Na taką książkę czekałam. Wydawnictwo, które wypełni lukę pomiędzy wspaniałą relację z przebiegu ścieżki zawodowej amerykańskiego weterynarza Philippa Schotta (Weterynarz z przypadku), a realiami z rodzimego podwórka lekarza weterynarii Łukasza Łebka (Co gryzie weterynarza). Tym razem otrzymujemy opowieść z pierwszej ręki o studiach i doświadczeniach w pracy od szkockiego lekarza zwierząt Garetha Steela. Przeskakuję więc do realiów tego zawodu na Wyspach Brytyjskich i w Irlandii, bowiem właśnie tam Autor szlifował tajniki tego trudnego zawodu.

A realia anglosaskie są zupełnie inne. Nie ma porównania z tym co funkcjonuje choćby w Polsce. Przede wszystkim głęboko rozwinięty jest system tzw. polis ubezpieczeniowych na zwierzęta co na starcie chroni przed błyskawicznym bankructwem. Bowiem ceny usług brytyjskich mogą statystycznego polskiego opiekuna zwierząt zwalić z nóg. Z tego co sama widziałam, u nas polisy dopiero raczkują i mało osób jest do nich przekonanych. W którym kierunku to pójdzie czas pokaże. Ale już widzimy i czujemy po portfelu, że korzystanie z klinik weterynaryjnych może błyskawicznie podnieść nam ciśnienie.

Wymowny jest oryginalny tytuł „Weterynarza na dyżurze” - „Never work with animals”. Choć to taki zabieg przewrotny, bowiem Autor nie wyobraża sobie siebie w innym zawodzie. Obecnie Steel ma już za sobą ponad 20 lat doświadczenia. Ale początki miał trudne i mogły go zniechęcać. Nawet najlepsza nota na studiach nie zapewni praktyki w terenie z konkretnymi przypadkami. A te od pierwszego zlecenia (pacjentem był byk) nie napawały optymizmem.

Od samego wstępu wiemy, z jaką książką będziemy mieć do czynienia. I nie mam tu na myśli, że tytuł sugeruje wspomnienia weterynarza. Wiemy, że mimo radości czy smutku jakie wnosi ten zawód, opowieść Steela będzie okraszona brytyjskim poczuciem humoru. A to gwarantuje przyjemność czytania i lżejszy emocjonalnie odbiór historii tragicznych, które rozładuje sposób snucia opowieści i czasami wręcz czarny humor. Dzięki temu Czytelnik (zapewne wrażliwy na los zwierząt) nie rozpadnie się na kawałki i zamiast zapłakać nad losem ciężko chorego czy uśpionego psa albo kota zachichocze pod nosem.

Ale od razu też naprostuje, że Autor nie podchodzi lekko i ironicznie do powagi wielu opisywanych przypadków. Sam zresztą w codziennej pracy stosuje metodę, że lepiej odciążyć zawiesistą atmosferę i tragizm sytuacji zabawnym komentarzem niż pozwolić zapaść się w dojmującym smutku i niemocy. Opowieść Steela nie jest bajaniem niedouczonego wesołka, a rzetelną historią o tym z czym mierzy się młody, a potem już coraz bardziej doświadczony lekarz weterynarii.

Gareth Steel pracował w zawodzie jako wiejski weterynarz, lekarz w prywatnej klinice, weterynarz na placówce dyżurującej 24 h na dobę, specjalista od zwierząt gospodarskich i małych zwierząt towarzyszących. Odkrywając arkana pracy weterynarza pokazuje, że to ogromnie ciężki zawód zajmujący czas nie tylko w godzinach pracy, bo w jego przypadku nigdy takich nie było. Kiedy oficjalnie kończył dniówki zaczynały się telefony z nagłymi przypadkami, a on sam przechodził w tryb weterynarza pod telefonem dostępnego na zawołanie. Oczywiście wiązało się to z notorycznym zmęczeniem, brakiem snu, niedojadaniem i krążeniem po bezdrożach Wielkiej Brytanii i Irlandii w celu dotarcia do często trudno oznakowanych i niemal niedostępnych gospodarstw. 

I tu dochodzimy do momentu, wspólnego dla wszystkich książek pisanych przez weterynarzy, które było mi już dane przeczytać. Praca w tym zawodzie to przecinające się dwa tory, po których na co dzień podąża lekarz. Jeden to praca z pacjentami. Drugi to ich opiekunowie czy właściciele gospodarstw. O ile w przypadku pacjentów weterynarz po prostu zgodnie ze swoją wiedzą działa to kontakty z ludźmi często stwarzają ogromne problemy. Zaczynając od podważania wysokości opłat za usługi a kończąc na narzucaniu swojej wizji terapii czy chęci uśpienia zwierzaka, który bez problemu nadaje się do szybkiej diagnozy i całkowitego wyleczenia. Po drodze lekarz zwierząt zmierzy się z całym spektrum uwag i zachowań włącznie z utrudnianiem pracy, naruszaniem nietykalności, grożeniem itp. Ludzie (Klienci) są zdecydowanie w tym zawodzie słabszym ogniwem.

Fot. freepik.com [3x]

Ogromnym atutem wspomnień z zawodowych wyzwań jest również edukacyjna rola tej książki. Z jednej strony opisując konkretne przypadki schorzeń i wypadków zwierząt (często tytułem rozdziału jest imię delikwenta) mamy dokładnie przedstawione co się wydarzyło, że wymagało interwencji lekarskiej oraz jakie środki zastosowano bądź jak przebiegały zabiegi chirurgiczne. Jest to bardzo interesujące i czasami – w przypadku zwierząt typu kot, pies, królik – może nam coś zasugerować w postępowaniu z naszymi pupilami, może skłonić do potrzebnej refleksji lub rozmowy z naszym weterynarzem.

Pacjentami Garetha Steela były przeróżne stworzenia małe i duże (niesamowite są rozdziały o poranionych łabędziach, domowym uciekinierze króliku, który utknął w małej przestrzeni, operacji kury nie mogącej znieść jajka, rodzinie z patyczakiem). Mam ogromny szacunek do tzw. weterynarzy wiejskich, bowiem praca z chorymi końmi, krowami, bykami czy owcami to ciężki kawałek chleba i wymaga doskonałej kondycji fizycznej. Opatrywanie i badania poszkodowanych odbywają się często w naturalnym środowisku – stajni, łące, błotnej kałuży czy wręcz na bagnach. Bywa, że pada deszcz czy śnieg, a podstawowym oświetleniem do działań jest latarka czołówka. Po takich doświadczeniach gabinet w klinice jawi się jako iście królewskie warunki.

Książka jest aktualna, bo oryginał wydano w 2022 roku więc opowieść Steela zahacza też o czasy utrudnionej obsługi weterynaryjnej za pandemii COVID-u. Możemy porównać to sobie z tym czego sami jako opiekunowie zwierząt doświadczaliśmy przez ostatnie lata. Bardzo ważne są też treści przemycane w poszczególnych rozdziałach na temat kondycji współczesnego świata pod kątem ekologii, hodowli zwierząt na pożywienie (zasadności spożywania mięsa, diety wege itp.), bezzasadności hodowli określonych ras psów – tylko ku zaspokojeniu próżności ludzi – które już trwale zmutowane są stałymi pacjentami klinik od chwili narodzin, postępu nauki w farmakologii, technice wspomagającej szybką diagnostykę, nowoczesnym chowie zwierząt. Jak podkreśla Autor – to co się sprawdzało 20-30 lat temu nie znaczy, że teraz jest dobre i akceptowalne bo czasy, instrumenty i okoliczności uległy zmianie. 

Identyfikuję się również z Autorem w kwestii adopcji zwierząt towarzyszących. Póki schroniska pękają w szwach lepiej zdecydować się na danie domu psu czy kotu z takiej placówki niż wspieranie hodowli – które jak wszędzie – często niestety są bardziej tzw. pseudohodowlami, gdzie jedynym wyznacznikiem działań jest zysk za każde narodzone stworzenie. W rozdziale temu poświęconym Steel pisze:

[...] A zanim zwrócisz się do jakiegokolwiek hodowcy, proszę weź pod uwagę jedno z wielu wspaniałych zwierząt znajdujących się w schroniskach, które zasługują na kochający dom tak samo jak każdy inny potencjalny pupil. [...] Jeśli zastanawiasz się na zakupem zwierzaka z ras brachycefalicznych dogłębnie przeanalizuj sprawę. Nawet najbardziej egoistyczni z nas dostrzegą, że do wysokiej ceny na metce trzeba doliczyć ogromne rachunki związane z opieką weterynaryjną.

W całej tej opowieści przeplatanej ze zdarzeń pięknych i o budującym zakończeniu z tymi, gdzie nawet lekarz ponosi porażkę, bo często z winy opiekuna nie może już nic zrobić, mamy obraz bardzo obarczającej odpowiedzialnością pracy, w której wciąż tra walka na linii śmierć-życie. Mam ogromny szacunek do przedstawicieli tego zawodu. Tym bardziej, że własnymi metodami muszą komunikować się z pacjentami, którzy nie powiedzą o tym jak się czują ani słowa.

Znaczący dla lepszego poznania specyfiki tego zawodu jest przedostatni rozdział traktujący ogólnie o pracy lekarskiej, którą sobie Autor wybrał. Pisze o kosztach tych mierzalnych i niemierzalnych, o zarobkach weterynarzy (realia Wysp Brytyjskich) w zestawieniu z lekarzami ludzkimi czy prawnikami. Wspomina też o wysokim koszcie emocjonalnym i braku czasu na zwykłe życie prywatne. Kto jeszcze nie wie, dodam że weterynarze to grupa zawodowa najbardziej narażona na samobójstwa. W końcu ich codzienny dzień to prawdziwy rollercoaster emocji - w jednej chwili odbierają poród i widzą cud narodzin by za chwilę przejść do gabinetu i dokonać eutanazji. To nie pozostawia obojętnym nawet największych twardzieli.

A żeby książka nie kończyła się tak bardzo smutno mamy na finał podnoszącą na duchu opowieść o labradorze Billy - niemal wskrzeszonym z martwych. Bo i takie zdarzenia dzieją się za drzwiami klinik, które odwiedzamy z domowymi pupilami.

Weterynarz na dyżurze” nie zawiedzie Czytelnika chcącego zajrzeć za kulisy tego zawodu. Nie zawiedzie też zwykłego zwierzoluba, który nie raz odwiedzał gabinet weterynaryjny. Nie ma na kartach tej książki wybielania prawdy i mydlenia oczu. Autor jest  szczery do bólu, ale przez to wierzymy w każdy prezentowany przypadek. Do tego Gareth Steel jest wspaniałym mówcą na temat swojej pracy i refleksji z nią związanych. Z pewnością po książkę sięgną najczęściej opiekunowie małych zwierząt domowych licząc na liczne przykłady z życia wzięte z ich pupilami w roli w głównej. To od razu uspokoję i potwierdzę, że przypadków z psami i kotami jest całkiem sporo. Jeśli lubicie literaturę faktu o zwierzętach to ta lektura jest stworzona dla was.

Podsumowując: Latarnica poleca!

Podstawowe dane książki:
Tytuł: Weterynarz na dyżurze. Szczery do bólu dziennik lekarza zwierząt
Tytuł oryginalny: Never work with animals.The unfiltered truth of life a vet
Autor: Gareth Steel
Tłumaczenie: Maja Zawierzeniec
Wydawca: Społeczny Instytut Wydawniczy ZNAK
Objętość: 378 strony
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Wydanie: I, Kraków 2023

Książka jest również dostępna jako ebook.

Poniżej własne kompozycje – inspirowane lekturą i wspólnym czytaniem tej książki z kotką Myszą

Fot. Latarnica / styczeń 2023

Literatura z latarnią w tle [16]

Bardzo dawno nie publikowałam tutaj książek, na których okładkach pojawiają się realne bądź wyimaginowane latarnie morskie. Zawsze podkreślam, aby nie kupować książek na podstawie okładek, bo miałam już doświadczenia, że latarnia z okładki w ogóle nie pojawia się w jej treści. Jakimi kryteriami kierował się grafik dając latarnię, gdy w książce nie odgrywa ona żadnej roli? Nie wiem, ale można niepotrzebnie się ucieszyć na lekturę z jej udziałem a potem być głęboko rozczarowanym. Tak czy inaczej kryterium wyboru dla mnie do tego cyklu stanowi ilustracja. Jeśli jestem pewna że latarnia w ogóle książce się nie pojawia zaznaczę to w opisie.

Na początek 6 różnych wydań (a we wcześniejszych wpisach prezentowałam już i  inne okładki) jednej z najpopularniejszych lektur szkolnych.

Latarnik - Henryk Sienkiewicz

Stary i zmęczony życiem Polak - Skawiński - obejmuje posadę latarnika w nadmorskim miasteczku Aspinwall. Ma za sobą burzliwe życie: w powstaniu listopadowym walczył o niepodległą Polskę, potem bił się wszędzie tam, gdzie walczono o wolność: w Hiszpanii, we Francji, na Węgrzech, w Stanach Zjednoczonych. Potem już nie potrafił ułożyć sobie życia, wciąż prześladował go pech. Liczy na to, że w zaciszu latarni morskiej już nic mu nie zagrozi. Pensję przesyła na konto Towarzystwa Polskiego. Za ojczyzną właściwie przestał tęsknić, ceni spokój. Dlatego wybiera Aspinwall i pracę latarnika, bo właśnie na latarni udaje mu się rozpocząć ciche, spokojne życie. Wiele rozmyśla i wspomina nie zaniedbując nigdy swoich obowiązków. Podziwia tropikalną przyrodę, zaprzyjaźnia się z odwiedzającymi jego latarnię ptakami.

Bezpieczeństwo i ratownictwo morskie na południowym Bałtyku. Przełom XIX i XX wieku (od Świnoujścia do Piasków) - Antoni F. Komorowski

Autor podzielił pracę na cztery rozdziały. W pierwszym opisał historię Niemieckiego Towarzystwa Ratowania Rozbitków, a w drugim omówił wyposażenie stacji ratownictwa. Trzecia, najobszerniejsza część, to przedstawienie wszystkich stacji ratownictwa brzegowego na terenie dzisiejszego polskiego wybrzeża – od Świnoujścia do Piasków. Czwarty rozdział kontradmirał Marynarki Wojennej poświęcił polskim stacjom ratownictwa morskiego w okresie dwudziestolecia międzywojennego. Książkę urozmaica 99 rysunków i zdjęć przedstawiających m.in. budynki stacji ratownictwa brzegowego, łodzie i wyposażenie ratowników. Książka w językach polskim i niemieckim.

Komentarz ode mnie: latarnia prezentowana na okładce to przedwojenna kartka pocztowa z latarnią w gdańskim Nowym Porcie

Ta chwila - Guillaume Musso

Drugie zaczyna się, gdy uświadomisz sobie, że żyje się tylko raz.
Lisa marzy, aby zostać aktorką. Ale smutna codzienność zmusza ją do pracy w barze na Manhattanie. Pewnego wieczoru poznaje młodego lekarza, Arthura Costello. Raz po raz los styka ich ze sobą, aż wreszcie zaczyna rodzić się między nimi uczucie. Ale Arthur nie jest taki jak wszyscy.
Za zamkniętymi drzwiami odziedziczonej przez niego latarni morskiej skrywa się straszliwy sekret. Łamiąc złożoną obietnicę, Arthur zdecydował się je otworzyć. To, co za nimi znalazł, nie pozwala mu wieść normalnego życia.
Dla Lisy zrobi jednak wszystko. Aby przechytrzyć swoje przeznaczenie, razem z ukochaną podejmie szaleńczy wyścig z bezlitosnym przeciwnikiem, którym jest... czas.

Komentarz ode mnie: wspaniała  i wciągająca powieść, latarnia morska odgrywa ważną rolę w treści. Bardzo polecam!

Światło, które nigdy nie gaśnie - Magdalena Majcher

Opowieść o tym, jak łatwo pogubić się w pogoni za pieniędzmi i stracić to, co najcenniejsze.
Alicja postanowiła nigdy nie wracać do rodzinnego Kołobrzegu. Złość i duma nie pozwalały jej wysłuchać najbliższych.
Ale los bywa przewrotny i Alicja musi wrócić, bo z dnia na dzień zostaje z niczym. Jej mąż jest oskarżony o przestępstwa skarbowe i tonie w długach. Alicja kolejny raz musi uciekać, tym razem z miejsca, w którym udało jej się zapomnieć o przeszłości. Ale czy na pewno zapomniała? Czy przeszłość można tak po prostu wymazać, udawać, że nigdy się nie wydarzyła?
Alicja będzie musiała stanąć twarzą w twarz z ludźmi, którzy mieli zapewnić jej poczucie bezpieczeństwa i szczęście, a zdradzili ją w najdotkliwszy sposób. Będzie musiała też nauczyć się tego, czego nigdy nie potrafiła – być sama.

Milczenie śniegu - Ragner Jonasson

Ari Thór Arason chciał zostać filozofem, żeby lepiej zrozumieć świat. Potem teologiem, żeby odnaleźć wiarę, którą stracił po śmierci rodziców. Został policjantem, żeby znaleźć sprawiedliwość. Pierwszą pracę dostał w Siglufjörđur, odciętym od świata, pogrążonym w mroku arktycznej nocy miasteczku na północy Islandii.
Teraz, tuż przed Bożym Narodzeniem, ma rozwiązać ponurą zagadkę w miejscu jeszcze bardziej złowieszczym...
Pod urwiskiem w opuszczonej wsi znaleziono ciało młodej kobiety. Ari Thór odkrywa, że dwadzieścia pięć lat wcześniej jej matka i pięcioletnia siostra zginęły pod tym samym klifem...
W wyludnionej wsi wciąż mieszka kilka osób. Wszyscy znali rodzinę ofiary. I wszyscy coś ukrywają. Nawet gdy ginie kolejny człowiek...

Komentarz ode mnie: Ta książka już się tu pojawiała w innym wydaniu okładkowym. Polecam cały cykl - doskonałe skandynawskie kryminały!

Nie ma przypadków - Łucja Szajda

Książka opowiada prawdziwe historie o zmaganiu się z uzależnieniem, współuzależnieniem, przemocą, o wychodzeniu z roli ofiary, radzeniu sobie z traumami i negatywnymi emocjami. Przedstawia fragmenty pracy terapeutycznej, w której Autorka stosuje różne, niekiedy niestandardowe techniki. Opisane historie dają nadzieję osobom znajdującym się w podobnych sytuacjach. Innowacją tej książki jest łączenie pracy terapeutycznej z wykorzystywaniem Mapy Świadomości według Davida R. Hawkinsa.

Dlaczego się udało - Janusz Filipiak

Biznesmenem został po czterdziestce, milionerem po pięćdziesiątce. Przez lata mieszkał z rodziną w kawalerce, a dzisiaj wypłaca sobie wielomilionową pensję. Prowokator i kapitalista, filozof i zagorzały kibic. Jak to się stało, że profesor Akademii Górniczo-Hutniczej razem z grupą studentów stworzył firmę, która od ponad 25 lat podbija światowy rynek?
W swojej bezkompromisowej autobiografii założyciel Comarchu pokazuje wielki biznes od kuchni: opowiada, jak robiło się interesy w latach 90., dlaczego kupił Cracovię oraz jak udało mu się przekształcić naukowy start-up w nowoczesną korporację opartą na wartościach i ludziach. Teraz jego firma zatrudnia ponad 6500 ekspertów, ma oddziały w prawie 70 krajach i tworzy oprogramowanie dla międzynarodowych marek z listy Fortune Global 500 oraz Forbes Global 2000.
Janusz Filipiak dzieli się sprawdzoną wiedzą o tym, jak skutecznie wyznaczać cele strategiczne, rekrutować najzdolniejszych pracowników, tworzyć struktury firmy, kontrolować organizację oraz zarządzać zespołem i czasem.
Lektura obowiązkowa dla wszystkich, którzy chcą świadomie rozwijać swoją karierę, a także zrozumieć otaczającą ich rzeczywistość – nie tylko biznesową.

Lampka - Annet Schaap

Poruszająca powieść dla młodzieży o samotności, trudnej przyjaźni i odwadze. Dla tych, którzy kochają baśń o małej syrence – i nie tylko.
To jest opowieść o morzu. O tajemniczych wodnych stworzeniach i o groźnych piratach. O admirale i jego Czarnym Domu, gdzie, jak mówią, mieszka potwór. O szarej latarni morskiej na małym półwyspie. O Lampce, córce latarnika, która co dzień wspina się po sześćdziesięciu jeden stopniach, żeby zapalić światło. I o pewnym sztormowym wieczorze, gdy zabrakło zapałek i wszystko poszło nie tak.
Debiutancka powieść młodzieżowa holenderskiej pisarki i ilustratorki Annet Schaap, nagrodzona między innymi prestiżowym Złotym Rysikiem i przełożona na szesnaście języków.

Komentarz ode mnie: zapraszam do mojej recenzji w cyklu Latarnica poleca! : https://latarnica.pl/2022/08/12/latarnica-poleca-vol-40/

Seth odkrył zdumiewający świat magii, gdy rozwiązywał tajemnicę Hotelu Ostatniej Szansy.
Setha pochłonęła nowa sprawa MagiPolu, związana z duchami w Latarni Snakesmouth. Kiedy zostaje zamordowana ekscentryczna właścicielka latarni Mina Mintencress, chłopak zdaje sobie sprawę, że niebezpieczeństwo czai się za każdym rogiem. Razem ze swoją kotką Czarnocką Seth musi przetestować nowo odkrytą magię. Czy zdołają zdemaskować złowrogiego czarnoksiężnika, zanim będzie za późno?
W książce tej znajdziecie połączenie kryminałów Agathy Christie z magią Harry’ego Pottera.

Komentarz ode mnie: książka czeka w kolejce do czytania.

Gwiazda Północy - Adam Michejda

Redaktor Pilny na tropie napoleońskiego okrętu.
Niewinny zakład o najdalej wysunięty na północ punkt Polski i włamanie do domu latarnika z Rozewia rozpoczynają kolejna niezwykła przygodę Rafała Pilnego i jego ekipy. Pościgi, tym razem po pięknych bałtyckich klifach, podwodne bitwy i nagłe zwroty akcji, w tym te dosłowne - na jachcie. A w tle walka o napoleoński skarb z zatopionego francuskiego okrętu z bandą Hien pod wodzą... tajemniczego Ptaszyska. Dokąd zaprowadzi naszych bohaterów dwustuletni dziennik pokładowy? Jaka tajemnice kryje Diabelska Skała? I co z tym wszystkim wspólnego ma najbardziej wpływowa Polka początku XIX wieku Maria Walewska? Dołączcie do ekipy Pilnego i przekonajcie się sami!

Komentarz ode mnie: książka czeka w kolejce do czytania, ale istotna wiadomość jest taka, że latarnia z powieści to Rozewie.

Tradycyjnie noty o książkach są notami wydawcy lub pochodzą z serwisów książkowych. Jeśli jakąś książkę znam dodaję na końcu kilka słów od siebie.


Lektury 2023

Kolejny rok czytelniczy za mną. I zakończony z sukcesem czyli osiągnięciem wyznaczonego sobie pułapu lektur. O mały włos a nic by z tego nie było - jednak się udało. Nie narzucam już sobie większych progów ale zawsze wierzę że wyzwanie Przeczytam 104 książki w roku jest w zasięgu moich możliwości choć kosztuje czasu i skupienia.

104 czyli dwie książki tygodniowo. Można? Tak. Choć tempo czytania zależy od nastroju, stanu fizycznego, gry roku. jesień i zima sprzyja, krótkie dni, więcej czasu w fotelu z kocykiem. Bywało że jeden tytuł czytałam i 2-3 tygodnie ale potem przychodziła lepsza passa. I tak się wszystko poukładało, że rok zakończyłam z wynikiem 110 tytułów na liczniku co jest znacznie gorszym wynikiem w stosunku do 2021 roku. Ale mnie i tak bardzo satysfakcjonuje.

Na rok 2023 ustawiam sobie ten sam pułap, choć biorę pod uwagę porażkę bo to naprawdę sporo. Zwłaszcza jeśli się normalnie pracuje i nie ma opcji by w tygodniu od rana do późnego popołudnia chwycić za książkę.

Rok 2022 zaczynałam literaturą górską "W cieniu Everestu" Magdaleny Lassoty, a zakończyłam go „Wiatrem" – Igora Brejdyganta, powieścią kryminalną z zimą i Tatrami w tle. Więc czytelniczy rok zatoczył niejako pętlę - było zimno i górsko. Pora na kolejne wyzwania i nowe zestawienie. Zatem CZAS START!

  1. Jest życie - Jeżyce - Ewelina Koterska, Paweł Kwiatkowski - styczeń - nota 5
  2. Perfekcyjny świat Miwako Sumidy - Clarissa Goenawan - styczeń - nota 5
  3. Kot kontra pies - czyli dlaczego zwierzęta są lepsze od ludzi - Kot Nieteraz, Pies Nierusz - styczeń - nota 5
  4. Idealna randka - Sue Watson - styczeń - nota 5
  5. Kotografia w jednym pazurku  - Monika Molek - styczeń - nota ...
  6. Surrender - Bono - styczeń - nota...
  7. Weterynarz na dyżurze - Gareth Steel - styczeń - nota 5

Fot. główna wpisu - pexels.com


Ostatni dzwonek prezentowy

To już ostatni moment na wybranie jakiegoś sympatycznego prezentu książkowego dla bliskich faromaniaków lub zwierzolubów. Czysto subiektywnie (bierzcie to pod uwagę i w razie czego szukajcie informacji w sieci i czytajcie opinie tych, którzy już je poczytali) podrzucę dziś wam dwie galeriei wydawnictw świeżutkich i ciut starszych, ale wciąż bez problemu dostępnych w internetowych księgarniach, sklepach czy na portalach aukcyjnych.

Patrząc na ważność tematyki tego bloga na początek propozycje latarniane bądź morskie (fakty i literatura obyczajowa z latarniami w tle):

A teraz coś dla zwierzolubów z naciskiem na miłośników kotów:

Mam nadzieję, że w tych zestawach znajdziecie jakąś prezentową inspirację. Korzystajcie z podpowiedzi. To doskonałe publikacje, które dostarczają rozrywkę, rzetelną wiedzą albo opowiadają niezwykłe prawdziwe historie.

Fot. główna wpisu - Markus Spiske/ pexels.com


Latarnica poleca [vol. 45]

Jakże trudno pisać cokolwiek o tej książce nie ujawniając zbyt wiele z jej treści. A każde zdradzenie wydarzeń, które pojawią się na kartach tej opowieści zepsułoby jej odbiór i liczne elementy zaskoczenia. Spróbuję zatem jak najogólniej, dorzucając czasami coś konkretniejszego, co szczególnie przykuło moją uwagę.

Polski wydawca reklamując tą książkę obok okładki "Thomasiny" zestawiał inną powieść Paula Gallico pt. "O chłopcu, który był kotem". Te dwie książki łączy osoba autora oraz fakt, że bohaterka jest potomkinią Jenny - kotki, pojawiającej się w "O chłopcu...". To tyle jeśli idzie o relacje wiążące te dwie historie. Więc niech nikt się nie martwi, jeśli wcześniej nie miał styczności z tą pierwszą. Śmiało może to zignorować lub nadrobić lekturę już po przeczytaniu "Thomasiny".

Paul Gallico to amerykański pisarz urodzony jeszcze w XIX wieku - a konkretnie w Nowym Jorku w 1897 roku. Powieści o kotach powstały w latach 50-tych XX wieku. I mimo, że pisane były kilkadziesiąt lat temu przygody bohaterów nadal wciągają od pierwszych stron i tylko nieliczne sformułowania czy wygłaszane ustami bohaterów poglądy dają odczuć, że nie jest to książka współczesna. Mnie przy czytaniu zupełnie to nie przeszkadzało.

Prawdopodobnie to ogromna zasługa bardzo dobrej tłumaczki pani Anny Bańkowskiej - której prace translatorskie ogromnie cenię oraz wykazuję się pełnym zrozumieniem wobec faktu, że kocha koty. Sama popełniła kiedyś książkę pt. "My mamy kota na punkcie kota" z najlepszymi fragmentami światowej kociej literatury - prozą, wierszami i tekstami piosenek. Rzecz obowiązkowa i znana miłośnikom mruczków. W mojej biblioteczce też ma swoje zaszczytne miejsce.

Gallico akcję swojej powieści osadził w historycznym hrabstwie Szkocji - Argyll. Tam poznajemy bohaterów - mieszkańców malutkiej nadmorskiej miejscowości o nazwie Inveranoch (dodam od razu, że fikcyjnej). Są przybyszami z wielkiego miasta Glasgow. Jednak życiowe okoliczności sprawiają, że zmieniają otoczenie by zacząć wszystko od nowa.

Bohaterem książki jest Andrew MacDhui - wdowiec z kilkuletnią córeczką Mary. Pogrążony w rozpaczy po śmierci ukochanej żony całą swoją miłość i opiekuńczość przelewa na swoją małą dziewczynkę. Andrew to ciekawa postać. Od samego początku czujemy, że jest bohaterem negatywnym. Bo jakże to tak, aby weterynarz - kiedyś miejski, a teraz wiejski - nie znosił swojej pracy, pacjentów i jeszcze bardziej opiekunów zwierząt. Z całej gamy możliwości najlepiej jeszcze toleruje zwierzęta gospodarskie, ale już kontakty międzyludzkie to jego pięta Achillesa. Zdecydowanie nie radzi sobie z empatią i samym spojrzeniem oraz oschłym podejściem zraża do siebie mieszkańców w podlegającej mu zawodowo okolicy.

Problem tkwi w tym, że nie zrealizował swojego życiowego marzenia bycia ludzkim lekarzem tylko niejako przymuszony tradycją rodziną kontynuował zawód swojego ojca. Zawód leczniczy, ale jednak ze zdecydowanie innymi pacjentami. Ilekroć na nich patrzy dotkliwie odczuwa ból zaprzepaszczonej w przeszłości szansy.

Żeby dolać oliwy do ognia w tym pełnym skaz portrecie, Andrew musi tolerować w swym domu obecność rudej kotki Thomasiny - oblubienicy jego córki Mary Ruadh. Sam najchętniej pozbyłby się zwierzaka z domu, ale dziewczynka po stracie matki ogromnie związała się z koteczką, którą traktuje jak przyjaciółkę, członka rodziny i powierniczkę jej wszystkich sekretów. Do tego Mary nie rozstaje się z kotką dosłownie - nosi ją przewieszoną przez ramię, sadza przy stole podczas posiłków, a wieczorami nie położy się i nie zaśnie póki Thomasina nie będzie obok. Mary bardzo kocha swojego tatę i wierzy, że on może dokonać wszystko i daje jej to poczucie bezpieczeństwa. Doskonale się też orientuje w pracy jaką wykonuje.

Częstym gościem kliniki jest miejscowy pastor ze swoim chorowitym i przekarmianym smakołykami psem. To właśnie on nakłonił weterynarza do przyjazdu do Inveranoch celem objęcia wolnej posady wiejskiego weterynarza z własną praktyką dla małych zwierząt domowych. Przepięknie ścierają się te dwa światy na kartach powieści. Pastor osoba pogodna, uduchowiona, silnej wiary i argumentacji religijnej często sięgająca do działań sił wyższych kontra sfrustrowany pracą weterynarz ateista, którego wiara i pogoda ducha odfrunęły wraz ze śmiercią małżonki. Ich dialogi i starcia sił są naprawdę świetnie napisane.

Ale życie bywa przewrotne i stawia nieraz przed nami po jednej burzy kolejny sztorm. Podczas tradycyjnego spaceru Mary z Thomasiną kotka doznaje urazu, co skutkuje niesprawnością tylnych łap i niemożnością poruszania się. Mary wie, że tylko tata zaradzi niedomaganiu i wszystko się dzięki jego interwencji jakoś ułoży. Trafia z wystraszonym zwierzakiem do przepełnionej poczekalni i potem do gabinetu.

Ojciec w ferworze zadań traktuje kotkę jak jednego z wielu pacjentów i po pobieżnej ocenie uznaje uśpienie zwierzaka za najlepsze wyjście. Krótko i stanowczo oznajmia o tym córce i wbrew jej krzykom i protestom poddaje Thomasinę eutanazji. Fakt wypadku, nieodwołalna decyzja ojca i jej wykonanie powodują, że Mary zapada na tajemniczą chorobę i z dnia na dzień staje się cieniem dawnej siebie. Dla weterynarza to kolejny cios i niezrozumienie więzi, która połączyła córkę z kotką. Na dodatek każdy dzień przynosi tylko pogorszenie stanu córeczki.

Nie będę ukrywać, że ta książka od samego początku nie jest lekką lekturą o przyjaźni dziewczynki z kotem. Mamy tam ludzkie dramaty i przeróżne typy charakterów, które ścierają się ze sobą i nie potrafią znaleźć nici porozumienia.

W zasadzie ja podczas tej lektury miałam takie odczucie, że książka Paula Gallico to lektura skierowana wyłącznie do dorosłych. Mnogość życiowych problemów, straty, odejścia, niezrozumienie, alienacja, przemoc, samotność - to doświadczenia tej rodziny i jej najbliższego kręgu znajomych. Mary w nowym miejscu nie ma za bardzo towarzystwa. Dotąd wystarczała jej kotka, której teraz zabrakło. Na tym etapie opowieści wydawało mi się, że nic z tego supła złych zdarzeń i emocji nie da się już rozwiązać.

Ale wtedy na scenę wchodzą nowe postacie i nowe wątki. Poznamy kilku kolegów ze szkoły Mary (to oni zorganizuję niezwykły pogrzeb Thomasiny i prawdziwy grób z dość kontrowersyjnym opisem zmarłej), miasteczko odwiedzą wędrowni Cyganie koczujący na obrzeżach i mający mini cyrk z tresowanymi zwierzakami oraz dowiemy się o ognistowłosej dziewczynie Lori zamieszkującej dom w lesie - która ma niezwykły dar ratowania i leczenia dzikich zwierząt. To u niej pojawi się pod opieką kotka, która wierzy że jest bogiem niczym koty boginie czczone w starożytnym Egipcie. I korzystając z tego przekonania zechce dokonać zemsty na niesympatycznym weterynarzu.

Ale jak to życiu bywa w tej wybuchowej dawce przeciwieństw, odmiennych poglądów, charakterów, wierzeń i celów życiowych mogą się spotkać najwięksi antagoniści. I nie na darmo mówi się, że kto się czubi ten się lubi, że przeciwieństwa się przyciągają. Oczywiście po drodze przeżyjemy jeszcze naprawdę mnóstwo smutnych i bolesnych zdarzeń z życia bohaterów. I mimo ciężaru emocjonalnego coś kazało mi jako czytelnikowi nie odkładać książki na bok, a wręcz gnać do przodu, by poznać zakończenie.

Powieść Gallico czyta się wyśmienicie, nie ma słabych punktów i przystopowania akcji - z każdą kartą przybywa nowych dramatycznych zdarzeń. Autor porusza też kwestie traktowania zwierząt - zarówno tych dzikich jak i domowych. To nie był popularny temat w latach kiedy książka powstawała. Mnie ta historia Thomasiny zupełnie zaskoczyła. Nie spodziewałam się tak wielowątkowej i mocno szarpiącej za serce opowieści.

Myślę, że każdy miłośnik zwierząt, a szczególnie kotów będzie poruszony i skłoniony do refleksji nad tym do jakiego momentu doszliśmy dziś w kwestii opieki nad zwierzętami, co jako ludzie możemy zrobić dla naszych braci mniejszych, jakimi ustawami możemy je chronić. Naszym celem powinno się stać polepszanie świata ludzi i szeroko rozumianej natury aby przetrwał i szedł ku dobremu, a nie zgubie. Książka Paula Gallico mocno mną potrząsnęła i wierzę, że współczesny czytelnik nie pozostanie obojętny po dotarciu do ostatniej strony. Dla mnie "Thomasina" to mocna pozycja literacka, którą zdecydowanie będę polecać i może się stać interesującym i wartościowym prezentem na zbliżające się święta.

I nie mogłabym pominąć na koniec warstwy graficznej - okładka jest przecudowna (projekt i ilustracja Marianna Sztyma) z uroczą ognistowłosą Lori i jej pacjentem borsukiem (ach jaka to dramatyczna scena współpracy szkolonego, ale szorstkiego Andrew z empatyczną dziewczyną) oraz weterynarzem Andrew i Mary z Thomasiną u jej stóp. Wzrok mile łechce też urocza rysunkowa wyklejka w kolorze pomarańczowym (główni bohaterowie to osoby rudowłose, podobnie jak tytułowa kotka szczyci się rudym futrem). Podsumowując: Latarnica poleca!

Podstawowe dane książki:

Tytuł: Thomasina. O kotce, która myślała że jest bogiem
Tytuł oryginalny: Thomasina
Autor: Paul Gallico
Tłumaczenie: Anna Bańkowska
Wydawca: Wydawnictwo KROPKA
Objętość: 414 strony
Oprawa: twarda 
Wydanie: I, Warszawa 2022

Poniżej okładka – front i tył

Poniżej przykładowe trzy rozkładówki - piękna wyklejka oraz strona przedtytułowa i rozdziałowa

Poniżej własne kompozycje – inspirowane lekturą i wspólnym czytaniem tej książki z kotką Myszą

Dziękuję Wydawnictwu KROPKA za egzemplarz recenzencki.

Poniżej dzień, w którym przybyła paczka z książką - modelka kotka Mysza

Jako ciekawostkę chciałabym na koniec dodać, że w internecie trafiłam na informację, że w 1963 roku książka została zekranizowana przez wytwórnię Walta Disneya jako "The Three Lives of Thomasina".

Poniżej plakat tej produkcji filmowej i tytułowa bohaterka. Kadry z filmu z catsonfilm.net

Poniżej link do trailera tej produkcji:

https://www.imdb.com/video/vi568050457/?ref_=tt_pv_vi_aiv_1


Latarnica poleca [vol. 44]

Kiedy pobieżnie przejrzałam książkę jeszcze przed lekturą uznałam, że czytanie zajmie mi na pewno kilka wieczorów, bo treść będzie wymagała skupienia i uwagi. Kiedy rozpoczęłam czytać okazało się, że wystarczyły tylko dwa wieczory i „Boscy przewodnicy” odkryli przede mną swoje przesłanie.

Nie będę ukrywać, że mam problem z tą książką. Wiem, że trafi do rąk różnych Czytelników, a mam wrażenie, iż w pełni docenią ją jednak osoby religijne, praktykujące, mające w swym rozkładzie dnia stały rytuał czytania i rozważania Biblii.

Jak sama pisze o sobie Autorka:

[...] Jestem zaangażowaną chrześcijanką. Uczęszczam na zajęcia z teologii, działam w kościelnej wspólnocie i coraz mocniej czuję powołanie do posługi duszpasterskiej. Piszę teksty o Bogu i wierze. Czyż takie osoby jak ja nie są szczególnie narażone na atak lokalnych biesów?

Ale wizja wspólnego przyszłego życia i kontaktu ze swoimi zwierzętami, które towarzyszyły nam tu na ziemi nie jest przypisana tylko do chrześcijan. Ludzie różnych kultur i religii tworzą na co dzień bliskie relacje z czworonożnymi przyjaciółmi czy przedstawicielami innych gatunków ze świata zwierząt. Niemal codziennie widzę na portalach społecznościowych w postach o ostatnim pożegnaniu ze swoimi psami czy kotami, że większość osób (abstrahując od ich wyznań) żegna się z nimi tak naprawdę na chwilę wierząc na wspólne spotkanie kiedyś, w innym czasie, wymiarze... Tak trudno nam zerwać tą nić, która nas tu połączyła, tak bardzo chcemy jeszcze widzieć naszych futrzastych czy pierzastych przyjaciół w zdrowiu i sprawności. Jest to idea żyjąca ponad wyznaniami. To głębokie pragnienie i wiara jednocześnie, że rozstanie jest tylko czasowe, że to co razem przeżyliśmy to jeszcze nie koniec. 

Ale muszę tutaj naprostować od razu: Caryn Rivadeneira w swoich „Boskich przewodnikach” porusza nie tyle temat odchodzenia i tego co będzie po tej drugiej stronie z nami i naszymi zwierzętami towarzyszącymi ale z punktu widzenia osoby wierzącej, praktykującej, rozważającej teksty Biblijne skupia się na ich roli w boskim dziele zbawienia i obecności zwierząt na kartach świętej księgi.

Tytułowi boscy przewodnicy to według autorki ta cząstka relacji człowiek-zwierzę, która staje się naszym mostem do Boga – do prób zrozumienia jego istoty i tego co dla nas przygotował.

Rivadeneira wychodzi z założenia, że choć tylko w przypadku ludzi mówi się, że mają duszą i zostali stworzeni na podobieństwo Boga to zwierzęta są wymieniane na samym początku Biblii i w ostatnich jej tekstach – stanową więc klamrę spinającą wszystko co nam w życiu ziemskim przygotowano. Były istotnym elementem dzieła stworzenia (Dzień 6) – a co najważniejsze Bóg patrząc na stworzenia lądowe uznał, że są dobre. Zawierają więc boski element i są odbiciem jego piękna. Pisarka pisze wręcz wprost, że nie wiemy czy zwierzęta posiadają duszę (jej doświadczenie ze zwierzakami skłaniają ku temu, że mają coś na kształt zwierzęcej duszy), ale dzieło zbawienia i Nowej Ziemi dotyczy wszystkiego stworzenia –  ludzi i zwierząt. Paruzja czyli tzw. Drugie Przyjście to Ziemia w swej najdoskonalszej postaci, to powrót do raju. I w niej jest też miejsce dla zwierząt, a dowody na to znajduje ona w tekstach biblijnych, które cytuje i analizuje.

[...] Boży plan odkupienia świata obejmuje od początku naszych zwierzęcych przyjaciół.

Na książkę składa się 11 rozdziałów – w każdym z nich znajdziemy historię o innym przedstawicielu świata zwierząt w kontekście jego roli w życiu człowieka. Spotkamy psy, osły, wrony, kojoty, jeże, ośmiornice.

Tytułowy „przewodnik” to zwierzę, które dzięki swej obecności, określonemu zachowaniu, poprowadzeniu relacji staje się dla nas przewodnikiem ku boskości. Widząc te cechy patrzymy na przymioty boskie, zaczynamy więcej odkrywać na temat swojej roli tu na ziemi. Bardzo spodobało mi się przytaczane zdanie, które autorka usłyszała w dzieciństwie od swojej babci, a które - jak się okazało - rzutowało potem na jej dorosłe życie.

Babcia powiedziała:

Jeśli w niebie nie ma psów, to nie warto tam się wybierać

Abstrahując od religijnego aspektu rozważań, krótkie rozdziały przynoszą nam interesujące opowieści - często o charakterze autobiograficznym – o pewnych gatunkach zwierząt, które potrafią wspomóc człowieka i stać się dla niego terapeutą, przewodnikiem czy nauczycielem. Rola zwierząt jako świata nam towarzyszącego i bliskiego jest ogromna.

Sama Rivadeneira jest tzw. psiarą. Jej książka to też próba przekonania ludzi do psów rasy pitbul i rottweiler jako zwierząt z natury pokojowych i o pięknym charakterze, które przez złe wykorzystanie ich przez człowieka (np. walki psów) były wypaczone bądź z założenia postrzegane społecznie negatywnie. Z resztą na dowód przytacza kilka niesamowitych historii, które i u  mnie (a przyznam, że zamieram ze strachu widząc biegającego luzem pitbulla) zaczęły zmieniać postrzeganie tej rasy. Mimo afirmacji świata zwierząt Caryn przyznaje się, że zmaga się wciąż ze swoim strachem przed nietoperzami i wężami. Pracuje nad tym i z nietoperzami ma już na swoim koncie małe sukcesy. 

Na pierwszych stronach tej opowieści z pogranicza teologii i behawioryzmu zwierząt poznajemy również osobiste zwierzenia o momentach kryzysowych w wierze i próbach odnalezienia się między relacją z Bogiem, a ze zwierzętami. Bo pisarka przyłapywała się na tym, że przedkładała miłość do zwierząt – w tym do swoich psów – nad sprawy duchowe i boskie. To dawało jej poczucie porażki, ale i bunt dlaczego nie można tych dwóch aspektów połączyć.

W dobie covidu (bo książka jest efektem pisania w czasie covidowej izolacji) postanowiła przeanalizować Biblię pod kątem tekstów, w których przytaczane są zwierzęta. Okazało się, że jest ich całkiem sporo i wskazują na to jak ważne rolę Bóg im powierza. I wcale nie wskazują wyłącznie na to, że zwierzęta mają być dla nas tylko niewielkim dodatkiem bytu na ziemi. Uskarża się na tak powszechne błędne interpretowanie uczynienia sobie zwierząt poddanymi, co dla niektórych przekłada się w prosty i okrutny wniosek – że można ze zwierzętami zrobić wszystko, bo mamy nad nimi władzę.

Podoba mi się jej wielokrotne podkreślanie faktu o zwierzętach jako istot czujących, tworzących więzi, mających cały wachlarz emocji. Tak często musimy teraz w poszczególnych krajach walczyć o to by ustawowo wpisać tą prawdę w nasze prawodawstwo. Pisarka docenia też wszystkie działania osób skupionych wokół schronisk, organizacji ratujących i poszukujących domów dla zwierząt po przejściach. 

„Boscy przewodnicy” przypominali mi podczas czytania tak ważne dla mnie książki jak „Boskie zwierzęta” Szymona Hołowni, „Tęczowy Most. Opowieści czworonożnych przyjaciół z Nieba”  Kristy Robinett czy „Czego uczą nas zwierzęta” Danielle MacKinnon. Jeśli bliski jest nam dobrostan przyjaciół ze świata zwierząt, jeśli pochylamy się nad problemami braci mniejszych, jeśli kochamy bezgraniczną miłością nasze psy, koty, chomiki czy szczury to warto poznać punkt widzenia Caryn Rivadeneira.

Bo któż będąc opiekunem zwierzaka nie przytaknie tej prostej prawdzie:

[...] Zwierzęta żerując, bawiąc się czy po prostu istniejąc - sprawiają nam radość. Właśnie dlatego chcemy, żeby były częścią naszego życia: przy nas w domu lub jako nasi sąsiedzi na ziemi.

Pisarka miewa w swojej wspólnocie religijnej wystąpienia na tematy zwierzęce. Choć zdaje sobie sprawę, że czasami to co mówi bywa kontrowersyjne, często otrzymuje podziękowania od osób, które dzięki jej słowom znajdują ukojenie i wytłumaczenie dla własnych odczuć. To napędza ją do dalszych działań i pogłębiania wiary.

[...] Tak naprawdę nie wiemy co myślą (nasze psy). Możemy zgadywać, możemy się zastanawiać, obserwować, zaprzyjaźniać się i kochać. Nie zyskamy jednak pewności. [...]

Możliwe, że w domysłach na temat zwierząt mylimy się całkowicie. Nauka jest tak piękna dlatego, że ciągle snuje przypuszczenia, zmienia się, dostosowuje. Ciągle też odsłania przed nami nowe, fascynujące horyzonty, pomagając nam lepiej rozumieć świat, a zarazem ukazując, jak wiele jeszcze nie wiemy. Tutaj właśnie jest nasze miejsce: pośród tajemnic stworzenia i tajemnic Stwórcy.

Na sam koniec muszę wspomnieć o szacie graficznej tej książki. Przepiękna w barwach i formie okładka przykuwa wzrok. Kiedy dotarła do mnie paczka i ujrzałam książkę nie potrafiłam się pohamować od sięgnięcia po nią i przekartkowania. Wewnątrz mamy równie estetyczne i spójne stylem (tylko czarno-białe) ilustracje z bohaterami rozdziałów. Poręczny format i niemęcząca oczy czcionka to kolejne atuty.

Reasumując Latarnica poleca!

Podstawowe dane książki:

Tytuł: Boscy przewodnicy. Jak zwierzęta uczą nas życia
Tytuł oryginalny: Saints of Feather and Fang, How to Animals We Love and Fear Connect Us to God
Autor: Caryn Rivadeneira
Tłumaczenie: Anna Skucińska
Wydawca: Wydawnictwo Znak
Objętość: 242 strony
Oprawa: miękka
Wydanie: I, Kraków 2022

Poniżej okładka – front i tył

Poniżej przykładowe wybrane rozkładówki:

Poniżej własne kompozycje – inspirowane lekturą i wspólnym czytaniem tej książki z moim boskim przewodnikiem - kotką Myszą

Dziękuję Wydawnictwu Znak za przepiękny zestaw: książkę, magnesik oraz eko torbę z ptaszkiem.


Latarnica poleca [vol. 43]

Z ogromną przyjemnością dwa tygodnie z rzędu spędziłam z tzw. "kocimi lekturami". Tak się złożyło, że kocia tematyka utworzyła stosik książek i wieczoram zasiadałam w fotelu, by otulić się nie tylko mruczeniem mojej kotki Myszy - nieodłącznej towarzyszki czytania - ale i tematyką pełną futrzastych bohaterów.

Z bijącym sercem wyczekiwałam na przybycie przesyłki od Wydawnictwa Mando z egzemplarzem "Kociej kawiarni". Bo jakaż lektura może być idealniejsza na jesienne listopadowe wieczorny nad tą, w której pachnie kawa, mruczy kot, a na dodatek przebywamy w pięknej Barcelonie.

Zastanawiałam się jaki potencjał może mieć historia rozgrywająca się w kociej kawiarni. A z drugiej strony dostrzegałam też oczywistą prawdę - jak może nie przemawiać powieść, w której będą koty i ludzie. Bo jak wiadomo, każdy pojedynczy kot to już osobna księga do opisania, a 7 kotów z książki Anny Sólyom to cała złożona historia pełna mruczącej mądrości.

Miałam ogromne oczekiwania wobec tej prozy. Potrzebowałam dobrej opowieści, która odsunie mnie po dniu pracy wystarczająco daleko od codzienności, bym całkiem przenosiła się do innego świata. Jak zwykle dopełniłam swojego rytuału czytelniczego - poza fotelem i punktowym oświetleniem na książkę był koc, kawa i kot. Idealne by zacząć "Kocią kawiarnię" prawda? Więc otworzyłam okładkę. Na lewym skrzydle zobaczyłam sympatyczną twarz Autorki i przeczytałam te kilka znaczących słów: "pisarka, terapeutka, absolwentka filozofii". Wszystko stało się jasne. To nie będzie zwykłe czytadło. Znajdę tutaj coś więcej i bardzo tego więcej pragnęłam.

Pierwszy był element zaskoczenia: historia Nagore wciągnęła mnie od samego początku. I to jak! Planowałam podzielić lekturę na kilka wieczorów, ale nie udało się. Gdyby nie wczesna pora wstawania do pracy połknęłabym całość na raz, a tak zajęło mi to dwa - idealnie spędzone - wieczory. Powieść składa się z 23 krótkich rozdziałów. Łatwo między nimi na chwilę przerwy (na dolanie jesiennej aromatycznej herbaty lub korzennej kawy) i zadumania nad właśnie przeczytanym fragmentem.

Bohaterką "Kociej kawiarni" jest Nagore, którą poznajemy w chwili tzw. życiowego dołka. Wszystko się jej zawaliło. Rozpadł się związek, biznes - który budowała z partnerem za granicą tym samym przestał istnieć, powróciła do kraju, nie ma pracy, nie ma stałych dochodów, wynajmuje mieszkanie w nietaniej Barcelonie. Jak przetrwać i nie popadać w depresję oraz coraz większe długi? Sytuacja wydaje się patowa i coraz bliższa ku najprostszemu rozwiązaniu - powrotowi do domu rodzinnego z podkulonym ogonem. Tego Nagore pragnie się ustrzec. Nie chce pokazać rodzicom życiowej porażki na wielu frontach.

Z pomocą przychodzi jej przyjaciółka, która ofiarowuje pomoc w postaci pracy w Barcelonie. To oznaczałoby koniec choć części problemów. Ale... Jest mały problem. Ta praca nie będzie mieć nic wspólnego z tym co dotychczas robiła, nie wykorzystuje też jej wykształcenia artystycznego i co najgorsze zmusi ją do skonfrontowani się ze swoim wielkim lękiem.

Na ten moment jedyne miejsce, gdzie mogłaby od razu podjąć pracę to posada współprowadzącej lokal kociej kawiarni. W czym leży problem? W życiu Nagore to akurat kwestia bardzo trudna i zdawałoby się nie do przeskoczenia. Cierpi ona bowiem ailurofobię czyli lęk przed kotami. Niezły start, prawda?

Postawiona przez życie pod ścianą decyduje się iść na rozmowę i tak poznajemy drugą bohaterkę tej powieści - japonkę Yumi. Yumi zdecydowała się przewalić swoje życie do góry nogami i przeprowadziła się do Hiszpanii by otworzyć tak popularne w jej ojczystym kraju Neko Cafe. Mamy więc dwie bardzo interesujące postaci, z dwóch zupełnie różnych kultur. A pomiędzy nimi na scenę wkracza 7 kocich bohaterów - podopiecznych kawiarni, koty o różnej historii i po wielu przejściach przeznaczone docelowo do adopcji.

Mogłabym tu dalej snuć tą opowieść, bo kiedy do niej powracam teraz myślami czuję tą samą przyjemność i ekscytację jak wtedy gdy ją dopiero karta po karcie odkrywałam, ale nie o to chodzi by streszczać całą książkę. Mamy więc Nagore i Yumi, siódemkę kocich terapeutów i mistrzów zen oraz kilka postaci, które dopiero się w tej opowieści pojawią i na zawsze wpłyną na dalsze losy obu pań.

Powieść Anny Sólyem ma idealnie dobrane motto, które znajdziemy przed 1 rozdziałem: Zdarzyło mi się mieszkać z mistrzami buddyzmu zen, a każdy z nich był kotem - Eckhart Tolle. To prawda. Koty potrafią nas wiele nauczyć i czasami wystarczy przyjrzeć się wnikliwie jak celebrują każdy dzień, co jest im bliskie, a co ważne by dostrzec, że są idealnymi terapeutami i uczą ludzi jak żyć pełnią życia nie marnując ani chwili na to co nieistotne.

Nagore zatrudnia się w kawiarni. Staje tam twarzą w twarz ze swoi lękiem, ale i z coraz wiekszą fascynacją patrzy na koty. Musi je bowiem karmić, czyścić im kuwety, jeździć z nimi do weterynarza. Jej niekoci dotąd świat staje się bardzo kotami wypełniony. Czy da radę długo tak wytrwać?

Relacja Yumi i Nagore to przepięknie oddane spotkanie różnych kultur ale i ludzi, dla których dotąd istniały zupełnie inne priorytety życiowe. Te dwa światy połączą koty. One stają się mostem porozumienia i nowej ścieżki do dalszego etapu życia. Bohaterka nagle musi przejść przez ten most by zacząć stąpać ścieżką po zerwanym związku, po powrocie do kraju, po poznaniu, że koty nie są takie straszne...

Życie Nagore wkracza w nowy etap, gdy w Neko Cafe pojawia się Marc (odtąd stały klient kawiarni) oraz nowy kot Sort - podrzutek. Po drodze poznajemy coraz bliżej wszystkich mruczących podopiecznych kawiarni (a ich imiona to: Cappucino, Sort, Chan,Smokey, Figaro, Likier i Shere Khan) i widzimy jak ważne życiowe nauki dają one Nagore. I tu dochodzimy do istotnej kwestii jeśli chodzi o tą książkę.

"Kocia kawiarnia" jest - poza doskonałą powieścią z bardzo sympatycznymi postaciami - jednak trochę terapią i wykładem z filozofii życia. Patrząc w ten sposób na tą książkę to czuć wyraźnie wykształcenie i pracę zawodową autorki jako terapeutki. Pięknie przemyciła w historię Nagore, Yumi i Marca oraz siedmiu kotów to, co może być bazą pod nowe, pełne i wartościowe życie. W kolejnych rozdziałach poznajemy jaką życiową naukę odkrywa Nagore od kolejnego podopiecznego Neko Cafe. Wystarczy tylko zacząć dostrzegać to co jest naprawdę ważne. A mistrzami w pokazywaniu tego są koty. Te doskonałe istoty o wielkiej wrażliwości mogą nas niejednej mądrości nauczyć. Kto ma w domu kota zapewne nie raz się o tym przekonał. To proste nauki zamknięte w takich prawdach jak:

[...] Koty są ekspertami od drzemek. W ten sposób radzą sobie z traumami. [...]

Zwalczanie stresu poprzez sen. [...]

Pierwsza zasada kociej filozofii - bądź szczerze autentyczna. [...]

Zachowaj czujność, a odkryjesz wokół nowe możliwości.*

  • wszystkie cytaty z "Kociej kawiarni"

Niby oczywiste, ale jak trudno to dostrzec w codzienności pełnej pośpiechu. Książka Sólyem to opowieść o stracie, ale i o zysku. O tym co nas w życiu tłamsi, ale też o tym co może podnosić i sprawiać, że pofruniemy. Wydawca reklamując tą opowieść pisze, że ta historia otula lepiej niż ciepły kot. I jest w tym prawda. Ogrzałam się tą lekturą, podniosła mnie ona na duchu, dała dużo przemyśleń i ciepłych refleksji, pozwoliła też skonfrontować swoje życie z mądrościami przekazywanymi przez siedem kawiarnianych kotów. Czytelnik znajdzie tu też oczywiście opowieść o miłości, ale także o przemijaniu i wartości podejmowania ryzyka poprzez wkraczanie na nieznane ścieżki.

Podsumowując: Latarnica poleca!

Podstawowe dane książki:
Tytuł: Kocia kawiarnia
Tytuł oryginalny: Neko Cafe
Autor: Anna Sólyom
Tłumaczenie z hiszpańskiego: Joanna Ostrowska
Wydawca: Wydawnictwo Mando
Objętość: 192 strony
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Wydanie: I, Warszawa 2022

Poniżej okładka – front i tył oraz grafika na wewnętrznych skrzydełkach

Poniżej własne kompozycje – inspirowane lekturą i wspólnym czytaniem tej książki z kotką Myszą

Fot. Latarnica / listopad 2022


Latarnica poleca [vol. 42]

Jak tylko usiadłam do lektury tej książki miałam z nią kłopot. Kłopot nie w nazwaniu tego czy mi się podoba czy też nie, ale w klasyfikacji czym jest właściwie ta opowieść. Czy powieścią, poradnikiem, wspomnieniami, autobiografią, małą historią sztuki z kotami w tle, a może tylko historią dopisaną na potrzeby pięknych ilustracji.

Bo istotnie autorka przeplata swoją spójną i chronologiczną osobistą opowieść wstawkami będącymi poradami dla kociarzy, informacjami z zakresu kociego behawioryzmu czy przeglądem pewnej dziedziny wiedzy np. historii malarstwa pod kątem obecności w niej kotów.

Ale może zacznę od początku. Okładka "Historii pewnego kota" Laury Agusti wyświetliła mi się na portalu społecznościowym i od razu przyciągnęła wzrok. Książek o kotach jest w tej chwili tak dużo, że trudno mnie w tej dziedzinie zaskoczyć czy zapaść od razu w pamięć. Ale w tym przypadku tak się stało. Projekt okładki jest tak inny i odbiegający od tego co jest dostępne, a na dodatek trafił w styl i estetykę ilustrowania, którą bardzo lubię, że od razu się nią zainteresowałam i chciałam wiedzieć więcej.

Nazwisko autorki nic mi nie mówiło. Nawet nie miałam pojęcia z jakiego kręgu kulturowego jest i jakim językiem na co dzień się posługuje. Byłam zaskoczona, że książka jest tłumaczeniem z języka hiszpańskiego, bo takie translacje nie dominują kociej tematyki. Zapowiadała się ciekawa przygoda z kotem z roli głównej. Tytułowy "pewien kot" jest - co potwierdzi każdy opiekun kota - nie byle jakim kotem, bo takich w ogóle nie ma. Każdy mruczek to osobny wszechświat zjawisk, zachowań, preferencji więc wiedziałam, że i tym razem poznam ciekawą istotę na czterech łapkach.

Laura Agusti dzieli się z czytelnikiem swoją życiową "przygodą" z kotami i zwierzętami. Mimo, że mamy tutaj bohatera, którym jest kot rasy syjamskiej Hej, to poza etapem życia autorki, który dzieliła z TYM kotem poznajemy wątki autobiograficzne sięgające do najwcześniejszego dzieciństwa i relacji z młodszą siostrą Mariną - także ogromnym zwierzolubem. Przez pierwsze stronice poznajemy rodzinne miasteczko, członków rodziny i zwierzęta, które na trwałe zapadły w pamięć Laury i z pewnością miały wpływ na jej późniejsze życie u boku psów i kotów.

Autorka chowała się ze zwierzętami i ich stała obecność na co dzień była dla niej tak powszechna jak oddychanie. Wejście w dorosłość, liceum plastyczne oraz studia na uczelni artystycznej poza rodzinnym miasteczkiem spowodowały, że zmuszona była przez lata wynajmować mieszkania, a ich najem wiązał się z zakazem posiadania jakichkolwiek zwierząt. Był to jedyny czas, kiedy nie dzieliła życia z naszymi czworonożnymi przyjaciółmi.

Po studiach, mając 23 lata i nowy start w Barcelonie w jej życiu pojawił się kot Hej - tytułowy "pewien kot". Był to jeden z tych kotów, który miał ogromnie bliską relację z opiekunem - jedynym opiekunem - a nie bardzo lubi ludzi i vice versa - goście domu Laury nie mieli ochoty bratać się z humorzastym i agresywnym wobec nich Hejem.

I w tym miejscu opowieści zaczęła się moja bardzo silna identyfikacja z bohaterką oraz pełne zrozumienie tego o czym pisze. Sama mam za sobą 11 lat dzielenia życia z trudnym, adoptowanym ze schroniska kocurem Errorem (imię to już moja zasługa) i wiedziałam z czym się borykała i jak jednocześnie mocno zacieśniała się ich wzajemna więź. Laura pisze o swoim dorosłym życiu w kontekście dzielenia go z kotem przepięknie i bardzo życiowo. Myślę, że większość kociarzy zrozumie i odnajdzie w sobie to wszystko o czym opowiada. Poza tym kto z nas nie jest przekonany że ich kot zasługuje na swoją opowieść i książkę nim?

Jak wspominałam wcześniej główny wątek opowieści Agusti przerywany jest poradami, informacjami o kotach jako gatunku czy krótkimi wzmiankami o kotach w historii sztuki. To dobre "wstawki" pozwalające na chwilę odetchnąć od historii zmierzającej do tego co nieuchronnie czyli upływu czasu, starzenia się zwierzaka, nadejścia chorób i trudnego momentu rozstania.

Nie przypuszczałam, że tak mocno przeżyję tą część, która opowiada o seniorze Heju. Sama ponad dwa lata temu rozstałam się po 11 latach z Errorem i czytając książkę Agusti wszystko z całą mocą do mnie powróciło: tamte emocje, często bezsilność, smutek, rozpacz i łzy. Z drugiej strony pisze o kociej starości, niedomaganiach i swoich względem tego odczuciach tak prawdziwie, szczerze i trafnie, że czułam się, jakby wskoczyła na chwilę do mojej głowy i podejrzała moją historię wraz z całym wachlarzem uczuć.

Oczywiście jej kot był zupełnie inny, inne były schorzenia, które go dopadły pod koniec życia, inny kraj, kultura. Ale moment przechodzenia przez starość zwierzaka, przez towarzyszenie mu w ostatnich miesiącach życia jest poza krajami czy kontynentami. Jeśli kochamy koty to pożegnanie będzie zawsze po części końcem naszego świata i to jak potem się zachowany, jak będziemy przechodzić proces żałoby jest sprawą indywidualną.

Laura Agusti w tych "przerywnikach" pisze też o żałobie jako pewnym procesie, analizuje go pod kątem psychologicznym, wymienia etapy żałoby, które są czymś normalnym i dla każdego człowieka trwają różnie. Czytając tą historię wróciłam do własnych wspomnień, jakże wiele z tego o czym pisze było również moim udzialem. Jakże trafne choć bolesne były niektóre zdania.

Ale życie toczy się dalej. To nasze, ludzkie - o wiele dłuższe od zwierząt nam towarzyszących - możemy albo wypełnić nowym istnieniem albo pozostać na etapie wspomnień i bólu. Nie będę dopowiadać finału tej historii. To znajdzie czytelnik na jej kartach końcowych. W każdym razie nie jest to książka, która pozostawia nas obojętnym wobec tego przekazu jaki chciała nam ofiarować autorka. Jej historia to relacja Laury i Heja, ale takich opowieści są tysiące czy nawet miliony. I zawsze są pełne radości i miłości, ale również zawsze przyjdzie pora na ból i rozpacz.

Nie można w kontekście "Historii pewnego kota" ominąć warstwy wizualnej - czyli ilustracji i szaty graficznej. Od razu widać, że mamy do czynienia z artystką i absolwentką szkół artystycznych. Jak sami obejrzycie poniżej - jest czym cieszyć wzrok. Ilustracje są przepiękne, oszczędne w barwach, ale skupione na detalach. Ja wybrałam do pokazania strony z kotem, ale na kartach tej książki spotkacie przepiękne rysunki ptaków, psów, jeży, owadów, królików, roślin czy hiszpańskiej architektury małych południowych miasteczek. Pod względem graficznym dzieło wspaniałe i czuć, że pisarka włożyła w nie całe serce i dobrze zna zwierzęta.

Myślę, że najlepszym podsumowaniem tej recenzji będzie po sięgnięcie do znanego zdania wypowiedzianego kiedyś przez pisarza Ernesta Hemingwaya. I każdy kociarz ma gdzieś wpisane w swój "system" relacji z tymi zwierzętami prawdę, która za tymi słowami idzie. A zdanie to brzmi: Posiadanie jednego kota prowadzi do posiadania następnego.

Mamy ostatni kwartał tego roku, nadchodzą święta. Myślę, że "Historia pewnego kota" może być jednym z najlepszych prezentów dla kociarza czy w ogóle miłośnika zwierząt. To świetny podarunek także dla kogoś kto kocha czytać, kocha książki i lubi by były one doskonałe również wizualnie. Doczytałam w notce o pisarce, że wydała w 2018 roku również książkę "Tylko koty jej w głowie". Mam nadzieję, że polski czytelnik będzie miał również okazję się z nią zapoznać.

Podsumowując: Latarnica poleca!

Podstawowe dane książki:
Tytuł: Historia pewnego kota
Tytuł oryginalny: Historia de un tato
Autor: Laura Agusti
Ilustracje: Laura Agusti
Tłumaczenie: Urszula Żebrowska-Kacprzak
Wydawca: Wydawnictwo Albatros
Objętość: 158 stron
Oprawa: twarda
Wydanie: I, Warszawa 2022

Książka dostępna jest w internecie w wersji papierowej, ebook i audiobook.

Poniżej okładka - front i tył:

Poniżej przykładowe wybrane rozkładówki:

Poniżej własne kompozycje - inspirowane lekturą i wspólnym czytaniem tej książki z kotką Myszą

Fot. Latarnica / październik 2022


Zdjęcie na niedzielę - 9 października 2022

W drugą niedzielę października wracam do wrześniowych wspomnień uroczystości na Rozewiu. To właśnie stamtąd wróciłam z tą przepiękną książką o latarniku Leonie Wzorku. Gdyby nie ciężka praca prawnuczki nie zostałyby zachowane w takiej formie ważne wspomnienia i fakty. A to jest tak naprawdę bezcenne. Asiu jeszcze raz dziękuję!

Fot. Latarnica / wrzesień 2022


Latarnica poleca [vol. 41]

Kiedy rozpakowałam paczkę z tą książką i zobaczyłam ją w realu od razu wiedziałam, że zechcę o niej napisać. Jeszcze nie poznawszy jej treści totalnie zachwyca edytorsko - wspaniała kusząca okładka rysunkowa i przepiękne zdjęcia - staje się czymś z pogranicza albumu i nietypowego przewodnika.

"Nietypowego" to kluczowe słowo, bowiem "Dookoła Bałtyku" to nie nudny przewodnik z suchymi danymi atrakcji i wyliczanką miejsc polecanych ale raczej poszczególne rozdziały to inspiracje.

Książka ukazała się pod redakcją Agnieszki Franus, bo autorstwo rozdziałów jest różne i każdy stanowi subiektywną opowieść Autora o danym kraju czy mieście. TO właśnie oni będą próbowali nas zachwycić miejscami nad Bałtykiem, do których dotarli.

Całkowicie rozumiem taką ideę książki. Ona musi się sprawdzić. W zasadzie podobne rzeczy robię sama tutaj na Latarnicy próbując zarazić was nie tylko do polskiego wybrzeża Bałtyku, ale do MOICH miejsc na nim.

Bałtyk - to słowo które mnie osobiście kojarzy się tylko z miłymi wspomnienia i obrazami przepięknymi wizualnie. Oczywiście mam bardziej i mniej ulubione jego miejsca ale uważam że nie ma na świecie piękniejszego miejsca nad polskie plaże.

Tym kluczem szli autorzy rozdziałów i wybieramy się z nimi na długą podróż przez Polskę, Litwę, Łotwę, Estonię, Finlandię, Szwecję, Danię i Niemcy. Wszystkie te kraje mają dłuższą lub krótszą linię brzegową a na niej wspaniałe turystyczne miejsca.

Nie znam całego wybrzeża Bałtyku, nie znam nawet jego większości. Było mi dane zobaczyć tylko fragment wybrzeża Niemiec, Litwy i Szwecji. Ale te podróże utwierdziły mnie że Bałtyk to MOJE morze i styl zabudowy, przyroda, krajobraz jest tym co mi w duszy gra.

Oczywiście rozdziały zawierają pod koniec garść praktycznych i co ważne - bardzo aktualnym informacji - ale faktycznie w wielu miejscach do których nie dotarłam osobiście po prostu po lekturze się zakochałam patrząc na zdjęcia i doczytując odczucia autora.

"Dookoła Bałtyku" jest idealną pozycją na prezent dla kogoś kto równie jak my docenia nasze wybrzeże i bywa czasami ciut dalej w innym państwie nad Bałtykiem. Ale sprawdzi się również jako tzw. "kopniak na zachętę" w przypadku tych co znają tylko nasze polskie wybrzeże. Trudno bowiem oprzeć się prezentowanym miastom, wioską, wysepkom. Trudno nie cieszyć oczu przepięknymi fotografiami cudów natury czy aglomeracji z długą historią, gdzie przeszłość podaje sobie rękę z bardzo nowoczesną architekturą. Nie zawsze musi to być zgrzyt i szpetota.

Podtytuł tej książki to "100 pomysłów na przygodę życia". I tutaj się całkowicie zgadzam. Taki wypad na np. bliskie nam wybrzeże niemieckie, rejs z Kołobrzegu czy Darłówka na duński Bornholm czy wycieczka promowa z Gdyni do Karlskrony to mogą być wielkie przygody.

Z ogromnym sentymentem wspominam zagraniczne wojaże do miejsc nadbałtyckich. Wszędzie tam znalazłam analogie do niektórych naszych miejscowości, a znowu inne pejzaże są niepowtarzalne i niespotykane w Polsce. Choćby zatrzęsienie małych wysepek, gdy dopływa się do Szwecji. Dzieje się to najczęściej o wschodzie słońca i widoki bezcenne.

Autorzy poszczególnych rozdziałów swoimi opowieściami całkowicie mnie przekonywali, że miejsca które odwiedzili są niezwykle i warte zobaczenia. Książka tylko potwierdziła mnie w mojej stałej miłości do naszego morza. Wiem, że o ile nie odnalazłabym się w każdym z opisywanych krajów jako jego stały mieszkaniec, to gdyby przyszło mi żyć w pasie nadmorskim to już byłoby to o wiele łatwiejsze i do przyjęcia.

"Dookoła Bałtyku" to barwa opowieść o krajach, które łączy wspólne morze. Mamy w niej historię i współczesność, mamy niesamowita przyrodę, porty, architekturę i oczywiście latarnie morskie. Bo jak można myśleć o Bałtyku pomijając ważną rolę latarń. Oczywiście coraz więcej jest już zautomatyzowane, ale same ciekawe budynki i wieże zostają i są często popularnymi obiektami turystycznymi zamieniającymi się w placówki muzealne, hotele, kawiarnie czy sklepy z pamiątkami.

Z ogromną przyjemnością spędziłam kilka wrześniowych wieczorów z tą lekturą. Każda strona była warta nadbałtyckiej przygody. Podsumowując: Latarnica poleca!

Podstawowe dane książki:

Tytuł: Dookoła Bałtyku
Autor: pod redakcją Agnieszki Franus
Wydawca: Wydawnictwo Słowne
Objętość: 320 stron
Oprawa: miękka
Wydanie: I, Warszawa 2022

Poniżej własne kompozycje inspirowane lekturą

Poniżej kilka zdjęć ukazujących okładkę (front i tył) i wnętrze książki


Latarnica poleca [vol. 40]

Tak się złożyło, że w ostatnich tygodniach czytałam jedną po drugiej dwie książki przeznaczone dla młodego czytelnika, w których ważną rolę odgrywa motyw latarni morskiej. Pierwszą z nich była "Julia i rekin" (recenzja ukazała się w 39 odcinku tego cyklu - 1 sierpnia br.), a teraz pora przyszła na "Lampkę" Annet Schaap.

Zazwyczaj nie wrzucam tutaj tak często recenzji, ale w tej chwili boję się, że z każdym kolejnym dniem ulecą mi emocje, które ta lektura wzbudziła i odejdą w niepamięć detale treści tej książki. Nie ma więc co zwlekać. Opowiem subiektywnie, co mnie w tej historii urzekło.

Nie chciałam się wypowiadać na jej temat póki nie dotrę do samego finału. Kilka dni temu wieczorem skończyłam lekturę (czytanie jej zajęło mi parę dni, bo objętość jest całkiem pokaźna) i od razu wiedziałam, że to będzie kolejny tytuł omawiany w ramach Latarnica poleca.

Z automatu trafił jako wysoko prawdopodobny do omawiania, bo latarnia morska jest nie tylko jako element zdobiący okładkę (bywa tak często, że na tym się kończy związek publikacji z tym tematem), ale i latarnia odgrywa ważną rolę oraz jest powiązana z główną bohaterką nazywaną Lampką. Dziewczynka ma swoje imię, ale wszyscy na nią tak mówią, ze względu na fakt bycia córką miejscowego latarnika. Dla mnie to imię wydaje się bardzo urocze i budzące same ciepłe i pozytywne skojarzenia.

Mimo takiego tytułu i imienia kojarzonego z ciepłem światła wydobywającego się z laterny sama opowieść wcale nie jest łatwa i lekka a raczej spowija ją z każdą stroną ciemność wkraczająca w życie bohaterów. Annet Schaap nie przedstawiła nam jasnych stron życia. Raczej skupiła się na tym co trudne, bolesne, przewracające nasze życie do góry nogami.

Autorka na dodatek sama zilustrowała własną opowieść, co sprawia że mamy tutaj spójną artystyczną wizję tej historii. Trochę miałam obawy wyczytując na okładce, że napotkamy tu tajemnicze wodne stworzenia i otrzemy się o postacie syren. Założyłam na samym początku, że powieść może być zbyt fantastycznie i daleka od życia, abym się w niej zanurzyła i dała pochłonąć. Nic bardziej mylnego!

Pisarka potrafiła z tego doskonale wybrnąć. To nie fantastyka, baśń czy jakiś literacki eksperyment. To co zostało nam podane w skrócie na okładce jest całkowicie zgodne z prawdą. A jednak to nie fantazjowanie o morskich potworach.

O ile czytana niedawno "Julia i rekin" rozgrywa się współcześnie to trudno mi umiejscowić czasowo akcję "Lampki". Z opisów odzieży wynika, że na pewno są to lata mody na długie suknie, czasy starych wielkich domostw ze służbą i szeroko zakrojonych działań piatów na wodach mórz i oceanów.

Sama latarnia - miejsce w którym mieszka z ojcem bohaterka - jest lokalizacją anonimową. Nie wiemy gdzie stoi ta latarnia i czy ma swój pierwowzór w rzeczywistości. Schaap pisze tylko o szarej wieży na małej skale, do której wiedzie od portowego miasteczka kręta kamienna ścieżka zalewana wodami przy sztormach i silnym wietrze.

Sytuacja rodzinna bohaterki nie jest łatwa. Szybko straciła matkę, a jej ojciec żonę. Musiała gwałtownie dorosnąć i została jedyną kobietą w latarni pomagając kalekiemu latarnikowi nie stroniącemu od alkoholu i załamań. Niesie na barkach zbyt wiele spraw jak na dziewczynkę w swoim wieku.

A co może się stać kiedy zabraknie światła w latarni, a na zewnątrz szaleje sztorm i statki nie widzą jak blisko im do brzegu i portu? Katastrofa murowana! To jedne zdarzenie zmienia bieg wydarzeń i wywraca do góry nogami życie ojca i córki. Prawo zostało złamanie, a konsekwencje trzeba ponieść: zostają rozdzielni - jeden zamknięty na stałe w latarni, której wejście zabito deskami, a Lampka odesłana na służbę do "Czarnego Domu" bogatego admirała. Dom ten ma jednak niedobrą renomę i krążą opowieści i mieszkającym w nim potworze.

W zasadzie w chwili, gdy przenosimy się do tego domu akcja bardzo się zagęszcza stając się mroczna i pełna tajemnic. Napięcie budowane przez Autorkę jest naprawdę stopniowane idealnie i trudno oderwać się od kolejnych rozdziałów. Bo oczywiście coś jest na rzeczy i mieszkańcy tego domu, a zwłaszcza jeden z wieży budynku to bardzo tajemnicza i mrożąca krew w żyłach postać.

Nie będę opowiadać fabuły, bo zepsułabym każdemu lekturę tej opowieści. Ale naprawdę - ja jako osoba dorosła, do której nie jest ta literatura skierowana - dałam się całkowicie zauroczyć prozą Schaap.

Nie ma możliwości byśmy nie odczuwali na własnej skórze trudów i przysłowiowych rzucanych pod nogi Lampki kłód na tym etapie życia. Wydaje się że nie czeka ją już nic dobrego. Ale podczas pracy w "Czarnym Domu" zdarzy się coś nieoczekiwanego. To zmieni jej przyszłość. Książka podzielona jest na 6 części, które zatoczą jakby pełne koło tej historii sięgając do czasów poznania się jej taty i mamy, do czasów młodości admirała i jego związku z tajemniczą kobietą.

Mamy tutaj w pięknej i przystępnej formie podanej dla starszych dzieci opowieść o tolerancji, o tym jak bywamy różni, jak każdy z nas jest osobną księgą do odkrycia i opowiedzenia.

Lampka ze swym otwartym na inność charakterem i patrzącym szeroko i bez uprzedzeń spojrzeniem dziewczynki rozumiejącej więcej niż każdy by przypuszczał, jest postacią zdecydowanie pozytywną i dającą nam lekcje o relacjach ludzi z różnych sfer i o różnych cechach. Nawet takich, które spychały je na margines społeczeństw i uznawane było za dziwolągi niewarte traktowania jak normalni ludzie.

"Lampka" otrzymała najwyższą holenderską nagrodę w dziedzinie twórczości dla dzieci i młodzieży tzw. Złoty Rysik. Ta historia została już przetłumaczona na 16 języków co świadczy o jej uniwersalności. Myślę, że w każdym kraju będzie zrozumiana. Aż prosiłoby się, aby takie powieści były szkolnymi lekturami, bo na wielu płaszczyznach jest co rozważać i omawiać. A poza tym uczy właściwych postaw.

I chociaż dla mnie zaczęło się wszystko po prostu od kolejnej okładki z latarnią - w środku odkryłam większy skarb w postaci tej opowieści - pełnej morskiej bryzy, wiatru, huku fal, wijących się ku górze stopniach nieznanej latarni, piratach i wabiących żeglarzy syrenach. Podsumowując: Latarnica poleca!

Podstawowe dane książki:

Tytuł: Lampka
Tytuł oryginalny: Lampje
Autor: Annet Schaap
Ilustracje: Annet Schaap
Tłumaczenie: Jadwiga Jędryas
Wydawca: Dwie Siostry
Objętość: 326 stron
Oprawa: twarda
Wydanie: I, warszawa 2020

Poniżej własne kompozycje inspirowane lekturą oraz kilka stron ukazujących okładkę i wnętrze książki

Wnętrze książki

Front i tył okładki

Poniżej miejsce, gdzie spędzałam najczęściej czas z "Lampką" - popatrzcie jaki piękny jest grzbiet tej książki - nawet tam jest latarnia morska.

Fot. Latarnica / 2022


Latarnica poleca [vol. 39]

Od wiosny nie sięgałam do tego cyklu, ale będąc świeżo po lekturze "Julii i rekina" od razu wiedziałam, że będę chciała się z Wami podzielić paroma spostrzeżeniami i refleksjami.

Na początek prosta i krótka konkluzja: ta książka - choć przeznaczona dla młodego czytelnika i klasyfikowana jako tzw. literatura młodzieżowa - jest wspaniała! I to pod każdym względem. Od początku jak ujrzałam jej zapowiedź wiedziałam, że chcę mieć wydanie papierowe, bo od strony edytorskiej to małe dzieło sztuki. Ale po kolei.

Co może przykuć mój wzrok w książce, o której nie wiem nic? Na pewno wizerunek latarni. A jeśli okazuje się, że na jednym wizerunku się nie kończy, to jestem już bardzo zainteresowana taką książką. Tak, tak... choć na okładce jej nie ma w środku przewinie się kilkakrotnie i to w jakiej pięknej szacie graficznej! Czytając od razu chciałam wiedzieć czy opisywany obiekt istnieje. Niestety Google ani Wikipedia nie znajdują nic pod podaną w nazwą. Przyjmuje więc, że to latarnia stworzona na potrzeby powieści. Reszta? Wszystko się zgadza. Jest wyspa Unst pośród wysp szetlandzkich, jest osada Belmont - jako terminal promowy, ale z niej nie wiedzie żadna droga do latarni Uffle-Gent. Za to wyspa Unst szczyci się kilkoma latarniami, w tym spektakularną Muckle Flugga (North Unst), która z tego co widzę, posłużyła ilustratorowi książki za pierwowzór latarni z opowieści Hargrave.

No dobrze, zobaczyłam latarnię w książce i przepadłam. Ale to była fascynacja obrazem. Nie sądziłam, że zrówna się ona z fascynacją treścią. Innych książek Kiran Millwood Hargrave nie znam. A już sprawdziłam, że wydała kilka - w tym opowieść na faktach o czarownicach z dalekiej północy ("Kobiety z Vardo"). Dodam tutaj tylko, że Autorka to rocznik 1990 [!] , absolwentka Cambridge i Oxfordu, pisarka i poetka, laureatka nagród literackich. Nie wiedziałam więc czego się tutaj spodziewać. To był pierwszy kontakt z jej pisarstwem.

Bardzo spodobali mi się bohaterowie. Brytyjska rodzina, w której tata będzie dbał by wygaszona, nieczynna latarnia automatycznie paliła się światlem, mama biolog od wszystkiego co żyje w morzach, mająca bzika na punkcie spotkania rekina, który pojawia się daleko na Morzu Północnym i Morzu Norweskim oraz tytułowa Julia - ich córka i rodzinny zwierzak - członek rodziny - kotka Kluska. To oni wyruszają w daleką drogę z Kornwalii na Szetlandy. Każdy dorosły ma tam realizować się zawodowo, a mama chce dzięki pracom badawczo-naukowym zdobyć grant uniwersytetu na badania nad rekinami.

Zatem wszystko zaczyna się w Kornwalii i mamy początkowo powieść drogi, ale szybko osiadamy na Unst na Szetlandach. Tata to osoba, której życie zamknięte jest w cyfrach, ma ścisły umysł w odróżnieniu od żony i córki - których życie opisują słowa. Są jakby z innej beczki ale wszystkich łączy silna więź.

Wydawać by się mogło, że to będzie obyczajowa historia z latarnią, kotem i wyspami na dalekiej północy w tle. Ale od samego początku czułam, że zabieg iż w całej powieści dominują kolory czarno/szaro/białe z dodatkiem tylko jednej barwy (żółtej) kryje w sobie coś bardziej mrocznego, smutnego i wciągającego nas głęboko w ludzkie emocje. Od strony graficznej wszystko wygląda przepięknie i do siebie zgrabnie pasuje. Przecież latania to właśnie coś ciemnego, obiekt który w nocy staje się ledwo widoczny, stapia z ciemnością mroku, a pośród tego budzi się do życia świetlista żółta struga światła z laterny.

Tak, nie mylicie się jeśli podejrzewacie już, że to nie jest miła opowiastka o przywracaniu do życia latarni i badaniach naukowych na statku badawczym na zimnych wodach północy. Przeprowadzka na lato rodziny z Kornwalii ujawni cały szereg skrywanych emocji i obudzi zmory przeszłości. Pomału odkryjemy tajemnice rodziny, wydarzenia z przeszłości, poznamy spojrzenie na obecną sytuację oczami każdego z bohaterów.

Nie chcę ujawniać treści, bo naprawdę wciąga od samego początku. Ja podzieliłam sobie czas na jej lekturę na trzy popołudnia. Śmiało można po prostu z tą książką usiąść i wpaść w nią po uszy do samego finału. Jednak od razu zaznaczam - nie będzie to jasna i prosta droga. Atutem jest język i styl Autorki. Od samego początku ma się wrażenie że płynnie przechodzimy od prozy do poezji - czegoś lekkiego, ulotnego, zachwycającego. To samo dzieje się w sferze edytorskiej - tekst czasami przybiera dziwne kształty morskich stworów, układa się bardziej jak wiersz niż proza. Jest to tak napisane, że miałam wrażenie, że obcuję z czymś naprawdę wyjątkowym.

Nie pamiętam już od jak dawna nie czułam takich zachwytów. Do tego przyjemność sensualna - przy przekładaniu kolejnych stron. Nie dość, że piękne ilustracje (już wiem że ilustrator Tom de Freston to prywatnie mąż Autorki) to jeszcze co jakiś czas mamy zabieg wplatania pośród papierowe strony kalek z grafiką, która przenika się z ilustracją na papierze. Dzięki temu dochodzi do mieszania się światów - wizualnie i w treści.

Uważam, że ta opowieść porusza tak ważne kwestie, że powinna obowiązkowo być omawiana w szkołach. Jest bardzo życiowa, nic nie upiększa, ale nawet w najciemniejszych zakamarkach tej historii odnajduję się światło z laterny. Dla mnie jedna z ważniejszych książek ostatnich lat. Coś naprawdę innego - podane w unikalny sposób.

Wielkie uznania dla wydawnictwa Słowne Młode za odwagę wydania w końcu tak niszowej książki - nie nastawionej na masowego odbiorcę. Ale jeśli ten masowy się odważy na konfrontację z nią na pewno znajdzie w niej coś dla siebie, poczuje się poruszony i wciągnięty w wir zdarzeń.

Nie ukrywam, że z automatu łatwiejszy start mają u mnie książki z akcją nad morzem, w małych miejscowościach czy na wyspach. Tu mamy nie tylko szetlandzką wyspę Unst, małą lokalną społeczność, ale i latarnię jako miejsce zamieszkania bohaterów. Nie mogło być lepiej. Podsumowując: Latarnica poleca!

Podstawowe dane książki:
Tytuł: Julia i rekin
Tytuł oryginalny: Julia and the shark
Autor: Kiran Millwood Hargrave
Ilustracje: Tom de Freston
Tłumaczenie: Joanna Jagiełło
Wydawca: Słowne Młode
Objętość: 224 strony
Oprawa: twarda
Wydanie: I

Poniżej trzy własne kompozycje inspirowane lekturą ( jako dodatek moja domowa Kluska czyli kotka Mysza) oraz kilka stron ukazujących wnętrze książki

Poniżej przód i tył okładki

Fot. Latarnica


Latarnica poleca [vol. 38]

Ta książka to raczej nowelka czy miniatura niż powieść, ale na tych 160 stronach (tyle ma wydanie polskie) jest takie nasycenie treści i emocji, że wystarczy za kilka tomów. I nie potrzeba ani strony więcej. Dlatego i moja recenzja nie będzie za długa.

Do literatury japońskiej podchodzę ostrożnie. Jest specyficzna i albo trafia w punkt i mnie zachwyca albo męczy. Nie będę ukrywać, że przyciągnęła mnie piękna okładka z kotem i tytuł z kotami - tak intrygujący, że postanowiłam się dowiedzieć... No właśnie nie byłam pewna czy uzyskam w książce odpowiedź na postawione w tytule pytanie, ale zaryzykowałam.

Ta książka nie odkrywa Ameryki, podobnych pomysłów było już w literaturze i filmie wiele. Ot historia stara jak świat - zawarcie paktu z diabłem - on zyskuje jedno - bohater co innego ukrywa dla siebie. Ale czy handlowanie z samym panem ciemności ma kiedykolwiek dobre zakończenie dla człowieka? Czy można przechytrzyć ustalenia i złamać zasady, a przetrwać?

Bohater Kawamury na samym początku tej historii dowiaduje się, że ma nieuleczalnego raka mózgu. Niewiele mu zostało. Wiadomość spada na niego jak grom z jasnego nieba. Można powiedzieć, że odtąd każda minuta życia na wagę złota. Czy warto ten kończący się czas stracić na byle co czy może to czas rozliczeń, pojednań, napraw...

Niespodziewanie odwiedza go diabeł pod postacią siebie samego tylko trochę w innym wydaniu i proponuje układ. Propozycja trudna do odrzucenia. W zamian za darowane kolejne dni życia (nożna to ciągnąć w nieskończoność) ma wybierać coś, co zniknie z historii świata. Jest tylko jeden warunek - musi mu na tej rzeczy zależeć. Pierwszą ofiarą staną się telefony komórkowe...

Akcja książki zamyka się w symbolicznym tygodniu - niczym proces biblijnego stworzenia świata. Przez kolejne rozdziały nazwane dniem tygodnia poznajemy przeszłość bohatera i skomplikowane relacje rodzinne. Jest co naprawiać, naprostowywać, poprawiać... Ale czy to czas na to? Diabeł wymyśla coraz ciekawsze rzeczy, które z pełną konsekwencją swej nieobecności znikają ze świata. Czy pojawi się coś co zatrzyma ten proces? Czy będzie tak ważne dla ludzkości, że bohater uzna iż jego śmierć jest tutaj jedynym wyborem? A może umowa podlega negocjacji?

Nie napiszę wam nic więcej. Powiem jedno - czyta się to doskonale i strasznie wciąga. Postacie są świetnie napisane a zamysł historii podany w takim opakowaniu że sprawy istotne do przemyślenia przez każdego z nas autentycznie zaczynają nam wiercić dziurę w brzuchu i samoczynnie przechodzimy autoterapię porównując reakcje bohatera do własnych odczuć i refleksji.

Mógłby ktoś rzecz - ot tania psychologia i zabawa gatunkami. I pewnie tak jest. Ale nie czujemy się wciśnięci na siłę do gabinetu psychoanalityka. Każdy dzień i nowa znikająca rzecz ze świata budziła we mnie mnóstwo emocji i rozważań co by było gdyby.

Powieść Kawamury bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Nie wiem czy książka nie trafi do mojego osobistego rankingu książek 2022 roku. Czas to pokaże. Na razie byłaby w ścisłej czołówce. Żałuję że nie ma nigdzie dostępnej ekranizacji. To co widzę w zwiastunie bardzo mi się podoba choć aktor od głównej roli wydaje mi się o za młody w stosunku do książkowego pierwowzoru.

W tym roku miałam okazję przeczytać również inną powieść japońskiego autora pt Kot, który spadł z nieba – Takashi Hiraide (wydana w tej samej serii z żurawiem) i ona również (choć totalnie inna) pozostawiła doskonałe wspomnienie. Hm... może w końcu dojrzałam do literatury japońskiej. A wracając do "A gdyby tak..." to nie dopowiem wam nic na nakreśloną w tytule wizję. wiem tylko jedno: Zdecydowanie Latarnica poleca!

Podstawowe dane książki:

Tytuł: A gdyby tak ze świata zniknęły koty
Tytuł oryginalny: Sekai kara Neko ga Kieta nara
Autor: Genki Kawamura
Wydawca: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, BO.wiem
Seria: z żurawiem
Objętość: 160 stron
Oprawa: miękka
Wydanie: 2021 (polska), 2018 (Japonia)

Na podstawie powieści Kawamury powstał w 2016 roku film. Reżyserem jego jest Akira Nagai, trwa 103 minuty i jest produkcją japońską. Kręcony był w Tokio i Buenos Aires. Zdjęcia trwały 1,5 miesiąca.

Poniżej okładka książki i plakat filmowy

Poniżej link do trailera kinowego:

https://www.youtube.com/watch?v=DF9s5Rjb_5M


Latarnica poleca [vol. 37]

W zasadzie trudno ten wpis nazwać recenzją. Więc nią poniekąd nie będzie. Dlaczego? Bo przecież nie można oceniać czyichś marzeń i jego miejsc na ziemi. To indywidualna sprawa i nie nam wchodzić w te wybory i odczucia, które dane miejsce budzi. Bo ta książka to jakby podróż po własnych, subiektywnych przyjemnościach i stąd słuszny podtytuł: "Przewodnik osobisty".

Tak, ty Czytelniku możesz się jedynie z tymi wyborami zgodzić lub nie, skonfrontować je - jeśli akurat te miejsca również znasz - ale nie masz prawa oceniać. To miejsca w naszym kraju, które są ważne z różnych względów dla Autora i tak pozostanie. Jemu są bliskie i mają szczególne miejsce w jego podróżniczym sercu.

Ale krótko od początku. Tomka poznałam (wciąż znamy się wyłącznie online) przez internet lata temu. Spoiwem tej znajomości była oczywiście jedna z jego pasji, jaką są latarnie morskie i jego blog. I tak od słowa do słowa (wystukanego), od maila do maila, od zdjęcia do zdjęcia ciągniemy ten nasz kontakt jako nieuleczalni pasjonaci morza, polskiego wybrzeża i latarń. Po drodze okazało się, że i inne pasje Tomka są mi bliskie - od zawsze fascynowały mnie stare opuszczone linie kolejowe i stacyjki (widok zarośniętych, pordzewiałych torów kolejowych i pięknych architektonicznie stacji budzi czasami we mnie emocje równe latarniom), wieże ciśnień (przecież tak bardzo czasami przypominają latarnie morskie!) i niezwykłe wiadukty. To już coś więcej poza samymi latarniami. Polska ma takie magiczne miejsca. Tylko trzeba je odkryć. Tomasz robi to za nas i oprowadza nas po swoich odkryciach w terenie.

Oczywiście na pierwszy ogień zainteresowały mnie wszystkie rozdziały o latarniach morskich. Tak przy okazji, książkę można czytać strona po stronie, albo wg własnego klucza. Ja czytałam w kolejności jakiej proponuje nam Autor.

Czym jest każdy rozdział? To po części zbiór najważniejszych informacji o danym miejscu - taka solidna baza, zwłaszcza ważna gdy gdzieś sami nie byliśmy - a po części to jak odbiera to miejsce Autor, czym jest dla niego. Wiele miejsc, które nie znam osobiście a są wymieniane stały się niejako z automatu inspiracją dla mnie. Bo skoro tak wiele pasji nas łączy to z pewnością znalazłabym te zachwyty i w dotąd nie poznanych obiektach Polski.

W każdym temacie mamy sporo zdjęć - i współczesnych i archiwalnych. Mogę tutaj dodać jako ciekawostkę, że w maleńkim stopniu przyczyniam się do wzbogacenia warstwy ilustracyjnej jednego rozdziału. Kto ma książkę niechaj sam znajdzie w jakim to rozdziale. I tu was zakończę. Nie dotyczy on latarni morskich. Jestem zaszczycona, że mogłam się pojawić takiej publikacji.

Mam nadzieję, że Tomek nie będzie miał mi tego za złe, ale sama poważnie zastanawiam się czy stworzyć tutaj cyklu o moich magicznych miejscach. Jeden wpis jeden obiekt czy miejsce. Hm.. rozważam to bardzo poważnie.

Kto zna inne publikacje Tomasza - a bardzo zachęcam do ich poszukania, także do cudownego cyklu o Mataszkach (więcej na mataszkowie.wixsite.com/mataszkowie) - to wie że potrafi pisać i można z każdą jego kolejną książką po prostu rozsiąść się wygodnie w fotelu z kawą i kotem i zanurzyć się w ten literacki świat.

Myślę, że taki przewodnik osobisty może też inspirować do poszukiwań własnych ważnych miejsc. Każdy z pewnością takie ma. Albo czekają na swoje odkrycie. Raz przychodzi to łatwiej, raz trudniej ale gdy się już przebywa w takim miejscu to się wie, że ono jest nasze. Ja mam tak zdecydowanie na Rozewiu, w kilku miejscach Półwyspu Helskiego, na Oksywiu w osadzie rybackiej. Och mogłabym teraz zacząć wymieniać. Patrząc na drugi biegun Polski zdecydowanie serce zostawiłam na Hali Gąsienicowej w Tatrach.

Jeśli znacie jakiegoś miłośnika podroży po naszym kraju przewodnik Tomka to idealny trafiony pomysł na prezent. Reasumując: Latarnica poleca!

Podstawowe dane książki:

Tytuł: Moje magiczne miejsca: Polska. Przewodnik osobisty
Autor: Tomasz Stochmal
Wydawca: STOTOM
Objętość: 130 stron
Oprawa: miękka
Wydanie: 2021

Okładka książki

Fot. Latarnica


Najlepsze lektury 2021 - ranking osobisty [2]

Jak co roku, drugi odcinek to mój wybór najlepszych powieści czy zbiorów opowiadań przeczytanych w 2021 roku. Ten ranking dotyczy fikcji literackich i wcale nie jest łatwiej wybrać tytuły na podium i do wyróżnień. Napisałabym, że nawet trudniej, więc długo wpatrywałam się w listę lektur z 2021 roku.

Na rozbudowanym podium - nie dałam rady wybrać tylko 3 tytułów więc nagradzam 6 (kolejność przypadkowa) zdecydowanie lądują:

Wróć przed zmrokiem – Sager Riley

Mroczna, przerażająca i wciągająca. ,,Wróć przed zmrokiem” lepiej czytać przy zapalonym świetle.

Kiedy Maggie Holt miała pięć lat, jej rodzice kupili Baneberry Hall: rozległą wiktoriańską rezydencję położoną w lasach Vermont. Zanim minął miesiąc, rodzina uciekła z domu w środku nocy, pozostawiając tam cały dobytek.
Ojciec Maggie na podstawie tej historii stworzył powieść, która szybko stała się bestsellerem. Nawet jeżeli nie wszyscy wierzyli w opisane w niej przerażające wydarzenia i duchy…

Dorosła Maggie wraca do Baneberry Hall. Jest zdeterminowana, aby wyremontować i sprzedać posiadłość. Ma również nadzieję, że uda się jej odkryć prawdę o tym, co stało się 25 lat temu. 

Każdy dom skrywa jakąś historię i jakieś sekrety. Niektóre są naprawdę przerażające.

,,Wróć przed zmrokiem” łączy w sobie psychologiczny thriller z elementami klasycznego horroru, dając w efekcie powieść, której nie sposób odłożyć przed dotarciem do ostatniej strony. Błyskotliwa narracja, niepokojący klimat oraz stopniowo budowane napięcie sprawiają, że ,,Wróć przez zmrokiem” wciąga, intryguje i pochłania czytelnika aż do końca.

Ode mnie: Ta powieść totalnie mnie zaskoczyła rozwojem akcji a TO LUBIE! Wszystko było nie takie jak się zdawało. Początkowo myślałam że to jednak nafaszerowana elementami paranormalnymi opowieść o duchach ale jakże się myliłam. To doskonały i przewrotny psychologiczny thriller z górnej półki.

Cień – Melanie Raabe

11 lutego zabijesz na Praterze mężczyznę o nazwisku Arthur Grimm. Z własnej woli. I nie bez powodu”. Młoda dziennikarka Norah chce zostawić za plecami dotychczasowe życie i jest świeżo po przeprowadzce z Berlina do Wiednia, gdy jakaś stara żebraczka wypluwa jej te słowa na ulicy niemal prosto w twarz. Norah jest w szoku, bo dokładnie 11 lutego wydarzyło się przed wieloma laty coś strasznego. Mimo to lekceważy słowa niezrównoważonej kobiety – to jakaś wariatka, nie ma innej możliwości. Ale krótko potem pojawia się w jej życiu tajemniczy mężczyzna o nazwisku Arthur Grimm. Kiełkuje w niej straszliwe podejrzenie: może faktycznie ma aż nadto wystarczający powód, by się mścić? Co się naprawdę wtedy wydarzyło, tej najgorszej nocy jej życia? I czy może wyrównać rachunki, nie uciekając się do morderstwa?

Hipnotyzująca atmosfera zimowego Wiednia wciąga bez reszty, sprawiając, że dźwięki i zapachy stają się namacalne, a historia, poruszająca prawdziwe życiowe tematy, przykuwa do ostatniej strony. Musimy odpowiedzieć sobie z Norah na pytanie: czy cel uzasadnia działanie?

Ode mnie: Nic tak nie cieszy jak powieść, w której wiesz że nic nie wiesz lub masz pewność, że wiesz a jednak jest całkiem raczej. Zaskakująca akcja, na dodatek w pięknym magicznym Wiedniu. Sama przyjemność czytania i nieźle napędza strachu.

Kiedy spałaś – Liz Lawler

Nikt nie chciał jej uwierzyć. Najłatwiej było uznać ją za niepoczytalną.

Doktor Alex Taylor budzi się na stole operacyjnym. Jest unieruchomiona. Tuż nad nią stoi lekarz ukryty za maską chirurgiczną. Nie zna go, ale z przerażeniem stwierdza, że ma on zamiar ją skrzywdzić. I w chłodny, metodyczny sposób opowiada, w jaki sposób to zrobi. Zanim Alex zdąży zawołać o pomoc, dostaje kolejną dawkę znieczulenia.

Kobieta zostaje znaleziona w środku nocy na szpitalnym parkingu. Kiedy budzi się po raz kolejny pośród życzliwych sobie osób, natychmiast zgłasza atak i gwałt. Jednak policja sceptycznie odnosi się do jej opowieści. Uważa, że Alex jest ofiarą ataku sadystycznego psychopaty.
Badanie nie wykazuje śladów napadu. Pomimo istnienia drobnych dowodów potwierdzających prawdomówność Alex nikt jej nie wierzy. Jej zeznania są kwitowane lekceważącym tonem, niemal chichotem.

Nawet najbliżsi są przekonani, że uroiła sobie napaść. Jest pozostawiona kompletnie sama sobie. Aż dowiaduje się, że jest kolejna ofiara.

Ode mnie: Oj ta historia dodała mi siwych włosów i powodowała chęć ogryzienia wszystkich paznokci! Według mnie fabuła perfekcyjnego thrilleru, który zadziwia finałem i pozostawia z rozdziawioną gębą! :)

Nie ten mąż – Kathryn Croft 

Najbardziej porywający i zaskakujący thriller psychologiczny, jaki przeczytasz w tym roku, znakomitej Kathryn Croft, autorki bestsellerowych "Nie pozwól mu odejść" i "Powrotu"!

Abby i Rob właśnie przeprowadzili się do wymarzonego domu w Londynie, gotowi rozpocząć nowy rozdział w życiu. Jasne, Abby wciąż musi znaleźć tu nową pracę, ale póki co ma mnóstwo zajęć.

Życie jest dobre.

I wygląda na to, że będzie jeszcze lepsze, gdy Abby poznaje Siennę, swoją pierwszą prawdziwą londyńską przyjaciółkę, i jej czarującego męża Grega.

Tyle że Greg jest nawet za bardzo czarujący… Niewinna propozycja Sienny, by na jedną noc przyjaciółki zamieniły się rolami, prowadzi Abby do decyzji, których konsekwencje mogą zniszczyć jej idealny świat.

Prawdziwe problemy zaczynają się jednak wtedy, gdy Greg znika. Przygniótł go ciężar tajemnicy? Czy właśnie zastawia na Abby pułapkę? A może coś jeszcze bardziej złowrogiego dzieje się poza zasięgiem wzroku?

Stawka jest wysoka, a Abby musi zrobić wszystko, by chronić siebie.

Ode mnie: Dla mnie od dwóch lat proza Cathryn Croft to tzw pewniaki, pisarka i tym razem nie zawiodła. Wciąga od samego początku i trzyma w napięciu. Czysta przyjemność!

Dziewczyna z Helu – Fanny Lewald 

recenzję i wszystko co myślę o tej książce znajdziecie na Latarnicy tutaj:

https://latarnica.pl/2021/11/19/latarnica-poleca-vol-36/

Ocalałe – Sager Riley

Kim jestem?
Każdego dnia myślę, że jestem szczęściarą. W moim związku układa się doskonale, mój blog kulinarny ciągle zyskuje nowych fanów. Żyję z dnia na dzień, skupiając się na przyjemnych chwilach.
Kim byłam?
Celem. Ofiarą. Nazwali mnie Ocalałą, bo przeżyłam masakrę. Tamte wydarzenia kładą się cieniem na moim życiu, mimo że od dziesięciu lat robię wszystko, aby wymazać je z pamięci.
Co się ze mną stanie?
Boję się. Historie z przeszłości powracają, gdy przypominam sobie, że nie jestem jedyną Ocalałą. Takich jak ja było kilka, ale nie wszystkie miały tyle szczęścia. Lisa już nie żyje, a Sam nagle zjawia się u mnie…
Przeszłość właśnie mnie dogoniła i muszę stanąć z nią twarzą w twarz. Czy tym razem też ocaleję?

Ode mnie: Ależ to była historia i jazda bez trzymanki. Z pozoru lekka wakacyjna opowieść z tajemnicą w tle, a każdym detalu czai się mrok i tajemnica. Książka wciąż tkwi we mnie. Trudno mi się z niej otrząsnąć. Bardzo się bałam i denerwowałam podczas lektury. Zaskakuje do samego końca.

Nie byłabym jednak sobą gdybym nie przyznała wyróżnień. W końcu na 139 tytułów trudno pozostać przy zaledwie kilku.

Wyróżnienia za rok 2021 otrzymują (kolejność przypadkowa):

Ciało na wrzosowisku – Lars Kjadegaard i cały cykl Agnes Hillstrom

Skandynawskie noir fiction w najlepszym wydaniu.

Komisarz Agnes Hillstrøm i jej asystent aspirant Otto Vang zostają wysłani do miasteczka Bejdrup w środkowej Jutlandii, gdzie na porośniętym wrzosem polu znaleziono zwłoki dwunastoletniego chłopca. Szybko udaje się go zidentyfikować jako syna lokalnego bogacza, Alfa Skjødt Holma. Kiedy Agnes z Ottonem jadą powiadomić rodziców, okazuje się, że i oni nie żyją. Wszystko wskazuje na to, że pan domu zastrzelił najpierw żonę a potem siebie.

W miarę odkrywania nowych faktów, pojawiają się kolejne niejasności. Chłopca nie było od kilku dni, a jednak rodzice nie zgłosili zaginięcia, ani sami nie podjęli poszukiwań. Co tak naprawdę stoi za koszmarną, rodzinną tragedią?

Kryminał „Ciało na wrzosowisku" rozpoczyna najnowszą serię Larsa Kjædegaarda o komisarz Agnes Hillstrøm.

Ode mnie: Niestety cały cykl nie został dotąd w Polsce wydany. Te trzy tomy zachwyciły mnie klimatem i postacią głównej bohaterki. Kryminały skandynawskie na najwyższym poziomie.

Zabójcza przyjaźń – Alice Feeney

Jeśli dana historia ma dwie wersje, to znaczy, że jedna z osób kłamie...Kiedy w miasteczku Blackdown zostaje zamordowana kobieta, prezenterka wiadomości Anna Andrews niechętnie zgadza się zająć tą sprawą. Jej były mąż, nadkomisarz Jack Harper, podejrzewa ją o związek z tym przestępstwem, dopóki ślady nie zaczynają prowadzić do niego samego.Któreś z nich musi kłamać. A niektóre tajemnice warte są tego, żeby dla nich zabić.

Ode mnie: kolejny thriller wzięty na próbę bo dotąd nie miałam styczności z Autorką ale zachwycił mrokiem i tajemnicami od pierwszych stron. To jedna z tych lektur, które nie chce się odkładać tylko czyta się jednym tchem.

Terapeutka – B.A. Paris

Budząca dreszcz grozy opowieść o wymarzonym domu, który skrywa mroczną tajemnicę… Alice i Leo wprowadzają się do świeżo wyremontowanego domu na ekskluzywnym zamkniętym osiedlu. Właśnie spełnia się ich marzenie. Ale pozory mogą mylić. Wkrótce Alice zaczyna poznawać sąsiadów i odkrywa przerażający sekret domu, w którym zamieszkała. Co więcej, odczuwa coraz silniejszą więź z Niną, terapeutką, do której wcześniej ten dom należał. Tragiczne wydarzenia sprzed lat stają się obsesją Alice. Tym bardziej że gdy tylko z kimkolwiek porusza ten temat, wszyscy nabierają wody w usta. Mieszkańcy ekskluzywnego osiedla pilnie strzegą swoich sekretów. I nie są tak doskonali, jak się na pozór wydaje… 

B.A. Paris była czterokrotnie nominowana do BESTSELLERA EMPiKu (jej książki trafiły na listę bestsellerów EMPiKu w sumie aż 91 razy!) i trzykrotnie znalazła się w finale plebiscytu Książka Roku Lubimyczytać.pl. Wybornie utkana pajęcza sieć kłamstw! Jane Corry, bestsellerowa autorka thrillera „I Made a Mistake“ Mroczna i pełna napięcia historia, na którą składają się podejrzenia, zdrady i mroczne sekrety kryjące się tuż pod powierzchnią pozornie idealnego życia na przedmieściach. TM Logan, bestsellerowy autor powieści „The Catch“ 
Wymarzony dom Alice kryje sekret niczym z nocnego koszmaru. Nowy, niesamowicie wciągający thriller B.A. Paris połknęłam, niemal dławiąc się z ciekawości. Louise Candlish, bestsellerowa autorka thrillera „The Other Passenger“ 
B.A. Paris z każdą kolejną książką jest coraz lepsza. Ależ to się czyta! Mel McGrath, bestsellerowa autorka powieści „The Guilty Party“ 
Sekrety, kłamstwa, paranoja i niepokojące uczucie klaustrofobii w zamkniętej społeczności podmiejskiego osiedla. Ta powieść jest aż gęsta od suspensu! Kia Abdullah, autorka książki „Truth Be Told“ 
Nie mogłam się oderwać! Całkowicie pochłonęła mnie ta kręta sieć tajemnic przenikająca złowrogą, zamkniętą społeczność! Roz Watkins, autorka książki „Cut to the Bone“

Ode mnie: B.A. Paris jest u mnie w czołówce ulubionych autorek thrillerów. Cokolwiek wyda biorę w ciemno i jak dotąd nie zawiodła. I ta powieść wciągnęła mnie totalnie i zaskoczyła zakończeniem. Trzyma poziom i nie jest to stracony czas.

Trup na plaży – i cały cykl Garstka w Ustce

Czerwiec. Piąta rano. Plaża w Ustce. Cisza, spokój i… trup!

Kiedy Magda Garstka wybierała się do Ustki, by odwiedzić babcię, nie spodziewała się, że czeka ją najbardziej ekscytujące lato w całym jej dotychczasowym życiu. Jest kelnerką. Teraz także znajdywaczką trupów. Dlaczego nie miałaby zostać również detektywem amatorem? Zwłaszcza że policja utknęła w martwym punkcie…

Rodzinne sekrety, złowieszcze wąsy i czarne charaktery stają się codziennością Magdy. Ale nic nie powstrzyma jej przed wyśledzeniem, kim był denat, jak zginął i czego, u diaska, szukał w rodzinnym pensjonacie Garstków.

A to dopiero wierzchołek góry tajemnic, które czekają na Magdę tego lata.

Lato nad Bałtykiem – smażona rybka, szum morza i roje turystów. A także tajemnica, która aż prosi się o odkrycie! U Anety Jadowskiej tak bliska memu sercu Ustka to miasteczko pełne sekretów. Dajcie się porwać tej słodko-gorzkiej opowieści!

Ode mnie: może to niesprawiedliwe, ale stronię od polskich autorów, bo często mnie zawodzą. Tutaj skusił mnie fakt, że akcja rozgrywa się nad morzem a konkretnie w Ustce. A im dalej czytam tym większa niespodzianka - trylogia (jak dotąd wydano 3 tomy ale wierzę że będzie kolejny) jest doskonała i poza wątkiem kryminalnym (w każdym tomie inny) to główne bohaterki są swietnie nakreślone, podobnie jak oddanie miasteczka ustka poza sezonem. Do tego Autorka porusza ważne tematy społeczne nie moralizując ale podając je w dobry i życiowy sposób. Książki naprawdę zostają w pamięci. Aneta Jadowska ma u mnie duży kredy zaufania.

Fot. główna wpisu Sheep Pexels.com

Opisy książek z serwisu lubimyczytac.pl


Najlepsze lektury 2021 - ranking osobisty [1]

Jest druga połowa stycznia- najwyższy czas, by na chwilę spojrzeć wstecz i podsumować czytelnictwo własne na 2021 rok. Co roku wspominałam przy okazji rankingu o moim regularnym uczestnictwie w facebookowym wyzwaniu o nazwie Przeczytam "52 książki w roku" - co daje całkiem ładną średnią jednej książki w tygodniu. Ponieważ od wielu lat pułap 52 książek w roku nie był dla mnie problemem - tak dla siebie samej wyznaczałam zawsze ilość razy dwa czyli 104 książki w roku.

Z ogromną dumą mogę wreszcie tutaj napisać, że po raz pierwszy udało mi się dotrzeć do wartości trzycyfrowych i to przekraczających te 104 tytuły. Oj nie było to łatwe ale też nie biegłam na siłę do mety. Jak co roku uznałam - co będzie to będzie. Choćbym miała się zatrzymać np. na 103 książkach czyli już witać się z przysłowiową gąską.

Rok 2021 osiągnęłam z 139 tytułami na liczniku! Jak to się stało nie wiem, ale chętnie sama sobie odegrałabym fanfary :) Wiem za to, że w tych 139 książkach większość to były strzały w mój gust i przeżyłam wiele wspaniałych historii oraz dokształciłam się w tematach mnie interesujących.

Podobnie jak lata wcześniej wpis poświęcony wybrańcom (wybory czysto subiektywne) - podzielę na dwa odcinki, bo trudno mi zestawiać powieści z literaturą faktu.

W tym roku wyróżnię po trzy tytuły w trzech kategoriach

Literatura faktu/reportaż

Tak się złożyło że trzy książki, które zrobili na mnie największe wrażenie w 2021 roku są tzw literaturą górską.

Na podium za rok 2021 wchodzą (kolejność przypadkowa):

Pięć StawówDom bez adresu – Beata Sabała-Zielińska

Kiedyś, żeby zarezerwować tu miejsce, trzeba było wysłać list - tradycyjnie, pocztą. Do skrzynek wpadały więc kartki i koperty opisane: "Schronisko w Pięciu Stawach Polskich. Tatry!"."A gdzie adres?!", zżymali się urzędnicy Poczty Polskiej, dopytując o nazwę ulicy, numer budynku i kod pocztowy. „To dom bez adresu!”, tłumaczyli oczywistą oczywistość miłośnicy Tatr, rwąc włosy z głowy, że można nie wiedzieć, o jakie miejsce chodzi.Do Pięciu Stawów nie dojedziesz. I nie zawsze dojdziesz! Tu wciąż warunki dyktuje natura. To najwyżej położone schronisko w polskich Tatrach, a jednak rezerwacje robi się z rocznym wyprzedzeniem… bo przecież to legendarna "Piątka".Tu szarlotka od zawsze smakuje tak samo, czyli wyśmienicie; niedźwiedź co rusz zagląda do spiżarni, a Biała Dama ponoć nadal strąca taterników z Zamarłej Turni. I obowiązkowo zima na kilka tygodni odcina niekiedy dolinę od świata.Od blisko stu lat schronisko prowadzi jedna rodzina - słynny ród Krzeptowskich. Z czym się mierzą, jak żyją, jak wychowują dzieci i jak tworzą miejsce, które stali bywalcy nazywają domem? Czy każdy znajdzie w nim miejsce? O codzienności, tej zwykłej i niezwykłej, opowiadają szefowe schroniska: Marychna i Marta (a w swoim pamiętniku ich babcia - Maria Krzeptowska) oraz ludzie przez lata z nim związani.To nie tylko historia domu gdzieś na końcu świata z własnym duchem i tożsamością. To także opowieści o tym, co wszyscy kochamy w górach: o pasji, braterstwie i pokorze. I punkcie, gdzie krzyżują się szlaki górskie i ludzkie.

Ode mnie - ta książka była miłym zaskoczeniem. Nie mam emocjonalnego stosunku do tego miejsca ani konkretnych osobistych wspomnień a jednak bardzo ją przeżyłam - jakby to było "moje" tatrzańskie miejsce. Napisane ogromnie wciągająca. Podejrzewam, że wpadnie po uszy w tą lekturę nawet osoba która nie ma pojęcia co to za miejsce. Aż ręce zacieram na dwie kolejne lektury Autorki (TOPR 1 i 2), które już czekają na czytanie. Opinie mają bardzo dobre. Pierwsza jej książka, która czytałam "Życie po Broad Peak.Opowieść żony himalaisty" została moją książką 2020 roku.

Everest. Góra Gór - Monika Witkowska

Znany i tajemniczy…

Oto historia wyprawy na najwyższą górę świata. To książka nie tylko o trudach wspinania, ale też o tym, jaki jest naprawdę himalajski gigant. Dziś niektórzy twierdzą, że na Everest może wejść każdy. Podobna droga na szczyt jest prosta( co roku przecież organizowane są komercyjne wyprawy na Górę Gór). Skoro jednak jest łatwo, dlaczego wielu wspinaczy rezygnuje? Dlaczego niektórzy giną w drodze?O żadnym innym szczycie nie krąży tyle fantastycznych opowieści. W czasie wyprawy autorka miała szansę sprawdzić, co jest prawdą, a co mitem. W książce, którą oddajemy do rąk Czytelników, [autorka] odpowiada m.in. na te pytania

· Dlaczego Góra Gór nazywa się Everest i dlaczego na mapach różnie podaje się jej wielkość?

· Jak wygląda najwyższa góra świata 60 lat po pierwszym zdobyciu i jak przebiegały te pierwsze wyprawy?

· Kim są współcześni wspinacze? Co każe im wydawać dziesiątki tysięcy dolarów na wyprawę, w czasie której ryzykują zdrowie i życie?

· Dlaczego wyprawa na Everest trwa prawie dwa miesiące i nawet jeśli wchodzi się z butlą z tlenem, zdobycie Góra Gór nie jest łatwe?

Ode mnie - Everest - słowo klucz , słowo otwierające mi przepustkę do najlepszych górskich lektur. ZAWSZE Everest będzie mieć fory. Lekko zafiksowała na punkcie tej góry, jej historii i wspinaczek na nią. Monika Witkowska odpowiedziała w swej książce na wszystkie nurtujące mnie pytania. Wspaniała przemyślana rzecz na temat góry gór.

Rodziny himalaistów - Katarzyna Skrzydłowska-Kalukin, Joanna Sokolińska

Czy himalaiście wolno mieć dzieci? A męża? Żonę?

Czy realizacja marzeń o najwyższych górach jest przejawem egoizmu wspinaczy, czy ich prawem do życia na własnych zasadach?

O tym, jak wielka miłość do wysokich gór wpływa na ich życie, opowiadają najbliżsi wybitnych polskich himalaistów.

Ode mnie - Z pewnością niedoceniona książka na naszym rynku. Mnie przypomina wywiad rzekę z Ewą Berbeką - "Życie po Broad Peak. Opowieść żony himalaisty" która została jedną z moich książek na podium z 2020 roku. Kaliber emocji, wzruszeń na najwyższym poziomie. Bardzo osobista książka dla osób opowiadających o tym jak dzieli się życie rodzinne z himalaistą w polskich realiach.

Literatura faktu związana ze zwierzętami

Na podium za rok 2021 wchodzą (kolejność przypadkowa):

Czego uczą nas zwierzęta – Danielle MacKinnon

Stań się najlepszą wersją siebie dzięki mądrości zwierząt

Koty wiedzą, kiedy ich opiekunowie się smucą, psy wyczuwają podniecenie wiszące w powietrzu, a dzikie ptaki – zbliżające się niebezpieczeństwo. Zwierzęta wiedzą o wiele więcej, niż nam się wydaje!

Jeśli tylko wsłuchamy się w ich głos, będą w stanie poprowadzić nas ku następnemu etapowi naszej osobistej ewolucji. Ta jedyna w swoim rodzaju książka pokazuje, jak zrozumieć to, co zwierzęta chcą nam przekazać, oraz jak wykorzystać tę wiedzę w praktyce i zmienić życie nasze i naszych zwierzęcych towarzyszy.

Głęboko i intuicyjnie pracując ze zwierzętami od niemal 20 lat, medium Danielle MacKinnon zdobyła mądrość, którą się dzieli, przeplatając pomocne narzędzia i techniki z osobistymi historiami jej klientów, krok po kroku wprowadzając czytelnika na drogę osobistego rozwoju poprzez słuchanie tego, co ma mu do przekazania jego zwierzę.

Ode mnie - kluczem do zachwytu nad tą lekturą jest jej pełen tytuł "Czego uczą nas zwierzęta? Jak domowi terapeuci pomagają nam pozbyć się ograniczeń i stać się lepszymi ludźmi". Mimo, że cały czas miałam wrażenie że Autorka trochę na siłę tworzy własną ideologię w temacie relacji ludzie - zwierzęta towarzyszące to jedynką w ostatecznym rozrachunku książka ta była dla mnie odkryciem i uzmysłowiła wiele wartościowych przesłanek i informacji. Inaczej spojrzałam na odchodzenie zwierzęcego przyjaciela i zachowania agresywne i lękowe kotów. Jakbym dostała klucz do ważnych drzwi., które dotąd były zamknięte.

Świat Nali - Dean Nicholson

Kronika niezwykłej przyjaźni, która zmieniła wszystko.

Gdy podczas samotnej podróży rowerem dookoła świata Dean znajduje Nalę, kotkę porzuconą na pewną śmierć w górach Bośni, nawet nie przypuszcza, o ile ciekawsza czeka go przygoda.

Nala od jazdy w transporterze woli podziwiać widoki wtulona w szyję swojego nowego przyjaciela. Wspólnie zwiedzają bałkańskie miasteczka, ratują stare osiołki w Grecji, walczą z chorobą w Azerbejdżanie, a w Gruzji przygarniają… Ducha.

Dzięki burej kotce Dean z lekkomyślnego imprezowicza zmienia się w troskliwego opiekuna, a jego zabawne relacje na Instagramie sprawiają, że ich podróżą zaczyna żyć cały świat. Przynosi to mnóstwo zaskakujących perypetii…

Fascynująca opowieść o wyjątkowej wyprawie, nieoczekiwanej przyjaźni i wolności, jaką daje pełna spontanicznych decyzji podróż.Jeśli twój kot najbardziej lubi siedzieć na kanapie, w podróż dookoła świata wybierz się z Nalą.

Ode mnie - nie ma tutaj zaskoczenia, bo książki oparte na faktach a dotyczące relacji człowiek-zwierzę od zawsze mnie wzruszały i fascynowały. Pokochałam brytyjskiego kota Boba, amerykańskiego Homera czy Deweleya. Ta para (Dean i Nala) to moi bohaterowie współczesności i po raz kolejny życie pokazuje że relacja człowiek-zwierzę może być wyjątkowa i ratująca dla obu stron. Śledzę fb i Instagram Deana i Nali z zapartym tchem.

Weterynarz z przypadku - Philipp Schott

Philipp Schott od kilkunastu lat leczy pacjentów z ogonem (i bez). W trakcie praktyki spotkało go wiele niezwykłych przygód ze zwierzakami (i ich właścicielami), zdobył również imponujące doświadczenie w rozwiązywaniu ich problemów.
Dlaczego został weterynarzem? Jak naprawdę wygląda jego praca? Wejdź do lecznicy tylnymi drzwiami i poznaj historie, które doprowadzą cię do śmiechu i do łez. Przy okazji dowiedz się, jak najlepiej zadbać o swojego przyjaciela i jak przygotować się do wizyty u weterynarza.PS Podczas powstawania tej książki nie ucierpiało żadne zwierzę (za to kilka osób zostało podrapanych!).

Ode mnie - ta historia to coś z pogranicza biografii zawodowej a książki popularnonaukowej. Jako niedoszła pani weterynarz (to był kiedyś mój zawód marzeń ale zrezygnowałam z niego wiedząc że trzeba podobnie jak na medycynie znać i pogłębiać przedmioty ścisłe) z przyjemnością prześledziłam ścieżkę zawodową weterynarza z przypadku. Książka jest napisana lekko i z ogromnym poczuciem humoru i dystansem do siebie i trudnych sytuacji. Jeszcze wtedy nie wiedziałam że powstaje jej rodzimy odpowiednik na moim ulubionym polskim weterynaryjnym blogu.

Literatura w tematyce muzycznej / biografie

Na podium za rok 2021 wchodzą (kolejność przypadkowa):

Wham! George i ja - Andrew Ridgeley

Poznaj prawdziwą historię zespołu Wham!

Wyobrażasz sobie Święta bez przeboju "Last Christmas"? Dzięki tej piosence Boże Narodzenie to wyjątkowy okres dla każdego z nas. Magiczna atmosfera to zasługa dwóch przyjaciół – George’a Michaela i Andrew Ridgeleya. Wszystko zaczęło się w 1981 roku, gdy jako osiemnastolatkowie postanowili założyć zespół…

Bardzo szybko Wham! stali się ikoną popkultury oraz symbolem lat 80. – czasu, kiedy imprezy trwały do białego rana, a ekstrawagancja była w cenie. Kto z nas nie tańczył do takich przebojów jak "Wake Me Up Before You Go-Go" lub "Careless Whisper"? Wielka sława, pierwsze miejsca na światowych listach przebojów, tłum szalejących fanów… tak w skrócie wyglądała historia duetu.
W 1986 roku George Michael i Andrew Ridgeley postanowili zakończyć wspólną działalność. Ich ostatni koncert odbył się na legendarnym stadionie Wembley, a 73-tysięczna widownia zapłakała, nie mogąc pogodzić się ze stratą. Choć minęło już tyle lat od tego wydarzenia, to legenda Wham! jest wciąż żywa!

Wham! George i ja to jedyna książka pokazująca nam zakulisowe życie zespołu. To także opowieść o jednym z najbardziej znanych muzyków na świecie, George’u Michaelu – opowieść tym cenniejsza, że snuta przez osobę, która znała go jak nikt inny!

Ode mnie - rok wcześniej przeczytałam fascynującą biografię George'a Michaela, ale byłam ciekawa co o okresie sukcesów grupy Wham! powie jej drugi muzyk i przyjaciel George'a z lat szkolnych. Fantastyczna wyprawa wehikułem czasów do muzycznych lat 80-tych. Napisane szczerze, wzruszająco - czyta się rewelacyjnie.

Serca bicie. Biografia Andrzeja Zauchy - Katarzyna Olkowicz i Piotr Baron

C'est la vie.
Takie jest życie.Trudno chyba znaleźć lepsze słowa niż fragment piosenki na opisanie życia Andrzeja Zauchy. Żył pełną piersią, ciesząc się każdym dniem.Muzyczny samouk, z zawodu zecer. W młodości kajakarz, trzykrotny mistrz Polski. Ze sportu zrezygnował dla… muzyki. Podczas swojej kariery współpracował z największymi twórcami jazzowymi, choćby Tomaszem Stańką i Janem "Ptaszynem" Wróblewskim, oraz popularnymi piosenkarzami, m.in. Andrzejem Sikorowskim i Ryszardem Rynkowskim. Kabareciarz i aktor.W roku 1991 jego tragiczna śmierć poruszyła całą Polskę.Kim był Andrzej Zaucha? W czym tkwi jego fenomen? Jak wspominają go najbliżsi przyjaciele?

Ode mnie - twórczość Andrzeja Zauchy w pełni doceniam dopiero od jakichś 10 lat. Może dojrzałam do tej muzyki. Z dzieciństwa pamiętam z TV sympatycznego pana z wąsem który często pojawiał się w okienku ale którego muzyka była w porządku choć raczej skierowana do pokolenia moich rodziców. Dziś słucham tego jakby innym uchem. Odkrywam jej wartość a w tle zawsze jest ta smutna historia miłosna bez happy endu, którą nawet ja z ówczesnych mediów pamiętam jako głośną sprawę. Książka napisana jako portret artysty i mężczyzny - niezwykle utalentowanego muzyka. W tle doskonały portret tamtych czasów i środowiska muzycznego Krakowa.

Ekstaza. Lata 90-te. Początek - Anna Gacek

Muzyka, filmy, seriale, teledyski, moda, media, idole i ikony, rewolucja w rytmie Smells Like Teen Spirit.

Seks, heroina i grunge. Supermodelki i trabanty. Laura Palmer, Courtney Love i Madonna. Jeremy i dziewczyny z teledysków Aerosmith. Kurt, Eddie, Layne, Chris i Andy. Axl i Bono. Seattle i Sub Pop. Koszule w kratę i martensy. MTV Unplugged i Beavis i Butt-head. Pokolenie X i Samotnicy. Anna Gacek w szerokim kontekście – obejmującym politykę, gospodarkę, kulturę, społeczeństwo i historię – zatrzymuje kilkadziesiąt niezapomnianych momentów popkultury. To opowieść pełna anegdot i mało znanych faktów.

Ekstaza Anny Gacek to więcej niż odpowiedzi na pytania, dlaczego Kurt Cobain opluł fortepian Eltona Johna, Agent Cooper uwielbiał słodycze, Anna Wintour nienawidziła grunge’u, Eddie Vedder zdemolował Carnegie Hall, a skromna pracownica wytwórni płytowej z Seattle wkręciła „New York Timesa”. To poruszająca opowieść o młodych ludziach zagubionych w swoim sukcesie, przerażonych niechcianą rolą rzeczników pokolenia. O samotności w adorującym tłumie, o pułapkach sławy, bezlitosnym świecie mediów i show biznesu, wreszcie o nieuchronnej tragedii.

Były to czasy najlepsze i były to czasy najgorsze. Były to wspaniałe czasy.

Lat dziewięćdziesiątych nie można opisać w jednej książce, to dopiero początek.

Ode mnie - tą książką kończyłam literacką przygodę 2021 roku. Zarwałam dla niej Sylwestra, ale nie żałuję ani minuty. Tak jak lubiłam radiowe audycje Anny Gacek tak wiedziałam, że Autorka sprawdzi się w formie muzycznej opowieści książkowej. O ile dla Anny gacek lata 90-te to te najważniejsze (ja jednak wybrałabym 80-te) to ten okres w muzyce i sztuce też mnie mocno kręci i przeżyłam każdy rozdział wracaj myślami do tamtych chwil. Napisane tak, że nie można się oderwać. Potem już tylko szuka się tych wszystkich zespołów i piosenek na YouTube.com :)

Fot. główna wpisu Sheep / Pexels.com

Opisy książek z serwisu lubimyczytac.pl


Lektury 2022

Nowy rok to ZAWSZE nowa przygoda czytelnicza i nowe wyzwanie. Rok temu w styczniu – jak to bywało od wielu lat – założyłam sobie nierealne wyzwanie by dać radę i przez 12 miesięcy przeczytać 104 książki czyli 2 tygodniowo. Byłam jak co roku sceptycznie nastawiona, bo choć bywało że zbliżałam się do 100 lektur to wyzwania nigdy nie osiągnęłam.

Pod tym względem rok 2021 był wyjątkowo bo wreszcie mam swój osobisty Everest czytelniczy zaliczony. Dałam radę! To ogromna satysfakcja. Ale i niezwykły był rok 2021 pod względem przeczytanych książek bo wiele z nich to były cudowne historie, które pozwalały tak mocno wejść w lektury i oddać się im całkowicie.

W tym roku zakładam ponownie, że byłoby super osiągnąć liczbę 104 przeczytanych książęk, ale nie mam już tej presji bo swój szczyt osiągnęłam. Może warto poczytać te najgrubsze i im poświęcić swój czas roku 2022? Pomyślę.

Rok 2021 zaczynałam biografią Andrzeja Zauchy. Zakończyłam go „Ekstazą” Anny Gacek o latach 90-tych XX wieku. W tym roku startuję z lekturą górską. Zimą czyta się je wspaniale. Zatem CZAS START!

 

 

    1. W cieniu Everestu – Magdalena Lassota – styczeń – nota 5
    2. Kot, który spadł z nieba – Takashi Hiraide – styczeń – nota 5
    3. Podstęp (tom 1 cyklu Doggerland) – Maria Adolfsson – styczeń – nota 5
    4. Pamiętniki dobrego kota i jego zwyczajnego pana – Grzegorz Morkowski – styczeń – nota 5
    5. Domy i inne duchy – Marta Bijan – styczeń – nota 4+
    6. Rozmowa z kotem – Małgorzata Biegańska-Hendryk – styczeń – nota 5
    7. Piechotą do lata – subiektywny przewodnik po małych przyjemnościach – Monika Kantor i Sebastian Załęcki – styczeń – nota 5
    8. Na tropie niewyjaśnionego – Will Pearson – styczeń – nota 4
    9. TOPR – żeby inni mogli przeżyć – Beata Sabała-Zielińska – styczeń – nota 5
    10. Zmyślenie – Jess Ryder – styczeń – nota 5
    11. TOPR 2nie każdy wróci – Beata Sabała-Zielińska – styczeń/luty – nota 5
    12. Co za ohyda! Po mrocznej stronie nauki – Erika Engelhaupt – luty – nota 4+
    13. Jestem jestem jestem – Maggie O’Farrell – luty – nota 5
    14. Wszystkie moje kłamstwa – Jest Ryder – luty – nota 5
    15. Co gryzie weterynarza – Łukasz Łebek – luty – nota 5
    16. Tajemnica wyspy Flatey – Victor Arnar Ingolfsson- luty – nota 5
    17. Sekretne życie kotów – Andrzej G. Kruszewicz – luty – nota 5
    18. Mądrości kota Jaśniepana – Magdalena Gałęzia – luty -nota 5
    19. Eiger wyśniony – Jon Krakauer – luty – nota 5
    20. A gdyby tak ze świata zniknęły koty – Genki Kawamura – luty – nota 5+
    21. Teraz zaśniesz – C.L. Taylor – luty – nota 5
    22. A gdyby to nie był Everest – Leszek Cichy – luty – nota 5
    23. O kotach – Charles Bukowski – luty – nota 5
    24. Siedem diabelskich wynalazków – antologia rosyjskich pisarzy SF – luty – nota 5
    25. Niewidzialna dziewczyna – Lisa Jewell – marzec – nota 5
    26. Szczęśliwy jak Duńczyk – Malene Rydhal – marzec – nota 5
    27. Jan Englert bez oklasków – Kamila Drecka – marzec – nota 5
    28. Zbyszek przez przypadki – Zbigniew Zamachowski w rozmowie z Beatą Nowicką – marzec – nota 5
    29. Czego uczę się od zwierząt? – Eliza Wolańczyk – marzec – nota 4
    30. Kocia szajka i duchy w teatrze – Agata Romaniuk – marzec – nota 5
    31. Nieznajomi – C.L. Taylor – marzec – nota 5
    32. Piekło mnie nie chciało. Krzysztof Wielicki – Dariusz Kortko, Marcin Pietraszewski – marzec – nota 5
    33. Damy, dziewuchy, dziewczyny – Anna Dziewit-Meller – marzec – nota 4+
    34. Najwyższa góra świata – Anna Onichimowska – marzec – nota 5
    35. Książka wszystkich rzeczy – Guus Kuijer – marzec – nota 5
    36. Magiczna biblioteka Bibbi Bokken – Jostein Gaarder, Klaus Hagerup – marzec – nota 4+
    37. Podróże małe i duże – Wojciech Mann i Krzysztof Materna – marzec – nota 5
    38. Feluś Kocimiętki i niewidzialny kot – Pip Jones – marzec – nota 5
    39. Feluś Kocimiętki poznaje babcię Groszek – Pip Jones – marzec – nota 5
    40. Córka mordercy – Jenny Blackhurst – marzec – nota 5
    41. 27 pięter – Bradley Somer – kwiecień – nota 5
    42. Typowy kot czyli jak wytrzymać z ludźmi – Kot Nieteraz – kwiecień – nota 5
    43. Taka tragedia w Tałtach – Marta Matyszczak – kwiecień – nota…
    44. Kapitańskie tango morskie opowieści dla dorosłych – Wojciech Malinowski – kwiecień – nota 4
    45. Dziewięć wcieleń kota Deweya – Vicki Myron, Brat Witter – kwiecień – nota…
    46. Kaspar książę kotów – Michael Morpurgo – kwiecień – nota 5
    47. Zamknij wszystkie drzwi – Riley Sager – kwiecień – nota 5
    48. Armstrong – Torben Kuhlmann – kwiecień – nota 5
    49. Ktoś tu kłamie – Jenny Blackhurst – kwiecień – nota 5
    50. Lindbergh – Torben Kuhlmann – kwiecień – nota 5
    51. Obsesje i inne formy miłości – Sarah Crossan – maj – nota 5
    52. Czarownice nie płoną – Jenny Blackhurst – maj – nota 5
    53. Zanim powróci strach – C.L. Taylor – maj – nota 5
    54. Kobiety które pragną więcej – Sylwia Jędrzejewska, Andrzej Depko – maj – nota 4+
    55. Tak cię straciłam – Jenny Blackhurst – maj – nota 5
    56. Asystentka – C.K. Tremayne – maj – nota 5
    57. Szwedzka sztuka kochania – Katarzyna Tubylewicz – czerwiec – nota 5
    58. Spacerujący z książkami – Carstem Henn – czerwiec – nota 5
    59. Lepsze od gór są tylko góry – reporterzy „Gazety Wyborczej” polecają – czerwiec – nota 5
    60. Odruch – Ashley Audrain – czerwiec – nota 5
    61. Sekrety życia seksualnego zwierząt – Andrzej Kruszewicz – czerwiec – nota 5
    62. Najlepszy – T.M. Logan – czerwiec – nota 5
    63. Gdzie kończy się cisza – C.L. Taylor – czerwiec – nota 5
    64. Impreza sąsiedzka – S.E. Lynes – czerwiec/lipiec – nota 5
    65. Jak wytresować kota – tom 5 – Diabły nie koty – Dawid Ratajczak – lipiec – nota 5
    66. To jeszcze nie koniec – Egan Hughes – lipiec – nota 5
    67. Julia i rekin – Kiran Millwood Hargrave – lipiec – nota 5
    68. Tęczowy Most – Kristy Robinett – lipiec – nota 5
    69. Wszystko co ukrywamy – Kelly Rimmer – lipiec – nota 5
    70. Lampka – Annet Schaap – lipiec/sierpień – nota 5
    71. Krąg polarny – Liza Marklund – lipiec/sierpień – nota 5
    72. Sopot w trzech aktach – Marta Matyszczak – sierpień – nota 5
    73. Kurort w cieniu PRL-u – Sopot 1945-1989 – Wojciech Fułek – sierpień – nota 5
    74. Ciche wody – Sarah Moss – sierpień – nota 4+
    75. Żona – Shalini Roland – sierpień – nota 5
    76. Sekret matki – Shalini Roland – sierpień – nota 5
    77. Tylko przetrwaj noc – Riley Sager – sierpień – nota 5
    78. HEN. Na północy Norwegii – Ilona Wiśniewska – sierpień – nota 5
    79. Dookoła Bałtyku – Agnieszka Franus – sierpień – nota 5
    80. Sekret sióstr – Lucinda Berry – wrzesień – nota 5
    81. Niewidzialne biblioteki – L. Liang, M. James – wrzesień – nota 4
    82. Rodzina z naprzeciwka – Nicole Trope – wrzesień – nota 5
    83. Szkarłatna wdowa (tom 1 cyklu Beatrice Scarlet) – Graham Masterton – wrzesień – nota 5
    84. Zanim wystygnie kawa – Toshikazu Kawaguchi – wrzesień – nota 5
    85. Sabat czarownic (tom 2 cyklu Beatrice Scarlet) – Graham Masterton – wrzesień – nota 5
    86. Los Angeles miasto-państwo w siedmiu lekcjach – Rosecrans Baldwin – październik – nota 5
    87. Mondo cane – Jerzy Jarniewicz – październik – nota 4
    88. Czekając na kota – Michaela Klevisova – październik – nota 5
    89. Siostry – Daisy Johnason – październik – nota 4+
    90. Zapiski wrednego kota – W. Cesarz, K. Terechowicz – październik – nota 5
    91. Lustrzana kraina – Carole Johnstone – październik/listopad – nota 5
    92. O latarniczce, miłości i samotnym humbaku – Arleta Remiszewska – październik – nota 5
    93. Historia pewnego kota – Laura Agusti – październik – nota 5
    94. Wieczorynki z kotem Miśkiem – Anna Onichimowska – październik – nota 5
    95. Kocia kawiarnia – Anna Sólyom – listopad – nota 5
    96. Brudna proza – Marek Łukaszewicz – listopad – nota 5
    97. Ona i jej kot – Shinkai Makoto, Nauki Nagakawa – listopad – nota 5
    98. Daisy Darker – Alice Feeney – listopad – nota 5
    99. Tajemnicza Polska – Jakub Kuza – listopad – nota 5
    100. Sztormowe ptaki – Einar Karason – listopad – nota 5
    101. Boscy przewodnicy – Caryn Rivadeneira – listopad – nota 4+
    102. Chodź ze mną – Łukasz Orbitowski – listopad – nota 5+
    103. Thomasina – Paul Gallico – listopad – nota 5
    104. Kocia szajka i fałszerze pierników (tom 5 serii) – Agata Romaniuk – listopad – nota 4+
    105. Sekretna historia skarpetek (tom 1) – Justyna Bednarek – grudzień – nota 5
    106. Listy intymne – zwierzenia Polaków – Bożena Stasiak – grudzień – nota 4
    107. 87 sekund – Lone Theils – grudzień – nota 5
    108. Zaginione – Lone Theils – grudzień – nota 5
    109. Wiatr – Igor Brejdygant – grudzień – nota 5
    110. Leon Wzorek – strażnik światła z Rozewia – Joanna Wzorek Głowacka – grudzień – nota 5

 

 

Fot. główna wpisu Tomasz Lerczak / Kuźnica 2019 rok

Fot. Latarnica

 


Zdjęcie na niedzielę - 19 grudnia 2021

Z przyjemnością pozostaję przy polecaniu książek. To taka propozycja rodzinna bowiem książki z serii "Podróżownik" odkrywają Polskę dla młodszych czytelników i pobudzają do czerpania przyjemności z odwiedzania nowych miejsc. W książce są też zagadki do rozwiązania, obrazki do kolorowania a tom o wybrzeżu ma też rozdział o latarniach morskich. Polecam jako prezent pod choinkę!

Fot. Latarnica / grudzień 2021


Zdjęcie na niedzielę - 12 grudnia 2021

Powracam do niedzielnych kadrów proponujących wartościowe lektury do czytania. Tym razem historia z naszego wybrzeża - 100 lat letniska Hallerowo, ale również z częścią dla miłośników latarń. Nic więcej nie zdradzę.

Fot. Latarnica / grudzień 2021


Zdjęcie na niedzielę - 28 listopada 2021

Dziś w tym cyklu powracam do kompozycji własnej i książek, które naprawdę warto poznać. Tym razem magnesem był tematyka kocia, a jednocześnie podróżnicza bowiem po tytułowej Japonii oprowadza nas kot i kraj widzimy z jego punktu widzenia.

Wydawca i autorka zapowiadają już kontynuację i w tomie drugim kot oprowadzi nad po krajach skandynawskich. Już nie mogę się doczekać!

Fot. Latarnica / 2021