Kocia strona wakacji 2018 [9]

I choć w kolejce czekają na swoją prezentację koty z tegorocznego pobytu nad morzem wciąż ma do pokazania mruczących przyjaciół z 2018 roku.

Dziś również pozostajemy w Kuźnicy. Chciałabym Wam pokazać dwa kocury. Jednego z nich ponownie spotkałam w tym roku. Drugiego niestety nie. Jeden bytował na stacji PKP Kuźnica, drugi pomieszkuje prawie po sąsiedzku w stosunku do naszej kwatery.

Kotem peronowym był Jajcarz. Imię dostał nie od swego charakteru i żartowania ale faktu, że był kotem niekastrowanym i hojnie obdarzonym przez naturę.

Jajcarz to taki kocur, który podobnie jak kiedyś peronowy Zdenek, wiele już przeżył i niejedną ostrą walkę stoczył. Wszystko to odbija się na jgo marnej posturze i wyglądzie - ma liczne rany i zadrapania i jest mocno szczupły.

Kocur nie był ufny, ale głód robił swoje. Zazwyczaj odczekał aż się oddalę i szybko wcinał co tylko dostał. Ale po którymś juz spotkaniu pozwalał mi dość blisko podejść. Obecność innych kotów go nie zniechęcała. Raczej je przeganiał lub odsuwał się w cień.

Jego rewirem zdecydowanie była stacja i najbliższa okolica torów. Tam go zastawałam i tam się odnajdywał. Oto Jajcarz.

Kocim sąsiadem, mieszkającym po stronie zatoki, jest natomiast Arnold (vel Terminator). Imię otrzymał po kocie z poznańskiego schroniska, który go bardzo przypominał. Kocur może odstraszać wyglądem, ale nic bardziej mylnego. To nie jest typ zabijaki i agresora do ludzi.

Jak widać po fotografiach nie jest w najlepszej kondycji zdrowotnej. Podejrzewam też, że wiekowo jest całkiem kocim seniorem, ale może ten wygląd tak myli. Doskonale radzi sobie żyjąc w kocim stadzie (na tej samej posesji mamy też Rudzika, Gapcia czy Sąsiadkę).

Arnolda bardzo lubię. Początkowo jest nieufny, ale potem całkiem odważnie podchodzi do człowieka. jedzonko chętnie wcina i lubi delikatne drapanie po głowie. Pięknie wtedy pomrukuje.

Fot. Latarnica / czerwiec 2018


Kocia strona wakacji 2018 [8]

Absolutnie nie mogę rozpocząć wrzucać tutaj wpisy z kociego lata AD 2019 skoro jeszcze trochę zostało do pokazania z ubiegłego roku. Mogę już teraz uprzedzić, że tegoroczny czerwiec naprawdę darzył mi kotami. To było pod tym względem hojne lato w Kuźnicy.

Ale na razie wracam wspomnieniami do czerwca 2018. To już ósmy odcinek tej serii, a nie pokazałam wam tak ważnych dla mnie kotowatych jak Szyszka czy Salomon. To nie byle jacy koci znajomi, bowiem spotkałam ich w 2018 roku po raz kolejny. Zatem popatrzcie na nich, bo pierwsze wzmianki opublikowałam o nich już w 2017 roku w podobnym powakacyjnym cyklu.

Szyszka - koteczka ze stacji PKP Kuźnica. Ma gdzieś w pobliżu swój domek (ja obstawiałam domki w stylu miejskich działek rekreacyjnych za torami po stronie otwartego morza), ale głowy nie dam, że tak jest. Lata wcześniej kręciła się po prostu bliżej budynku stacji i cały czas spędzała przy przejściu na perony i pobliskich krzewach. W 2018 roku kręciła się po dalszych peronach i znikała na działkach za torami.

Szyszunia jest przecudnej urody szylkretką o przewspaniałym ufnym charakterze. Barankuje, tryka i wywala brzusia na zawołanie. Do tego pomrukuje i depta w miejscu z podekscytowania, gdy dotyka ją ludzka dłoń.

Potrafiła mi towarzyszyć w oczekiwaniu na pociąg póki nie wjeżdżał na stację. Nigdy nie potrafiła się zdecydować czy chce akurat jeść czy skorzystać z obecności człowieka i miziania futra. Najczęściej kończyło się jednym i drugim z małymi przerwami.

Salomon mieszka od lat w domu przy wejściu nr 33 na kuźniczną plażę. Jest to tzw. wejście główne bowiem w sezonie na tym odcinku plaży jest ona strzeżona przez ratowników (ach te malownicze, jakże fotogeniczne niebieskie domki!).

Salomon to starszy już kot. Dystyngowany, powolny, nigdzie się nie spieszący. Ma najpiękniejsze kocie futro jakie widziałam. Chodzi mi nie o umaszczenie ale jego jakość. Takiego blasku i miękkości czerni jeszcze nie doświadczyłam gdzie indziej. Myślę, że to zasługa rybek, bowiem jego pan (słyszałam jak miejscowi mówią o nim Zbyszek) ma na plaży łódkę i łowi świeże rybki.

Na pewno Salomonowi się z tego powodu nieźle darzy. A to przekłada się na jakość futra. Kocur nie lubi się mocno oddalać od domu. Kręci się czasami w przejściu i przechodzi przez tory kolejowe siadając w wejściu na plażę czy na ścieżce wzdłuż wydm. Czasami siedzi na daszku przybudówki. Nie jest zbyt ufny. I dość trudno go dobrze sfotografować. Te zdjęcia poniżej to prawdziwy sukces.

Imię otrzymał od salomonowej mądrości. Jako kocur starszy powinien jej mieć już całkiem sporo. Przypomina mi również bohatera wspaniałej opowieści książkowej "Salomon. Kot, który leczył dusze" Sheili Jeffries.

Fot. Latarnica / 2018.


Kocia strona wakacji 2018 [2]

21 stycznia br. zaprezentowałam wam dwóch przedstawicieli kotowatych spotkanych latem na Półwyspie Helskim w roku 2018. Pierwszym był mój dobry kumpel Czochracz, który się tu jeszcze parę razy pojawi, bo z nim ( i ze stacyjną Szyszką) mam największą więź.

Widzieliście fantastycznego Rudzika (urlopowicz w Kuźnicy), z którym byłam na plaży nad Małym Morzem. Dziś pora na kolejne spotkania. Poznajcie Toracza.

Toracza spotkałam pierwszy raz przy torach kolejowych i w zasadzie tylko w ich okolicy widywaliśmy się parę razy. Obstawiałam, że to wczasowicz - po pierwsze obróżka, po drugie wychodził przeskakując przez płot posesji stojącej bezpośrednio przy torach. W latach poprzednich go na niej nie było. Ale to tylko moje przypuszczenia.

Toracz był kotem bardzo żywiołowym. Wszystko robił pośpiesznie, więc uchwycenie go na zdjęciu nieporuszonego graniczyło z cudem.

Ale był też na swoich kocich warunkach kontaktowy. Mogłam go wygłaskać, choć ważniejsze było, abym znowu podała Panu Kotu jedzonko. Jak widać na jednej fotografii, kiedyś sam ją wyczuł w torbie, i śmiało wyjadał bezpośrednio z niej.

Czasami sobie po prostu spacerowaliśmy idąc ścieżką wzdłuż plaży. A kiedy miał już dość nagle gdzieś znikał w wysokich trawach i tyle go widziałam.

Na początek miejsce naszych schadzek. Tory i przejście przez nie na plażę - tzw. "Kuźnica - wejście nr 33". Kto był ten doskonale skojarzy.

Poniżej Toracz i parę wspólnych chwil.

Fot. Latarnica / czerwiec 2018.


Kocia strona wakacji 2018 [1]

Każdy mój pobyt nad morzem to także czas, w którym miejscowe koty odgrywają istotną rolę. Są to albo koty mieszkające trwale na naszym wybrzeżu albo koty-wczasowicze.

Różnica jest spora, bo te miejscowe to często zgrabne zwinne chudzinki o mniej lub bardziej zaniedbanej sierści, a koty przywożone na wakacje to typowe miejskie kanapowce - koty o konkretnej wadze, leniwie poruszające się na małym terenie przy kwaterze, za to o zadbanej sierści, nierzadko rasowe.

Dziś pokażę wam tylko dwóch przedstawicieli kotowatych. I należą do obu grup. Pierwszy to Czochracz. Imię sama mu nadałam kilka lat temu kiedy spotkaliśmy się w Kuźnicy po raz pierwszy. Odtąd towarzyszy wszystkim moim wakacjom na Półwyspie Helskim. Jest kotem niezależnym, wolno bytującym, ale ma - z tego co widzę dom - tylko że chadza swoimi ścieżkami. Imię ma od tej swojej cechy - że lubi być czochrany czyli wygłaskiwany. lecz oczywiście na swoich zasadach. Kiedy nie ma już ochoty da o tym znać swoimi zębami i pazurami.

Czochracz pojawi się w tym cyklu nie raz. Na zdjęciach poniżej nasze pierwsze spotkanie po roku, na drugi dzień po przyjeździe.

Poniżej przedstawiciel kotów wczasowiczów. Wkrótce z resztą wyjechał do domu i już go nie spotkałam. Zostawił po sobie same miłe wspomnienia. I dzięki niemu odbyłam niezapomnianą wycieczkę z kotem u boku na plażę od strony Małego Morza. Dzięki niej jest to wspaniałe zdjęcie na górze strony. Stefan vel Rudzik był bardzo aktywny i chętnie podjął zabawę patykami czy trawą. Sam stwierdził, że sznurki mojej torby z latarnią są super zabawką i pozwoliłam mu je nawet pogryźć. Poznajcie Stefana!

Fot. Latarnica / czerwiec 2018


Kocie wakacje nad morzem [5]

Zanim pojawi się tutaj cykl zdjęć z kotami sfotografowanymi podczas wakacji na Półwyspie Helskim w 2018 roku, muszę zakończyć prezentację zdjęć z lata 2017 roku.

A zdjęć kotów przywożę zawsze ze sobą sporo i już dziś patrząc na te kadry z 2017 roku widzę, które ponownie tam były, a z którymi się po roku nie przywitałam.

Poniżej: moją modelką była głównie kochana szylkretka Szyszka ze stacji PKP Kuźnica oraz koteczka dokarmiana przy jednym z domów w porcie. O niej rozmawiałam z panią z domu, pod który systematycznie codziennie na posiłki przychodziła.

Poniżej bardzo lgnąca do ludzi Szyszka ze stacji PKP Kuźnica

Poniżej koteczka stołująca się przy domu przy porcie w Kuźnicy

Poniżej mniej lub bardziej dzikie koty spotkane na posesjach w Kuźnicy

Fot. Latarnica / czerwiec 2017


Kocie wakacje nad morzem [4]

Poprzedni tydzień wpisów zakończyłam na spacerku po Jastarni i porcie. Ale drążąc dalej temat kocich egzemplarzy spotkanych na wakacyjnych szlakach, również w Jastarni miałam bardzo miłe spotkanie z przedstawicielem kotowatych i miało ono miejsce właśnie w porcie.

Kot okazał się wielkim miłośnikiem jedzonka i chętnie dał się wygłaskać. Wyszedł spomiędzy zabudowań portowych, ale wyglądał zachowywał się jak dyrektor obiektu. Widać było, że czuje się tam swojsko i jest stałym bywalcem. Toteż jego zdjęcia zostały zrobione w typowo portowym terenie (zdjęcie 1-6).Pozostałe koty sfotografowałam w Kuźnicy.

Poniżej koci szef z jastarnickiego portu

Poniżej wyjątkowo rozleniwiony puchaty okaz leżący przy ścieżce wzdłuż portu w Kuźnicy

Poniżej nowy "nabytek" z peronowej kociej bady z stacji PKP Kuźnica (Hel)

Fot. Latarnica /czerwiec 2017