Aktualnie w Stodole rozewskiego blizarium

1 czerwca w sali wystawowej Stodoła na Rozewiu odbyl się wernisaż wystawy „Inspiracje morskie II” Marka Wróbla oraz premiera książki do nabycia przy latarni)  pt. „Opowieść o Jastrzębiej Górze i Jasnym Wybrzeżu” autorstwa Karola Klukowskiego.Autor -  syn artysty malarza Ignacego Klukowskiego -  napisał książkę poświęconą dziejom Jastrzębiej Góry oraz obrazom, które prezentują tę część wybrzeża.

Poniżej migawki z tego wydarzenia. Fot. Stefania Heith-Łysejko oraz ze strony Towarzystwa Przyjaciół NMM

 


Latarnica poleca [vol. 58]

Czy można być szaleńczo zakochanym w miejscu, w którym nigdy nie postawiło się osobiście swojej stopy? Według mnie jak najbardziej, bo doświadczyłam tego wielokrotnie i te miłości wciąż są żywe i budzą intensywne emocje. Tak jest w moim przypadku m.in. z Islandią – krajem dalekim i tajemniczym, a który dzięki jego obecności w literaturze faktu i beletrystyce skradł moje serce.

Wszystko zaczęło się od kryminałów i książek podróżniczych. A w moim platonicznym zakochaniu utwierdziły mnie liczne fotografie z tego kraju często pojawiające się w mediach społecznościowych. Nagle dziwna i obca Islandia stała się miejscem, do którego wyjeżdżali do pracy moi znajomi. Nie Niemcy, Wielka Brytania czy choćby Skandynawia, ale właśnie Islandia. Potem coraz popularniejsze były wyjazdy turystyczne. Marketing szeptany głosił że tam jest naprawdę co oglądać, a pejzaże są niesamowite. Dla pasjonatów fotografowania istny raj.

Jeszcze wtedy nie do końca ogarniałam co takiego jest w tym kraju, sama szukałam informacji i przeglądałam internet. Wszystko co wpadało w moje ręce fascynowało. W moim przypadku książka będąca klasycznym przewodnikiem po kraju zupełnie by się nie sprawdziła, bo nie wybieram się (póki co) na Islandię i pisanie o tym co mam zobaczyć i gdzie się udać w danym rejonie kraju nie byłoby ciekawe, choć moją wiedzę na pewno by trochę poszerzyło.

Za to książki opisujące Islandię  jako „zjawisko” całościowe, prowadzące przez różne aspekty życia na tej wyspie, a opisywane jeszcze przez kogoś kto często i dużo tam bywa i sam jest zafascynowany tym krajem to już przepis na książkę idealną, po którą chętnie bym sięgnęła.

I tak wrzuciła mi się w oczy w internecie reklama tytułu  „Islandia. Tam gdzie elfy mówią dobranoc” Pauliny Tondos. Być może nie rzuciłabym się jak wygłodniały wilk od razu do sprawdzania co to za książka, ale już sama okładka BARDZO przykuwa wzrok, bo jest tak inna od klasycznych książek przewodnikowych czy podróżniczych. A skoro jak głosiła okładka – miała być o Islandii to bardzo mnie zaciekawiła.

Książka Pauliny Tondos to nie przewodnik. Nie jest to też osobista relacja z wyprawy czy wielu wypraw do tego kraju, choć one na pewno dały idealną bazę pod to co ostatecznie powstało. Autorka zamknęła w 4 częściach (geografia, historia, wierzenia i życie codzienne) w zasadzie wszystko co chcielibyśmy wiedzieć o tym kraju, a nawet i więcej bowiem jej skrupulatność i drążenie tematu jest ogromne i od pierwszej strony czyta się to wyśmienicie. Nawet jeśli podczas lektury budziły się we mnie jakieś pytania okazało się ze już za parę stron Autorka mi na nie odpowiada i wszystko klarownie wyjaśnia.

Ogromnie ciekawe były dla mnie części środkowe o historii i wierzeniach. Lubię znać przeszłość danego miejsca a historia Islandii sięga daleko wstecz i jest przeplatana ciągłą walką ludzi z tak ciężkim do okiełznania klimatem i warunkami panującymi na wyspie. Nie miałam pojęcia jak zmienne były losy jej mieszkańców, pod rządami jakich krajów się znajdowała i jak to się stało, że gładko stała się nagle osobnym suwerennym bytem.

Opis życia codziennego na Islandii sprawił mi ogromną przyjemność. Zwłaszcza rozdział o języku (mam ogromny problem z czytaniem nazw własnych i nazwisk islandzkich), imionach i nazwiskach oraz kuchni. Wiecie, że właśnie tam można skosztować jedną z najgorszych potraw świata? Sami jako Polacy nie jesteśmy gorsi, bo nasza czernina też jest w czołówce.

Paulina Tondos idealnie wyselekcjonowała z bogatej historii i codzienności to wszystko co może zainteresować kogoś wybierającego się na Islandię lub po prostu zakochanego w niej tak jak ja na podstawie opisów i relacji innych osób. Z ogromną przyjemnością „odlatywałam” przy każdym rozdziale. Nawet te aspekty, które interesują mnie ciut mniej są tak podane że książka nie ma słabszych podrozdziałów. Od samego początku aż do ostatniej strony czyta się ją z tym samym zainteresowaniem. Ma też tą zaletę, że ze względu na 4 tematyczne działy i dość krótkie podrozdziały można ją też czytać z doskoku i w dowolnej chwili odkładać, nie tracąc nic z treści ani nie powodując że za chwilę wyjdzie się z tematu i ciężko będzie powrócić.

Ogomnie ciekawe były dla mnie części środkowe o historii i wierzeniach. Lubię znać przeszłość danego miejsca, a historia Islandii sięga daleko wstecz i jest przeplatana ciągłą walką ludzi z tak ciężkim do okiełznania klimatem i warunkami panującymi na wyspie. Nie miałam pojęcia jak zmienne były losy jej mieszkańców, pod rządami jakich krajów się znajdowała i jak to się stało, że gładko stała się nagle osobnym suwerennym bytem.

Opis życia codziennego na Islandii sprawił mi ogromną przyjemność. Zwłaszcza rozdział o języku (mam ogromny problem z czytaniem nazw własnych i nazwisk islandzkich), imionach i nazwiskach oraz kuchni. Wiecie, że właśnie tam można skosztować jedną z najgorszych potraw świata? Sami jako Polacy nie jesteśmy gorsi, bo nasza czernina też jest w czołówce.

Paulina Tondos idealnie wyselekcjonowała z bogatej historii i codzienności to wszytsko co może zainteresować kogoś wybierajacego się na islandię lub po prostu zakochanego w niej tak jak ja na podstawie opisów i relacji innych osób. Z ogromną przyjemnością "odlatywa;am" przy każdym rozdziale. Nawet te aspekty, które interesują mnie ciut mniej są tak podane że książka nie ma słabszych podrozdziałow. Od samego początku aż do ostatniej strony czyta się ją z tym samym zainteresowaniem. Ma też tą zaletę, że ze względu na 4 tematyczne działy i dość krótkie podrozdziały można ją też czytać z doskoku i w dowolnej chwili odkładać, nie tracąc nic z treści ani nie powodując że za chwilę wyjdzie się z tematu i ciężko będzie powrócić.

Ogromne wrażenie robi na mnie przekazana czytelnikowi wiedza o tym kraju. Jak możemy wyczytać Autorka powraca tam regularnie i oprowadza grupy wycieczkowe. Islandia skradła jej serce i to się czuje. Mimo opisywania wielu wad czy niedogodności na jakie natrafimy wyjeżdżając do kraju elfów jest to absolutnie napisane w taki sposób że te minusy jakoś zupełnie nie zniechęcają a wręcz zaciekawiają i pchają ku próbie skonfrontowania siebie z takimi a nie innymi realiami życia na Islandii.

Ogromnym atutem książki jest jej edytorska oprawa. O okładce (powalającej!) już wspomniałam, ale drugą rzucającą na kolana atrakcją są jej zdjęcia. To cudowne kadry, tak podobne do tych, które od lat mnie fascynowały podczas przeglądania internetu. Mnie oczywiście od razu przykuła wzrok jedna fotografia z latarnią morską. W końcu temat tego bloga zobowiązuje,.

Każdy kto obawia się, czy przebrnąłby przez tak szczegółową opowieść o obcym kraju zachęcam do spróbowania na początek literatury kryminalnej, która wyszła spod pióra popularnych islandzkich pisarzy. Nie będę nawet próbowała kopiować tutaj ich nazwisk, ale łatwo znajdziecie ich powieści. To pomoże wam wejść w klimat wyspy i miejscowych społeczności. Mnie żadne z nich nie zawiodły. Po prostu uwielbiam.

Książka ma też piękny projekt graficzny - ciekawie opracowane są tzw. strony rozdziałowe otwierające poszczególne części. Dobrze dobrana czcionka i szerokość marginesów sprawia, że czyta się bardzo przyjmnie. "Islandia" została wydana w Bezdrożach - ta marka już od wielu lat funkcjonuje na rynku wydawniczym jako specjalizująca się w przewodnikach i książkach podróżniczych. Bardzo Wam ją polecam. Należy do szerszej Grupy HELION, gdzie można znaleźć książki z wielu dziedzin. Każdy kto kocha podróże i jest ciekawy świata znajdzie zapewne coś dla siebie właśnie w Bezdrożach. Opowieść Pauliny Tondos nie zawiedzie nikogo zainteresowanego Islandią - czy to mającego za sobą już podróż do tego kraju czy planującego ją. Jest pełna ciekawostek ale i szczerego ukazania jak jest tam naprawdę. Nie ukrywa, nie koloryzuję. Tylko do nas należy decyzja czy chcemy się z tym zmierzyć. Na początek polecam na papierze a radość dla czytelnika najwyższej klasy. Takich książek o innych krajach chciałabym na rynku wydawniczym jak najwięcej.

Reasumując: Latarnica poleca!

Podstawowe dane książki

Tytuł: "Islandia - tam gdzie elfy mówią dobranoc"

Autor: Paulina Tondos

Publkacja z licznymi  kolorowymi fotografiami

Seria: Książki podróżnicze Bezdroży

Wydawca: Bezdroża / Grupa Helion

Objętość: 296 stron

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Format: 140 x 205 mm

Poniżej okładka – front i tył

Poniżej okładka oraz wybrane rozkładówki książki

Poniżej sesja plenerowa książki "Islandia" zainspirowana jej treścią

Nie byłoby tego wpisu bez tradycyjnej fotosesji z moją kocią modelką Myszą, z którą wspólnie w kilka majowych wieczorów przeczytałyśmy tą książkę

Fot. Latarnica  - maj 2024 (sesja fotogrfaiczna w plenerze powstała głównie  w alpinarium Ogrodu Botanicznego UAM  Poznaniu)

Wpis powstał dzięki współpracy z Grupą Wydawniczą HELION

Ksiązkę możecie nabyć w internecie bezpośrednio na stronie Bezdroży, np.

https://bezdroza.pl/ksiazki/islandia-tam-gdzie-elfy-mowia-dobranoc-wydanie-2-paulina-tondos,begde2.htm#format/d

Jest też dostępna w formie ebooka.


Literatura z latarnią w tle [20]

MInęło ponad pół roku od ostatniej prezentacji okładek książek, w motywie ktorych pojawia się latarnia morska. To czy pojawia się ona również w treści jest nieoczywiste. Bywa, że tak a czasami latarnia z okladki nie ma nic wspólnego z treścią książki.

Ponieważ nie znam wszystkich prezentowanych w tym cyklu ksiązżek opisy pochodzą najczęściej od wydawców i z serwisu lubimyczytac.pl

Państwo Maytree - Annie Dillard

Historia miłosna – liryczna, refleksyjna, stawiająca wiele ważnych pytań na temat miłości, małżeństwa, natury. Dzieje małżeństwa malarki Lou Bigelow i poety Toby’ego Maytree skłaniają do namysłu nad istotą lojalności, przebaczenia, przyjaźni. Czas mija nieubłaganie: miłość od pierwszego wejrzenia – ślub – narodziny dziecka – wypadek – zdrada… Rozstania i powroty. Trudne wybory. Starość. Życie jest nieprzewidywalne, zaskakujące… Jakże mało jesteśmy w stanie dojrzeć w codzienności, jak wiele przeoczamy…

Światła września - Carlos Zafon

Nowe wydanie z inną okładką ale nadal z mltywem latarni. 3 tom Trylogii mgły

Okrutna tajemnica wspaniałej nadmorskiej rezydencji pełnej wielu ponurych wspomnień.
Tajemniczy i groźny stwór zamieszkujący normandzki las Cavenmore.
Francja, rok 1936. Pani Sauvelle, wdowa z dwójką dzieci, Irene i Dorianem, ma zacząć pracę u ekscentrycznego wynalazcy i fabrykanta zabawek. Na pierwszy rzut oka jego nadmorska rezydencja wywiera na nich jak najgorsze wrażenie. I mimo że gospodarz okazuje się miłym człowiekiem, to rodzina cały czas czuje się nieswojo w nowym miejscu.
Być może intuicja nie zawodzi pani Sauvelle i jej dzieci? Czy budząca grozę, wypełniona armią mechanicznych zabawek rezydencja jest siedliskiem uśpionych mrocznych sił z przeszłości?
Kiedy dochodzi do niewyjaśnionego morderstwa, okazuje się, że jedyne osoby, które mają odwagę zmierzyć się ze złowrogą tajemnicą, to dwójka nastolatków: Irene i Ismael.

Elf Wszechmogący - (tom 3 serii Elfomania) Marcin Pałasz

Duży, Młody i ich czworonożny przyjaciel Elf wyruszają wreszcie na upragniony urlop. I już pierwszego dnia zaczynają się kłopoty, bo okazuje się, że ktoś ukradł… pensjonat! Bohaterowie wpadają w wir kryminalnych wydarzeń, Młody znowu się zakochuje, a Elf, znany z instynktu tropicielskiego, niespodziewanie ujawni nowy, terapeutyczny talent. Latający husky, znikające bursztyny, elfozaury i dziwny sąsiad – to tylko kilka z mnóstwa zagadek, z którymi przyjdzie się zmierzyć Elfowi i jego ludziom.
Trzecia część bestsellerowej serii powieści przygodowych Marcina Pałasza sprawi, że będziecie zrywać boki ze śmiechu! Dawka humoru zwiększona o sto procent, fantastyczne dialogi, wciągająca fabuła i absolutnie zaskakujące zakończenie. Takiego Elfa nie znaliście!

7 cudow świata  - latarnia morska na Faros (tom 3 cyklu) - Thomasso Benatto, Luca Blengino

Aleksandria, rok 254 przed Chrystusem.
Andronikos, latarnik, dosłownie stanął w ogniu, nim spadł ze szczytu wieży na wyspie Faros! Ptolemeusz II śledztwo w sprawie tego tajemniczego zabójstwa powierzył Kiostratesowi, swemu najwierniejszemu i nieprzekupnemu generałowi. Kiostrates zwerbował Matiatu, młodego egipskiego matematyka, którego wydalono z aleksandryjskiego uniwersytetu. Podążając śladami fenickich bandytów, którzy porwali sławnego Archimedesa, Odkryją straszliwy sekret, kryjący się za upadłą gwiazdą, znaną lepiej jako latarnia morska na wyspie Faros.

W krainie białych obłoków - Sarah Lark (tom 1 cyklu)

Fascynująca opowieść o miłości i nienawiści, zaufaniu i zdradzie na tle wspaniałych krajobrazów i mało znanej historii Nowej Zelandii.
Rok 1852. Helen Davenport, młoda guwernantka bogatego londyńskiego gospodarza, tęskniąc za własną rodziną, odpowiada na anons szanowanego farmera poszukującego żony. W tym samym czasie w nieodległej Walii piękna Gwyneira Silkham, córka zubożałego hodowcy owiec, przygotowuje się do zaaranżowanego przez ojca małżeństwa z synem „owczego barona”, potajemnie marząc, że przeprowadzka do Nowej Zelandii odmieni jej życie.
Dwie młode kobiety, które tylko pozornie wszystko dzieli, spotykają się na statku płynącym w kierunku Christchurch i razem wyruszają w rejs na tajemniczą wyspę, rozpoczynając w ten sposób nowe życie. Odległa i owiana legendą Nowa Zelandia – kraina białych obłoków, z którą wiążą swoją przyszłość, jest dla nich obietnicą raju. Tylko czy rzeczywiście tam, na drugim końcu świata, uda im się odnaleźć prawdziwą miłość i długo oczekiwane szczęście?
Barwna saga rodzinna, której akcja rozgrywa się w zapierającej dech w piersiach scenerii Nowej Zelandii.

Odmęt - antologia morska (różni autorzy)

Sztormy, statki-widma, krwiożercze syreny, portowe meliny, morskie potwory i groza kryjąca się w oceanicznych głębinach, to wszystko i jeszcze więcej znajdziecie w antologii opowiadań z motywami marynistycznymi „Odmęt”.
Wybierzecie się w rejs na skute lodem morza północy, zanurkujecie w ciepłych, równikowych wodach, traficie na tajemnicze wyspy i do oceanicznych rowów. W zebranych w tym zbiorze tekstach morze jest czasem głównym bohaterem, a czasem tylko pretekstem do tego, by wejrzeć w głąb najczarniejszych zakamarków ludzkiej duszy. Oceany, wciąż nie do końca zbadane i kryjące wiele tajemnic, od wieków stanowią dla człowieka wyzwanie. Bohaterowie opowiadań patrzą w słone odmęty z nadzieją, strachem i butą, nieraz płacąc za morskie przygody najwyższą cenę.

Nurek - (2 tom cyklu Frederic Broman) Hakan Ostlundh

Gotlandię zalewa fala upałów, które utrzymują się aż do września. Duszne i ciężkie powietrze nie jest jednak jedynym powodem, który zakłóca sen dwudziestoczteroletniej Jenny. Kobietę męczą wspomnienia z dzieciństwa powracające w nocnych koszmarach – to sprawia, że podejmuje dramatyczną decyzję i oskarża swojego ojca o zabójstwo. Tydzień później dwaj chłopcy znajdują unoszące się na wodzie ciało nurka. Te dwa wydarzenia zmuszają śledczych do spojrzenia w przeszłość, która jest jeszcze straszniejsza niż nocne koszmary Jenny.

Nawigacja dla początkujących - Sara Hopkinson

W tej książce znajdziesz wszystkie wiadomości na temat nawigacji morskiej, które powinieneś posiąść. Sara Hopkinson zaczyna od podstaw, nie używa żargonu i – jeśli to możliwe – posługuje się ilustracjami, 
a nie opisem słownym.
Niezależnie od tego, czy jesteś nowicjuszem, czy też doświadczonym żeglarzem, ten podręcznik pomoże ci zrozumieć kluczowe kwestie 
i wyjaśni, jak wykorzystać zdobytą wiedzę na pokładzie.
Bezzwzględnie zalecana dla początkujących żeglarzy i uczestników kursów. Jedna z najlepszych książek na rynku.W tej świetnej książce znalazłem najlepsze wytłumaczenie kursu dla sternika, jakie zdarzyło mi się przeczytać w życiu.

Does it hurt? - H. D. Carlton

Sawyer jest uciekinierką. W jej głowie to jedyne, na co naprawdę zasługuje – pozostawać w ciągłym ruchu, bez stałego miejsca, w którym mogłaby się schronić. Dziewczyna ma przy sobie tylko kilka ubrań i trochę pieniędzy.
Sawyer, aby przetrwać, robi rzeczy, których tak naprawdę nie chce robić, ale nie ma wyboru. Wszystko jest lepsze od ujawnienia swojej prawdziwej tożsamości.
Kiedy kradnie portfel Enza Vitale, jest nieświadoma, w jak duże tarapaty się wpakowała. Mężczyzna w odwecie zabiera ją na swoją łódź, nie mając zamiaru pozwolić jej z niej uciec. Sawyer zapłaci za to, co zrobiła, czy tego chce, czy nie.
Tymczasem wkrótce przestaną znajdować się na morzu sami i zostaną zmuszeni, by znaleźć schronienie w latarni morskiej na bezludnej wyspie, która może stać się więzieniem także dla Enza.
Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej osiemnastego roku życia.


Latarnica poleca [vol. 57]

Kochacie wombaty? Ja bardzo! Nie wiecie co to takiego? A raczej kim są? A może słowo wombat brzmi dla was obcojęzycznie albo przypomina nazwę rasy przedstawiciela obcej cywilizacji? Nic bardziej mylnego. Wombaty to nieduże ssaki z rodziny torbaczy - prawdopodobnie blisko spokrewnione z uroczymi misiami koala. Zamieszkują tak odległy dla nas kontynent australijski, ale są w tej chwili bardzo popoularne w internecie - podobnie jak kapibary i kawie domowe (dawniej nazywane świnkami morskimi). Jak wygląda w naturze wombat? O właśnie tak:

Fot. wikipedia.org

Taki właśnie futrzasty australijski ssak jest bohaterem serii książeczek "Malinka Wombat". A raczej bohaterką, bo jak imię wskazuje Malinka to dziewczyna, która umiłowała podkreślać swoją urodę malinową kokardą na głowie. Poniżej sami zobaczycie jak pięknie ona wygląda i jakie same ciepłe uczucia wzbudza.

Do moich rąk trafił drugi tom serii pt. "Malinka Wombat i Kanagurek". Zatem już po spojrzeniu na okładkę wiemy, jakie zwierzaki będą bohaterami tej egzotycznej przygody. Ale zanim się ona wydarzy poznamy rodzinę Malinki - Tatę Wombata (zapalony czytelnik), Mamę (miłośniczkę sztuki) i jej dwóch braci: Klopsa (kto zgadnie co lubi?) oraz Maksymiliana - znanego podróżnika - bohatera innego cyklu powieści.

Malinka też ma swoją specjalizację - jest reporterką (coś czuję, że duży wpływ na to miał brat podróżnik). A skoro tak, to musi być czujna i mieć bystre oko na to co się wokół dzieje, bo nigdy nie wiadomo, co nas spotka wartego szybkiego opisania. Czasami powodem do chwycenia za pióro może być spotkanie Pani Kangurowej wraz z jej synkiem Kangurkiem.

Malinkę i Panią Kangurową połączyło jedno zadanie - obie miały trafić do biblioteki w wombackim lasku, aby oddać pożyczone książki. Ale jak to w życiu - nie wszystko poszło gładko po ich myśli.

Cykl o "Malince Wombat" skierowany jest do dzieci w wieku 4-8 lat. To nieduże objętościowo książeczki, ale jak się już zacznie je czytać i oglądać ilustracje to nawet ja - czytelnik dorosły - całkowicie dałam się uwieść tej opowieści. Autor Marcin Kozioł (znany mi już z cudownej "Mony Mysi" - zajrzyjcie koniecznie do 56 odcinka cyklu Latarnica poleca) jak zawsze pisze zabawnie, lekko i nie da się powstrzymać uśmiechu przy lekturze. W takich opowieściach sami stajemy się tą historią, bo całkowicie wchodzimy w nią i nie jesteśmy już w Europie Środkowej, ale teleportujemy się do gorącej Australii. Lektura uczy i pobudza do poszerzania wiedzy o nowych gatunkach zwierząt. Może zainspirować młodego przyrodnika do dalszego rozwijania swojej raczkującej pasji.

Podobnie jak przy "Mona Mysi" książeczkę ilustrowała Monika Urbaniak. Tego się nie da oddać słowami - to trzeba oglądać i chłonąć wzrokiem. Wombaty są oddane przeuroczo. Podobnie jak środowisko, w którym żyją. Aż chciałoby się pogłaskać ich futerka. Jeśli ta historia się wam spodoba koniecznie sięgnijcie też po tom 1 pt. "Malinka Wombat i Klops" (książki z tej serii można czytać w dowolnej kolejnosci). A jak potrzeba wam szerszego spojrzenia podróżniczego to lekturą obowiązkową będzie "Wombat Maksymilian".

Na samym końcu książeczki właśnie swoje przysłowiowe trzy grosze wtrąca starszy brat Malinki i prezentuje  swoje notatki z obserwacji kangurów - przez co mamy wiedzę w pigułce o tym gatunku zwierząt. Ta lektura może też być zachętą do rodzinnego odwiedzenia ogrodów zoologicznych, gdzie można spotkać prawdziwe wombaty i kangury.

Reasumując: Latarnica poleca!

Podstawowe dane książki

Tytuł: „Malinka Wombat i kangurek”

Autor: Marcin Kozioł

Ilustracje: Monika Urbaniak

Wydawca: Bumcykcyk

Objętość: 432 stron

Oprawa: twarda

Format: 220 x 265 mm

Poniżej okładka – front i tył

Poniżej wyklejka w australijskim stylu oraz strona tytułowa

Tak zaczęło się nasze czytanie czyli ja i kotka Mysza podczas lektury "Malinki Wombat"

Poniżej okładka oraz wybrane rozkładówki książki

Poniżej fotosesja z moją kocią modelką Myszą

Fot. Latarnica

Wpis powstał dzięki współpracy z Wydawnictwem Bumcykcyk.

Tą oraz inną książkę tego Autora i Wydawcy możecie nabyć (również w opcji z autografem Autora) na stronie wydawnictwa:

https://www.bumcykcyk.com


Latarnica poleca [vol. 56]

W zalewie wiosennych nowości książkowych reklama premiery „Mony Mysi” zdecydowanie przykuła mój wzrok. Jak tylko zobaczyłam postać uroczej myszki z parasolką patrzącej na mnie z okładki od razu kliknęłam w tytuł, aby dowiedzieć się o niej coś więcej.

Mam słabość do zwierząt. Mam słabość także do myszek i gryzoni, bo są urocze i piękne. Nie rozumiem krzyków i paniki na obecność myszy w jakimś pomieszczeniu. Według mnie dodają tylko uroku – gdziekolwiek by się nie pojawiły. Dlatego mysia bohaterka książeczki to dla mnie strzał w dziesiątkę i strzał prosto w moje serce. Byłam pewna, że Mona Mysia mnie zauroczy. A dodatkowo chciałam poznać jaką historię skrywa ta piękna książeczka.

Czy dzieci nudzą się w muzeum? Z pewnością tak. Duże sale, w których panuje zazwyczaj cisza i słychać tylko pisk podeszw butów zwiedzających. Wielkie obrazy, często w ciężkich złoconych ramach, tajemnicze postacie zerkające na nas z płócien. To nie jest środowisko, o którym marzą aby spędzać w nim czas.

A gdyby tak jednak zainteresować dzieci sztuką i tym co może nam dać obcowanie z wielkimi mistrzami pędzla z różnych epok? Niemożliwe? Ależ skąd! Jeśli przewodnikiem po muzealnych salach poświęconych różnym stylom w sztuce będzie sympatyczny rysunkowy bohater można przemycić w historię o łasej na ser myszce mini lekcje o wielkich malarzach dawnych epok i współczesności.

A najlepiej gdy treść współgra z tym co oczaruje oczy. A muzealne sale mają ten atut. Trzeba tylko poprowadzić przez nie Monę Mysię i dać jej wejść w świat obrazów  (wręcz poczuć na sobie) dzieła malarzy epok dawnych jak i tych z XX wieku.

Od pierwszej strony dałam się wciągnąć tej opowieści. Z równie dużym zainteresowaniem spojrzałam na szyld i stanęłam pod gmachem muzeum jak Mona Mysia. Co czekało za jego drzwiami? Na pewno przygoda. Ale nie ona kusi myszkę. Jak u każdego zwierzaka – wizja smacznego posiłku może zmotywować do przełamania pewnych barier i strachu. W tym przypadku wizja smacznego sera stała się zapalnikiem do wejścia na nieznany teren muzeum.

„Mona Mysia” Marcina Kozła jest fantastycznym startem i pierwszymi krokami do ukazania dzieciakom ogromu i bogactwa świata sztuki malarskiej minionych epok. Dzięki temu, że bohaterka  w poszukiwaniu swojego celu musi przejść przez kolejne sale staje oko w oko z obrazami reprezentującymi różne style malarskie. A da się to wszystko intensywnie przeżyć dzięki idealnemu połączeniu słowa z obrazem.

Tutaj muszę osobno podkreślić ogromne zasługi ilustratorki tej książki – Moniki Urbaniak. Wykonała wspaniałą pracę! Dzięki jej wybitnemu talentowi stworzyła przeuroczą postać Mony (ach ten nosek, wąsiki, zalotne oczy), a i potrafiła cudownie wkomponować ją w znane dzieła twórców sztuki dawnej i współczesnej. Prawdziwa uczta dla oczu. 

Lektura tej książki przypomniała mi dwa piękne filmy dla dorosłego widza, w których bohaterowie wchodzą namacalnie w obrazy i jest to niezwykle ukazane na dużym ekranie. Mam na myśli film z 1999 roku „Między niebem i piekłem” z Robinem Williamsem oraz ekranizacje biografii malarki Fridy z Salmą Hayek z 2002 roku. Tam obrazy na naszych oczach ożywają i podobne doświadczenia ma mała myszka odczuwając na sobie artystyczne temperamenty malarzy, ich styl pociągnięć pędzla cz feerię barw. Aż kręci się w głowie. 

W historii Mony młody odbiorca może zapoznać się między innymi z takimi nazwiskami i pojęciami stylów jak: Monet (impresjonizm), Picasso (kubizm), Dali (surrealizm), Warhol (pop-art) czy Rembrandt (sztuka baroku). Informacje o charakterystycznych cechach prac danego malarza są tak wplecione w treść, że zupełnie nie odbiera się ich jako suchych i niestrawnych faktów z historii sztuki. Tutaj wielki ukłon w stronę Autora, który świetnie podszedł do tematu i w żadnej części tej opowieści nie zniechęca i nie nudzi czytelnika.

Byłoby wspaniałe, gdyby po lekturze „Mony Mysi” dzieciaki same chciały odbyć wycieczki do muzeów w swojej okolicy. Po cichu liczę że będą takie przypadki, podobnie jak to, że książeczka skusi do samodzielnych prób malowania i testowania różnych metod kładzenia farby i używania różnych podłoży malarskich.

Jako miłośniczka sztuki i absolwentka szkoły sztuk pięknych odnalazłam w tej książce swoje dawne, pierwsze fascynacje malarstwem  i wróciłam pamięcią do kilku ulubionych malarzy (Picasso, Dali, Warhol). W dzieciństwie uwielbiałam przeglądać albumowe wydania książek z reprodukcjami malarstwa z różnych epok. „Mona Mysia” z pewnością skusi i inne dzieci do takich doświadczeń, a może w domowych biblioteczkach znajdą książki o sztuce.

Opowieść o myszce Monie przeznaczona jest dla czytelnika w wieku 5-9 lat. Już do samodzielnego czytania, ale i również do wysłuchania i pooglądania. Jestem przekonana, że spodoba się dzięki niezwykłemu połączeniu treści z obrazem. Ilustracje mają tutaj ogromne znaczenie i dopowiadają o malarstwie to co nie opisano słownie. Premiera książki odbyła się w kwietniu tego roku. Trzymając egzemplarz w dłoni czuć miły aromat farby drukarskiej. A może to magiczny zapach farb z pracowni opisywanych artystów? W końcu książki to magiczny świat dzięki któremu przenosimy się, gdzie tylko chcemy. „Mona Mysia” zawędrowała wraz z Autorem na targi książki do Bolonii gdzie prezentowała się wspaniale razem z innymi tytułami wydawnictwa Bumcykcyk.

Marcin Kozioł jest autorem kilkudziesięciu książek dla dzieci i młodzieży. To wytrawny podróżnik pasjonat, który przez wiele lat pracował w National Geographic Polska. Z aparatem fotograficznym zwiedził ponad 60 krajów. Bogactwo doświadczeń zawodowych i podróżniczych czuć na kartach jego książek. Z ilustratorką Moniką Urbaniak współtworzy także serię przygodowo-podróżniczą „Malinka Wombat”. Ale o tym napiszę Wam już wkrótce przy innej okazji.

Reasumując: Latarnica poleca!

Podstawowe dane książki

Tytuł: "Mona Mysia"

Autor: Marcin Kozioł

Ilustracje: Monika Urbaniak

Wydawca: Bumcykcyk

Objętość: 48 stron

Oprawa: twarda

Format: 220 x 265 mm

Poniżej okładka – front i tył

Poniżej wyklejka w styla malarstwa Pollocka oraz strona tytułowa

Poniżej okładka oraz wybrane rozkładówki książki

Poniżej fotosesja z moją kocią modelką Myszą, z którą wspólnie przeczytałyśmy tą książkę

Fot. Latarnica

Wpis powstał dzięki współpracy z Wydawnictwem Bumcykcyk.

Tą oraz inną książkę możecie nabyć (również w opcji z autografem Autora) na stronie wydawnictwa:

https://www.bumcykcyk.com


Kiedy świeciła Jastarnia Bór...

Dziś ostatni odcinek nawiązujący do przepięknej i cennej książki dla miłośnika hostorii Półwyspu Helskiego. Po prezentacji fragmnetów na temat latarni OKsywie i Hel dzisiaj sięgamy do nieistniejącej latarni Jastarnia Bór. Wciąż publikuję fragementy dotączece przedwojennych latarni z książki Jerzego Bandrowskiego "Korespondecnja z Wybrzeża". Poniżej ponownie okładka - front i tył tej publikacji wchodzącej w skład tzw. bublioteki jastarnieńskiej.

Poniżej jedyny fragment z feletonu pt. "Ogródki na morzu", w którym Autor opisuje latarnię w Borze oraz przypis wyjaśniający o jakiej latarni Jerzy Bandrowksi wspomina.

Poniżej archiwalne ujęcia latarni w Borze - plany architektoniczne i zdjęcia (fot. aukcyjne)

Poniżej kartki pocztowe i archiwalne fotografie, przedostatnia to współczesna kartka z przekrojem i rysunkiem latarmi, a ostatnia fotografia to miniatura Boru z Parku Miniatur Latarnianych:

Poniżej archiwalne zdjęcie, w tle nad lasem za budynkiem sylwetka latarni Bór

Poniżej - aktualne zdjęcia miejsca gdzie stała latarnia Jastarnia Bór, wykonałam je w czerwcu 2022 roku, rozrzucone po lesie cegły pochodzą z wysadzonej w 1939 roku latarni

Fot. Latarnica / czerwiec 2022

ANEKS LATARNIANY do "Korespondencji z Wybrzeża"

W książce jako ciekawostka wykorzystano poniższą fotografię H. Gąsiorowskiego z lat 30-tych XX wieku czyli okresu kiedy Bandrowksi nie przebywał na Helu i korespondencje już się w prasie ukazały. Mówi się że jest to jedyne takie archiwalne zdjęcie latarni na Górze Szwedów (chodzi o bardzo odległą, widoczną na dalekim planie konstrukcję na wydmach). Latarnia na Górze Szwedów została zbudowana w 1936 roku i kiedy ją uruchomiono wygaszono Jastarnię Bór

Poniżej obecny stan obiektu na Górze Szwedów, fot. wlasne z czerwca 2022 roku, zdjęcie z rysunkiem z archiwum Muzeum Helu

A tak wygląda plaża i widoczna z niej wieża na Górze Szwedów kiedy idzie się brzegiem morza od miejsca wysadzenia latarni Jastarnia Bór

Fot. Latarnica / czerwiec 2022

 


Kiedy świeciła latarnia w przedwojennym Helu...

W tych świątecznych i poświątecznych dniach chciałabym się dalej skupić na krótkich opisach naszych przedwojennych latarni morskich, które pojawiają się w interesującej książce Jerzego Bandrowskiego pt. "Korespondencja z Wybrzeża", a które to teksty ukazywały się w  prasie w latach 20-tych XX wieku. Poniżej okładka front i tył wydania książkowego tych felietonów:

 

Te opisy są dla mnie o tyle cenne, ponieważ Autor sam naocznie widział świecące Oksywie, Hel czy latarnię Jastarnia Bór. Żadna z tych latarni nie przetrwała wojny.
Dziś jedyny fragement ze strony 188, pisany w lutym 1927 roku w którym wspomina przedwojenną latarnię Hel na cyplu.

Poniżej archiwalne zdjęcia, we fragmencie powyżej czytamy o rjesie wzdłuż Półwyspu, najpierw oczom rybaków i Autora ukazuje się kościół protestancki (poniżej kościół z początku XX wieku (do 1915 roku) i jego prostsza architekltonicznie wieża  z lat 20-30-tych XX wieku (kartki aukcyjne)

... później widzą Dom Zdrojowy (helski kurhaus z pomostem dla statków od strony zatoki), już w tle widać nad linią drzew bialą wieżę latarni (kartki aukcyjne)

...a później widzą latarnię morską (do roku 1929 wieża była biała, od 1930 pomalowano ją w poziome pasy a w 1939 roku wysadzono), autor pisząc felietony w latach 1926-1927 widział latarnię z białą wieżą

Poniżej koloryzowane przedwojenne zdjęcia latarni i masztu sygnalizacyjnego (z archiwum Muzeum  Helu):

Ponizej archialne ujęcia przedwojennej latarni Hel (kartki aukcyjne, fot. Fotopolska.eu):

Poniżej archiwalia latarniane z Muzeum Helu:

Poniżej archiwalne zdjęcie i kartka ze zbiorów własnych oraz ostatnia fotografia z albumu rodziny Walińskich z Sokolej Góry


Latarnica poleca [vol. 55]

To miała być taka recenzja jak zwykle. Ot zebrane myśli na temat książki, którą z przyjemnością przeczytałam. Ale już czuję, że musi tu wkroczyć trochę prywatnej historii i taka będzie ta opowieść o Kociołku - nowości Wydawnictwa bis -  mająca dla mnie swoje korzenie o wiele, wiele wcześniej niż teraźniejszość. Bo jak tylko zobaczyłam zapowiedź i okładkę "Kocioł - pierwszy astroMIAUta" od razu przypomniałam sobie o swojej pierwszej kosmicznej zwierzęcej książce, która bardzo mnie ukształtowała. Ale to mogłam dostrzeć dopiero z perspektywy lat i upływu czasu.

Dawno, dawno temu kiedy Monika była jeszcze małą Monisią zaczytywała się w książeczce "Szare Uszko" Mieczysława Piotrowskiego (a najpierw wsłuchiwała w jej treść,  bo nie potrafiła jeszcze czytać). Pokochała głównego bohatera zajączka, który sprzeciwał się okrutnym działaniom myśliwych, a ostatecznie trafił do szkoły dla zwierząt, w której uczono latać w przestrzeni kosmicznej. Co ważniejsze Szare Uszko po edukacji w szkole dla astronautów zakwalifikował się do lotu w kosmos i wyruszył rakietą poza ziemię by ujrzeć z bliska twarz księżyca.

Poniżej moja ukochana książeczka z dzieciństwa:

Ta historia była dla mnie tak czarująca i znacząca, że kosmos, astronautyka, astronomia, obce cywilizacje i kolonizacja kosmosu pojawiły się w moich wyborach książkowych i filmowych przez całe życie bardzo często. Po drodze pojawiło się i marzenie o studiowaniu astronomii, ale jednak poziom nauk ścisłych byl dla mnie - jako humanistki - nie do przejścia.

Nic dziwnego, że zalotne spojrzenie kota Kociołka z okładki książeczki pani Marty Rydz-Domańskiej natychmiast sprawiło, że serce zabiło mi mocniej. Bo coż mi mogła ta lektura ofiarować? Podwójne szczeście w postaci bohatera, który należy do mojego ulubionego gatunku zwierząt jak i kosmiczną wyprawę! Nic więcej do pełni szczęścia mi nie potrzeba! Duet KOT-KOSMOS to to, co gwarantuje szybkie bicie serca, uśmiech na ustach i nieziemskie emocje.

Nie będę ukrywać - jako "konsument literatury" - nieznane książki czy niesprawdzonych autorów zdecydowanie oceniam najpierw po okładce czy tytule. Tutaj od razu aż zaiskrzyło! Ze stacji kosmicznej spogląda na mnie sympatyczny Kocioł - kot astroMIAUta, a w przestrzeni kosmicznej wędruje pracownik stacji. Cudowne kolory, wspaniala kreska, styl który od razu mi przypasował no i to cudne oryginalne imię kota! Natychmiast książkę zamówiłam i nie mogłam się doczekać na paczkę.

Kiedy trzymałam już w dłoniach historię astroMIAUty aż mnie kusiło, by rzucić wszystko i od razu zagłębić się w lekturze. A ponieważ miałam rozpoczęte inne książki zaczekałam parę dni i z wielką lubością, w ukochanym fotelu, z kubkem herbaty w dłoni oddałam się tej kosmicznej opowieści. Plan był taki by sobie dawkować i za szybko nie dotrzeć do celu, ale... plany jak to plany, a życie swoje. Zapadłam się dosłownie w tej historii i na jeden wieczór oddałam kosmosowi i stacji z kotem na pokładzie.

Nie podejrzewałam jak wielu silnycn emocji mi dostarczy, jak bardzo będę się martwić, denerwować, bać ale i również uśmiechać, przytakiwać, a chwilami wręcz mruczeć przy niej. A jako, że czytaniu towarzyszyła moja kotka Mysza leżąca na kolanach to i ona usłyszała wiele fragemntów tej książeczki.

"Kocioł - pierwszy astroMIAUta" ma w sobie wszekkie cechy książki idealnej. Świetna, trzymająca w napięciu historia - pięknie przyprawiona informacjami ze świata nauki, które zupełnie nie odbiera się jako suchych informacji z astronautyki. Mamy wspaniałego, sympatycznego bohatera - nierasowego kota o wdzięcznym imieniu Kocioł, który jak to każdy kot z własnej ciekawości i wygody dobrego spanka może nagle znaleźć się w bardzo niekomfortowej sytuacji. Stacja kosmiczna to nie najlepsze środowisko bytowania dla domowego kota. Nagle rodzi się wiele problemów - choćby w kwestiach żywienia czy załatwiania swoich potrzeb fizjologicznych.  Obecność Kociołka totalnie zaskakuje pracowników stacji, ale stając przed tym faktem będą musieli po prostu dostosować swoje zadania i obowiązki tak, by kot mógł ten czas spędzić po kociemu i mając zaspokojone swoje potrzeby.

Kocioł jest cudownym stworzeniem, zaskarbia sobie załogę, ma do dyspozycji kosmiczny ogród w którym są prowadzone badania biologów nad uprawą roślin w tak innych niż ziemskie warunki. Po drodze przyjdzie nam i bohaterom zmierzyć się z kosmiczną przygodą mrożącą krew w żyłach i nic już więcej nie zdradzę. Ale tak czy inaczej lektura tej książki to sama przyjemność. Jej treść wciąga, fascynuje miejscem akcji, a strona wizualna czyli ilustracje Autorki są cudowne. Z przyjemnoscią wpatrywałam się w każdą i błądziłam wzorkiem po detalach i sylwetce Kociołka.

Śmiało mogę powiedzieć, że przy lekturze tej książki przyjemność znajdą nie tylko dzieci, ale i dorośli. Jedyny minus to taki, że opowieść za szybko dobiegła końca. Z przyjemnością poczytałabym więcej,  a sam Kocioł jest tak fajnym bohaterem, że mógłby pojawić się w jakiejś inneg książkowej historii i przeżyć kolejne przygody - choćby miały być tylko ziemskie.

Reasumując: Latarnica poleca!

Podstawowe dane książki:

Tytuł: Kocioł pierwszy astroMIAUta

Autor: Marta Rydz-Domańska

Ilustracje: Marta Rydz-Domańska

Wydawca: Wydawnictwo bis

Objętość: 64 strony

Oprawa: twarda

Format: 165 x 235 mm

Poniżej okładka – front i tył

Poniżej wybrane rozkładówki książki

Poniżej sesja z moją kocią modelką Myszą - wspaniale się nam razem czytało o Kociołku i przeżywało kosmiczne przygody.


Rozewski akcent w biografii Augustyna Necla

W tym roku miałam przyjemność przeczytać wznowione wydanie bardzo ciekawej książki biograficznej o kaszubskim pisarzu Augustynie Neclu. Przy okazji tej lektury natrafiłam na kilka drobnych fragemntów, w których przeplatają się losy Necla z chłapowskim domem należacym kiedyś do rodziny Leona Wzorka.

Książkę napisał Mirosław Kuklik - dla mnie Autor tak ważnego Tryptyku Helskiego o historii miejscowości HEL.

Poniżej front i tył okładki II wydania, spis treści oraz strona, na której pojawia się wzmianka o domu Leona Wzorka.

Poniżej powiększenie fragmentu o domu Wzorka.

Poniżej dwa kolejne fragmenty powiązane tematycznie z Neclem i rozewskim latarnikiem Wzorkiem.

Poniżej aktualny komenatz Autora o miejscu gdzie stał wspominany dom.

Poniżej wycinek wybrzeża z Google Maps z czerownym punketm wskazującym aktualnie lokazliację adresu Żeromskiego nr 52.

Ponieważ nie natrafiłam wcześniej na tą informację - nie wchodzilam nigdy idąc pieszo z Władysławowa na Rozewie - na tereny ośrodków położonych przy Żeromskiego 52. Jak tylko będzie okazja poszukam tego przebudowanego dziś budynku. Jak wskazuje mapa powimien być na terenie Ośrodka Baltic Sport. Chyba że ktoś z was ma jego fotogrfaie to poproszę o podesłanie na maila: monika.sniedziewska@latarnica.pl


Latarnica poleca [vol. 54]

Chyba nikt nie ma wątpliwości, że w końcówce XX wieku, a już na pewno w XXI wieku koty rządzą internetem i naszym życiem. Trudno jest się oprzeć urokowi tych mięciutkich istot o wielkich oczach, którymi potrafią wyprosić u człowieka niemal wszystko na zawołanie. Kochamy koty w filmach, w literaturze, w reklamie i na opakowaniach stosowanych produktów. Wiadomo – kot sprzeda dziś wszystko samą swoją obecnością. A życie u jego boku nigdy nie będzie już takie samo i podobne do tego z okresu „przed posiadaniem kota”. Sama to wiem i już trudno mi wyobrazić sobie jak wygląda żywot bez współdzielenia go z tą istotką na czterech łapkach.

Podobne podejście do życia ma rodzina bohaterki książeczki „Minka i jej kocie przygody” Anny Bichalskiej. Bo nie tylko dzielą swoje życie z malutką i pełną szalonych pomysłów kotką Minką, ale i jej rodzeństwem Łatką i Szarusiem i kocią mamą Łapką. Z kociakami jak z małymi dziećmi – żywe srebra gotowe czerpać z życia ile się da, ciekawskie i chętnie stawiające czoła wyzwaniom, nawet jeśli nie do końca zdają sobie sprawę z ich skutków.

Minka jest najbardziej ciekawska i odważna. Gdy rodzeństwo śpi nocą wtulone z futerko mamy wsłuchując się z jej równy oddech, bicie serca i czerpiąc kojące ciepło koteczka gotowa jest na nocne zwiedzanie mieszkania i odkrywanie nieznanych przedmiotów, zapachów i wysokości. Bo wysokie ciągi komunikacyjne to kotki lubią zbadać. Inaczej stamtąd widać świat i można zaczaić się na rodzeństwo. Dewizą życiową Minki jest, że życie jest pełne niespodzianek i fascynujących zjawisk. I one tak bardzo ją kuszą że jest w stanie prowadzić samotne nocne badania choćby kosztem swojego snu. Przecież kotki – w przeciwieństwie do ludzi - mają ten komfort i odeśpią wszystko za dnia!

Książka Anny Bichalskiej w kilku niedługich rozdziałach idealnie oddaje pomysłowość małego kota mieszkającego z ludźmi w jednym mieszkaniu. Wszystko może go zainteresować. Ludzki umysł nie potrafi nawet sobie wyobrazić jak atrakcyjne mogą być zupełnie niepozorne przedmioty. Z kociej perspektywy kwiatki doniczkowe to dżungla, wiadro z wodą ocean, zasłona ścianka wspinaczkowa, a odkurzacz to straszny wyjący potwór, choć można go okiełznać i się z nim zaprzyjaźnić. Ale to trzeba być tak odważną kotką jak Minka. 

Autorka doskonale oddaje pozytywne wartości jakie wnosi w nasze życie kot. Ludzka rodzina Minki – a zwłaszcza dziewczynka Lusia – ma wiele rozrywki z samej obserwacji pomysłów koteczki. Minka jako ta odważniejsza bywa prowodyrem zabaw z rodzeństwem podsuwając im różne scenariusze zabaw w mieszkaniu. Najlepsze są zdobywania nowych – niedostępnych dotąd – obszarów. A że czasami po wejściu nie da się już zejść to inna sprawa.

Dla kogo jest ta opowieść o sympatycznej odważnej kotce? Na pewno dla młodszych dzieci. Jeśli same mają kota odbiorą te historie przez pryzmat własnych doświadczeń. Jeśli nie mają, może książka będzie dobrym wstępem do rozmów o wprowadzeniu do rodziny zwierzęcego przyjaciela. Dużą czcionka będzie wygodna dla dzieci już czytających ale sprawdzi się również w wieczornych czytaniach przed snem przez rodzica.

Na koniec muszę podkreślić atuty wizualne tej publikacji. Bo książki jak jedzenie też często kupuje się a na pewno sięga po nie patrząc na okładkę. To ona przykuwa nasz wzrok i woła z półki. A na okładce widzimy prześliczną słodką koteczkę. Chce się od razu zajrzeć do środka. Jestem zachwycona ilustracjami Anety Krella-Moch! Wszystkie kotki z obrazków są tak słodkie a ich oczka i spojrzenia czarujące. Wygodny format i sztywna oprawa ułatwia śledzenie ilustracji przez dziecko podczas czytania np. w łóżku. Jeśli ta historia Wam się spodoba z pewnością poszukacie innych książek Anny Bichońskiej. Zajrzyjcie koniecznie na ofertę na stronie wydawcy (www.wydawnictwobis.com.pl).

Reasumując: Latarnica poleca!

Podstawowe dane książki:

Tytuł: Minka i jej kocie przygody

Autor: Anna Bichońska

Ilustracje: Aneta Krella-Moch

Wydawca: Wydawnictwo bis

Objętość: 84 strony

Oprawa: twarda

Format: 165 x 235 mm

Dziękuję Wydawnictwu bis za egzemplarz recenzencki.

Poniżej okładka - front i tył

Poniżej wybrane rozkładówki książki

Poniżej sesja z moją kocią modelką Myszą – która cierpliwie wysłuchała w dwa wieczory historii o kotce Mince

Fot. Latarnica / marzec 2024


Latarnica poleca [vol. 53]

Mają wiele uroku książkowe cykle, bo zapewniają, że przy końcówce lektury nie żegnamy się z bohaterami i ich światem na zawsze. Jeśli książka jest dobra, jeśli postacie wzbudzają w nas pozytywne emocje, a ich życie jest takie, w którym chętnie jako czytelnik się odnajdujemy, to dobijając do ostatniej strony lektury czuje się ogromny żal. Opuścimy znany teren i ruszymy w nieznane. A czasami uczucie tęsknoty jest tak dominujące, że nie wiemy czy będziemy chcieli przeskoczyć w inny literacki świat. Doświadczałam tego stanu od dziecka i mam nadal już jako dorosły czytelnik.

Na szczęście istnieją cykle. I cyklem jest też "Ulica Pazurkowa". Miałam tą świadomość zaczynając czytać tom pierwszy i zapoznając się z historią rodziny Kociejków. Poznajemy ich w chwili wyjątkowej. Po pierwsze ta historia dzieje się  tuż przed i w święta Bożego Narodzenia (a kto zaprzeczy i nie przyzna wyjątkowości tej porze roku?). Po drugie, los rodziny za chwilę bardzo się zmieni. A to za sprawą nieplanowanej wizyty kota Ogryzka i jego apetytowi na karpia. Podwójny życiowy fikołek! Niecodzienność wkraczająca w codzienność!

I tak odkrywamy, że na ulicy Pazurkowej jest nieduży wielorodzinny dom. W domu tym poza Kociejkami mieszka i kilka innych rodzin oraz osób samotnych, które próbują jakoś te swoje sąsiedzkie układy, swady i zgody klocek po klocku na co dzień poukładać. Ale jak wiadomo ile ludzi tyle charakterów, temperamentów i poziomów relacji.

Życie codziennie domu na Pazurkowej wywraca do góry nogami kot. Ale czy to kogoś dziwi? Skoro koty rządzą światem to co dopiero jednym domem. Taki tam fikuśny rudzielec skrada natychmiast serca Kociejków i ich dzieci, ale obecność kota szybko staje się  już nie tylko ich sprawą. Ona płynnie przejdzie na każdego mieszkańca tego niewielkiego domostwa. Nie dość, że kot wzbudzi różne emocje i odkryje prawdziwe twarze kociarzy i antykociarzy to po prostu pewnego dnia Ogryzek tak jak nagle się pojawił tak zniknie!

NIe jest moim zamiarem opowiadanie tej historii, bo cała radość to jej odkrywanie karta po karcie. Od karpia i Ogryzka się zaczyna, ale idzie swoim torem dalej i tak mając na półce już cały cykl (w chwili obecbej 4 tomy) możemy wskoczyć w życie bohaterów i w inne pory roku. Nie dość, że mamy stały zestaw postaci (mieszkańców domu przy Pazurkowej) to na plan wchodzą i nowi bohaterowie (także zwierzęcy). W kolejnym tomie poznamy nowych lokatorów (a jak i dlaczego jest nagle wolne mieszkanie to już sami doczytacie). Rodzina Nowicjuszów przybywa z synkiem i swoim psem Pierogiem, a Karolek idealnie pasuje jako kolejny chłopiec do zgranej paczki dzieciaków z domu przy Pazurkowej.

W tomie 2 i 3 (Nowi lokatorzy oraz Matylda i Klopsik) mamy porę letnią. Cudowny czas wakacji kiedy dziecaki mogą sobie wymyślać od samego rana zabawy, kiedy pogoda pozwala na bieganie w terenie, a okolica ulicy Pazurkowej całkiem fajna, bo i w pobliżu Lasek Kocimiętki, Kocia Polanka, Różany Stawek i ulice o wdzięcznych nazwach: Majerankowa, Jabłkowa, Truskawkowa czy Nagietkowa. Od razu miałam jakieś takie luźne skojarzenia do cudownego własnego okresu wakacji z lat szkoły podstawowej, kiedy zachwyciłam się lekturą "Dzieci z Bullerbyn". Tak samo ciepłe emocje, grupka przyjaciół, zabawy i wspólne przygody.

Najnowszy tom 4 (Zaklinacz kotów) ukazał się w 2023 roku i dostał nagrodę Książki Roku 2023 portalu granice.pl. Z niego to dowiemy się m.in. jak można poradzić sobie ze spanikowanym kotem na drzewie oraz pomalutku dorastamy wraz bohaterami dziecięcymi. Lokatorzy domu przy Pazurkowej wciąż są dla siebie jak jedna rodzina i łączą ich wspólne cele, pasje oraz zwierzęta. Suszarnia - poza latem, kiedy najchętniej odwiedzany jest domek pod drzewem w ogrodzie - jest miejscem spotkań dzieciaków, ale i regularną miejscówką na omawianie bieżących spraw wszystkich mieszkańców. Z resztą popatrzcie na nią na ilustracjach. Aż chce się tam pójść!

Patrząć jak rozwija się akcja spodziewam się kolejnych tomów i nie bedę ukrywać, że chętnie już bym poznała ciąg dalszy. "Ulica Pazurkowa" to przesympatyczna opowieść dla młodszych i starszych. Czytelnik w każdym wieku coś odkryje dla siebie i ma szerokie spektrum postaci z kilku pokoleń - więc zawsze można się z kimś zidentyfikować. Podoba mi się, że opowieści Aleksandry Struskiej-Musiał poza główną osią akcji poruszają ważne problemy i zjawiska takie jak nasz stosunek do zwierząt, osób starszych, wzajemna opieka międzypokoleniowa, uczynność, tolerancja dla inności, niepełnosprawność, akceptacja wśród rówieśników, ucieczka od problemów w swój wąski świat, współpracwa w grupach, rozwiązywnaie konfliktów u dzieci i dorosłych.

Książki z tej serii mogą wnieść dla dziecka wiele dobrych treści, podsuwających nienachalnie różne rozwiązania w sytuacjach, które każdy z nas kiedyś przeżywał. Główne opowieści każdego tomu są wciągające, lekko i dobrze napisane. Aż sama się zdziwiłam jak bardzo mocno i głęboko wskoczyłam w ten świat i się w nim rozgościłam jako niewidzialny obserwator/ czytelnik.

Bardzo polecam te książki na prezenty dla dzieci. Są wspaniałe na tzw. wieczorne lektury przed snam i do polekturowej dyskusji. Zadowolą młodych miłośników psów i kotów. A może wspomogą czasami tak trudne rodzinne rozmowy na temat tego czy przygarnąć psa lub kota. Autorka pokazuje jkak wiele dobrego wnoszą w nasze życie zwierzęta i jak pozytywnie potrafią nas odmienić.

Na koniec muszę jeszcze podkreślić, że tekst dopełniają cudowne ilustracje, a sztywna oprawa i poręczny format z dużą czcionką pomagają w dobrym odbiorze i np śledzeniu treści przez oglądanie obrazków w czasie gdy dorosły czyta książkę dziecku.

Reasumując: Latarnica poleca!

Na cykl "Ulica Pazurkowa" składają się 4 tomy przygód bohaterów mieszkających w jednej kamienicy przy tytułowej ulicy

4 tomy mają nie tylko przepiękne ilustracje ale i cudowne, dobrane graficznie wyklejki okładek

Poniżej okładki cyklu front i tył

Podstawowe dane książki:

Tytuł: Ulica Pazurkowa

Podtytuł: tom 1 Na tropie Ogryzka, tom 2 Nowi lokatorzy, tom 3 Matylda i Klopsik, tom 4 Zaklinacz kotów

Autor: Aleksandra Struska-Musiał

Ilustracje: Monika Rejkowska (tom 1-3), Katarzyna Zielińska (tom 4)

Wydawca: Wydawnictwo bis

Objętość: 64 strony

Oprawa: twarda

Format: 165 x 235 mm

Poniżej przykładowe rozkładówki z wnętrza książki:

Nie byłoby recenzji, a już na pewno nie ominęłaby ona  tzw. kociej historii, gdyby nie pozowałaby z tymi egzemplarzami moja doświadczona kocia modelka Mysza.

Dziękuję Wydawnictwu bis  za egzemplarze recenzenckie (tom 1 i 4) i możliwość szybkiego zapoznania się z tym cyklem!

Fot. Latarnica / luty 2024


Licytacje książek na Dzień Kota wspierające schronisko

Dwa dni temu - w sobotę - była magiczna data  17 luty! A skoro tak to był Dzień Kota! Wszędzie w sieci mnóstwo okazji, prezentów, rabatów, konkursów. Na facebokowym profilu mojej kotki Myszki jest przyjemne z pożytecznym. Od dawna wiadomo, że duet książka + kot to najlepszy sposób spędzania wolnego czasu (zwłaszcza w taką pogodę jak dziś!). Zatem mam dla was zabawę, w której miłośnik kotów, czytania ale i człowiek wrażliwy na los innych mruczków będzie mógł je jednocześnie wspomóc. Od soboty przez tydzień będzie szansa zlicytowania jednej z 3 wspaniałych kocich książek od Wydawnictwo BIS z Warszawy. Każdy tytuł jest wystawiony i opisany w osobnym poście i pod nim w komentarzach można deklarować kwotę, a tym samym datek który umożliwi mi zrobienie zakupów dla mruczących podopiecznych Schroniska dla zwierząt w Poznaniu.
Najwyższa oferta na dzień: piątek 23 lutego, godzina 23:59 wygrywa. Nabywca zobowiązuje się pokryć jednocześnie koszt wysyłki - preferuję paczkomat (koszt 16,99 zł). A jeśli będzie to osoba z Poznania może odebrać osobiście. Zachęcam i bardzo zapraszam do wspomagania kociarni ❤ Jeśli ta forma wspierania się Wam spodoba  i sprawdzi może za jakiś czas wrócię z innymi książkami. Wydawnictwu BIS dziękuję za przekazane egzemplarze.
Poniżej książki wystawione na licytację:
"Minka i jej kocie przygody" Anna Bichalska
"Ulica Pazurkowa - Na tropie Ogryzka" Aleksandra Struska-Musiał
"Ulica Pazurkowa - Zaklinacz kotów" Aleksandra Struska-Musiał

Fot. Latarnica - modelka Mysza Errorka, książki od Wydawnictwa BIS / luty 2024


Najlepsze lektury 2023 roku - ranking osobisty [2]

Po literaturze faktu, biografiach, reportażach i wspomnieniach przychodzi pora na wybranie tych NAJLEPSZYCH z przeczytanych w 2023 roku powieści i zbiorów opowiadań. W przypadku powieści, wśród których naprawdę tak wiele było doskonałych, że moglabym z połowę wyróżnić,  muszę na tą chwilę wybrać podium i ewentualne trzy wyróżnienia. Gdy przelatuję wzrokiem listę lektur z 2023 roku i przy jakimś tytule czuję walnięcie w sercu, momentalne przeniesienie się w poznaną historię i to wewnętrzne poruszenie to znaczy, że ta książka zasłużyła na podium. Tym bardziej istote jest, że podaję pierwszą trójkę w totalnie przypadkowej kolejności. Nie potafię wskazać tej jednej NAJ.

PODIUM za powieści za rok 2023: (kolejność przypadkowa)

Kocur – Bruno Kadyna

Historii opowiadanych z perspektywy zwierząt powstało wiele. Wymieńmy chociażby Folwark zwierzęcy George’a Orwella, Wodnikowe Wzgórze Richarda Adamsa czy Dom obiecany Garry’ego Kilwortha. Autorzy decydują się na ten zabieg literacki nie tylko po to, aby opisać losy świń, koni, królików czy myszy, ale również po to, żeby w krzywym zwierciadle pokazać nasze ludzkie dusze.
Nie inaczej jest w przypadku najnowszej powieści Kadyny. W tej historii poznacie losy wyrzutka, który musi poradzić sobie w nowej rzeczywistości. Wyrzutek ma postać kota, a na imię mu Beret. To spasiony miejski kanapowiec, którego świat wywraca się do góry nogami, gdy Pani wywozi go na wieś. Życie dotąd opływające w luksusy zamienia się w pierwotną walkę o byt. Czy kot śpiący z pluszową myszą poradzi sobie w bezwzględnym otoczeniu?
Kocur to wielowarstwowa, przezabawna historia o, w gruncie rzeczy, niewesołym losie wiejskich zwierząt. Uwiązane na łańcuchu, niekochane, niepewne jutra często tracą kontakt ze światem, na wszystko mając jedną odpowiedź – pazury i kły.
Potrzeba wielkiej odwagi, prawdziwej mądrości i empatii, by stanąć ponad podziałami. Czy Beret jest kotem, który temu podoła? Czy jego serce jest na tyle szlachetne, że nie przesiąknie nienawiścią?

ODE MNIE:

https://latarnica.pl/2023/03/31/latarnica-poleca-46/

Dom po drugiej stronie jeziora – Riley Sager

Casey Fletcher, niedawno owdowiała aktorka, aby uciec przed dziennikarzami, wyjeżdża do domu rodzinnego nad jeziorem w stanie Vermont, licząc na odrobinę świętego spokoju. Uzbrojona w lornetkę oraz spory zapas alkoholu spędza czas na podglądaniu Toma i Katherine Royce’ów, pary mieszkającej w domu po drugiej stronie jeziora.
Wszystko w Royce’ach wydaje się idealne. Ich małżeństwo. Ich dom. Sielankowe jezioro, nad którym stoi. Ona jest eksmodelką, a on docenianym innowatorem technologicznym.
Kiedy Katherine nagle znika, Casey za wszelką cenę chce się dowiedzieć, co się stało z sąsiadką. Po kolei odkrywa coraz mroczniejsze tajemnice kryjące się tuż pod powierzchnią pozornie perfekcyjnego małżeństwa Royce’ów.Zapewne podobnie jak Casey myślisz, że wiesz, dokąd zmierza ta historia.Pomyśl jeszcze raz.
Ponieważ kiedy otworzysz drzwi do tajemnic i obsesji, po drugiej ich stronie znajdziesz nie to, czego się spodziewasz.

ODE MNIE: Riley Sager - jeśli trafia się lektura jego thrillera w ciągu roku - to zazwyczaj trafia u mnie do tych najlepszych w rocznym podsumowaniu. Ten autor to dla mnie pewniak, że w 100% a nawet i więcej spełni oczekiwania gatunku. Ta powieść była niesamowita ze wzgledu na klimat miejsca akcji, wręcz klaustrofobiczny świat domków nad jeziorem i napięcie nie pozwalające za często odkładać lektury na później.

Morderstwo na szlaku – Jenny Blackhurst

Dwie osoby potrafią dochować tajemnicy. O ile jedna z nich jest martwa.
Młoda brytyjska turystka przepada bez śladu na malowniczym szlaku wycieczkowym.
Nikt nie wie, czy zaginiona jeszcze żyje.Nikt. Oprócz Laury.
Dziewiętnastoletnia Maisie opuszcza dom rodzinny w Wielkiej Brytanii, żeby wędrować szlakiem West Coast Trail w Kanadzie. Wkrótce przyłącza się do spotkanego po drodze rodzeństwa, Sery i Ricka. Od razu się zaprzyjaźniają. Niestety, nie na długo… Wymarzona wędrówka w wesołym towarzystwie, wśród malowniczych krajobrazów, zmienia się w koszmar, kiedy pewnej nocy ktoś zostaje zamordowany. I choć nie ma ciała, zeznania świadka doprowadzają do uwięzienia – być może niewinnej osoby…
Dwadzieścia lat później kobieta o imieniu Laura wpada w panikę, gdy dowiaduje się, że w pobliżu kanadyjskiego szlaku turystycznego znaleziono ludzkie szczątki, a media zaczynają powoli wyjawiać szczegóły. Laura, dziś szczęśliwa żona i matka, ma na sumieniu śmierć człowieka i od lat ukrywa się pod zmienionym nazwiskiem. Wygląda jednak na to, że sekret, którego strzegła przez niemal ćwierć wieku, wkrótce wyjdzie na jaw. Ktoś jest zdeterminowany, by Laura zapłaciła za to, co się stało: obserwuje jej dom i wprowadza chaos w jej życie.
Jak daleko posunie się Laura, aby chronić swoje starannie pielęgnowane życie rodzinne? I co tak naprawdę wydarzyło się ponad dwie dekady temu w Kanadzie?

ODE MNIE: Jenny Blackhurst to mój kolejny pewniak. Napisała już 8 książek, a za mną na pewno więcej niż połowa. Nigdy nie zawiodła. Jak widzę jej nazwisko na okładce nie obawiam się że czas poświęcony książce będzie stracony. Jak zwykle historia na najwyższym poziomie trzymania czytalnika w napięciu. Do tego Kanada i długi pieszy szlak po którym nie porusza się wiele osób. Zagadka sprzed lat i intryga godna gatunku.

Wyróżnienia za powieści za rok 2023 otrzymują + wyróżnienie specjalne: (kolejność przypadkowa)

Ciche kroki na schodach – Eva Bjorg Agisdottir

Opowieść lodowata i klimatyczna jak islandzka zima. Dla fanów Camilli Läckberg
Elma wraca z Reykjavíku do nadmorskiego Akranes, żeby w małym, spokojnym miasteczku odnaleźć równowagę po zakończonym związku. Ledwo podejmuje pracę jako oficer śledczy, a już musi się zmierzyć z makabryczną sprawą: w okolicy opuszczonej latarni morskiej para nastolatków znajduje zwłoki kobiety. Samobójstwo czy morderstwo? Wkrótce okazuje się, że zmarłą znali wszyscy… ale mało kto chce o niej rozmawiać. W trakcie dochodzenia Elma i inni śledczy odkrywają szokujące sekrety z przeszłości ofiary, których echa, jak się okazuje, rozbrzmiewają do dziś. Dzieciństwo zmarłej było naznaczone rozpaczą i przemocą. Czemu nikt wtedy nie pomógł dziewczynce, skoro wszyscy domyślali się, czego doświadczała? Czy policjantom uda się rozwikłać zagadkę jej śmierci? Jak bardzo wstrząśnie to małą społecznością, w której wszyscy się znają? Debiutująca autorka w niespotykany sposób oddaje niesamowitą, klaustrofobiczną atmosferę odosobnionego islandzkiego miasteczka, a powolne odkrywanie prawdy wywołuje u czytelników skrajne emocje i… łamie im serca.

ODE MNIE: Fantastyczna mroczna historia z Islandią i latarnią morską w tle. Nic więcej nie trzeba. Świetny thriller, niesamowite miejsca i napięcie godne mistrzów gatunku.

Uwięziona - B.A. Paris

Kiedyś
Amelie zawsze musiała sama o siebie zadbać. Ojciec osierocił ją, gdy była nastolatką, ale zanim wpadła w tryby opieki społecznej, udało jej się uciec i zacząć nowe życie w Londynie. Poznała wpływowych przyjaciół i zdobyła pracę w redakcji ekskluzywnego magazynu. Wkrótce zgodziła się poślubić jego właściciela, Neda Hawthorpe'a, syna miliardera. Ich związek dla obojga był układem, ale dla Amelie okazał się śmiertelnie niebezpieczną pułapką.
Teraz
Amelie budzi się w ciemnym pokoju. Nie ma pojęcia, dokąd ją zabrano i dlaczego. Kim są jej tajemniczy porywacze? I dlaczego czuje się w tym więzieniu bezpieczniejsza niż u boku męża?

ODE MNIE: B.A. Paris to stała bywalczyni moich podsumowań i tzw pewniak. Przeczytałam wszytskie wydane dotąd jej powieści a na marzec jest zapowiadana premiera "Przyjaciółka". NIe mogę się doczekać. W "Uwięzionej" jest wszystko to co lubię i nie zawiodła. Paris trzyma poziom od samego debiutu.

Everest – poruszyć niebo i zmienię – Wojciech Nerkowski

Jak wiele jesteś w stanie zrobić, by uratować ukochaną osobę?
Na Evereście dochodzi do załamania pogody. W lawinie ginie uczestnik polskiej wyprawy, a trójka jego towarzyszy zostaje uwięziona pod szczytem. Bliscy wspinaczy rozpoczynają walkę o ich życie. Zorganizowanie akcji ratunkowej spada na barki Julii i Krisa, którzy przebywają w Katmandu. Różni ich wszystko: ona to spokojna i zrównoważona tłumaczka literatury, on – hałaśliwy i impulsywny influencer. Muszą połączyć siły i zmierzyć się z monumentalnym wyzwaniem. Przeciwności losu piętrzą się, a szanse na szczęśliwe zakończenie maleją z każdą minutą. Himalaiści są ranni, lawina zabrała cały ich sprzęt. Pogoda uniemożliwia akcję ratunkową. Zresztą nikt się nie kwapi, żeby ruszyć z pomocą.
Rozpoczyna się wyścig z czasem. I z nieznanym przeciwnikiem, bo wydaje się, że komuś zależy na tym, by bliscy Julii i Krisa nie przeżyli…
W tej wciągającej powieści czytelnik zobaczy himalaizm z innej perspektywy. Dramat wspinaczy oglądamy oczami tych, którzy zostali w dolinach. To oni muszą zrobić wszystko, a nawet więcej, by pokonać Everest. Ich historia trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej strony. Pozytywnie inspiruje, opowiada o odwadze, nadziei, o prawdziwej przyjaźni, a przede wszystkim o sile miłości.

ODE MNIE: Wyjątkowo w 1 odcinku podsumowania lektur roku kiedy wybieram literaturę faktu zabrakło na podium jakiejkolwiek książki górskiej, które zazwyczaj tam trafiały. W tym roku do wyróżnionych trafiła ta powieść o wspinaczce na Everest i mam już za sobą drugą górską lekturę tego autora więc śmiało mogę powiedzieć, że jeśli wyda cokolwiek w tej tematyce czytam w ciemno. W swoim gatunku bardzo dobra robota.

SPECJALNE WYROŻNIENIE:

Głupiec – Katarzyna Franus

Dowiadujesz się, że został Ci rok życia...
W czerwcu 2022 roku Katarzyna Franus zadebiutowała powieścią Osobni, a po roku wraca z nową propozycją literacką. Głupiec z lekkością stawia ważne pytania egzystencjalne, porywa fabułą, wzrusza emocjami, niepokoi wyborami i zachęca, żeby zatrzymać się i przyjrzeć się swojej drodze. I sprawdzić, czy wybieramy to, czego pragniemy i co nam służy.
Dowiadujesz się, że został Ci rok życia i że możesz podjąć leczenie, które jednak znacząco obniży jakość Twojego życia, zarówno teraz, jak i w przyszłości. Co robisz? Decydujesz się na wdrożenie procedur medycznych, czy wolisz nacieszyć się życiem, póki organizm silny i sprawny? Odpowiedź nie jest ani prosta, ani oczywista.
Olga, główna bohaterka, dowiaduje się o chorobie i musi wybrać – albo koszmarną teraźniejszość z nikłą szansą na przyszłość, jeśli podejmie leczenie, albo piękną i intensywną teraźniejszość bez żadnej przyszłości, jeśli z leczenia zrezygnuje. Przekonana, że jej czas się kończy, ucieka w „tu i teraz” i pazernie syci się chwilą.
Głupiec to powieść drogi. Katarzyna Franus prowadzi bohaterkę ze znanego Śląska na nieznany Hel, z przeszłości w przyszłość, z emocjonalnego chaosu w świat nowych możliwości. Historia Olgi zachęca, żeby się zatrzymać i odpowiedzieć sobie na pytanie o sens życia. A potem wyruszyć w dalszą podróż ze świadomością jej nieuchronnego końca, aby w pełni wykorzystać każdą chwilę i wybierać tylko to, co nam służy.

ODE MNIE: Bardzo krótki komentarz i pewnie ocena totalnie nieobiektywna. Ale akcja tej powieści toczy się w drodze na Półwysep Helski, a potem już w mojej ukochanej Kuźnicy - opisanej wiernie, z doskonałą dbałością o szczegóły. Po prostu byłam tam cały czas w tracie lektury. Do tego solidny kawał dobrej psychologicznej lektury.

Najlepsze książki dla dzieci i młodzieży roku 2023:(kolejność przypadkowa)

Historia życia czarnego kota – Barbara Nawrocka-Dońska

Powieść kierowana do młodszych czytelników, jej bohaterem, a zarazem narratorem, jest tytułowy czarny kot, który nosi imię Aleksander. Zwierzak-gawędziarz opowiada o swoich perypetiach, wspomina czas kociego dzieciństwa, które przeżył w nadmorskiej miejscowości, by ostatecznie, po wielu przygodach, trafić do Warszawy. Utwór przedstawia jego perypetie, przy okazji wprowadzając dzieci w nieznany im świat, w którym nie było jeszcze internetu czy telefonów komórkowych. Nie zmienił się jednak koci charakter: urok, upór i spryt Aleksandra pozwolą młodym czytelnikom dostrzec w nim cechy posiadane przez ich kocich pupili.

ODE MNIE: Przepiękna historia o kocie, który swoją młodość spędził na Półwyspie Helskim, a potem trafił do Warszawy. Urzekły mnie idealnie oddane realia Helu.

Koci taksówkarz – Sari Peltoniemi

"Koci taksówkarz" to ciepła i mądra opowieść, która wnosi odrobinę magii w codzienność i wprawia czytelnika w dobry nastrój. Chłopiec o imieniu Juho zaprzyjaźnia się z pewną starszą panią i jej siedmioma kotami. Wkrótce otrzymuje od nich tajne zadanie.
By misja zakończyła się sukcesem, Juho musi poznać koci język i zostać... kocim taksówkarzem. W wykonaniu zadania pomaga mu Miarka, mała miłośniczka zwierząt, zupy grochowej i japońskich anime.
Sari Peltoniemi jest cenioną fińską autorką książek dla dzieci. Jej powieść "Groszka. Piesek, który chciał mieć dziewczynkę" została przetłumaczona na kilka języków, w tym japoński. W Polsce ukazała się nakładem wydawnictwa W.A.B. i otrzymała nominację do tytułu Najlepszej Książki Dziecięcej 2010 "Przecinek i kropka".

ODE MNIE:

https://latarnica.pl/2023/07/14/latarnica-poleca-vol-48/

Moje kocie życie -Carlie Sorosiak

Kim jest Leonard? Leonard nigdy nie miał imienia ani ciała. Ani najlepszego przyjaciela. Ale jest szczęśliwy z powodu tego, że będzie mógł zostać człowiekiem. Każdy, kto mieszka w jego galaktyce, na swoje trzechsetne urodziny może spędzić miesiąc na Ziemi i przybrać jedną z ziemskich postaci. Leonard miał stać się leśnikiem w Parku Narodowym Yellowstone. Nie wszystko jednak poszło zgodnie z planem i trafił na ziemię jako kot. Szczęśliwie Leonard spotkał człowieka o imieniu Olive, wraz z którym wyruszył w podróż w poszukiwaniu prawdziwego domu.
"Moje kocie życie" to wzruszająca opowieść o tym, jak ważna w naszym życiu jest rodzina. Głównym bohaterem historii jest kot, który z pewnością poruszy serca nie tylko młodych czytelników, ale także miłośników zwierząt. Carlie Sorosiak jest również autorka książki „Ja, Kosmo”.

ODE MNIE: Ta powieść była totalnym zaskoczeniem. NIe spodziewałam się że tak mną poruszy i dzięki niej udam się w przepiękną mądrą opowieść. Polecam dorosłym i młodszym.

Wyróżnienia dla najlepszych książki dla dzieci i młodzieży w roku 2023:(kolejność przypadkowa)

Kot Erwin i tajemnica milczącj kukułki - Arleta Remiszewska

ODE MNIE:

https://latarnica.pl/2024/01/03/latarnica-poleca-vol-51/

FBI i dziewięć kocich żywotów – Sophie de Mullenheim

Jaką rolę w zamachu 11 września mógł odegrać... kot?
Fabian Bartolomeusz Isthoria (przydomek FBI) jest detektywem historycznym. Dzięki skonstruowanemu przez siebie wehikule może podróżować w czasie i rozwiązywać zagadki z różnych epok. Pewnego dnia do biura FBI zgłaszają się ekscentryczni klienci: ogrodnik poszukujący gatunku jabłka, które spadło Newtonowi na głowę oraz fizyk chcący dociec, kto czyhał na życie Piotra Curie. Okazuje się, że te dwie sprawy łączy tajemnicza postać kota bez ogona, niejakiego Kobalta. Ten kapryśny zwierzak wpływa na wiele istotnych wydarzeń w historii ludzkości. W zależności od wielu czynników - przychodzi na ratunek bądź przyczynia się do zguby.
A jak wiadomo, każdy kot żyje dziewięć razy...

ODE MNIE: Ta powieść, raczej dla młodzieży i dorosłych niż dzieci, była totalnym zaskoczeniem roku. Po tytule i okładce spodziewałam się czegoś lekkiego, nawet infantylnego dla odbiorcy dziecięcego, a dostałam solidną porcję doskonałej lektury z motywem podrózy w czasie o bardzo mądrym przesłaniu i z niesamowitą historię miłosną w tle. Krwiste, prawdziwe postacie, świetna intryga i odwiedzimy parę fascynujacych epok ze znaczącymi dla historii postaciami i wydarzeniami.

Edison – Torben Kuhlmann

To kolejny już, bo 4 tom Kuhlmanna (po Lindberghu, Armstrongu i Einsteinie) z mysiego cyklu wplatającego zwierzecych bohaterów w najważniejsze odkrycia naukowe i wielkie postacie światowej nauki. Tym razem dwie myszy wyruszają w pełną przygód podróż na dno Atlantyku, aby odnaleźć dawno zaginiony skarb.

ODE MNIE: cała seria przykuła moją uwagę dzięki obłędnym ilustracjom. POtem zafascynował fakt że tematycznie opiwiada o tych ludziach którzy mnie pod wzgledem swoich dokonań naukowych fascynują. A trzeci atut to przecudne myszki uczestniczące w tych naukowych odkryciach i doświadczeniach. Coś wspaniałego dla czytelnika w każdym wieku.

Najlepszy CYKL książek roku 2023:

8+2 i ... Anne-Cath Vestly

W 2023 roku przeczytałam z tego cyklu trzy tytuły:

8+2 i ciężarówka  (tom 1)

8+2 i domek w lesie (tom 2)

8+2 i wycieczka rowerowa do Danii (tom 6)

Anne-Cath. Vestly to norweska autorka książek dla dzieci, ciesząca się w swoim kraju taką samą popularnością jak Astrid Lindgren w Szwecji. Serce czytelników podbiła siedmiotomową serią o przygodach sympatycznej wielodzietnej rodziny: mamy, taty, ośmiorga dzieci i babci.

ODE MNIE: Póki co poznałam trzy z siedmiu tomów i już je pokochałam. To bardzo ciepła opowieść z pięknymi postaciami i akcją w Skandynawii. Kultywuje wartości rodzinne, wspólnie spędzany czas i empatoię wobec drugiego człowieka. Wyróżnia się pośród tego typu książek.

Opisy pochodzą od stron wydawców lub serwisu lubimyczytac.pl

Fot. główna – pexels.com


Najlepsze lektury 2023 roku - ranking osobisty [1]

To pierwszy od lat taki rok, w ktoóym najlepsze lektury roku minionego publikuję dopiero w lutym. Ale tak się jakoś złożyło, że było o czym pisać i styczeń szybciutko mi się wypełnił. Najwyższa pora by wybrać z tych 97 książek przeczytanych w 2023 najlepsze. Oczywiśćie to zupełnie subiektywny ranking, ale o to w tym chodzi. O mój osobisty odbiór książek. Nawet jeśli jest odmienny od powszechnych not i opinii.

Poniżej podium w kategorii (jak zawsze kolejność przypadkowa):

Literatura faktu/reportaż

Gdynia obiecana – Grzegorz Piątek

Fascynująca i zaskakująca opowieść o budowaniu Gdyni od podstaw oraz marzeniu o idealnym mieście i idealnej Polsce.
„Gdynia obiecana” to opowieść o mieście tworzonym od podstaw, gdzie można było zacząć „z czystą hipoteką”: przezwyciężyć różnice między zaborami, pokonać zacofanie, uciec od narodowych przywar, od wiejskiej nędzy i wielkomiejskiego bezrobocia, zostawić w tyle waśnie etniczne i konflikty klasowe, uniknąć urbanistycznych błędów i historycznych ograniczeń krępujących rozwój innych miast. Tu nowe pokolenie uczyło się nowych umiejętności i zawodów związanych z morzem i międzynarodowym handlem. Tu, niczym w laboratorium, mogła powstać nieobciążona żadną złą ani dobrą tradycją nowoczesna polska miejskość oraz morska polskość. Tu Polska miała uciec do przodu, z wieku dziewiętnastego w dwudziesty. Problem w tym, że w tę podróż zabrała samą siebie.

ODE MNIE: Jedno słowo: Gdynia - i w moim przypadku wszystko jasne. Mam bzika na punkcie tego miasta i jego historii. A jeśli na dokładkę za monografię maista zabiera się tak doskonały autor jak Grzegorz Piątek to lektura jest wielką ucztą. Pokaźna objętościowo zadowoli i nie znuży osoby zakochane w mieście z morza i marzeń.

Finlandia – sisu, sauna i salmiakki - Aleksandra Michta-Juntunen 

Poznajcie kraj, w którym policja poszukuje zaginionego Słońca, mieszkańcy świętują Dzień Porażki oraz Dzień Śpiocha i w którym nie ma złej pogody, jest tylko nieodpowiednie ubranie. Tu cisza jest formą komunikowania się, w pracy można chodzić bez butów, a smak lukrecjowych cukierków salmiakki zna (i uwielbia!) każdy.
- Dlaczego w języku Suomi nie ma czasu przyszłego za to w kraju Suomi jest tyle domków letniskowych?
- Czy wszyscy ludzie wynajmujący tu mieszkanie oraz ci, którzy nadmiernie gestykulują, są podejrzani?
- I czy to prawda, że Finowie nie piją w styczniu alkoholu, a umowy biznesowe zawierane przez nich w saunie są najtrwalsze na świecie?
Finlandia to nie tylko sielska, szczęśliwa kraina przykryta ślicznym białym puchem. Zachwycamy się pięknem tutejszej przyrody, a Finów cenimy za spokój, racjonalizm i pragmatyzm, które ułatwiają codzienne życie. Wbrew stereotypom Finowie obdarzeni się niebanalnym poczuciem humoru i lubią śmiać się z siebie. Ich sisu nie jest jedynie ładnie opakowanym „sposobem na szczęście” w postaci leniwego popołudnia z kubkiem kakao. Sisu to nic „w sam raz” – to świadomość, że jeżeli nie będziesz uparcie dążyć do celu, to nic z tego nie wyjdzie.
Wraz z autorką bloga „Fińskie smaki” przyjrzyj się z bliska kontrastom rządzącym w tym niezwykle zróżnicowanym, wielowarstwowym społeczeństwie.

ODE MNIE: Dziwne to podsumowanie roku, bo w wyróżnionych tytułach nie ma ani jednej z literatuiry górskiej za to jest sporo o Skandynawii. Na podium trafiła książka o Finlandii, bo faktycznie ejst w niej coś ponad te inne o Szwecji czy Norwegii. Przepoięknie napisana, ciekawa, przedtswaia kraj w taki sposób, że choć nigdy tam nie bylam od razu się zakochałam. Wielowątkowość nie nuży i porusza chyba wszystko co może zainteresować czytelnika jakimś odległym krajem.  To chyba nie dziwi, że znowu w moim przypadku padło na Finlandię,  bo w podsumowaniu roku czytelniczego 2020 na podium dostała się inna książka o tym kraju pt: "Kocie chrzciny. Lato i zima w Finlandii" Małgorzaty Sidz.

Sopoty – Tomasz Słomczyński

Sopot powstał zapewne około tysiąca lat temu. Pierwszy raz stał się modny i prestiżowy już w XVI wieku, kiedy zamożni gdańszczanie zaczęli budować tam letnie rezydencje. Sto lat później pojawili się pierwsi patoturyści. To szwedzcy żołnierze urządzający w swoich kwaterach hałaśliwe pijatyki. Minęły wieki, ale pewne rzeczy się nie zmieniły. Miasto, które w XIX wieku oficjalnie zyskało status uzdrowiska, do dziś zmaga się z nadmiarem uciążliwych gości.
Sopot to jednak nie tylko polskie San Remo. Jego kształt i charakter przez stulecia tworzyli kolejni mieszkańcy ­– polscy, niemieccy, kaszubscy, żydowscy. Wszyscy zostawili w nim swoje ślady, podobnie jak kolejne władze, które kształtują miejski krajobraz. Sopocianie omijają Monciak i rzadko zaglądają na molo. Prawdziwe życie toczy się w bocznych uliczkach, na werandach, blokowiskach, wzgórzach, w sopockim lesie.
Za przewodnika po tym świecie mamy Tomasza Słomczyńskiego – bo Sopoty to również osobista historia autora i jego rodziny, opowieść o niełatwych relacjach z miastem, fascynacjach i rozczarowaniach, odejściach i powrotach.

ODE MNIE: Tak się złożyło, że na podium za rok 2023 są dwie książki o miastach wchodzących w skład Trójmiasta. Sopot fascynuje mnie głownie pod kątem architektury ale tym razem Autor prowadzi nas przez jego historię i to mocno otworzyło mi czy na losy sopocian, z różnych stron kraju i tego co dzialo się tam przed, w trakcie i po II wojnie światowej.  Doskonała lektura o nieznanych stronych życia w tym mieście.

Poniżej wyróżnienia w tej kategorii (nie mogłam w tym roku ograniczyć się do 3 wybranych):

Nie jestem twoim Polakiem – reportaże z Norwegii – Ewa Sapieżyńska

To reportaż, opowieść o Polakach, największej mniejszości narodowej w Norwegii, która rzadko jednak dochodzi do słowa w debacie publicznej w tym kraju.Własna historia autorki i rozmowy z wieloma innymi osobami, które przez ostatnie lata przeprowadziły się z Polski do Norwegii - artystami, budowlańcami, naukowcami, himalaistami. To rzecz o migracji, o Polsce i o Norwegii, o uprzedzeniach i rasizmie, ale również o solidarności i empatii, o prawach pracowniczych i o spotkaniach między ludźmi, które pozwalają nam zobaczyć się nawzajem bez etykietek.

ODE MNIE: Książka otworzyła mi oczy na środowisko Polaków w Norwwegii. Zupełnie noe spojrzenie na ten kraj i postrzeganie w nim naszych rodaków.

Moja Islandia – Magdalena Anna Węcławiak

Islandia – mała wyspa z wielką osobowością, garstka ludzi z ogromnym potencjałem i niegasnącą energią. Znaleźć tu można wszystko, o czym turysta sobie tylko zamarzy. Powiedzenie „dla każdego coś miłego” sprawdza się tutaj w stu procentach.
Weekendowe huczne nocne życie, knajpki z żywą muzyką, niezliczona ilość kawiarni oferujących pyszne islandzkie specjały i aromatyczną kawę. Lasy pełne jagód i grzybów, parki troli i elfów – wierzy w nie ponad połowa Islandczyków – ocean zamieszkały przez pojawiające się co chwilę na jego powierzchni wieloryby i orki, ośnieżone szczyty gór, bulgoczące błota, gorące źródła, wybuchające gorącą parą gejzery i huczące wodospady.
Islandia – koniec świata na wyciągnięcie ręki. Niewiele ponad trzy godziny lotu wystarczy, aby zobaczyć na własne oczy rzeczy niewyobrażalne i przeżyć to, co wydaje się niemożliwe.

ODE MNIE: Wspaniałe i bardzo osobiste podejście do opisania kraju, który zachwycił Autorkę. Takiej lektury się spodziewałam i nie zawiodłam.

I cóż że o Szwecji – Natalia Kołaczek

Co to jest „syndrom Bullerbyn”? Jak dogadać się z małomównym Szwedem? Czego potrzebuje do szczęścia przeciętny mieszkaniec kraju, w którym, jak mawiają złośliwcy, lato trwa jeden dzień? Czy to prawda, że król Karol XVI Gustaw w trosce o środowisko naturalne zakaże swoim krajanom używania wanien? Jak w praktyce wygląda słynne szwedzkie równouprawnienie?
Autorka odpowiada na te pytania, oprowadzając czytelnika po galerii utopijnych portretów jednego z najszczęśliwszych narodów Europy, w otoczeniu stereotypowych łatek i etykiet przypisywanych Szwedom, jak również pośród krytycznych przedstawień w krzywym zwierciadle. Wszystko po to, żeby lepiej poznać Szwecję i jej mieszkańców. Czy dzieli nas coś więcej niż Bałtyk?

ODE MNIE: O Szwecji jak i innych skandynawskich krajach mogę czytać dużo i często. Ta książka o Szwecji to jedna z wielu, która zachwyca i przedstaia ten kraj od ciekawej strony.

Poniżej podium w kategorii (kolejność przypadkowa):

Literatura faktu związana ze zwierzętami

Kotografia w jednym pazurku _ Monika Małek

Nie wiesz, co zrobić, żeby kot nie odwracał się ogonkiem do aparatu?
Ta książka jest dla ciebie. Filemon weźmie cię za łapkę i poprowadzi przez zakłaczone labirynty kotografii. Wymiauczy, jak zdobyć sympatię kota, zrobić ostre zdjęcie czy nauczyć kota przybijania piątki. Jeśli wiele razy mówiłeś, że nawet nie wiesz, czego nie wiesz – tutaj znajdziesz odpowiedzi na niezadane pytania. Filemon, chociaż na co dzień jest nieustępliwym kocurem, o przysłonie i innych, nie tylko technicznych zagadnieniach pruczy do ucha bardzo czule i tylko czasem wyciąga pazurek, by przypomnieć ci, że nie tędy droga. Kreatywność zaś w tobie rozbudzi Blania i krok po kroku pokaże, jak zrobić zdjęcie kotków liżących szybę czy jadących na wakacje!
Tak brzmi opis książki napisany przez Matkę. A ja ci powiem, że… TO JEST NASZA KSIĄŻKA! CZŁOWIEKI! MAM niecałe 8 lat i już napisałem swoją pierwszą książkę. No dobra, Matka i Blania też miały w tym swój udział. Poświęciliśmy wiele miesięcy na pracę nad książką. Musiałem zrezygnować z długich drzemek, a Blania z polowania na muchy. Wszystko to po to, żeby napisać dla was książkę. Często pytacie Matki: Jak robić takie zdjęcia jak ty? Co zrobić, żeby kot nie odwracał się dupką do aparatu?
Ta książka jest odpowiedzią na wasze pytania! Z pierwszej części dowiesz się o co chodzi z tym ISO, przysłoną, czy czasem naświetlania. W drugiej opowiadam wam jak ważna jest znajomość kota i co w sumie pod tym słowem znajomość się kryje. W trzeciej i czwartej części to Blania przejmuje stery i krok po kroku, łapka za łapką miauczy wam jak zrobić doskonałe kocie zdjęcia.

ODE MNIE: Kocie fotogrfaie Moniki w mediach społecznościowych uwielbiam od lat. Miałam to szczęście, że Autorka robiła fotosesję mojemu poprzedniemu kotu. Zostały na pamiątkę wspaniałe zdjęcia. Ta lektura zmobilizowała mnie do eksperymentowania z fotografią kotów i nauczyla sporo o aparacie i osiąganiu określonych efektów na zdjęcaich. Lektura sprawia, że wpadamy po uszy w nową pasję i latamy z aparatem po domu :)

Weterynarz na dyżurze – Gareth Steel 

Idealna lektura dla czytelników Będzie bolało oraz Pamiętnika początkującego psychiatryJak wielkie czuje się wzruszenie, gdy podczas porodu z komplikacjami tchnie się życie w płuca nowo narodzonego cielaka?Jak to jest patrzeć na kota, który mimo że nie miał szans na przeżycie, budzi się w ramionach swojego właściciela?Jak smakuje zwycięstwo, gdy po kilku godzinach odchodzi się od stołu operacyjnego, a pacjent zaczyna merdać ogonem? CZY WIESZ, W CZYJE RĘCE ODDAJESZ ŻYCIE SWOJEGO PUPILA? Gdy zabierasz do domu swojego czworonożnego przyjaciela, drzwi gabinetu zamykają się za tobą z łoskotem. Wybawca twojego zwierzaka ma wreszcie chwilę, by odpocząć po dniu wypełnionym emocjami. To czas, w którym musi ochłonąć po tym, jak informował pogrążonych w bólu właścicieli, że ich psi przyjaciel musi zostać uśpiony. Czy myśli o chwilach, gdy mierzył się z narowistym koniem? Czy wspomina, jak przeprowadzał precyzyjną operację na małej myszce? Czy bywa sfrustrowany, zagubiony? I jaką cenę płaci za swoją pasję? Pełna brytyjskiego humoru opowieść o desperackich działaniach, które podejmujemy z miłości do zwierząt.

ODE MNIE: Recenzję z tej książki znajdziecie na Latarnicy:

https://latarnica.pl/2023/01/23/latarnica-poleca-vol-46/

Kot na szczęście – Kot Nieteraz

Nowy tom przezabawnych opowieści o najbardziej typowym kocie internetu i bohaterze bestsellera: Typowy kot. Czyli jak wytrzymać z ludźmi. Nie ma to jak być kotem. Nie trzeba niczego musieć.Nie wszystkim się tak w życiu poszczęściło, żeby się urodzić kotem. Tacy ludzie na przykład. Ci to dopiero mieli pecha! I teraz cały czas muszą coś zmieniać.Beata na przykład ciągle zmienia kolor sierści na głowie. Zmienia pory karmienia, zwłaszcza w miesiącu dieta. Zmienia ubranie na noc. Przedziwne. Ale to wszystko nic w porównaniu z deklaracją, że zmieni swoje życie. Jakby zupełnie nie pomyślała, że zmiana może być także na gorsze. Bo kotem przecież nie zostanie! To doprawdy dość smutne.Będę musiał jej jakoś pomóc. W końcu to mój człowiek, a o ludzi też czasami warto się zatroszczyć. Bo kto o nią zadba? Przecież nie Pies. Ani tym bardziej ten drugi geniusz, Adrian.

ODE MNIE: Uwielbiam ten cykl! "Kot na szczęście" to trzeci tom i jest coraz lepiej. Dla zwierzolubów psich i kocich jazda obowiązkowa. Humor na każdej stronie i bardzo bliskie życiu każdemu kto dzieli dom z psem lub kotem a może i obiema gatunkami. Poprawi zły humor i rozjaśni każdy dzień.

Recenzję z tej książki znajdziecie na Latarnicy:

https://latarnica.pl/2023/11/06/latarnica-poleca-vol-50/

Poniżej podium w kategorii (kolejność przypadkowa):

Literatura w tematyce muzycznej / biografie / wspomnienia

Surrender – Bono

Kariera Bono, jednego z najbardziej kultowych artystów świata muzyki, jest obszernie udokumentowana. Jednak w książce SURRENDER Bono po raz pierwszy opowiada własnymi słowami o swoim niezwykłym życiu i ludziach, z którymi je dzielił. Wspomina, jak wkrótce po stracie matki poznał swoją przyszłą żonę oraz członków kapeli. Zabiera nas w niezwykłą podróż, która uczyniła z U2 jeden z najbardziej wpływowych zespołów rockowych świata. Bono opowiada też o dwudziestu latach działalności na rzecz walki z AIDS i ubóstwem. Z poczuciem humoru i głęboką autorefleksją rozlicza się z życiem, wiarą, rodziną i przyjaciółmi, którzy wspierali go, rywalizowali z nim i kształtowali.

ODE MNIE: U2 pierwszy raz usłyszałam i zobaczyłam w roku 1985. Wtedy to w ucho wpadł mi ich słynny kawalek "Pride".  Przez całe moje życie ta grupa byla gdzieś moją muzyką w tle - czasami bliżej, czasami dalej choć zdecydowanie wolę wczesne U i ich piersze płyty. I postać Bono w tym wszystkim była ważna. Jedna z najlepiej napisanych biografii, muzycznych jakie czytałam. Cudowna opowieść o Irlandii i grupie przyjaciół którzy od zera podbili świat i wypełnili stadiony stając się ikoną muzyki.

To już moje ostatnie życie – Misiek Koterski

Od czternastego roku życia zażywał narkotyki. W liceum zamiast do szkoły chodził do klubów, gdzie zaprzyjaźnił się z lokalnymi gangsterami. Parę dni przed maturą pilnował ojca, żeby ten nie zapił się na śmierć. Po sukcesie filmu Dzień świra, w którym zagrał Sylwusia, nie było lepiej. Na każdą imprezę przychodził naćpany lub pijany. Były sytuacje, których nie miał prawa przeżyć. Lubił się leczyć, jeździł do ośrodków dla uzależnionych, chodził na terapie, na mityngi. Robił to w jednym celu: aby się „podreperować”, żeby potem „lepiej się zażywało”. Nikt nie wierzył, że uda mu się wygrać z uzależnieniami. Nawet on sam.
Co stało się w jego życiu, że dzisiaj jest „czysty”? Mówi o tym wprost: „to dar od Boga”.
Pół życia zajęło mu wychodzenie z uzależnień. Wie, że to jego ostatnia szansa. Pomaga mu świadomość, że jego syn Fryderyk jest pierwszym Koterskim, który urodził się w trzeźwej rodzinie.
To już moje ostatnie życie jest niezwykle szczerą rozmową o życiu, uzależnianiach, wychowaniu w rodzinie obarczonej od pokoleń nałogami, o sławie i jej mrocznych stronach. Ale również o miłości, łasce, Bogu i życiu „na trzeźwo”."Przeleciał mi przed oczami film z życia i zrozumiałem, że jak dzisiaj się nie zatrzymam, to już nigdy nie powtórzy się taka szansa. Umrę tu samotnie. Zaćpam się, zapiję, zachleję na śmierć. To będzie mój koniec."

ODE MNIE: Michał Koterski wkurzał mnie w okresie swoich medialnych szaleństw, nie rozumiałam jak można tak nisko upaść, znałam go z licznych skandali i stylu życia na całość z alkoholem i narkotykami w tle. Ta książka mocno mną potrząsnęła i jest doskonała nawet gdy nie ma się jakiegoś emocjonlanego stosunku do bohatera i nie zna wszystkich filmów, w których zagrał. Doskonała i prawdziwa do bólu.

Nielekarz czyli jak wyleczyłem się z medycyny – Adam Kay

Książka „Będzie bolało” okazała się fenomenem wydawniczym stulecia. Znalazła miliony czytelników, spośród których co najmniej pięćdziesięciu uznało ją za genialną. Na jej podstawie nakręcono serial telewizyjny. Jest jednak zaledwie częścią pewnej dłuższej, skomplikowanej historii… Oto i ona!
„Nielekarz” to prześmieszna, przejmująca i szokująca opowieść o tym, co dzieje się, gdy doświadczony lekarz postanawia odwiesić stetoskop na kołek, ale medycyna nie chce dać mu spokoju. To zaskakujące epizody z życia w szpitalnych murach i poza nimi spisane przez jednego z najbardziej utalentowanych brytyjskich autorów. To niepowtarzalna okazja, by przenieść się do czasów dawnej pracy Adama Kaya i zrozumieć, dlaczego rany, jakie po sobie pozostawiła, tak długo się goją. To humor ostry jak skalpel i szczerość, która chwyta za serce. Taki właśnie jest „Nielekarz”.

ODE MNIE: Wybrałam "Nielekarza", bo chyba faktycznie zrobiła na mnie największe wrażenie, ale również polecam jego słynne "Będzie bolałó" oraz "Świąteczny dyżur". Co ciekawe Autor ma polskie korzenie rodzinne.

Opisy książek pochodzą głównie z serwisu lubimyczytac.pl

Fot. główna – pexels.com


Latarnica poleca [vol. 52]

Ponieważ wciąż mamy zimę - jakby nie było to styczeń - więc bieli za oknem nie ma się co dziwić. Tym łatwiej przychodzi nam jeszcze zmierzać się i powracać myślami do klimatu świąt Bożego Narodzenia. Nie udało mi się szybciej przygtować wpisu o tej książce, a nie chcę by czekał cały rok do kolejnej Gwiazdki. Dobrze jeśli historia bylaby czytana w okolicy  świąt czy też w same poranki lub wieczory Bożego Narodzenia ale nic nie stoi na przeszkodzie by traktować ją szerezj - jako zimową opowieść. Bo śnieg rownież znajdziemy na jej kartach i uroczych ilustracjach.

Tak się złożyło, że zapoznanie się z bohaterami miejsca nazywanego Mysią Doliną nastąpiło u mnie od ostatnio wydanej części czyli tomu 3 - okolicznosciowego. Tą okolicznością są właśnie tak wyjątkowe dni świąteczne. Mają one tyle właścucych sobie cech, że trudno je pomyslić z innym okresem roku. Bo co widzimy w wyobraźni i jakie zapachy czujemy gdy słyszymy słowa: choinka, śnieg, pieczenie pierników, prezenty, wielopokoleniowe spotkanie rodzinne?

Czytająć tą skromniejszą objętościowo niż poprzednie tomy historię od razu wchodzimy w sedno czego dotyczy - czas przedswiąteczny, jakże piękny ale i pełen prac i obowiązków. Do rodziny myszek przybywa Babcia. A tylko z bacią najlepiej się piecze ciasteczka i tylko Babcia zna najlepsze histoprie i ma cały wszechświat opowieści do przekazania swoim wnukom.

Ale jak to bywa często w okresie swiąt dochodzi do wlekich i małych katastrof. Czasami są to przewrócone tylko choinki (gorzej gdy spalone), a czasami nieudane zupełnie wypieki bo jeden najważniejszy składnik został pomylony...

Takie nieszczęśliwy splot zdarzeń trafia się również w rodzinie myszek. A jego konsekwencje mogą nawet dotknąc wikszej ilości mieszkanców Mysiej Doliny. Można by się obawiać, że ich tegoroczne święta już nie da się uratować. Ale od czego są Babcie i ich mądrość i doświadczenie...

Piękna opowieść Agnieszki (tekst) i Pauliny (rewelacyjne ilustracje - takie które bardzo cenię w literaturze dziecięcej) powodują, że na chwilę my dorośli, którzy czytamy tą książkę powracamy do czasów dzieciństwa i tego jak czuliśmy i odbieraliśmy wtedy ten niezwykły, czasami i mocno tajemniczy czas świąt, a młodsi czytelnicy lub tacy, którym "Świąteczna opowieść"  jest czytana wskoczą w pełną ciepła historię rodzinną, w której liczą się więzi rodzinne i trzymanie tradycji. Maluchy odnajdą w postaciach rodzenństwa myszek swoje zabawy i relacje z ludzkim rodzeństwem. Wydarzenia z Mysiej Dolny równie dobrze moglyby wydarzyc się i w ich domu i na ośnieżonym podwórku.

Ciepła historia, która otula nas jak kocyk i rozgrzewa jak kubek gorącego kakao. Może podtrzymać ogień magii świąt, być idealnym zakończeniem grudniowego dnia przed snem lub jego początkiem. Książka stawia na wartość tego, że lepiej jest coś budować razem, rodzinne niż od tego uciekać. Uważam że "Mysia Dolina" sprawdzi się jako doskonały prezent dla młodszych dzieci, a i dorośli znajdą przyjemność obcowania z tak dopracowaną książeczką. Reasumując: Latarnica poleca!

Podstawowe dane książki:

Tytuł: Mysia Dolina - Świąteczna opowieść

Autor: Agnieszka Wiszowata

Ilustracje: Paulina Engen

Wydawca: Bookolika

Objętość: 56 stron

Oprawa: twarda

Format: 210x250 mm

Poniżej okładka front i tył

"Mysia Dolina - Świteczna opowieść" to trzeci tom z tymi bohaterami, który obecnie tworzy trylogię ale podejrzewam że autorka tekstu i ilustracji na tym nie poprzestanie. Poniżej tom 1 i 2 (okładki).

Fot. z serwisu lubimyczytac.pl

Poniżej kilka przykładowych rozkładówek z pięknymi ilustracjami Pauliny Engen

 

Poniżej książka w świątecznym klimacie Bożego Narodzenia

Poniżej z książką pozuje moje ulubiona modelka i wierna czytelniczka - kotka Mysza. Z pewnością z racji imienia identyfikuje się z bohatrami Mysiej Doliny

Fot. Latarnica / grudzień 2023


Lektury 2024

O północy w Sylwestra zatrzymałam licznik lektur AD 2023. Pora na zresetowanie i zaczynam nowy czytelniczy rok. W 2023 nie osiągnęłam postawionego sobie celu, choć nie mam z tego powodu wielkich wyrzutów sumienia, bo byłam bardzo, bardzo blisko. Założyłam sobie 104 lektury w ciągu roku co daje 2 książki tygodniowo. To i tak bardzo duże wyzwanie i czytelnicza dyscyplina. Nie wspominając o podnoszeniu statystyki krajowej. Dotarłam do 97 tytułów. Było blisko...

Jaki był ten 2023 rok pod kątem książek? Dla mnie wyśmienity. Trafiałam w same pewniaki. Większość przeczytanych uzyskała maksymalne noty, znacznie mniej było tych na "czwórkę". Fakt, boję się stawiać na nieznane nazwiska, nie lubiane gatunki, ale robię czasem odstępstwo od normy i fajnie, gdy jestem mile zaskoczona.

W roku 2024 stawiam sobie podobne wyzwanie. Niech zostanie górnym pułpem to magiczne 104. Ponieważ miniony rok obfitował w ciężkie okresy, gdy padałam z przemęczenia i trochę też wpadłam w wir i nałóg seriali na interenetowej platformie - to poświęcony filmom czas zabrał mi ten, który spędziłabym z książką. Tak na to patrząc z pewnością spokojnie cel został by nawet podwyższony o kilka tytułów. Ale nic na siłę. Trzeba robić to na co się ma ochotę i tak do tego podchodzę.

Pora zacząć odliczanie. LEKTURY 2024 START!!!!

  1. Opowieść o zimowym kotku - Holly Webb - styczeń - nota 5
  2. Inni ludzie - J.C. Tudor - styczeń - nota 5
  3. Zapytaj astronautę - Tim Peake - styczeń - nota 5
  4. Himalaya.Wyprawa na krawędź życia - Wojciech Nerkowski - styczeń - nota 5
  5. Kredziarz - J.C. Tudor - styczeń - nota 5
  6. Kocia szajka i gondola przemytników (tom 7 cyklu) - Agata Romaniuk - styczeń - nota 5
  7. Do ostatneij kropli krwi (tom 11 cyklu Katie Magire) - Graham Masterton - styczeń - nota 5
  8. Córki latarnika - Jean E. Pendziwol - styczeń - nota 5
  9. Preskot - Katherine Applegate - styczeń - nota 5
  10. Mężczyzna, którego nigdy nie spotkałam - Elle Cook - styczeń - nota 5
  11. Przydaj się. Siedem zasad lepszego życia - Arnold Schwarzenegger - styczeń/luty - nota 5
  12. Nordowymi ścieżkami Augustyna Necla - Mirosław Kuklik - luty - nota 5
  13. Zniknięcie Annie Thorne - J.C. Tudor - luty - nota 5
  14. Korespondencja z wybrzeża - Jerzy Bandrowski - luty/marzec - nota 5
  15. Ulica Pazurkowa - Na tropie Ogryzka (tom 1) -  Aleksandra Struska-Musiał - luty - nota 5
  16. Ulica Pazurkowa - Zaklinacz kotów (tom 4) -  Aleksandra Struska-Musiał - luty - nota 5
  17. Wirus (tom 1 cyklu Wirus) - Graham Masterton - luty/marzec - nota 4+
  18. Ulica Pazurkowa - Nowi lokatorzy  (tom 2) -  Aleksandra Struska-Musiał - luty - nota 5
  19. Ulica Pazurkowa - Matylda i Klopsik  (tom 3) -  Aleksandra Struska-Musiał - luty - nota 5
  20. Przeżyć raka - Joanna Górska, Robert Szulc - luty - nota 5
  21. Kawa - instrukcja obsługi najpopularniejszego napoju na świecie - Ika Graboń - luty - nota 5
  22. Minka i jej kocie przygody - Anna Bichalska - luty - nota 4+
  23. Kacper Niewypał - Obłędne notatki - Stephan Pastis (tom 1 cyklu) - luty - nota 5
  24. Żona lekarza - Daniel Hurst - marzec - nota 5
  25. Kocioł - pierszy astroMIAUta - Marta Rydz-Domańska - marzec - nota 5
  26. Przyjrzyj się - David Ellis - marzec - nota 5
  27. Kruche życie pancernika - Arleta Remiszewska - marzec - nota 5
  28. Miasteczko w Islandii - Godmundur Andri Thorsson - marzec - nota 5
  29. Kot Philo i złota bastet - Katarzyna Ryrych - marzec - nota 5
  30. Kot, który nauczał zen - James Norbury - marzec - nota 5
  31. Frankie - Jochen Gutsch, Maxim Leo - marzec - nota 5
  32. Historia o mewie i kocie który uczył ją latać - Luis Sepulveda - marzec - nota 5
  33. Moje dni w antykwariacie Morisaki (tom 1) - Satoshi Yagisawa - marzec - nota 5
  34. Nero Corleone - kocia historia - Elke Heidenreich - marzec - nota 5
  35. Moje miejsce w antykwariacie Morisaki (tom 2)- Satoshi Yagisawa - marzec/kwiecień - nota 5
  36. Straszyć nie jest łatwo - Marcin Pałasz - marzec / kwiecień - nota 5
  37. Trim - kota kartografa - Matthew Flinders - kwievień - nota 4+
  38. Tajemnica domu Uklejów - Aneta Jadowska - kwiecień - nota 5
  39. O bardzo leniwym kocie - Franziska Biermann - kwiecień - nota 4+
  40. Krwawa kąpiel nad Krutynią (3 tom serii "Kryminał z pazurem") -  Marta Matyszczak - kwiecień - nota 5
  41. Mów mi Majkel - Helen Cat - kwiecień - nota 5
  42. Pamiętnik kota Edgara - Frederic Pouhier - kwiecień - nota 5
  43. Duchy Bałtyku. Podróże wzdłuż niemieckiego wybrzeża - Paul Scraton - kwiecień - nota 5
  44. Cwaniak - kot z wyspy wikingów - Barbara Gawryluk - kwiecień - nota 5
  45. Kotologia - co naprawdę myśli twój kot - Ruby Foster - kwiecień - nota 5
  46. Mona Mysia - Marcin Kozioł - kwiecień - nota 5
  47. Mruk - opowiadania o kotkach kotach i kociskach - Renata Piątkowska - kwiecień - nota 5
  48. Debit - J.C. Tudor - kwiecień/maj - nota 5
  49. Sposób na Elfa (tom 1 cyklu) - Marcin Pałasz - maja - nota 5
  50. Does it hurt? - H.D. Carlton - maj - nota 5
  51. Elf Wszechmogący (tom 3 cyklu)- Marci pałasz - maj - nota 5
  52. Chwile - Andeww O'Hagan - maj - nota 5
  53. Antykwariat pod Błękitnym Lustrem - Martin Widmark - maj - nota 4+
  54. Malinka Wombat i Kangurek - Marcin Kozioł - maj - nota 5
  55. Dom snu - Jonathan Coe  - maj/czerwiec - nota 5
  56. Legendy - Torgny Lindgren - maj - nota 4-
  57. Ostatnie zapiski Thomasa F. dla ogółu - Kjell Askildsen - maj - nota 5
  58. Płonące dziewczyny - J.C. Tudor - maj - nota 5
  59. Islandia - tam gdzie elfy mówią dobranoc - Paulina Tondos - maj - nota 5
  60. Przyjaciel - Sigrid Nunez - maj - nota 5+
  61. Kocia Odkrywalnia Tajemnic - Iwona Czarkowska - maj - nota 5
  62. Tylko jedna noc - Jess Ryder - maj/czerwiec - nota 5
  63. Przyjaciółka - B.A. Paris - czerwiec - nota 4+
  64. Pamiętnik kota mordercy (tom 1) - Anne Fine - czerwiec - nota 5
  65. XV kadencja Zarządu TP NMM 2020-2024 - T. Boguszowska, R. Witkowski, A. Łysejko - czerwiec - nota 4
  66. Po zmierzchu - Haruki Murakami - czerwiec - nota 5
  67. Powrót kota mordercy (tom 2) - Anne Fine - czerwiec - nota 5
  68. Tylko wróć przed północą - M.T. Logan - czerwiec - nota 5
  69. Prawdziwe przyjaciółki - S.E. Lynes - czerwiec - nota...
  70. Bezkresne morze - Alistair MacLean - czerwiec - nota 4

Fot. Latarnica / grudzień 2023


Latarnica poleca [vol. 51]

51. odcinek cyklu recenzenckiego Latarnica poleca jest pierwszym wpisem w Nowym 2024 Roku o przeczytanej niedawno książce. Zanim powiem coś o niej samej chciałabym, abyście sobie przypomnieli czy macie lektury, które ewidentnie kojarzą się Wam z czasem okołoświątecznym i końcem roku. Tak się złożyło, że egzemplarz od Wydawcy przybył do mnie krótko przed świętami. Początkowo chciałam się zachłannie rzucić do lektury i połknąć ją w 1-2 wieczory. A potem zajrzałam w spis treści i okazało się, że gdybym codziennie czytała jeden rozdział to skończyłabym lekturę w drugi dzień świąt. Spodobał mi się ten pomysł powolnego delektowania się klimatem książki i sprawieniem, że Boże Narodzenie AD 2023 będzie kojarzyło mi się z tą konkretną książką.

Nie wiem jak wy, ale ja tak mam, że określone histore czytane w święta i na przełomie starego i nowego roku bardzo zapadają mi w pamięć i mam jakiś punkt odniesienia we wspomnieniach. Nigdy nie są to złe skojarzenia, a ponieważ często dostaję jako prezent właśnie książki -  one same stają się potem takim wyznacznikiem tego wyjątkowego czasu. Lubię też na zimę wybierać powieści z akcją rozgrywaną w święta Bożego Narodzenia lub co najmniej w jakimś zimowym, śnieżnym i mroźnym plenerze.

"Kota Erwina" chciałam przeczytać, gdy tylko po raz pierwszy zobaczyłam informacje o jego ukazaniu się. Dlaczego? Autorka Arleta Remiszewska nie jest mi kimś nieznanym, kogo prozy jeszcze bym nie próbowała poznać. W moim blogowym podsumowaniu czytelniczym 2022 roku jej powieść dla młodzieży pt. "O latarniczce, miłości i samotnym humbaku" znalazła się pośrod trzech najlepszych książki dla dzieci i młodzieży. I to w naprawdę doskonałym towarzystwie dwóch zagranicznych pisarek. Poprzeczka została postawiona wysoko, bo "O latarniczce..." było dla mnie przemiłym i wielkim zaskoczeniem. Nie spodziewalam się wtedy tak dobrej książki.

Po cichu zakładałam że "Kot Erwin..." nie może zawieść. Przecież styl i poziom pisania autorki już znałam, a że w tytule pojawił się kot - to wręcz niemożlie bym się nie zapoznała z tą historią i nie pokochała kolejnego kociego bohatera. Kocie lektury pochłaniam jak ulubione ciasto czy gorzką czekoladę. Czy to dla dorosłych czy dla dzieci - wzruszam się i śmieję równie intensywnie. Każdy z was odwiedzających Latarnicę wie, że oprócz latarni morskich i książek to koty są moją trzecią pasją i miłością (kolejność tych bzików przypadkow i bywa zmienna). Zatem wzięłam do rąk nową książkę Arlety Remiszewskiej (ach ten miły satynowy papier okładki! - uwielbiam przesuwać po nim palcami) i dałam się wciągnąć w świat miasteczka z wysoką wieżą z zegarem od jej pierwszych stron.

Czy mogę dużo napisać o samej intrydze, aby nic nie zdradzić? Nie bardzo! I spokojnie możecie czytać dalej, a nie pisnę ani słówka by zepsuć komuś przyjemność z czytania. Ale jest wiele myśli i odczuć, ktorymi mogę się tu z wami  podzielić. "Kot Erwin i tajemnica milczącej kukułki" (też uwielbiacie słowo "tajemnica" w literaturze?) już samym tytułem sprawia, że wchodzimy w świat, w którym spotkamy się z jakąś zagadką. Bohaterm książki jest Erwin - dachowiec, który był kotem "widzącym więcej". Tak, to był jego dar, ale zastanawiam się czy właśnie nie w tym tkwi niesamowitość kotów domowych, że są istotami widzącymi ze znacznie szerszej perspektywy to co je otacza. Erwin miał dar wchodzenia w ludzkie emocje i trudne sytuacje - widział i czuł, gdzie istota poruszająca się na dwóch nogach w pozycji pionowej - wymaga wsparcia z jego strony. Noc w noc kiedy na zegarze z wieży wybijała północ opuszczał swoje ciepłe mieszkanko i wyruszał na spacer by koić pokruszone ludzkie serca.

[...] "ludzie zwykli nazywać go widzącym duszę, czytającym w myślach lub naiwnym, ponieważ we wszystkich zdawał się dostrzegać dobro".

Rozdział otwierający przepięknie oddaje kocią naturę opisując ją z czułością, przenikliwością i delikatnością. Czuć, że Autorka zna te stworzenia i nie raz doświadczyła tego jak kot (choć mówi się, że to tak niezależne, nie przywiązujące się do człowieka istoty) potrwafi wyczuć nasze nastroje, a jeszcze dodatkowo jak potrafi nas pocieszyć, odstresować, zrelaksować. Sama doświadczam tego na co dzień i całkowicie się zgadzam z terapeutyczną rolą kota. Erwin ma swoje stałe rytuały i ścieżki i potrafił zawsze dostrzeć sytuacje i ludzi, gdzie pocieszenie i wsparcie było potrzebne choćby miało przyjść od rozmruczanego futerka.

Bohater dzieli życie z panem Miłoszem - astronomem i wykładowcą na uczelni. Opiekun nie wie, że wraz z północą jego kot ma do wykonania swoje tajne - jakże ważne - misje. Erwin nie rozumie pasji swego pana , wręcz nudzą go dysputy naukowe. A ponieważ dla Miłosza fizyka jest zrozumiałą i otwartą księgą nie mógł kota nazwać inaczej niż poprzez powiązanie go z bardzo znaną postacią ze świata tej nauki. Nie zdradzę o kogo chodzi, ale historia jest bardzo interesująca. Drugim głównym bohaterem ludzkim tej powieści jest przyjaciel domu pan Kordian - również astronom. A gdy spotka się dwóch takich naukowców to wiadomo... dyskusji i sporom nie ma końca. Ależ oni potrafili się ścierać siedząc przy jednym stole - każdy ze swoim laptopem i przekonaniami, których kurczowo się trzymali.

Arleta Remiszewska doskonale przemyca nam w tej opowieści wiele teorii z fizyki i astronomii. Czyta się to doskonale, bo nauka podana jest w sposób przystępny i wciągający. Nie jestem do końca laikiem, bo w szkole z fizyki tylko astronomia mnie pasjonowała i kiedyś nawet chciałam ten kierunek studiować. Ale na fizyce ogólnej poległabym więc te plany poszły w odstawkę. Mam więc tutaj dla siebie aż dwa przysmaczki - kota i dziedzinę nauki, którą bardzo lubię i wciąż śledzę co się w niej dzieje.

Jesteśmy więc wciągnięci w powieść o kocie i dwóch astronomach i niby wszytsko miło i gładko posuwa się do przodu, ale nagle życie Erwina wywraca się do góry nogami. A wszystko za sprawą tytułowej milczącej kukułki. Zegar z wieży kościoła pewnej nocy trwale milknie i nasz mruczący bohater nie ma sygnału kiedy może ruszyć na swoje nocne spacery i odwiedzać potrzebujacych go ludzi. To jest zagadka, wokół której skupi się dalsza akcja i do samego końca będziemy jak Sherlock Holmes - tym razem w postaci kota - szukać podejrzanych, analizować dowody, odrzucać co ma sens a co kogoś od razu dyskwalifikuje.

Nie bedę udawać, dałam się wciągnąć w to śledztwo tak samo mocno jak Erwin. Szukałam winowajcy i składałam elementy tej łamigówki. W kolejnych rozdziałach poznamy nowe osoby w postaci ekscentrycznego zegarmistrza, miejscowego księdza, łowcy duchów oraz pisarki Augustyny - pierwszej opiekunki Erwina (przy okazji dowiemy się jak i dlaczego trafił do pana Miłosza). Po nitce do kłębka - jak przystało na kota - dotrzemy do finału i rozwiązania zagadki kłującej w uszy ciszy z kościelnej wieży, która zdezorganizowała życie nie tylko kotu. Czy warto było przejść przez to kocie śledztwo? Oczywiście! Sama wpadałam w pułapki błędnego myślenia, chwytałam się fałszywych tropów i rozglądałam po kartach powieści za winowajcą. Ileż to razy westchnęłam, że ponownie źle kogoś wytypowałam na głównego podejrzanego. Wielki finał was nie zawiedzie. Obiecuję!

Czy "Kot Erwin..." to coś więcej niż kryminał dla starszych dzieci? Oczywiście! Arleta Remiszewska zna się na swoim pisarskim rzemiośle. To co cenię w jej opowiesciach to pogłębiona psychologia postaci. Bohaterowie są tacy prawdziwi, łatwo się z nimi i ich zachowaniami identyfikować. Pisane przez nią powieści wciągają od pierwszych stron. Nie trzeba się zmuszać, by czytać. Trzeba się zmuszać by książkę odłożyć. Ja akurat musiałam się przed czytaniem powstrzymywać, bo nie chcęiałam tych światow tak szybko opuszczać.

Mam wrażenie, że przez większość czasu, który obejmuje akcja "Kota Erwina..." panuje noc, a na pewno jest już pora po zapadniuęciu zmroku. Przez to ta historia staje taką z pogranicza jawy i snu. Jakbyśmy balansowali na cienkiej linie nie wiedząc czy coś jeszcze jest realne czy już przeszliśmy do krainy szalonego snu. Idealnie oddaje to okładka - w kolorze nocy i cieni zalegających okna, gdy zapadnie zmrok. Atutem jest też piękne wydanie: sztywna oprawa, miły w dotyku papier, interesujące ilustracje. Całość pod kątem edytorskim przemyślana i sprawa ogromną przyjemność komuś kto ceni książki. Mam nadzieję, że są dzieci, które pod choinką znalazły zapakowną w piękny papier właśnie tą książkę. Ja byłabym takim prezentem zachwycona.

Po drugim udanym zetknięciu z pisarstwem tej Autorki z przyjemnością sięgnę w przyszłości po jej inne historie.   Takie książki spełniają to wszystko co poszukuję w literaturze dla młodszych czytelników. I kto wie czy za parę lat nie obdaruję na święta w rodzinie kogoś "Kotem Erwinem..." by powielić to niesamowite doświadczenie Bożego Narodzenia z tak nastrojową, mądrą, chwilami magiczną i tajemniczą lekturą.

Kto ma ochotę niech śledzi na instagramie profil Autorki (IG: arleta.remiszewska_autorka), bo wrzuca fajne fotki z książkami i kotami (a to jak wiadomo duet idelany), informacje o swoich publikacjach i pokazuje scenki z życia pisarki.

Reasumując: Latarnica poleca!

Poniżej okładka front i tył - ponieważ w tytule i treści książki jest tajemnica postanowiłam ją sfotografować w półmroku

Podstawowe dane książki:

Tytuł: Kot Erwin i tajemnica milczącej kukułki

Autor: Arleta Remiszewska

Ilustracje: Aleksandra Lisek

Wydawca: Czytalisek (Helion S.A.)

Objętość: 124 strony

Oprawa: twarda

Format: 165 x 220 mm

Poniżej przykładowe rozkładówki z wnętrza książki - popatrzcie jaka piękna wyklejka z kukułką i odbicie łapek na końcu książki! Wartość tej edycji dodają ilustracje Aleksandry Lisek.

Ponieważ książka przybyła do mnie przed świętami to poniżej kilka ujęć w klimacie świąt. Pod choinkę dostałam w prezencie swój własny Ex libris - "Kot Erwin" jest jedną z kilku książek, które zostały nim już trwale opieczętowane.

Nie byłoby recenzji, a zwłaszcza z tzw. kociej literatury, gdyby nie pozowałaby z książką moja doświadczona kocia modelka Mysza. Poniżej jej 5 minut sławy. Poradziła sobie znakomicie. Mieliśmy przy sesji dużo zabawy.

Dziękuję Wydawcy za egzemplarz recenzencki i możliwość szybkiego zapoznania się z tą książką!

Fot. Latarnica / grudzień 2023


Ze starej prasy [99]

Dziś sięgniemy po starą, prawie 100-letnią publikację bliższom książce niż gazecie. W 1929 roku nakładem własnym autora ukazało się wydawnictwo "Wybrzeże Polskie (mały przewodnik po wybrzeżu)".

Opracowanie wydano w Grudziądzu, jego autorem jest Tadeusz Wacław Ziółkowski, a  na stronie 18 mamy zdjęcie helskiej latarni, a na 20 fragment opisujący tą konstrukcję.

Poniżej okładka i strona tytułowa oraz interesujące mnie strony

 

Poniżej powiększony fragment o helskiej latarni.


Latarnica poleca [vol. 50]

Dla mnie wszystko zaczęło się od głośnego okrzyku: "JEEEEEST!!!". A było to radosne potwierdzenie faktu (gdy po raz pierwszy na facebooku zobaczylam reklamę na stronie Wydawnictwa ZNAK), że wkrótce premiera nowego tomu autorstwa Kota Nieteraz. W moim przypadku to kontynuacja wspaniałej literackiej przygody, która zaczęła się 3 lata temu wraz z ukazaniem się "Typowego kota", który również trafił na moją top listę ulubionych stron facebookowych i bohaterów tychże stron.

Jeśli czytając te słowa martwisz się, że nie znasz Kota Nieteraz ani bohatera historyjek Typowy kot więc na nic sięganie ci po tą książkę od razu uspokoję. NIe trzeba zaczynać lektury od pierwszego tomu. Spokojnie "Kot na szczęście" może się stać twoim pierwszy razem z Kotem Nieteraz i jego ludzką i zwierzęcą rodziną. Nic straconego! Zapewniam, że kiedy dotrzesz do ostatniej strony bardzo szybko poszukasz poprzednich tomów i z równą przyjemnością zagłębisz się w ich treści.

To tyle tytułem wprowadzenia i niejako wyjaśnienia skąd dziś pod moją lupką recenzeta znalazła się TA, a nie inna książka. W końcu to okrągły 50-ty odcinek cyklu Latarnica poleca.

A teraz będzie wyznanie w stylu 3 x TAK.

Tak, to ABSOLUTNIE nie przypadek że musiałam poznać 3 tom serii!

Tak, identyfikują się z bohaterami serii! I podpisuję pod wieloma stwierdzeniami i ich doświadczeniami.

Tak, jestem posiadaczką i przerobiłam we wszystkich kierunkach lektury typu "Bądź jak kot", Żyj jak kot", "Bierz przykład z kociego życia" itp. itd. (to w kontekście treści 3 tomu).

Czymże jest "Kot na szczęście"? Poradnikiem? Pamiętnikiem z życia kota, a może jego ludzi? Humorystycznym komiksem? Satyrą na koty, a może na relacje zwierzęco-ludzkie? Literaturą faktu o opiece nad zwierzętami? Literaturą popularno-naukową o tym jak radzić sobie w trudnych sytuacjach na linii zwierzę-człowiek i odwrotnie?

Odpowiedź na te wszytskie pytania brzmi twierdząco! Zdecydowanie "Kot na szczęście" jest wspaniałą mieszanką wielu gatunków i może w tym tkwi jego siła. Książka w swej strukturze nie nuży, bo nie ma jednolitej zawartości. Kolejne rozdziały przerywane są historiami obrazkowymi oddającymi kwintesencję tego jak swoje życie widzą i planują koty. I pokazują bez pardonu czym my jesteśmy w ich wielkim planie przejęcia władzy nad światem. Te komiksowe wtrącenia świetnie rozładowują atmosferę i tak zabawnie opowiadanej historii. Ja siedząc wgapiona w strony "Kota na szczęście" w ulubionym fotelu do czytania (z kotem na kolanach) raz po  raz wydawałam z siebie parsknięcia bądź dłuższy rechot zadowolenia i rozbawienia.

Oś główną książki stanowi (jak miło było powrócić do świata bohaterów!) relacja pisana przez Beatę lub Kota Nieteraz (ach ten cięty język, te błyskotliwe wnioski, czarny humor) obejmująca kilka tygodni (a może i miesięcy?), ale zaczynająca się nomen omen rankiem 1 stycznia. Jak wiadomo dla wielu z nas 1 stycznia to katorga. Zawalona wcześniej noc przez sylwestrową zabawę, zmęczenie, niedospanie, bałagan wokół i straszny bałagan w nas samych, bo to NOWY rok: nowe wyzwania, nowe plany, wszystko postawione na głowie i każdy z nas o rok starszy. W taki to dzień wchodzimy w świat tej rodziny, w skład której wchodzą: Beata, Adrian oraz pies Nierusz i kot Nieteraz.

Beata postanawia przeorganizować swoje życie i po pierwsze zacząć rok od regularnego chodzenia na siłownię (to ma być ta część postanowień na temat dbałości nad ciałem), a po drugie pragnie na zasadzie empirycznej poprzyglądać się własnemu kotu i wcielić w życie te wszytskie mądrości z poradników coachingowych typu "bądź jak kot". A ponieważ jej dotychczasowym hobby życiowym było leżenie na kanapie, oglądanie seriali i podjadanie to sami widzicie jak wiekopomnych zmian chce dokonać.

A w tym czasie jej partner Adrian (zdecydowanie bardziej zajmujący się psem niż ona, bowiem pies to spacery, to wczesne wstawanie, wysiłek fizyczny) postanawia wykorzystać część marnującego się metrażu w ich mieszkanku w starym bloku i zaczyna budowę antresoli.

W historii pojawia się świetnie zarysowana postać trenerki personalnej Kasi w studio fitnessu oraz... hm nie chcialabym uprzedzać, ale jednak bez tego ogniwa nie ma "Kota na szczęście" - rodzina powiększa się o jeszcze jednego... kota Eklenia (młodszy model i klon kota Nieteraz).

Uwielbiam podczas lektury te zmiany optyki odbierania rzeczwistości. Jeszcze przed chwilą patrzyłam na wszystko oczami Beaty, a tu już powracam do widzenia świata kota Nieteraz, a ten to ma dopiero gadane! Książka jest świetnie osadzona w naszych realiach. Mamy zalety i wady pracy hybrydowej, plusy i minusy życia pod jednym dachem z przedstawicielami aż dwóch gatunków zwierząt bo z kotami i psem. A skoro pojawił się nowy kot to na karty książki wjeżdża to co każdy wielozwierzakowy opiekun wie - historia o tzw. wprowadzaniu nowego zwierzaka do stada czyli socjalizacja z izolacją w praktyce. Jedna z historii funduje nam też refleksje nad kondycją systemu zdrowotnego NFZ oraz uzmysławia koszty posiadania zwierząt i kwoty, które trzeba brać na swoje barki u weterynarza, gdy już musimy spotkać się z lecznictwem tzw. zwierząt towarzyszących.

Nie mam najmniejszej wątpliwości co do tego, że "Kot na szczęście" okaże się strzałem w dziesiątkę dla miłośników zwierząt. Lubimy się pośmiać z nas samych - zwłaszcza wtedy, gdy widzimy lub czytamy, że innym zwierzolubom też nie jest tak łatwo. Ba! Bywa nawet bardzo, bardzo ciężko. Jakoś robi się wtedy lżej i czujemy się rozgrzeszni z zakupów najlepszych karm z górnych półek, najlepszych zabawek choć jak wiadomo kota ucieszy i tak karton, w którym owa zabawka przyjedzie.

Beata konsekwentnie wypisuje (na zakuionej uprzednio tablicy) i realizuje podpowiedzi autorów poradników by brać przykład z kotów, bo one są mistrzami zen i najlepszymi nauczycielami życia. W praktyce różnie to jej wychodzi, ale wnioski i wynikające z prób realizacji sytuacje dają Czytelnikowi naprawdę przednią zabawę. To jest też taka książka, przy której zdecydowanie dużo potakujemy głową. Co chwila trafiamy na taką "akcję" w życiu bohaterów, że możemy to od razu przyłatać do naszych doświadczeń. I ta bliskość i wspólnota myślenia, doświadczania, cierpienia na różne sposoby nas łączy i jesteśmy w jednej drużynie.

Podtytuł tego tomu "Czyli dlaczego kociarze to najwięksi szczęściarze" tak czy inaczej znajduje uzasadnienie w życiu Beaty i Adriana. I zapewne w życiu wielu z nas. Przecież jakże często patrzymy na swojego kota (koty) z miłością i mówimy pod nosem - jakie to szczęście że go (ich) mamy. I to jest prawda. Mimo, że po drodze mamy tak bardzo pod górkę lub z górki na zderzenie czołowe jak opiekunowie Nierusza, Nieteraza i Eklunia - kota ze schroniska, który w ogłoszeniach umierał na samotnść w malutkiej klatce, a wpuszczony do domu okazał się diabłem wcielonym i zarządcą psa. Tak to już w życiu bywa. Nie pierwszy i nie ostatni raz.

Na koniec trochę o stronie wizualnej. Książka ma wygodny zbliżony do kwadratu format, jest świetnie opracowana graficznie i tekst czyta się wygodnie. Razem z poprzednimi dwoma tomami pięknie prezentuje się na półce jako trylogia i może być idealnym prezentem na nadchodzące święta. Nie zawiedzie opiekuna zwierząt, spędzi z nią wiele zabawnych chwil i z pewnoscią poleci innym znajomym w zakoconych domach oraz tych, w których pod jednym dachem żyją i psy i koty. Bo jak wiadomo pies z kotem nie zawsze oznacza kotostrofę czy katastrofę.

Reasumując: Latarnica poleca!

Poniżej okładka front i tył:

Podstawowe dane książki:

Tytuł: Kot na szczęście. Czyli dlaczego kociarze to najwięksi szczęściarze
Autor: Kot Nieteraz
Ilustracje: Maciej Zaręba
Wydawca: Flow Books / Wydawnictwo Znak
Objętość: 304
Oprawa: miękka
Format: 16x20 cm

Poniżej przykładowe rozkładówki z wnętrza książki:

Poniżej cały (dotychczas wydany) cykl Kota Nieteraz - "Typowy kot", "Kot kontra pies" i "Kot na szczęście" (czekam na więcej!)

Poniżej tzw. backstage sesji czyli te chwile, gdy ustawiałam dobry kadr, a na plan wchodziła ONA - Mysza a ja krzyczałam: "NIE TERAAAAAAZ!"

Dziękuję Wydawnictwu Znak za egzemplarz recenzencki i możliwość szybkiego zapoznania się z tą książką tuż po premierze!

Fot. Latarnica / listopad 2023 (kocia modelka - Mysza Errorka)


Latarnica poleca [vol. 49]

Dzisiejszy post z tego cyklu nie jest klasyczną recenzją, bo też opisywany produkt nie jest klasyczną książką choć na taką wygląda. Ale nie mogłam się oprzeć pokusie pokazania wam tego wydawnictwa. Jestem nim po prostu zauroczona.

Nie wiem jak wy, ale ja nadal nie funkcjonuję w ciągu roku bez tradycyjnego kalendarza książkowego oraz naściennego. O ile na ścianie co roku dominuje jeden latarniany, a drugi koci to z książkowych zazwyczaj wybieram takie, które mają nie tylko kocie okładki, ale i też we wnętrzu dorzucają coś fajnego i powiązanego z kocią tematyką.

Dzięki wpisowi polecajce na profilu facebookowym i instagramowym Kocibehawiozrym dowiedziałam się, że na rok 2024 przygotowano takie piękne kocie wydawnictwo. Nawet Mysza od razu przybiegła, by popatrzeć co to za cudo pojawiło się w naszym domu.

Wiedziałam od razu, że skoro doszło do połączenia sił wydawnictwa z Gosią, bo znam jej książki i regularnie czytam profile społecznosciowe, to otrzymamy produkt wyjątkowy i pomocny. Nadal ma to być jednak przede wszystkim kalendarz. Więc wszytskiego jest w nim w odpowiednich proporcjach tak by ostatecznie dać danie smakowite.

Po przeglądnięciu zawartości uważam, że to taki typowy must have dla kociarza. Akurat mamy IV kwartał roku - okres, w którym myślimy o świątecznych prezentach dla bliskich. Jeśli niektórzy z nich korzystają z kalendarzy papierowyvch - zakup będzie strzałem w dziesiątkę.

Atuty? Wygodny układ z możliwościami wpisów swoich uwag i notatek (ja akurat dużo notuję więc dla mnie idealnie). Jeden tydzień roku zajmuje stronę (parzystą), a na sąsiadującej mamy miejsce na zapiski (wszytsko to jest na zdjęciach poniżej).  Gdy kończy się dany miesiąc kalendarium przrywają strony z pięknymi ilustracjami a przy nich znajdziemy ważne dla kociarzy treści.

Nowy 2024 rok zaczynamy z oszacowaniem wieku kotów oraz mamy pożyteczny Kalendarz weterynaryjny kota przypisany do wieku pupila, Informacje napisane przez behawiorystkę Małgorzatę są z różnych dziedzin, ale wszytsko to ma ostatecznie sprowadzić się do jednego - abyśmy dobrze zadbali o dobrostan naszych mruczków: posiadali odpowiednie przedmioty w ich otoczeniu, stosowali wlaściwą dietę, potrafili odczytywać subtelne komunikaty, zadbać o opiekę weterynaryjną i ich bezpieczeństwo w naszych domach. Rok 2024 zakończymy z quizem dla kocich opiekunów.

Jako pracownik poligrafii szczególną uwagę zwracam też na wygląd i jakość wydawnictw, które kupuję. Macam papier, wącham druk, oglądam okładki pod różnym kątem by dostrzeć tzw uszlachetnienia druku. Tutaj mamy wszystko idealnie dobrane. Wygodna sztywna oprawa z pięknymi wybiórczymi błyszczeniami na okładce, miły matowy papier w środku, na którym dobrze się notuje w kolorze ecru, przepiękna miedziana tasiemka do zaznaczania na jakim etapie roku jesteśmy. Po prostu dobra robota drukarni i introligatorni!

Tak jak nie lubie przejśćia z jednego roku w drugi (jakoś ten przełom grudnia i stycznia zawsze powoduje u mnie obniżenie nastroju) tak teraz cieszę się, że styczeń przywitam z fajnym kalendarzem, po ktory będę chętnie sięgać. Reasumując: Latarnica poleca!

Pewnie od razu was zainteresuje, gdzie można go nabyć. Z tego co widziałam ma go sieć Empik stacjonarnie i online, jest też w ofercie wielu sprzedawców na popularnym serwsie aukcyjnym. Tak więc z nabyciem problemu nie ma - chyba że wyczerpie się szybko nakład. Ja zdecydowanie doradzam kupić jak najszybciej.

Podstawowe dane kalendarza książkowego:

Tytuł: Koty 2024
Autor tekstów: Małgorzata Bieganska-Hendryk
Ilustracje: Ilona Andrzejczak
Wydawca: Zielona Sowa
Objętość: około 200 stron
Oprawa: twarda
Format: 135 x 210 mm

Poniżej okładka front i tył.

Okładka jest przemiła w dotyku, druk uszlachetniony złoceniem i błyszczącymi czerwieniami, całość bardzo elegancka i poręczny węższy format - dla mnie idelany by mieszkał w mojej torebce i towarzyszył mi na co dzień

Poniżej przykładowe strony z wnętrza. Jak widzicie są ciekawe wartości dodatnie - treści, które zainteresują każdego kociarza. W ramach rozkladowki mamy jeden tydzień roku i sporo miejsca do zapisków. Jest też planer na początek roku i strony na luźne notatki i myśli na samym końcu.

A któż by się oparł kociemu quizowi? A i taki się znalazł! Kotkę Myszkę najbardziej zainteresował jednak planer. Ciekawe co w tej kociej główce planuje na 2024 rok?

Czasami sesja z kotem w domu wygląda po prostu tak jak na fotografiach poniżej. Więcej prób odwrócenia jego uwagi niż samego fotografowania tego co się zaplanowało.

A na ostatnim zdjęciu NIESPODZIANKA! Wydawnicywo Zielona Sowa przygotowało na rok 2024 dwie różne okładki do wyboru. Ja mam dostęp tylko do białej, ale jest również i czarna. Okładki prezentuje cudowny kot Stefan - podopieczny Gosi - autorki tekstów do kalendarza.

Fot. Latarnica / listopad 2023 (ostatnia z dwoma okladkami kalendarza - Małgorzata Biegańska-Hendryk)