiały: (tekst i fotografie) z archiwum MOW w Helu.

Opisywane w artykule zdarzenia dotyczą przedwojennej latarni morskiej w Helu. Jej trzy fotografie poniżej.

Fot. z archiwum Muzeum Helu (również główna wpisu)


Ze starej prasy [63]

W dzisiejszym odcinku cyklu dwa - niestety niedatowane, ani nie opisane tytułem prasy - wycinki nt syren mgielnych montowanych w Helu i pod Helem na latarni na Górze Szwedów.

Ponieważ oba teksty są bardzo ciekawe, to mimo braku dokładniejszego opisania decyduję się je opublikować, bo wnoszą ważne treści.

Wycinki prasowe - ze zbiorów Muzeum Helu.


Zdjęcie na niedzielę - 2 czerwca 2019

W pierwszą niedzielę czerwca majowe stokrotki z Helu. Kwiatki bardzo ładne, ale mnie zachwyca najbardziej drugi plan fotografii. W tle latarnia morska - Hel.

Fot. Ryszard Kretkiewicz / maj 2019


Zdjęcie na niedzielę - 12 maja 2019

Na portalach społecznościowych w maju coraz więcej już zdjęć znad morza w wakacyjnych i letnich klimatach. W zasadzie co roku sezon turystyczny rusza właśnie z początkiem tzw. majówki.

Od ubiegłego roku Hel wzbogacił się o nową noclegową atrakcję. Jest nią zabytkowy dom przy latarni morskiej po generalnym remoncie. Miałam okazję zwiedzać wnętrze pod sam koniec prac remontowych i jest to naprawdę atrakcyjna miejscówka sięgająca detalami czasów dawnych i historii tego miejsca.

Poniżej helska latarnia i dawny dom latarników.

Fot. Ryszard Kretkiewicz / Hel 2019


Wakacje 2018 [6] - spacerkiem przez Hel

Być na Półwyspie Helskim, a nie odwiedzić Helu? Nie do pomyślenia. Nie potrafię sobie odmówić spaceru ulicą Wiejską i wizyty w pubie "Cpt. Morgan", gdzie jest wyśmienite jedzenie i wspaniała kawa. Jego wnętrze jest wyjątkowe, przywołuje dawne dzieje tego miejsca, od oglądania zgromadzonych eksponatów i studiowania map, sztychów i obrazów można się zmęczyć.

Poniżej kilka ujęć z jego wnętrza. W czerwcu zdarzają się jeszcze chwile, że można pstryknąć pustą salę.

Poniżej migawki ze spaceru ulicą Wiejską i trochę detali architektury. Poza tym jeszcze kilka ujść zabytkowego domu latarników i ogrodu przy nim oraz latarenki wypatrzone w oknach czy punktach gastronomii.

Fot. Latarnica / czerwiec 2018 Hel


Pierwsza murowana latarnia - Hel

W minionym tygodniu pokazałam Wam na fotografiach helską latarnię - stan na czerwiec 2018 roku. Ale dziś patrząc na czerwoną wielokątną wieżę mało kto pamięta o latarniach historycznych Helu.

A przecież Półwysep Hel od dawien dawna wymagał jakiegoś zabezpieczenia żeglugi na tym odcinku akwenu morza w postaci obecnych tam ognisk i bliz.

O pierwszej historycznej blizie w postaci żurawia z kotłem pisałam tutaj: https://latarnica.pl/2019/03/15/najstarsza-helska-bliza/

Ale w XVIII wieku, kiedy powstały plany pierwszej murowanej latarni wciąż w nawigacji wokół kosy lądu Helu pomagała stojąca na cyplu kolejna bliza - żuraw. Tylko, że ta była już dalej od linii brzegowej (na wzniesieniu wydmy) i zbudowano przy niej skromny dom latarnika. Miało to miejsce około 1790 roku i obiekt jak i dom latarnika zaznaczono m.in. na mapie (jako Blisenberg) z 1826 roku. Ta bliza prawdopodobnie służyła statkom do 1827 roku czyli uruchomienia latarni murowanej.

Na początku XIX wieku zasoby finansowe Gdańska związane z wpływami z Helu (gdzie pobierano opłaty od statków zawijających do portu) były tak dobre, że postanowiono wybudować latarnię murowaną. Pierwsze plany powstały ok. 1806 roku, a ich autor pozostaje nieznany.

Plany konstrukcyjne prezentuję poniżej na archiwalnych przekrojach. Wiadomo, że prace budowlane w 1806 roku rozpoczęto, ale ile ich wykonano - nie przetrwały takie informacje. Jest to związane z okresem wojen napoleońskich. To one wstrzymały prace na wiele lat, bo brakowało mężczyzn do fachowych prac umożliwiających zbudowanie latarni morskiej.

Dopiero po 1826 roku wrócono do prac nad budową obiektu murowanego. Jednak już wtedy zmodyfikowano pierwotne plany i wprowadzono trochę zmian. Ciekawostką jest to, że brytyjska mapa z 1809 roku pokazuje iż w tym czasie wciąż działała stara bliza (żuraw), bowiem tylko ten obiekt zaznaczyli Anglicy w Helu.

Nowa latarnia zbudowana w latach 1826-27 miała już inny fundament i wygląd wieży (np. zwiększono ilość okien, dodano jedną kondygnację). Ale największa różnica wystąpiła w laternie, gdzie zainstalowana inne urządzenia świetlne (lampy, w których spalano olej rzepakowy). Helskie światło miało zasięg 17 Mm. Pierwsze "odpalenie" optyki przypadło na 1 sierpnia 1827 roku.

XIX wiek nie był jednak dobrym czasem w dziejach Helu. Całkowicie upadł i zniknął tzw. Stary Hel - osada której dziś na próżno szukać. Pożary i napaści przyniosły wyludnienie, a co za tym idzie Hel utracił prawa miejskie w 1872 roku.

Rok 1896 przyniósł nadzieje na dobre zmiany, bowiem Hel zyskał status "Kąpieliska bałtyckiego". W tym czasie remont przeprowadzono też na latarni. Została otynkowana na biało, zainstalowano przy niej armatę, z której oddawano ostrzegawcze strzały przy mglistej pogodzie.

Na wieży pojawił się maszt, na który wciągano syganły flagowe. Był on zainstalowany prawdopodobnie ok. 1905 roku. Maszt widać na ostatnim prezentowanym poniżej planie.

Przewodniki turystyczne z pocz. XX wieku wymieniają helską latarnię jako jedną z atrakcji. Można było ją zwiedzać za opłatą 30 fenigów. Jak pokazują liczne archiwalne fotografie - chętnych nie brakowało. Przewodnik Mieczysława Orłowicza z 1924 roku podaje już opłatę w polskiej walucie - latarnię można było zwiedzać przez cały dzień za opłatą jednego złotego.

Widoczny na starych kartkach pocztowych dom latarników przy latarni istnieje do dziś i pokazywałam go w zestawie zdjęć z 2018 roku. Archiwalna fotografia ukazuje go z lat 30-tych XX wieku, bowiem w 1929 roku rozpoczęto malowanie elewacji latarni w poziome pasy.

Nowe wyposażenie optyki laterny pojawiło się dopiero po 1926 roku. Był to sprzęt firmy Julius Pintsch z Berlina - urządzenie optyczne IV grupy z 4 soczewkami i lampą naftową. A wszystko na stole o wysokości 1 metra. (fot. archiwalna z latarnikiem poniżej). Na zdjęciu za postacią fragment osiemnastokątnej laterny.

W 1938 roku na wieży zamiast lampy naftowej pojawiło się oświetlenie elektryczne. Niestety wybuch II WŚ przyniósł kres dla tego obiektu. 19 września 1939 roku na rozkaz dowodcy Rejonu Umocnionego Hel latarnię wysadzono. Była doskonałym celem dla dla artylerzystów niemieckich.

Potrzeba obecności latarni morskiej w tym miejscu była tak znacząca, że plany nowego obiektu powstały już w 1941 roku a w 1942 po 7 miesiącach prac nowa latarnia była gotowa. Ale to już inny etap historii tego miejsca i inna latarnia.

Fot. i materiały archiwalne ze zbiorów Muzeum Helu [1-10]. Bardzo dziękuję za ich udostępnienie dla Latarnicy!

Ruiny wysadzonej w 1939 roku latarni - fot. ze zbiorów Irene Elsner
  • Wpis powstał na podstawie informacji opisanych w książkach: "Historia latarni morskiej Hel" Apoloniusza Łysejko, "Latarnie morskie polskiego wybrzeża" Mariana Czernera i "najstarsze latarnie morskie Zatoki Gdańskiej" Antoniego Komorowskiego.