Licytacje książek na Dzień Kota wspierające schronisko

Dwa dni temu - w sobotę - była magiczna data  17 luty! A skoro tak to był Dzień Kota! Wszędzie w sieci mnóstwo okazji, prezentów, rabatów, konkursów. Na facebokowym profilu mojej kotki Myszki jest przyjemne z pożytecznym. Od dawna wiadomo, że duet książka + kot to najlepszy sposób spędzania wolnego czasu (zwłaszcza w taką pogodę jak dziś!). Zatem mam dla was zabawę, w której miłośnik kotów, czytania ale i człowiek wrażliwy na los innych mruczków będzie mógł je jednocześnie wspomóc. Od soboty przez tydzień będzie szansa zlicytowania jednej z 3 wspaniałych kocich książek od Wydawnictwo BIS z Warszawy. Każdy tytuł jest wystawiony i opisany w osobnym poście i pod nim w komentarzach można deklarować kwotę, a tym samym datek który umożliwi mi zrobienie zakupów dla mruczących podopiecznych Schroniska dla zwierząt w Poznaniu.
Najwyższa oferta na dzień: piątek 23 lutego, godzina 23:59 wygrywa. Nabywca zobowiązuje się pokryć jednocześnie koszt wysyłki - preferuję paczkomat (koszt 16,99 zł). A jeśli będzie to osoba z Poznania może odebrać osobiście. Zachęcam i bardzo zapraszam do wspomagania kociarni ❤ Jeśli ta forma wspierania się Wam spodoba  i sprawdzi może za jakiś czas wrócię z innymi książkami. Wydawnictwu BIS dziękuję za przekazane egzemplarze.
Poniżej książki wystawione na licytację:
"Minka i jej kocie przygody" Anna Bichalska
"Ulica Pazurkowa - Na tropie Ogryzka" Aleksandra Struska-Musiał
"Ulica Pazurkowa - Zaklinacz kotów" Aleksandra Struska-Musiał

Fot. Latarnica - modelka Mysza Errorka, książki od Wydawnictwa BIS / luty 2024


Zdjęcie na niedzielę - 11 lutego 2024

Przygotowując ostatni wpis o wakacjach z 2021 roku na Półwyspie Helskim podczas przeglądania zdjęć z Kuźnicy wpadła mi w oczy ta fotografia i od razu pomyślałam sobie: jaką letnią sielankę przedstawia! Stary dom, lato, drzewa owocowe i spokojnie drzemiący przed wejśćiem kot. Czegóż chcieć więcej do pełni szczęścia?

Na przekór wciąż panującej zimie niech dziś pobędzie tu fotografia z lata, mimo że dzień był pochmurny.

Fot. Latarnica / czerweic 2021


Latarnica poleca [vol. 52]

Ponieważ wciąż mamy zimę - jakby nie było to styczeń - więc bieli za oknem nie ma się co dziwić. Tym łatwiej przychodzi nam jeszcze zmierzać się i powracać myślami do klimatu świąt Bożego Narodzenia. Nie udało mi się szybciej przygtować wpisu o tej książce, a nie chcę by czekał cały rok do kolejnej Gwiazdki. Dobrze jeśli historia bylaby czytana w okolicy  świąt czy też w same poranki lub wieczory Bożego Narodzenia ale nic nie stoi na przeszkodzie by traktować ją szerezj - jako zimową opowieść. Bo śnieg rownież znajdziemy na jej kartach i uroczych ilustracjach.

Tak się złożyło, że zapoznanie się z bohaterami miejsca nazywanego Mysią Doliną nastąpiło u mnie od ostatnio wydanej części czyli tomu 3 - okolicznosciowego. Tą okolicznością są właśnie tak wyjątkowe dni świąteczne. Mają one tyle właścucych sobie cech, że trudno je pomyslić z innym okresem roku. Bo co widzimy w wyobraźni i jakie zapachy czujemy gdy słyszymy słowa: choinka, śnieg, pieczenie pierników, prezenty, wielopokoleniowe spotkanie rodzinne?

Czytająć tą skromniejszą objętościowo niż poprzednie tomy historię od razu wchodzimy w sedno czego dotyczy - czas przedswiąteczny, jakże piękny ale i pełen prac i obowiązków. Do rodziny myszek przybywa Babcia. A tylko z bacią najlepiej się piecze ciasteczka i tylko Babcia zna najlepsze histoprie i ma cały wszechświat opowieści do przekazania swoim wnukom.

Ale jak to bywa często w okresie swiąt dochodzi do wlekich i małych katastrof. Czasami są to przewrócone tylko choinki (gorzej gdy spalone), a czasami nieudane zupełnie wypieki bo jeden najważniejszy składnik został pomylony...

Takie nieszczęśliwy splot zdarzeń trafia się również w rodzinie myszek. A jego konsekwencje mogą nawet dotknąc wikszej ilości mieszkanców Mysiej Doliny. Można by się obawiać, że ich tegoroczne święta już nie da się uratować. Ale od czego są Babcie i ich mądrość i doświadczenie...

Piękna opowieść Agnieszki (tekst) i Pauliny (rewelacyjne ilustracje - takie które bardzo cenię w literaturze dziecięcej) powodują, że na chwilę my dorośli, którzy czytamy tą książkę powracamy do czasów dzieciństwa i tego jak czuliśmy i odbieraliśmy wtedy ten niezwykły, czasami i mocno tajemniczy czas świąt, a młodsi czytelnicy lub tacy, którym "Świąteczna opowieść"  jest czytana wskoczą w pełną ciepła historię rodzinną, w której liczą się więzi rodzinne i trzymanie tradycji. Maluchy odnajdą w postaciach rodzenństwa myszek swoje zabawy i relacje z ludzkim rodzeństwem. Wydarzenia z Mysiej Dolny równie dobrze moglyby wydarzyc się i w ich domu i na ośnieżonym podwórku.

Ciepła historia, która otula nas jak kocyk i rozgrzewa jak kubek gorącego kakao. Może podtrzymać ogień magii świąt, być idealnym zakończeniem grudniowego dnia przed snem lub jego początkiem. Książka stawia na wartość tego, że lepiej jest coś budować razem, rodzinne niż od tego uciekać. Uważam że "Mysia Dolina" sprawdzi się jako doskonały prezent dla młodszych dzieci, a i dorośli znajdą przyjemność obcowania z tak dopracowaną książeczką. Reasumując: Latarnica poleca!

Podstawowe dane książki:

Tytuł: Mysia Dolina - Świąteczna opowieść

Autor: Agnieszka Wiszowata

Ilustracje: Paulina Engen

Wydawca: Bookolika

Objętość: 56 stron

Oprawa: twarda

Format: 210x250 mm

Poniżej okładka front i tył

"Mysia Dolina - Świteczna opowieść" to trzeci tom z tymi bohaterami, który obecnie tworzy trylogię ale podejrzewam że autorka tekstu i ilustracji na tym nie poprzestanie. Poniżej tom 1 i 2 (okładki).

Fot. z serwisu lubimyczytac.pl

Poniżej kilka przykładowych rozkładówek z pięknymi ilustracjami Pauliny Engen

 

Poniżej książka w świątecznym klimacie Bożego Narodzenia

Poniżej z książką pozuje moje ulubiona modelka i wierna czytelniczka - kotka Mysza. Z pewnością z racji imienia identyfikuje się z bohatrami Mysiej Doliny

Fot. Latarnica / grudzień 2023


Podsumowanie zbiórki 2023

31 grudnia tradycyjnie zakończyła się 10-ta zbiórka dla podopiecznych Schroniska dla Zwierząt w Poznaniu. Jak zwykle nie zawiedliście! Było ogromne wsparcie, często zaskakująca hojność, wiele miłych chwil i emocji pozwalających wierzyć, że jest dużo dobrych i empatycznych ludzi. Większość z Was po raz kolejny powrociła z podarunkami dla kotów. Niektórzy są z nami od pierwszej zbiórki której patronował mój pierwszy kotcur Error. W międzyczasie wielu z was powiększyły się rodziny o nowych młodych ludzi i nowe zwierzaki. Część z aws niestety też pożdgnała się ze swoimi czworonożnymi przyjaciółmi.

Mysza Errorka patronowała zbiórce już po raz czwarty. Sześć zrobiliśmy z Errorem. Wtedy mogliśćie się przekonać, że nie ma tu żadnego naciągania. Wszystko idzie do naszego schroniska i czyni zwierzakom trochę lepszy ten czas świąteczny i początek roku.

Jak zwykle dzięki wam do kociarni pojechały:
– koce
– ręczniki
– zabawki (wędki, myszki, piórka, piłeczki, pluszaki)
– legowiska
– miski
– kuwety
– karma sucha
– karma mokra
– przysmaki

Bardzo dziękuję za to, że mogłam od 11 listopada do 31 grudnia czuć zmęczenie, ale okupione takimi pozytywnymi wydrzeniami jak koorodynowanie darów od Was! Wszystko dotarło na czas do schroniska i zwierzaki mogą teraz z tego dobra korzystać.

Za 11 miesięcy ruszy kolejna - już 11-ta zbiórka i wiem, że będzie dobrze, pięknie i w gronie przyjaciół. A teraz pora już tylko na to by was wszytskich pokazać. Bo macie ogromne serca dla zwierząt.

Fotografia główna wpisu (elewacja budynku schroniska) i kartki pamiątkowe z podziękowaniami - Latarnica. 


Lektury 2024

O północy w Sylwestra zatrzymałam licznik lektur AD 2023. Pora na zresetowanie i zaczynam nowy czytelniczy rok. W 2023 nie osiągnęłam postawionego sobie celu, choć nie mam z tego powodu wielkich wyrzutów sumienia, bo byłam bardzo, bardzo blisko. Założyłam sobie 104 lektury w ciągu roku co daje 2 książki tygodniowo. To i tak bardzo duże wyzwanie i czytelnicza dyscyplina. Nie wspominając o podnoszeniu statystyki krajowej. Dotarłam do 97 tytułów. Było blisko...

Jaki był ten 2023 rok pod kątem książek? Dla mnie wyśmienity. Trafiałam w same pewniaki. Większość przeczytanych uzyskała maksymalne noty, znacznie mniej było tych na "czwórkę". Fakt, boję się stawiać na nieznane nazwiska, nie lubiane gatunki, ale robię czasem odstępstwo od normy i fajnie, gdy jestem mile zaskoczona.

W roku 2024 stawiam sobie podobne wyzwanie. Niech zostanie górnym pułpem to magiczne 104. Ponieważ miniony rok obfitował w ciężkie okresy, gdy padałam z przemęczenia i trochę też wpadłam w wir i nałóg seriali na interenetowej platformie - to poświęcony filmom czas zabrał mi ten, który spędziłabym z książką. Tak na to patrząc z pewnością spokojnie cel został by nawet podwyższony o kilka tytułów. Ale nic na siłę. Trzeba robić to na co się ma ochotę i tak do tego podchodzę.

Pora zacząć odliczanie. LEKTURY 2024 START!!!!

  1. Opowieść o zimowym kotku - Holly Webb - styczeń - nota 5
  2. Inni ludzie - J.C. Tudor - styczeń - nota 5
  3. Zapytaj astronautę - Tim Peake - styczeń - nota 5
  4. Himalaya.Wyprawa na krawędź życia - Wojciech Nerkowski - styczeń - nota 5
  5. Kredziarz - J.C. Tudor - styczeń - nota 5
  6. Kocia szajka i gondola przemytników (tom 7 cyklu) - Agata Romaniuk - styczeń - nota 5
  7. Do ostatneij kropli krwi (tom 11 cyklu Katie Magire) - Graham Masterton - styczeń - nota 5
  8. Córki latarnika - Jean E. Pendziwol - styczeń - nota 5
  9. Preskot - Katherine Applegate - styczeń - nota 5
  10. Mężczyzna, którego nigdy nie spotkałam - Elle Cook - styczeń - nota 5
  11. Przydaj się. Siedem zasad lepszego życia - Arnold Schwarzenegger - styczeń/luty - nota 5
  12. Nordowymi ścieżkami Augustyna Necla - Mirosław Kuklik - luty - nota 5
  13. Zniknięcie Annie Thorne - J.C. Tudor - luty - nota...
  14. Korespondencja z wybrzeża - jerzy Bandrowski - luty - nota...
  15. Ulica Pazurkowa - Na tropie Ogryzka (tom 1) -  Aleksandra Struska-Musiał - luty - nota 5
  16. Ulica Pazurkowa - Zaklinacz kotów (tom 4) -  Aleksandra Struska-Musiał - luty - nota 5

Fot. Latarnica / grudzień 2023


Zdjęcie na niedzielę - 7 stycznia 2024

W pierwszym tegorocznym Zdjęciu na niedzielę chciałabym pokazać, że jestem gotowa na Nowy 2024 Rok. Mam kalendarze, które co roku używam: biurkowy, dwa naścienne planszowe (latarnie i koty) oraz książkowy, z którym codziennie jeżdżę do pracy.

Sprawiają mi przyjemność przekładania co miesiąć kart a i dzięki latarnianemu powstaną nowe wpsiy cyklu Latarnia z kalendarza. W tym roku niespodzianka - wyłącznie latarnie brytyjskie! Co mnie bardzo cieszy!

Jak co roku zmieniam też stały motyw graficzny, który będzie towarzyszył nam przez kolejne 12 miesięcy.

Fot. Latarnica / grudzień 2023.


Latarnica poleca [vol. 51]

51. odcinek cyklu recenzenckiego Latarnica poleca jest pierwszym wpisem w Nowym 2024 Roku o przeczytanej niedawno książce. Zanim powiem coś o niej samej chciałabym, abyście sobie przypomnieli czy macie lektury, które ewidentnie kojarzą się Wam z czasem okołoświątecznym i końcem roku. Tak się złożyło, że egzemplarz od Wydawcy przybył do mnie krótko przed świętami. Początkowo chciałam się zachłannie rzucić do lektury i połknąć ją w 1-2 wieczory. A potem zajrzałam w spis treści i okazało się, że gdybym codziennie czytała jeden rozdział to skończyłabym lekturę w drugi dzień świąt. Spodobał mi się ten pomysł powolnego delektowania się klimatem książki i sprawieniem, że Boże Narodzenie AD 2023 będzie kojarzyło mi się z tą konkretną książką.

Nie wiem jak wy, ale ja tak mam, że określone histore czytane w święta i na przełomie starego i nowego roku bardzo zapadają mi w pamięć i mam jakiś punkt odniesienia we wspomnieniach. Nigdy nie są to złe skojarzenia, a ponieważ często dostaję jako prezent właśnie książki -  one same stają się potem takim wyznacznikiem tego wyjątkowego czasu. Lubię też na zimę wybierać powieści z akcją rozgrywaną w święta Bożego Narodzenia lub co najmniej w jakimś zimowym, śnieżnym i mroźnym plenerze.

"Kota Erwina" chciałam przeczytać, gdy tylko po raz pierwszy zobaczyłam informacje o jego ukazaniu się. Dlaczego? Autorka Arleta Remiszewska nie jest mi kimś nieznanym, kogo prozy jeszcze bym nie próbowała poznać. W moim blogowym podsumowaniu czytelniczym 2022 roku jej powieść dla młodzieży pt. "O latarniczce, miłości i samotnym humbaku" znalazła się pośrod trzech najlepszych książki dla dzieci i młodzieży. I to w naprawdę doskonałym towarzystwie dwóch zagranicznych pisarek. Poprzeczka została postawiona wysoko, bo "O latarniczce..." było dla mnie przemiłym i wielkim zaskoczeniem. Nie spodziewalam się wtedy tak dobrej książki.

Po cichu zakładałam że "Kot Erwin..." nie może zawieść. Przecież styl i poziom pisania autorki już znałam, a że w tytule pojawił się kot - to wręcz niemożlie bym się nie zapoznała z tą historią i nie pokochała kolejnego kociego bohatera. Kocie lektury pochłaniam jak ulubione ciasto czy gorzką czekoladę. Czy to dla dorosłych czy dla dzieci - wzruszam się i śmieję równie intensywnie. Każdy z was odwiedzających Latarnicę wie, że oprócz latarni morskich i książek to koty są moją trzecią pasją i miłością (kolejność tych bzików przypadkow i bywa zmienna). Zatem wzięłam do rąk nową książkę Arlety Remiszewskiej (ach ten miły satynowy papier okładki! - uwielbiam przesuwać po nim palcami) i dałam się wciągnąć w świat miasteczka z wysoką wieżą z zegarem od jej pierwszych stron.

Czy mogę dużo napisać o samej intrydze, aby nic nie zdradzić? Nie bardzo! I spokojnie możecie czytać dalej, a nie pisnę ani słówka by zepsuć komuś przyjemność z czytania. Ale jest wiele myśli i odczuć, ktorymi mogę się tu z wami  podzielić. "Kot Erwin i tajemnica milczącej kukułki" (też uwielbiacie słowo "tajemnica" w literaturze?) już samym tytułem sprawia, że wchodzimy w świat, w którym spotkamy się z jakąś zagadką. Bohaterm książki jest Erwin - dachowiec, który był kotem "widzącym więcej". Tak, to był jego dar, ale zastanawiam się czy właśnie nie w tym tkwi niesamowitość kotów domowych, że są istotami widzącymi ze znacznie szerszej perspektywy to co je otacza. Erwin miał dar wchodzenia w ludzkie emocje i trudne sytuacje - widział i czuł, gdzie istota poruszająca się na dwóch nogach w pozycji pionowej - wymaga wsparcia z jego strony. Noc w noc kiedy na zegarze z wieży wybijała północ opuszczał swoje ciepłe mieszkanko i wyruszał na spacer by koić pokruszone ludzkie serca.

[...] "ludzie zwykli nazywać go widzącym duszę, czytającym w myślach lub naiwnym, ponieważ we wszystkich zdawał się dostrzegać dobro".

Rozdział otwierający przepięknie oddaje kocią naturę opisując ją z czułością, przenikliwością i delikatnością. Czuć, że Autorka zna te stworzenia i nie raz doświadczyła tego jak kot (choć mówi się, że to tak niezależne, nie przywiązujące się do człowieka istoty) potrwafi wyczuć nasze nastroje, a jeszcze dodatkowo jak potrafi nas pocieszyć, odstresować, zrelaksować. Sama doświadczam tego na co dzień i całkowicie się zgadzam z terapeutyczną rolą kota. Erwin ma swoje stałe rytuały i ścieżki i potrafił zawsze dostrzeć sytuacje i ludzi, gdzie pocieszenie i wsparcie było potrzebne choćby miało przyjść od rozmruczanego futerka.

Bohater dzieli życie z panem Miłoszem - astronomem i wykładowcą na uczelni. Opiekun nie wie, że wraz z północą jego kot ma do wykonania swoje tajne - jakże ważne - misje. Erwin nie rozumie pasji swego pana , wręcz nudzą go dysputy naukowe. A ponieważ dla Miłosza fizyka jest zrozumiałą i otwartą księgą nie mógł kota nazwać inaczej niż poprzez powiązanie go z bardzo znaną postacią ze świata tej nauki. Nie zdradzę o kogo chodzi, ale historia jest bardzo interesująca. Drugim głównym bohaterem ludzkim tej powieści jest przyjaciel domu pan Kordian - również astronom. A gdy spotka się dwóch takich naukowców to wiadomo... dyskusji i sporom nie ma końca. Ależ oni potrafili się ścierać siedząc przy jednym stole - każdy ze swoim laptopem i przekonaniami, których kurczowo się trzymali.

Arleta Remiszewska doskonale przemyca nam w tej opowieści wiele teorii z fizyki i astronomii. Czyta się to doskonale, bo nauka podana jest w sposób przystępny i wciągający. Nie jestem do końca laikiem, bo w szkole z fizyki tylko astronomia mnie pasjonowała i kiedyś nawet chciałam ten kierunek studiować. Ale na fizyce ogólnej poległabym więc te plany poszły w odstawkę. Mam więc tutaj dla siebie aż dwa przysmaczki - kota i dziedzinę nauki, którą bardzo lubię i wciąż śledzę co się w niej dzieje.

Jesteśmy więc wciągnięci w powieść o kocie i dwóch astronomach i niby wszytsko miło i gładko posuwa się do przodu, ale nagle życie Erwina wywraca się do góry nogami. A wszystko za sprawą tytułowej milczącej kukułki. Zegar z wieży kościoła pewnej nocy trwale milknie i nasz mruczący bohater nie ma sygnału kiedy może ruszyć na swoje nocne spacery i odwiedzać potrzebujacych go ludzi. To jest zagadka, wokół której skupi się dalsza akcja i do samego końca będziemy jak Sherlock Holmes - tym razem w postaci kota - szukać podejrzanych, analizować dowody, odrzucać co ma sens a co kogoś od razu dyskwalifikuje.

Nie bedę udawać, dałam się wciągnąć w to śledztwo tak samo mocno jak Erwin. Szukałam winowajcy i składałam elementy tej łamigówki. W kolejnych rozdziałach poznamy nowe osoby w postaci ekscentrycznego zegarmistrza, miejscowego księdza, łowcy duchów oraz pisarki Augustyny - pierwszej opiekunki Erwina (przy okazji dowiemy się jak i dlaczego trafił do pana Miłosza). Po nitce do kłębka - jak przystało na kota - dotrzemy do finału i rozwiązania zagadki kłującej w uszy ciszy z kościelnej wieży, która zdezorganizowała życie nie tylko kotu. Czy warto było przejść przez to kocie śledztwo? Oczywiście! Sama wpadałam w pułapki błędnego myślenia, chwytałam się fałszywych tropów i rozglądałam po kartach powieści za winowajcą. Ileż to razy westchnęłam, że ponownie źle kogoś wytypowałam na głównego podejrzanego. Wielki finał was nie zawiedzie. Obiecuję!

Czy "Kot Erwin..." to coś więcej niż kryminał dla starszych dzieci? Oczywiście! Arleta Remiszewska zna się na swoim pisarskim rzemiośle. To co cenię w jej opowiesciach to pogłębiona psychologia postaci. Bohaterowie są tacy prawdziwi, łatwo się z nimi i ich zachowaniami identyfikować. Pisane przez nią powieści wciągają od pierwszych stron. Nie trzeba się zmuszać, by czytać. Trzeba się zmuszać by książkę odłożyć. Ja akurat musiałam się przed czytaniem powstrzymywać, bo nie chcęiałam tych światow tak szybko opuszczać.

Mam wrażenie, że przez większość czasu, który obejmuje akcja "Kota Erwina..." panuje noc, a na pewno jest już pora po zapadniuęciu zmroku. Przez to ta historia staje taką z pogranicza jawy i snu. Jakbyśmy balansowali na cienkiej linie nie wiedząc czy coś jeszcze jest realne czy już przeszliśmy do krainy szalonego snu. Idealnie oddaje to okładka - w kolorze nocy i cieni zalegających okna, gdy zapadnie zmrok. Atutem jest też piękne wydanie: sztywna oprawa, miły w dotyku papier, interesujące ilustracje. Całość pod kątem edytorskim przemyślana i sprawa ogromną przyjemność komuś kto ceni książki. Mam nadzieję, że są dzieci, które pod choinką znalazły zapakowną w piękny papier właśnie tą książkę. Ja byłabym takim prezentem zachwycona.

Po drugim udanym zetknięciu z pisarstwem tej Autorki z przyjemnością sięgnę w przyszłości po jej inne historie.   Takie książki spełniają to wszystko co poszukuję w literaturze dla młodszych czytelników. I kto wie czy za parę lat nie obdaruję na święta w rodzinie kogoś "Kotem Erwinem..." by powielić to niesamowite doświadczenie Bożego Narodzenia z tak nastrojową, mądrą, chwilami magiczną i tajemniczą lekturą.

Kto ma ochotę niech śledzi na instagramie profil Autorki (IG: arleta.remiszewska_autorka), bo wrzuca fajne fotki z książkami i kotami (a to jak wiadomo duet idelany), informacje o swoich publikacjach i pokazuje scenki z życia pisarki.

Reasumując: Latarnica poleca!

Poniżej okładka front i tył - ponieważ w tytule i treści książki jest tajemnica postanowiłam ją sfotografować w półmroku

Podstawowe dane książki:

Tytuł: Kot Erwin i tajemnica milczącej kukułki

Autor: Arleta Remiszewska

Ilustracje: Aleksandra Lisek

Wydawca: Czytalisek (Helion S.A.)

Objętość: 124 strony

Oprawa: twarda

Format: 165 x 220 mm

Poniżej przykładowe rozkładówki z wnętrza książki - popatrzcie jaka piękna wyklejka z kukułką i odbicie łapek na końcu książki! Wartość tej edycji dodają ilustracje Aleksandry Lisek.

Ponieważ książka przybyła do mnie przed świętami to poniżej kilka ujęć w klimacie świąt. Pod choinkę dostałam w prezencie swój własny Ex libris - "Kot Erwin" jest jedną z kilku książek, które zostały nim już trwale opieczętowane.

Nie byłoby recenzji, a zwłaszcza z tzw. kociej literatury, gdyby nie pozowałaby z książką moja doświadczona kocia modelka Mysza. Poniżej jej 5 minut sławy. Poradziła sobie znakomicie. Mieliśmy przy sesji dużo zabawy.

Dziękuję Wydawcy za egzemplarz recenzencki i możliwość szybkiego zapoznania się z tą książką!

Fot. Latarnica / grudzień 2023


Zdjęcie na niedzielę - 24 grudnia 2023

Tak się w tym roku złożyło, że Wigilia przypada w niedzielę. Nie może zatem zabraknąć świątecznego motywu w dzisiejszym Zdjęciu na niedzielę.

Poniżej moja tegoroczna choinka. Wprawne oko kociarza wypatrzy nie tylko bombkę w kształcie kotka ale i zdjęcie mojego poprzedniego kota - Errora. Odkąd nas opuścił jest z nami co roku na choince.

Nie wiem jak dotarłam na metę - czyli do świąt. Tegoroczna jesień był wyjątkowo ciążka w pracy, potem doszła coroczna zbiórka na rzecz schroniska i resztkami sił jestem w tym miejscu gdzie jestem - w wigilijne południe 2023 roku. Za oknem zima stacza boje z jesienią. Raz śnieg, raz deszcz.

Mam nadzieję, że w swoich domach kończycie już obowiązkowe prace i nie siądziecie do kolacji wyczerpani. Ale nawet jeśli tak będzie, doceniajcie obecność bliskich i cały nakład prac jaki włożyli wszyscy w te święta.

W tym roku mimo zabiegania i braku czasu udało mi się spotkać z bliskimi mi osobami i w jakiś sposób poczuć ten okołoświąteczny czas. Dziękuje wszytskim Przyjaciołom za to że są. Jedni na wyciągnięcie dłoni, inni bardzo daleko. Dajecie mi siłę!

Pięknego Bożego Narodzenia!

Latarnica

Fot. Latarnica / grudzień 2023


Krynica morska i koci strażnicy latarni

Na ostatni piątek przed świętami kilkanaście ujęć z grudniowej Krynicy Morskiej.

Na sam początek najpiękniejsza modelka z mierzei czyli sama latarnia.

Zdjęcia powstawały w dniu, gdy na wybrzeżu była już odwilż ale Lidii udało się jeszcze ulepić bałwanka.

A na koniec dwa widoki z portu i koci strażncy latarni. Jeden pojawia się też na fotografii z latarnią.

Fot. Lidia Czuper i Tomasz Bury / 16 grudnia 2023


Kocie lato 2021 [6]

Zdjęć cudownego Kajtka z Centrum Sportów Wodnych w Kuźnicy starczyłoby i na kolejne odcinki, ale postanowiłam zamknąć tą relację z wakacji 2021 roku w trzech odsłonach. Jak widać kocurek doskonale odnajduje się tam, gdzie przyszło mu żyć. Kocha port, spacery na nabrzeżu, chodzi na plażę nad Małym Morzem, patroluje deptak, ławeczki, a przede wszystkim sprzęt wodny.

A jak przyjdzie taka kociara jak ja i ma w torbie przysmaki to zawsze zrobi mi przegląd, a i chętnie obwącha aparat. Jest wspaniałym modelem, współpracuje, bawi się tym i cieszy z kontaktu z człowiekiem. Zawsze był ufny i otwarty na nowe. Cudny kot w przepięknym miejscu.

Fot. Latarnica / czerwiec 2021 - Kuźnica


10-ta Świąteczna Zbiórka dla schroniska

Jak co roku w dniu 11 listopada startuję z akcją, która w tym roku ma już swoją okrągłą 10 rocznicę. Przez 6 lat odbywała się pod patronatem mojego pierwszego kociego adopciaka z poznańskiego schroniska , a w tym roku mamy już 4-tą zbiórkę z kotką Myszą - również byłą podopieczną schroniska.

Głównym medium akcji jest fan page Myszy na facebooku. Adres strony: www.fb.com/MYSZA.Errorka

Kochani Przyjaciele zwierząt i Czytelnicy Latarnicy. Nadchodzą czwarte święta z Myszą! Jak ten czas leci! I mnie trudno w to uwierzyć, że od 4 lat jest z nami. Ze względu na mój niezmienny stan zdrowia (poważne schorzenie kręgosłupa) jestem zmuszona utrzymac zasady zbiórki pomijające wysyłkę czy przywożene darów na nasz adres. Odpada podnoszenie paczek, przestawianie, sortowanie. Ale przecież nie to stanowi trzon akcji pomocy. Celem jest, żeby koty w poznańskim schronisku miały dobre jedzonko, zabawki, preparaty dla zdrowia, legowiska, kocyki. W tym roku sytaucja jest naprawdę trudna i są ogomne braki. Potrzeba w zasadzie wszystkiego.
Zatem zasady są niezmienne:
1/ punktem zbiórki nie jest nasze mieszkanie
2/ Mysza nie sprawdza zawartości każdej paczki przez co nie powstaje klasyczna galeria darów z Myszą, możemy pokazywać faktury, zamówienia itp.aby wszystkie podarunki były jawne
Tak wiemy, to był bardzo przyjemny zwyczaj - także dla nas - ale wiązał się z ogromnym wysiłkiem fizycznym. Waga darów od Was często wynosiła kilkanaście, a bywało i nawet kilkadziesiąt kilogramów.
Ale to nadal nasza (tym razem CZWARTA i uwaga - łącząć czas zbiórek errorkowatych - DZIESIĄTA zbiórka (kontynuacja wcześniejszych„obłędnych” zbiórek Errorkowatych). Tradycja musi mieć ciągłość.
Istnieje kilka sposobów wsparcia Kotów z Schroniska:
1/ zakup podarunków w jednym ze sklepów internetowych i podanie adresu do wysyłki - nowej siedziby schroniska. Podamy ją na priv jak zgłosicie że szykujecie pakę.
2/ zakup podarunków i zapakowanie ich i wysłanie na nowy adres schroniska - podamy ją na priv jak zgłosicie że szykujecie pakę.
3/ przelanie datku na zakup produktów a my sami zajmiemy się ich wybraniem i zakupem, zbieramy kilka wpłat razem aby złapać promocje i rabaty oraz darmową wysyłkę kurierską - adresem dostawy będzie nowa siedziba schroniska
4/ robicie w domu przegląd starych ręczników, poszewek pościeli, kocyków i kocy i przesyłacie lub zawozicie (to dotyczy Poznaniaków) na adres nowej siedziby schroniska.
Dane do przelewu podajemy w wiadomości prywatnej więc prosimy odzywać się tutaj na myszowatym profilu na priv.
Dary pokazujemy na naszym profilu w specjalnej galerii - w postaci faktur lub zdjęć faktur lub wrzucanie plików zdjęciowych od was. KONIECZNIE nas informujcie (na priv Myszy), że coś pofrunie do schroniska (poróbcie zdjęcia) abyśmy odznaczyli was jako uczestników zbiórki!
NIE ULEGA ZMIANIE:
Każdy Darczyńca (ludzki czy zwierzęcy - to wy nam podajecie jaki) zostaje umieszczony w specjalnej galerii Darczyńców w pamiątkowej grafice zbiórkowej przygotowywanej indywidualnie co roku. Dziś ją zdradzamy poniżej. Tylko koniecznie musicie nam dać znać, że daliście kotom wsparcie - jeśli paczka do schroniska pójdzie bezpośrednio od was.
Czas trwania akcji: 11 listopada - 31 grudnia 2023 więc ostatnie dary mogą trafić do schroniska już w Nowym Roku.
Zatem: 3… 2… 1… START! Bo dobrze jest pomagać!
PS. Prosimy o udostępnianie tej zbiórki! Kotki ze schroniska czekają na smaczne i wesołe święta!
Poniżej grafika promująca akcję oraz grafika z podziękowaniem, którą otrzymuje na facebooku wraz z wmontowanymi zdjęciami darczyńców każdy kto wesprze schronisko. Zachęcamy!


Latarnica poleca [vol. 50]

Dla mnie wszystko zaczęło się od głośnego okrzyku: "JEEEEEST!!!". A było to radosne potwierdzenie faktu (gdy po raz pierwszy na facebooku zobaczylam reklamę na stronie Wydawnictwa ZNAK), że wkrótce premiera nowego tomu autorstwa Kota Nieteraz. W moim przypadku to kontynuacja wspaniałej literackiej przygody, która zaczęła się 3 lata temu wraz z ukazaniem się "Typowego kota", który również trafił na moją top listę ulubionych stron facebookowych i bohaterów tychże stron.

Jeśli czytając te słowa martwisz się, że nie znasz Kota Nieteraz ani bohatera historyjek Typowy kot więc na nic sięganie ci po tą książkę od razu uspokoję. NIe trzeba zaczynać lektury od pierwszego tomu. Spokojnie "Kot na szczęście" może się stać twoim pierwszy razem z Kotem Nieteraz i jego ludzką i zwierzęcą rodziną. Nic straconego! Zapewniam, że kiedy dotrzesz do ostatniej strony bardzo szybko poszukasz poprzednich tomów i z równą przyjemnością zagłębisz się w ich treści.

To tyle tytułem wprowadzenia i niejako wyjaśnienia skąd dziś pod moją lupką recenzeta znalazła się TA, a nie inna książka. W końcu to okrągły 50-ty odcinek cyklu Latarnica poleca.

A teraz będzie wyznanie w stylu 3 x TAK.

Tak, to ABSOLUTNIE nie przypadek że musiałam poznać 3 tom serii!

Tak, identyfikują się z bohaterami serii! I podpisuję pod wieloma stwierdzeniami i ich doświadczeniami.

Tak, jestem posiadaczką i przerobiłam we wszystkich kierunkach lektury typu "Bądź jak kot", Żyj jak kot", "Bierz przykład z kociego życia" itp. itd. (to w kontekście treści 3 tomu).

Czymże jest "Kot na szczęście"? Poradnikiem? Pamiętnikiem z życia kota, a może jego ludzi? Humorystycznym komiksem? Satyrą na koty, a może na relacje zwierzęco-ludzkie? Literaturą faktu o opiece nad zwierzętami? Literaturą popularno-naukową o tym jak radzić sobie w trudnych sytuacjach na linii zwierzę-człowiek i odwrotnie?

Odpowiedź na te wszytskie pytania brzmi twierdząco! Zdecydowanie "Kot na szczęście" jest wspaniałą mieszanką wielu gatunków i może w tym tkwi jego siła. Książka w swej strukturze nie nuży, bo nie ma jednolitej zawartości. Kolejne rozdziały przerywane są historiami obrazkowymi oddającymi kwintesencję tego jak swoje życie widzą i planują koty. I pokazują bez pardonu czym my jesteśmy w ich wielkim planie przejęcia władzy nad światem. Te komiksowe wtrącenia świetnie rozładowują atmosferę i tak zabawnie opowiadanej historii. Ja siedząc wgapiona w strony "Kota na szczęście" w ulubionym fotelu do czytania (z kotem na kolanach) raz po  raz wydawałam z siebie parsknięcia bądź dłuższy rechot zadowolenia i rozbawienia.

Oś główną książki stanowi (jak miło było powrócić do świata bohaterów!) relacja pisana przez Beatę lub Kota Nieteraz (ach ten cięty język, te błyskotliwe wnioski, czarny humor) obejmująca kilka tygodni (a może i miesięcy?), ale zaczynająca się nomen omen rankiem 1 stycznia. Jak wiadomo dla wielu z nas 1 stycznia to katorga. Zawalona wcześniej noc przez sylwestrową zabawę, zmęczenie, niedospanie, bałagan wokół i straszny bałagan w nas samych, bo to NOWY rok: nowe wyzwania, nowe plany, wszystko postawione na głowie i każdy z nas o rok starszy. W taki to dzień wchodzimy w świat tej rodziny, w skład której wchodzą: Beata, Adrian oraz pies Nierusz i kot Nieteraz.

Beata postanawia przeorganizować swoje życie i po pierwsze zacząć rok od regularnego chodzenia na siłownię (to ma być ta część postanowień na temat dbałości nad ciałem), a po drugie pragnie na zasadzie empirycznej poprzyglądać się własnemu kotu i wcielić w życie te wszytskie mądrości z poradników coachingowych typu "bądź jak kot". A ponieważ jej dotychczasowym hobby życiowym było leżenie na kanapie, oglądanie seriali i podjadanie to sami widzicie jak wiekopomnych zmian chce dokonać.

A w tym czasie jej partner Adrian (zdecydowanie bardziej zajmujący się psem niż ona, bowiem pies to spacery, to wczesne wstawanie, wysiłek fizyczny) postanawia wykorzystać część marnującego się metrażu w ich mieszkanku w starym bloku i zaczyna budowę antresoli.

W historii pojawia się świetnie zarysowana postać trenerki personalnej Kasi w studio fitnessu oraz... hm nie chcialabym uprzedzać, ale jednak bez tego ogniwa nie ma "Kota na szczęście" - rodzina powiększa się o jeszcze jednego... kota Eklenia (młodszy model i klon kota Nieteraz).

Uwielbiam podczas lektury te zmiany optyki odbierania rzeczwistości. Jeszcze przed chwilą patrzyłam na wszystko oczami Beaty, a tu już powracam do widzenia świata kota Nieteraz, a ten to ma dopiero gadane! Książka jest świetnie osadzona w naszych realiach. Mamy zalety i wady pracy hybrydowej, plusy i minusy życia pod jednym dachem z przedstawicielami aż dwóch gatunków zwierząt bo z kotami i psem. A skoro pojawił się nowy kot to na karty książki wjeżdża to co każdy wielozwierzakowy opiekun wie - historia o tzw. wprowadzaniu nowego zwierzaka do stada czyli socjalizacja z izolacją w praktyce. Jedna z historii funduje nam też refleksje nad kondycją systemu zdrowotnego NFZ oraz uzmysławia koszty posiadania zwierząt i kwoty, które trzeba brać na swoje barki u weterynarza, gdy już musimy spotkać się z lecznictwem tzw. zwierząt towarzyszących.

Nie mam najmniejszej wątpliwości co do tego, że "Kot na szczęście" okaże się strzałem w dziesiątkę dla miłośników zwierząt. Lubimy się pośmiać z nas samych - zwłaszcza wtedy, gdy widzimy lub czytamy, że innym zwierzolubom też nie jest tak łatwo. Ba! Bywa nawet bardzo, bardzo ciężko. Jakoś robi się wtedy lżej i czujemy się rozgrzeszni z zakupów najlepszych karm z górnych półek, najlepszych zabawek choć jak wiadomo kota ucieszy i tak karton, w którym owa zabawka przyjedzie.

Beata konsekwentnie wypisuje (na zakuionej uprzednio tablicy) i realizuje podpowiedzi autorów poradników by brać przykład z kotów, bo one są mistrzami zen i najlepszymi nauczycielami życia. W praktyce różnie to jej wychodzi, ale wnioski i wynikające z prób realizacji sytuacje dają Czytelnikowi naprawdę przednią zabawę. To jest też taka książka, przy której zdecydowanie dużo potakujemy głową. Co chwila trafiamy na taką "akcję" w życiu bohaterów, że możemy to od razu przyłatać do naszych doświadczeń. I ta bliskość i wspólnota myślenia, doświadczania, cierpienia na różne sposoby nas łączy i jesteśmy w jednej drużynie.

Podtytuł tego tomu "Czyli dlaczego kociarze to najwięksi szczęściarze" tak czy inaczej znajduje uzasadnienie w życiu Beaty i Adriana. I zapewne w życiu wielu z nas. Przecież jakże często patrzymy na swojego kota (koty) z miłością i mówimy pod nosem - jakie to szczęście że go (ich) mamy. I to jest prawda. Mimo, że po drodze mamy tak bardzo pod górkę lub z górki na zderzenie czołowe jak opiekunowie Nierusza, Nieteraza i Eklunia - kota ze schroniska, który w ogłoszeniach umierał na samotnść w malutkiej klatce, a wpuszczony do domu okazał się diabłem wcielonym i zarządcą psa. Tak to już w życiu bywa. Nie pierwszy i nie ostatni raz.

Na koniec trochę o stronie wizualnej. Książka ma wygodny zbliżony do kwadratu format, jest świetnie opracowana graficznie i tekst czyta się wygodnie. Razem z poprzednimi dwoma tomami pięknie prezentuje się na półce jako trylogia i może być idealnym prezentem na nadchodzące święta. Nie zawiedzie opiekuna zwierząt, spędzi z nią wiele zabawnych chwil i z pewnoscią poleci innym znajomym w zakoconych domach oraz tych, w których pod jednym dachem żyją i psy i koty. Bo jak wiadomo pies z kotem nie zawsze oznacza kotostrofę czy katastrofę.

Reasumując: Latarnica poleca!

Poniżej okładka front i tył:

Podstawowe dane książki:

Tytuł: Kot na szczęście. Czyli dlaczego kociarze to najwięksi szczęściarze
Autor: Kot Nieteraz
Ilustracje: Maciej Zaręba
Wydawca: Flow Books / Wydawnictwo Znak
Objętość: 304
Oprawa: miękka
Format: 16x20 cm

Poniżej przykładowe rozkładówki z wnętrza książki:

Poniżej cały (dotychczas wydany) cykl Kota Nieteraz - "Typowy kot", "Kot kontra pies" i "Kot na szczęście" (czekam na więcej!)

Poniżej tzw. backstage sesji czyli te chwile, gdy ustawiałam dobry kadr, a na plan wchodziła ONA - Mysza a ja krzyczałam: "NIE TERAAAAAAZ!"

Dziękuję Wydawnictwu Znak za egzemplarz recenzencki i możliwość szybkiego zapoznania się z tą książką tuż po premierze!

Fot. Latarnica / listopad 2023 (kocia modelka - Mysza Errorka)


Latarnica poleca [vol. 49]

Dzisiejszy post z tego cyklu nie jest klasyczną recenzją, bo też opisywany produkt nie jest klasyczną książką choć na taką wygląda. Ale nie mogłam się oprzeć pokusie pokazania wam tego wydawnictwa. Jestem nim po prostu zauroczona.

Nie wiem jak wy, ale ja nadal nie funkcjonuję w ciągu roku bez tradycyjnego kalendarza książkowego oraz naściennego. O ile na ścianie co roku dominuje jeden latarniany, a drugi koci to z książkowych zazwyczaj wybieram takie, które mają nie tylko kocie okładki, ale i też we wnętrzu dorzucają coś fajnego i powiązanego z kocią tematyką.

Dzięki wpisowi polecajce na profilu facebookowym i instagramowym Kocibehawiozrym dowiedziałam się, że na rok 2024 przygotowano takie piękne kocie wydawnictwo. Nawet Mysza od razu przybiegła, by popatrzeć co to za cudo pojawiło się w naszym domu.

Wiedziałam od razu, że skoro doszło do połączenia sił wydawnictwa z Gosią, bo znam jej książki i regularnie czytam profile społecznosciowe, to otrzymamy produkt wyjątkowy i pomocny. Nadal ma to być jednak przede wszystkim kalendarz. Więc wszytskiego jest w nim w odpowiednich proporcjach tak by ostatecznie dać danie smakowite.

Po przeglądnięciu zawartości uważam, że to taki typowy must have dla kociarza. Akurat mamy IV kwartał roku - okres, w którym myślimy o świątecznych prezentach dla bliskich. Jeśli niektórzy z nich korzystają z kalendarzy papierowyvch - zakup będzie strzałem w dziesiątkę.

Atuty? Wygodny układ z możliwościami wpisów swoich uwag i notatek (ja akurat dużo notuję więc dla mnie idealnie). Jeden tydzień roku zajmuje stronę (parzystą), a na sąsiadującej mamy miejsce na zapiski (wszytsko to jest na zdjęciach poniżej).  Gdy kończy się dany miesiąc kalendarium przrywają strony z pięknymi ilustracjami a przy nich znajdziemy ważne dla kociarzy treści.

Nowy 2024 rok zaczynamy z oszacowaniem wieku kotów oraz mamy pożyteczny Kalendarz weterynaryjny kota przypisany do wieku pupila, Informacje napisane przez behawiorystkę Małgorzatę są z różnych dziedzin, ale wszytsko to ma ostatecznie sprowadzić się do jednego - abyśmy dobrze zadbali o dobrostan naszych mruczków: posiadali odpowiednie przedmioty w ich otoczeniu, stosowali wlaściwą dietę, potrafili odczytywać subtelne komunikaty, zadbać o opiekę weterynaryjną i ich bezpieczeństwo w naszych domach. Rok 2024 zakończymy z quizem dla kocich opiekunów.

Jako pracownik poligrafii szczególną uwagę zwracam też na wygląd i jakość wydawnictw, które kupuję. Macam papier, wącham druk, oglądam okładki pod różnym kątem by dostrzeć tzw uszlachetnienia druku. Tutaj mamy wszystko idealnie dobrane. Wygodna sztywna oprawa z pięknymi wybiórczymi błyszczeniami na okładce, miły matowy papier w środku, na którym dobrze się notuje w kolorze ecru, przepiękna miedziana tasiemka do zaznaczania na jakim etapie roku jesteśmy. Po prostu dobra robota drukarni i introligatorni!

Tak jak nie lubie przejśćia z jednego roku w drugi (jakoś ten przełom grudnia i stycznia zawsze powoduje u mnie obniżenie nastroju) tak teraz cieszę się, że styczeń przywitam z fajnym kalendarzem, po ktory będę chętnie sięgać. Reasumując: Latarnica poleca!

Pewnie od razu was zainteresuje, gdzie można go nabyć. Z tego co widziałam ma go sieć Empik stacjonarnie i online, jest też w ofercie wielu sprzedawców na popularnym serwsie aukcyjnym. Tak więc z nabyciem problemu nie ma - chyba że wyczerpie się szybko nakład. Ja zdecydowanie doradzam kupić jak najszybciej.

Podstawowe dane kalendarza książkowego:

Tytuł: Koty 2024
Autor tekstów: Małgorzata Bieganska-Hendryk
Ilustracje: Ilona Andrzejczak
Wydawca: Zielona Sowa
Objętość: około 200 stron
Oprawa: twarda
Format: 135 x 210 mm

Poniżej okładka front i tył.

Okładka jest przemiła w dotyku, druk uszlachetniony złoceniem i błyszczącymi czerwieniami, całość bardzo elegancka i poręczny węższy format - dla mnie idelany by mieszkał w mojej torebce i towarzyszył mi na co dzień

Poniżej przykładowe strony z wnętrza. Jak widzicie są ciekawe wartości dodatnie - treści, które zainteresują każdego kociarza. W ramach rozkladowki mamy jeden tydzień roku i sporo miejsca do zapisków. Jest też planer na początek roku i strony na luźne notatki i myśli na samym końcu.

A któż by się oparł kociemu quizowi? A i taki się znalazł! Kotkę Myszkę najbardziej zainteresował jednak planer. Ciekawe co w tej kociej główce planuje na 2024 rok?

Czasami sesja z kotem w domu wygląda po prostu tak jak na fotografiach poniżej. Więcej prób odwrócenia jego uwagi niż samego fotografowania tego co się zaplanowało.

A na ostatnim zdjęciu NIESPODZIANKA! Wydawnicywo Zielona Sowa przygotowało na rok 2024 dwie różne okładki do wyboru. Ja mam dostęp tylko do białej, ale jest również i czarna. Okładki prezentuje cudowny kot Stefan - podopieczny Gosi - autorki tekstów do kalendarza.

Fot. Latarnica / listopad 2023 (ostatnia z dwoma okladkami kalendarza - Małgorzata Biegańska-Hendryk)

 


Kocie lato 2021 [5]

Powracam do wakacyjnego kociego cyklu z kotami Półwyspu Helskiego. Po pierwszej odsłonie z lata 2021 - drugi (i nie ostatni!) odcinek o Kajtku z Kuźnicy. To wyjątkowo otwarty i proludzki kot nie bojący się aparatu i jego bliskości.

Kajtek jest bardzo energiczny. Wszędzie go pełno. Dlatego plener w tle często się zmienia. Jak nie płotek to chodnik, jak nie chodnik to trawnik by zaraz wyskoczyć na chwilę na plażę i piasek. Kajtek potrafi też doglądać sprzęt pływający w Centrum Sportów Wodnych. Pokłady łódek to dla niego codzienność. Spotykając go na swej drodze wiem od razu, że przed nami fajna zabawa połączona z pstrykaniem fotek.

Fot. Latarnica / czerwiec 2021


Kocie lato 2021 [4]

Dziś w 4-tym odcinku będzie taki kuźniczny kot, ktory zdecydowanie zasługuje na wyłącznie swoją galerię i na niej się nie skończy bowiem to bardzo towarzyski i super pozujący kot.

Wakacje 2021 roku były drugim urlopem podczas którego spotkałam Kajtka. Rok wcześniej - jego pojawienie się - odnotowałam we wpisie:

https://latarnica.pl/2022/03/21/kocie-lato-2020-10/

Po zdjęciach z lata 2020 i 2021 widać sporą różnicę w masie i dojrzałości tego kocurka. Wtedy był jeszcze dzieciaczkiem a teraz wyglądał już całkiem poważniej.

Kajtka można spotkać nad zatoką pucką w okolicach Centrum Sportów Wodnych. Tam głównie urzęduje i pilnuje porządku. Jak widzeliście rok wcześniej wieczorami lubił też urzędować na plaży nad małym morzem razem z kotem Tadeuszem. To dopiero były kocie wieczory nad morzem! Tym razem Kajtka spotykałam samego i nic nie stracił ze swojej kontaktowości z człowiekiem. Wołany przybiega, da się wygłaskiwać, chętnie podje przysmaki, ale najlepiej się czuje gdy po prostu biega po swoim kuźnicznym rewirze.

Jego jest plaża, deptak, płotki, ławeczki. I oczywiście często można go również zobaczyć na sprzęcie wodnym do wypożyczenia. Ot taki mix kota lądowego i wodniaka.

Poniżej pierwsza galeria z 2021 roku:

Fot. Latarnica / czerwiec 2021


Kocie lato 2021 [3]

Po ponad pół roku przerwy z przyjemnością wracam do prezentacji nadmorskich kotów spotkanych na wakacyjnym szlaku w roku 2021. Dziś będą wyłącznie koty z Kuźnicy. To istne zagłębie cudownych mruczków jeśli się wie gdzie je szukać i o jakiej porze.

Na początek koci sąsiedzi - najbliżsi naszej kwaterze, bo dom obok. Rudzik jakoś tamtego lata nie był często widywany - lubił spędzać dnie w jakimś sobie znanym tylko zaciszu. Uchwyciłam go tylko z daleka. Widzimy go poniżej podczas toalety lub przebiegania pod murem domu.

Więcej Rudzika znajdziecie w archiwalnym wpisie z 2020 roku:

https://latarnica.pl/2021/05/14/kocie-lato-2020-2/

Płotek był kotem, który w 2020 roku pojawił się tylko raz. Rok później widywałam go już częściej. Lubi zwyżki, a głównie chodzenie po płocie . To dość płochliwa kroówka, ale mająca wiele uroku osobistego.

Płotek pojawił się na jednym zdjęciu z wpisu dotyczcego kociego lata 2020 roku. Jest na przedostatniej fotografii. A gdzie? Oczywiśćie na płocie :)

https://latarnica.pl/2021/06/18/kocie-lato-2020-3/

 

Teraz przeniesiemy się do portu od strony zatoki puckiej. Tam spotkałam latem 2021 roku młodego czarnego Wampirka. Był bardzo kontaktowy, śmiały i miał ogromny nienasycony apetyt.

Kilka kotów w typie krówek rokrocznie określam imieniem zbiorowym Porciaki. Pojawiają się na terenach przyportowych i przy posesjach w 1 linii zabudowy od wod zatoki. Poniżej dwa różne Porciaki.

Fot. Latarnica / czerwiec 2021


Zdjęcie na niedzielę - 1 października 2023

Dzisiejsza fotografia otwierająca nowy miesiąc wpisów blogowych - październik - pokazuje to co jest dla mnie najważnejsze poza latarniami morskimi.

Na zdjęciu poniżej moje dwa koty - po lewej Error (już za Tęczowym Mostem od marca 2020) oraz adoptowana w lipcu 2021 Mysza. Lato 2021 to był pierwszy rok, gdy Mysza została przekazana pod troskliwą opiekę a my wyjechaliśmy na wakacje do naszej ukochanej Kuźnicy na półwyspie helskim. To właśnie port w tle jest tym w Kuźnicy.

Kuźnica - moje miejsce oddychania pełną piersią i ładownaia akumulatorów na cały rok oraz dwa koty. Pierwszy nauczył mnie w praktyce czym jest ten gatiunek zwierząt domowych a drugi ujanił zupełnie inne problemy, z ktorymi musiałam się zmeirzyć i dalej poreczać swoją wiedzę. Z akotami nigdy nie jest nudno a niespodzianek i emocji gwarantują nam na co dzień aż w nadmiarze. Ale kocham koty i nie wyobrażam sobie życia bez mruczącego towarzysza.

Fot. Latarnica / czerwiec 2021


Latarnica poleca [vol. 48]

O książce Sari Peltoniemi dowiedziałam się zupełnie przypadkowo. Robiąc zakupy na popularnym portalu aukcyjnym musiałam dokupić coś do wybranych już książek chcąc mieć darmową wysyłkę. I tak w oczy wpadła mi niepozorna książeczka z kotem w tytule, a skoro pojawił się kot to już mnie zaintrygowała.

Jeszcze większą radością było, gdy już paczka do mnie dotarła, że autorka opowieści okazała się pisarką fińską, a ja mam ogromną słabość do tego kraju. Od razu ochoczo zaplanowałam szybką lekturę "Kociego taksówkarza", choć założyłam po tytule, że będzie to opowieść miejska z prawdziwą taksówką w tle. Nic bardziej mylnego!

Historia ta otworzyła przede mną zupełnie inny świat niż się spodziewałam, ale jakże fiński i jakże taki jak w literaturze dziecięcej czy młodzieżowej lubię.

Bohaterem książki jest starsza kobieta nazywana Babcią. Babcia ma imię Sirkka i mieszka z 9 kotami i czule się nimi opiekuje. Ale kobieta jest wdową i jej życie straciło blask odkąd nie ma już przy jej boku męża. Nawet (a może zwłaszcza!) koty to odczuwają. I choć robią co mogą swoimi czułościami i nie odstępowaniem babci na krok to uszła z niej cała radość życia.

W pewnej chwili na scenę tej historii wkracza chłopiec o imieniu Juho, który najpierw z ciekawością podgląda i obserwuje przez okienną szybę życie babci z 9 mruczkami. Kiedy zjawia się w domu starszej pani poznaje nieznany sobie koci świat, bowiem sam w domu ma ukochanego psa. Co jeszcze ciekawsze zauważa że babcia doskonale rozumie kocią mowę i z nieznanych mu dźwięków wydawanych przez mruczki potrafi usłyszeć cale historie i sensownie im w tych samych tematach odpowiedzieć.

Juho przy kolejnym spotkaniu przy kawie i ciastku (ach jak Finowie piją dużo kawy i mleka!) słyszy do Babci, że koty powzięły pewien plan. Ma on przywrócić jej sens i radość życia. Ale do jego realizacji potrzebny będzie im chłopiec razem ze swoim rowerem.

Plan kociej bandy zakładał znalezienie poza terenem miasta kandydata dla Babci, który przyjedzie i złączy swój los z kobietą. Oczywiście musi to być osobna godna, o określonych cechach i a pewno lubiąca koty.

Juho miał przewieźć pierwszego kota na obrzeża miasta rowerem i zostawić go w ustalonym miejscu. Kot miał się tam zorientować czy znajdzie pana godnego ich opiekunki. Po ustalonym czasie chłopiec miał przyjeżdżać po niego i wracać do miasta i znajomego domu . Gdyby pierwszemu kotu się nie udało, czekało chłopca jeszcze 8 kursów w obie strony z kolejnymi kotami.

Oczywiście łatwo się domyślić, że zarówno chłopiec w drodze i jak i koty w terenie podmiejskim trafiają na różne typy ludzi i wpakują się w różne sytuacje. Po drodze chłopak spotyka interesującą dziewczynę Miarkę, która widząc jak jeździ z kotami martwiła się czy aby nie robi krzywdy zwierzętom. Po bliższej rozmowie okazuje sę że są podobni w sposobie patrzenia na świat i mają podobną wrażliwość. Miarka postanawia jeździć swoim rowerem razem z Juho oraz kolejnymi kotami.

Czyta się te historie naprawdę  z zainteresowaniem. Część rozdziałów to tzw. sprawozdania z punktu widzenia kota, który udał się w podroż w poszukiwaniu mężczyzny dla Babci. Oczywiście wiadomo, że w takich historiach nic nie dzieje się gładko, ani nie idzie po myśli bohaterów.

Nie zdradzę finału tej opowieści ani czy kończy się szczęśliwie czy też pomysł kotów był zbyt trudny do zrealizowania. Pisarka kreśli po drodze różne postawy ludzi wobec zwierząt. Pokazuje że parą człowieczeństwa jest nasz stosunek do braci mniejszych. Jak sami widzicie, taksówki tu nie ma, ale jest rower za nią robiący i wiele godzin podróży z różnymi charakterologicznie kotami.

Powieść "Koci taksówkarz" bardzo mile mnie zaskoczyła i chętnie poznałabym i inne opowieści Sari Peltoniemi. Z tego co sama rozeznałam, kilka zostało już przetłumaczone na język polski. Podsumowując: Latarnica poleca!

Podstawowe dane książki:

Tytuł: Koci taksówkarz
Autor: Sari Peltoniemi
Wydawca: grupa Wydawnicza Foksal
Objętość: 166 strony
Oprawa: twarda

Poniżej okładka front i tył

Poniżej przykładowe ilustrowane rozkładówki

Poniżej autorka oraz fińskie wydanie "Kociego taksówkarza", fot. ze strony facebookowej pisarki

Poniżej sesja mojej kocicy Myszy z książką


Koty i kartony czyli o zabawce idealnej

Dawno (poza recenzjami książek o tematyce kociej i zwierzęcej) nie poruszałam tematu kociego ściśle związanego ze zwierzakiem, z którym dzielę codzienność. Od 2,5 roku (odkąd pożegnałam kocura Errora) w domu rządzi miłościwie nam panująca piratka Mysza Errorka (drugie imię ku pamięci swojego słynnego poprzednika). Polecam jej fan page na Facebooku, w którym codziennie garść świeżych zdjęć i zabawnych historii prosto z życia bycia podajnikiem do miski dla tak żarłocznego kota jakim jest Myszeńka. Kto ma ochotę zapraszam:

fb.com/MYSZA.Errorka

Dziś chciałabym wam pokazać prostą zabawkę 3 w 1 czyli legowisko/drapak/pudło sięgającą blisko kociego ideału zabawki będącej kryjówką, bazą, drapakiem, pudełkiem i legowiskiem. Tą naszą akurat wycięliśmy własnym sumptem z tektury mając dostęp do plotera tnącego i arkuszy grubego kartonu, ale podobne znajdziecie tanio w internecie, a co zdolniejsi z was sami taką skombinują i skleją nawet z kilku kartonów. Kształty na ściankach mogą być dowolne i wielotematyczne. Byle kot swobodnie wchodził i się w nich mieścił bez utknięcia.

Dzieci dostają na Wielkanoc słodkie niespodzianki i drobne prezenty od zajączka to do Myszy w tym roku również przybył zając i zostawił nowy przedmiot, który od razu wzbudził ogromne zainteresowanie. Z czasem spersonalizowałam frontowe wejście pudełka doklejając nalepki z motywami morsko-pirackimi :) Popuśccie wodzę fantazji i dopasujcie wzornictwo pod swoje koty - ich imiona czy zainteresowania.

Od lat wszyscy się głowią co takiego jest w pudełkach, że kot widząc mniejsze czy większe gabaryty, od razu się do nich pakują. W internecie krążą nawet zabawne filmiki z pumami czy lwami w kartonach układanych im na wybiegach w zoo i duże koty reagują na nie podobnie jak nasze domowe mruczki.

Zatem zabawka w kształcie prostego kartonu ze stymulującymi do zabaw i psot wycięciami/otworami jako wlot i wylot oraz górne okienko to coś bardzo interesującego dla kota. Pamiętajcie, aby otwory były na linii wlot-wylot by żaden kot nie znalazł się w kartonie jak w pułapce bez wyjścia, gdzie zagnany i zablokowany od jednej strony nie będzie mógł swobodnie wyjść.

Poniżej fotorelacja z kilku dni

Fot. 1-6 pierwsze "spotkanie" i badanie przybysza

Dalsze zaznajamianie i korzystanie z pudła na wiele sposobów

Fot. Latarnica / kwiecień 2023

 


Tak się jakoś złożyło, że ostatnie recenzowane tytuły zawsze były powiązane z historiami zwierzęcymi, a w szczególności z kocimi. Tak samo będzie i tym razem. "Kocur" to nieduża książeczka, więc w tej chwili myślę, że i wpis o niej nie będzie rozbudowany. Ale mimo, że przeczytałam po niej już kilka innych tytułów z zupełnie innych gatunków literackich, wciąż we mnie mocno siedzi i emocje po niej nie oklapły. Pomyślałam, że skoro nadal tak bardzo jestem pod jej wrażeniem, to zasługuje na recenzję w moim cyklu i chciałabym się nią z Wami podzielić .

Nie będę ukrywać. Przed lekturą "Kocura" nie znałam Autora i jego twórczości. Egzemplarz powieści wpadł mi w oko na tegorocznych marcowych Targach Książki w moim rodzinnym Poznaniu. Niestety biorąc ją do ręki od razu westchnęłam, że przecież nie mam już miejsca na kolejne papierowe wydania. Już w trakcie przekartkowywania czułam, że to historia dla mnie i mnie na pewno wciągnie. Ostatecznie wróciłam do domu bez zakupów, ale już następnego dnia poszukałam w internecie opcji - czy "Kocur" dostępny jest jako ebook. Gdy się okazało że jest, natychmiast go zakupiłam.  I szybko przystąpiłam do lektury. Jak mało która książka wzywała mnie mentalnie choć naprawdę był to strzał w ciemno. Zadziałał jakiś dziwny czar, któremu miałam szybko ulec.

Jak byłam w trakcie poznawania tej historii poszukałam również trochę informacji o Autorze. Okazało się, że urodził się i tworzy w Gdyni co niejako było dla mnie takie oczywiste i wyjaśniające to dziwne poczucie, że to będzie książka dla mnie. Bo starzy Czytelnicy tego bloga doskonale wiedzą jak kocham jako miasto Gdynię  i jak fascynuje mnie jej historia. Kadyna debiutował w 2015 roku. Już dziś powzięłam decyzję, że sięgnę również po inną powieść tego Autora. Na tą chwilę kusi i wzywa "Mały kapeć" z akcją w Gdyni.

Ostatnio - już po skończonej lekturze - wrzuciłam na facebooka post polecający tą powieść. Znajoma (która połyka wszystkie książki o tematyce kociej) zapytała w nim czy naprawdę warto ją poznać. Potwierdziłam, choć od razu też dodałam, że uprzedzam iż historia jest smutna, a często bardzo brutalna i opisana naturalistycznie. Jeśli ktoś spodziewa się po okładce lekkiej i przyjemnej historii o kocie niechaj po nią nie sięga.

"Kocur" to opowieść o wychowanym w dużym mieście klasycznym kanapowcu Berecie. Jako malutki kilkutygodniowy kociak został zabrany z miejsca narodzin - klasycznej polskiej wsi - i odtąd w domu miał życie jak w Madrycie czyli swoje bezpieczne terytorium z wieloma miejscami na spokojne drzemki, nieograniczone smaczne posiłki, ciepło, najlepsze zabawki i wymyślne drapaki. Ot koci żywot stworzenia niewychodzącego, nie znającego świata zewnętrznego i niebezpieczeństw, które ze sobą niesie.

Niestety jego stabilne i spokojne życie nagle wywraca się do góry nogami. Jego ukochana opiekunka, której na co dzień mruczy i nadstawia się jej do głaskania pakuje go w znienawidzony samochód i gdzieś ruszają. Podróż trwa na tyle długo, że kot już wie iż to nie jest wyprawa do weterynarza. To coś innego, nowego, nieznanego... Tego koty zdecydowanie nie lubią: niewiadoma i brak stabilizacji oraz codziennej rutyny.

Beret trafia na polską wieś. Tam jest puszczony z kontenera samopas w nieznany teren gospodarstwa, na którym w odpowiedniej hierarchii - ustalonej przez lata walk - koegzystują psy, koty, kury, świnie, szczury, konie i inne zwierzaki. Pachnący miastem i luksusem kot od razu jest traktowany jako wróg numer jeden, a on sam jest przerażony nieznanym otoczeniem i zapachami pełnymi nienawiści. Na dodatek widzi jak jego ukochana pani odjeżdża w siną dal, nie oglądając się za siebie. Początkowo wierzy że to chwilowe, że zaraz wróci na swoją kanapę i musi tylko te parę godzin jakoś przetrwać. Niestety nadchodzi pierwszy wieczór, a nikt po niego nie przyjeżdża. Jest głodny, zziębnięty i skrajnie przerażony. Miejscowe zwierzaki są coraz bardziej agresywne i gotowe atakować intruza choćby miał od razu zginąć.

Beret musi odtąd zmienić swoje życie i nauczyć się przeżyć w tak niesprzyjających warunkach. Okazuje się, że nie był tolerowany przez teściową swojej opiekunki, że czasami posikiwał gdzie nie powinien, a wieś na którą trafia tak naprawdę jest miejscem jego narodzin i bytowania kiedyś jego kociego ojca i matki. Miejscowe zwierzaki doskonale pamiętają kocura, który spłodził Bereta.

Od samego początku ta historia wzbudzała we mnie ogromne emocje. Nie spodziewałam się tak ekstremalnej jazdy i wręcz fizycznego bólu, gdy czytałam o tym jak Beret stara się przeżyć na wsi w towarzystwie brutalnych psów i stada kotów, które go nie chcą na swoim terenie.

Kadyna naturalistycznie odmalowuje polską wieś, na której zwierzaki mają ludziom służyć i są mocno eksploatowane i wykorzystywane. Psy są na krótkich łańcuchach lub biegają luzem siejąc postrach. Koty pełne chorób i skutków wzajemnych walk ledwie się snują - często głodne i zdominowane przez silniejsze osobniki. Mamy więc wyzierający z każdego rozdziału głód, agresje, strach, choroby, nienawiść, samotność, ból. Cała historia jest opowiedziana z punktu widzenia kocura Bereta.

Jest wiele brutalnych scen, realnie opisujących los zwierząt wiejskich. Gospodarze przemykają w tle rzucając im odpadki i nie troszczą się o to, że do misek dopchają się tylko najsilniejsi. Słabsze i stare osobniki w bólu i męczarniach umierają na polach, czy w stodołach szukając sobie odosobnionego kąta by dokonać żywota.

Powieść Kadyny walnęła mnie po głowie z taką siłą, że nawet teraz, gdy wspominam niektóre sceny czuję kulę w żołądku nie pozwalającą nic przełknąć, czuję też ten zwierzęcy strach i odczuwam ich los przy boku ludzi. Nie mamy jako ludzkość czym się pochwalić. Opisy rozmów świń w zagrodzie, które od samego początku odczuwają w jakim celu są hodowane i tylko czekają kiedy nadejdzie ten dzień, gdy po nie przyjdą aby zakończyć ich żywot i przerobić na pokarm dla ludzi. Opisy krzyku kotów rozrywanych przez psy, zabijanych świń... Kadyna nie ubarwia niczego i nie tuszuje realiów wiejskiego życia. Czytelnik siedzi w tej historii wstrząśnięty, zrozpaczony, nie mogący zaingerować w dalszą akcję. Chciałoby się Bereta wyrwać z tego świata, na nowo utulić, zabrać do bezpiecznego mieszkania. Ta niemoc równie mnie bolała co przeżycia bohaterów.

Już dawno nie czytałam powieści, a zwłaszcza książki z bohaterami zwierzęcymi, która by mnie tak wstrząsnęła ale i nasuwała liczne refleksje. Sama mam kota domowego, kolejnego już. Każdy był adoptowany ze schroniska, każdy po przejściach, ze swoim bagażem doświadczeń i chorób. Obecna kotka 4 lata musiała niczym Beret na wsi, przeżyć swoje na ulicach wielkiego miasta bezbronna. Nie wyobrażam sobie teraz  - patrząc jak bezpiecznie śpi na ciepłym kocu, jest syta, kochana - wyrzucić ją na ulicę.

Ale taki los spotyka wiele zwierząt i często są to straszne historie z ludźmi potworami w tle. Tak, potrafimy zgotować naszym braciom mniejszym piekło. Nie mam litości dla takich ludzi. Polska wieś to wciąż słabe ogniwo. Pomału dociera na nią świadomość kastracji zwierząt, dbałości weterynaryjnej, odpowiedniej diety dostosowanej do gatunku. Ale wciąż jest bardzo, bardzo źle. Nadal walczymy - my miłośnicy zwierząt - o brak łańcuchów, o ciepłe domy i empatię. "Kocur" Kadyny to ważny głos w tej walce. Unaocznia te problemy, stawia nas do pionu i oby nie pozwalał zaraz po lekturze po prostu powrócić do swoich spraw i wygodnego życia.

Podsumowując: Latarnica poleca!

Podstawowe dane książki:

Tytuł: Kocur
Autor: Bruno Kadyna
Seria: Ukryte światy
Wydawca: Bibliotekarium
Objętość: 174 strony
Oprawa: miękka lub ebook
Wydanie: I, 2020

Tą książkę zakupiłam i czytałam jako ebook więc nie miałam możliwości zrobić sesji fotograficznej z papierowym egzemplarzem.