Latarnica poleca - vol. 24 - Magiczny Sopot

Ilekroć byłam w Sopocie (a muszę się przyznać, że bywałam tam dość regularnie od lat 70-tych XX wieku), zawsze fascynowały mnie odkrywane na każdym kroku przepiękne stare budynki. Bywały one w różnym stanie - czasami tragicznym - ale nawet w tych ruinach i upadku można się było dopatrzeć ich urody.

Poza zachwytem wizualnym zawsze byłam bardzo ciekawa jaka jest historia danego budynku. Niestety zupełnie nie posiadalam wiedzy ani literatury, która mogłaby zaspokoić moją ciekawość.

Kiedy w jednej księgarni internetowej zobaczyłam książkę pani Hanny Domańskiej pt. "Magiczny Sopot" nie mogłam sobie odmówić jej kupna. Podejrzewałam, że choć trochę poznam histrię miejsc, które wpadły mi w oko podczas spacerów sopockimi uliczkami.

U spacery takie to przyjemność odkrywania. I zdecydowanie polecam wędrówki bocznymi, mniej znanymi ulicami, bo właśnie tam można znaleźć architektoniczne perełki.

Książka "Magiczny Sopot" to kilkadziesiąt rozdziałów o tytułach sugerujących o jakim domu będzie dana opowieść (np. Pensjonat MiraMare, Willa Danzigera, Czekoladowa rezydencja, Pałacyk Piotrowskich).

Autorka wykonała kawał ogromnej pracy badań w archiwach oraz w dawnej literaturze i prasie. Nawet jak nie zna się danego budynku i tak jego historię czyta się z zainteresowaniem. Treść dopełniają głównie współczesne fotografie architektury co tylko dopełnia idelanie opis słowny i dzieje domostw. A historie niektorych z nich są naprawdę niesamowite.

I dałabym pełną aprobatę tej lekturze, ale jako ogromna i nieuleczalna faromaniaczka, muszę doczepić się rozdziału o tytule "Latarnia morska". Gdyby jeszcze znalazł się w nim przypis skąd autorka czerpała taką wiedzę to sięgnęłabym do źródeł. Ale tam akurat przypisu nie ma. A nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że:

[...] Trzy lata po ukończeniu prac przy kościele, w 1904 roku tuż przy brzegu stanęła nowa wieża, która już na pewno służyła jako latarnia. Wieżę tę zbudowano łącznie z kominem dla Zakładu Balneologicznego. Na wysokości 25 metrów umieszczono na niej galerię widokową oraz pomieszczenie sygnalizacyjne.

Cytowany fragment mówi o 1904 roku [!]. W źródłach jakie są mi dostępne (bogata literatura dotycząca historii naszych latarni) czytałam, że w wieży (będącej obudową komina zakładów kąpielowych i takie było pierwotne jej przeznaczenie) w latach 50-tych XX wieku wprowadzono pierwsze światło (wtedy jeszcze słabe, bo o mocy 5 Mm). Sopocka wieża w locji pojawiła się w 1957 roku i nie jako latarnia, a na razie jedno ze świateł nawigacyjnych. Już znacznie później bo w latach 70-tych XX wieku światło zmodernizowano, a tym samym wzmocniono jego zasięg. Ale to już inna historia.

Natomiast bardzo zainteresował mnie fakt o sopockim kościele ewangelickim, którego wieża na polecenie cesarza Wilhelma II miała być widoczna z morza (dzienny znak nawigacyjny) a co ciekawsze prace remontowe w niej po II WŚ ujawniły, że na jej szczycie faktycznie urządzono pomieszczenie do sygnalizacji. I do tej historii mamy przypis ze źrodłem.

Jednym zdaniem: jeśli zachwycasz się starą sopocką architekturą to lektura "Magicznego Sopotu" jest dla ciebie. Nie tylko przedstawi w pigułce dzieje ciekawych kamienic i domów, a jeszcze przybliży ich mieszkańców. Latarnica poleca!

Dane książki: 
Tytuł:  Magiczny Sopot
Autor:  Hanna Domańska
Ilustracje: czarno-białe fotografie
POLNORD Wydawnictwo OSKAR
Rok wydania: Gdańsk 2007
Ilość stron: 192
Oprawa miękka

Poniżej kilka zdjęć z Sopotu z 2012 roku, głównie wieży z kominem zakładów kąpielowych, przystosownej po II WŚ na obiekt nawigacyjny z aparatem świetlnym.

Fot. Latarnica / 2012


Literatura z latarnią w tle [12]

Długo nie wracałam do tego cyklu, a w tym czasie moja kolekcja okładek latarnianych wciąż się rozrastała. I mam już nawet ich tyle, aby starczyło na kolejne odsłony.

Póki co, dziś kolejny zbiór literatury, niekoniecznie treścią ZAWSZE związany z tematyką latarnianą. Ale sam zamysł cyklu zobowiązuje. Skoro na okładce musi być latarnia, to poniższe publikacje warunek ten spełniają.

Jak zwykle opisy pochodzą od wydawców lub z księgarń internetowych, bo nie wszystkie książki mam, a nawet jeśli mam to często czekają w kolejce na przeczytanie.

Dom nad lazurowym wybrzeżem - Frédérick D'Onaglia

Groźna i piękna sceneria skalistych zatoczek Lazurowego Wybrzeża.
Laura, ilustratorka książek dla dzieci, po rozstaniu z mężem mieszka tam z córką i synem w domu ojca, który zaginął na morzu w tajemniczych okolicznościach. Pewnego dnia Laura otrzymuje dziwny spadek od człowieka, który był wrogiem jej ojca… Dlaczego?
Spokojne życie ilustratorki zostanie zburzone, a ona sama będzie potrzebowała pomocy Raphaëla, nowo poznanego przystojnego restauratora… Czy ją dostanie? Czy razem dotrą do prawdy?
Ale jak to się dzieje, że Raphaël zawsze pojawia się w najbardziej krytycznym momencie? To kolejna zagadka wyjątkowo podłej zdrady, którą Laura musi rozwikłać...

Poldark - przybysz z morza (8 tom cyklu Dziedzictwo rodu Poldarków) - Winston Graham

To ósma powieść osadzonej w malowniczej Kornwalii sagi rodu Poldarków. Kornwalia, rok 1810. Rodzina Poldarków oczekuje powrotu Rossa z armii Wellingtona walczącej w Portugalii. Kiedy Jeremy ratuje przybysza z morza, ich uporządkowane życie ogarnia chaos. Przybycie Stephena Carringtona odmieni życie Poldarków. Zwłaszcza dla Clowence i Jeremy’ego, dorosłych już dzieci Rossa i Demelzy, wydarzenie to stanie się kluczem do nowego świata – pełnego miłości, ale i niebezpieczeństw.

Córki latarnika - Jean Pendziwol

Córki latarnika, entuzjastycznie przyjęty przez krytykę „dorosły” debiut Jean. E. Pendziwol, autorki książek dla dzieci, to poruszająca opowieść o rodzinie, tożsamości, sztuce i prastarej tajemnicy, tchnąca niespokojną atmosferą i emocjonalną potęgą Języka kwiatów, Sierocych pociągów i Światła między oceanami.

Choć umysł ma wciąż bystry, Elizabeth straciła wzrok. Mieszka w domu spokojnej starości i nie mogąc już czytać ulubionych książek ani oglądać obrazów, które tak bardzo ją kiedyś poruszały, wypełnia pustkę muzyką i rodzinnymi wspomnieniami, zwłaszcza o ukochanej siostrze bliźniaczce Emily. Kiedy odnajdują się prywatne dzienniki zmarłego ojca Elizabeth, przeszłość staje się nagle teraźniejszością, i to za bardzo. 
Przy pomocy Morgan, nastoletniej przestępczyni, która odpracowuje karę w domu spokojnej starości, Elizabeth czyta dzienniki, które zabierają ją na wyprawę przez czas i zbliżają do siebie obie podróżniczki…

Barwy uczuć - Nora Roberts

Grant Campbell, ceniony rysownik komiksów, jest zgorzkniałym samotnikiem. Celowo zamieszkał na odludziu w latarni morskiej, z dala od świata i ludzi. Nic więc dziwnego, że gdy do jego życia z impetem wtargnęła Gennie Grandeau, jest wściekły. Owszem, udziela jej schronienia przed burzą, ale następnego dnia kategorycznie żąda, by opuściła jego samotnię. Ku jego oburzeniu po kilku godzinach Gennie pojawia się ponownie. Niewiele sobie robi z ostrego sprzeciwu Granta. Co więcej oświadcza, że zamierza malować okoliczny pejzaż, który ją zachwycił. Przyznaje też, że to ona jest tą odnoszącą sukcesy malarką, o której rozpisują się brukowce. Od tej chwili Grant może zapomnieć o wymarzonym świętym spokoju…

Na szlaku trumien - Peter May

Wyspa Harris, Hebrydy Zewnętrzne.
Wyrzucony na plażę mężczyzna nie ma pojęcia, gdzie się znajduje ani kim jest. Stopniowo dowiaduje się kolejnych szczegółów o sobie: nazywa się Neal Maclean i zjawił się na Harris przed rokiem, by pisać książkę. Tyle że w jego komputerze nie ma po niej ani śladu. Jedyne, co znajduje w domu, to mapka z zaznaczoną trasą zwaną Szlakiem Trumien.

Wyspa Flannana.
Na niezamieszkanej wysepce archipelagu Hebryd Zewnętrznych, z której ponad sto lat temu w tajemniczych okolicznościach zniknęło trzech latarników, zostają znalezione zwłoki zamordowanego mężczyzny. Policja podejrzewa Macleana. A jemu trudno dowieść niewinności, skoro nadal niewiele pamięta i sam nie jest o niej przekonany.

Edynburg.
Karen Flemming, zbuntowana nastolatka, która od dwóch lat zmaga się z traumą po samobójstwie ojca naukowca, dostaje od jego przyjaciela dziwny list napisany przez ojca przed śmiercią. I budzi się w niej podejrzenie, że tata wciąż żyje, a za jego zniknięciem może stać koncern, w którym pracował.

Niemka - Armando Lucas Correa

Co łączy nastolatkę z współczesnego Nowego Jorku z rówieśniczką z Berlina sprzed siedemdziesięciu lat? Wszystko i nic. Łączy je cudownie ulotna symetria losu; podobne matki, dramatyczne podróże, i Kuba, na którą prowadzą wszystkie drogi.
Berlin 1939. Dwunastoletnia Hanna ucieka przed koszmarem rzeczywistości – najpierw w wymyślony świat, gdzie wszystko jest zabawą, potem, wraz z rodzicami, wsiada na pokład statku wiozącego uciekinierów na Kubę. Zaczyna się podróż, która zdefiniuje całe jej życie, nada mu sens, wyznaczy granice.
Nowy Jork, 2014. Dwunastoletnia Anna opiekuje się depresyjną matką i żyje w świecie marzeń. Rozmawia w wyobraźni z ojcem, który zginął, zanim się urodziła. Z szarej codzienności wytrąca je tajemnicza przesyłka z Kuby od nieznanej krewnej. Wyruszają w podróż, by poznać przeszłość rodziny.
Dwie małe dziewczynki, dwa światy, dwa zaczynające się życia. A może tak naprawdę to jedna i ta sama dziewczynka, jedno życie, jeden świat?

Głosy. Co się zdarzyło na wyspie Jersey - Ewa Winnicka, Dionisios Sturis

To była zwykła, kochająca się rodzina. On ciężko pracował, ona zajmowała się dziećmi. „Co się stało, że zabił?” – krzyczały pierwsze strony gazet, a obok dramatycznych tytułów pojawiały się zdjęcia atrakcyjnej blondynki i młodego mężczyzny. Mężczyzny, który tuż po niedzielnym grillu zabił nożem sześć osób, w tym dwoje swoich dzieci i jedno przyjaciół. Zbrodnia, której dopuścił się Damian Rzeszowski w piękne niedzielne popołudnie przy zacisznej ulicy Victoria Crescent, zelektryzowała nie tylko brytyjską wyspę Jersey, ale też całe Zjednoczone Królestwo. I przyznać trzeba, że nie poprawiła wizerunku polskiego emigranta.

Ewa Winnicka i Dionisios Sturis w Głosach próbują odpowiedzieć na to dręczące pytanie: co się stało, że zabił? Przemierzają brytyjski raj podatkowy, wyspę Jersey, na którą w poszukiwaniu lepszego życia przeprowadziła się rodzina Rzeszowskich. Rozmawiają z policjantami, znajomymi, przyjaciółmi, skrupulatnie śledzą przebieg rozprawy sądowej i przejmująco odmalowują postać zabójcy. Przede wszystkim jednak odczarowują mit emigrantów jako królów życia, pokazując to, o czym zazwyczaj się nie mówi. Cenę, jaką płaci większość wyjeżdżających: poczucie wyobcowania, egzystencję na granicy biedy, stres, choroby psychiczne, przemoc.

Sztorm stulecia - Stephen King

Oryginalny scenariusz Stephena Kinga po raz pierwszy po polsku!
Little Tall, mała wyspa u wybrzeży stanu Maine, przygotowuje się do nadejścia zimowej burzy, którą meteorologowie zapowiadają jako sztorm stulecia. Wraz z pierwszymi płatkami śniegu na wyspie zjawia się Andre Linoge i morduje jedną z najstarszych jej mieszkanek, Marthę Clarendon. Potem spokojnie zasiada w jej fotelu, trzymając zakrwawioną laskę ze srebrną głową wilka... Po aresztowaniu szaleńca horror nie ustaje - śmierć pochłania kolejne ofiary; więzień steruje nią z celi, odgrywając morderczą pantomimę. "Dajcie mi to, czego chcę, a odejdę" - informuje społeczność Little Tall.

Pensjonat Muszelka - Magdalena Talar

Pensjonat Muszelka odwiedziliśmy całą rodziną w ostatnie wakacje. Polecamy to miejsce wszystkim wczasowiczom, którzy nie znoszą nudy i uwielbiają przygody! Nagły wypadek w kuchni? Nowy sposób na przyciągnięcie klientów? Bez obaw: Jan-Albert i Tyczka... to znaczy Rózia poradzą sobie z każdym hotelowym incydentem! 

★ Zakwaterowanie: Miła obsługa (pozdrawiamy panią Gretę i Lulu!), która codziennie ze śpiewem na ustach przygotowywała czystą i świeżą pościel.

★ Wyżywienie: O smaczne posiłki dbała pani Stasia (jej ciasto czekoladowe – palce lizać).

★ Lokalizacja: Pensjonat położony jest w bardzo malowniczej okolicy (nie tylko morze, ale i piękny ogród pana Józefa)

★ Stosunek jakość do ceny: Niewygórowana cena i miła, rodzinna atmosfera, o którą zatroszczył się osobiście właściciel – pan Muszelka.

★ Ocena gości: W Pensjonacie Muszelka nie nudziliśmy się ani przez chwilę! Na pewno jeszcze tam wrócimy.

Fot. wszystkie okładki pochodzą z zasobów internetu (księgarnie internetowe, portale aukcyjne)


Latarnica poleca - vol. 23 - Co wie twój kot

W kwietniu br. dzięki warszawskiej Oficynie Wydawniczej Alma-Press trafiła w moje ręce nowa publikacja na temat szeroko rozumianej kociej percepcji. Dla miłośników tych zwierząt oraz osób dzielących swoje życie z kotem, pozycja bardzo ciekawa, bo poruszająca to co nas na co dzień intryguje i interesuje.

Rozumienie kociej „mowy” wyrażanej w określonym zachowaniu, pozycji ciała ( jakże ważne położenie uszu czy ogona) to często kość niezgody w relacji kocio-ludzkiej, gdy nie mamy na ten temat dostatecznej wiedzy. W najtrudniejszym położeniu są tzw. początkujący kociarze. Sama pamiętam po sobie - jak niewiele wiedziałam jeszcze 15 lat temu - mimo, że nie mając wtedy kota, zaczytywałam się w popularnonaukowej literaturze na ten temat.

Książka „Co wie twój kot?” Sally Morgan ( ze znaczącym podtytułem „Poznaj sposób rozumienia świata przez koty”) może się tutaj okazać cenną pomocą i szybkim wybawieniem w wielu niezręcznych sytuacjach. Bo co innego poznawanie teorii, a zupełnie co innego konfrontowanie jej w praktyce, mając przy nogach wpatrzonego w nas mruczka, którego nie do końca rozumiemy. A nie daj Boże, próbujemy przenieść na niego swoją wiedzę z okresu gdy np. mieliśmy w domu psa. Zrównanie tych dwóch towarzyszących ludziom gatunków może nas wpędzić w niezłą pułapkę.

Zatem drogi Czytelniku jeśli masz już kota nie wpadaj w panikę, tylko usiądź i poczytaj. Na dobry początek to dobra lektura, a potem możesz sięgać po bardziej złożone opracowania z kociego behawioryzmu. Jesteś na najlepszej drodze, aby twój koci przyjaciel okazał się całkiem innym stworzeniem, a zrozumienie jego i jego potrzeb nie będzie już tak trudną zagadką niczym tajemnica ze zwierzęcego Archiwum X.

Sally Morgan podzieliła swoją opowieść o kociej percepcji na dwa działy. W pierwszym czytamy o kocich zmysłach. Jakże są one fascynujące i jakże dalekie (czytaj: doskonalsze) od naszych ludzkich możliwości. Poznajemy po kolei wzrok, słuch, węch, smak i zmysł dotyku oraz równowagi. Kiedy odkrywamy te nieznane dla nas wszechświaty kocich zmysłów wiele spraw wydaje się od razu jaśniejszych. Wiedząc, że kot lepiej od nas widzi w ciemności nie wyda się już dziwne, że my nadziejemy się na coś w ciemności czego kompletnie nie widzieliśmy, a dla kota obecność tej przeszkody nie była przykrą niespodzianką. Mając na uwadze wrażliwy, bo jakże czuły i niesamowity słuch, szybko zrozumiemy jak przykra może być dla kota głośna muzyka (jeśli dla nas głośna dla kota to po prostu coś wzmocnionego wielokrotnie!), fajerwerki czy nawet podniesiony ton ludzkiej rozmowy.

Szybko pojmiemy również czym jest dla kota dotyk - jak wrażliwie i z jaką intensywnością go odbiera. Więc mocne głaskanie i jego nadmiar mogą stać się czymś bardzo nieprzyjemnym i niepożądanym. Takich opisów i przykładów z życia wziętych oraz efektów naukowych badań znajdziemy w „Co wie twój kot?” wiele. Wskazanie na tak liczne różnice między ludźmi, a kotami pozwoli nam na lepsze ich zrozumienie i lepsze „dogadanie się” pod jednym dachem.

W drugim (obszerniejszym dziale, zajmującym 2/3 książki) poznajemy kocią inteligencję. Tak, tak - koty to bardzo inteligentne zwierzęta, tylko trzeba potrafić je zrozumieć i lepiej poznać. I zapomnijmy o postawieniu znaku równości między naszą, a ich inteligencją. To zupełnie inne światy, bo inne zadanie ma w świecie współczesnym kot, a inne my.

Odpowiedzialny opiekun kota (nie mówmy nigdy, że właściciel, bo coś takiego w tej relacji nie istnieje) będzie brał na co dzień pod uwagę potrzeby swojego czworonożnego przyjaciela i będzie próbował jego życie uczynić takim, by kot czuł się spełniony - nawet w czterech ścianach mieszkania, bez eksplorowania dalszego otoczenia. Czuły i empatyczny opiekun doskonale dogada się ze swoim kotem i ich wspólne bytowanie okaże się wspaniałą relacją na lata, satysfakcjonującą obie strony. Ale należy kota i jego potrzeby poznać i rozumieć.

Atutem obu naukowych części jest fakt, że Autorka powołuje się na wyniki wielu długofalowych badań naukowych i ich rezultaty pochodzą z ostatnich lat, a nie są sięganiem w odległe dziesięciolecia (choć kilka przykładów z dalszej przeszłości też jest, ale akurat te się nie zdezaktualizowały). 

Końcówkę części drugiej wydzieliłabym jako osobne zagadnienie. Otóż mówi ona o kociej zabawie, a w praktyce Sally Morgan zaprasza każdego z nas do wyzwania łączącego przyjemne z pożytecznym. Autorka proponuje 9 testów. Brzmi poważnie, ale chodzi o przeprowadzenie w domu (odtworzenie) dziewięciu prostych eksperymentów naukowych badających kocią inteligencję, które opierają się na zabawie z określonymi gadżetami. 

Oczywiście bawimy się z naszymi mruczkami tylko wtedy, gdy mają na to ochotę i podejmą wyzwanie. Może to być mile spędzony wspólnie czas, a sprawdzimy między innymi czy np. nasz kot potrafi liczyć, czy rozpoznaje nasz głos, czy zapamiętuje obiekty i czy jest prawo czy lewołapki.

Na sam koniec chciałabym odnieść się jeszcze do strony edytorskiej tej książki. Jest na najwyższym poziomie. Sztywna oprawa, papier kredowy przez co zdjęcia kotów zyskują na swej atrakcyjności. Treść dopełniają pomocne rysunki, schematy i przekroje. Ogląda się to z ogromną przyjemnością.

Podsumowując: Latarnica poleca! Polecałabym książkę głównie mniej doświadczonym lub początkującym kociarzom. Mamy w niej od A do Z wiedzę systematyzującą informację o zmysłach kota oraz jego inteligencji.

Dane książki: 
Tytuł:  Co wie twój kot?
Tytuł oryginału: Is Your Cat Psychic?
Autor:  Sally Morgan
Ilustracje: Matt Windsor
Wyd. Oficyna Wydawnicza Alma-Press
Rok wydania: 2019
Ilość stron: 192
Oprawa twarda

Poniżej okładka książki i przykładowe rozkładówki. Mamy na nich m.in. interpretacje kocich zachowań i mowę ciała, czy propozycje zabaw z kotem, a jednocześnie naukowych doświadczeń, które sami w warunkach domowych możemy przeprowadzić.

Poniżej interakcja mojego kota Errora z książką. Poza chętnym spaniem na niej (a wiadomo wiedza wchodzi do głowy przez sen), warto się na niej oznaczyć (pocieranie głową na drapaku) i warto udowodnić, że on "rozkminia" już różne sztuczki i poszukiwania przysmaku to sprawa prosta dla jego kociej inteligencji.

Fot. Latarnica / 2019


Zdjęcie na niedzielę - 14 kwietnia 2019

W dzisiejszym niedzielnym wpisie fotograficznym moja własna kompozycja mająca zwizualizować oczekiwanie na ruszenie kolejnego latarnianego sezonu letniego AD 2019.

Fot. Latarnica / marzec 2019


Latarnica poleca - vol. 22 - Myszaczek

Tak się jakoś złożyło, że po recenzji książki dla dzieci o kocie opowiadającym o historii miasta Gdynia, moje kolejne tegoroczne literackie zauroczenie latarniano-morskie dotyczy również pozycji dla najmłodszych. I wydaje mi się że śmiało może trafić do jeszcze mniejszych dzieci niż odbiorcy kota Antoniego.

Książeczka duetu Max i Lev Kaplan zauroczyła mnie od razu. Posiada kilka niepodważalnych atutów. Podstawowym są przepiękne ilustracje Lva Kaplana - urodzonego na Ukraine rysownika, grafika i ilustratora. To dzięki jego kresce poszczególne rozkładówki „Myszaczka” zapierają dech w piersi miłośnika latarń morskich. 

Drugim atutem jest treść i bohaterowie. Bo akcja historii „Myszaczka” rozgrywa się w latarni morskiej, do której trafia tytułowa mysz i zostaje przyjacielem i pomocnikiem pracującego tam latarnika.

Trzecim atutem są dyskretnie przemycone walory edukacyjne - można się dowiedzieć z tej opowiastki o charakterze pracy latarnika, o działaniu latarni morskich, o niebezpieczeństwach czyhających na morzach i ważnej roli, jaką odgrywają w sytuacjach tragicznych latarnie i obiekty nawigacyjne.

W zasadzie nie ma co więcej wymieniać plusów i zdradzać detali z tej książeczki. Myślę, że idealnie nadaje się do czytania dziecku przed snem, bo pobudzi wyobraźnię i ześle niesamowite morskie sny o dzielnych myszach. Ale przysporzy też wiele radości dzieciom, które dopiero co opanowały sztukę czytania. Same poznają jej treść a tekstu nie jest za dużo. Tak akurat na pierwsze samodzielne wprawki w czytaniu.

Podsumowując: Latarnica zdecydowanie poleca! Nawet dziś taka historia, z takimi ilustracjami (ach ta latarnia i jej detale!) poruszy niejedno serce faromaniaka. 

Dane książki:
Tytuł:  Myszaczek
Autor:  Max Kaplan 
Ilustracje: Lev Kaplan
Wyd. Esteri - Edra Urban & Partner Sp. z o.o.
Rok wydania: 2018
Ilość stron: 28
Oprawa twarda

Poniżej okładka książki i przykładowe rozkładówki:

Fot. książki i czytającego kota Errora - Latarnica / 2018


Latarnica poleca - vol. 21 - Gdyńskie wędrówki kota Antoniego

Są takie książki, które przyciągają mnie samym swoim wyglądem czy tytułem. Kiedy zobaczyłam w ubiegłym roku w internecie okładkę książki Doroty Abramowicz wiedziałam, że kiedyś to dziełko zamieszka na półce mojej domowej biblioteczki.

W zasadzie sama kiedyś miałam podobny pomysł, ale bardziej w tematyce latarnianej. Myślałam czy sprawdziłaby się dla młodego czytelnika książka o kocie opowiadającym o naszych latarniach morskich. A tu wielkie zaskoczenia - powstała opowieść o historii miasta Gdynia przedstawiona w krótkich opisach i fajnych ilustracjach! Taka trochę książka marzeń, bo o historii Gdyni połykam wszystko co wpadnie w moje ręce. A jeśli tą historię przedstawia jeszcze kot, to już w ogóle przyjemność podwójna.

Pomysł jest prosty i genialny. Trafić do młodego czytelnika z tematem zdawałoby się nudnym dla dziecka, bo ktoś dziś chce mieć wykład z historii kiedy tyle jest innych atrakcji. Ale można z tej patowej sytuacji wybrnąć. Mało tekstu - ale najważniejsze fakty, duże ilustracje, główny bohater - kot mieszkaniec Gdyni. Prosty przepis na sukces!

Autorka tekstu - Dorota Abramowicz - urodzona w Gdańsku, ale miejscem zamieszkania związana z miastem Gdynia - jest dziennikarką, publicystką, reporterką i autorką książek ( w tym także dla dzieci). Fantastycznie wybrała kluczowe dla historii Gdyni chwile (od rybackiej wsi do nowoczesnej metropolii) i wplotła je w losy kota Antoniego - który jest naszym przewodnikiem.

Ilustratorka - Joanna Czaplewska - wykonując tematyczne prace graficzne obroniła tym samym swój dyplom magisterski w pracowni książki na wydziale grafiki ASP w Gdańsku. Tutaj również wykonano fantastyczną robotę, bowiem inspiracją do pokazania kadrów z historii Gdyni były autentyczne archiwalne fotografie z zasobów Muzeum Miasta Gdyni. Wprawne oko czytelnika wyszuka w tych ilustracjach oryginalne fragmenty zdjęć przeniesione bezpośrednio w ukazywane zdarzenie.

Jeśli już chodzi o sam proces czytania i obcowania z tym wydawnictwem to dla mnie to była ogromna przyjemność. I parę razy ogromne wzruszenie, którego się nie spodziewałam doświadczyć w literaturze skierowanej do dzieci. Na katach "Wędrówek..." spotkamy kluczowe postacie z dziejów Gdyni: Antoniego Abrahama, Tadeusza Wendę, Eugeniusza Kwiatkowskiego, ks. Hilarego Jastaka oraz najważniejsze miejsca: ulicę Starowiejską, gospodę Skwiercza, Kępę Oksywską, Kamienną Górę, port, ulicę Świętojańską, kawiarnię "Bałtyk", hale targowe, Teatr Muzyczny, Dworzec Morski, statek Batory, Dar Pomorza, stocznię i Skwer Kościuszki.

Osobiście uważam, że książka "Gdyńskie wędrówki..." powinna być lekturą obowiązkową polecaną w szkołach Trójmiasta. Powinna też się znaleźć w każdy gdyńskim domu, w którym jest młody czytelnik, aby zachęcić do poznania historii tego miasta z morza i marzeń.

Podsumowując: Latarnica zdecydowanie poleca!  Dla zakochanych w Gdyni, jej historii oraz wszystkich kotolubów pozycja obowiązkowa.

Książka jest również dostępna w wersji anglojęzycznej jako "Anthony the Cat Wanders Around Gdynia". Wydanie polskie i angielskie dostępne w fantastycznie zaopatrzonym sklepiku Muzeum Miasta Gdyni. Można również zamówić u nich przez stronę www - http://sklep.muzeumgdynia.pl

Dane książki:
Tytuł:  Gdyńskie wędrówki kota Antoniego
Autor:  Dorota Abramowicz
Ilustracje: Joanna Czaplewska
Wyd. Muzeum Miasta Gdyni
Rok wydania: 2018
Ilość stron: 52
Oprawa twarda

Poniżej okładka książki i przykładowe rozkładówki:

Koty również interesują się kocimi historiami. Można coś znaleźć między stronami. Co wyczuł Error?

Fot. Latarnica/2019


Najlepsze lektury 2018 [2] - ranking osobisty

Tydzień temu podzieliłam się z Wami moimi wyborami książek 2018 roku (przeczytanymi w 2018, a nie wydanymi bo niektóre tytuły są sprzed wielu lat) w kategorii reportaży/literatury faktu/ publicystyki.

Dziś pora na zapowiadany odcinek 2 - Najlepsze lektury 2018 - kategoria: powieść. Długo błądziłam wzrokiem po spisie lektur i dorzucałam i eliminowałam moje zachwyty. Bo łatwo byłoby wybrać 10-15 doskonałych ale kilka - to już trudna decyzja.

Oczywiście nie udało mi się wybrać trzech, więc będzie podium (miejsca 1-3) i dwa wyróżnienia. A to moje typy:

1/ Czarny dom  Peter May (tom 1 cyklu Wyspa Lewis)

Książka, która trafiła na pozycję 1 to objawienie, bo po raz pierwszy sięgnęłam po tego Autora. To był wybór w ciemno, próba na plus lub minus, zachęta wyłącznie po krótkiej notce o książce w internecie.

Peter May ma dobre notowania wśród miłośników kryminałów. Ten brytyjski pisarz z Glasgow był wielokrotnie nagradzany za swoje książki. Początkowo pracował jako dziennikarz i pisał scenariusze.

Tytuł od którego rozpoczęłam przygodę z jego twórczością to tom 1 otwierający trylogię Wyspa Lewis. Uwielbiam małe społeczności (tutaj oczywiście jest to mała miejscowość nadmorska na szkockiej wyspie) i akcję, gdzie główną oś stanowi powrót do nich po latach głównego bohatera.

Czarny dom to połączenie kryminału i thrillera. Mamy w nim świetne postacie, tajemnice przeszłości, mroczne tradycyjne obrzędy mieszkańców wyspy. Czyta się wyśmienicie i pochłania od samego początku. Historia jest mroczna, dosadnie opisana, nie upiększająca ciemnych stron życia.

Dla mnie stanowi idealny początek na zaprzyjaźnienie się z prozą Maya na kolejne lata. Na szczęście jest trochę jego książek wydanych po polsku i Autor po tej trylogii - potem już w pojedynczych niezależnych tytułach powraca do szkockich wysp z kolejnymi thrillerami (np. Na szlaku trumien z 2018 roku).

2/ Kiedy Ciebie nie ma – Lisa Jewell

Kiedy zobaczyłam, że na księgarski rynek trafia nowa powieść Lisy Jewell - brytyjskiej pisarki ze sporym już dorobkiem - przypomniały mi się moje osobiste zachwyty jej prozą z lat 90-tych XX wieku i te książki czytane już po 2000 roku.

Nie było takiej, która by nie zostawiła po sobie bardzo dobrych wspomnień i poczucia, że lektura nie było stratą czasu. Ba, nawet była czymś więcej, bo zostawała w czytelniku na dłużej. Lata temu jej debiut i kolejne książki zachwycały mnie. Wydawać by się mogło, że to takie współczesne czytadła, ale Autorka potrafiła dodać w nich coś więcej, przez co nie pretendowały do lektury lekkiej. Zawsze poruszały ważne tematy i drążyły to co dzieje się w ludziach w starcu z nimi.

Kiedy ciebie nie ma mocno zaskoczyła na plus. Dotychczas Autorka nie pisała tak jednoznacznie mrocznych książek, tak łatwo dających się sklasyfikować, bowiem ta jest zdecydowanie mocnym thrillerem z zaskakującą fabułą. Ale jak to u Jewell język, akcja, pomysł - wszystko na najwyższym poziomie. Powrót po latach do tej pisarki to było jak spróbowanie ulubionej potrawy po długim czasie postu. Wyśmienita lektura którą zdecydowanie polecam!

3/ Grób we Fryzji Wschodniej – Klaus Peter (3 tom cyklu Ann Kathrin Klaasen)

Tom trzeci Klausa Petera Wolfa to ostatni wydany w Polsce tom z tego cyklu. Książek kryminalnych z Fryzji jest o wiele więcej i bardzo żałuję, że jak na razie muszę się zadowolić tylko trzema. Bowiem skontaktowałam się zaraz po lekturze z wydawcą i dostałam odpowiedź, że na razie nie planują publikacji kolejnych części.

Serce mi od tego krwawi, bowiem uważam, że to jedne z najlepszych kryminałów współczesnych jakie czytałam w ostatnich latach. Jeśli dobrze pamiętam tom 1 i 2 nagrodziłam w moim rankingu za rok 2017.

Atutem jest też to, że akcja została osadzona w mało popularnym miejscu, mało znanym, a bardzo pięknym - bowiem jest to kraina ciągnąca się wzdłuż wybrzeża Morza Północnego. Obecnie znajduje się w granicach Niemiec, Danii i Holandii.

Proza Wolfa i jego pomysł na cykl kryminalny z kobiecą bohaterką po przejściach przypomina mi inne dwie ukochane serie - cykl o Fjallbace Camilli Lackberg oraz cykl o komisarz Katie Maguire Grahama Mastertona rozgrywajacy się w Irlandii. Mam nadzieję, że w przyszłości trafi jednak do mnie polskie wydanie kolejnych tomów o Ann Kathrin Klaasen, bo akcja tomu 3 urywa się w tak ważnym punkcie życia bohaterki.

Dwa wyróżnienia otrzymują autorzy pewniaki:

Para zza ściany– Shari Lapena i Na skraju załamania  – B.A. Paris

Dwie wyróżnione powieści to dla mnie tzw. pewniaki czyli póki któryś Autor nie popełni fatalnej książki, czytam ich w ciemno nie bojąc się, że lektura zawiedzie. Na razie to działa. W przypadku Pary zza ściany wybrałam ten tytuł ale jak dotąd wszystkie trzy wydane w Polsce są doskonałe. Dla mnie podchodzą pod idealne thrillery psychologiczne. W trakcie czytania nie potrafię przewidzieć kolejnych ruchów bohaterów i zwrotu akcji i do samego końca nie odgaduję wielkiego finału.

Jeśli chodzi o twórczość B.A. Paris to Na skraju załamania było drugim czytanym tytułem. Rok wcześniej rzuciła mnie na kolana powieść Za zamkniętymi drzwiami i po jej przeczytaniu uznałam, że trafia w sedno mojego gustu. Druga powieść Na skraju... tylko to potwierdziła. Akcja i napięcie na najwyższym poziomie. Czekam niecierpliwie na więcej.

Za to na sam koniec chciałabym wymienić moje dwa rodzime ODKRYCIA ROKU. Obie powieści mają akcję osadzoną na naszym pięknym wybrzeżu i wiadomo dokładnie, gdzie się ona rozgrywa. Tam gdzie nie sięga już cień – Hanny Kowalewskiej to powieść z Jastarnią w tle (w książce występuje jako Jantarnia), a Tylko morze zapamięta Moniki Oleksa to książka osadzona w nadmorskich Dąbkach. Oba tytuły to pierwsze tomy planowanych trylogii (tom 2 H. Kowalewskiej już się ukazał pod koniec 2018 roku). daję obu Autorkom ogromny kredyt zaufania licząc, że ciąg dalszy obu historii zachwyci mnie równie mocno.

Fot. główna wpisu (motyw książek) - Designed by Freepik


Najlepsze lektury 2018 [1] - ranking osobisty

Im więcej przeczytam tytułów w roku kalendarzowym, tym trudniej zrobić mi wpis o tych kilku wybranych NAJ w ramach styczniowych podsumowań lekturowych roku.

Co roku obiecuję sobie, że wybiorę po prostu trzy najlepsze i po sprawie. Ach, gdyby było to takie łatwe! Gdybym nie trafiała w książki, dokonywała złych wyborów! Wszystko poszłoby gładko, bo dobrych byłoby mało.

Niestety mam tego "pecha", że prawie każda wybrana lektura to zachwyt. Ale dzieje się tak dlatego, bo stawiam na pewne "konie" - albo sprawdzonego autora, albo sprawdzoną tematykę. Trudno potem się męczyć przy lekturze - coś się zawsze sprawdzi.

Podsumowując rok lektur AD 2018 muszę wskazać podium (3 tytuły) dla powieści i literatury faktu. Inaczej nie dam rady dokonać wyboru. Trzech najlepszych z 85 tytułów po prostu nie potrafię wybrać.

Podium w grupie lektur - literatura faktu/reportaże/literatura popularnonaukowa należy do:

  1. Tryptyk Małgorzaty Abramowicz: Jastarnia z morza i lądu,Jurata – kurort z niczego, Jastrzębia Góra – Filija ósmego cudu świata

O książkach pani Abramowicz już na Latarnicy wspominałam, kiedy po nie sięgałam. Zdecydowanie wygrywają z innymi, bo opowiadają w bardzo ciekawy sposób o miejscach, które są mi bardzo bliskie i umiłowane. Już tak mam, że jak pokocham jakieś miejsce na wybrzeżu to pragnę poznać jego historię. Autorka bardzo przybliżyła mi te trzy popularne dziś miejscowości letniskowe i odkryła wiele nieznanych kart. Na dodatek te książki są przepięknie ilustrowane archiwaliami i wzbogacone o interesujące wypisy ze starej prasy czy literatury. Dla miłośnika historii wybrzeża - prawdziwa uczta!

2. Zaginiony Conrad Anker, David Roberts

Ta książka trafia na drugą pozycję, bo traktuje o temacie (wyprawie) a raczej osobie, na punkcie której mam lekkiego bzika. Zaginiony Ankera to zebrana w książkę relacja z górskiej wyprawy w rejon Mount Everestu, która miała określony cel: znalezienie ciał George'a Mallory'ego oraz Johna Irvine'a - którzy w latach 20-tych XX wieku zaatakowali szczyt Everestu i nigdy z tego ataku szczytowego już nie powrócili. Tym samym miano zrekonstruować wydarzenia z tamtej tragicznej wyprawy.

Ostatecznie trafiono na ciało jednego z zaginionych wspinaczy. George Mallory został odnaleziony! Jednak ciało Irvine'a do dziś czeka gdzieś na odkrycie a może zawierać kluczowe informacje bo to on miał aparat fotograficzny. Być może wtedy byłoby już wszystko jasne - czy zdobyli szczyt i spadli podczas odwrotu czy też nigdy na ośmiotysięcznik nie dotarli. Dla mnie fascynująca, trzymająca w napięciu lektura!

Dla zainteresowanych tematem dodam, że wydaniu tej książki towarzyszył pełnometrażowy dokument pokazywany w kinach IMAX na całym świecie.

3. Bałtyk – Historie zza parawanu Aleksandra Arendt ex-aequo Gdynia spacery po dawnym letnisku  Ewelina Marciniak

Jeśli chodzi o medale brązowe to ex-aequo otrzymują je dwie fantastyczne książki. Pierwszą recenzowałam w grudniu 2018 roku i ten wpis znajdziecie tutaj: https://latarnica.pl/2018/11/16/latarnica-poleca-vol-19-po-prostu-baltyk/

Druga to gratka dla tych, którzy kochają Gdynię. Autorka Ewelina Marciniak genialne opowiada o początkach tego miasta i przybliża jego historię proponując konkretne spacery po dzisiejszej Gdyni, na których to trasach będziemy mijać najważniejsze miejsca i obiekty.

Jest to taki inny rodzaj przewodnika po historycznych miejscach letniskowych i kąpielowych Gdyni, opatrzony wspaniałymi archiwaliami. A całość napisana pięknym językiem i tak podana, że bardzo pomaga w odbiorze fakt, iż Autorka ma doświadczenie przewodnickie. Bardzo polecam!

A "moje" powieści roku 2018 poznacie w następnym tygodniu. Zapraszam!

Fot. główna wpisu (motyw książek) - Designed by Freepik


Latarnica poleca - vol. 20 - Sekrety Pomorza Zachodniego

W 2017 roku miałam mój pierwszy kontakt z publikacjami łódzkiego wydawnictwa Księży Młyn. A wszystko za sprawą tytułu książki, której przeczytania nie mogłam sobie odmówić. Były to "Sekrety Półwyspu Helskiego" A. Tarkowskiej. Już wtedy spodobała mi się sama formuła tej książki, jak i jej szata graficzna. Okładka bardzo zachęcała, aby odkryć jakie historie ma do opowiedzenia Autorka.

Potem za ciosem nabyłam tej samej autorki "Sekrety Gdyni" i byłam już pewna, że po kolejne tytuły serii sięgnę na pewno, jeśli tylko będą opowiadać o interesujących mnie rejonach wybrzeża. Ogromnym atutem był też fakt, że na obu okładkach (i Półwyspu, i Gdyni) znalazły się latarnie morskie (helska i oksywska). Wiadomo, że na mnie podziała to jak magnes.

Kiedy w internecie natrafiłam na okładkę "Sekretów Pomorza Zachodniego" nie zastanawiałam się długo. Znowu mrugała do mnie zachęcająco z okładki latarnia morska (tym razem w Niechorzu) i rysowała się perspektywa przygody odkrywania tajemnic rejonu, który znam gorzej niż pomorze wschodnie.

Interesujące historie z rejonu pomorza zachodniego zebrał i opracował Roman Czejarek (dziennikarz i kolekcjoner pamiątek z tego regionu). Według mnie dokonał trafnych wyborów (choć zapewne bazę stanowiła o wiele dłuższa lista tematów. Ale zawsze trzeba dokonywać selekcji co nie jest łatwie ani w treści, ani doborze zdjęć.

Dla mnie praktycznie nie ma w tej książce rozdziału, który by mnie nie zainteresował. A wszystko przystępnie napisane i rozbudzające ciekawość, aby samemu poszukać jeszcze więcej informacji na niektóre tematy. Minusem jest na pewno to, że w książce nie znalazło się nic na temat latarni z okładki. Ale za to mamy fantastyczny rozdział o latarniach świnoujskich czy znanym powszechnie symbolu tego miasta z falochronu zachodniego - popularnym Wiatraku (właśc. stawa "Młyny"). Miałabym też czasami zastrzeżenie do wyboru zdjęć, bowiem np. rozdział o ruinach kościoła w Trzęsaczu poza bardzo interesującą fotografią z początku XX wieku zilustrowano (nie wiem dlaczego) przedwojennymi widokami kąpieliska w Świnoujściu.

Ale to drobne mankamenty i przy całościowym spojrzeniu na tą pozycję minusy giną wobec licznych zalet. Podobnie jak poprzednie tytuły z tej serii odkrywamy ciekawe miejsca i wydarzenia, które gdzieś uleciały z pamięci i kart historii, albo w ogóle nie mieliśmy o nich pojęcia bo były znane bardziej w regionie, gdzie się działy. Spis treści pokazuję na jednym z zdjęć poniżej, więc można się zorientować jakie tematy książka porusza.

Podsumowując: Latarnica  zdecydowanie poleca!  I czekam niecierpliwie na kontynuację tej fantastycznej serii. W końcu na naszym wybrzeżu zostało jeszcze mnóstwo miejsc do odkrycia. I praktycznie każda miejscowość większa czy letniskowa mogła by się doczekać takiego opracowania. Ja od siebie jeszcze dodam, że na lekturę czeka już kolejny tytuł z tej serii zakupiony w grudniu 2018. A jakiego miejsca/regionu dotyczy na razie jeszcze nie zdradzę.

Dane książki:
Tytuł:  Sekrety Pomorza Zachodniego
Autor:  Roman Czejarek
Dom Wydawniczy Księży Młyn
Rok wydania: 2017
Ilość stron: 178
Oprawa twarda

Poniżej okładka książki i kilka wybranych kart:

Spis treści
Na okładce znalazła się nawet latarnia morska Niechorze, choć niestety nie ma o niej wzmianki w książce

Lektury 2019

Jak co roku - ten wpis będzie jedynym aktualizowanym aż  do końca grudnia 2019. Pojawi się tutaj lista wszystkich przeczytanych książek. To zawsze nowe wyzwanie i gdzieś w głowie tkwi nadzieja, że znajdzie się czas na więcej niż w lata poprzednie. Czas pokaże jaki będzie to dla mnie rok pod kątem mojego czytelnictwa. Bo nic na siłę...

Jak w lata minione przystępuję do facebookowej grupy miłośników czytania o nazwie "Przeczytam 52 książki w roku". Ma ona zachęcać do regularnego czytania i próby zmierzenia się z jedną książką tygodniowo co da właśnie tytułowe 52 tytuły w 365 dni.

Rok 2018 udało mi się zakończyć wynikiem 85 tytułów (prawie tyle samo co w roku 2017 - bo wtedy było ich 84), a w roku 2016 byłam bliska celu osiągając na koncie 50 tytułów. Tak czy inaczej podnoszę zdecydowanie statystyki czytelnictwa, bowiem jak podają media większość społeczeństwa polskiego nie czyta nic.

Dla mnie książki to miły nałóg i nie wyobrażam sobie dnia bez czytania. Choćby miała to być tylko strona przed snem, bo i tak się często zdarza. Lista lektur niebezpiecznie co roku się wydłuża. Nie stukam więc dłużej tylko powrócę do odłożonej książki. Wam życzę samych trafionych lektur w 2019!

Lektury 2019:

  1. Nierozwiązane zagadki historii (od epoki kamiennej do końca XX wieku) – Paul Aron – styczeń - nota 4
  2. Ponad wszystko - Tanis Rideout - styczeń - nota 5+
  3. Natchnieni morzem. Władysławowo - ludzie i ich historie - Małgorzata Abramowicz - styczeń - nota 4+
  4. Boskie zwierzęta - Szymon Hołownia - styczeń - nota 5
  5. Ksiądz polski - zbiór reportaży - styczeń - nota 5
  6. Drzwi do nieba - Patricia Pearson - styczeń - nota 5
  7. Czapkins - historia Tomka Mackiewicza - Dominik Szczepański - styczeń - nota 5
  8. Góra obietnic - Adam Szustak OP - styczeń - nota 5
  9. Sekrety Gdańska - Aleksandra Tarkowska - styczeń - nota 4+
  10. Niewidzialny - Mari Jungstedt (tom 1 cyklu - Inspektor Anders Knutas) - styczeń - nota 5
  11. Niewypowiedziany - Mari Jungstedt (tom 2 cyklu - Inspektor Anders Knutas) - styczeń - nota 5
  12. Gdyńskie wędrówki kota Antoniego - Dorota Abramowicz - styczeń - nota 5
  13. We własnym gronie - Mari Jungstedt (tom 3 cyklu - Inspektor Anders Knutas) - styczeń/luty - nota 5
  14. Ten jeden dzień - Kaira Rouda - luty - nota 5
  15. Umierający dandys - Mari Jungstedt (tom 4 cyklu - Inspektor Anders Knutas) - luty - nota 5
  16. Myszaczek - Max Kaplan - luty - nota 5
  17. B jak Batory - Barbara Caillot, Aleksandra Karkowska - luty - nota 5
  18. Zamiana - Rebecca Fleet - luty - nota 5
  19. Biel nocy - Ann Cleeves (2 tom kwartetu szetlandzkiego) - luty - nota 5
  20. 333 koty - Natalia Usenko - luty - nota 5
  21. My mamy kota na punkcie kota - Anna Bańkowska - luty - nota 5
  22. Balsam dla duszy miłośnika kotów - Jack Canfield - luty/marzec - nota 5
  23. Misja prawie niemożliwa - Mariusz Niemycki - marzec - nota 4
  24. Kotostrofy czyli o kotach strofy - Agnieszka Frączek - marzec - nota 5
  25. Słodkie lato - Mari Jungstedt (tom 5 cyklu - Inspektor Anders Knutas) - marzec - nota 5
  26. Kocie mojo - Jackson Galaxy - marzec - nota 5
  27. 17 podniebnych koszmarów - Stephen King i Bev Vincent przedstawiają - marzec - nota 4+
  28. Idealne małżeństwo - Kimberly Belle - marzec - nota 5+
  29. Nie pozwól mu odejść - Kathryn Croft - marzec/kwiecień - nota 5+
  30. Co wie twój kot - Sally Morgan - kwiecień - nota 4+
  31. Zwierzozwierz - antologia o zwierzętach - różni autorzy - kwiecień - nota 4
  32. Dzika sprawiedliwość. Moralne życie zwierząt - Marc Bekoff, Jessica Pierce - kwiecień - nota 4+
  33. Co o mnie wiesz - Megan Miranda - kwiecień - nota 5
  34. Kociarz - Kristen Roupenian - kwiecień-maj - nota 5
  35. Blogerki na plaży - Karol Kłos - maj - nota 4+
  36. Magiczny Sopot - Hanna Domańska - maj - nota 4+
  37. Kot Kameleon - Joanna Wachowiak - maj - nota 5
  38. Please kill me - punkowa historia punka - Gillian McCain - maj - nota 5
  39. Niedorajda - czyli co nam radzą poradniki - Michał Rusinek - maj - nota - 5
  40. Gdy śmieją się oczy - czyli M. i T. w podróży - T. Zawistowski, M. Józefczyk - maj - nota...

Fot. nagłówka postu kot Error w obiektywie - Fotografia Monika Małek


Ponad wszystko

Dziś w pierwszym dniu nowego roku zauważyłam, że w okresie około świątecznym jak i w same święta wiele mam takich osobistych drobnych rytuałów. Nie ma świąt bez pewnych smaków czy zapachów. Nie ma też świąt bez sprawienia sobie samej małej przyjemności (o tym poniżej). Podobnie jak nie ma dzisiejszej daty (1 stycznia) bez słuchania od rana do wieczora Topu Wszech Czasów w Radiowej Trójce.

Co roku na święta kupuję jeden prezent sama sobie. Po prostu robię sobie przyjemność i nie zależy mi na terminach i fakcie, że to coś musi trafić w dniu wigilii pod choinkę.

Tradycyjnie już prezent dotarł do paczkomatu po świętach, ale cieszy tak samo jak w chwili zamawiania go. Ponieważ nie moglam znaleźć wersji
e-bookowej, którą odkąd stałam się posiadaczką Kindle preferuję, padło na wydanie papierowe. 

W tym roku podarunkiem jest piękna opowieść o trudnym trójkącie miłosnym, bo w relację mąż - żona wkrada się ta trzecia: najwyższa góra świata. Jak widzicie uwielbiam ekstrema: jak woda to tylko duża czyli morza i oceany, jak góry to te najwyższe. "Ponad wszystko" to historia jego, jej i tej trzeciej - Everestu. Lekturę zacznę wkrótce, bo kończę czytać pierwszą książkę z lektur AD 2019.

Historia wspinaczek George'a Mallory'ego fascynuje mnie od zawsze. Czytam o nich i o nim wszystko co zostaje wydane w języku polskim. Oglądam też filmy i dokumenty. Także w sieci. Trzy wyprawy, trzy podejścia i ta ostatnia zakończona wielką tragedią. Do dziś zostawia wielki znak zapytania. Czy Mallory i jego wspinaczkowy partner Irvine byli na szczycie czy też nie.

Ale w tle ogromnej pasji wspinania się i zdobywania miejsc niepoznanych oraz ewidentnego zakochania się w górze był dramat dwojga ludzi: George'a i jego żony Ruth.

Fot. Latarnica/styczeń 2019


W klimacie świątecznym...

W ten bardziej cichy niż zwykle czas, wrzucam tutaj migawki z okresu przedświątecznego jak i samych świąt. Kojarzy mi się on najbardziej z określonymi zapachami: korzennymi, cytrusowymi, leśnymi. Poza tym w święta staram się jadać potrawy, które znajdą się na stole tylko w tym okresie, aby nie było to coś dostępne przez cały rok. Również w napojach: kawie czy herbacie dominują aromaty świąt (np. kawa karmelowa, herbata adwentowa z korzeniami i owocami cytrusowymi). Ale nade wszystko Boże Narodzenie to nastrój w nas samych. To jak się do siebie odnosimy, te liczne wspólne rytuały, spotkania, na które w ciągu roku nie ma czasu - to tworzy jeszcze tzw. magię świąt. Cieszę się, że co roku to odnajduję, choćby na ostatni moment, bo bez tego czymże byłby ten czas? Nakręcany materialny wizerunek świąt zaklęty w słowach kup więcej i bierz kredyt, aby było na bogato, zupełnie mnie nie przekonuje i nie dotyczy. Od kilku lat nie robimy sobie prezentów. Symboliczne podarunki wysyłam do kilku bliskich osób lub wręczam w okresie przedświątecznym osobom z poza rodzinnego grona. W ten sposób i tak pod choinkę lądują małe paczusie od przyjaciół, które otwieram dopiero w Wigilię. Obowiązkowo obdarowuję w święta drobnymi podarunkami zwierzaki, które przyjdzie mi spotkać w tym czasie. I już tak zupełnie niewspółcześnie razem z moją przyjaciółką wymieniamy się odręcznie napisanymi wielostronicowymi listami, które rytualnie czytamy (każda w swoim domu, bo dzielą nas setki kilometrów) późną nocą w Wigilię, gdy wszyscy pogrążeni są już w głębokim śnie. Ot takie moje zwyczaje i tradycje.

Poniżej foto migawki świąteczne.

Fot. Latarnica / 2018


Na Święta...

Kochani, na te piękne świąteczne dni życzę Wam wszystkim zatrzymania, czasu dla bliskich, ale i dla siebie samych, żeby były okazje do wsłuchania się w muzykę, która Wam w duszy gra, chwile do poczytania książek, do zanurzenia dłoni w futrach zwierząt, z którymi dzielicie życie. Spędzajcie ten czas tak, abyście byli szczęśliwi, dbajcie o atmosferę i cieszmy się z obecności bliskich, bo nigdy nie wiemy ile kolejnych świąt przyjdzie nam razem spędzić. A tak już najbardziej tematycznie – bo blogowo – to muszę dodać, żebyśmy wszyscy w Nowym Roku 2019 przeżyli wspaniałe latarniane wyprawy. Tym, którzy jeszcze nie dotarli do wszystkich naszych bliz, życzę aby mieli w Paszportach Latarnika komplet pamiątkowych pieczątek, a ja z pewnością będę docierać do znanych już sobie latarni - co nie wyklucza wzruszeń i emocji.

Dla mnie będą to jak zawsze święta rodzinne, ale i czas odpoczynku po całorocznym pędzie, obowiązkowy czas z książką, kolędami i piosenkami świątecznymi (które już słucham od pocztu grudnia), a także poświęcenie większej uwagi mojemu kocurowi, który za kilka dni skończy 10 lat.

Fot. Latarnica


Latarnica poleca – vol. 19 – Po prostu Bałtyk

Są takie książki, które już po pierwszym spojrzeniu sprawiają, że serce zaczyna mi szybciej bić. Tak było dokładnie w tym przypadku. Choć emocje już trochę ostygły, bo  zaczytywałam się tą książką latem (i to jest dla niej idealny czas) to nie mogłam jej pominąć w moim cyklu Latarnica poleca, bo byłabym dla niej niesprawiedliwa. Poza tym należy do takich, które od razu polecam jeśli ktoś pyta o fajną lekturę, a wiem jednocześnie, że lubi nasze morze i wybrzeże. Dla mnie to był literacki pewniak. I nie  zawiodłam się. Sam tytuł: Bałtyk. Słowo, które przywołuje całą masę skojarzeń, a przede wszystkim wspomnień. Morze Bałtyckie towarzyszy mi od dziecka. Nie pamiętam mojego pierwszego z nim kontaktu, ale miałam wtedy kilka lat i  byłam w wieku przedszkolnym. Wiem jedno – to co wtedy zobaczyłam – bardzo mi się spodobało i do tego tęskniłam czekając niecierpliwie  na letnie wypady nad Bałtyk.

Dziś już wiem,  że Bałtyk wygląda równie pięknie widziany  z plaż kurortów niemieckich czy wybrzeża Szwecji. Jest czarujący obserwowany  z pokładów dużych promów i mniejszych statków wycieczkowych. To chyba „moje” morze. Widziałam przepiękny koloryt wód Morza Śródziemnego,  ale… to nie był mój Bałtyk. I wychodząc z  tej fascynacji i bezgranicznej miłości sięgnęłam po książkę Aleksandry Arendt. Już mile było to,  że ukazała się w moim rodzimym Wydawnictwie Poznańskim. I choć nie należy sądzić książek po okładkach ta mnie  zauroczyła bo przywołuje ten Bałtyk z  dzieciństwa,   perspektywy kocyka i leżaka. Tak wtedy spędzało się wakacje – albo przy dobrej pogodzie (a upalnym latem bywały temperatury 22-24 stopnie) leżąc na plaży, albo przy gorszej – chodząc na desery i inne słodkości do centrum kurortów. Ot typowe wakacje w ramach FWP (Funduszu Wczasów Pracowniczych) w   latach 70-tych i 80-tych XX wieku. Dopiero po roku 1990 otworzyły mi się oczy, że można trochę inaczej czyli więcej  zwiedzając i poznając historię danych miejsc i okolic.

Autorka sięga po tematy dawniejsze i bliższe nam czasowo. Czym jest ta książka? Właściwie  zapewne subiektywnym wyborem ciekawych historii i miejsc  związanych  z naszym wybrzeżem. W 12 tematycznych rozdziałach (aż prosiłoby się o więcej, a może doczekam się kolejnego tomu   o tytule  Bałtyk 2? Bo przecież interesujących historii   znad morza są setki) Aleksandra Arendt wybrała różnorodną tematykę i przemieszczamy się z nią od Wolina po Hel. Jest to także podróż wehikułem czasu. Książkę otwiera rozdział o latarniach morskich. To całkiem dobry wybór jak na wielkie bum na sam początek. Dla mnie rozwiązanie idealne. I choć osobiście większość z  tych 12 historii  znałam to sam sposób opowiadania o nich i strona wizualna książki są wystarczającym atutem, abym się w jej treści rozsmakowywała. Fantastyczny wybór archiwaliów, miłe dla oka stare fotografie i karty pocztowe, muzealne artefakty i mapy… Czułam się jak dziecko w Boże Narodzenie siedzące pod choinką   z rozpakowanym  idealnie trafionym prezentem. Bo ta książka jest dla mnie czymś takim. Historiami uszytymi na miarę i pozostaje się nimi tylko cieszyć. Celowo nie spieszyłam się  z lekturą. Nie chciałam, aby ten  zakup był lekturą na dwa dni (a mógł się stać i na jeden dzień bo jak tu pohamować ciekawość). Wolniutko przetrawiałam rozdział po rozdziale i przy okazji wracałam do własnych innych źródeł książkowych o danej tematyce. Ale jestem przekonana, że równie trafnie raduje czytelnika mniej znającego historię wybrzeża i ciekawostki z  nim  związane. Ja w końcu jestem pasjonatką tematu, a inny – mniej emocjonalnie podchodzący do tematu odbiorca –  z pewnością wielokrotnie pomruczy  z  zadowolenia wybraną tematyką rozdziałów. Bo co tutaj mamy oprócz latarni morskich? Jest tych  wciągających historii wiele.  M.in. o Winecie – naszej rodzimej Atlantydzie, modzie plażowej, historii o Starym Helu, jedynej windzie na plaże, charakterystycznym „zameczku” przy plaży w Łebie, ruinach w Trzęsaczu,  zatopionych lokomotywach, rejsach Tomasza Raczka czy rodzajach plażowania. Słowem istny kufer pełen cudów.   Idealna lektura na plażę kiedy odrywając wzrok od kart lub czytnika ebook-ów od razu  zawieszamy spojrzenie na wody Bałtyku. A  z drugiej strony idealny prezent na jesienne i  zimowe wieczory – kiedy tęsknota  za morzem już bardzo doskwiera – można na chwilę przenieść się TAM.

Latarnica  zdecydowanie poleca!   I czekam jednak na kontynuację. Tutaj było tego wszystkiego  zdecydowanie  za mało. Bałtyk  zasługuje na wydawnictwo wielotomowe. Wszystkim, którzy  zdecydują się na  zakup  życzę miłej lektury i fascynujących spacerów po naszym wybrzeżu.

i  byłam w wieku przedszkolnym. Wiem jedno – to co wtedy  zobaczyłam – bardzo mi się spodobało i do tego tęskniłam czekając niecierpliwie  na letnie wypady nad Bałtyk.

Dziś już wiem,  że Bałtyk wygląda równie pięknie widziany  z plaż kurortów niemieckich czy wybrzeża Szwecji. Jest czarujący obserwowany  z pokładów dużych promów i mniejszych statków wycieczkowych. To chyba „moje” morze. Widziałam przepiękny koloryt wód Morza Śródziemnego,  ale… to nie był mój Bałtyk. I wychodząc z  tej fascynacji i bezgranicznej miłości sięgnęłam po książkę Aleksandry Arendt. Już mile było to,  że ukazała się w moim rodzimym Wydawnictwie Poznańskim. I choć nie należy sądzić książek po okładkach ta mnie  zauroczyła bo przywołuje ten Bałtyk z  dzieciństwa,   perspektywy kocyka i leżaka. Tak wtedy spędzało się wakacje – albo przy dobrej pogodzie (a upalnym latem bywały temperatury 22-24 stopnie) leżąc na plaży, albo przy gorszej – chodząc na desery i inne słodkości do centrum kurortów. Ot typowe wakacje w ramach FWP (Funduszu Wczasów Pracowniczych) w latach 70-tych i 80-tych XX wieku. Dopiero po roku 1990 otworzyły mi się oczy, że można trochę inaczej czyli więcej  zwiedzając i poznając historię danych miejsc i okolic.

Autorka sięga po tematy dawniejsze i bliższe nam czasowo. Czym jest ta książka? Właściwie  zapewne subiektywnym wyborem ciekawych historii i miejsc  związanych  z naszym wybrzeżem. W 12 tematycznych rozdziałach (aż prosiłoby się o więcej, a może doczekam się kolejnego tomu   o tytule  Bałtyk 2? Bo przecież interesujących historii   znad morza są setki) Aleksandra Arendt wybrała różnorodną tematykę i przemieszczamy się z nią od Wolina po Hel. Jest to także podróż wehikułem czasu. Książkę otwiera rozdział o latarniach morskich. To całkiem dobry wybór jak na wielkie bum na sam początek. Dla mnie rozwiązanie idealne. I choć osobiście większość z  tych 12 historii  znałam to sam sposób opowiadania o nich i strona wizualna książki są wystarczającym atutem, abym się w jej treści rozsmakowywała. Fantastyczny wybór archiwaliów, miłe dla oka stare fotografie i karty pocztowe, muzealne artefakty i mapy… Czułam się jak dziecko w Boże Narodzenie siedzące pod choinką   z rozpakowanym  idealnie trafionym prezentem. Bo ta książka jest dla mnie czymś takim. Historiami uszytymi na miarę i pozostaje się nimi tylko cieszyć. Celowo nie spieszyłam się  z lekturą. Nie chciałam, aby ten  zakup był lekturą na dwa dni (a mógł się stać i na jeden dzień bo jak tu pohamować ciekawość). Wolniutko przetrawiałam rozdział po rozdziale i przy okazji wracałam do własnych innych źródeł książkowych o danej tematyce. Ale jestem przekonana, że równie trafnie raduje czytelnika mniej znającego historię wybrzeża i ciekawostki z  nim  związane. Ja w końcu jestem pasjonatką tematu, a inny – mniej emocjonalnie podchodzący do tematu odbiorca –  z pewnością wielokrotnie pomruczy  z  zadowolenia wybraną tematyką rozdziałów. Bo co tutaj mamy oprócz latarni morskich? Jest tych  wciągających historii wiele.  M.in. o Winecie – naszej rodzimej Atlantydzie, modzie plażowej, historii o Starym Helu, jedynej windzie na plaże, charakterystycznym „zameczku” przy plaży w Łebie, ruinach w Trzęsaczu,  zatopionych lokomotywach, rejsach Tomasza Raczka czy rodzajach plażowania. Słowem istny kufer pełen cudów.   Idealna lektura na plażę kiedy odrywając wzrok od kart lub czytnika ebook-ów od razu  zawieszamy spojrzenie na wody Bałtyku. A  z drugiej strony idealny prezent na jesienne i  zimowe wieczory – kiedy tęsknota  za morzem już bardzo doskwiera – można na chwilę przenieść się TAM.

Latarnica  zdecydowanie poleca!   I czekam jednak na kontynuację. Tutaj było tego wszystkiego  zdecydowanie  za mało. Bałtyk  zasługuje na wydawnictwo wielotomowe. Wszystkim, którzy  zdecydują się na  zakup  życzę miłej lektury i fascynujących spacerów po naszym wybrzeżu.

Dane książki:
Tytuł:  Bałtyk. Historie  zza parawanu
Autor:  Aleksandra Arendt
Wydawnictwo  Poznańskie 2018
Ilość stron: 254
Oprawa miękka

Poniżej okładka książki i kilka wybranych kart:


Ex Libris z latarnią morską [2]

Dziś powracam do cyklu zainaugurowanego 1 sierpnia br. o Ex librisach z wizerunkami naszych latarni morskich. Od razu zachęcam Was jeśli macie gdzieś w domu w książce taki latarniany Ex libris to proszę o podesłanie jego zdjęcia lub skanu do mnie - z przyjemnością zaprezentuję go.

A drugi i na razie ostatni latarniany Ex libris w mojej kolekcji (po tym z pierwszą świnoujską latarnią) to ten z wizerunkiem latarni Rozewie I.

W samym Ex librisie mamy tekst: Muzeum Stefana Żeromskiego. Latarnia morska Rozewie. Obok znajduje się pieczęć o treści: Pamiątka z Muzeum S. Żeromskiego. Latarnia morska Rozewie. Dom Książki

Fot. Ex Libris i przedwojenne kartki ze zbiorów Latarnicy

Poniżej Ex Libris z Rozewiem I

Poniżej archiwalne ujęcia latarni Rozewie I na przedwojennych kartkach pocztowych - latarnia pod względem architektonicznym z okresu zaprezentowanego na Ex Librisie (przed rozbudową i zwiększeniem wysokości wieży).


Latarnica poleca - vol. 18 - Powieść z Jastarnią w tle

Nie będę ukrywać. W moich wyborach lektur mają zdecydowanie fory te, których akcja rozgrywa się nad morzem. Jeśli jest to nasze morze to dochodzi kolejny atut, a jeśli jeszcze jest to miejscowość nadmorska (nawet jeśli opisana pod fikcyjną nazwą) położona na Półwyspie Helskim to raczej pewne, że po taką książkę sięgnę i zmierzę się z nią.

W przypadku tej powieści nie ma mowy o jakimś mierzeniu się czy walce i czytaniu z trudem, aby już przez to przebrnąć. Jej lektura to była czysta przyjemność. Choć tematyka wcale nie jest lekka i przyjemna.

Nie znałam dotąd dokonań literackich pani Kowalewskiej więc hasło "cykl książek o Zawrociu" które już popełniła i które cieszą się popularnością, nic mi nie mówiło. Za to mówiła wiele zachęcająca notka wydawcy i umieszczenie akcji w nadmorskiej Jantarni.

Bardzo szybko się zorientowałam, że Jantarnia to Jastarnia, bo jeśli w książce Hel jest Helem, a Kuźnica Kuźnicą to nie może być mowy o wyimaginowanym miejscu. Tym bardziej że opisy idelanie pasują do rzeczywistości.

Zatem ten fakt przykuł moją uwagę i sięgnęłam po "Tam gdzie nie sięga już cień". Powieść zaczyna się intrygująco. Główna bohaterka dostaje telegram o treści "Przyjedź. Berta" i odtąd wszystko się zmienia. Musi stawić czoło demonom przeszłości i po latach wrócić do Jantarni, którą opuściła - zdawałoby się że na zawsze. Ale życie czyni niespodzianki i czasami nie można uciec od tego co było.

Tak zaczyna się bardzo wciągająca powieść współczesna o Ince i jej rodzinie. Powieść nieprzekoloryzowana, bynajmniej bez lukru i głaskania po główce, historia wręcz brutalna, pełna złych charakterów, zasupłanych losów, rodzinnych intryg i tajemnic, przemocy, zdrady, knowań i... mimo wszystko jakiegoś piękna.

tle zdarzeń jesienna posezonowa Jastarnia i Półwysep Helski. Autorka opisuje miejsca tak dokładnie że znawca tych miejscowości będzie wiedział o które ulice chodzi. Mamy też wątek wypadów do nieczynnej latarni, która stała się dla niektórych tubylców idealnym miejscem do spotkań przy alkoholu i do odbycia tzw ważnych rozmów Polaków.

Nie chcę nic zdradzać z treści, bo mamy tam wiele wątków i naprawdę świetnie poprowadzoną akcję. Mnie odkrywanie kolejnych kart przez czytelnikiem fascynowało i wciągnęło do głębi. Od razu dodam, że "Tam gdzie nie sięga..." to cz. 1 zapewne nadmorskiej trylogii, ale oczywiście można ją już przeczytać, bo stanowi pewną zamkniętą historię.

Już w tym miesiącu a dokładnie 31 X odbędzie się premiera tomu II zatytułowanego "Zanim odfrunę". Ja na pewno po niego sięgnę i każdą kolejną część cyklu.

Latarnica zdecydowanie poleca!

Dane książki:
Tytuł: Tam gdzie nie sięga już cień
Autor: Hanna Kowalewska
Wydawca: Wydawnictwo Literackie 2015
Ilość stron: 450
Oprawa: miękka

Zainteresowanym polecam wywiad z Autorką nt tej książki i jej twórczości: https://www.wydawnictwoliterackie.pl/strona/69/Wywiad-z-Hanna-Kowalewska.

Ika dziękuję za znalezienie dla mnie tej książki!

Poniżej okładka książki oraz okładka zapowiadająca tom 2 serii o Jantarni, Fotografie ze strony wydawcy


Literatura z latarnią w tle [11]

Po kwartale roku z przyjemnością powracam do cyklu okładek książkowych wykorzystujących motyw latarni morskich. Prezentowane poniżej książki nie zawsze mają (niestety!) w swej treści coś wspólnego z latarniami.

I nie wszystkie w chwili pisania tego wpisu zostały przeze mnie przeczytane (pewnie nie do każdej sięgnę). Jeśli którąś czytałam i polecam zaznaczę to.

Notki na ich temat publikuję na podstawie tzw. informacji wydawcy lub ze strony lubimyczytac.pl

Samotny dom - Agatha Christie

Emeryt Herkules Poirot miał wypoczywać w nadmorskim uzdrowisku, tymczasem poznał Nick Buckley i musi uspokajać nerwy, budując domki z kart. Pech, czy ktoś nieudolnie próbuje zabić Nick? Właścicielka Samotnego Domu cztery razy uniknęła śmierci, a jednak lekceważy ostrzeżenia detektywa. Do czasu! Podejrzani przyjaciele, zaginiony narzeczony, pożyczony szal.... Miłość, chciwość i tragiczne qui pro quo. Morderstwo. Czyżby pierwsza porażka detektywa? To tylko pozory!

Zatęsknię za tobą jutro - Heine Bakkeid (tom 1 cyklu o Thorkild Aske)

Gdy osiągnie się dno, droga wiedzie już tylko w jedną stronę – na północ…Thorkild Aske, były oficer śledczy, wychodzi właśnie z więzienia i daje się namówić na podróż do opuszczonej morskiej latarni na dalekiej północy, gdzie zaginął niedawno młody człowiek. Szaleją jesienne sztormy, nadchodzi kolejna polarna noc. Aske szybko uświadamia sobie, że na smaganej wiatrami wysepce nie jest sam…

Miałam przyjemność czytać ten thriller i jest doskonały - polecam! Oczywiście są w nim sceny związane z latarnią morską.

Fabryka wiatru - Beata Mieczkowska-Miśtak

Jak zobaczyć to, co niewidoczne? Tajemnica znikającego budynku przy porcie w Kołobrzegu. To miała być formalność. Idę we wskazane miejsce, spisuję adres i wysyłam maila. Takie z pozoru proste zadanie dostałam od mojego przyjaciela Rajmunda, który pokazał mi na swoich zdjęciach pewien obiekt i poprosił o jego zlokalizowanie. Ta misja jednak zmieniła wszystko, co do tej pory wiedziałam. Gdyby mogła przewidzieć, że zlecenie okaże się tak skomplikowane, pewnie nie zgodziłabym się. Poradziłabym Rajmundowi, żeby sam sobie odnalazł to, co sfotografował. Z drugiej strony czułam, że nie mogę się poddać. Przeszukiwałam cały Kołobrzeg. Kusiło mnie poznanie tajemnicy znikającego budynku. Dotarłam do ludzi, którzy o nim opowiedzieli. Byli też tacy, którzy go namalowali, a nawet sfotografowali. Wiedziałam, że istniał, tylko z jakiegoś powodu nie mogłam go zobaczyć. Wiedziałam też, że musiał być mocno powiązany ze sztormami na Bałtyku…

Tą powieść planuję przeczytać. Ogromnie podoba mi się że na okładce wykorzystano pierwszą kołobrzeską latarnię istniejącą w latach 1899-1909.

Fatal Headwind - Leena Lehtolainen

Poniżej okładka do anglojęzycznego wydania powieści "Pod wiatr", o której pisałam w 10 odcinku tego cyklu w maju br.  zatem jeśli chodzi o treść polecam zajrzeć do archiwum.

Bazy morskie w Pucku i Oksywiu - 141 tom Wielkiego Leksykonu Uzbrojenia

Leksykon Uzbrojenia Wrzesień 1939; to unikatowe wydawnictwo przedstawiające najciekawsze przykłady uzbrojenia Wojska Polskiego w kampanii 1939 roku. Po raz pierwszy zebraliśmy w jednej serii szczegółowy opis polskiego oręża, którym polscy żołnierze w 1939 roku próbowali wykonać niewykonalny wówczas rozkaz - obronę Ojczyzny. Zapraszamy do poznania historii uzbrojenia Wojska Polskiego z 1939 roku oraz osiągnięć polskiej myśli technicznej dwudziestolecia międzywojennego, z których do dziś dumne są następne pokolenia Polaków.

Osobiście zakupiłam ten tom bo dotyczy interesujących mnie epizodów II Wojny Światowej. Poza tym na okładce pięknie prezentuje się nieistniejąca już latarnia w Gdyni Oksywie. Dla miłośników historii i latarni - polecam!

Milczenie śniegu - Ragnar Jonasson (5 tom cyklu Mroczna wyspa śniegu)

Ari Thór Arason – młody policjant, który równie często jak ze zbrodnią, musi walczyć z samym sobą. Chciał zostać filozofem, żeby lepiej zrozumieć świat. Potem teologiem, żeby odnaleźć wiarę, którą stracił po śmierci rodziców. Został policjantem, żeby znaleźć sprawiedliwość.\r\nPierwszą pracę dostał w Siglufjörður, odciętym od świata, pogrążonym w mroku arktycznej nocy miasteczku na północy Islandii. Choć nie jest to dobre miejsce dla kogoś, kto nie ma zbyt grubej skóry.

A teraz ma rozwiązać ponurą zagadkę w miejscu jeszcze bardziej złowieszczym… Pod urwiskiem w opuszczonej wsi znaleziono ciało młodej kobiety. Skoczyła? Czy coś straszniejszego stało się pod starą latarnią morską i samotnym domem na odległym skalnym klifie? Ari Thór odkrywa, że kobieta mieszkała tu w dzieciństwie. I że dwadzieścia pięć lat wcześniej jej matka i pięcioletnia siostra zginęły pod tym samym klifem...W wyludnionej wsi wciąż mieszka kilka osób. Wszyscy znali rodzinę ofiary. I wszyscy coś ukrywają. Nawet gdy ginie kolejny człowiek. Jutro wigilia. A Ari Thór rozpoczyna samotny wyścig z czasem, by odkryć prawdę, zanim dawne winy zrodzą nową zbrodnię…\

Książka czeka u mnie w kolejce na przeczytanie. Ponieważ uwielbiam skandynawskie thrillery to lektura jest niemal pewniakiem.

Nie wracają na obiad - Stanisława Flesarowa-Muskat

To wciągająca opowieść o losach marynarzy i ich żon. Główny bohater, kapitan żeglugi wielkiej, mężczyzna w sile wieku ze schorowanym sercem, wyrusza w ostatni rejs, Po dopłynięciu do Gdyni porzuci morze i zacznie nowe życie. Jednakże spokój nie jest mu pisany. W Hongkongu dowiaduje się, że na statku podłożono bombę. Wybuch ma nastąpić za dwie godziny. Następuje ewakuacja, ale kapitan postanawia samotnie wytrwać na posterunku. Niepewna jego losu żona czeka na wiadomość.

Jak czytać wodę - Tristan Gooley

Nowa książka autora bestsellerowego „Przewodnika wędrowca”. Tym razem Tristan Gooley zabierze cię na swoje odważne wyprawy – od mroźnej Arktyki, przez nurty Sussex, aż po tajemniczy Oman. Czerpiąc ze swoich bogatych doświadczeń, pokaże ci, jak odczytać sekretne znaki kałuż, sadzawek, jezior, rzek i mórz. Chcesz:przewidywać pogodę z fal, odnaleźć drogę dzięki kałużom, umieć zinterpretować kolor wody? Sięgnij po unikatowy niezbędnik każdego, kogo interesuje świat przyrody

Latarnia z Kiss River - Diane Chamberlain (tom 2 cyklu Kiss River)

Lata 40. XX wieku. Czternastoletnia Elizabeth Poor, córka latarników z Kiss River, zakochuje się w żołnierzu ze Straży Wybrzeża. Na świecie panuje wojna, w Kiss River grasuje niemiecki szpieg. Bess wpada na jego trop. A później znika.\r\n\r\nWspółcześnie. Gina Higgins, nauczycielka ze Stanu Waszyngton, przemierza setki kilometrów, by dotrzeć do Kiss River, a na miejscu z rozpaczą przekonuje się, że latarnię przed laty zniszczył sztorm, a imponującą soczewkę pochłonął ocean.

Zawiedzioną Ginę, która podaje się za badaczkę zabytkowych latarni morskich, przyjmują pod swój dach Lacey i Clay, dorosłe już dzieci Anne O’Neil. Gina nagłaśnia akcję wydobycia soczewki z dna oceanu, pod pozorem przywrócenia Kiss River ważnego dziedzictwa. Zataja przed wszystkimi, że w soczewce latarni ukryty jest skarb… Gdy jednak zakocha się w Clayu, przekona się, że jej brak szczerości może zniszczyć kiełkującą miłość. Ich relacja złożona i niełatwa, przypomina romans Bess z Sandym ze Straży Wybrzeża. Ale nie tylko skłonność do zawiłych związków łączy te dwie kobiety. Jest coś jeszcze…

Diane Chamberlain z właściwą sobie lekkością splata ich losy w drugiej części trylogii o Kiss River i kontynuacji powieści "Światło nie może zgasnąć", wyjaśnia tajemnicę zniknięcia córki latarniczki, odsłania dalsze losy rodziny zmarłej w tragicznych okolicznościach Anne O’Neil, i wprowadza na scenę nowych bohaterów, z którymi równie szybko się zaprzyjaźnimy.


Latarnica poleca! - vol. 16 - Tajemniczy czarny kot

My kociarze mamy w swoich biblioteczkach ”Historię kotów” – przekrojowe spojrzenie na ten gatunek od wieków, mamy atlasy ras, albumy, wzruszające historie oparte na autentycznych wydarzeniach (kot Homer, kot Bob, kot Oscar), mamy wspaniałe powieści o kocie Salomonie czy Alfim, mamy poradniki o kocich dietach i behawioryźmie, mamy wreszcie wesołe, ale jakże trafne książki popularne jak dwa tomy „Jak wytresować kota”, „Jak żyć z neurotycznym kotem” czy „Kot instrukcja obsługi”.

Mamy nawet przepiękne tomiki poezji o kotach takie jak ślicznie ilustrowane zbiory wierszy Franciszka Klimka. Mamy też książki o kotach napisane piórem wielkich literatów – noblistki Doris Lessing, Charlesa Bukowskiego czy Terrego Pratchetta.

Ale takiej książki jeszcze na rodzimym rynku nie było. "Tajemniczy czarny kot” Natahalie Semenuik to monografia poświęcona kotom czarnym i spojrzenie na ich rolę w relacji z człowiekiem pod kątem historii, legend, wierzeń i przesądów, których wiele pokutuje niestety do dziś.

Sama dostrzegam podczas moich działań wspomagania miejscowego schroniska dla zwierząt (i ta sama informacja pojawia się również na kartach tej książki), że koty czarne są ostatnie w kolejce do adopcji, co jest związane z ich wielowiekowym negatywnym postrzeganiem i zakorzenieniem się wśród ludzi pewnych ugruntowanych opinii o kotach z czarnym umaszczeniem.

Te negatywne widzenie kotów czarnych nie ma lat 100 czy 200. To tradycja wielowiekowa i stąd tak trudno ją całkowicie zwalczyć. Ale pamiętajmy też, że pewne kultury i epoki czciły koty jako stworzenia boskie i oddawały im hołd, co rehabilituje setki lat potwornych zwyczajów czy ciągnących się z pokolenia na pokolenia opinii o diabelskiej naturze kota czarnego.

Osobiście nie dzielę kotów na czarne i te pozostałe, nie zakochuję się w nich pod względem koloru sierści, bo każdy jest innym samodzielnym bytem i albo wytwarza się między nami więź albo nie. I kolor nie ma tu nic do rzeczy ani nie rzutuje jednoznacznie na koci charakter. Poznałam w schroniskowej kociarni wiele cudownych kruczoczarnych mruczków o przepięknej duszy.

Ale patrząc wstecz można wyciągnąć wniosek, że dla kotów urodzenie się właśnie w czarnym futerku miało często z góry narzucone fatalne skutki dla jego ziemskiego żywota. Książka Nathalie Semenuik podzielona jest na trzy zasadnicze części. W pierwszej mamy historię kotów od starożytności do czasów współczesnych. Na kartach historii na szczęście były dla nich i dobre okresy i wtedy kotom czarnym i w ogóle temu gatunkowi żyło się jak w niebie. Ale takich okresów jest zdecydowanie mniej.

Czytelnicy prześledzą dobre i złe epoki i dowiedzą się również o tych najmniej chlubnych dla ludzkości czasach – kiedy czarny kot uważany był za wysłannika szatana, a osoba opiekująca się nim z góry skazywana była na taką która miewa konszachty z mocami nieczystymi. Zachwyty nad kotami na przestrzeni epok przeplatały się z nienawiścią i tępieniem ich. Średniowiecze wniosło wiele złego dla wizerunku kota czarnego i niektóre opinie ciągną się za nimi do dziś.

W drugiej części poznamy czarne koty pojawiające się w legendach. Oczywiście w książce zagranicznej autorki nie pojawiają się żadne wątki rodzime, ale i tak obracamy się głównie w najbardziej nam znanej kulturze europejskiej oraz tym co działo się w kocim świecie na terenie Stanów Zjednoczonych. Legendy nie są już tak okrutne dla go kota jak jego historia na przestrzeni wieków w różnych krajach.

Trzecia część opowiada o tym jak postrzegane są koty czarne w wierzeniach ludowych oraz jakie istniały i pokutują nadal do dziś przesądy związane z tymi przedstawicielami swojego gatunku. Ta część wydała mi się w stosunku do poprzednich najbardziej optymistyczna, bowiem autorka przedstawia tutaj również dużo pozytywnych cech od takich jak przynoszenie szczęścia (koty jako talizmany w różnych częściach świata z naciskiem na najsłynniejsze Maneki-neko z Japonii) aż po ich moce terapeutyczne o czym każdy posiadacz kota jest z pewnością głęboko przekonany.

Mnie osobiście – jako osobie zakochanej w morzu i wszystkim co wiąże się z wybrzeżem i rejsami po akwenach wodnych - bardzo ucieszyły rozdziały o pozytywnej roli kotów na morzach świata, które towarzyszyły marynarzom w najdalszych rejsach i były zalecane jako niezbędni towarzysze na pokładach statków. Poznajemy tam znane koty – maskotki swoich okrętów. Co niektóre pojawią się nawet na dołączonych fotografiach.

Zatapiając się w lekturze „Tajemniczego czarnego kota” nie da się nie zwrócić uwagi na przepiękną stronę edytorską tego wydawnictwa. Biorąc do ręki książeczkę Nathalie Semenuik z tajemnicą w tytule ma się wrażenie, że otrzymujemy jakąś tajemną księgę, do której nas dopuszczono, abyśmy poznali sekretną wiedzą niedostępną dla wszystkich. Przepiękna oprawa ze złoceniami i złotą tasiemką służącą za zakładkę mile łechce wzrok.

Do tego bardzo ładnie wybrane artystyczne fotografie z czarnymi kotami oraz przedruki starych sztychów, ilustracji, plakatów czy kart pocztowych oraz dobrane do treści rozdziałów zdjęcia archiwalne. To wszystko sprawa, że serce kociarza bije mocniej i nie potrafi się oprzeć takiej lekturze. Nie będę ukrywać, że w niektórych fragmentach ta lektura nie jest łatwa, bowiem dla nas opiekunów kotów ciężko jest przyjąć do wiadomości o tym jak źle traktowano je w wiekach średnich, jak je tępiono i na różne okrutne sposoby mordowano. Niestety te aspekty również są nieodłączną częścią całej historii kota czarnego – kojarzonego z satanizmem i mocami piekielnymi.<

Dziś czarne dachowce są członkami naszych rodzin podobnie jak koty wszelakiej innej maści czy rasy. Nikt nie widzi w nich złych mocy i traktuje ja tak samo jak innych przedstawicieli kotowatych. To wielka ulga dla tak umaszczonych mruczków. W dobie XXI wieku koty czarne są jak inne gwiazdami internetu, filmu, reklam, mają swoje fan page na portalach społecznościowych i kociarze widzą w nich po prostu kota – istoty wyjątkowe, w których trudno szukać wad bowiem tak wiele dobrego dają człowiekowi jako towarzysze życia.

W cyklu „Latarnica poleca!” prezentuję książki, które w mojej opinii zasługują na wyróżnienie i wspomnienie. Wydawnictwo popularnonaukowe „Tajemniczy czarny kot” zdecydowanie do takich należy i uważam, że ten tytuł powinien się znaleźć obowiązkowo na półce domowej biblioteczki. I to nie tylko zadeklarowanego kociarza.

Dziękuję Wydawnictwu Alma-Press za nadesłanie egzemplarza tej książki. 

Dane ksiąki:
Autor: Nathalie Semenuik
Tytuł: "Tajemniczy czarny kot - legedny i przesądy"
Wydawca: Alma-Press
Data wydania: Warszawa 2018
Ilość stron: 140
Oprawa: twarda, złocona
Liczne ilustracje

Poniżej wizualizacja przestrzenna książki (fot. Alma-Press), okładka i kilka przykładowych stron oraz mój kot, który wprawdzie nie jest czarny, ale i o nim jest ta książka. I jak na kota nałogowej czytelniczki przystało, lubi słuchać takich opowieści.

 Fot. Latarnica [7x]


Latarnica poleca! - vol. 15 - Latarnia morska Gdańsk Nowy Port

Stefan Jacek Michalak od lat planował samodzielne wydawnictwo o swojej ukochanej blizie. Bo nabycie tego obiektu nie było zwykłym zakupem dokonanym przez miłośnika latarń morskich. To była miłość od pierwszego wejrzenia i byli sobie przeznaczeni.

Aż strach pomyśleć jaki byłby los tej przepięknej, ale zrujnowanej i będącej w coraz gorszym stanie wyłączonej z użytku wieży (latarnię Nowy Port zastąpiła nowoczesna latarnia w gdańskim Porcie Północnym), gdyby nie jego pobyt w grodzie Neptuna przed laty i dostrzeżenie właśnie jej na nabrzeżu przy ulicy Przemysłowej.

Najważniejsze, że wszystko dobrze się skończyło. I zakupiona (po wielu trudach i walce o sfinalizowanie tego marzenia) latarnia nie tylko odzyskała całe swoje piękno i została odrestaurowana z ogromną dbałością o detale, ale jej nabycie nie miało na celu cieszenia oczu tylko jej właściciela.

Od początku było wiadomo, że wieża ma służyć innym i stać się obiektem muzealnym udostępnionym turystom. O tym również traktuje ta książka. O historii blizy od chwili jej wybudowania i dziejów do II wojny światowej i tuż po niej, ale też o tym rozdziale, który opowiada o drugim życiu latarni, odkąd stała się przysłowiowym "oczkiem w głowie" Stefana Jacka Michalaka.

Na potrzeby tej publikacji i ekspozycji muzealnej w samej wieży właściciel od początku wynajdował i zbierał przedmioty związane z jej historią. Gromadził sztychy, ilustracje, mapy, kartki pocztowe, druki, starą prasę i inne powiązane z nowoporcką latarnią przedmioty. Sama kilkakrotnie byłam czujna i wynajdywałam dla niego unikalne zdjęcia latarni z różnego okresu działalności.

Autor opracowania pan Czesław Romanowski - gdański dziennikarz  (którego miałam okazję poznać osobiście kilka lat temu) zebrał w tej książce najdawniejszą i współczesną historię tej latarni dodając oczywiście niezbędny rozdział o przywróceniu tak ważnego jej elementu jakim była kula czasu.

Treść wzbogacają liczne archiwalia i fotografie współczesne. Wszystko podane jest w sposób przystępny i taki aby zainteresować tym obiektem Czytelnika. I w przypadku latarni w Nowym Porcie jak i wielu innych tak to już jest, że turyści nie przyjeżdżają do nie tylko raz.

Wiele osób powraca w lata kolejne, w inne pory roku, przywozi ze sobą znajomych i rodzinę, aby im pokazać tą pięknie zachowaną wieżę.

O samej treści nie będę pisać więcej, bowiem to czysta historia tego miejsca i warto się z nią zapoznać. W książce znajdziemy następujące rozdziały: Od Wisłoujścia do Brzeźna, Nowy Port i nowa latarnia, Kula czasu, Wojenne i powojenne losy, <Drugie życie latarni oraz Gdański latarnik. 

Książkę można nabyć bezpośrednio w latarni Nowy Port oraz w "MEWKA. Otwarta Pracownia" przy ulicy Bliskiej 11A w Gdańsku.\

Mam nadzieję, że kolejne latarnie naszego wybrzeża doczekają się rownież takich swoich pasjonatów tematu, którzy zechcą opisać wnikliwie ich dzieje i przede wszystkim ocalić je od zapomnienia. Książka "Latarnia morska Gdańsk Nowy Port i kula czasu" zdecydowanie trafia do działu Latarnica poleca!

Dane książki:
Tytuł: Latarnia morska Gdańska Nowy Port i kula czasu
Autor: Czesław Romanowski
Wydawnictwo: Bernardinum 2018
Ilość stron: 58
Oprawa miękka, liczne ilustracje

Fot. Latarnica [5x]


Spotkanie w Nowym Porcie

Na początku lipca br. do rąk Czytelników i miłośników latarń morskich trafiła książka będąca pierwszym pełnym opracowaniem historii nowoporckiej blizy.

Każda polska latarnia morska zasługuje na swoją monografię, a ta Gdańska doczekała się już w 2009 roku książki "Latarnie morskie w Gdańsku" autorstwa Apoloniusza Łysejko oraz "Najstarsze latarnie morskie Zatoki Gdańskiej" Antoniego F. Komorowskiego. 

Ale tegoroczne wydawnictwo to w pełni samodzielne opracowanie o tej konkretnej latarni, która w ostatnim momencie zyskała drugie życia i została uratowana i ocalona od zapomnienia.  

14 lipca 2018 roku w "Perle Bałtyku" (lokal przy ulicy Oliwskiej w Nowym Porcie) odbyła się pierwsza uroczysta promocja książki i spotkanie z jej autorem  Czesławem Romanowskim oraz latarnikiem i właścicielem latarni - Stefanem Jackiem Michalakiem.

Poniżej zdjęcie z tego spotkania, fot. Latarnia morska Gdańsk Nowy Port