Latarnica poleca [82]
Tak się akurat przypadkowo złożyło, że moją książkową przygodę z puchaczami rozpoczęłam od tomu jesiennego. A jak się okazało w praktyce był to dobry wybór, bo krótko wcześniej pojawiły się na świecie sowie dzieci - więc niejako chronologicznie towarzyszę rodzinie puchaczy z serii przesympatycznych i ciekawych książeczek „Pogoda dla puchaczy” Marcina Kozła. Niemal na moich oczach wykluły się w gnieździe cztery urocze ptaki z rodziny puszczykowatych, a każdy z imieniem na literkę B. W końcu łacińska nazwa Bobo bubo zobowiązuje. W Polsce objęte są one ochroną gatunkową i strefową. Przypuszcza się, że to największe sowy świata. A do tego jakie urodziwe! Tak więc w jesiennym tomie przedstawiło mi się puchaczowe rodzeństwo - trzech chłopaków: Bubuś, Bubel i Bubbo oraz dziewczynka Bubisia. Pod czujnym okiem swoich ptasich rodziców byli przysposabiani co coraz większej samodzielności.
Po ich przygodach i dorastaniu w tomach jesiennym i zimowym teraz miałam okazję poznać co dzieję w sowim świecie na wiosnę. Za oknem właśnie (bardzo opornie w tym roku) przyroda budzi się do życia po dokuczliwej, białej i mroźnej zimie. Wszystko odżywa, zyskuje kolory i rozkwita. Dla puchaczy to również ciekawy czas, ale również taki, w którym na samym starcie mogą czyhać na nie niebezpieczeństwa. Tego od razu doświadczył Bubel, który niefortunnie zasnął zbyt blisko ziemi zamiast - jak to ptaki - ukryć się w dziuplach czy wysokich koronach drzew. Mamy więc jak w filmach Hitchcocka na początku wielki trzęsienie ziemi w postaci wiosennej powodzi, która porywa jednego z naszych bohaterów - a potem jest już tylko coraz ciekawiej.
W wiosennej odsłonie puchacz owego życia towarzyszymy już tylko dwóm braciom - Bubisiowi i Bublowi. Dlaczego i jak - tego nie będę zdradzać bo warto przeczytać pozostałe opowieści i prześledzić co wydarza się w życiu tych sporych sówek. Mamy więc braci, dla których jest to pierwsza tak bardzo świadoma wiosna i mogą odkrywać jej cechy i śledzić zjawiska pogodowe i przyrodnicze z nią związane.
Po dramatycznej akcji ratunkowej związanej z wielką wodą i roztopami Bubiś i Bubel trafiają do lasu na tereny pana Józka - sympatycznego borsuka, który zaprasza ich do swojego podziemnego pałacu. Ale nie dla ptaków nory i ciemne korytarze. Lecz towarzystwo mądrego i doświadczonego Borsuka to już zaleta i można od niego się dużo dowiedzieć. Przy okazji poznają lisa w tarapatach, a jego przykra przygoda skłania mieszkańców lasu do pochylenia się nad bardzo ważnym problemem współczesności - zaśmiecaniem terenów naturalnych przez człowieka. Zmobilizowane liczne gatunki - od małych myszek po wielką niedźwiedzicę ruszają do wielkiego sprzątania świata. Tak, to w sumie ogromny wstyd dla naszego gatunku ze takie rzeczy robimy przyrodzie, która tak wiele nam daje.
Ciężka praca porządkowania to jednocześnie segregacja odpadów na kluczowe grupy w zależności od tego co można dalej z tymi odpadami jeszcze zrobić. Zwierzęta wywiązują się z tej pracy doskonale a po wytężonym wysiłku ważne jest by odpocząć. Co można wtedy zrobić? Ot choć by popatrzeć w niebo gdzie króluje Gwiazdozbiór Wielka Niedźwiedzica. Powieść pani niedźwiedź o niebie, planetach, gwiazdozbiorach to bardzo ciekawy rozdział książki. Aż chce się zadrzeć głowę ku niebu i sami poszukać kluczowych widocznych z ziemi gwiazd które układają się np w tak dobrze znany nam wszystkim Wielki Wóz. Jest coś romantycznego i poruszającego w tym fragmencie. Puchaczowi braci dowiadują się przy okazji o istnieniu Mgławicy Sowy co napawa ich dumą.
Już w świetle dnia Bubel znajduje w lesie dziwny przedmiot. To niewielka tarcza używana przez ludzi i wskazująca północ. Ptakom i wielu gatunkom zupełnie nieprzydatna bo mają swój wewnętrzny naturalny kompas. Bubla zaczyna bardzo ciągnąć na północ i zabiera tam swego brata Busia. Bubiś nie rozumie co dzieje się z bratem, jest tak bardzo nakręcony na cel ale takie są prawa wiosny i prawa puchaczowego żywota. Każdy osobnik szuka swego miejsca na ziemi i kady szuka swojego skrawka lasu. Czyżby przyszła pora na Bubla? Rodzice opowiadali im jak ważne jest to wyszukanie miejsca do osiedlenia się i założenia rodziny, jak na pewno to poczują i będą wiedzieć kiedy , jak i gdzie.
Bubel z Bubisiem trafiają na skraj lasu a tam z góry widzą grupę zabudowań która kusi i zaciekawia. Mieszka tam wiejski weterynarz i jego liczne stado zwierząt wszelakich od podwalnych do przydomowych (kot, pies). Jest też koń o tęczowej grzywie Niunio i jego ukochana Lukrecja, a cała osada bywa nazywana „Stajnią pod tęczą”. Bubiś czuje się skonsternowany bo z jednej strony byli nauczeni że bedą żyć w lesie a z drugiej strony wie że rodzicom zależało by byli po prostu szczęśliwi. Czy da się pogodzić bycie puchaczem z pobytem w osadzie? Koniecznie doczytajcie książeczkę do samego końca. A na horyzoncie rysuje się delikatnie zarys kolejnej pory roku. Pomału po wiosennym dniach nadciągnie lato. Co przyniesie naszym bohaterom?
Aktualnie czytanym - choć powinnam raczej napisać przeżywanym tomem (bo zawsze głęboko wchodzę opowieść z danej pory roku) był tom wiosenny. Autor pomaga zrozumieć młodemu czytelnikowi a rodzicom czytającym na głos przypomina o takich zjawiska jak:
– równonoc i początek wiosny na naszej półkuli północnej,
– jakie warunki sprzyjają, co musi zajść w przyrodzie, aby doszło do zjawiska wiosennej powodzi i jakie są jej skutki dla zwierząt i ludzi
– poznajemy bliżej warunki bytowania borsuka i lisa w środowisku naturalnym czyli czy dwa różne gatunki w określonych warunkach mogą dzielić jeden system podziemnych nor
– poznajemy jak dochodzi do parowania wody i opadów deszczu, czyż może być piękniejszego nad wiosenny deszczyk?
– przybliżenie tak ważnej czynności we współczesnym świecie jaką jest segregacja śmieci, kolory kontenerów a odpady - w przystępny sposób dzieci poznają jak dbać na co dzień o środowisko nie zasypując go stertami śmieci
– kierunki świata i naturalne wewnętrzne kompasy (którymi dysponują niektóre gatunki zwierząt) a pomocny tak bardzo człowiekowi kompas z igłą magnetyczną; przy okazji przyswajamy trochę informacji o układach gwiazd i gwiazdozbiory - często o zwierzęcych nazwach, które pozwalają nam rownież rozeznać się w kierunkach
– cudownie barwne zjawisko tęczy - czyli jak ją zobaczyć, pod jakim kątem obserwować i gdzie stać w stosunku do słońca.
Książki z puchaczowej serii - jeszcze podczas czytania widzę oczami wyobraźni te ciekawe rodzinne wycieczki i obserwacje przyrody - są doskonałym źrodłem na pomysły wspólnych np. weekendowych wypadów w konkretnym celu. Można przecież, nie oddalając się zbyt daleko od domu, doświadczyć obserwacji tęczy, poskakać po kałużach w kaloszach, a przy okazji wystawić twarz pod spadające krople deszczu, zmiana czasu na letni i operacje zegarkami w domowym zaciszu są świetną okazją do porozmawiania o równonocy i porach roku. „Pogoda dla puchaczy” to skrzynia z pomysłami - czytamy i niejako samoczynnie jesteśmy zachęceni do dalszej dyskusji, poszerzania wiedzy i doświadczania zmienności pór roku. Choć borsuka czy lisa nie będzie już tak łatwo zaobserwować. Ale na pewno komuś się uda.
Tomy, które ukazały się w II połowie 2025 roku oraz teraz to II edycja tej serii. Jest pięknie ilustrowana przez Małgorzatę Piędel, która zwierzęta oddaje wiernie, ale w swoim własnym style i kresce, a kolorami potrafi oddać nastrój chwili.
Dla tych, którzy lepiej przyswajają treści książek słuchając je albo lubią gdy towarzyszą w tle innym czynnościom np. domowym polecam audiobooki. Serię o puchaczach Wydawnictwa Bumcykcyk są dostępne w Legimi i w Audiotece. Czyta je genialny aktor Jarosław Boberek. Któż nie kojarzy głosu króla Juliana czy Kaczora Donalda z popularnych animacji. Czysta przyjemność słuchania!
Reasumując: Latarnica poleca!
Podstawowe dane książki
Tytuł: „Pogoda dla puchaczy. Wiosna”
Autor: Marcin Kozioł
Ilustracje: Małgorzata Piędel
Seria: Pogoda dla puchaczy - książki można czytać w dowolnej kolejności
Wydawca: Bumcykcyk
Objętość: 64 stron
Wydanie: II
Kategoria wieku: +5
Oprawa: twarda
Format: 170 x 245 mm
Wersja audio czyta: Jarosław Boberek (Legimi, Audioteka)
Poniżej okładka front i tył:
Poniżej sesja w wiosennych okolicznosciach przyrody - okładka i wybrane rozkładówki książki:
Poniżej modelka Mysza z puchaczami – edycja wiosenna:
Fot. Latarnica / 2026
_____________
Dziękuję Autorowi i Wydawnictwu BumCykCyk za możliwość zapoznania się z tą książką i egzemplarz recenzencki. Więcej książek tego wdawnictwa znajdziecie na www.bumcykcyk.com
Latarnica poleca [81]
W październiku 2025 roku Czytelnicy spragnieni kontynuacji „Zaleca się kota” Sho Ishidy otrzymali drugi tom serii pt. „Zaleca się kolejnego kota”, który był mistrzowskim pociągnięciem historii o klinice doktora Kokoro z Kioto. Minęło niespełna pół roku i my miłośnicy kotów oraz współczesnej prozy japońskiej mamy w rękach trzeci tom tej uroczej i poruszającej serii pt. „Kot pierwszego kontaktu”. Byłam ciekawa, w którym kierunku ewoluuje tytuł, bo trudno by było ciągnąć dalej pierwotny niewiele go już tylko przekształcając. Nie brzmiałoby to za dobrze. A ten najnowszy w sumie doskonale oddaje całą idee książek, bo na bolączki duszy i ciała dla pacjentów - którzy trafią w wąskie ciemne uliczki Kioto do zrujnowanego budynku na czwarte piętro za ciężkie metalowe drzwi - jedynym zalecanym lekarstwem zawsze będzie kot. To on jest tym głównym lekarzem i terapeutą pierwszego kontaktu, choć receptę na niego wypisuje tajemniczy - dla jednych uroczy i sympatyczny, dla innych dziwny i milczący - doktor Nike Kokoro.
Mamy więc kolejną odsłoną kototerapii w najczystszej postaci i jeśli tylko czytelnik złapał bakcyla przy lekturze pierwszego tomu to i po kolejne z pewnością sięgnie. A jeśli ten tytuł stanie się dla kogoś początkiem obcowania z tą autorką i jej pomysłem na uleczanie współczesnego świata kotami to może i teraz zacząć nową literacką przygodę, choć osobiście jednak polecałabym czytanie chronologiczne, ze względu na taki prosty często stosowany przez pisarzy zamysł. Jak to bywa z seriami z określonymi bohaterami, kolejne tomy odsłaniają coraz bardziej zawiłą historię tego miejsca i ich losów. Można coś stracić i nie do końca zrozumieć nie mając za sobą wiedzy o poradni i pacjentach z dwóch poprzednich tomów.
Ale może przyjrzyjmy się wnikliwiej i konkretnej premierze wiosennej Wydawnictwa Marginesy. Objętościowo „Kot pierwszego kontaktu” jest ciut obszerniejszy niż poprzednik serii i cała akcja zamknięta została w czterech rozdziałach, a tym samym czterech różnych historiach, z których ostatnia jest najbardziej skomplikowana i zakręcona czasoprzestrzenne. Trzeba to sobie zacząć pomału w głowie składać i budować pełniejszy obraz całej historii. Ale kiedyś musiało to nastąpić aż w tak intensywnej odsłonie. Również emocjonalnej, bo lepiej szykujcie zapas chusteczek i bądźcie gotowi na kołatanie serca. Zwłaszcza jeśli los zwierząt jest dla was istotny i mocno przeżywacie kocie historie często opisywane w internecie przez różne organizacje prozwierzęce.
W najnowszym tomie mamy trzykrotne leczenie konkretnym kotem zapisanym przez doktora Nike, a wydanym przez jego tajemniczą asystentkę Chitose. Ale w jednym przypadku zgłaszający się po pomoc pacjent odbywa na miejscu stacjonarnie ciekawą terapię, w której uczy się wydawać odgłosy jak kot: od delikatnych miauknięć i pomruków po przerażająco głośne wykrzyczane wręcz z całej siły w płucach ryki dzikich kotów. Wszystko pod czujnym okiem lekarza i po zaprezentowaniu przez niego samego wzorcowych odgłosów i sposobie modulacji dźwięków. Niby kota na receptę tu nie ma, ale skuteczność lecznicza równie udana. Doktor Kokoro dobierze dla potrzebującego najwłaściwszy metodę leczenia tego co jest główną bolączką osoby szukającej pomocy.
A z czym poza tym zmierzymy się w najnowszych historiach z Kioto?
W rozdziale otwierającym poznajemy Fuko Hatta - 29 letnią pracownicę dużej firmy handlującej różnego rodzaju sprzętem i gadżetami - głownie biurowymi. Fuko jest pracownikiem administracyjnym. Nie ma wpływu na zakres produktów jakimi handluje firma, nie opracowuje strategii marketingowych, nie planuje zysków - jednak od czasu do czasu każdy pracownik może zaprezentować jakiś swój pomysł na nowy produkt, zrobić badania rynku i przekonać zarząd o słuszności wprowadzenia go do oferty. Może to być pracownik dowolnego szczebla. Czasami najlepsze pomysły przychodzą z innego działu. Fuko ma swój pomysł na nowy produkt, ale wystąpienie publiczne strasznie ją stresuje i zabiera radość życia. Zjada to ją każdego dnia i nie ma żadnej przyjemności chodzenia do pracy, bo tylko powtarza w myślach swoje wystąpienie i boi się porażki i zapomnienia słów w trakcie pokazu na dużej sali przed wszystkimi zebranymi pracownikami. Jak zwykle pocztą pantoflową dowiaduje się o klinice doktora Kokoro i tam trafia ze swoim problemem. Jak każdy czytelnik się spodziewa, do domu wraca z kotem. Jej przepisano kota syjamskiego Venę - bardzo charakternego, wiedzącego co chce i stawiającego jasne granicę co znaczy, że potrafi znienacka zaatakować i poranić opiekuna. Na drodze Fuko staje również Kinnosuke - stary przyjaciel z lat szkolnych, który akurat po rodzicach przejął interes rodzinny i prowadzi mały sklep zoologiczny. Taki znajomy w tej nowej sytuacji to wręcz nieoceniona pomoc… Nie będę spolerować treści, bo nie o to chodzi. Tak czy inaczej obecność kota jak zwykle odkrywa w bohaterach ich nieznane oblicze i możliwości oraz sposoby radzenia sobie z codziennością. Sama obserwacja kota daje już prostą naukę by spojrzeć na świat oczami tego zwierzaka i reagować na wszystko w taki sposób - prosto i bez udawania - jak robią to na co dzień koty. A przecież one zawsze dbają w pierwszej kolejności by im było dobrze.
Pięknie podsumowuje to cytat z 72 strony:
Taka właśnie była prawda. Dzięki Venie dom Hattów na kilka dni stał się „domem z kotem”, miejscem zupełnie innym od „domu bez kota”. Jedno nie było nijak gorsze od drugiego, ale co kot w domu to kot w domu.
W drugim rozdziale mamy już wspomnianą terapię stacjonarną, bez wydawania do domu zwierzaka, na którą regularnie stawia się bohater. Poznajemy Kotaro Dojima 33-letniego świeżo upieczonego ojca i odnoszącego sukcesy zawodowe pracownika dużej firmy. Jednak odkąd w domu pojawił się potomek, a żona została z dzieckiem zajmując się całym domem - ich rodzinne gniazdko stało się centrum tornado - wieczne krzyki, kłótnie, obarczania się winami. Wszystko to powoduje, że Kotaro wypowiada w pewnym momencie na tzw. męskim wyjściu po pracy słowa, że nie chce mu się wracać do domu jak pomyśli o tym do czego codziennie wraca. Tłumaczy się że nieustanne awantury żony i krzyk dziecka wykańczają go i odbierają siły. Staje się to problemem, z którym trafia do kliniki Nike Kokoro. Początkowo na zaproponowaną terapię reaguje śmiechem i zdumieniem. Nie potrafi się otworzyć i być jak kot, nie chce podporządkować się zaleceniem, ale kiedy zacznie współpracować poczuje że coś się w nim otwiera i zmienia… Tutaj również zostawię tą historię przerwaną, bo po prostu trzeba przeniknąć w los Kotaro i tego jak działa nowa metoda lecznicza, wydająca się absurdalna.
W trzecim rozdziale wchodzimy w świat artystyczny Kioto. Powraca standardowa terapia kotem z recepty. Bohaterką jest Orie Onodera. Jest 30-letnią artystką malującą głównie portrety na zamówienie, ma swoją stronę internetową przez którą można je zamawiać oraz pojawia się na różnych wystawach i jarmarkach gdzie próbuje podłapać klientów. Poznajemy ją w chwili kiedy chwilowo opiekuje się straganikiem koleżanki z wyrobami artystycznymi. To wtedy dostaje ciekawe zlecenie na portret dwóch gejsz z kotem. Obie panie przechodzą obok jej baneru i chwilę później pokazują na telefonie zdjęcia kota, który ma się pojawić na wspólnym obrazie. Artystka przejmuje zlecenie i doskonale się z niego wywiązuje. Ale jak wiadomo współcześnie trudno wyżyć ze sztuki i drobnego rękodzieła. Ona i jej koleżanki artystki, z którymi wspólnie wynajmuje mieszkanie, muszą też normalnie dorabiać, aby się utrzymać. Kiedy dowiaduje się o dużej prestiżowej nagrodzie, którą dostała jej koleżanka z szkoły artystycznej popada w przygnębienie i depresję oraz nie widzi sensu w swej działaności i całej przyszłości. Trafia do kliniki i wraca do domu z 4-letnią kotką rasy ragdoll o imieniu Mandarynka. To puchata kulka spokoju i doskonale aklimatyzuje się w domu dziewczyn. Doktor Nike wydając jej Mandarynkę mówi znaczące słowa:
Widzi pani, koty patrzą na to , co lubią najbardziej. Zawsze.
Kilka stron dalej ta sama bohaterka usłyszy od jednej ze zleceniodawczyń portretu:
Koty i ludzie patrzą na drogie sobie rzeczy w ten sam sposób.
I to jest chyba klucz do tej trzeciej historii i doskonałego portretu kobiety z dwoma kotami.
Rozdział zamykający tom 3 to największe wyzwanie dla czytelnika. Szarpie emocjami, wzrusza, ale przede wszystkim zmienia trochę czasoprzestrzeń. Nagle Autorka przenosi nas do miejsca, gdzie mamy obecnie klinikę ale lata wstecz i ujawnie historię tego lokalu z IV piętra. Bohaterką jest tu alienująca się od ludzi Ao. Odpowiada ona na ogłoszenie i zaczyna pracę w ni to sklepie zoologicznym, ni to punkcie adopcyjnym będącym też hodowlą najchętniej kupowanych ras i hybryd ras. Nini’s - bo tak się nazywa to miejsce - okazuje się biznesem, w którym pracuje tylko ona i jedna starsza stażem pracownica a obowiązków przy kocich maluszkach jest praktycznie na okrągło. Dla Ao konkretne zadania i nie wchodzenie w relacje z ludźmi to idealna praca. Ale okazuje się, że tak nie będzie. I tu spuszczę kurtynę milczenia. Sho Ishida poprowadzi nas po przeszłości tego miejsca, przedstawi co się tam wydarzyło i dlaczego tak potoczyły losy pracownic i podopiecznych. Mroczna strona i dramat sprzed lat stał się bazą do dalszych losów tego miejsca. Jednak i w tym wątku znajdzie się kototerapia. Dla Ao będzie nią biała 4-letnia koteczka Shiro.
Na koniec muszę dodać, że wciąż mamy takie rozpoczęte wątki, które jeśli zaczyna się je próbować zrozumieć ciarki przechodzą po plecach. Szczególnie mocno w tym tomie jest to zarysowane i kawałeczkami ujawniane jeśli chodzi o postać asystentki i recepcjonistki Chitose. Ale pomalutku zaczyna się to się nam już od 2 tomu układać i w mojej opinii robi się naprawdę mrocznie, dziwnie, porażająco. Aż nie mogę się doczekać co zaprezentuje nam autorka w tomie 4, bo jestem przekonana, że taki będzie. Lektura obowiązkowa dla kociarzy i miłośników prozy azjatyckiej.
Reasumując: Latarnica poleca!
Podstawowe dane książki
Tytuł: „Kot pierwszego kontaktu"
Autor: Sho Ishida
Tłumaczenie: Klauda Szary
Seria: 3 tom cyklu "Zaleca się kota"
Ilustracja na okładce : Arisa Shimoda
Wydawca: Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2026
Objętość: 260 strony
Wydanie: I
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Format: 135 x 210 mm
Poniżej - tym razem galeria musi zacząć się od tego jak przybyła zapakowana paczka (po prostu zachyt!!!) i co ujrzałam po jej otwarciu:
Poniżej okładka front i tył oraz strona tytułowa i tylna wewnętrzna okladka:
Poniżej - książki o klinice dr Kokoro to już 3-tomowa seria:
Poniżej sesja z książką z moją kocią modelką Myszą i najlepszą domową terapeutką:
Dziękuję Wydawnictwu Marginesy za możliwość zapoznania się z tą piękną książką i egzemplarz recenzencki. Więcej książek wydawnictwa znajdziecie na marginesy.com.pl
Latarnica poleca [80]
Nie będę ukrywać, odkąd w 2022 roku tuż po premierze przeczytałam „Zapiski wrednego kota” Wojciecha Cesarza i Katarzyny Terechowicz - lekturę w ramach ukochanego cyklu o grzecznym psie – wiedziałam, że będę bardzo, ale to bardzo wyczekiwać kontynuacji. Malamut Winter to super bohater, ale odkąd serię przejął wredny kot Marian (dziki tygrys zgarnięty z Bieszczad) to dla mnie jako kociary zrobiło się już obłędnie. I tak po 4 latach wiosną tego roku Marian powraca w wielkim stylu w 7 już tomie pt. „Śledztwo wrednego kota”.
Przygody i codzienność tej prozwierzęcej rodziny (4 dwunogów + 5 zwierzaków: dwa psy, dwa koty, jeden chomik) jest według mnie jedną z najlepszych wielotomowych opowieści na rynku o koegzystencji człowieka ze zwierzętami domowymi, towarzyszącymi nam na co dzień. Wspólna próba życia – a często nawet przeżycia – napisana jest lekko i z takim humorem, że nie uwierzę iż jakiś Czytelnik i zwierzolub nie zakocha się w tych perypetiach od pierwszego rozdziału pierwszego tomu.
Obecnie do moich rąk trafiło najnowsze wydawnictwo, które jest niejako bezpośrednim pociągnięciem historii z tomu 6, gdzie kochany obrońca domowego ogniska malamut Winter schodzi ciut na dalszy plan, a królem historii (ba! wiadomo, gatunek zobowiązuje) zostaje kot Marian przywieziony swego czasu z wakacji w górach. Polecam siegnąć do wcześniejszych tomów by zapoznać się z jego historię i tym jak wziął ludzi na litość i spojrzenie biednego kotka. Klasyczne techniki manipulacji, z których koty mają doktoraty i profesury w chwili swoich narodzin.
W „Śledztwie wrednego kota” powracamy do znanego już domu i jego mieszkańców. Kogóż mamy do obserwacji? Gatunek ludzki reprezentuje 4-osobowa rodzina: Henryk, Hanka oraz dwójka potomstwa – nastolatki Julka i Alek. Pod jednym dachem żyją z nimi alaskan malamut Winter, Rudy – nieduży beczułkowaty piesek, gabarytowo 1/3 malamuta, Bagira (Bagi) – kocica, która nieustannie denerwuje kocura, chomik Popcorn – galopujący w swym kołowrotku oraz mistrz i narrator tego tomu – kot Marian (Marianek, Maniuś, Maniutek). Tymczasowo w historii pojawia się gadająca papuga Dżongo (bardzo zabawny epizod), zostawiona pod opieką dwunogów na czas pobytu jej opiekunki na kontynencie australijskim. Niezła ekipa prawda? Z tego mogą wyniknąć tylko kłopoty i wielka komedia omyłek.
Marian – jak widać po obu tytułach tomów, w których przejął władzę i stał się narratorem historii – jest wrednym kotem. To oczywiście klasyczny, powszechnie funkcjonujący stereotyp i często występujący przymiotnik, kiedy ktoś próbuje opisać tak powszechny w polskich domach gatunek Felis catus. Co gorsza, mimo tak niedobrej opinii koty w czasach współczesnych stały się najpopularniejszymi zwierzętami domowymi. I każdy kociarz i opiekun wie, że nie są one wredne ani złośliwe z założenia i natury. Tak to tylko bywa odczytywane po ludzku, bez znajomości kociego behawioru. Nic bardziej mylącego! Popatrzmy na Mariana. Zgarnięty z terenu dzikiej przyrody jest leniwym, rozpieszczonym kanapowcem, dla którego sensem życia jest pełna miska (i to nie byle czego!) oraz nieograniczona swoboda – czyli nieustanne otwierane i zamykane na komendę drzwi tarasowe czy sterowana pilotem brama garażowa. Bowiem co podjazd do domu to inna nawierzchnia niż taras czy ogród, a to wszystko ma ogromne znaczenie dla dobrego samopoczucia pana kota.
Marian w tej historii postanawia trochę bardziej zaktywizować swój żywot i przyjrzeć się wielu aspektom życia rodzinnego – wliczając do rodziny także zasoby zwierzęce – a tym samym prowadzi wiele śledztw, które wymagają rozwiązania i dotarcia do źródeł domowych konfliktów, tajemnic, dziwnych ludzkich zachowań, które dla kota są absurdalne. Mamy tu kilkadziesiąt krótkich rozdziałów, w których Marian niczym koci Sherlock Holmes węszy co też stoi u podnóża pewnych zjawisk i w każdych okolicznościach potrafi dopatrzeć się zagadki do rozwiązania. Ale nie myślcie, że taki z niego nietypowy kocur – robotny, że ho ho i nadaktywny. Marian między stawianiem sobie kolejnych egzystencjonalnych pytań potrzebuje dużo czasu na drzemki w ulubionym fotelu na tarasie (akurat jego zamiłowanie do mebli zawsze pokrywa się z fotelami czy kanapami wybieranymi przez Henryka), pilnowanie pustej miski i regularnych pór karmienia, stałych arii głodowych i miauczenia dla samego wydawania z siebie tych jakże rozpraszających ludzi tonów. A nocą musi oczywiście strzec bezpieczeństwa śpiących. Czasami to wymaga poskakania po człowieku. Ale nikt tego nie doceni! Jest przekonany o swojej wielkiej życiowej roli strażnika rodziny i nawet czuje się w obowiązku strzeżenia malamuta Wintera.
Marian widzi świat po kociemu (to oczywiście jedyna słuszna wizja rzeczywistości) i często przez to jego interesy i próby naprawy sytuacji nie idą w parze z punktem widzenia Henryka czy Hanki. Doprowadza to do wielu spięć i konfliktów, w których winnym zawsze będzie kot lub koty (Bagirka chętnie włącza się w domowe psoty i intrygi), ale zazwyczaj wszystko uchodzi jej na sucho. Za to Marian bywa oskarżany o wszystko! Ale kiedy Duzi mają problemy to aż nadto często pragną wtedy przytulać swoje domowe stado. Dla Mariana nie ma nic gorszego niż namolne dotykanie jego futra czy – o zgrozo - podnoszenie znienacka i branie na ręce. Wtedy bój się człowieku wyroku łapek sprawiedliwości wyposażonych w śmiercionośne pazury.
Autorzy genialnie, lekkim stylem i z ogromną porcją humoru oddają nasze relacje z domowymi pupilami. Ludzka rodzina nakreślona jest trafnie i pokazuje tą dwutorowość podejścia do „wychowania” zwierząt. Gdy jeden człowiek krytykuje czy karci drugi natychmiast bierze w obronę poszkodowanego – z góry uznając winę swojego partnera. Bo przecież nie może potworem okazać się piesek czy kotek. To prędzej mąż, żona czy dziecko mają problem i są prowodyrami konfliktów.
W 7 tomie cyklu mamy m.in. poza czasowym pobytem z bohaterami w ich domu kolorowej gadającej papugi akcję z dzikimi ptakami, wiewiórkami, zamknięciem Mariana w szopce z artykułami budowalnymi na posesji sąsiada, w domu dochodzi do testu nowych drzwi z klapką dla kotów, kurier przywozi drogą mającą dać szczęście kotom interaktywną mysz, nadchodzą święta i do salonu zostaje wstawione ogromne drzewko bożonarodzeniowe, w okolicy wprowadzają się nowi sąsiedzi z kotem Baltazarem i wiele innych codziennych zmagań typowych dla rodzin ze zwierzakami. Cudowną historią wywołującą salwy śmiechu jest profesjonalna rodzinna sesja fotograficzna w ogrodzie, efekty której miały zawisnąć w ramce w salonie. A jak wyszło sami przeczytajcie.
Nasz bohater Marian ma cięty język, ostre riposty, nie owija nic w bawełnę i nieustannie jest oburzony, że ani Henryk ani Hanka nie doceniają jego ogromu pracy i nieustannej ochrony domowego miru. Ludzie są dla niego zagadką, bo wszystko widzą na opak, a tak w ogóle to życie z nimi jest nieustanną próbą dręczenia i prześladowania biednego kota. Podobnie jak w „Zapiskach wrednego kota” niemal każdy rozdział kończy się podsumowaniem i oceną opisanej sytuacji przez Mariana. W prosty sposób przyznaje punkty za pożądane reakcje i krótko i w punkt osądza strony konfliktu. Bo każdy dzień to ścieranie się światów ludzko-zwierzęcych i psio-kocich albo i kocio-kocich (przecież Bagirka to wstyd dla kociego rodu a on musi bytować z nią pod jednym dachem!). Chomik Popkorn ma akurat tutaj najmniej do powiedzenia i jest izolowany od tego całego towarzystwa z futrem.
Na koniec muszę podkreślić jeszcze mój zachwyt ilustracjami pani Joanny Rusinek – który towarzyszy mi podczas lektury całej serii od 2011 roku. Jej kreska i sposób ukazywania bohaterów jest idealnym dopełnieniem. Piękne okładki to również jej autorstwo. Maniuś i Bagi są cudownie nakreśleni a ich mimika i spojrzenia wywołują u mnie uśmiech i rozbawienie. Książki Wojciecha Cesarza i Katarzyny Terechowicz są adresowane do grupy wiekowej 8-12 lat, ale uważam że każdy dorosły czytelnik również doceni ich zabawność oraz trafność i będzie miał ogrom przyjemności z ich czytania. Książka poza wersją drukowaną dostępna jest również jako e-book i audiobook - czytany i interpretowany przez Jana Marczewskiego.
Reasumując: Latarnica poleca!
Podstawowe dane książki
Tytuł: „Śledztwo wrednego kota"
Autor: Wojciech Cesarz, Katarzyna Terechowicz
Ilustracje: Joanna Rusinek
Seria: To lubię!
Wydawca: Wydawnictwo Literatura, Łódź 2026
Objętość: 192 strony
Wydanie: I
Kategoria wieku: +9 - +12
Oprawa: twarda
Format: 150 x 210 mm
Poniżej okładka front i tył:
Poniżej piękna wyklejka przednia i tylna, strona tytułowa i spis treści:
Poniżej wybrane rozkładówki książki:
Poniżej dwa tytuły z 7-tomowej już serii - w których narratorem jest kot Marian:
Poniżej sesja z moją modelką Myszką - charakterna jak Bagirka i Marian razem wzięci:
Fot. Latarnica / kwiecień 2026
Dziękuję Wydawnictwu Literatura za możliwość zapoznania się z tą piękną książką i egzemplarz recenzencki. Więcej książek wydawnictwa znajdziecie na wydawnictwoliteratura.pl
Latarnica poleca [79]
Jeśli zaczniemy myśleć o tej książce wnikliwie odczytując jej przewrotny tytuł to od razu będziemy wiedzieć, że ta historia przyniesie nam opowieść o relacji starej jak świat, a co najmniej relacji znanej od starożytności - kiedy to czczono tam koty jak bogów - gdzie nie człowieka ma swojego kota ale to kot ma człowieka. I na wiadomych zasadach - jako służbę dostosowującą się reguł gry. A reguły ustala i „pisze” swym zachowaniem właśnie domowy KOT. W tym konkretnym przypadku to kot miał swojego Dziadka. Owszem, jest i Babcia, ale to Dziadek jest przedstawicielem tej bystrzejszej odnogi ludzkości bowiem w moc ujął co chce od niego kot i jak ma mu służyć aby wszystko szło gładko i prosto bez większych konfliktów. Bo uwierzcie - kto nie ma kota to może nie wie - ale zatargów z naszymi mruczkami zaprawdę nie chcemy mieć, a tym bardziej wchodzić z nimi na ścieżkę wojenną, gdy dzielimy wspólnie dom i życie. Z góry ta walka będzie skazana na porażkę. A jaka dokuczliwa…
Regina Golińska-Barancewicz (prywatnie opiekunka kotów Nikity i Diega - prototyp bohatera tej historii) w „Dziadku naszego kota” wciąga nas w pasjonującą historię opieki nad kotem - rzez tzw czynnik zewnętrzny, niezaznajomiony dokładnie z obiektem opieki - czyli klasyczna sytuacja, którą przeżyło (oby bez uszczerbku na duszy i ciele) wiele polskich rodzin, gdy dziadkowie wyjeżdżają podreperować zdrowie nad morze a w tym czasie opiekę nad pupilem przejmują dorosłe dzieci i wnuki. Taki schemat działań mamy i tutaj co oczywiście się bardzo chwali, że rodzina chce w tym czasie podjąć trud dogodzenia kotu, dla którego nieobecność najbliższych to duży stres i smutek. Jak wiadomo koty to zwierzęta ponad wszystko ceniące rytuały i stały plan dnia. Taki naprawdę stały, bez odchyleń. Kiedy tego nagle braknie czują się bardzo zagubione, nieszczęśliwe i mogą nawet podupaść na zdrowiu. Nikt by tego nie chciał. Zatem córka Dziadka z dziećmi deklaruje, że na czas nieobecności rodziców zajmą się domowym jedynakiem, aby nie byłemu smutno i źle.
Wszystko wydaje się być na dobrej drodze, ale… nie mamy do czynienia z potulnym, zastraszonym tygryskiem. Nie jest to też kot o długim stażu w tej rodzinie. Jak dowiadujemy się w początkowym rozdziale Kot (bo takie imię jest używane, gdy mowa o naszym, bohaterze) to przedstawiciel rasy ragdoll - o sporych, puchatych gabarytach, długowłosy - co jak się okaże stwarza w pewnych okolicznościach niemałe problemy - ale jak mówi charakterystyka rasy: ufne, łagodne, towarzyszące człowiekowi na każdym kroku. Hm… czy rozpoznaję w tych cechach Kota? Nie do końca, bowiem Dziadkom trafił się naprawdę charakterny egzemplarz. Królowie, faraonowie czy cesarzowie przy nim to mało wymagający władcy.
Nowi czasowi opiekunowie (choć to nie jest adekwatne słowo, bo bedą musieli harować jak najniżej stojąca w hierarchii służba czy niewolnicy) chyba nie do końca zdają sobie sprawę na co się piszą. Dziadkowie wyjeżdżają nad Bałtyk, a dla ułatwienia sprawy i szybkiego dotarcia się w pierwsze trudne dni Dziadek zostawia w kuchni 15-stronicową „instrukcję obsługi” pana Kota, co by jak najmniej jemu było źle, a im jak najlżej. Czyżby?
Powieść zaczyna się od letnich wakacji. Wtedy rodzina w komplecie spędza miło czas, wyjeżdża rownież na wakacje nad morze syn nawet zaliczy fajny letni obóz. Mamy tam Mamę, tatę, syna i córkę. Oraz w szybki tempie do stanu liczebnego rodziny dochodzi kanarek i chomik. Miała być świnka morska ale Mama obawiała się czy ptaszek nie przypłaci tego życiem. Na kota czy psa absolutnie nie wyrażali zgody. Ale kotek jest u dziadków. Więc jak to fajnie będzie choć czasowo tam zamieszkać i się nim zająć. Plan był sympatyczny i bajkowy. Wyjeżdżała Mama z dwójką dzieci. Co mogło pójść nie tak. Wręcz idylla.
Czar pryska, gdy zaczynają czytać sobie na głos nakazy i zakazy, których mają się trzymać podczas wspólnego mieszkania z Kotem, przy okazji zapoznają się z zasadami karmienia, czyszczenia kuwety, czasu rozrywki, higieny i snu. Tak, nawet higieny i niech was nie zmyli wiedza że koty same dbają o swoją czystość. Kot ma z tym jeden malutki, ale bardzo doskwierający ludziom problem.
Praktyka pokazała, że przez rok Kot nie do końca dogadywał się z Babcią i nie był zachwycony tym jak się nim opiekuje, ale gdy raz wydarzyła się okazja i Babcia wyjechała na krótko to w tym czasie nastąpiła niesamowita zmiana i doszło do uraldu. Paktu czy jak to inaczej nazwać i odtąd dziadek i Kot byli największymi przyjaciółmi i tylko dziadek wiedział co Kotu do szczęścia potrzeba i tak odtąd postępował. Dla Kota to był idealny układ. Dziadek służył tak jak Kot zagrał - nieważne jak wymyślne były jego wymagania. Nie chcę za bardzo nawet na przykładach podawać co życzył sobie kot, bo zepsuję całą przyjemność czytania i to lektury przy której gwarantuję, ze będziecie wybuchać salwami śmiechu. A kto ma w domu kota czy koty to wszystko przełoży sobie na swoje relacje i ∂oświadczenia. I na pewno się w tym odnajdzie i poczuje jak u siebie. Bo jak mocno byśmy publicznie nie chcieli się do tego przyznać - prawda jest jedna - służymy kotom uniżenie i bez zająknięcia. Nie wszystkie - ale spore grono przedstawicieli kotowatych maksymalne nami manipuluje.mają z tego doktorat a nawet profesurę.
Mama z dzieciakami wpadła z deszczu pod rynnę. Nie mogła uwierzyć co mają psy tym kocie robić. Pierwsze dni i noce to była katorga, orka i mordęga. Wrażliwsze dzieci martwiąc się o stan Kota i to że dziadek by się tym martwił naprowadzały mamę na prostą i błagały by trzymała się zasad. Ona jednak uważała, ze dziadek dał się całkowicie zamknąć pod koci pantofel a raczej kocią łapę i zwariował robiąc te wszystkie rzeczy. Ale jak praktyka pokazała, nawet przy ludzkim buncie Kot sobie doskonale radzi i zna techniki takie które szybko nauczą ludzi, że nie warto z nim zadzierać.
Najciekawsze jest to jak przez kolejne rozdziały będziemy świadkami przemiany. Początkowa katorga usługiwania Kotu według spisanych zasad przeradza się nie tylko w sprawne działanie co daje szczęśliwego kota w domu ale i zaczyna pobudzać do usprawnienia jeszcze tych relacji, polepszenia bytu kota i czynienia wielkich zakupów. Finałem historii będzie 15 punktów spisanych prze mamę dla dziadka powracającego do domu znad morza. Genialne trafne i takie życiowe w kontekście całej tej historii.
Bardzo podobają mi się imina jakie nadali Kotu bohaterowie. Narratorem opowieści jest syn. Kot dla babci był zawsze Łobuzem (szybko wychodzi na jaw dlaczego), dla Mamy Kitku, dla syna Share Khan (tygrys z „Księgi dżungli”) a dla jego młodszej siostry Ulki to po prostu - i to się wypowiadała na jednym wydechu - PuszystyOgonekNiebieskieOczkoOstryPazurek. NIe zdziwicie się gdy to imię zmieni się minimalnie po przygodzie z kuwetą i niezbędną akcją kąpielową na PuszystyOgonekNiebieskieOczkoBardzoOstryPazurek. Kto próbował myć / kąpać/ czyścić kota ten wszystko wie.
O samej strukturze książki muszę powiedzieć dwa słowa. Mamy tu tylko 10 rozdziałów ale czytając je zmienia się momentami czcionka i sposób narracji. Generalnie o czasie pobytu w domu dziadków opowiada ich wnuk. Jest to wciągające i czyta się jednym tchem ale gdy przechodzimy do fragmentów gdy do głosu dochodzi Kot i jego sposób widzenia świata i relacji z ludźmi to jest to prawdziwy pisarski majstersztyk Autorki. Śmiałam się non stop. Książka poprawi humor w najczarniejszy dzień, jest opowieścią dla całej wielopokoleniowej rodziny, mogłaby być czytana na głos wspólnie i komentowana, a jeśli odbywa się to w zakonnym domu to gwarantuje salwy śmiechu.
Bardzo podobają mi się też ilustracje z Kotem Huberta Grabczaka. Świetnie oddał mimikę kocią i pełną paletę jego odczuć w stosunku do niezsubordynowanych ludzi. Kot mówi o nich: „śmieszne dwunożne istoty”, „zastępczy człowiek”, „mój osobisty człowiek”. Tylko o dziadku mówił” „Mój ukochany Człowiek”. Książeczka pokazuje też znane zjawisko, że nawet najtwardsi przeciwnicy kotów albo tacy, którzy uważają że są w stanie kocha wychować i dostosować pod swoje reguły życiowe prędzej czy później poniosą sromotną porażkę, a jeszcze jest bardzo prawdopodobne że staną się takimi samymi ślepymim wyznawcami kotów jako gatunków jak cala reszta ludzkości.
Autorka genialnie to wszystko wplata w rozwój wydarzeń, stopniuje napięcie, humor, a my jako czytelnicy dajemy się całkowicie wciągnąć w tą przygodę. Jako kociara jestem zachwycona i polecę ten tytuł każdemu miłośnikowi mruczków. Może ktoś bez kota uzna wymagania Kota za dziwactwa i fanaberie, ale dla mnie to wszystko było tak klarowne i oczywiste.
Reasumując: Latarnica poleca!
Podstawowe dane książki
Tytuł: „Dziadek naszego kota"
Autor: Regina Golińska-Barancewicz
Ilustracje: Hubert Grajczak
Seria: To lubię!
Wydawca: Wydawnictwo Literatura, Łódź 2026
Objętość: 112 strony
Wydanie: I
Kategoria wieku: przedszkolny/wczesnoszkolny (+9, +12))
Oprawa: twarda
Format: 150 x 210 mm
Poniżej okładka front i tył:
Poniżej piękna wyklejka i spis treści:
Poniżej wybrane rozkładówki książki, w tym moja ulubiona historia z nocnym krojeniem rybki dla Kota :)
Poniżej sesja z moją modelką Myszą - adopciakiem ze schroniska:
Fot. Latarnica / marzec 2026
Dziękuję Wydawnictwu Literatura za możliwość zapoznania się z tą piękną książką i egzemplarz recenzencki. Więcej książek wydawnictwa znajdziecie na wydawnictwoliteratura.pl

Latarnica poleca [78]
A gdyby tak wywrócić nasze życie do góry nogami? Nie, nie moje czy twoje, ale tak globalnie całej ludzkości. A dlaczego robić taką rewolucję? Bo blisko nas żyje gatunek tzw. zwierzęcia towarzyszącego, który jako jedyny wie o co w tym życiu i relacjach chodzi. Kogo mam na myśli? Kota domowego (Felis catus) oczywiście! Nie wierzycie? Zatem zapraszam was do sięgnięcia po książkę Joanny Szczerbaty pt. „Panie kocie, jak żyć?” Kluczowa jest tu dalsza część opisowa tytułu to znaczy „Przewodnik po równowadze, odpoczynku i codziennych przyjemnościach”. I chyba od razu wszystko staje się jasne. Kiedy słyszę te trzy słowa klucz: równowaga, odpoczynek i przyjemność to w ostatniej kolejności kojarzyłabym je z człowiekiem. Niestety. Za to momentalnie widzę tą przekochaną puchatą kulę perfekcji natury w każdym calu – czyli kota.
Jestem w tej szczęśliwej grupie odbiorców tego poradnika, której z pewnością łatwiej przyjdzie przyswoić podejmowane w nim treści, bowiem mam w domu na co dzień wzorzec właściwych zachowań czyli dzielę swoje życie z kotem. To już mój drugi kot więc wszystko jest ciut łatwiejsze, choć i tak często zaskakuje i pozostawia mnie w milczącej zadumie. W tej samej grupie jest również Autorka, bo mieszka z nią Biały i Czarny – dwa cudowne mruczki, które zdominowały jej media społecznościowe. Ale wiadomo nie od dziś, koty rządzą i światem i internetem. Nikt tego nie przeskoczy i nie zmieni.
Książek typu „bądź i żyj jak kot” – przeczytałam już kilka, bo i tematyka nie jest na rynku obca, ani po raz pierwszy poruszana. Ale poradnik Joanny Szczerbaty wyróżnia się wśród innych pomysłem na strukturę książki, lekkością podanego tematu (mimo, że często porusza sprawy trudne), prostym, zrozumiałym językiem co trafia od razu z przekazem i daje węcz porządnego kopa do pracy nad sobą samym. Osobno podkreślić trzeba, że w najważniejsze aspekty naszego życia wprowadza nas fantastyczny koci narrator - prezentując swój osobniczy punkt widzenia (ten jak wiadomo WZORCOWY, niedościgniony całej ludzkości). O my istoty marne i niedoskonałe! Co my wiemy? Wszystko to mrzonki i fałsz. Ale nie popadajmy w pesymizm - jest dla nas ratunek i są nim koty.
Kto ma kota ten wie – jesteśmy nieustannie obserwowani przez domowego tygrysa. Chciałabym napisać, że tylko od chwili, gdy się obudzimy. Ale nic bardziej mylnego. Ileż to razy zostaniemy wyrwani z głębokiego snu, bo instynktownie czujemy, że ktoś się w nas intensywnie wpatruje, gdy śpimy. Zatem posiadamy stały 24-godzinny nadzór, ale i... – tak, przyznajmy się – ocenę przez zwierzę, które najlepiej wie jak ogarniać cały ten życiowy bałagan.
Kolejne rozdziały poruszają konkretne aspekty życia ludzi i kotów oraz zestawiają nasz i koci sposób radzenia sobie z danymi problemami. Wskazują także kluczowe i pożądane zachowanie w kontekście opisanych przykładowych sytuacji. Oj bladziutko wypadamy! W zasadzie nie jesteśmy godni podawania kotom przysmaków, bo każda prosta czynność, której się oddajemy nie idzie tak jak powinna. Jesteśmy mistrzami konfliktów, nadmiernych emocji, rozpamiętywania, powtarzalności błędów, hałasu lub cichych dni albo wyolbrzymionej autodramy. Koty patrzą na nas – głównie z poziomu górnych półek szaf – bo lepiej być ciut dalej i na dystans od takiej bomby negatywnej energii jaką jest człowiek. Zakręceni w cotygodniowych obowiązkach walczymy z kołowrotkiem myśli i przypuszczeń, bo ciągle coś gdybamy i czarno widzimy, choć nie mamy pewności, że się to tak naprawdę zdarzy.
Gdyby tak nas posłuchać to wszystko jest przeciwko nam i nikt nas nie rozumie. Same kłody rzucane pod nogi i absolutnie nie potrafimy wyluzować i robić to co jest dla nas naprawdę dobre. Koty wręcz patrzą na to z litością. No bo jak tak można? U nich nie ma fałszu, zakłamania, udawania. Wszystko czyste i jasne, a nadrzędną sprawą jest spokój, odpoczynek, posiłek - celebrowane z należytą uwagą i pełnym poświęceniem czasu. Nie rozpraszają się wtedy innymi rzeczami.A my? Ech, szkoda pisać… Gatunek tak wysoko rozwinięty, który eksploruje kosmos i skomplikowane dziedziny nauki, a nie potrafi ogarnąć, że po niedzieli naprawdę przyjdzie poniedziałek i cud się nie zdarzy. Dlatego koty proponują nam, abyśmy każdy dzień traktowali jak sobotę czy piątek wieczór (weekendu początek), bo jak wiadomo dla człowieka niedziela to już dramat, bo zaraz zacznie się nowy tydzień pracy.
Spójrzmy na ten poradnik jako całościowe dzieło. Na okładce i wewnętrznych skrzydełkach zobaczymy koty Autorki. Tak, tak - mamy tu kocią czerń i biel, jing i jang. Każdy tytuł rozdziału okraszony jest graficznie kocimi wąsami. I bardzo dobrze, bo to tak ważny i czuły koci organ, a nasze ludzkie wąsy to śmiechu warte dodatki. Na nic nieprzydatne i nic nie mówiące, chyba że je mocno czymś pobrudźmy.
Niejako prolog do każdego rozdziału wyraźnie wyróżnia się czcionką. To tam znajdziemy ten mądry, właściwy koci punkt spojrzenia. Mruczący narrator opowie nam jak wygląda idealna recepta na dobre i godne podejście do kluczowych spraw. Ale zaraz potem przechodzimy na nasz ludzki grunt i zazwyczaj tam robi się ciężko od emocji i porażek. Ale nie wszystko stracone. W podrozdziałach Autorka wskazuje na ścieżki rozwiązania wielu problemów, pokazuje pewne ćwiczenia, zadaje pytanie, na które możemy sobie odpowiedzieć i znaleźć się o krok bliżej kociej natury i dobrego przeżywania swego życia.
Część opowiadana przez kota to zabawnie ujęta obserwacja gatunku dwunogów, którzy pałętają się po mieszkaniach dzieląc je często z kotami, a te mruczki nijak nie mogą się nadziwić powtarzalności naszych błędów i pomyłek oraz częstej grze udawania i nieszczerości względem siebie. Kolorowe strony z krótkimi wybranymi cytatami wyciągają te najważniejsze prawdy. Choćby dla nich samych warto wracać do tej lektury, ponownie ją przekartkowywać, wybierać sobie rozdziały pod kątem tematycznym, co akurat nas w danej chwili gryzie. Pod tym względem poradnik Joanny Szczerbaty jest uniwersalny i do wielokrotnego korzystania.
Nie wiem tylko jak po zapoznaniu się z jego treścią poradzą sobie ci czytelnicy, którzy na co dzień kota nie mają. Jak podkreśla Autorka na samym końcu - to co przeczytaliśmy powinno od razu jasno nas skłonić do refleksji, że Kota w życiu mieć trzeba. Ten spokojny obserwator, domowy mistrz medytacji może nas swoją rutyną dnia i podejściem do wielu spraw zainspirować i cenne rzeczy nauczyć. W realu wyglada to tak, że bardzo jesteśmy daleko od kociej natury i tym samym tak bardzo męczymy się często sami z sobą i swoim życiem. A wystarczyłyby drobne korekty sposobu myślenia i patrzenia. Koty - nie dość że są tak doskonałe w ciele - to duchem mogą nas zawstydzić. Wiedzą, że nigdy nie należy marnować życia - dla nich posiłek, sen, mycie się, patrzenie z okna czy zabawa (a może to być czasami tylko sama obserwacja niedoszłej ofiary wzrokiem - a już kot ma za sobą etap polowania w warunkach domowych zaliczony) to zajęcia, którym należy się w danej chwili poświęcać w 100%. My latamy od samego przebudzenia jak przysłowiowy „kot z pęcherzem”, budźmy się na dziwne głośne sygnały budzików, zrywamy, łapiemy w tym czasie pięć srok za ogon i z niczym nie zdążamy. Kot otworzy w tej samej chwili jedno oko na sekundę i wróci do snu zniesmaczony naszym szaleństwem.
Człowiek i kot stoi na dwóch biegunach. Ale żyją często obok siebie, kochają się i kot stara się nas naprowadzić na właściwą ścieżkę. Część kocich opiekunów jest pojętna i nauczy się czegoś.
Ważne lekcje to z naszych relacji do zapamiętania:
- Zwolnić
- Uśmiechać się do tych, do których faktycznie chcemy
- Być szczerym w słowie i działaniu
- Celebrować dzień i małe przyjemności
- Kochać normalnie i trwale, a nie na warunkach
- Nie chować emocji w sobie
- Zapomnieć o wstydzie, być sobą bo jesteśmy doskonali sami w sobie
Część osób nigdy nie zrewolucjonizuje tego pędu. Ku czemu? Kto to wie… Tak już jest i tak będzie. Wypjana na jednej nodze poranne kawa, bez przyjemności, bez zastanowienia się nad wyborem filiżanki. Dla kota to nie do pomyślenia by posiłek nie był rytuałem pełnym spokoju.
Osobiście czytając tą książkę robilam sobie notatki i podkreślenia ołówkiem na marginesach. Tak wiele było trafnych zdań i celnych uwag, że bałam się, iż potem już je nie wyłapię, a są dla mnie ważne i pomocne. Myślę, że większość czytelników co chwilę poczuje, że to jest o nich samych i często też w duchu się zawstydzi ,że faktycznie tacy są i tak postępują.
Bardzo poruszylo mnie to proste zdanie:
"Bycie sobą to wielkie pragnienie człowieka, a u kota to całkiem zwyczajny dzień"
Dzięki „Panie kocie, jak żyć?” już wiem, co mogę drobnymi krokami wprowadzić do swojego harmonogramu dnia i rytmu tygodnia. Poza tym mam małą burą terapeutkę, która nie raz mnie zatrzymała w mych zapędach zarobienia się obowiązkami domowymi. A ona przychodziła, patrzyła głęboko w oczy, wskakiwała na kolana udeptując je i cały świat się zatrzymywał. I było pięknie i przyjemnie. I nie brakowało już iych niezrobionych spraw. Mogły zaczekać. Naprawdę MOGŁY.
Życzę wszystkim, aby w tej lekturze odnaleźli odpowiedzi, dziękuję Autorce, że zechciała zainspirować się swoją relacją z kotami i połączyć ją z wiedzą i doświadczeniem psychologa i terapeuty.
Jeśli interesują was rownież inne publikacje Autorki zachęcam do śledzenia jej profilu na facebooku i instagramie (fb: www.facebook.com/joanna.szczerbaty.1, IG: szczerbatyjoanna).
Reasumując: Latarnica poleca!
Podstawowe dane książki:
Tytuł: „Panie Kocie, jak żyć? Przewodnik po równowadze, odpoczynku i codziennych przyjemnościach"
Autor: Joanna Szczerbaty
Projekt okładki: Marcin Jakubionek
Wydawca: Mando, Kraków 2026
Seria: MANDO Inside
Gatunek: poradnik
Objętość: 208 stron
Wydanie: I
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Format: 140 x 200 mm
Poniżej okładka front i tył:
Poniżej spis treści (fragment):
Poniżej wewnętrzne strony okładki ze skrzydełkami i ich detale:
Poniżej wnętrze książki i detale graficzne rozdziałów:
Poniżej sesja z moją domową modelką i terapeutką na co dzień – kotką Myszą adopciakiem ze schroniska:
Fot. Latarnica / marzec 2026
Dziękuję Wydawnictwu MANDO za możliwość zapoznania się z tą książką i egzemplarz recenzencki. Więcej książek wydawnictwa znajdziecie na mando.pl
Latarnica poleca [77]
Jeśli ktoś kocha tak jak ja astronautykę, misje kosmiczne i... koty to nie ma możliwości by zapomniał o wydanym w 2023 roku przez Wydawnictwo Bis 1 tomie przygód Kociołka - astroMIAUty. Tak, trzy lata minęły raz dwa, jak misja kosmiczna i pobyt bohaterów na orbicie, a ja w końcu doczekałam się kontynuacji. Prawie, że biegnąc dopadłam na początku marca paczkomatu i wyszarpnęłam z przegródki kopertę z "Nową misją astroMIAUty". Od razu po rozpakowaniu było oglądanie ilustracji, przekartkowywanie, wąchanie świeżego druku i głębokie oddechy by uspokoić walące serce. Ale stało się. Książka już przeczytana (oczywiście w towarzystwie kota drzemiącego na kolanach) i wypada mi teraz zebrać myśli i pomyśleć tak globalnie o drugiej kosmicznej przygodzie kota Kociołka.
Podejrzewam, że musi to być coś wspaniałego mieć taką całościową kontrolę nad ostatecznym dziełem, bowiem Autorka Marta Rydz-Domańska nie tylko pisze teksty, ale i je ilustruje (i to jak!). A ma w domu niezłego gagatka modela, który idealnie służy jako baza do książkowego bohatera. Zatem obserwując dalej kociego towarzysza losu dała się ponieść fantazji i ponownie wysłała Kociołka w kosmos. Podejrzewam że etykietka astroMIAUty przylgnęła już na trwałe i nie będziemy mogli spodziewać się ziemskich przygód kocurka a poznamy teraz i w przyszłości tylko jego pozaziemskie przygody. Dla mnie to wielki atut, bo połączenie tych dwóch światów to coś co mnie fascynuje i bardzo cieszy.
Myślę, że każdy opiekun kota chciał kiedyś (a zapewnie nie raz i nie dwa) wysłać swojego mruczka w kosmos. Dość miał już jego psot, pobudek w środku nocy, arii wczesnoporannych, przekopów kuwetowych ladym świtem na drugą stronę ziemskiego globu. Ta, sama miewam czasami takie pomysły. Ale kota Kociołka nikt nie wysyła na orbitę księżyca bo ma go dość i chce się go pozbyć. Wręcz odwrotnie. W drugim tomie jest już o to bardzo proszony. Jak pamiętamy z pierwszej przygody trafił na stację kosmiczną przypadkiem. Po tym co przeżył i jak wpłynął na jej przebieg nikt już teraz nie będzie się migał od jego obecności. Obłaskawiony stosownymi argumentami (jedzonko, zabawki, obecność swojej Pańci) wyrusza na pokład znanej już sobie orbitującej stacji (sam miewa dylematy czy dom to już ta stacja czy to co zostawił na ziemi) w towarzystwie identycznej ekipy, a więc jak na kota warunki idealne - bo wszystko jest znajome i niejako już okocone. A rutyna i znane opisane przez pocieranie pyszczkiem wnętrza i urządzenia to to co mruczki lubią najbardziej, aby czuć się dobrze i pewnie.
Co mogę napisać o aktualnej przygodzie astroMIAUty? Nie chcę oczywiście za dużo zdradzać, bo po co psuć zabawę i przyjemność przechodzenia przez kolejne rozdziały. Tajemnicą nie jest, że bohater po raz drugi bierze udział w kosmicznej misji. Tym razem nie jako pasażer na gapę, ale pełnoprawny chciany członek załogi. Jak bardzo zależało Agencji Kosmicznej by zwerbować Kociołka? Bardzo bardzo! Czego najlepszym dowodem jest skonstruowanie specjalnie na tą okazję kociego transportera w kształcie pojazdu kosmicznego. Transporter jest nawet personalizowany, bo przy wejściu widzimy tabliczkę „Pierwszy astroMIAUta”. Jak się okaże w kolejnych rozdziałach - fakt zaproszenia Kociołka był kluczowy - bo oczywiście że nic nie może się udać bez kociej ingerencji. W historię drugiej misji Autorka wplata ciekawe informacje związane z pobytem człowieka w kosmosie. Dowiemy się tym razem o tzw. kosmicznych śmieciach, stanie nieważkości, niebezpieczeństwach czyhających na stację gdy aktualizuje się oprogramowanie, sposobach na ratowanie zanieczyszczonej wody oraz co można zrobić, gdy ludzki załogant czuje się źle psychicznie. Mamy też miły akcent dotyczący naszego kosmonauty Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego, który był drugim Polakiem w kosmosie, a wszystko działo się w minionym 2025 roku. Kto śledzi astronautyczne nowinki ten wie. W „Nowej misji astroMIAUty” przeczytacie o zdarzeniach, które są niebezpieczne, a tym samym my jako czytelnicy zaczynamy odczuwać pewien dyskomfort, będą też akcenty smutne, alarmujące, ale dla równowagi pojawi się wiele przemiłych żartów z Kociołkiem w roli głównej. Bo gdzie kot tam i uśmiech.
Chciałabym również podkreślić, że każdy kociarz rozpozna, że Autorka dzieli swoje życie z mruczącym sierściuchem. To jak o nim pisze (różne zachowania, rytuały, reakcje w określonym kontekście zdarzeń, detale wyposażenia kociego ekwipunku - np. ważność obecności pluszowej myszki ponad wszystko, kuchnia jako najbardziej strategiczne pomieszczenie) od razu pozwala rozpoznać „swego” człowieka, który niejedno z kotami już przeżył i widział. Nas kociarzy mało co zadziwi. Kot domowy - Felis catus - to tak nieprzewidywalne zwierzę, że jeśli wrócilibyśmy do domu, a kot rozmawiałby na środku pokoju z kosmitą - uszłoby mu to w granicach normy. Jeszcze dołożylibyśmy im obu tylko do miski aby nie chodzili głodni. Tak więc oddanie cech bohatera jest idealne i pozwala się tak bardzo poczuć jak u siebie w domu, choć jedyną innością będzie to, że nasze koty nie lecą w kosmos. Ale to przecież drobiazg!

Na koniec chciałabym po lekturze obu tomów przygód Kociołka sformułować dla krnąbrnych i mało bystrych (w stosunku do kotów!) ludzi 5 PRAW astroMIAUtyki. Może wejdą kiedyś w naukowy kanon wiedzy.
1/ Misja kosmiczna w składzie wyłącznie ludzkim skazana jest z góry na niepowodzenie.
2/ Gdzie astronauta nie może tam astroMIAUTE pośle.
3/ Na niedyspozycję załogi jedyna i słuszna metoda - kototerapia.
4/ Zabawa z kotem na pokładzie stacji może podsuwać najlepsze rozwiązania dla naprawy problemów bieżących i o wadze kosmicznej mogących wpłynąć na bezpieczeństwo i realizacje celów misji.
5/ Agencja kosmiczna NASA powinna na stałe zatrudniać na etatach koty jako najbardziej fachową pomoc ogarniającą całościowo prace naziemne przed lotem jak i te wykonywane w kosmosie.
Myślę, że wprowadzając w życie te postulaty bylibyśmy spokojniejszy o rozwój astronautyki i przebieg każdej nowej misji, a procent niebezpieczeństwa zmalałby znacząco. Kociołek pokazuje na każdym kroku, że obecność kota jest kluczowa w przestrzeni kosmicznej. Żegnając się z bohaterem, który musi odpocząć i dojść do siebie po kolejnej ważnej misji ja nieśmiało już wypatruję kolejnego tomu jego przygód. Bo loty w kosmos to nasza przyszłość, a astronautyka jest bardzo rozwojową dziedziną nauki. Ogromna prośba do Autorki: my Czytelnicy i miłośnicy kotów chcemy więcej! Mrauu!
A co do okładki i ilustracji - w przypadku pani Marty muszę to zawsze podkreślić - jest fantastyczna w tym co robi. Ogląda się każdą stronę jak obrazek, który można by samodzielnie oprawić i powiesić na ścianie, a kolejne odsłony tej przygody to jak kadry dokumentu relacjonujące wydarzenia na stacji. Przepiękne i tak bardzo w mojej estetyce! Sam kot - rewelacja. 100% kota w kocie.
Reasumując: Latarnica poleca!
Podstawowe dane książki
Tytuł: „Kocioł nowa misja astroMIAUty" (tom 2 cyklu)
Autor: Marta Rydz-Domańska
Ilustracje: Marta Rydz-Domańska
Wydawca: Wydawnictwo BIS, Warszawa 2026
Objętość: 72 strony
Wydanie: I
Kategoria wieku: przedszkolny/wczesnoszkolny (ok. 4–8 lat)
Oprawa: twarda
Format: 165 x 235 mm
Poniżej okładka front i tył:
Poniżej Kocioł to już seria - obecnie mamy już dwa tomy i urocza wyklejka:
Poniżej wybrane rozkładówki i przepiękne zakładki opracowane by umilić nam lekturę:
Ponizej sesja z moją domową modelką i moim burym "kociołkiem" - kotką Myszą (i Myszka pozazdrościła Kociołkowi i została astroMIAUtką):
Fot. Latarnica / marzec 2026
Dziękuję Wydawnictwu bis za możliwość zapoznania się z tą piękną książką i egzemplarz recenzencki. Więcej książek wydawnictwa znajdziecie na wydawnictwobis.com.pl
Zainteresowanych zachęcam po zajrzenia do archiwalnego wpisu z marca 2024 z recenzją 1 tomu przygód Kociołka:
https://latarnica.pl/2024/03/27/latarnca-poleca-vol-55/
Latarnica poleca [76]
Tak się złożyło, że w krótkim odstępie czasu przeczytałam dwie książki skierowane do młodego czytelnika, w których ważną dla akcji rolę odgrywało schronisko dla zwierząt. Dwie opowieści, dwie różne historie i odmienne spojrzenie na placówkę dla zwierząt bezdomnych. Po poważniejszej (w mojej opinii) powieści „Bury i Bary. Wilk z lasu i pies ze schroniska” otrzymałam książkę pt. „Raz, dwa psy cztery” Agnieszki Elbanowskiej (obie od Wydawnictwa Bis) – obszerniejszą objętościowo (140 stron), ale zdecydowanie zabawniejszą historię, której humoru dodają główni bohaterowie, w tym szczególnie jeden, zatwardziały optymista i kawalarz jamnik Jupi.
Tytułowe cztery psy poznajemy w okolicznościach nie najlepszych dla ich codziennego bytu. Wszyscy są aktualnie podopiecznymi schroniska dla zwierząt – placówki podupadającej, niedofinansowanej, która wymagałaby gruntownych remontów i zmian organizacyjnych. Schronisko prowadzi dojeżdżający do niego codziennie pan Dyrektor, który lawiruje między nałożonymi na niego przepisami, a pozaprawiem – byle tylko spiąć finansowo kolejny miesiąc i nie dopuścić do potwornych zaniedbań. Ale realia są okrutne. Idzie zima, schronisko jest niedogrzane (brak środków na uruchomienie ogrzewania), karma byle jaka i ledwo starczająca, opieka weterynaryjna na minimalnym poziomie, a chętnych do adopcji tyle co kot napłakał. Stan liczebny zwierząt rośnie (straż miejska wciąż dowozi z licznych interwencji kolejne znalezione lub odebrane psy), a Dyrektor staje na głowie by sprostać obowiązkom, tym bardziej, że nieubłaganie nadciąga kolejna kontrola z urzędu miasta jego skromnej placówki. Od tego i ewentualnie przyznanego dofinansowania zależy jego zawodowy byt i los zwierząt.
Z braku środków na pracowników od godzin popołudniowo-wieczornych do rana psy są bez nadzoru. Pozamykane w zimnych klatkach próbują przetrwać ten wielogodzinny czas albo szaleńczym szczekaniem i ruchem (w końcu on rozgrzwa) albo notorycznym snem i odwróceniem się plecami do całego świata.
Pośród wielu podopiecznych – w klatkach sąsiadujących ze sobą, a tym samym umożliwiających rozmowy - przebywają nasi bohaterowie, każdy niosący bagaż swojej indywidualnej historii przybycia do schroniska i niechętnie o niej opowiadający.
Kogo poznamy bliżej?
Jamnik Jupi – wieczny pocieszyciel, optymista, bomba energii kochająca ludzi – z chorobą kręgosłupa, którą może uleczyć tylko kosztowna operacja oraz z zanikami pamięci, które schowały traumatyczne zdarzenia z przeszłości; nieuleczalnie zakochany w Szarlocie z sąsiedniej klatki
Szarlota – rasowa psia diva, modelka wystawowa i elegantka o ciężkim charakterze, zawsze pierwsza w kolejce do adopcji, bo przecież rasowca ludzie wybierają najszybciej nie bacząc na inne jego cechy, wielokrotna recydywistka powrotów do schroniska, marząca po prostu o wolności
Buldog angielski Dżordż – dobrze zbudowany, starszy wiekiem, o zerowej kondycji, wielkiej silnej i twardej głowie gotowej wyważać kraty, miłośnik snu i odpoczynku, tęskniący za swoim Profesorem z którym dzielił kiedyś życie, pragnący odkryć jak naprawdę wyglądał premier Winston Churchill bo bywa do niego porównywany – przez co wierzący w swą inteligencję i niezwykłe strategiczne podejście do rzeczywistości
Kundzia – psi mieszaniec przez co ma silne geny, odporność i niezłomność z działaniu; jej celem jest wydostanie się z placówki i odszukanie swojej pani Heni, która trafiła do placówki leczniczej, a rodzina nie chciała przejąć opieki nad pozostawionym w domu psem
Wszystkie cztery psy połączy szybko jedna IDEA: wielka ucieczka i spełnianie swoich marzeń! Chcą to dokonać grupowo, bo co kilka głów to nie jedna. Ale życie zaczyna rzucać im kłody pod łapy. Pierwszą jest szybka adopcja Szarloty i zniknięcie jej z orbity życia zakochanego jamnika. Jupi tym bardziej jest teraz zmotywowany do działań i chętny do porzucenia swej klatki. Swą energią zaraża pozostałych towarzyszy niedoli. Ale uciec z terenu schroniska wcale nie jest tak łatwo...
„Raz, dwa psy cztery” to awanturnicza, pełna akcji i niespodziewanych zwrotów powieść drogi. To wielka ucieczka w psim wykonaniu, zakłaczona sierścią, rozszczekana, rozmerdana ogonami. Szkoda zdradzać cokolwiek z fabuły, bowiem spod pióra Autorki wyszła wielka przygoda do śmiechu i wzruszeń. Dzięki niesamowicie pogodnemu charakterowi Jupiego wiele sytuacji ma posmak lekkości i humoru sytuacyjnego mimo dramatycznych starć ucieczkowiczów z tym co przyniesie im los poza murami schroniska. Bo uciekinierom nie jest lekko. Ciągle pakują się tarapaty, doskwiera im głód, zimno, zagubienie w terenie. Ale od czego mają Jupiego! Ten pies nie pozwoli nikomu się załamać i stracić humor.
Agnieszka Elbanowska nie stroni w swej książce od poważnych tematów. Ale są one podane Czytelnikowi tak przystępnie i tak sprytnie wplecione w akcję, że ciężar pewnych zjawisk nie odczuwa się bardzo dotkliwie. A mamy tu przemycone w psią przygodę opisy sytuacji zwierząt w kiepsko dotowanych schroniskach, problem nieprzemyślanych adopcji i szybkich zwrotów adopcyjnych – często z błahych powodów, zjawisko ludzkiej bezdomności i odrzucenia społecznego, znieczulica rodzin wobec zwierząt towarzyszących członkom swojej rodziny i masowe ich oddawanie lub porzucanie.
Jak pokazuje historia naszych odważnych uciekinierów często więcej empatii i serca okaże ci ktoś kto nie ma wiele lub nie ma prawie nic. Marzenia bohaterów są sterem ich działania, potrafią wtedy dokonywać rzeczy wielkich i heroicznych – nawet prowadzić samochód! Nie wierzycie? Koniecznie przeczytajcie. Kiedy jedno z nich zaczyna wątpić w słuszność ich działań czy sens marzeń zawsze zostanie postawiony do pionu i zmotywowany.
Nie zdradzę czy 100% psich marzeń zostało spełnionych, czy wielka wyprawa osiągnęła cel i gdzie dotarła zgrana ekipa, a może po drodze każde podążyło osobno za swoim marzeniem?
Na sam koniec muszę podkreślić mój ogromny zachwyt okładką, ilustracjami oraz zakładką do książki, a wszystko pięknie opracowane graficznie i ilustracyjnie spod ołówka pani Niki Jaworowskiej-Duchlińskiej. Jestem oczarowana psimi bohaterami – jak każdy rysunek oddaje ich charakter i witalność albo dostojność. Od razu poszukałam w internecie więcej prac tej artystki. Tworzy wspaniałe obrazy.
Książka ma objętość 140 stron więc dla bardzo początkujących czytających dzieci będzie zbyt dużo tekstu, ale do wysłuchania jest idealna w każdym wieku, a i dorosły czytelnik znajdzie w tej lekturze dla siebie ogromną przyjemność czytania i bez pamięci zanurzy się w przygodzie, która rozwiewa wiatr we włosach. Bo pęd ku wytyczonym sobie celom to jej cecha, a my możemy się jedynie temu z boku przyglądać i poczuć również wielką ochotę na to by bez obaw sięgać do celów i nie iść przez życie w pojedynkę. Wielka wyprawa na kilkanaście łap pozostawi nas z uśmiechem na twarzy.
Reasumując: Latarnica poleca!
Podstawowe dane książki
Tytuł: „Raz, dwa, psy cztery"
Autor: Agnieszka Elbanowska
Ilustracje: Nika Jaworowska-Duchlińska
Wydawca: Wydawnictwo Bis
Objętość: 140 stron
Oprawa: twarda
Grupa wiekowa: 6-8 lat
Format: 165 x 235 mm
Poniżej okładka front i tył:
Poniżej strona tytułowa oraz bohaterowie:
Poniżej wybrane ilustrowane rozkładówki:
Poniżej sesja z moją kocią modelką Myszką:
Fot. Latarnica / marzec 2026
Dziękuję Wydawnictwu bis za możliwość zapoznania się z tą piękną książką i egzemplarz recenzencki. Więcej książek wydawnictwa znajdziecie na wydawnictwobis.com.pl
Latarnica poleca [75]
Kiedy w zimny jesienny dzień pod koniec 2025 roku zobaczyłam w internecie okładkę nowej książki z wydawnictwa Bis - coś szarpnęło mnie za serce. I był to skutek podziałania na mnie okładki i widniejących na niej zwierząt oraz podtytułu książki. A chodzi o opowieść dla dzieci Aleksandry Struskiej-Musiał o tytule „Bury i Bary. Wilk z lasu i pies ze schroniska”. O ile z psami ze schroniska sama mam na swoim koncie doświadczenia, o tyle wilka w naturze nigdy nie widziałam. A jednak doskonale wybrała Autorka swoich bohaterów, bo jakby nie patrzeć to dwa zwierzęce światy, które mają ze sobą coś wspólnego, a jednak są z zupełnie innych krańców bieguna podobieństwa.
Lektura skrojona jakby na moje zainteresowania, bo od dziecka kocham świat zwierząt zarówno ten dziki i nieujarzmiony jak i ten oswojony, bardziej znany, związany z towarzyszącymi nam na co dzień zwierzętami domowymi. Oczywiście bardziej znam psy i koty, a przyroda dzika to wielka zagadka, o której z przyjemnością czytam i odkrywam jej tajemnice. Z odległej przeszłości i mroków dzieciństwa pamiętam oczywiście postać wilka z Czerwonego Kapturka (och jak się go bałam!), czytanego mnie i siostrze przez tatę „Białego kła” Jacka Londona oraz już samodzielnie lata później „Nie taki straszny wilk” Farleya Mowata.
Byłam ciekawa historii - można by pokusić się takim uogólnieniem - dwóch wilków: tego dzikiego drapieżnego ssaka z gatunku Canis lupus zamieszkującego lasy Eurazji (Bury) oraz wilka - jak czasami mawiamy o psach owczarkowatych np. o owczarku niemieckim (Bary). Jednak ten nasz książkowy to pies w typie wilka czyli mieszanka kilku ras z dominującą tą, która wpłynęła na jego wilczy wygląd. Jak sama pisze autorka opisując Barego to taki wilczur z domieszką husky, a może i jeszcze dokładką innej rasy psów dużych.
Wiedząc, że częścią tej historii będzie wątek schroniskowy wiedziałam, że prędzej czy później dopadną mnie podczas czytania silne emocje. Stało się to już na samym początku książki, bo wtedy odkrywamy, że piesek Bary trafia pod bramę instytucji opiekującej się bezdomnymi zwierzakami jako zwierzę niechciane, niepotrzebne, potraktowane bardziej jak rzecz, której można się łatwo pozbyć.
Przez ostatnie tygodnie wszyscy miłośnicy zwierząt w Polsce obserwują wiele pozytywnych zmian mających na celu poprawę ustawy o ochronie praw zwierząt i odkrywanie do publiczej wiadomości zjawisk „patoschonisk” czy „patohodowli”- placówek z założenia mających być DLA zwierząt w realnym świecie, a działających często wręcz odwrotnie. Tym bardziej ucieszyłam się, że schronisko trafiło na karty opowieści skierowanej do młodego czytelnika. Zapewne część dzieci je zna, bo mają w domu swoich czworonożnych przyjaciół właśnie z takich placówek. Ale dla innych będzie to coś nowego i powinny wiedzieć, że są takie ośrodki.W naszym domu zawsze funkcjonowała tradycja, że zwierzęta adoptuje się z miejskich schronisk, bo są przepełnione i wiele czeka na wymarzony dom.
Z samej treści książki nie chcę wiele zdradzać. Bo cała przyjemność czytania to nieustanne zadawanie sobie pytania : I co dalej z Burym? Co wydarzy się w życiu Barego?” i odkrywanie na kolejnych kartach jak kolejne lata życia wpływają na obu bohaterów.
Fantastycznym zabiegiem jest pokazanie nam niejako równolegle upływu tego samego okresu czasu dla dzikiego wilka z lasu i miejskiego psa mieszańca w typie wilka. Możemy sobie porównać przebieg życia zwierzęcego dziecka w stadzie i odpowiedzieć sobie na pytanie: jaki los może mu zgotować człowiek będący wyżej w ewolucji i mający niejako z założenia sprawować opiekę nad zwierzętami. Miarą naszej cywilizacji i poziomu rozwoju jest nasz stosunek do zwierząt. Niestety bardzo często daleko nam do wzorowych opiekunów braci mniejszych. Bywamy najokrutniejszym gatunkiem na tej planecie i potwornie mi wstyd za takich ludzi, którzy krzywdzą bezbronne istoty i wykorzystują swoją przewagę.
Malutki Bury mógł cieszyć się życiem w rodzinnym stadzie, zaznał ciepła ciała wilczej matki, opiekuńczość ojca przynoszącego z polowań pokarm, cieszył się obecnością rodzeństwa, z którym razem odkrywał świat, ale i bawił się jak to dziecko. Nie był samotny, bo miał swoje stado i rutynę dnia. Dorastał jak jego już podrosłe rodzeństwo i tak samo przyjdzie się rozwijać kolejnym miotom. Niestety jedyne niebezpieczeństwo dla wilczego stada stanowi człowiek. Z nim często najsilniejszy osobnik może przegrać. Wilki starają się więc człowieka omijać szerokim łukiem i nie wchodzą mu z własnej woli w drogę. Zapach ludzki jest dla nich odrażający i wywołujący strach. Może dlatego tak niewielu z nas spotkało je na swojej drodze.
W tym samym czasie, gdy malutki Bury biegał po lesie i spał przytulony do bliskich w norze pod pniami drzew Bary zaznał od człowieka już na starcie życia przykrych doświadczeń. Gdzieś, w jakimś domu został uznany za niepotrzebnego, oderwany od swojej psiej mamy, choć jeszcze powinna go karmić swoim mlekiem i w chłodną noc podrzucony w kartonie pod schronisko.Tam zajęli się nim pracownicy i zaangażowany wolontariat karmiący go strzykawką czy butelką, przydzielający zastępczą psią mamę oraz innego młodego pieska - żywiołową jak on Mańkę - do zabawy i poprawnego psiego rozwoju.
Każdy kto miał styczność ze schroniskami wie, że młode zwierzęta: szczeniaki i kocięta mają większe szanse na adopcje. Ludzie wolą brać młode osobniki choć takie 2-3 letnie to również wspaniali towarzysze, niby już dorośli ale wciąż pełni energii, zdrowi, ciekawi świata i człowieka. Ale faktem jest, że szczeniak taki jak Bary - jak się okazało okaz zdrowia i psiej energii - szybciej znajdzie dom stały. I tak się na drodze życiowej Barego się oczywiście dzieje. Wypatrzy go para Kasia i Wojtek, którzy zakochają się w psiaku i sprawią, że stanie się cząstką ich życia jako pełnoprawny członek rodziny.
Autorka pokazuje nam tą dobrą stronę adopcji i ten wymarzony wzorcowy model domu dla zwierzaka. Jednocześnie edukuje czytające czy słuchające tej opowieści dzieci jak powinniśmy zajmować się naszymi futrzastym przyjaciółmi, co jest w ich życiu istotne i rozwijające. Mamy tutaj wspaniałe zestawienie dzikiej przyrody (reprezentuje ją wilk Bury) i przyrody udomowionej (reprezentowanej przez psa Barego). Do każdego z tych gatunków należy podchodzić inaczej, ale każdemu należy się szacunek i respektowanie ich naturalnych praw i potrzeb. W przyopadku wilków muskmy też pamiętać by dbać o ich dom czyli ich środowisko naturalne, bo jeśli je zniszczymy wyginie ich gatunek. A to dzieje się na całym świecie przez działalność człowieka cały czas.
Na plus dla kociarzy mamy w tej historii i postać mruczącego towarzysza Barego - kota Chipsa, który w dniu jego adopcji był już rezydentem w tej rodzinie. Bary znał zapach kotów jeszcze ze schroniska i na szczęście nie miał z nimi złych skojarzeń.
I tak jako obserwatorzy z karty na kartę towarzyszymy kolejnym latom dorastania, dojrzewania i zmierzania ku jesieni życia naszych obu bohaterów. Powiem szczerze, że bardzo dużo o życiu dzikich wilków nie wiedziałam. Tym bardziej parę razy byłam zaskoczona niektórymi faktami i z ciekawością czytałam jak dorastają, opuszczają stado, zakładają swoje wilcze rodziny (Bury odnajduje swoją wilczycę Strzałę) i nowe stada i powtarzają ten schemat, który toczy się w przyrodzie od dawna. Jedynym czarnym punktem na ich drodze może być człowiek. Dobrze, że i o tym oraz skutkach działania człowieka pisze Autorka. Przez to historia jest realistyczna i niczego sztucznie nie koloryzuje, a raczej edukuje i wskazuje na dobre i złe strony życia każdego z bohaterów tej książki.
Przy okazji czytania zachwycałam się kolejnymi ilustracjami Marty Rydz-Domańskiej, której możliwości znałam już wcześniej z innych książek i nadal pozostaje jej wielką wielbicielką. Przepiękne rysunki wilka i psa w ich naturalnym otoczeniu (las, dom) są zaletą podnoszącą jakość książki i dodającą smaczku. Czyta się i ogląda z największą przyjemnością.
Niestety - w mojej osobistej opinii - „Bury i Bary” to nie jest ani zabawna, ani lekka lektura. Po drodze oba zwierzaki doświadczają jednak zdarzeń trudnych, kładących na ich życiu głęboki cień. Prześledzimy ich losy do zmierzchu ich życia. Tak jak narodziny czy to wilka z lasu czy psiego miotu w ludzkim domu w zasadzie poza otoczeniem niczym się nie różnią, tak kiedy przychodzi pora odejścia z tego świata i jest ono naturalne i związane z podeszłym wiekiem - i tutaj wilk i pies zostawia za sobą ziemskie życie tak samo - śmierć nie pyta i nie rozróżnia czy byłeś zwierzęciem towarzyszącym czy żyłeś w dzikiej naturze. Mamy więc ukazane w „Burym i Barym” wszystkie tak ważne aspekty życia zwierząt od narodzin do odejścia - by pomiędzy tą klamrą spinającą życie zobaczyć jak mogą potoczyć się losy tych dwóch bliskich, a jednak jakże oddalonych już od siebie gatunków. Już jako dorosłe osobniki wilk i pies w typie wilka mają istotne różnice fizyczne, które są uwarunkowane tym jaki tryb życia prowadzą (jako szczenięta miały najwięcej podobieństw). O tym również wspomina i uczy nas Autorka - tym bardziej chciałabym podkreślić ogromne walory edukacyjne tej książki.
„Bury i Bary” dużo mnie nauczyli. Nie podchodziłam do tej opowieści jak do książki z której wyniosę tyle wiedzy. A jednak ta wiedza fantastycznie wnika w bardzo ciekawą historię obu bohaterów. Wręcz jest tak dobrze wpleciona, że nie czuje się, abyśmy choć na chwilę opuszczali główny nurt powieści. Wnikamy w tą historię z całym wachlarzem emocji, martwimy się, wzruszamy, uśmiechamy, drżymy ze strachu. Cóż może być lepszego nad książkę, która wywołuje taki wachlarz emocji? Mnie po raz kolejny talent, wyobraźnia i styl pisania pani Aleksandry Struskiej-Musiał oczarował i pozwolił odlecieć daleko stąd. Nie było mojego fotela do czytania, herbaty, koca i kota na kolanach. Przez dwa wieczory (bo celowo podzieliłam sobie czytanie na dwa dni) przebywałam wieczorami w dzikim lesie odczuwając na własnej skórze zmienność pór roku i w schronisku, a potem sympatycznym domu bardzo odpowiedzialnych opiekunów.
Reasumując: Latarnica poleca!
Podstawowe dane książki
Tytuł: „Bury i Bary. Wilk z lasu. i pies ze schroniska”
Autor: Aleksandra Struska-Musiał
Ilustracje: Marta Rydz-Domańska
Wydawca: Wydawnictwo BIS, Warszawa 2025
Objętość: 64 stron
Wydanie: I
Kategoria wieku: +5
Oprawa: twarda
Format: 123 x 165 mm
Poniżej okładka front i tył:
Poniżej wyklejka i wybrane rozkładówki:
Poniżej sesja z moją kocicą Myszką, która zawsze towarzyszy mi przy lekturze:
Drugi wieczór czytania...
I po lekturze - sesja z książką :)
Fot. Latarnica / luty 2026
Dziękuję Wydawnictwu bis za możliwość zapoznania się z tą piękną książką i egzemplarz recenzencki. Więcej książek wydawnictwa znajdziecie na wydawnictwobis.com.pl
Latarnica poleca [74]
Przyjmując zaproszenie od Wydawnictwa Bis na napisanie recenzji z powieści Emilii Kieraś „Lapis” zastanawiałam się czy istnieje jakakolwiek nić łącząca tą książkę z profilem mojego blogu i osobistymi zainteresowanymi. Po cichu wierzyłam że tak, patrząc na intrygującą ciemną sylwetkę latarni morskiej na okładce, bowiem - tu będzie wyznanie - ta powieść była już na stałe gościem mojej domowej biblioteczki w swym I wydaniu z 2021 roku, ale od jakichś 2 lat czekała na tzw. swoją chwilę. Czyli ten moment znany wielu nałogowym Czytelnikom, gdy książka stanowczo zawoła z półki i krzyknie mi prosto do ucha: „Teraz chcę być czytana!”.
Nie wiem kiedy nadeszłaby ta chwila i szansa dla „Lapis” (zawsze troszeczkę odstraszała mnie objętość 420 stron - i od razu galopada obaw: „Kiedy ja to szybko przeczytam? Przecież tyle książek papierowych i ebooków czeka w kolejce!”). Ale życie samo podsunęło mi szansę nie do odrzucenia. Skoro właśnie ukazało się nowe, odmienione szatą graficzną II wydanie i mogę o nim napisać to grzechem byłoby z tego zrezygnować. A jeśli latarnia morska jest w jakiś sposób powiązana z treścią „Lapisu” to nie może być bardziej trafnie dobranej książki do profilu mojego bloga. Zaryzykowałam i od razu powiedziałam TAK na taką propozycję. Ta zgoda z góry też niejako wymuszała natychmiastowe sięgnięcie po książkę i zanurzenie się w jej treści. Przecież najpierw trzeba uważnie zapoznać się z dziełem, potem poukładać sobie wszystko w głowie i ostatecznie usiąść do pisania. Bywa, że trudno się zebrać, bywa że w głowie nie formują się żadne konstruktywne zdania, ale… tym razem było całkiem inaczej.
Dziś będąc już po lekturze (a moje obawy co do poruszanej tematyki i objętości były po prostu głupim tłumaczeniem się przed samą sobą, bo czytanie „Lapis” zabrało mi tylko 2,5 wieczora) zupełnie nie mam w pustki w głowie. Wręcz odwrotnie - natłok myśli bombarduje, emocje szarpią, bo jedno można powiedzieć na pewno: „Lapis” nie pozostawia Czytelnika obojętnym wobec tej historii z pogranicza baśni, legendy, opowieści historycznej z nutą dreszczyku, ale i romantyzmu. Ale po kolei. Bo jest tego wiele: pełen wachlarz skrajnych emocji, które co rusz zaskakują i nawet gdy robi się już zbyt późno głowa podpowiada: „Ci… jeszcze tylko jeden rozdział.” I tak od rozdziału do rozdziału skończyłam czytanie w sobotnią noc (weekend to chyba najlepszy czas na spokojne lektury bez presji wstawania do pracy i myślenia o innych codziennych obowiązkach).
Po pierwsze Autorka: Emilia Kiereś. Nie znałam jej książek aż do chwili, gdy z racji poznańskich akcentów trafiło od Wydawcy do mnie jej „Cacko” powieść wielopokoleniowa o poznańskiej rodzinie w klimacie świąt Bożego Narodzenia. Tak, tamtego oku Pani Kiereś odmieniła moje święta i dokonała prawdziwego cudu wigilijnej nocy. Zatem wiedziałam już, że potrafi zagrać na emocjach jak nikt inny i trafia w czułe punkty dostarczając wzruszeń, ale i głębokich przemyśleń o życiu i relacjach.
Tak było i tym razem choć formuła powieści „Lapis” jest zupełnie inna. To nie realistyczna powieść o historii wyimaginowanego miasta. To baśń, to legenda, to tajemnicza historia wyszeptywana kolejnym pokoleniom. Opowieść z mrocznym drugim dnem, z przerażającą Poczwarą, której imienia się nie wymawia, w której więcej jest ciemności niż w niejednej głębokiej jaskini czy starej porzuconej studni.
Po drugie – zbytnio nie spoilerować. Od razu wiedziałam, że ogromnym wyzwaniem będzie napisać o tej książce tak, aby nie zdradzić nic z zaskakujących zwrotów akcji, bo najdrobniejsze ujawnienie fabuły może zepsuć całą przyjemność czytania. To właśnie te zwroty akcji i odkrywanie kolejnych kart jest dla Czytelnika najbardziej ekscytujące. A zagadki do rozwiązania mamy na każdym kroku. W zasadzie w głowie rodzi się co rusz więcej pytań niż otrzymujemy odpowiedzi. Bałam się, że Autorka może o czymś zapomnieć - tak bogato nafaszerowała postacie i zdarzenia w niedopowiedzenia, które w końcu powinny się nam objawić w całej swej klarowności. Postaram się zatem NIC nie zdradzić z kluczowej fabuły i obym się jakimś stwierdzeniem nie zagalopowała za daleko. Bo sama byłabym zła, gdyby przed czasem ktoś ujawnił mi tajemnice bohaterów, miasta i tajemniczej Poczwary.
Akcja „Lapis” zamknięta jest w dwóch zasadniczych częściach rozgrywających się w różnych okresach czasu, a dokładnie dzieli je pół wieku. W części 1 poznajemy głównych bohaterów tego dramatu, bowiem od razu trzeba zaznaczyć, że historia nie jest lekka i pogodna choć dotyczy miłosnego związku miejskiego architekta Tobiasza Hiro i jego wybranki - żony Elżbiety oraz postaci jej brata miejskiego bibliotekarza Benedykta. Ta para (mieszkająca za murami miasta w uroczym domku pośród drzew) to główna oś i wokół niej rozgrywa się tragiczna w skutkach historia o zdradzie, ludzkiej nienawiści, zakłamaniu, strachu, ucieczki od odpowiedzialności za swoje czyny. Miastem rządzą w tym czasie burmistrz i Hrabia Less - postacie totalnie pogruchotane moralnie. A na skraju lasów, które otaczają Lapis mieszka tajemnicza staruszka Ruta ni to miejscowa wiedźma, zielarka, znachorka, osoba stroniąca od ludzi choć gotowa wspomóc tych, którzy do niej przyjda po poradę. Tłem dla życia bohaterów jest miasto LAPIS, wielowiekowa aglomeracja z mroczną historią w tle związaną z jego założycielami - braćmi, którzy dawno dawno temu zachwycili się okolicą i dominującym w terenie wapiennym skałom i zbudowali tam ośrodek miejski. Ale jak to często bywa, tam gdzie na początku jest zgoda i przyjaźń często dochodzi do rozłamu, konflikt i sporu, który kruszy najpiękniejsze więzi i relacje, także rodzinne.
Lapis istnieje już od dawna, ale obecnie, w czasach Tobiasza i Elżbiety żyją w nim ludzie nie do końca otwarci i szczerzy, jakby bojący się mówić prawdę i spoglądać prosto w oczy swemu rozmówcy, uciekający od przeszłości - tak jakbyspojrzenie wstecz budziło nawiększe koszmary, które mogły natychmiast wkroczyć w ich życie. Dawne zatargi i niezakończone spory wciąż wiszą nad Lapis. Niestety czasy, w których żyją bohaterowie nie są łatwe bowiem nadciąga wojna i wróg zbliża się do miasta. Tobiasz jako doskonały architekt pracuje przy budowę murów i fortyfikacji, chce zrobić wszystko by ocalić to miejsce i ocalić mieszkańców. Nie mogę zbyt wiele zdradzić, bo zepsułabym Czytelnikowi te wszystkie przełomowe zdarzenia i zaskoczenia jakie wywołują. Nie spodziewałam się, że na życiu Tobiasza i Elżbiety spoczną tak wielkie cienie doprowadzając do tragicznych zdarzeń. Wojna oczywiście nadchodzi, ale ku zaskoczeniu wszystkich staje się bardziej opowieścią o Dniu Wielkiej Bitwy - jednym dniu konfliktu zakończonego niespotykanym przerażającym wydarzeniem. Poczwara postać z legend, postać opowiadana dzieciom z pokolenia na pokolenie celem straszenia oraz wymuszenia posłuszności staje się faktem realnym. Czas tuż po bitwie jest końcem pierwszej części książki i końcem historii, która serwuje nam więcej pytań niż odpowiedzi.
W części 2 poznajemy parę nowych głównych postaci - w zasadzie przybyszów z zewnątrz - bo wciąż jesteśmy w Lapis i na jego obrzeżach, ale mija całe 50 lat od wojny, a miasto zamawia odrestaurowanie fresków w miejscowej bibliotece oraz namalowanie nowych ukazujących historię Lapis. I tak do miasta przybywa 12-letnia Irenka ze swoim ojcem malarzem – wdowcem pełnym smutku i żalu, dla którego to całkiem normalne, że co jakiś czas zmienia miejsce zamieszkania i podejmuje się kolejnych artystycznych zleceń. Ta dwójka zamieszka w bibliotece u wciąż żyjącego Benedykta – brata Elżbiety. Artysta z oddaniem i pasją podejmuje się nowej pracy, a mała Irenka niestety po raz kolejny musi przyzwyczaić się do nowgo miejsca i nowych ludzi. Poznaje tam rówieśnika Cyryla, która pomaga dorywczo w bibliotece Benedyktowi. Dziewczyna jest osobą bystrą, spostrzegawczą i ciekawą świata. Wjeżdżając nocą do miasta zauważa smugi światła tańczące na niebie, a pomiędzy drzewami majaczyła jakaś tajemnicza budowla. Dostrzega też dziwną staruszkę spoglądającą przy drodze na te światła. W samym budynku, który odtąd jest jej kolejnym czasowym domem, odkrywa dziwnągłęboką szczelinę w murach spętą mocnymi klamrami, z ciemności której w nocy słyszy dziwne głosy i szepty. Okazuje się, że nowe miejsce skrywa dużo tajemnic i nikt nie chce o tym mówić ani wracać do przeszłości. Ale ją takie podejście nie satysfakcjonuje. Na własną rękę zacznie stawiać odważne pytania i odkrywać karty dotyczące historii miasta, tajemniczej Poczwary, wiedźmy Ruty, ale przede wszystkim od początku chciała za dnia zobaczyć tajemniczą budowlę i jej mieszkańca.
I tak do książki wkracza latarnia morska i jej obecność ma jak najbardziej sens, choć Lapis nie leży nad morzem. Wszystko wyjaśni się w kolejnych rozdziałach, a osobą podtrzymującą światło na wieży okazuje się Stary Tobiasz, mąż Elżbiety, która w niewyjaśnionych okolicznościach zniknęła przed laty… Tobiasz jest teraz niemową z wyboru, ale jak wiadomo wielkie traumy często tak działają na ludzi, a każdy wie że on przeżył lata temu coś przerażającego podczas Wielkiej Bitwy.
Irenka to dziewczyna, która odmieni los Lapis. Przez swoją ciekawość, ale i wielkie serce gotowe nieść ludziom pomoc decyduje się na podjęcie wręcz heroicznych działań. I tak naprawdę nic więcej nie mogę dodać. Reszta tkwi w fabule - genialnej, wciągającej, mrocznej, ale niosącej ostatecznie ulgę i radość oraz odkupienie win. Nawet tych sprzed setek lat. Lapis nie musi być przeklęte i skazane na powolny upadek.
Tak więc sens ilustracji latarni morskiej na okładce I wydania i rysunku otwierającym część II książki w nowej edycji ma wielkie uzasadnienia. A dla mnie jako miłośniczki latarni morskich dało ogrom dodatkowych pięknych opisów i zdarzeń rozgrywających się w wieży.
W usta Ruty Autorka wplata trafne i piękne stwierdzenie:
[…] Latarnia przypomina mi zawsze, że każdy mrok można rozjaśnić. Wtedy czuję się bezpieczna i wiem, że nic mi nie grozi.
I w zasadzie mogłoby to być mottem całej książki. Bowiem dla miasta Lapis latarnią stała się nastoletnia Irena, która nie bała się podjąć naprawdę odważnych misji uratowała jego przyszłości, ale i wybielenia przeszłości z tego co złe i podłe. Książka ukazuje prawdziwą ludzką naturę oraz fakt że często naszymi decyzjami kierują te najgorsze uczucia. Ale jeśli tylko można to jakoś naprawić zawsze należy iść w kierunku świata i prawdy.
Na koniec krótka uwaga od nieuleczalnej kociary, którą niewątpliwe jestem. W książce występuje postać rudego kota, który mieszka razem z Rutą. To miły zwierzęcy akcent, który zawsze rozgrzewał moje serec w wielu scenach rozgrywających się z tajemniczą staruszką.
Jestem oczarowana tą historią, nie przeszkadza mi zupełnie wątek tajemniczej Poczwary przełamującej konwencję powieści realistycznej, wręcz dodaje jej to uroku. Jako ludzkość lubimy tajemnice i lubimy je rozwiązywać. Tutaj rozwiazanie całej historii naprawdę każdego zaskoczy. A plan jaki ma na wszystko Irena to już prawdziwy literacki majstersztyk. Pamiętajmy to co ciemne rodzi się w gniewie i pragnieniu zemsty, nie dopuszczajmy NIGDY do takich chwil. Bohaterowie „Lapis” boleśnie odczuli na swojej historii skutki złych ludzkich emocji.
Emilia Kiereś napisała kolejną wybitną książkę, która spodoba się starszym dzieciom i dorosłym. Ja jestem oczarowana, wciąż poruszona i nie żałuję ani jednej minuty oddanej tej lekturze. Żałuję może jednego - że tak długo dałam na siebie czekać tej książce. Ale może tak miało być. Może czekała na ten właściwy czas.I on nadszedł tej zimy.
Reasumując: LATARNICA poleca!
Podstawowe dane książki
Tytuł: „Lapis”
Autor: Emilia Kiereś
Okładka i Ilustracje: Marta Rydz-Domańska
Wydawca: bis
Objętość: 376 stron
Wydanie: II (pierwsze w tej edycji)
Data premiery nowej edycji: 10 luty 2026, Warszawa
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Format: 135 x 205 mm
Kategoria wieku: +10 lat
Dostępna wersja audio
Poniżej okładka front i tył
Poniżej ilustracje rozpoczynające dwie części książki
Poniżej skrzydełko z Autorką i strona tytułowa oraz dwa dotychczaowe wydania "Lapisu" w różnej szacie graficznej
Poniżej sesja z moją domową modelką Myszką
Fot. Latarnica/luty 2026
--------------------------------------
Dziękuję Wydawnictwu bis za możliwość zapoznania się z tą piękną książką i egzemplarz recenzencki. Więcej książek wydawnictwa znajdziecie na wydawnictwobis.com.pl
Latarnica poleca [73]
W samym środku mroźnej polskiej zimy (ech, nie było takich zim od lat!) dotarła do mnie książka „Pogoda dla puchaczy. Zima” będąca kontynuacją historii o tym samym tytule czytanej złotą jesienią. Wtedy miałam sposobność po raz pierwszy tak z bliska przyjrzeć się życiu tych ciekawych leśnych ptaków, bowiem – nie będę ukrywać – nic na ich temat nie wiedziałam. Mając w pamięci wyzwania natury jakie stawia przed nimi jesień z ogromną przyjemnością usiadłam do czytania opowieści zimowej. To chyba jedyna pora roku, która stawia całej przyrodzie tak wielkie wyzwania.
Autor Marcin Kozioł ukazuje nam dalsze losy dorastających puchaczowych bohaterów – trójki rodzeństwa, która opuściła rodzinne gniazdo - znanych z jesiennej przygody. Zimowy czas, który zaskakuje ich nieznanymi widokami i zjawiskami pogodowymi (to ich pierwsza zima! - wszystko jest nowe, nieznane, bywa że trochę przerażające) spędzają razem: dziewczynka Bubisia i chłopaki: Bubel i Bubuś. Jesienią przyszło im się pożegnać z bratem o imieniu Bubbo, który jako pierwszy znalazł to co jest przeznaczeniem puchaczy – odkrył gdzie jest jego miejsce na ziemi czyli usłyszał głos natury i odnalazł swój kawałek lasu. Teraz trójka rodzeństwa trzyma się razem i próbuje rozgryźć to co widzi wokół siebie. A zmiany w przyrodzie są ogromne. Nikt ich na to nie przygotował. Nawet rodzice. Co chwile coś ich zaskakuje.
Książka „Pogoda dla puchaczy. Zima” to przy okazji jednej zimowej leśnej opowieści (w której znajdziemy też elementy marzeń sennych - dzięki którym zdobędziemy wiedzę o górach lodowych i grenlandzkich puchaczach o białym upierzeniu) bardzo sympatycznie i lekko podawana wiedza o naszej krajowej przyrodzie. Mamy też epizod pełen grozy, gdy Bubisia ulega wypadkowi wskutek żartów braci, gdy staje się żywą śnieżną kulą. Bohaterowie drugiego planu – reprezentacji świata fauny (zimą poznamy m.in. ptaki jerzyki, żubry, psy wykorzystywane w psich zaprzęgach) pokazują nam jak żyją, czym się zajmują, a to wszystko dzięki treści i ilustracjom zostaje w głowie młodego człowieka. Taki sposób edukacji przez książki zawsze do mnie przemawiał. Sama pamiętam do dziś tzw najważniejsze książki dzieciństwa. One właśnie często zostały we mnie w postaci trwale zapamiętanych informacji o pewnych zjawiskach, zwierzętach, miejscach.
Książki, które pisze dla młodych czytelników Marcin Kozioł o puchaczach i ich zwyczajach podczas pór roku mogą być czytane maluchom z przedszkola a i dzieci początkujące w umiejętności radzenia sobie z tekstem drukowanym mogą po nie sięgać, bo mają małą objętość, duże liternictwo, krótkie rozdziały, wygodny format.
Jak zawsze – w ramach cyklu – nowe rozdziały otwierają tzw. strony popularnonaukowe. Są to wyróżniające się graficznie i niepowiązane z treścią główną książki informacje podane jak najbardziej przystępnie dla młodego czytelnika o zjawiskach, które pojawiają się w zimowej puchaczowej przygodzie. Dziecko może nie do końca wiedzieć, co znaczy dane pojęcia i te wstawki mają na celu pomóc w zrozumieniu pewnych zjawisk i zdarzeń. Jest to też fajny przyczynek do dyskusji z rodzicem o tym co właśnie przeczytali. Może już sami znają któreś z opisywanych trudniejszych pojęć?
Jako, że aktualnie czytałam tom zimowy, Autor pomaga zrozumieć takie zjawiska jak:
– najkrótszy dzień w roku i co to znaczy dla rytmu dobowego i ilości światła,
– czym jest sen zimowy i kogo dotyczy,
– co to takiego góra lodowa,
– czym jest śnieg i z czego się składa,
– lód, szron, czyli dlaczego się przewracamy przy gołoledzi,
– przepiękne barwą zjawisko zorzy polarnej – coraz częściej do zaobserwowania również w Polsce.
Książka o tematyce przyrodniczej może stać się w przyszłości dla poznających ją teraz dzieci bazą pod rozwój pasji, kierunkowe kształcenie bądź realizację w praktyce zawodów związanych z takimi naukami i dziedzinami jak: geografia, biologia, zoologia, weterynaria, leśnictwo czy meteorologia.
„Pogoda dla puchaczy” to już zamknięta 4-tomowa SERIA książek, którą łączą bohaterowie z gatunku Bubo bubo oraz następujące po sobie pory roku. Czytać można według potrzeb, aktualnej pory roku lub jak dusza zapragnie – co akurat nas w danej chwili zainteresuje. Tak czy inaczej zawsze przyswoimy sobie nową porcję wiedzy – co ciekawego dzieje się w puchaczowym świecie i lesie o danej porze roku. Książka ma aktualnie swoją II edycję. Jest pięknie ilustrowana przez Małgorzatę Piędel, która z wyczuciem oddaje cechy charakterystyczne zmian w pejzażu podczas 4 pór roku oraz przepięknie rysuje zwierzęta.
Książki o puchaczach Wydawnictwa Bumcykcyk są dostępne również jako audiobooki w Legimi. „Pogodę dla puchaczy” (cała serię) czyta genialny Jarosław Boberek. Czysta przyjemność słuchania!
Reasumując: Latarnica poleca!
Podstawowe dane książki
Tytuł: „Pogoda dla puchaczy. Zima”
Autor: Marcin Kozioł
Ilustracje: Małgorzata Piędel
Wydawca: Bumcykcyk
Objętość: 64 stron
Wydanie: II
Kategoria wieku: +5
Oprawa: twarda
Format: 170 x 245 mm
Wersja audio czyta: Jarosław Boberek
Poniżej okładka front i tył: oraz tomy jesienny i zimowy
Poniżej wybrane rozkładówki książki:
Poniżej: śnieżna zima to idealny czas na taką lekturę
Poniżej modelka Mysza z puchaczami - edycja zimowa:
Fot. Latarnica / 2026
_____________
Dziękuję Autorowi i Wydawnictwu BumCykCyk za możliwość zapoznania się z tą książką i egzemplarz recenzencki.
Latarnica poleca [72]
Po wizycie egzotycznego gościa w wombaciej rodzinie w 3 tomie przygód małej reporterki Malinki nadeszła pora na kolejną wielką przygodę w australijskim lesie. Tym razem głównym bohaterem nie jest przybysz z daleka, ale mieszkający niemal po sąsiedzku młody Koala. Koala to ssak z rodziny torbaczy, roślinożerca egzystujący głównie na drzewach i przesypiający 18 godzin na dobę. Popularnie nazywany jest misiem koalą bowiem wizualnie przypomina puchatego pluszaka, ale z niedźwiedziami nie ma nic wspólnego. Jak wiadomo koale to gatunek żyjący tylko na kontynencie australijskim, objęty całkowitą ochroną, bowiem liczne długie okresy suszy i przechodzących przez kontynent pożarów mocno uszczupliły populację tych zwierząt.
Poniżej koala australijski:
Fot. 2x wikipedia.org
Malinka Wombat - znana już młodszym czytelnikom ze swych reporterskich relacji - tym razem udaje się ze swoją mamą na Chi-Chi Górkę, która zawsze wprawia ją w dobry nastrój. Jej mama – malarka z zamiłowania – w pełni wyposażona w sprzęt do uprawiania sztuki na łonie natury – wędruje z córką, aby mile spędzić gorący dzień w pięknych okolicznościach przyrody.
Po drodze zostają zaskoczone przez kogoś w przebraniu, z maską koguta na głowie. Okazuje się, że mały Koala postanowił je nieźle nastraszyć. Wyrwał się na samotną wędrówkę z rodzinnego domu mimo że jego mama bardzo się martwi nieobecością potomka.
Koala okazuje się niezłym żartownisiem i pstonikiem. Zachęca Malinkę i jej mamę do wysiłku fizycznego, ćwiczeń gimnastycznych wszelakich dyscyplin i zabawy w terenie. Mama jednak odmawia takiego wf-u, ale chętna jest wszystkich ćwiczących namalować. Dołącza do nich niezła ekipa znajomych: Pan Emu, Kangurek, Dżdżownica Matylda i brat wombaci Klops (oczywiście miłośnik klopsów). Bohaterowie przywdziewają urocze sportowe stroje i podejmują rywalizację. Ćwiczenia mają miejsce pod czujnym okiem dowodzącego tymi działaniami małego Koali. Po drodze spotykają też stadko żab z panem Ropuchem oraz ćwiczącą grupe jaszczurek Gekonów. Australijski las pełen jest aktywnych zwierząt korzystających z uroków natury.
Każdy kolejny tom cyklu o reporterce Malince to podana w przystępny sposób edukacja i pogodne treści. W prostą przygodę zwierzęcych bohaterów Autor Marcin Kozioł przemyca istotne informacje o danych gatunkach zwierząt, ich środowisku życia, kontynencie australijskim. Dla nas europejczyków to pełna egzotyka i niewiele osób zobaczy te zwierzęta na własne oczy w ich naturalnym otoczeniu. Lasy Australii skrywają ciekawe gatunki zwierząt, które doskonale sprawdzają się jako bohaterowie książeczek dla dzieci i zabawki, które można przytulać. W niejednym domu w pokoju dziecięcym znajdziemy koale, kapibary czy kangury.
Tradycyjnie książkę zilustrowała Monika Urbaniak. Walory wizualne w lekturach dla młodszych dzieci to podstawa. Obrazki muszą przyciągnąć zainteresowanie dziecka i w przypadku tej artystki na pewno tak jest, bowiem kolorowe kadry z życia bohaterów są pełne żywych barw, drobiazgów, które przykuwają uwagę a detale ilustracji skłaniają do tego, że można podczas lektur dodatkowo o nich porozmawiać. Ja osobiście mam wielką przyjemność oglądania tych małych dzieł sztuki. Gatunki zwierząt oddane są z precyzją ale i fantazja podporządkowana treści i przygodzie.
Ostatnie strony książki - to w nawiązaniu do poprzednich tytułów serii - najważniejsze informacje na temat gatunku jakim są koale. Zebrał je słynny brat Malinki podróżnik Maksymilian (relacje z jego przygód można przeczytać w książkach z innej serii dla starszego czytelnika) Ta wiedza w pigułce usystematyzuje to co o koalach dowie się młody czytelnik na podstawie właśnie poznanej najnowszej przygody Malinki w australijskim buszu.
Zalety serii o Malince Wombat:
- rozwija wyobraźnię
- przepiękna szata graficzna
- prosta jedna przygoda na dany tom
- edukuje o kontynencie australijskim
- przemyca w zabawnej historii wiadomości o gatunkach zwierząt
- bawi opisanymi historiami i śmieszy żartami sytuacyjnymi
- wygodny format i idealna objętość
- może być czytania lub wysłuchana
Książki Wydawnictwa Bumcykcyk są dostępne także jako audiobooki w Legimi. „Malinkę Wombat i Koalę” czyta – podobnie jak poprzednie tomy - Dominika Sell-Kukułka. Warto sięgąć i po takie formę zapoznania się z książkami. Mogą towarzyszyć dziecku przy zabawie, być tłem dnia a jednocześnie przekazywać pozytywne treści przykuwające uwagę.
Reasumując: Latarnica poleca!
Podstawowe dane książki
Tytuł: „Malinka Wombat i Koala
Autor: Marcin Kozioł
Ilustracje: Monika Urbaniak
Wydawca: Bumcykcyk
Objętość: 32 stron
Kategoria wieku: +4
Oprawa: twarda
Format: 220 x 265 mm
Poniżej okładka front i tył oraz piękno serii:
Poniżej przepiękna wyklejka w aborygeńskim stylu, a Malinka Wombat to już wielotomowa seria:
Poniżej wybrane rozkładówki z cudnymi ilustracjami Moniki Urbaniak:
Poniżej moja modelka Mysza i jej australijska przygoda z Malinką Wombat i Koalą:
Fot. Latarnica / 2026
________________________
Dziękuję Autorowi i Wydawnictwu BumCykCyk za możliwość zapoznania się z tą książką i egzemplarz recenzencki.
Najlepsze lektury 2025 - ranking osobisty [2]
Drugi odcinek podsumowujący lektury 2025 roku jest dla mnie zawsze o niebo trudniejszy. Nie jest bowiem łatwo wybrać powieści roku - zwłaszcza że ten gatunek przeważa w ilości całorocznej. Większość z nich otrzymała maksymalną notę zatem można by ogólnie stwierdzić, że wszytskie były doskonałe. A jednak muszą być te lepsze od innych. Zatem po długich przemyśleniach i selekcji tak wyglada mój ranking:
PODIUM za powieści za rok 2025: (kolejność przypadkowa)
W środku nocy – Riley Sager
To miało być typowe lato w New Jersey...
Najgorsza rzecz, jaka kiedykolwiek wydarzyła się na Hemlock Circle, miała miejsce na podwórku Ethana Marsha. Pewnej lipcowej nocy, dziesięcioletni Ethan i jego najlepszy przyjaciel, Billy, zasnęli w namiocie rozstawionym na trawniku cichej, uroczej uliczki w New Jersey. Rano Ethan obudził się sam. W nocy ktoś rozciął namiot i zabrał Billy'ego. Chłopiec nigdy nie został odnaleziony.
Trzydzieści lat później Ethan wraca do rodzinnego domu. Nękany koszmarami i bezsennością zaczyna dostrzegać dziwne rzeczy dziejące się w środku nocy. Ktoś zdaje się krążyć po cichej uliczce o dziwnych porach, a w ogródku Ethana wciąż pojawiają się ślady obecności Billy'ego. Czy ktoś robi sobie okrutne żarty? A może Billy, którego od dawna uważano za zmarłego, w jakiś sposób powrócił na Hemlock Circle?
Czy Ethan odkryje co stało się tamtej nocy?
W najnowszym, zapierającym dech w piersiach thrillerze od autora bestsellerów „New York Timesa” Riley'a Sagera, mężczyzna musi zmierzyć się z dawnym zniknięciem swojego przyjaciela z dzieciństwa, jak i z mrocznymi sekretami, które kryją się tuż za bezpiecznymi granicami jego idealnego, idyllicznego sąsiedztwa.
Nie kłam – Freida McFadden
Nowożeńcy Tricia i Ethan w poszukiwaniu idealnego miejsca do życia trafiają do położonego na odludziu domu. Dawniej należał do doktor Adrienne Hale – znanej psychiatrki, która zniknęła bez śladu cztery lata temu. Gdy nadciąga gwałtowna śnieżyca i odcina im drogę powrotu, para zostaje uwięziona w posiadłości.
Znudzona Tricia zaczyna badać zakamarki budynku i przypadkiem odkrywa ukryty pokój. W środku znajduje kasety z nagraniami sesji terapeutycznych doktor Hale. Każda kolejna taśma ukazuje szokujące szczegóły, a sieć kłamstw zaczyna się rozpadać.
W końcu Tricia dociera do ostatniej kasety.
Kasety, która zmienia wszystko.
Piękna brzydota – Alice Feeney
Na tajemniczej wyspie na końcu świata czeka na niego prawda…
Ale czy na pewno chce ją poznać?
Dla Grady’ego Greena, popularnego autora, to jednocześnie najlepszy i najgorszy dzień w życiu.
Kiedy dzwoni do swojej żony, aby podzielić się z nią ekscytującymi wieściami, przeżywa koszmar na jawie. Słyszy, jak Abby wciska hamulec, zaniepokojona dziwnym zdarzeniem na drodze, wysiada z samochodu, a potem… Nastaje cisza. Kiedy Grady w końcu znajduje jej samochód na krawędzi klifu, reflektory są włączone, drzwi kierowcy otwarte, jej telefon wciąż tam jest… ale po jego żonie nie ma śladu.
Rok później Grady nadal jest pogrążony w żalu i niepewności. Desperacko pragnie się dowiedzieć, co spotkało Abby. Tamtego dnia stracił nie tylko żonę – stracił wszystko, co kiedykolwiek się dla niego liczyło. Nie może spać ani pisać, jest zatem na najlepszej drodze, aby całkowicie zaprzepaścić swoją karierę. W poszukiwaniu inspiracji oraz ciszy wyjeżdża na maleńką szkocką wyspę. Właśnie tam widzi coś, co nie może być prawdą – kobietę, która wygląda dokładnie jak jego zaginiona żona.
ODE MNIE: te wszystkie trzy thrillery - a każdy jest całkiem inny - totalnie mną wstrząsnęły, najdłużej zapadły w pamięci i nie mogłam się oderwać od nich mimo strachu co przyniesie każdy kolejny rozdział i co zgotował bohaterom Autor.
Wyróżnienia za powieści za rok 2025 otrzymują: (kolejność przypadkowa)
Zęza – Ewa Przydryga
Zatoka Gdańska, zaginiona kobieta, mroczne tajemnice rybaków, stara latarnia. I morze wzburzone od kolejnych zbrodni.
Wracający z połowu Jakub natrafia na dryfujący samotnie jacht swojej żony, piosenkarki Giny Szado. Na pustym pokładzie mężczyzna znajduje liczne krwawe ślady. Po koncercie, który kobieta dała zeszłej nocy, Gina nie wróciła do domu. Służby rozpoczynają poszukiwania na morzu – bezskutecznie
Z czasem Jakub odkrywa, że jego żona miała wiele sekretów. Dociera do jej fanów, stalkerów, trafia na pogróżki. I wreszcie na niepokojący przedmiot ukryty głęboko w ich łóżku… Tropy prowadzą do starej latarni morskiej w Stilo, gdzie w przeszłości Giny zdarzyła się jeszcze inna tragedia. Rodzinne biwakowanie przerwała wtedy śmierć. Jak się okaże, nieprzypadkowa…
Jakie jeszcze mroczne sekrety skrywa Bałtyckie Wybrzeże?
Ewa Przydryga oddaje głos morzu i ludziom morza. Odkrywa tajemnice rybaków i pewnego latarnika. Zęza to opowieść targająca emocjami niczym sztorm. Z siłą żywiołu udowadnia, że każde zło, choćby ukryte na dnie, wreszcie wypłynie na powierzchnię.
Wypadek – Freida McFadden
Koszmar, przed którym ucieka, to nic w porównaniu z tym, dokąd zmierza...
Samotna i ciężarna, Tegan postanawia raz na zawsze zostawić wszystko za sobą. Wyrusza do swojego brata, ale zamiast do bezpiecznego azylu, trafia w sam środek śnieżycy.
Nigdy nie dociera na miejsce.
Z samochodem w śniegu i złamaną kostką Tegan utknęła w głuszy. Pomoc przychodzi niespodziewanie, gdy para nieznajomych zabiera ją do swojego domu.
Jednak coś jest nie tak. Tegan myślała, że czeka na koniec burzy. Nie wiedziała, że wpadła w sidła. Teraz musi zrobić wszystko, by uratować siebie i swoje nienarodzone dziecko.
Bo tym razem nie ma dokąd uciec…
„Zapierające dech w piersiach zwroty akcji i nieustanne napięcie… Wypadek ma wszystko, co powinien mieć doskonały thriller. Nie mogłam – powtarzam – nie mogłam się oderwać!”. TESS GERRITSEN
Papier, kamień, nożyce – Alice Feeney
Myślisz, że w twoim małżeństwie nie ma tajemnic? Tak ci się tylko wydaje…
Gdy Amelia Wright wygrywa weekend w Szkocji, ma nadzieję, że pobyt z mężem na odludziu pomoże jej naprawić rozpadający się związek. Kobieta nie może znieść tego, że jest przez Adama niezauważana. I to nie dlatego, że cierpi on na prozopagnozję, przez co nie jest w stanie rozpoznać twarzy nawet własnej żony. Największym problemem w tej relacji jest pracoholizm mężczyzny. Scenarzysty, który wciąż czeka na przełom w karierze.
Oboje wiedzą, że ten weekend zaważy na ich przyszłości, ale nie wiedzą, że nie wygrali tej wycieczki przypadkowo. Ktoś ma wobec nich własne plany.
I nie chce, by żyli długo i szczęśliwie. To nie moje imię – Megan Lally
Ty, ja, ona – Sue Watson
TY: Mój przystojny mąż Tom. Dałeś nam wszystko – naszego pięknego syna i ten cudowny dom z widokiem na morze. Chcę ci ufać, ale wiem, że nie byłeś ze mną szczery w kwestii powodu, dla którego chciałeś się tu sprowadzić. Ja również nie byłam z tobą szczera…
JA: Gdy Tom nalewa mi kieliszek schłodzonego wina i całuje mnie w usta, składam milczącą obietnicę. Zapomnę o przeszłości. Dla dobra naszego syna będę walczyć o tę rodzinę, bez względu na wszystko.
ONA: Chloe to jedyna osoba, z którą się zaprzyjaźniam po przeprowadzce. Uwielbiam nasze długie lunche, nawet gdy zadaje wtedy wścibskie pytania na temat mojego małżeństwa. Tom nienawidzi tego, że spędzam z nią czas, ale ignoruję jego ostrzeżenie, by trzymać się od niej z daleka. Widziałam to, jak na nią patrzy. Wrogów lepiej trzymać blisko…
Może ci się wydawać, że wiesz, co się dzieje w moim małżeństwie, ale to nieprawda. Pewne są tylko trzy rzeczy.
Ktoś kłamie. Ktoś znajduje się w niebezpieczeństwie. Ktoś jest zabójcą.
Willa – Ruth Kelly
Reality show na śmierć i życie To ma być najlepsze reality show. Dziesięcioro uczestników. Luksusowa willa na prywatnej wyspie. Każda chwila transmitowana na żywo do globalnej publiczności, która ma całkowitą kontrolę nad rywalizującymi o nagrodę pieniężną. Reporterka Laura ma zdobyć informacje na temat innych uczestników. Kiedy jednak rozpoczynają się rozgrywki, szybko okazuje się, że jest zdana na łaskę bezwzględnego producenta, który zrobi wszystko, by zwiększyć oglądalność programu. Każdy uczestnik, w tym Laura, kryje w sobie coś więcej, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Wszyscy mają sekrety, które chcieliby ukryć, a presja w raju szybko osiąga punkt wrzenia. Jak daleko posuną się uczestnicy, aby zdobyć głosy widzów?
Zła siostra - Claire Douglas
Tasha zawsze pozostawała w cieniu swojej starszej siostry, Alice.
Kiedy Alice zdaje sobie sprawę, że Tasha ma problemy – nie ma pieniędzy, wychowanie dwójki dzieci jest pracochłonne – sugeruje, żeby zamieniły się na tydzień rolami. Alice i Kyle zostaną w skromnym domu Tashy, żeby zająć się bliźniaczkami, zaś Tasha i jej mąż Aaron będą się mogli odprężyć w weneckim apartamencie Alice.
Niestety, kilka dni po zamianie ról rozgrywa się tragedia. Tasha odbiera telefon i dowiaduje się, że Alice jest w szpitalu, a Kyle został zabity przez intruza, który pojawił się w nocy w domu Tashy. Policja uważa, że było to włamanie, które zakończyło się tragicznie.
Ale potem w skrzynce na listy pojawia się wiadomość „To miałaś być ty”.
KTO WŁAMAŁ SIĘ DO DOMU TASHY TAMTEJ NOCY I DLACZEGO?
CZY RZECZYWIŚCIE TO TASHA JEST CELEM?
Najlepsza powieść azjatycka (kolejność przypadkowa)
W księżycowym lesie – Michiko Aoyama
Zafascynowany Księżycem Taketori Okina przekształcił pasję w popularny podcast. Każdego dnia setki słuchaczy odnajdują wytchnienie, wsłuchując się w jego kojący głos. Pielęgniarka, która niedawno porzuciła pracę, kurier, który chciałby być komikiem, uczennica marząca o wolności – wszyscy stoją na rozdrożu, gotowi zmienić swoje życie. Taketori może być tym, który zainspiruje ich do dokonania właściwych wyborów. A co sam otrzyma w zamian?
Księgarnia wspomnień – Song Yo Jeong
Które chwile ze swojego życia byś wybrał, gdybyś mógł przeżyć je jeszcze raz?
Życie Jiwon zaczęło rozpadać się, gdy zachorowała jej matka. Po ośmiu latach zmarła, a kolejne siedem lat minęło dziewczynie na przeżywaniu żałoby. Pewnego deszczowego dnia, gdy Jiwon zaczyna czuć, że życie ją przerasta, trafia na tajemniczą księgarnię, gdzie w nieskończonej liczbie książek przechowuje się wspomnienia.
Księgarnia pojawia się przed osobami, które pragną odejść z tego świata. Właścicielka przybytku składa im niezwykłą ofertę: w zamian za część przyszłego życia mogą trzykrotnie powrócić do przeszłości.
Przeglądając półki, Jiwon zdaje sobie sprawę, że nie ma już nic do stracenia. Postanawia cofnąć się w czasie, by uratować swoją matkę. Otwierając kolejne woluminy w Księgarni wspomnień, wyrusza w podróż, która zmieni wszystko… a najbardziej ją samą.
Kwiat wiśni i czerwona fasola – Durian Sukegawa
Słodko-gorzka opowieść o życiu i naleśnikach
Sentaro, chłopak bez wykształcenia, z trudną przeszłością i pogrzebanymi marzeniami o karierze pisarza, pracuje w sklepiku z dorayaki - tradycyjnymi naleśnikami nadziewanymi słodką pastą z czerwonej fasoli. Niestety interes nie idzie tak dobrze jak powinien, a klienci rzadko zaglądają po słodkości. Na dodatek Sentaro czuje, że życie przecieka mu przez palce i tylko kwitnące wiśnie przypominają o upływie czasu.
Pewnego dnia próg jego sklepu przekracza staruszka Tokue, która potrafi przygotować doskonały farsz do dorayaki. Starsza pani zaczyna uczyć tej sztuki Senatro, a jej talent kulinarny i mądrość na zawsze odmieniają życie chłopaka. Gdy przeciwności losu i społeczne uprzedzenia wystawią ich relację na próbę, bohaterowie będą musieli odpowiedzieć na pytanie, co jest w ich życiu najważniejsze.
Kwiat wiśni i czerwona fasola to wzruszająca, pełna ciepła opowieść o zrozumieniu, radzeniu sobie z trudną przeszłością i przynoszącej odkupienie sile przyjaźni.
Najlepsze książki dla dzieci i młodzieży roku 2025: (kolejność przypadkowa)
Lato, gdy mama miała zielone oczy – Tatiana Tibuleac
Aleksy, kipiący gniewem nastolatek, po ukończeniu szkoły zamierza pojechać z kolegami do Amsterdamu, zamiast tego jednak udaje się z matką na wieś do Francji. Mają spędzić razem lato. Ich trudna relacja powoli się odmienia, aż w końcu – na krótko – przechodzi w autentyczną bliskość.
Po latach, już jako uznany artysta, Aleksy powraca pamięcią do dni spędzonych z mamą i w swoim wściekło-lirycznym monologu stopniowo – w serii retrospekcji i narkotycznych malarskich wizji – dociera do istoty tego, co wówczas przeżywał i czuł.
Psyjaciele – Marcin Kozioł
Bichon, seter, jamnik, doberman, bokser i ratlerek… Ani psów, ani ich przygód przedstawionych na kartach tej księgi nikt nie wymyślił. To opowieści z Archiwum Historii Niezwykłych. Niekiedy trudno w nie uwierzyć, niekiedy trudno przestać się z nich śmiać. Ale uwaga! Zawsze trudno się od tej księgi oderwać.
ODE MNIE: Moja recenzja z tej książki w archiwalnym wpisie:
https://latarnica.pl/2025/10/31/latarnica-poleca-70/
Mała Lotta i renifery – Holly Webb
Mała Lotta spędza święta u prababci w Norwegii. Lotta jest z tego powodu bardzo szczęśliwa, bo może robić mnóstwo fascynujących rzeczy: jeździć na sankach, spacerować po zaśnieżonych polach i odwiedzać pastwiska ze stadami reniferów. Dziewczynka najbardziej zachwycona jest reniferami. Lotta uwielbia słuchać, jak prababcia Erika opowiada o czasach swojego dzieciństwa, gdy wędrowała ze stadem reniferów przez śnieżną północ Norwegii. Lotta też marzy o takich przygodach. Nie wie, że jej marzenie się spełni... Pewnej nocy, tuż przed Bożym Narodzeniem, Lotta budzi się w świecie z opowieści swojej prababci. I musi się zaopiekować łanią renifera oraz jej młodym.
Najlepsza książka z kocimi bohaterami (bez granicy wiekowej) 2025 roku: (kolejność przypadkowa)
Sekretna kocia piekarnia – Heleny Laks
Pewnego razu Wilbur i Pchełka, dwa wyjątkowe koty, odkrywają tajemny tunel, który prowadzi do mrocznego pomieszczenia. Wilbur wpada na pomysł, by w tej kryjówce urządzić… piekarnię! Wkrótce ich wypieki – drożdżówki z grochem, pączki z ziemniakiem, keks z kocimiętką i pomidorem stają się słynne w całym Tallinnie. Sława kociej piekarni dociera do Aksela, starego kocura, który postanawia bezpardonowo rozprawić się
z konkurencją… Zabawna, pełna kocich czarów opowieść o spełnianiu marzeń, odwadze i przedsiębiorczości.
ODE MNIE: recenzja
https://latarnica.pl/2025/05/16/latarnica-poleca-66/
Koty z Shinjuku – Durian Sukegawa
Rozrywkowa dzielnica Tokio, lata 80. XX wieku. Sfrustrowany, niepotrafiący się odnaleźć w życiu Yama trafia do knajpy z zamiarem utopienia smutków w alkoholu. Jednak ten przypadkowo znaleziony lokal oraz jego stali bywalcy na zawsze odmienią jego życie. Co ma do ukrycia cicha kelnerka pracująca w knajpie? Co z tym wszystkim mają wspólnego koty?
Zanurz się w tętniące życiem i rozświetlone neonami Shinjuku, podążając za śladami kocich łap i odkryj jego tajemnice.
ODE MNIE: recenzja
https://latarnica.pl/2025/04/23/latarnica-poleca-64/
Jestem dużym tatą, ale czasami udaję kota – Rafał Witek
Mała i jej tata wybierają się na wakacje na wyspę Bornholm. Co im się przydarza? Zwykłe rzeczy: rejs w czasie sztormu, spacer plażą o północy, spotkanie z chłopcem o rybim ogonie, wyprawa rowerem wodnym na pełne morze... Dołączcie do nich i spędźcie tydzień na Bornholmie – wśród jaskółek, morskich fal i zabawnie snutych opowieści.
Ta kameralna, prosto opowiedziana historia spodoba się miłośnikom „Dzieci z Bullerbyn”. Obydwie książki łączy spora dawka uśmiechu i trafne opisy drobnych, codziennych sytuacji, z których wynikają całkiem niebłahe pytania.
ODE MNIE: recenzja
https://latarnica.pl/2025/05/07/latarnica-poleca-65/
Ryży placek i portowa kampania – Jan Tetter
Kontynuacja Ryżego Placka i trzynastu zbójców.
– Ach – westchnął Kajtek – Mimi odpłynął, nie zobaczymy go już nigdy. Może jednak kiedyś, niespodziewanie… "
Zaleca się kota – Sho Ishida
Zapiszę panu kota. I będziemy obserwować.
W jednej ze starych dzielnic Kioto kryje się tajemnicza klinika Kokoro. To poradnia, do której można trafić jedynie dzięki skomplikowanym instrukcjom, a tamtejsi specjaliści stosują odrobinę niekonwencjonalne metody leczenia: przepisują towarzystwo kota. Osłupiali pacjenci opuszczają poradnię z transporterami i lakoniczną instrukcją, nie spodziewając się, jaką rewolucję spowodują tymczasowi towarzysze.
Urocza Bii wywróci do góry nogami życie wyczerpanego pracą w korporacji Shūty i pomoże mu na nowo odnaleźć sens życia. Niezależna Marugo oczaruje pełnego gniewu Kogę i pozwoli mu naprawić relację z otoczeniem. A dzięki Mimicie – szkockiemu kotu zwisłouchemu z niewystarczająco oklapniętymi uszami – gejsza Abino zacznie leczyć złamane przed laty serce.
Pełne wdzięku koty wprowadzą w życiu swoich opiekunów niemały chaos, ale zmiany, które w ten sposób zapoczątkują, wytyczą ścieżkę ku zdrowieniu, odkrywaniu siebie i nadziei. Bo okazuje się, że by załagodzić napięte relacje w pracy, czasem wystarczy uroczy filmik z kotem, a podarcie na strzępy ważnych służbowych dokumentów nie musi być życiowym błędem.
ODE MNIE: recenzja
https://latarnica.pl/2025/04/07/latarnica-poleca-62/
Zaleca się kolejnego kota – Sho Ishida
Przepiszę pani tego tutaj, ale proszę nie zapominać o własnym, tylko zażywać oba naraz. Podwójne działanie gwarantuje skuteczny atak prosto w źródło dolegliwości!
Nowa odsłona bestsellerowej opowieści o tajemniczej poradni Kokoro, gdzie na życiowe troski zaleca się... koty. Metody tamtejszych specjalistów bywają różne: czasem konieczne jest dłuższe leczenie z pomocą kilku kotów bengalskich o nieco niszczycielskich skłonnościach, innym razem pomaga tydzień z przeuroczym dwumiesięcznym munchkinem, ale bywa i tak, że niezbędna jest terapia szokowa: okład z gigantycznego – i miękkiego jak ciasteczko mochi – maine coona.
Tym razem poznajemy nowych bohaterów: młodą Moe, którą przytłaczają problemy z chłopakiem, owdowiałego Tatsuę i jego wycofanego wnuka, którzy połączą siły, szukając zaginionej kotki sąsiadów, a także przepracowanego wicedyrektora schroniska dla kotów, który niestrudzenie walczy o swoich podopiecznych. Niezmienni pozostają jednak gospodarze poradni – ekscentryczny doktor i jego szorstka asystentka Chitose, o których tym razem dowiemy się więcej.
Magia tej pełnej ciepła historii tkwi w tym, że choć koty na zawsze pozostaną dla nas nieodgadnione, to wciąż mają moc gruntownego odmieniania naszego życia.
ODE MNIE: recenzja
https://latarnica.pl/2025/11/10/latarnica-poleca-71/
Najlepszy CYKL książek roku 2025: (kolejność przypadkowa)
Tylko szeptem/ jednym gestem / cichem słowem – Lidia Liszewska (cykl Bursztynowa miłość tomy 1-3)
Tom 1 - Porywająca opowieść o uczuciach tak niezwykłych, że mówi się o nich tylko szeptem.
Dla Edyty najważniejsze są książki, które tworzy, oraz jej dorosłe dzieci. Skrycie marzy jednak o wielkim uczuciu. Dla młodszego od niej Jacka liczą się przede wszystkim niezależność i wolność, które zapewniają mu rybacki kuter i słone wody Bałtyku. Niespodziewane spotkanie na plaży wywraca ich życia do góry nogami. Zaskoczeni postanawiają dać szansę rodzącemu się uczuciu. Choć dzieli ich wiele, to nastrojowa atmosfera nadmorskiej miejscowości oraz wspólne spacery brzegiem morza sprawiają, że ich relacja pogłębia się. Przypadek połączył tych dwoje, tylko czy to wystarczy?
Co jednak kiedy wydarzenia z przeszłości i obawy o wspólną przyszłość zakłócą szczęście Edyty i Jacka? Czy mimo przeciwności losu ich miłość ma szansę przetrwać?
Tom 2 - Czasem jednym gestem można wyrazić więcej niż za pomocą wielu słów.
Drogi Edyty i Jacka się rozeszły. Ona wróciła do swojego życia w Warszawie, rozwija karierę pisarską i chyba jest gotowa na kolejne uczucie. On został w rodzinnym miasteczku i niespodziewanie w jego życiu pojawia się inna kobieta. Choć związek Edyty i Jacka się skończył, pozostały wspomnienia: spacery nad Bałtykiem, długie rozmowy na każdy temat czy pocałunki skradzione o poranku. Trudno zapomnieć chwile pełne miłości, zwłaszcza że wystarczy tak niewiele, aby odzyskać dawne szczęście.
Czy nieodebrane połączenie może zmienić bieg zdarzeń? A może Edyta i Jacek nie byli sobie pisani? Jak wybrać pomiędzy tęsknotą za przeszłością a pragnieniem miłości?
Tom 3 - Wszystko, co ważne i piękne w miłości, można wyrazić cichym słowem.
Edyta postanawia raz na zawsze zapomnieć o Jacku, młodszym mężczyźnie, z którym kiedyś łączyło ją uczucie. Poświęca się więc w pełni zawodowym obowiązkom oraz sprawom rodzinnym – wie, że teraz jest czas, gdy najbliżsi jej potrzebują. Tymczasem Jacek musi zmierzyć się z zupełnie nową rolą w życiu, która zmienia jego codzienność o 180 stopni. Wydaje się, że obydwoje zajęci swoimi sprawami zostawili przeszłość za sobą. Gdy ich drogi niespodziewanie znów się przecinają, żadne z nich nie jest gotowe, aby zrobić pierwszy krok.
Dopiero dramatyczne wydarzenie uświadomi im, jak silne jest uczucie, które ich łączy. Jednak, czy to wystarczy, aby znów mogli być razem?
Pomoc domowa / Sekret / Z ukrycia/ Ślub / (seria Millie Calloway) – Freida McFadden
Tom 1 - Każdego dnia Millie sprząta luksusową willę Winchesterów, odbiera ich córkę ze szkoły i przygotowuje rodzinną kolację. Potem samotnie wraca do swojego małego pokoju na poddaszu.
Z pozoru życie Niny Winchester jest idealne: garderoba pełna markowych ubrań, szybki samochód, perfekcyjny mąż. Ale Millie widzi to, czego inni nie dostrzegają. Bałagan, który Nina tworzy dla własnej satysfakcji. Kłamstwa, które opowiada o swojej córce. Cienie, które coraz mocniej przygniatają Andrew Winchestera.
Wystarczy jeden błąd. Jedna chwila słabości, gdy Millie spróbuje życia, które nigdy nie było jej. I wtedy fasada idealnej rodziny pęka. Drzwi pokoju na poddaszu zatrzaskują się. I można je otworzyć tylko od zewnątrz.
Ale Winchesterowie nie wiedzą, kim naprawdę jest Millie. I nie mają pojęcia, do czego jest zdolna…
Tom 2 - Nowa pomoc domowa w penthousie Douglasa Garricka ma jeden zakaz. Nie może zaglądać do sypialni, w której przebywa obłożnie chora żona pracodawcy. Mille woli dostosować się do tej zasady, nie ryzykować utraty posady. Ma przecież sekret, który musi zachować.
Skupia się na swych zadaniach – sprzątaniu luksusowego apartamentu, gotowaniu wymyślnych posiłków w lśniącej kuchni. W ciszy robi swoje, aż dostanie to, czego chce.
Wszystko byłoby idealnie, gdyby nie odgłos płaczu pani Garrick. I fakt, że nikt nigdy jej nie widuje. W przeciwieństwie do śladów krwi na koszulach nocnych, które pomoc domowa znajduje podczas prania. Przejęta Millie w końcu puka do drzwi sypialni. A gdy te lekko się uchylają, widzi coś, co odmienia wszystko.
Kobieta wie, co robić – nie będzie to przecież jej pierwszy raz. Ochroni panią Garrick i swój własny sekret.
Douglas Garrick postąpił źle i zapłaci za to. Wszystko jest kwestią tego, jak daleko posunie się pomoc domowa.
Tom 3 - NOWY DOM. STARE TAJEMNICE.
Millie przez lata zajmowała się posiadłościami innych ludzi, marząc o własnym miejscu na ziemi. Teraz, wraz z rodziną, wprowadza się do swojego wyśnionego domu.
Na ulicy wita ich tajemnicza pani Lowell. Kiedy przyjmują jej zaproszenie na kolację, drzwi otwiera pomoc domowa o zimnym spojrzeniu, które przyprawia Millie o dreszcze.
Z każdym dniem niepokój narasta – ktoś zdaje się obserwować ich dom, a mąż coraz częściej wychodzi późno w nocy, nie zdradzając, dokąd się udaje. Kiedy sąsiadka z naprzeciwka przestrzega, by mieć się na baczności, Millie zaczyna rozumieć, że pod idealną fasadą tej ulicy kryją się zatrważające tajemnice jej mieszkańców.
Była pomoc domowa myślała, że jej najmroczniejsze sekrety stanowią już przeszłość. Tak samo jak wszelkie groźne miejsca.
Ale może ta spokojna podmiejska ulica jest najbardziej niebezpieczna?
Wyspa wspomnień / Dom na wyspie / Sekret wyspy – Dorota Milli (cykl Dziwnowo tomy 1-3)
Tom 1 - Zatęskniłam za morskim smakiem powietrza, za dobrze znanymi uliczkami. Tutaj przeżyłam najwspanialsze chwile. Na wyspie...Pełna niepewności Lilianna wraca do miejsca, które wypełnione jest radosnymi, ale i mrocznymi wspomnieniami z przeszłości. Kiedyś ona i jej dwie przyjaciółki obiecały sobie, że dziesięć lat później ponownie spotkają się na wyspie, która w młodości była ich domem. Dawne miejsca witają kobiety nowymi obietnicami. W pięknym nadmorskim Dziwnowie spotykają starych przyjaciół, udaje im się także zawrzeć nowe, interesujące znajomości. Wspólnie z przystojnym policjantem i intrygującym prokuratorem wędrują dawnymi ścieżkami, szukają rozwiązania starych, zapomnianych tajemnic. Ale przede wszystkim muszą odnaleźć prawdę o sobie. Czy i tym razem powrót okaże się nowym początkiem, szansą na miłość i obietnicą spełnienia dawnych marzeń?
Tom 2 - Radosna i rozgadana Alwina zjawia się w Dziwnowie. Wiecznie uśmiechnięta specjalistka od łapania szczęśliwych chwil, podejmuje się fotografowania zmian zachodzących w domu na wydmie. Alwina pragnie miło spędzić czas z dawnymi przyjaciółkami, tymczasem okazuje się, że Lilianna i Wiktoria będą potrzebowały jej pomocy w rozwiązaniu dawnych tajemnic. Więź, która je łączyła przed laty, okaże się bardzo trwała. Wspólnie z miejscowym przystojnym policjantem i ratownikiem, przyjaciółki stawiają czoła nowym trudnościom, których się nie spodziewały. Czy uda się im rozwikłać dawne tajemnice? Kim jest milczący mężczyzna, który stanie na ich drodze? Piękna opowieść o przyjaźni, rodzącej się miłości i zagadkach, które skrywa przeszłość.
Piękna opowieść o przeszłości wpływającej na teraźniejszość, o miłości zwalczającej uprzedzenia i tajemnicach, które czekają na ujawnienie.
Opisy książek pochodzą z serwisu Lubimyczytac.pl i od wydawców
Latarnie morskie w poezji [7]
W miesięczniku "Morze" - nr 9 z 1925 roku ukazał się wiersz Edwarda Ligockiego pt. Nad obcem morzem, wykorzystjący motyw latarni morskiej.
Poniżej okładka wydania tego numeru :

Poniżej wycinek strony z wierszem:

Kim był autor tego wiersza?
Edward Ligocki (ur. 5 marca 1887 we wsi Tucza k. Berdyczowa, zm. 6 maja 1966 w Warszawie) – pisarz, poeta, publicysta, dyplomata, wolnomularz, major piechoty Wojska Polskiego.
Jak napisał Piotr Gociek w artykule pt Jak bolszewucy zdobyli Warszawę z 13 sierpnia 2010 w serwisie "Rzeczypospolitej":
Ligocki nie dorównuje rozmachem i talentem ani polskim tuzom literackim dwudziestolecia międzywojennego, ani klasykom przedwojennej literatury popularnej. Za to życiorysem bije niejednego konkurenta na głowę.
Urodził się pod Berdyczowem w 1887 roku, uczył się m.in. w Kijowie, Krakowie, Lozannie, we Fryburgu i w Paryżu. Był kolejno rojalistą, piłsudczykiem, endekiem, wreszcie zwolennikiem generała Sikorskiego. Walczył na zachodnim froncie w I wojnie światowej, wraz z generałem Hallerem brał udział w zaślubinach Polski z morzem, a gdy zamordowano prezydenta Gabriela Narutowicza, został aresztowany wraz z m.in. Adolfem Nowaczyńskim. Po zamachu majowym w 1926 roku wyemigrował z Polski, w Paryżu doczekał kolejnej wojny, którą niemal w całości spędził w Wielkiej Brytanii, gdzie wzbogacił swój imponujący dorobek literacki o... ciąg dalszy poematu „Pan Tadeusz”. W 1945 roku wrócił do Warszawy, pracował m.in. w Robotniczej Spółdzielni Wydawniczej „Prasa” i stał się zaciekłym krytykiem Watykanu. Tyle danych oficjalnych. Te nieoficjalne są dużo bardziej smakowite: Ligocki pracował dla wywiadu, a niewykluczone, że i dla trzech wywiadów. Dla Polaków rozpracowywał w Paryżu zdegradowanego generała Michała Rolę-Żymierskiego, ale Sowieci myśleli, że to Ligocki jest agentem Żymierskiego. W aktach IPN zachowały się z kolei informacje o tym, że dla polskiej Dwójki śledził Hallera i Sikorskiego. Jednocześnie niektórzy podejrzewali go o pracę dla Francuzów. W zeszłym roku natomiast sporo miejsca spekulacjom o Ligockim poświęcił portal Wirtualny Wschód Wolnomularski, podając informację o tym, że należał do masonerii, a w latach 1945 –1966 był nawet mistrzem loży „Nicolaus Copernicus”. Miał się wtedy posługiwać pseudonimem Zelgot.
Jak podaje Zofia Biłek-Daborwska w „Polskim słowniku biograficznym”, Edward Ligocki zmarł bezpotomnie 6 maja 1966 roku. Zostały po nim dziesiątki niepublikowanych rękopisów i obszerny dorobek pisarski, który dziś jest praktycznie zapomniany.
Poniżej grób literata w Cmentarzu Powązkowskim, fot. wikipedia.org i portret pisarz i poety - fot. Narodwe Archiwum Cyfrowe
Najlepsze lektury 2025 - ranking osobisty [1]
Wzorem poprzednich lat styczeń to miesiąc, w którym musi się znaleźć podsumowanie czytelnicze roku ubiegłego. Jak zawsze to ranking bardzo SUBIEKTYWNY. W roku 2025 dokonałam osobistego rekordu kończąc go z okrągłym wynikiem 150 przeczytanych książek ( w wersji papierowej i e-booków, bowiem nie słucham lektur w postaci audio).
W pierwszym odcinku typuję tradycyjnie już książki w tych kategoriach:
Na początek trzy według mnie najlepsze tzw. podium – kolejność przypadkowa, bo tutaj nie jestem w stanie wybrać:
Literatura faktu/reportaż
Odłamki gwiazd. Podróże do latarni morskich - Piotr Oleksy
Piotr Oleksy zabiera czytelników w niepowtarzalną podróż śladem latarni morskich – tych magicznych punktów na mapie, które od wieków wskazują drogę zagubionym i inspirują marzycieli. Autor nie tylko opisuje ich historie i otaczające je krajobrazy, ale również wnika w emocje, które latarnie budzą – samotność, nadzieję, melancholię i zachwyt.
"Podróż, w którą autor zabiera czytelników, nie jest przewidywalna – losy współczesnych latarników i latarniczek splatają się z opowieściami z krainy Muminków, marynistyczne dzieje Europy z osobistymi rodzinnymi przygodami, a historia polityczna z historią literacką. W książce Oleksego latarnia morska zyskuje nową symboliczną funkcję – rzuca światło na głęboką więź łączącą człowieka z morzem, której podstawą było odwieczne marzenie sięgnięcia poza linię horyzontu".
"Kapitalne, wszechstronne studium tematu. Czytając, miałem wrażenie, że przechodzę przez wszystkie światy tworzące nasze relacje z żywiołem morza (…). Latarnie… Piotra Oleksego można jednak odbierać jeszcze inaczej, bardziej osobiście. Wiemy, czym są na morzu, ale czym są latarnie w życiu? Żeby – jeśli zdarzą się sztormy – omijać rafy i mielizny w drodze do bezpiecznego portu? Jakie są twoje latarnie życiowe, czytelniku? Życzę owocnych odpowiedzi – w trakcie i po lekturze".
Marek Szurawski, pisarz i szantyman
Książka ukazała się nakładem wydawnictwa Domu Literatury w Łodzi w serii 150K. Jest to nowatorska seria, która stawia na najwyższą jakość literatury eseistycznej oraz jej graficznej oprawy. Wybór tematyki i forma graficzna każdej książki to efekt przemyślanej współpracy i starannej selekcji.
ODE MNIE: miałam okazję być na spotkaniu z pisarzem i dostać przemiły wpis. dla Latarnicy do swojego egzemplarza. Jest kilka drobnych rysek faktograficznych ale poza tym to tak wspaniala osobista podroż przez latarnie, wybrzeże, historię i współczesność że jestm zauroczona pomysłem i podejście. Do tego wspaniałe zdjęcia latarni. Już sam tytuł łapie za serducho.
Słone łąki. Wybrzeże Morza Północnego – Dorthe Nors
Jest wczesne lato, a Dorthe Nors rusza w podróż, by opowiedzieć o zachodnim wybrzeżu Półwyspu Jutlandzkiego. Podróżuje w pojedynkę, uzbrojona w miłość do przyrody: dzikiej i samotnej. I w stary, od dawna nieużywany przewodnik, który podarowali jej rodzice. Strony z mapami wybrzeża Morza Północnego są poluzowane i ubrudzone kawą na dowód licznych podróży, jakie odbyli po Danii, Holandii, Niemczech. Ona także zapuszcza się aż tam.
Wędruje swoim szlakiem. Pisze o latarni morskiej Blåvandshuk, która ma coś z willi fabrykanta, o śluzie w Hvide Sande, zaginionych statkach, niezwykłym klasztorze Børglum, domku letniskowym z widokiem na fabrykę chemikaliów Cheminova czy rzeczce Kongeå, która rozdzielała rodziny. I o mieszkańcach, a ci dobrze wiedzą, że nic nie jest im dane na zawsze. Życie tuż przy morzu wymaga bowiem zarówno pokory, jak i arogancji.
Nad tą niespieszną, poetycką, melancholijną opowieścią unosi się pytanie: ile z tego, co dziś widzimy, pozostanie tu za sto lat? Linia powstała z piasku jest przecież łatwa do pokonania.
ODE MNIE: książka jak poezja, książka jak dosknoała symfonia słów. Zakochałam się w każdym rozdziale, czytałam bez tchu, wizualizowalam pejzaże, ludzi, sytuacje. Przecudowna podróż przez chłodne wybrzeże.
Gdynia. Pierwsza w Polsce – Aleksandra Boćkowska
xGdynia: najbardziej polskie z polskich miast, powstałe w kontrze do niemieckości Gdańska i Sopotu. Do dziś pielęgnuje odrębność. „Gdynianie mają poczucie, że muszą strzec tego skarbu: polskości, własności, kapitalizmu” – tłumaczy jeden z rozmówców Aleksandry Boćkowskiej.
Autorka z reporterską wnikliwością prowadzi nas przez powojenne dekady życia miasta, które istnieje od ledwie stu lat. Rozmawia z mieszkańcami, społecznikami i politykami, opowiada losy miejsc niemożliwie pięknych, jak basen na Polance Redłowskiej, i niemożliwie zapomnianych, jak osiedle Pekin. Sprawdza, jak działa pamięć o tragicznym Grudniu 1970. Na wypucowanych fasadach modernistycznych kamienic szuka rys. W latach dziewięćdziesiątych znajduje źródła ważnych dla Gdyni słów: „prestiż”, „przedsiębiorczość”, „nowoczesność”, by się przekonać, że najważniejsze to przecież „miłość”.
Reportaż Aleksandry Boćkowskiej to pasjonująca opowieść o złożonej historii Gdyni, miasta, które od dziesięcioleci zajmuje szczególne miejsce na mapie Polski – tej właściwiej i wyobrażonej.
ODE MNIE: Gdynia jakiej nie znałasm, zupełnie inne spojrzenie, ciekawe opowieści mieszkańców, historie dotąd nie ujawniane w tak szerokim stopniu. Dla maniaka historii Gdyni (a takim jestem) lektura obowiazkowa.
Poniżej wyróżnienia w tej kategorii (kolejość przypadkowa)
Anglia. Czas na herbatę – Marta Dziok-Kaczyńska
Czym jest „banter” i co łączy go z pubem?
Dlaczego im dalej na północ, tym Anglicy są milsi?
Czy w Anglii leczy się wszystko paracetamolem?
Położona na wyspie Anglia zawsze stanowiła wyzwanie dla najeźdźców i schronienie dla migrantów. Przez wieki przewodziła największemu imperium świata, co widać w klasowym podziale społeczeństwa oraz popularności monarchii. I choć przez pozostałe narody brytyjskie bywa nazywana czarną owcą Zjednoczonego Królestwa, to ona dała światu Jane Austen, Sherlocka Holmesa oraz Jamesa Bonda. Bez Anglików nie znalibyśmy sztuki narzekania, pubów, five o’clock czy fish and chips.
To opowieść o współczesnej wielokulturowej Anglii, kraju, gdzie najliczniejszą mniejszością są Polacy, ochrona zdrowia działa całkiem sprawnie, a pub staje się miejscem łączącym społeczeństwo, które nadal próbuje odnaleźć się po brexicie. Jednocześnie to wyprawa przez wieki burzliwej historii, urokliwe zakątki i wrzosowiska aż do centrum angielskości – Londynu.
ODE MNE: jako nieporawna angliofilka z przyjemnoscią przeczytałam współczesny komanetzr do hitsorii Anglii i tego jak tam teraz jest. A że napisane przez Polkę tym bardzej ciekawe spojrzenie, osobiste, wnikliwe.
Farerskie kadry – Maciej Brencz
Czym są Wyspy Owcze? I czemu w ogóle nazywają się Owcze, skoro właściwsze byłoby nazwanie ich Ptasimi?
Wedle jednej z legend, wulkaniczny archipelag osiemnastu skał porzuconych na Atlantyku, potocznie zwany Farojami, powstał z brudu zza paznokci Boga, zebranego w trakcie tworzenia świata. Wedle innej, uformował się z ostatniego zęba, który wyleciał z paszczy pokonanego Stoorworma, potężnego morskiego węża.
To miejsce pełne paradoksów, do dziś pomijane przez niektórych kartografów i serwisy meteorologiczne. Tu kiedyś żyły białe kruki, szczęście przynosiły rybie skrzela, a noga od stołu odegrała ważną rolę w historii farerskiej poczty.
Jeśli koniec świata ma swój własny koniec, to znajduje się on właśnie tutaj.
Autorem książki oraz bloga o tym samym tytule jest Maciej Brencz – poznaniak z dziada pradziada i pasjonat wszystkiego, co farerskie. Gdy odwiedza Wyspy, zawsze wraca z nadbagażem owczej literatury i gigabajtami cyfrowych wspomnień
ODE MNIE: autor to osoba zakochana w Wyspach Owczych, miłość ogromna, romantyczna, niepoprawna, ślepa. Bloger przekazujacy czytelnikom swoje umiłowanie do wszystkiego co farerskie. Czuć to w tej książce. A jako że nie mogę nigdy oderwać oczu od piękna zdjęć z tych wysp czytałam z zaciekawieniem, zazdrością i tylko ta lektura potwiedzila, że to cudowne miejsce na ziemi.
Gdziekolwiek mnie rzucisz. Polacy na wyspie Man – Dionisos Sturis
Wyspa Man – niewielka kropka na mapie położona na wschód od Irlandii, kawałek lądu, który jak głosi legenda, powstał podczas walki olbrzymów. To ojczyzna sufrażystek, które jako pierwsze na świecie wywalczyły sobie prawo głosu w wyborach, to tu rozgrywa się akcja jednego opowiadań Agathy Christie i tu znajduje się jedyne na świecie więzienie, w którym obowiązuje zakaz palenia.
Raj dla turystów, a zarazem idealne miejsce internowania dla obywateli krajów, z którymi Londyn prowadził wojny.
Dionisios Sturis pracował na wyspie przez kilka lat i wciąż na nią wraca. Przyciągają go zapach dojrzewających w słońcu jeżyn, sentyment do dni spędzonych w portowej małżowni, pocztówkowa zieleń łąk i spokój ludzi, dla których czas płynie innym rytmem.
ODE MNIE: Wyspa Man - kolejne miesjce, które mnie intryguje, inspiruje, zachwyca. Tutaj trochę inne spojrzenie - poprzez pryzmat rodaków którzy tam wyjehcali i osiedli na stałe. Bardzo cekawe choć bywa mroczne, ponure, smutne.
Literatura popularnonaukowa / historia / wspomnienia
W głowie kota – Szymon Szafratowicz
Dlaczego kot sika poza kuwetą? Czemu gryzie, choć przed chwilą mruczał? Czy to możliwe, że cierpi w milczeniu? Ta książka to coś więcej niż poradnik. To opowieść o zrozumieniu, o empatii i o próbie dotarcia do świata, który często pozostaje dla nas zamknięty – świata widzianego oczami kota.Szymon Szafratowicz, biolog, zoopsycholog i doświadczony behawiorysta, autor poradnika „W głowie psa”, dzieli się swoją wiedzą i praktyką zdobytą w pracy z setkami kocich pacjentów. Pisze językiem opartym na faktach, ale też pełnym zrozumienia i szacunku do natury kota. To książka zarówno dla osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę z opieką nad kotem, jak i dla tych, którzy od lat żyją z kotami, ale nadal zmagają się z ich trudnymi zachowaniami.W książce znajdziesz odpowiedzi na pytania dotyczące komunikacji, stresu, agresji, znaczenia zapachowego, nocnej aktywności czy kocich potrzeb. Autor przedstawia proces terapii behawioralnej, tłumaczy, kiedy pomoc behawiorysty jest konieczna, a kiedy warto rozpocząć od wizyty u lekarza weterynarii. Przeplata to prawdziwymi historiami z konsultacji, które poruszają i zostają w pamięci.
ODE MNIE: najlepsza książka z kociego behawioryzmu jaką dotąd czytałam, zdecydowanie POLECAM! Przewróciła mój swiat do gory nogami.
W głowie opiekuna – Szymon Szafratowicz
o nie jest kolejna książka o psach i kotach. To książka o Tobie – o człowieku, który staje się dla zwierzęcia całym światem. O emocjach, które nie potrzebują słów, by zostać zauważone. O więzi, która może być uzdrawiająca – albo destrukcyjna – w zależności od tego, jak ją prowadzimy.Po książkach „W głowie psa” i „W głowie kota” Szymon Szafratowicz zaprasza do domknięcia tryptyku – tym razem spojrzeniem w głąb własnego wnętrza. „W głowie opiekuna” to książka dla tych, którzy czują, że ich zwierzę widzi więcej, niż widać na pierwszy rzut oka. Dla tych, którzy podejrzewają, że pies czy kot reagują na ich nastrój, zmęczenie, chaos w głowie. Dla tych, którzy nie chcą być tylko właścicielem, ale towarzyszem. Partnerem. Przewodnikiem.To opowieść o neuropercepcji emocji, o empatii międzygatunkowej, o codziennych błędach popełnianych z dobrych intencji. O tym, jak złość pachnie inaczej niż strach. Jak cisza potrafi być bardziej przerażająca niż krzyk. Jak troska może stać się presją, a opieka – nieświadomą kontrolą. Znajdziesz tu nie tylko wiedzę z zakresu psychologii, biologii i behawioryzmu, ale także osobiste historie, refleksje i doświadczenia wyniesione z setek konsultacji.
ODE MNIE: najlepsza książka o relacjach ludzko-zwierzęcych. Otwiera oczy i pozostawia czytelnika w zadumie i chęci do odmiany tego co na co dzień robi i jak żyje pod jednym dachem ze swoim zwierzakiem.
Po słońce i wodę – Dagmara Płaza-Opacka
W okresie międzywojennym wyraźnie uległa zmianie geografia polskich wyjazdów turystycznych. Poważnym konkurentem dla Sopotu i Kołobrzegu stała się polska Gdynia i miejscowości polskiego wybrzeża; w niemieckich kurortach w Kołobrzegu, Świnoujściu czy Międzyzdrojach polskich turystów już się prawie nie spotykało, zostało ich trochę w Sopocie, należącym do Wolnego Miasta Gdańska, ale tu kusiło kasyno i inne rozrywki. Nie ustały jednak wyjazdy Polaków nad Bałtyk. Wprost przeciwnie. W latach dwudziestych, trzydziestych XX w. tysiące polskich obywateli odpoczywało na skrawku polskiego wybrzeża, odkrywając morze i jego uroki. Bernard Chrzanowski w 1934 r. pisał: „Niegdyś jeździło się po zdrowie nad Adriatyk (…) na urwiste wybrzeże Bretanii, na wydmy Belgii i Holandii, na sośniane i bukowe brzegi niemieckie, do Połągi na koniec i Libawy. Dziś pozostało ze słonym, morskim powietrzem wprawdzie własne, lecz tylko przeszło siedemdziesięciokilometrowe wybrzeże. Cała ma się na tym skrawku pomieścić Polska".„Obowiązek patriotyczny, wykąpać się w polskim morzu"– pisał przedwojenny publicysta Antoni Wójcicki. Inwestowano w rozwój polskiej bazy turystycznej, aby odciągnąć polskich letników od niemieckich badów, np. zbudowana od podstaw Jurata, owa polska „Perła Bałtyku”, miała być i była konkurencją dla niemieckiego Sopotu. Szereg osób przybywających nad morze, oprócz chęci wypoczynku, miało też poczucie misji. Uważali za swój obowiązek podejmować działania w celu wzmocnienia polskiego elementu na tych ziemiach, przekonać miejscową ludność do Polski. W tego typu poczynaniach szczególnie aktywni byli harcerze czy osoby z Ligi Morskiej i Kolonialnej. Organizowali oni ogniska, zabawy, przedstawienia, często o patriotycznym zabarwieniu, na które zapraszano miejscową ludność.
ODE MNIE: bardzo ciekawy rys historyczny narodzin naszych kąpielisk i kurotów, zwyczaje, moda, ceny, oferty dla letników. Czyta się jednym tchem do tego cudownie ilustrowane archiwaliami.
Poniżej wyróżnienia w tej kategorii (kolejość przypadkowa)
Sekrety nadbałtyckich wczasowisk – tom 1 i 2 – Paweł Górski
Jak co roku w Chałupach, gdy zaczyna się upał, warto poczytać. Nawet w krzakach tekstylni z ciekawością zajrzą na kolejne strony Sekretów nadbałtyckich wczasowisk. Afryka dawno została odkryta, więc przyszedł czas na najbardziej tajemnicze historie Wybrzeża! Pełny po brzegi jest „Maxim”, gdzieś w zakamarku czai się Nikoś, a barman woła: „Hej! Bałtyk jest chłodnym morzem i dlatego miłość nad morzem udać się nie może”. To niemożliwe! Musi się udać! – złości się Stanisław Dygat, spoglądając w oczy ukochanej Kaliny. Szarą płachtę gazety unosi w górę wiatr i Antoni Abraham nie może skończyć czytać artykułu. W recepcji Domu Zdrojowego pająk śpi i nie czuje, że za chwilę porwie go przypływ. Może dlatego, że już nie ma dzikich plaż, na których dwóch cesarzy – Wilhelm II Hohenzollern i Mikołaj II Romanow – zbierało bursztyny. Nie ma też już gwarnej kafejki przy molo, ale jeśli chcesz się przenieść w czasie i ponownie przeżyć na urlopie obowiązkowy dzień bezmięsny, poczuć niezapomniany smak kotleta z mortadeli i kompotu z kluskami nazywanego zupą owocową, nie wsiadaj do pociągu byle jakiego, bo opowieści z Juraty, Jarosławca, Dębek, Darłowa, Trzęsacza czy Krynicy się nie kończą... Nie licz godzin i lat spędzonych na zgłębianiu sekretów!
ODE MNIE: wczasowisk na naszym wybrzeżu mamy sporo, było więc autorowi w czym wybierać, świetny zbiór ciekawostek historycznych i współczesnych, czyta się doskonale.
Sekrety Sopotu – Aleksandra Tarkowska
Początek lata. Między plażowymi koszykami niosą się okrzyki lodziarzy: Lody Mewa na śniadanie, kto poliże, zaraz wstanie! Agnieszka Osiecka, wraz z pierwszymi promieniami słońca, siada przy jednym z kawiarnianych stolików i mrużąc oczy, zapisuje słowa: Elegant, birbant, lord, sopocki Hotel Grand. Riwiera PRL-u budzi się do wakacyjnego życia, każdy chce się pokazać na Monciaku lub poczytać Lato nagich dziewcząt na jednej z tysiąca werand. Na molo spaceruje piękna Nina Andrycz oczarowana wspaniałą willą Claaszena i ogrodem różanym. Nie zwraca na nią uwagi zakochany Herbert, wypatrujący jedynie wybranki swego serca… Malarz Albert Lipczyński szykuje obrazy, które zawisną na wystawie obok dzieł Van Gogha, Matisse'a i Cézanne'a.
Wieczorem w Sopocie rozbrzmiewa muzyka płynąca ze sceny Międzynarodowego Festiwalu Piosenki. Czas na barwny pochód, bal, muzykę, tańce i dni, w których Książę Karnawału przejmie panowanie nad miastem. Nie zwlekaj! Dołącz do niezwykłych gości i mieszkańców wyjątkowego Sopotu.
ODE MNIE: jak każdy tom z serii Sekrety... i ten odkrywa nieznane oblicze miasta, które dobrze znam i inspiruje teraz do odwiedzenia opisanych miejsc.
Orłowo. Perła Gdyni – Sławomir Kitowski
„Orłowo. Dzieje, krajobraz, architektura. Perła międzywojennej Gdyni" autorstwa Sławomira Kitowskiego i Marii Jolanty Sołtysik to nowa ciekawa pozycja na rynku, która przedstawia historię tej części Gdyni.
Stanowi bogato ilustrowaną opowieść o Orłowie, Kolibkach i Małym Kacku. Odkrywa mnóstwo nieznanych faktów, wiele archiwalnych dokumentów i fotografii. Jest też pierwszą architektoniczną monografią Orłowa, ukazującą wartość jego architektury, cechy stylowe i ludzi, którzy ją tworzyli. Wille i pensjonaty dawnego letniska stanowią bowiem cenny, choć słabo dotychczas eksponowany element przestrzenny modernistycznej Gdyni. Studiując karty tej książki poznajemy dzieje oraz krajobraz kulturowy Orłowa oraz powiązanych z nim Kolibek i Małego Kacka. Autorzy od lat są zaangażowani społecznie w ratowanie i eksponowanie unikalnego piękna tych miejsc, działając aktywnie w Towarzystwie Przyjaciół Orłowa.
ODE MNIE: będąc od zawsze zakochana w Orłowie czytałam i oglądałam stare fotografe z wypiekami na twarzy chłonąc historię ukochanych miejsc i zaułkow, poznając tejmice domów i rezydencji w tej perełce Gdyni.
______________________________
Opisy książek pochodzą od Wydawców i z portalu lubimyczytac.pl
Ilustracja główna wpisu: AI
Lektury 2026
Nie wiem jak, nie wiem kiedy, nie wiem co temu sprzyjało (bo rok z tych trudniejszych) ale... 2025 okazał się rekordowy. Zakończylam go z 150 lekturami na liczniku, choć bałam się, że trudno będzie dobić do wyznaczonego pułapu 104. Chyba już ngdy tego wyniku nie pokonam, To naprawdę sporo książek i średnio statysycznie wychodzi jedna książka na 2,5 dnia więc naprawdę krótki czas na lekturę. Oczywiście bywały takie co połknęłam w 1-1,5 dnia a niektóre tytuły towarzyszyły mi i po 2-2,5 tygidnia. Nie ma zasady. Wszystko zależy też od okoliczności czytania, nastroju, nawału prac.
Nie ma co dywagować, nie ma co planować, bo życie i tak wszystko zweryfikuje. Po prostu zaczynam... bo czytanie jest jest jak tlen i bez niego nie dam rady przejść przez kolejne 365 dni.
Lektury 2026
- Andy Warhol - życie i śmierć - Vicor Bockris - styczeń - nota...
- Łatka kotka z sąsiedztwa - (tom z cyklu "Zaopiekuj się mną" - Holly webb - styczeń - nota 5
- Nad życie - czego uczą nas umierający - Maria Mazurek, Wojciech Harpuła - styczeń - nota 5
- Wymarzony dom - M.T. Logan - styczeń - nota 5
- Nie tylko Rocky i Rambo - Sylwester Stallone - Tomasz uranski - syczeń - nota 5
- Wszystko zaczyna się od marzeń - Marcin Pałasz - styczeń - nota 5
- Głęboko w lesie (tom 6 cyklu) - Lars Kjadegaard - styczeń - nota 5
- Pamiętnik grzecznego psa - Wojciech Cesarz - styczeń - nota 5
- Znajdę cię (tom 7 cyklu) - Lars Kjadegaard - styczeń - nota 5
- Kurort - Ruth kelly - styczen - nota 5
- Nowe przygody grzecznego psa - Wojciech Cesarz - styczeń - nota 5
- Malinka Wombat i Koala - Marcin Kozioł - styczeń - nota 5
- Tajemnica Palmer Street 214 - Karen McQuestion - styczeń - nota 5
- Pogoda dla puchaczy - zima - Marcin Kozioł - styczeń - nota 5
- Janis Joplin tak silna, tak delikatna - Lucas Hugo Pavetto - styczeń - nota 4+
- Gęby, dzioby i nochale - Mikołaj Gołachowski - luty - nota 5
- Pupy, ogonki i kuperki - Mikołaj Gołachowski - luty - nota 5
- Każdy twój ruch - C.L. Taylor - luty - nota 5
- Wakacje grzecznego psa - Wojciech Cesarz - luty - nota 5
- Sezonowa dziewczyna - Jenny Blackhurst - luty - nota 5
- Jefferson detektyw mimo woli (tom 1 cyklu) - Jean-Claude Mourlevat - luty - nota 5
- Lapis - Emilia Kiereś - luty - nota 5
- Ostatnia zagadka - Arturo Perez Reverte - luty - nota 5
- Kocie kłopoty grzecznego psa - Wojciech Cesarz - luty - nota 5
- Bury i Bary - Aleksandra Struska-Musiał - luty - nota 5
- Raz, dwa, psy cztery - Agnieszka Elbanowska - luty - nota 5
- Pokaż mi swoją bibliotekę - Aleksandra Rybka - luty/marzec - nota 5
- To był nasz dom - Marcus Kliewer - marzec - nota 5
- Genialnie zmyślone - Jakub Kuza - marzec - nota 5-
- Kocioł - Nowa misja astroMIAUty - Marta Rydz-Domanska - marzec - nota 5
- Panie kocie, jak żyć ? - Joanna Szczerbaty - marzec - nota 5
- Lokatorka - Freida McFadden - marzec- nota 5
- Napój miłosny - Eric Emmanuel Schmitt - marzec - nota 4+
- Dziadek naszego kota - Regina Golińska - marzec - nota 5
- Śledztwo wrednego kota - Wojciech Cesarz - marzec - nota 5
- Zabawy literackie - Wisława Szymborska - marzec/kwiecień - nota 5
- Sekret prawie byłego męża (tom 2 z cyklu Gracje z Ustki) - Aneta Jadowska - marzec - nota 5
- Kot piewszego kontaktu (3 tom cyklu) - Sho Ishida - kwiecień - nota 5
- Zagadka martwego wydawcy (tom 3 z cyklu Gracje z Ustki) - Aneta Jadowska - kwiecień - nota 5
- Pogoda dla puchaczy - wiosna (tom 3 serii) - Marcin Kozioł - kwiecień - nota 5
- Skarb Titanica - Max Czonyj - kwiecień - nota 4
- Dziecię kot - Beatrix Beck - kwiecień - nota 4+
- Dzieci mroku (tom 1 cyklu Detektyw Lottie Parker) - Patricia Gobney - kwiecień - nota...
- Daleki rejs - Gdzie jesteś tatusiu? - Anna Onichimowska - kwiecień - nota 5
- Małe trolle i duża powódź (Miminki tom 1) - Tove Jansson - kwiecień - nota 5-
- Pomiędzy - zbiór opowiadań - Anna Onichimowska - kwiecień - nota 5
- Kierunek zemsta - Riley Sager - kwiecień - nota 5
- Odpowiedź kryje się w tobie - Katarzyna Wolwowicz - kwiecień - noya 5
- Deszczowa kołysanka (tom 1 cyklu detektyw Grot) - Jolanta Knitter-Zakrzewska - kwiecień/maj - nota 5
- Baltic, pies ktory płynął na krze - Barbara Gawryluk - kwiecień - nota 5
- Przygody kota Fausta - Bartosz Libuda - maj - nota 4+
- Błękitna godzina - Paula Hawkins - maj - nota 5
- Obsesja - B.A. Paris - maj - nota 5
- Pogoda dla puchaczy - lato - Marcin Kozioł - maj - nota 5
- Ukryte blizny (tom 2 cyklu Lottie Parker) - Patricia Gibney - maj - nota...
Ilusustracja AI.
Fot. główna wpisu: pexels.com
Latarnica poleca [71]
Jak ten czas leci! 26 marca br. miała w Polsce premiera powieści Sho Ishido o intrygującym tytule „Zaleca się kota”. Zaraz też na początku kwietnia wrzucałam na bloga recenzję - pełną zachwytu nad tą niespodziewanie rozwijającą się historią i samym pomysłem funkcjonowania kliniki wypisującej koty na recepty. A już pół roku później polski czytelnik może cieszyć się lekturą drugiego tomu i kontynuacji historii o przedziwnej klinice doktora Kokoro z Kioto. Premiera „Zaleca się kolejnego kota” miała miejsca 29 października i świeżutkie egzemplarze szybko trafiły do rąk spragnionych jej recenzentów.
Jestem jednak przede wszystkim czytelnikiem. I jako osoba miłująca książki i sam proces czytania wyczekiwałam paczki z egzemplarzem, który dopiero co zszedł z drukarskich maszyn. Po pięknej miętowej okładce tomu 1 otrzymujemy przyjemnie ciepłą, wręcz kobiecą w kolorystyce różową okładkę tomu 2, na którym rządzą tym razem dwa przepiękne koty. Ilustrację stworzyła japońska artystka Arisa Shimoda i koty, które rysuje są urocze i takie realne. Ogromna przyjemność już od samego patrzenia na gotowy produkt czyli książkę. Ale wiedziałam już „czym to się je” i czego się po prozie Ishido spodziewać. Praktyka pokazała że nie do końca miałam rację. Ta lektura jednak mnie po części zaskoczyła. Ale to bardzo bardzo pozytywnie.
Cóż może być przyjemniejszego nad literacką premierę w porze jesiennej, która działa jak ciepły miękki koc, rozgrzewa ciało jak korzenna herbata i ociera się o wyobraźnię czytelnika jak mruczący kot? W zasadzie z innym nastawieniem usiądzie do niej na pewno ktoś kto jest już po lekturze tomu 1, a inaczej, kto nie ma pojęcia, że to kontynuacja i nie zna zupełnie świata, w który wkroczy po rozpoczęciu czytania rozdziału otwierającego.
Spodziewałam się większej ilości historii gabinetowych w tomie drugim, ale Autorka (ostatecznie uznaję, że to był dobry zabieg) podarowuje nam tylko 4 opowieści, które są ze sobą splątane pewnymi nitkami jak kłębek wełny.
Mamy tu całkiem różnych bohaterów, których dzieli wiek, wykształcenie, praca i pasje. A co łączy? To że są mieszkańcami Kioto, znajdują się akurat na jakimś życiowym zakręcie, ale nie wszyscy do końca zdają sobie z tego sprawę . I to właśnie oni skądś nagle dowiadują się o istnieniu tej dziwnej klinki, do której trafi osobna naprawdę tylko potrzebująca otrzymania w niej pomocy. To coś na kształt gabinetu lekarskiego - coś pomiędzy psychiatrią, psychologią, seansem terapii dla ciała i ducha. Ale i też zdecydowanie coś więcej...
Kogo spotkamy na trudnym etapie życiowym? Bohaterką rozdziałku pierwszego jest studentka Moe Otani, jej przyjaciółka Reona i chłopak Moe - Ryuji. Dziewczyna jest tak pogubiona i nie potrafiąca trzeźwo ocenić co dzieje się w jej życiu na tym właśnie etpie jej związku, że w klinice doktora Kokoro otrzyma trzykrotnie przedłużoną kurację kotem zapisanym na receptę. Będą to urocze: Kotetsu, Noel i Bibi. Wszytskie koty rasy bengalskiej.
W rozdziale drugim poznamy historię emeryta w żałobie po śmierci żony - pana Tatsuya. W zasadzie odkąd został wdowcem życie dla niego się skończyło. Nie widzi w nim sensu, najchętniej siedziałby w swoim pokoju i wiódł tak monotonnie ubogą egzystencję. Nic go już nie ciszy i nie motywuje. Nawet obecność nastoletniego wnuka Hayato, który jak sowa prowadzi nocny tryb życia też uciekając w swój świat. Tym razem ożywczy zastrzyk da nie tyle zabranie kota do domu na wskazany czas co spotkanie z nim i dzwne okłady ciała w gabinecie doktora Kokoro. A potem życie postawi na drodze życiowej emeryta i jego wnuka historię zagubionej w dzielnicy Kioto kotki sąsiadów. W tej historii po raz pierwszy pojawia się też istotna dla tej całej historii instytucja miejskiego schroniska dla zwierząt.
Trzecia historia skupi się na postaci Reony - przyjaciółki bohaterki z pierwszego rozdziału. Uwaga! Zataczamy pomału pełny zamknięty krąg zlaeżności, relacji, akcji! Co za cudowny zabieg za strony pisarki! Reona ma brata Tomoyę - który jest zastępcą kierownika schroniska dla zwierząt. Dziewczyna czuje się w swojej rodzinie wyobcowana. Ma wrażenie że dla jej matki liczy się tylko syn. Trafia do kliniki doktora Kokoro nie wiedząc jeszcze jakie znamienne słowa tam wypowie i co okaże się jej największą bolączką. Jej to przypadnie kuracja z cudownym niskołapkim kotem Sashą rasy munchkin. Ten czas spędzony wspólnie z zapisanym na receptę zwierzakiem zakończy się nietypowo. Nic nie zdradzę!
Książkę kończy chyba najbardziej szarpiący za emocje - przynajmniej dla mnie tak było - rozdział o bracie Reony - pracowniku miejskiego schroniska dla kotów w Kioto. Jak każda tego typu placówka finansowana przez miasto walczy z wieloma problemami kadrowymi, płacowymi, finansowymi a kotów tylko przybywa i wiele wymaga szczególnej troski, leczenia i socjalizacji. Sho Ishida nazywa tą placówkę Domem Społecznym. Ta opowieść, która zepnie książkę z początkiem mocno mną wstrząsnęła. To w niej poznamy genezę i historię miejsca znanego jako klinika doktora Kokoro (wstrząsająca opowieść) oraz będziemy świadkami relacji bohatera z czarnym jak węgiel kotem Nike - którym się w domu opiekuje. Jako kociara odebrałam to z sercem rozpadniętym na milion kawałków. Ale jest to napisane przepięknie, wręcz naturalistycznie i tak powinno pozostać. Bo życie czy to ludzkie czy kocie bywa trudne, brutalne, bolesne, nieprzewidywalne.
Tom 2 zdecydowanie ujawnia więcej faktów o pracownikach kliniki i miejscu, w którym przyjmują pogubionych ludzi. Może brzmi to za szumnie, bo w klinice jest tylko sam jeden doktor oraz jego pomocnica - recepcjonistka, pielęgniarka i zapewne bliska przyjaciółka - pani Chitose.
Czytając kontynuację historii, którą zachwyciła mnie już pół roku wcześniej bardzo bym chciała, aby Autorka rozbudowała jeszcze to co dała nam na tacy w tomie 2. Historia ma ogromny potencjał, ukrywa jeszcze wiele tajemnic, a przede wszystkim niesie cudowne przesłanie. Bo nie każdy wie, że na wiele bolączek tego świata wystarczyłoby po prostu zalecić / zapisać na receptę kota. To wspaniali mruczący terapeuci, którzy nas nie oceniają, ale biorą takimi jakimi jesteśmy, a często mogą dokonać cudu przewrotu w naszym pogubieniu i smutku.
Sho Ishida to japońska pisarka z Kioto z roczika 1975. Jej oba tomy książki o kotach wypisywanych na recepty stały się światowymi bestsellerami, a tom 1 został już przetłumaczony na 30 języków.
Dziękuję wydawnictwu Marginesy za recenzencki egzemplarz z dodatkiem wspaniałych kocich gadżetów (cudne naklejki, zakładka, kartki). Zobaczycie to na zdjeciu poniżej A wszystko przybyło w bijącej po oczach różowej kopercie z przepiękną naklejką z ilustracją z okładki.
Reasumując: LATARNICA poleca!
Podstawowe dane książki
Tytuł: „Zaleca się kolejnego kota”
Autor: Sho Ishida
Ilustracja na okładce : Arisa Shimoda
Wydawca: Margnesy
Tłumaczenie z japońskiego: Dariusz Latoś
Objętość: 236 stron
Wydanie: I (premiera paźdzernik 2025 rok)
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Format: 135 x 210 mm
Poniżej tak oczekiwana przesyłka i jej zawratość - zestaw recenzencki <3
Poniżej okładka front i tył
Poniżej wybrane rozkładówki oraz 2-tomowa seria
Poniżej fotosesja z moją kocią modelką i terapeutką na receptę - Myszą
Fot. Latarnica / 2025
Latarnica poleca [70]
Troszkę nieswojo się poczułam biorąc do rąk książkę Marcina Kozła pt. „Psyjaciele”. Już z okładki widać, że opowieść będzie o najlepszym przyjacielu człowieka czyli psach, a mnie najmniej z nimi po drodze bo moje dorosłe życie dzielę z kolejnym już kotem i ten gatunek znam bardzo dobrze. Ale żeby nie było, że mam coś do psów. Kocham psy, jeśli tylko jest okazja to chętnie nawiązuję z nimi relację i kto wie, może kiedyś zdecyduję się na adopcję jednego.
Ponieważ znam kilka książek o kotach - niejako będących odpowiednikami” Psyjaciół” - bowiem opowiadały również o mruczkach znanych osób oraz ich (tj. kocich) wybitnych dokonaniach i odważnych czynach - to z ogromnym zainteresowaniem otworzyłam książkę i oddalam się lekturze. To co od razu rzuciło mi się w oczy to fantastyczne ilustracje pana Marcina Minor. Już sam spis treści prezentujący bohaterów 6 opowieści kusi tak bardzo że pędzimy dalej i już zaczytujemy się w 1 rozdziale i poznajemy pierwszego psyjaciela znanej persony.
Założeniem książeczki jest, aby prezentowane psy były zwierzętami towarzyszącymi znanych Polaków. To już ułatwia sprawę bo mamy mniej tych bohaterów do selekcji. Autor Marcin Kozioł wybrał wspaniałych przedstawicieli gatunku pies domowy - Canis familiaris. A jacy wielcy ludzie dzielili z nimi życie! Chyba nie będzie wielką zdradą tajemnicy, gdy powiem, kogo spotkamy na kartkach „Psyjaciół”. Otóż uważajcie bo bedą wielkie nazwiska!
Poznamy psa Fryderyka Chopina o wdzięcznym imieniu Markiz (przy okazji dowiemy się i trochę o kocurze Waldku, który w tym samym domu mieszkał), setera Dolara towarzysza podróżnika Leopolda Janikowskiego (czy wiecie, że my Polacy mieliśmy rownież swoją dalekomorską kolonię???), jamnika Wykop - towarzysza pisarza Henryka Sienkiewicza, który w domu miał z resztą cały zwierzyniec w tym uprzykrzającą wszystkim życie złośliwą małpkę Maki przywiezioną z Afryki, Puka - psinę wyłącznie w TYPIE dobermana towarzysza Stefana Żeromskiego i jego rodziny - chyba najczęściej porywanego psa w historii ever, a przy okazji Puka poznajemy cudownego kota Bielaka, którego Puk traktował jak ojca, potem wskoczymy do Sulejówka i domu Marszałka Piłsudskiego, w którym żył Darek - pies w typie boksera oraz na koniec dotkniemy artystycznych kręgów Paryża i udamy się do pracowni malarki Olgi Boznańskiej, gdzie przy sztalugach towarzyszy jej ratlerek Boby la Beaute oraz… ach tutaj jest cała czereda zwierząt różnych ras: kanarek, myszy, mrówki, papuga, kawa domowa (czyli świnka morska)… I co? Niezłe towarzystwo!
Wiadomo, że biografia każdego z opiekunów tych psiaków mogłaby zająć tomy, ale tutaj skupiamy się na ich czteronożnych przyjaciołach i wybranym watkom z życia wielkich ludzi i aż trudno uwierzyć co te zwierzaki przeżyły! Czyta się to jak najlepsze książki przygodowe z szeroko otwartymi oczami i często uśmiechem na twarzy. Przygody psów i ich opiekunów są czasami tak niesamowite że aż trudno uwierzyć! Mamy w tle też i inne kraje i różne ciekawe profesje ludzi - jedynie przy Sienkiewiczu i Żeromskim powtarza się to czym się parali - czyli pisarstwo.
Piękne jest w tych historiach to, że psy kochają bezgranciznie więc zupełnie nie obchodzi je czy osoba, która w domu karmi, glaszcze i dba jest kimś znanym czy nie. Dla nich i tak jest całym światem. jaki posiada i tego świata chce bronić. I vice versa - psi bohaterowie są dla swoich opiekunów członkami rodziny. Tak samo rzuciliby się za nimi w morze jak za własnym dzieckiem czy współmałżonkiem.
Mnie oczywiście najbardziej ucieszyły pojawiające się w dwóch rozdziałach postacie kotów. Pełnią one bardzo ważną rolę w psich przygodach. Za to zaskoczyły mnie cale zwierzyńce towarzyszące na co dzień Sienkiewiczowi i malarce Boznańskiej. Z kart książki bije piękne relacja na linii opiekunowie - ich pies. Psyjaciele byli dla nich tak ważni ,że byli gotowi pójść w ogień, aby ich odzyskać czy pomóc w tarapatach. Od razu przypomina mi się piesek Żeromskiego, który był chyba najczęściej wykradanym pupilem.
Tak sobie myślę, że w szkole poznajemy suche fakty na temat znanych Polaków, a jakże inaczej mogłyby przebiegać lekcje i omawianie lektur, gdyby na sale szkolne wkroczyły opowieści o zwierzęcych towarzyszach choćby autorów lektur. Uważam, że młody czytelnik zupełnie inaczej zapamiętałby daną osobę, gdyby poznał niektóre przygody związane z ich zwierzakami.
Mnie teraz zupełnie inaczej jawią się postacie opisane przez Autora. Widzę w nich poza osobami godnie reprezentującymi nasz kraj i profesje którymi się parali - wielkich obrońców zwierząt i ich praw, osoby o ogromnej wrażliwości i empatii. A skoro na mnie zrobiło to tak spore wrażenie to jestem przekonana, że Młody Czytelnik też inaczej spojrzy na te postaci.
Jest jeden minus tej książki. Tych psich i zwierzęcych historii powiązanych z naszymi wielkimi rodakam jest ZA MAŁO! Z żalem kończyłam lekturę mając ogromny niedosyt. Przeżyłam fantastyczną przygodę móc na chwilę wejść w życie 6 psów i ich rodzin i pobyć z nimi i poprzeżywać te bardziej i mniej dramatyczne wydarzenia. Może kiedyś powstaną „Psyjaciele” tom 2? Ja bardzo chętnie bym je przeczytała oraz szepnęła Autorowi podpowiedź/prośbę o koci odpowiednik tej książki.
Książka dostała nagrodę główną w 21. Konkursie Świat Przyjazny Dziecku Komitetu Ochrony Praw Dziecka (luty 2023). Dużo więcej o niej można znaleźć na specjalnie dedykowanej temu tytułowi stronie: psyjaciele.pl - w tym materiały dla nauczycieli. Bowiem "Psyjaciele" są chętnie wybierane jako lektura uzupełniająca dla klas IV szkół podstawowych.
Książki Wydawnictwa Bumcykcyk są dostępne także jako audiobooki w Legimi. „Psyjacieli” czyta Leszek Filipowicz. To także wygodna i czasami dla kogoś najbardziej przystępna forma do zapoznania się z tym tytułem.
Reasumując: Latarnica poleca!
Podstawowe dane książki
Tytuł: „Psyjaciele”
Autor: Marcin Kozioł
Ilustracje: Marcin Minor
Wydawca: Bumcykcyk
Objętość: 112 stron
Wydanie: I (premiera w 2022 roku)
Kategoria wieku: +9
Oprawa: twarda
Format: 205 x 270 mm
Wersja audio: czyta Leszek Filipowicz
Poniżej okładka front i tył
Poniżej cudowna psia wyklejka i spis treści
Poniżej wybrane rozkładówki książki
Poniżej psia tematycznie fotosesja z moją kocią modelką Myszą
Wpis powstał dzięki współpracy z Wydawnictwem Bumcykcyk. Tą oraz inne książki tego Autora i Wydawcy możecie nabyć (również w opcji z autografem Autora) na stronie wydawnictwa:
Latarnie morskie w poezji [6]
Dziś w cyklu poetyckim wiersz jednej jednej z najważniejszych postaci amerykańskiej literatury. Elisabeth Bishop (1911-1979) to amerykańska poetka, tłumaczka i powieściopisarka.
Pejzaż morski
Ten morski pejzaż, niebiański, z białymi czaplami odstawionymi jak anioły
latającymi tak wysoko, jak chcą, i tak daleko, jak chcą, bokiem i horyzontalnie,
piętrami na piętrach nieskazitelnie lustrzanych odbić;
cała ta sfera, od najwyższej czapli
po nieważką wyspę namorzynów u dołu,
z jasnozielonymi liśćmi wdzięcznie obrębionymi ptasim łajnem,
niby srebrną iluminacją w rękopisie,
i jeszcze niżej, do sugestywnie gotyckich łuków namorzynowych korzeni
i pięknego groszkowozielonego pastwiska w zaciszu,
gdzie ryba wyskakuje niczym polny kwiat
w ozdobnym wykwicie pyłu z wodnego pyłu;
ten karton Rafaela do któregoś z arrasów dla któregoś z Papieży:
naprawdę wygląda jak niebo.
Ale szkielet morskiej latarni stojący tam dalej
w czarno-białej sukni klerykalnej,
który żyje nerwami, uważa, że on wie lepiej.
Uważa, że piekło szaleje tuż pod jego żelaznymi stopami,
że właśnie dlatego płytka woda jest tak ciepła,
i wie, że z niebem nie ma to wszystko nic wspólnego.
Niebo to nie jest jakieś latanie czy pływanie,
niebo ma do czynienia raczej z ciemnością i twardym blaskiem,
a kiedy zapadnie zmrok, będzie już dobrze pamiętał coś,
co mocnych słowach należy powiedzieć na ten temat.
Elisabeth Bishop
Wiersz pochodzi z tomiku "Santarem ( wiersze oraz trzy małe prozy)" - Stronie Śląskie 2018, tłum. Andrzej Sosnowski
Poniżej zdjęcie poety z 1934 roku (fot. Wikipedia.org) oraz okładka polskiego wydania tomiku poezji z 2018 roku.
Latarnica poleca [69]
22 września br. nadeszła kalendarzowa jesień. Jak każda pora roku rzutuje swoją obecnością na świat roślin i zwierząt. Zupełnie nie zastanawiamy się - żyjąc własnym życiem - jakie niesie to konsekwencje np. konkretnym gatunkom. Czy ktoś z nas pomyśli co jesień ma do zaoferowania puchaczom? A jest to dla nich czas ogromnych zmian życiowych. Wręcz kluczowych.
Autor Marcin Kozioł przygląda się właśnie tym sporym ptakom i stały się one bohaterami jego książeczki. Puchacze to największe sowy występujące w Polsce i na naszym europejskim kontynencie. Ich naukowa łacińska nazwa to słodko brzmiące Bubo bubo i w sumie doskonale te dwa słowa je opisują. A skoro tak się powinniśmy do nich fachowo zwracać to nie dziwi, że czterej główni bohaterowie czyli młody miot puchaczowej pary to dziewczynka Bubisia i chłopaki: Bubel, Bubbo i Bubuś. O swoich jesiennych przygodach oraz misji związanej z tą porą roku opowiada Bubuś i on jest narratorem całej opowieści.
Książka "Pogoda dla puchaczy. Jesień" rozgrywa się na dwóch poziomach. Pierwszy to główna opowieść o puchaczej rodzinie, a druga to strony naukowo-informacyjne poprzedzające każdy rozdział. Są one specjalnie graficznie i pod względem liternictwa wyróżnione i nie można ich przeoczyć. Można więc czytać je oddzielnie skupiając się tylko na warstwie edukacyjnej, a można przeplatać z akcją powieści. Jak to woli. Nic sama historia na tym nie straci.
Książka Marcina Kozła przeznaczona jest dla młodszych dzieci czytających samodzielnie (nie za duża objętość i duże litery), ale będzie też świetną historią na dobranoc dla dzieci przedszkolnych, którym książki czytają jeszcze rodzice. Piękne ilustracje Małgorzaty Piędel idealnie oddające treść pomogą najmłodszym w głębszym odbiorze i wizualizacji osobistego świata puchaczów.
Sama byłam ciekawa czy mnie, osobie dorosłej, pożerającej literaturę wszelakich gatunków taka książka coś da, czy poruszy jakąś czułą strunę, przypomni o jesieni tej prawdziwej z ferią barw i zjawisk pogodowo-przyrodniczych. I bardzo mile byłam zaskoczona. Naprawdę niewiele wiedziałam dotąd o tym jak wygląda życie tych ptaków i co za poważne decyzje muszą podjąć jesienną porą.
Siadając w fotel z kubkiem gorącej herbaty i kotem na kolanach totalnie wciągnęłam się w historię Bubusia. Poznajemy nie tylko to co teraz się dzieje w życiu jego najbliższych, ale często narrator sięga pamięcią do czasów, gdy był z rodzeństwem mniejszy i bardziej zależny od swoich ptasich rodziców. Cała jesienna historia oparta jest na istotnym fakcie mocno odmieniającym życie urodzonych wiosną, a dorastających latem puchaczy. Otóż ich zadaniem w tej porze roku jest już opuszczenie gniazda, usamodzielnienie się i znalezienie swojego skrawka lasu. To ważna misja i każdy musi ją po swojemu przeżyć i odszukać to idealne miejsce, które uszykowała dla nich matka natura.
Mamy więc tutaj sporo emocji: smutek rozstania z rodzicami, uciechę wolnością po opuszczeniu gniazda, odkrywanie świata lasu, zachwyty tym co przynosi jesień (babie lato, mgły, kolory przyrody). Puchacze rodzeństwo rzuca się w wir przygody i poszukiwania swego miejsca. Przy okazji poznajemy inne gatunki zwierząt, owadów i ptaków, z którymi rodzeństwo wchodzi w relacje.
Na stronach stricte naukowych młody czytelnik dowie się co nieco o samym gatuku Bubo bubo, przeczyta o tym jak wyglądają młode puchacze i jak przemienia się ich uroczy puch w pióra, co to jest pogoda, skąd się biorą pory roku, co to są chmury i jakie przybierają formy oraz dlaczego przez cały rok liście nie są jednakowo zielone. Dużo tematyki, która będzie nurtować dzieci podczas jesiennych spacerów. A ta książeczka udzieli im podstawowych odpowiedzi. A może i na tyle zainteresuje jakąś dziedziną, że będą drążyć temat głębiej. Książki takie jak "Pogoda dla puchaczy" mogą być bazą, aby rozpalić zainteresowania dzieci w kierunku geografii, biologii, zoologii czy meteorologii.
Na koniec muszę dodać że "Pogoda dla puchaczy" to SERIA książek, a łączą je bohaterowie z gatunku Bubo bubo oraz następujące po sobie pory roku. Mamy więc jako komplet cztery tomy, choć czytać je można w dowolnej kolejności. Więc w zależności w jakiej porze roku zaczynamy przygodę z Bubusiem i jego rodziną taką porę roku możemy zakupić, aby poczuć co w tym samym czasie dzieje się puchaczowym świecie i lasach.
Książki Wydawnictwa Bumcykcyk są dostępne także jako audiobooki w Legimi. „Pogodę dla puchaczy” czyta Jarosław Boberek. Już samo to nazwisko gwarantuje moc przeżyć przy odsłuchu.
Reasumując: Latarnica poleca!
Podstawowe dane książki
Tytuł: „Pogoda dla puchaczy. Jesień”
Autor: Marcin Kozioł
Ilustracje: Małgorzata Piędel
Wydawca: Bumcykcyk
Objętość: 64 stron
Wydanie: II
Kategoria wieku: +5
Oprawa: twarda
Format: 170 x 245 mm
Wersja audio: czyta Jarosław Boberek
Poniżej okładka front i tył
Poniżej wybrane rozkładówki książki
Poniżej jesienna fotosesja z moją kocią modelką Myszą, pluszowy Bubuś bardzo ją zainteresował :)
Wpis powstał dzięki współpracy z Wydawnictwem Bumcykcyk. Tą oraz inne książki tego Autora i Wydawcy możecie nabyć (również w opcji z autografem Autora) na stronie wydawnictwa:
Latarnica poleca [68]
Zapomnijcie o pluszowych misiach, króliczkach, kotkach, pieskach czy liskach! Teraz królową zabawek i przytulanek jest kapibara! Od kilku lat panuje szał nie tylko na maskotki, ale i książeczki c(także poważne poradnik) czy tekstylia z tym sympatycznym zwierzakiem. Każdy tom serii o Malince Wombat to zabawa i nauka poznawania jakiegoś nowego gatunku zwierząt. Jak młody czytelnik już zna wombaty to chętnie zapozna się z pozostałymi bohaterami występującymi w tych książkach dla najmłodszych.
W drugiej połowie września trafiła do moich rąk australijska opowieść "Malinka Wombat i Kapibara" Marcina Kozła. Zapewnie ktoś od razu skojarzy tą serię, był już przecież i kangurek i inne zwierzęta w tym piękne egzotyczne papugi. Historia z kapibarą to NOWOŚĆ wydawnicza.
Kapibara to rodzaj ssaków z rodziny kawiowatych. Tak, tak czyli krewniacy naszych popularnych świnek morskich. Ale są one znacznie większe. Długość ciała może przekroczyć metr, a waga nawet osiągnąć około 70 kg. Internet jest każdego dnia zalewany filmikami z tymi słodkimi zwierzakami. W naturze występują w Ameryce Południowej i Środkowej. Poniżej przedstawiciel tego gatunku z ptakiem na grzbiecie.

Fot. Phillip Capper z Nowej Zelandii / wikipedia.org
A skoro kapibary występują w Ameryce, a akcja "Malinki Wombat" rozgrywa się w Australii to wiemy już, że do rodziny wombatów przybędzie gość z daleka. I to całkiem egzotyczny. A skąd taka Kapibara wiedziała o tatusiu i mamie oraz reporterce Malince i jej bracie Klopsiku? Otóż jak zwykle to bywa spotkał ją podczas swoich podróży brat Malinki - znany podróżnik Wombat Maksymilian (podróżniczą serię dla starszych o Maksymilianie również bardzo polecam!).
W trzecim tomie - a każdy można czytać niezależnie - rodzina wombacia szykuje się na przybycie gościa z daleka. Malinka ma jego zdjęcie podesłane przez brata liczy więc, że go rozpozna w porcie, bowiem Kapibara przybywa na wielkim statku oceanicznym. Malinka z Tatą docierają do nabrzeża dopiero co zreperowaną dwukółką i są pełni obaw czy wszystko pójdzie gładko, a przyjęcie gościa będzie należyte.
Kapibara okazuje się sympatycznym osobnikiem z małą wadą wymowy. Nie mówi literki "r" przez co rodzina wombacia jest w konsternacji czy przymykać na to oko czy dostosować się do stylu języka gościa. Brat Klops oczywiście zajął się gotowaniem, tata Wombat dał koncert na tradycyjnym instrumencie i pobyt egzotycznego gościa upływał w miłej atmosferze do głębokiej nocy.
Ważnym elementem spotkań i biesiadaownaia są zawsze przywiezione prezenty. Kapibara przywiózł dla każdego członka wombaciej rodziny coś dostosowane idealnie pod zainteresowania i hobby jej członków. Radość była ogromna choć czasami chwilowa konsternacja dopadła nawet małą reporterkę, której charakterystycznym znakiem jest różowa kokarda na głowie. Ale co się stało znajdziecie w książeczce.
Każdy tom cyklu o Malince edukuje i śmieszy. Akcja rozgrywająca się w dalekiej Australii staje się dla odbiorcy prawdziwym egzotycznym lądem, który odkrywa dla siebie na nowo. Treści nie jest zbyt wiele, aby nie zmęczyć młodego czytelnika. On czyta tą opowieść głównie wzrokiem i uchem. A jeśli wzrokiem to ogromne brawa dla wspaniałej ilustratorki Moniki Urbaniak. Ona tworzy prawdziwe obrazkowe cuda na każdy temat i z każdą postacią. Wspaniale się ogląda tą przygodę. A ja nie byłabym sobą gdybym na jednej ilustracji nie wypatrzyła latarni morskiej. Tym większa przyjemność dla mnie.
Książkę jak zwykle kończą najważniejsze informacje na temat gatunku jakim są kapibary. Jak zwykle wybrał je i zebrał brat Malinki podróżnik Maksymilian. To taka fajna wiedza w pigułce opatrzona świetnymi rysunkami z życia kapibar.
Książki wydawnictwa Bumcykcyk są dostępne także jako audiobooki w Legimi. „Malinkę Wombat i Kapibarę” czyta Dominika Sell-Kukułka. Warto sięgnąć i po taką formę zapoznania się z jej treścią.
Reasumując: Latarnica poleca!
Podstawowe dane książki
Tytuł: „Malinka Wombat i Kapibara”
Autor: Marcin Kozioł
Ilustracje: Monika Urbaniak
Wydawca: Bumcykcyk
Objętość: 32 stron
Kategoria wieku: +4
Oprawa: twarda
Format: 220 x 265 mm
Poniżej okładka front i tył
Poniżej wyklejka w australijskim stylu oraz strona tytułowa
Poniżej wybrane rozkładówki książki
Poniżej fotosesja z moją kocią modelką Myszą - nic bez niej w tym domu :)
Fot. Latarnica
Wpis powstał dzięki współpracy z Wydawnictwem Bumcykcyk. Tą oraz inne książki tego Autora i Wydawcy możecie nabyć (również w opcji z autografem Autora) na stronie wydawnictwa:





























































































































































































































































































































































































