Dziś kontynuacja wpisu nr 5, który zdominowały kuźniczne koty rude. Zatem ciągnijmy zafascynowanie futrem rudym. Dzisiejszy model (poza dwoma ostatnimi zdjęciami, na których jest sąsiad Rudzik) nie dostał ode mnie imienia. Liczyłam na to że spotkam go częściej, poznam, on przyzwyczai się do mnie i odsłoni swoją naturę to wtedy dopasuję imię.

Niestety więcej w Kuźnicy go nie spotkałam i w tym roku również go nie było. A szkoda. To idealny przykład rudzielca pomarańczowego, niby pręgowany ale tych bieli minimum za to futro o cudownej barwie. Kot doskonale czuł się nad zatoką. Spacerował na łąkach, drewniane barierki traktował jako drapaki i był bardzo wyluzowany. Czy to był tubylec czy kot przyjazny – nie mam pojęcia. Cieszę się, że uwieczniam go i mam pamiątkę z naszego spotkania.

Fot. Latarnica / czerwiec 2020