Zdjęcie na niedzielę - 14 marca 2021

Choć mamy już połowę marca wykorzystam jeszcze ten zimowy kadr, bo jest niezwykły. Luty tego roku zaskoczył wszystkich pogodowo. W ramach tego samego miesiąca mieliśmy temperatury w granicy około -20 stopni i około +20 stopni. Zima i lato w jednym miesiącu.

Poniżej skuta lodem latarenka w porcie Władysławowo. Piękny pejzaż i kolory. Ale zdecydowanie wolę ciepłe miesiące.

Fot. Kasia Foigt / luty 2021


Zdjęcie na niedzielę - 21 luty 2021

Zostajemy w klimacie zimy i śniegu. Dziś obiekt, który raz pojawiał się na liście naszych latarń a raz znikał. Obecnie Sopot jest na tej liście.

Fotografia powstała w tym miesiącu. W jej centrym latarnia Sopot czyli obudowany wieżą komin zakładu leczniczego, w którym zamontowano w górnej partii światło nawigacyjne.

Fot. Kasia Foigt / luty 2021


Latarnie zimowo... - 1

Dziś z racji panującej w kraju zimy pooglądajmy mało popularne widoki czyli nasze wybrzeże i latarnie w zimowej szacie.

Poniżej Rozewie I i aleja wiodąca do latarni. fot. Renata Łojek Ostrowska - sołtys Rozewia

Poniżej przylądek Rozewie z drona i latarnia Rozewie I i II, fot. Konrad Kędzior

Poniżej zimowy Sopot - widok na latarnię i widok na molo z jej wieży, fot. Kasia Foigt

Poniżej zima przy latarni Stilo, fot. latarnik ze Stilo

Poniżej ostatnia niedziela stycznia - rozświetlona słońcem wieża Rozewia II, fot. latarnik z Rozewia

Poniżej uliczka wiodąca do latarni Hel i latarnia, fot. Monika Mucha

Poniżej zima przy latarni w Świnoujściu, fot. z strony facebookowe Latarnia Morska w Świnoujściu


Zdjęcie na niedzielę - 22 listopada 2020

Dziś pejzaż zgodny z tym co mamy za oknami. Klasyczny jesienny widok, ale z latarnią morską i znad naszego wybrzeża. Na fotografii sopocka wieża ze światłem, która zmiennie miała status światła nawigacyjnego i latarni.

Tak czy inaczej warto się wspiąć schodami na poziom światła i obejrzeć z niej panoramę Sopotu. Bazę latarni stanowi obudowany komin zakładu leczniczego.

Fot. Kasia Foigt / 8 listopada 2020


Widoki z podróży [57]

Była kiedyś w latach 80-tych XX wieku taka książka, a potem jej inscenizacja w teatrze telewizji: Dzień, noc i pora niczyja. Szczegółów nie pamiętam, ale oryginalny tytuł zapadł mi w pamięć do dnia dzisiejszego.

Kiedy oglądałam te zdjęcia z Sopotu od razu mi się tak skojarzyło. W świetle dnia, w ciepłych odcieniach lata i słońca to zupełnie inny świat i inna pora niż te same obiekty, ale już po zmroku.

W Sopocie od lat mamy światło nawigacyjne. Zmienne miało losy - raz status latarni, raz światła nawigacyjnego. Tak czy inaczej pierwotne założenie tej budowli nie były zupełnie latarniane.

Kiedy Sopot rodził się jako wielkie i znane uzdrowisko, kąpielisko i letnisko powstawały w nim różne zakłady lecznicze. Sopot w swoim czasie śmiało konkurował ze znanymi kurortami Europy właśnie przez to, że miał bogatą ofertę kulturalną, rozrywkową i leczniczą. Do tego inne walory takie jak swoje położenie i dbałość o wygląd miasta - także architektonicznie (ach te ozdobne wycinanki w drewnie na budynkach jednorodzinnych!).

Dzisiejsza sopocka latarnia to tak naprawdę obudowany komin zakładu balneologicznego. Wspinamy się w jej wnętrzu szeroką klatką schodową by dojść na poziom zamontowania niewielkiego światła od strony plaży i molo.

Aktualne zdjęcia obiektu poniżej. Dniem i nocą.

Fot. Lidia Czuper / 20 września 2020


Zdjęcie na niedzielę - 1 grudnia 2019

W pierwszą niedzielę grudnia udajemy się do Sopotu. Sopot będzie tutaj jeszcze jesienny i jak to czasami bywa pojawi się niedzielny tryptyk fotograficzny, bowiem w Sopocie mamy jedyną "dymiącą" latarnię.

Dlaczego? Bowiem wieża, na której jest zainstalowane światło jest obudową komina zakładu leczniczego i komin ten nadal pełni swoje funkcje. Ot taka ciekawostka dla tych, którzy o tym nie wiedzą.

Fot. Stanisław J. Szewczak / 2019


Zdjęcie na niedzielę - 10 listopada 2019

W drugą niedzielę listopada zapraszam do Sopotu. Tam przy zakładach leczniczych mieści się obudowany wieżą komin - który obecnie jest światłem nawigacyjnym i wszedł w spis naszych latarń morskich. Muszę tutaj dodać, że na przestrzeni lat ten obiekt raz był uznawany za latarnię, a raz nie.

Jesienną fotografię sopockiej latarni wykonała Kasia Foigt. Więcej nadmorskich fotek Kasi na facebooku https://www.facebook.com/Kasia-Foigt-Fotografia-Nadmorska-536794559730583/


Dobrze rokujące nowości! [2]

Dziś chciałabym zakończyć prezentację nowości, w których znajdziecie dużo historii z naszego wybrzeża. W miniony piątek zaproponowałam wam 6 nowych tytułów, z których na razie przeczytałam tylko jeden.

Poniżej propozycja 3 kolejnych. W tym przypadku za mną również lektura jednego z nich i wkrótce pojawi się tutaj recenzja. Notki o książkach pochodzą od wydawców.

Latarnie morskie Półwyspu Helskiego - Marcin Wawrzynkowski (wyd. Stowarzyszenie Przyjaciele Helu)

Latarnie morskie, to bardzo charakterystyczny element nadmorskiego krajobrazu niezależnie od kraju i szerokości geograficznej. Wysokie strzeliste wieże, często oryginalnie pomalowane, są chętnie odwiedzane przez turystów. Nic dziwnego, działają na wyobraźnię, wywołują pozytywne zazwyczaj skojarzenia. Lubimy je i w dzień, kiedy możemy wdrapać się na ich szczyt, by podziwiać zapierającą dech w piersiach panoramę, a także oglądać je w nocy, gdy swym światłem wskazują drogę do portu, lub ostrzegają przed niebezpieczeństwem. Na polskim wybrzeżu funkcjonuje 17 latarni morskich z czego pięć z nich (razem z obiektami nieczynnymi) znajduje się na Półwyspie Helskim.

Mewa na patyku - Barbara Caillot, Aleksandra Karkowska (wyd. Muzeum Sopotu)

„W tym moim domu ja byłam ze Świętokrzyskiego, nade mną mieszkała pani ze Lwowa, do Sopotu przyjechałam w 1946 roku na wiosnę, myśmy wszyscy byli z innych miast” – tak zwykle rozpoczynają się wspomnienia mieszkańców uzdrowiska – mówi Karolina Babicz-Kaczmarek, dyrektor Muzeum Sopotu. – „Wilno, Lwów, Warszawa, Lesko, Grudziądz, Bydgoszcz, Jędrzejów, Kraków, Gdynia, Kościerzyna, Poronin, Nasielsk – to tylko niektóre z miejscowości, z których przyjechali powojenni sopocianie. Byli w różnym wieku, z różnym bagażem doświadczeń i wspomnień. Wybrali Sopot. Ponad 60 lat później wzięli udział w projekcie poświęconym losom mieszkańców i podzielili się swoimi historiami” – dodaje dyrektor sopockiego muzeum.

Mewa na patyku to opowieść o życiu codziennym mieszkańców kurortu obejmująca lata 1945–1960. Składają się na nią wzruszające wspomnienia z dzieciństwa i młodości spędzonych w Sopocie, dopełnione anegdotami i niepowtarzalnymi wspomnieniami bohaterów. Książka wzbogacona została także licznymi fotografiami, rysunkami, listami i wieloma innymi materiałami pochodzącymi z archiwów sopocian.

Publikacja, wydana przez Muzeum Sopotu, została przygotowana również z myślą o najmłodszych czytelnikach oraz ich dziadkach i pradziadkach. Stylem i narracją znosi międzypokoleniowe bariery i uczy młode generacje otwartości oraz zachęca do zgłębiania historii, również tej rodzinnej.

W kurortach przedwojennej Polski - Maja i Jan Łozińscy (wyd. PWN)

Dwudziestolecie międzywojenne było czasem doskonałej zabawy. Do ulubionych rozrywek bywalców modnych miejscowości należały jazda na nartach, zabawa na dancingach i gra w brydża. Wszystkie te przyjemności były także oferowane w specjalnych pociągach rajdowych, których trasa wiodła przez podnóże polskich gór, od Jaremcza u stóp Czarnohory po Wisłę w Beskidzie Śląskim. Nocą podróżowano, za dnia zaś zatrzymywano się w znanych miejscowościach narciarskich. Autorzy książki zabierają czytelników w podróż po tętniących życiem kurortach Drugiej Rzeczypospolitej. Uzupełnieniem pełnego anegdot i fragmentów wspomnień tekstu jest znakomity zbiór wcześniej niepublikowanych fotografii dokumentujących letnie i zimowe wojaże znanych polityków, między innymi Józefa Piłsudskiego, Ignacego Mościckiego, Józefa Becka, a także aktorów, sportowców i artystów, takich jak Adolf Dymsza, Hanka Ordonówna czy Witkacy.

Fot. główna wpisu - pexles.com


Latarnica poleca - vol. 24 - Magiczny Sopot

Ilekroć byłam w Sopocie (a muszę się przyznać, że bywałam tam dość regularnie od lat 70-tych XX wieku), zawsze fascynowały mnie odkrywane na każdym kroku przepiękne stare budynki. Bywały one w różnym stanie - czasami tragicznym - ale nawet w tych ruinach i upadku można się było dopatrzeć ich urody.

Poza zachwytem wizualnym zawsze byłam bardzo ciekawa jaka jest historia danego budynku. Niestety zupełnie nie posiadalam wiedzy ani literatury, która mogłaby zaspokoić moją ciekawość.

Kiedy w jednej księgarni internetowej zobaczyłam książkę pani Hanny Domańskiej pt. "Magiczny Sopot" nie mogłam sobie odmówić jej kupna. Podejrzewałam, że choć trochę poznam histrię miejsc, które wpadły mi w oko podczas spacerów sopockimi uliczkami.

U spacery takie to przyjemność odkrywania. I zdecydowanie polecam wędrówki bocznymi, mniej znanymi ulicami, bo właśnie tam można znaleźć architektoniczne perełki.

Książka "Magiczny Sopot" to kilkadziesiąt rozdziałów o tytułach sugerujących o jakim domu będzie dana opowieść (np. Pensjonat MiraMare, Willa Danzigera, Czekoladowa rezydencja, Pałacyk Piotrowskich).

Autorka wykonała kawał ogromnej pracy badań w archiwach oraz w dawnej literaturze i prasie. Nawet jak nie zna się danego budynku i tak jego historię czyta się z zainteresowaniem. Treść dopełniają głównie współczesne fotografie architektury co tylko dopełnia idelanie opis słowny i dzieje domostw. A historie niektorych z nich są naprawdę niesamowite.

I dałabym pełną aprobatę tej lekturze, ale jako ogromna i nieuleczalna faromaniaczka, muszę doczepić się rozdziału o tytule "Latarnia morska". Gdyby jeszcze znalazł się w nim przypis skąd autorka czerpała taką wiedzę to sięgnęłabym do źródeł. Ale tam akurat przypisu nie ma. A nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że:

[...] Trzy lata po ukończeniu prac przy kościele, w 1904 roku tuż przy brzegu stanęła nowa wieża, która już na pewno służyła jako latarnia. Wieżę tę zbudowano łącznie z kominem dla Zakładu Balneologicznego. Na wysokości 25 metrów umieszczono na niej galerię widokową oraz pomieszczenie sygnalizacyjne.

Cytowany fragment mówi o 1904 roku [!]. W źródłach jakie są mi dostępne (bogata literatura dotycząca historii naszych latarni) czytałam, że w wieży (będącej obudową komina zakładów kąpielowych i takie było pierwotne jej przeznaczenie) w latach 50-tych XX wieku wprowadzono pierwsze światło (wtedy jeszcze słabe, bo o mocy 5 Mm). Sopocka wieża w locji pojawiła się w 1957 roku i nie jako latarnia, a na razie jedno ze świateł nawigacyjnych. Już znacznie później bo w latach 70-tych XX wieku światło zmodernizowano, a tym samym wzmocniono jego zasięg. Ale to już inna historia.

Natomiast bardzo zainteresował mnie fakt o sopockim kościele ewangelickim, którego wieża na polecenie cesarza Wilhelma II miała być widoczna z morza (dzienny znak nawigacyjny) a co ciekawsze prace remontowe w niej po II WŚ ujawniły, że na jej szczycie faktycznie urządzono pomieszczenie do sygnalizacji. I do tej historii mamy przypis ze źrodłem.

Jednym zdaniem: jeśli zachwycasz się starą sopocką architekturą to lektura "Magicznego Sopotu" jest dla ciebie. Nie tylko przedstawi w pigułce dzieje ciekawych kamienic i domów, a jeszcze przybliży ich mieszkańców. Latarnica poleca!

Dane książki: 
Tytuł:  Magiczny Sopot
Autor:  Hanna Domańska
Ilustracje: czarno-białe fotografie
POLNORD Wydawnictwo OSKAR
Rok wydania: Gdańsk 2007
Ilość stron: 192
Oprawa miękka

Poniżej kilka zdjęć z Sopotu z 2012 roku, głównie wieży z kominem zakładów kąpielowych, przystosownej po II WŚ na obiekt nawigacyjny z aparatem świetlnym.

Fot. Latarnica / 2012


Zdjęcie na niedzielę - 11 luty 2018

Dziś mroźny i śnieżny pejzaż z Sopotu. Fotografia wykonana została 30 stycznia br. Wygląda magicznie, a w tle wieża obudowanego kominu zakładu leczniczego przerobiona na "latarnię morską".

Więcej zdjęć Kasi na Facebooku: https://www.facebook.com/Kasia-Foigt-Fotografia-Nadmorska-536794559730583/

Fot. Kasia Foigt / 2018