Kocia strona wakacji 2019 [7]

Dziś w kocim odcinku niezła kuźniczna mieszanka kotów. To były ostatnie dni wakacji. W kadr udało mi się złapać kilku znajomych, nowe okazy i koty portowe.

Poniżej starzy znajomy sąsiedzi: Rudzik, Gapcio i Parkingowy

Tego kota spotkałam tylko raz jednego dnia. Właśnie otworzono na sezon letni 2019 przyczepę z doskonałymi wypiekami i pieczywem regionalnej firmy Konkel. Pojawił się od razu i wypatrywał i węszył co tam dobrego jest. Stąd nadałam mu imię Piekarz.

Porciaki to koty bez imion. Nie odróżniam ich poza Czarną (kotka z nagrzanego dachu) i Krawacikiem (najpiękniejsze kocie złote oczy Kuźnicy). Najczęściej są prawie całe czarne. Kręcą się u nasady falochronów portowych i w przy szopkach z rybackimi narzędziami nad zatoką.

Płotek to też koci sąsiad. Uwielbia siedzieć na płocie dzielącym dwie posesje, choć zdarza się że do boju wkracza mało ruchliwa - ale jak już to całkiem energiczna - Pani Bułeczka i wtedy Płotek zmyka przepędzony. Pani Bułeczka mieszka naprzeciwko niego i ma go na oku.

A ten kotuś zwany Leżakiem (nie widziałam go żadnego roku, aby stał na łapkach) - bo zawsze wyleguje się w trawie przy zaparkowanych autach na jednej z posesji przy ulicy Żeglarskiej. Jest bardzo płochliwy stąd nie można mu zrobić dobrych zdjęć. Ale ta płochliwość objawia się tym, że najwyżej przesunie się pod stojące najbliżej auto. Leżak ceni relaks i jest miłośnikiem spania na słońcu. Nawet w upalny dzień.

Fot. Latarnica / czerwiec 2019


Jak NOWE zawitało w domu

Kiedy pod sam koniec czerwca wracaliśmy z cudownych, tak wyczekiwanych wakacji na półwyspie helskim, wiedziałam że przed nami jeszcze ten trzeci etap do realizacji. W tym roku na 1 półrocze zaplanowaliśmy do realizacji: remont mieszkania (przypadł na kwiecień/maj), wakacje (II połowa czerwca) i adopcję nowego kota, która miała nastąpić po rozluźnieniu zasad adopcyjnych zaostrzonych od wiosny z powodu koronawirusa.

Niestety czerwiec się skończył, nadszedł lipiec i nic nie wskazywało, że cokolwiek się zmieni. Byłam przekonana, że adopcja następcy Errora odbędzie się tak samo jak w 2010 roku tzn ostatecznie kota nas wybierze. Niestety tym razem to ja musiałam wybrać. I to na podstawie zdjęć i opisów (nie ma teraz możliwości zapoznania się ze zwierzakiem). trochę przypomina to rosyjską ruletkę adopcyjną. każdy kociarz wie jak ważne jest to co się wytworzy między człowiekiem i kotem - czy ono w ogóle jest czy zwierzę nas ignoruje i nie pasujemy do siebie.

Już od maja zaczęłam intensywnie przeglądać na stronie internetowej schroniska dział: koty dorosłe do adopcji (jak zawsze w grę wchodziło tylko dorosłe zwierzę jako to z mniejszą szansą na dom). Określiliśmy sobie widełki wieku jako 2-5 lat, płeć obojętna choć kot dla mnie zawsze kojarzył się jednak z kocurkiem. Nie chciałam się jednak zamykać na los i założyłam, że ostatecznie kotka też może być.

Od samego początku w oko wpadła mi ponad 5 letnia Mysza, która miała bardzo nieatrakcyjne poruszone zdjęcie, ale serce dziwnie przy nim zadrgało. Informacja była krótka i niewiele wnosząca. Schronisko nie wiedziało nic o jej przeszłości. Została dostarczona do nich przez straż miejską z ulic Poznania.

Po drodze moja lista potencjalnych kotów rozrosła się do 10. Kilka szybko odpadło z powodu wieku (około roku), co mogło stwarzać w domu problemy podczas naszej nieobecności gdy jeździmy do pracy, bo roczny kot to bomba energii i pomysłów. Rzadko mądrych. Ostatecznie na placu boju zostały trzy koty (dwie kotki i kocurek), a potem dwa - dwuletni bury kocur Janusz i kotka Mysza.

Poniżej fotografie Myszy z okresu schroniskowego:

Fot. Felicja Zdankiewicz / wolontariat schroniskowy

Mysza z założenia przejęła facebookowy profil kota Errora i kontynuuje jego akcje pomocy dla poznańskiego schroniska. Szybko dostała swoje logo i nowy wizerunek fan page'a i właśnie tam - kilka dni po adopcji przedstawiła się i swoją historię wszystkim oczekującym. Nie napisałam ani słowa wcześniej jaki to kot i jakiej płci. Przyjaciele musieli cierpliwie zaczekaj na pierwsze dni aklimatyzacji i jej pojawienie się. A ponieważ początki nie były łatwe (dwie pierwsze dobry wręcz bardzo trudne dla kotki jak i nas - ogromny stres i strach powodował ze była kulą złości i agresji - czekaliśmy na rozwój wypadków i staraliśmy się poznać nawzajem i dać sobie czas. Imię zostawiliśmy bo tak do niej mówiono przez rok a dostała rownież drugie imię - żeńską formę Errorka od imienia swego poprzednika Errora.

Oto jak Mysza Errorka wkroczyła 9 lipca 2020 roku w w wielki świat internetu, oddam jej głos:

Dzień dobry wszystkim. Jestem MYSZA. Mysza Errorka. Ale nie jego własność, tylko dostałam takie drugie imię. Jest ono w formie żeńskiej, ku pamięci mojego poprzednika. Ponoć był wyjątkowym kotem i robił wiele dobrego. Tak mi w moim nowym domu mówiono. Nie wiem o co chodzi, ale dużo dobrych ludzi czekało tutaj aż miauknę własnym głosem. Zatem się odzywam.
Jestem dziewczynką. Mam 5,5 roku z czego rok spędziłam w schroniskowej klatce. Bardzo tego nie lubiłam. W końcu jestem kotem i deptanie w terenie to coś co bardzo cenię. Chorowałam po tym jak mnie znaleziono na jednej z ulic Poznania. Ktoś mnie dostrzegł. A potem straż miejska przewiozła mnie do schroniska. Jak to kot uliczny miałam koci katar i pasożyty. Zrobiono mi też zabieg i od lutego tego roku jestem już po kastracji.
Mysza to moje schroniskowe imię. Moi Opiekunowie postanowili mi je zostawić. Mówią, że jestem Mysza i koniec. A ja na to przytakuję, bo gaduła ze mnie straszna. 
Nie wiem co się wydarzyło 4 lipca w sobotę. Przez rok nikt mnie nie chciał, nikt nie pytał, nie oglądał, nie brał pod uwagę że mógłby dzielić ze mną życie. Ludzie gadali: nieadopcyjna, dzikuska, agresywna, nie lgnie do ludzi, wrażliwa na dźwięki, denerwująca się na inne koty. Dostałam w papierach status „jedynaczki”. 
Moja Mamcia dostrzegła mnie już na schroniskowej stronie www w maju. Pomyślała, że jestem piękna i wyjątkowa. I jakoś bardzo wskoczyłam jej do głowy, taki sobie przytulny kącik tam znalazłam. Po drodze była próba adopcji kocura z jednej fundacji, potem kilka kotów wybranych ze schroniska zawracało głowę Dużym i dopytywali o nie pracowników i wolontariuszy. Ale nie chciałam dać o sobie zapomnieć, mimo że opinii nie miałam najlepszej. Ponoć zaszło coś dziwnego. Przegoniłam najlepszych konkurentów, choć mieli cechy ideałów. Wygrało serce i intuicja, które od początku było myszowate. Ja musiałam tylko troszkę pomóc w tym wyborze. To była chwila i decyzja jedna na milion. Sama postanowiłam zapakować się w nieznany mi i obco pachnący kontener i stwierdziłam, że nie wyjdę. To przeważyło. Czasami chyba warto mimo strachu zaryzykować...
Jestem więc w nowym domu od 5 dni. I poznaję co to „domowe” życie. Duzi mnie kochają i nieustannie mi o tym mówią. Akceptują wszystko co we mnie jest. Bo wierzą, że Mysza jest wspaniałym kotem. Nie znają mojej przeszłości i pierwszych lat życia. To pusta karta. Nie chcą nawet sobie wyobrażać co mogłam dotąd przeżyć. Tak to się zaczęło. 
Jeśli będziecie zainteresowani, codziennie wam tutaj coś opowiem. Słyszałam, że czasami będzie jakaś domowa „robota” do wykonania. Trzeba się pokazać i poobwąchiwać różne podarunki dla tych co mieli dotąd mniej szczęścia i czekają wciąż na dom w schronisku. Chyba temu podołam. Witam Przyjaciół Errora - Wasza Mysza

Wczoraj minęły równo cztery tygodnie jak żyjemy razem. To nie jest ten sam kot. Miło patrzeć jak się zmienia, otwiera, ufa. Po drodze mieliśmy już trzy dowozy darów do schroniska i przegląd u weterynarza. Jaka będzie przyszłość? Co przyniesie? Nigdy nie wiadomo. Ale teraz już jej los jest związanym z nami i odwrotnie. To już nasza wspólna droga. Najważniejsza zasada Jets taka: dużo cierpliwości, obserwacji, i zapomnienie wszystkiego co lubił i preferował poprzedni kot. Każdy nowy zwierzak to czysta karta do odkrycia.

Fot. Latarnica / lipiec 2020


Kocia strona wakacji 2019 [6]

Dziś kuźniczna historia psio-kocia oraz klasyczna kocia. najpierw ten mieszany duecik. Od razu wam zdradzę, że miałam okazję go obserwować i w tym roku, bo zwierzaki mieszkają blisko naszej kwatery przy głównej ulicy. Jeśli dobrze pamiętam w te wakacje nie zrobiłam im żadnego zdjęcia bo kręcili się obok mieszkańcy budynku, a nie chciałam przy nich fotografować ich zwierzaków. Ale są i mają się dobrze.

Oto fotostory o Ogonku (imię przewrotne bo kotuś ogonka właśnie nie ma) i o jego psim kumplu Szorstkim (wygląda na psiego emeryta). Patrząc na nich od razu uruchamia mi się w głowie piosenka z "Toy story" - Ty druha we mnie masz. Bo oni mają w sobie nawzajem oparcie. Piesek równie chętnie jadł kocią karmę co Ogonek i tak mu zasmakowała, że poszedł ze mną na spacer nad zatokę a tam trochę pobrudził w wodzie i wróciliśmy pod jego dom. Każdy kto nas mijał myślał, ze to mój pies, bo szedł luzem przy nodze.

Poniżej: Ogonek i Szorstki

Podczas jednego spaceru do portu spotkałam znajomego kota z sezonu wakacyjnego AD 2018. To rudy Szczuplak. Nadal figura bardzo fit, aż za chudy i straszny z niego łazęga. Miło było zobaczyć go w zdrowiu i kondycji.

Poniżej Szczuplak

Czarna to prawdopodobnie kotka. Kręci się przy rybackich szopkach ze sprzętem w samym porcie. Są tam też dwa inne koty. Wszystkie czarne lub jak Krawacik - z maleńkim obszarem białej sierści. Czarna lubi spać u podnóża szopek lub wieczorem -gdy słońce mniej praży - leży na dachach tych skromnych budyneczków.

Poniżej Czarna z kuźnicznego portu

Żbiczek mieszka po sąsiedzku, tam gdzie Rudzik, Gapcio czy Arnoldzik. Jest bardzo płochliwy i sfotografowanie go graniczy z cudem. Ale ma tak charakterystyczne pysio, że od razu wiem iż to TEN kot. Poniżej jedyna jego fotografia, tym razem nie zdążył zwiać a i ja miałam refleks.

Na koniec jako bonus, kotka o której już było w tym cyklu, ale miło się ją ogląda. Oto moja wakacyjna sąsiadka - Pani Bułeczka mocno zrelaksowana i zmęczona upałem.

Fot. Latarnica / czerwiec 2019


Zdjęcie na niedzielę - 14 czerwca 2020

W ostatnią przedwakacyjną niedzielę niechaj w cyklu fotograficznym porządzi kuźniczy kot Pomykacz z mariny. Nie będę ukrywać, przez cały rok bardzo tęskniłam do "moich" nadmorskich kotów.

W marcu musiałam rozstać się z moim domowym przyjacielem 12-letnim kotem Errorem. Tym bardziej spragniona jestem kociego futerka i mruczenia.

Na zdjęciu Pomykacz, jeden z tych niedotykalskich łobuzów z mariny. Obok Chłopaka zza winkla i Nieśmiałka regularnie przychodzi do mojej stołówki nad wodami zatoki. Kocham go za jego niezależność i kocią piękność.

Fot. Latarnica / czerwiec 2019


Kocia strona wakacji 2019 [5]

Ten konkretny kot z Kuźnicy jest dla mnie tak ważny i bliski, że zdecydowanie nie starczy dla niego jednego wpisu. To urodzony model i towarzysz dla człowieka i innych kotów.

Pojawiał się już w relacjach z nadmorskich wakacji i kiedy spotkałam go ponownie przy porcie w czerwcu 2019 roku byłam zachwycona.

I tutaj mam do napisania coś, co zaprzeczy moim poprzednim wpisom o nim. Ale zaraz, zaraz... Nie wiecie jeszcze o kim mowa. Ten tekst, a przede wszystkim zdjęcia, są na temat Stefana. Choć odtąd Stefan będzie dwojga imion - Stefan Tadeusz. Już wszystko wyjaśniam.

Kiedy spotkałam w Kuźnicy Stefcia po raz pierwszy to byłam przekonana, że to kolejny tzw. koci wczasowicz. Czyli kot przywożony z miasta na wakacje nad morzem. Od razu uznałam że to kot domowy, bo jego wygląd i futerko świadczyło o tym iż jest zadbany i dobrze odkarmiony.

Podziwiałam to jak pięknie odnajduje się w terenie i że po harcach na plaży i w porcie gdzieś tam wraca na swoją kwaterę. Wysnułam wniosek, że musi do Kuźnicy przyjeżdżać od lat skoro tak wszystko dobrze zna. I tak żyłabym sobie w tej błogiej nieświadomości, czekając i licząc na to że pojawi się i na wakacjach w roku 2020. I pięknie mi jak zwykle popozuje. Ale historia potoczyła się inaczej i niespodziewanie.

Moja znajoma kociara i psiara pojechała zimą na ferie do Kuźnicy ze swoimi psami. Wynajęła lokum od strony portu. Podziwiałam fotografie jej psów na wietrznej zimowej plaży, ale jednego razu podesłała mi zdjęcie kota, który przychodzi pod jej okna i jest kotem właścicielki obiektu.

Spojrzałam na dość niewyraźne i ciemne zdjęcie i w głowie zapaliło mi się światełko. Ten kot przypominał mi "mojego" Stefana, tyle że był bardziej puchaty. Jak to koty zimą. Więc od słowa do słowa zaczęłam dopytywać i prosić o więcej zdjęć kotka aby być pewną. I tak od słowa do słowa okazało się że Stefan to mieszkaniec Kuźnicy i codziennie sobie po okolicy spaceruje. A na dodatek żaden ż niego Stefan bo to przecież Tadeusz :)

Tak więc kot z portu stał się kotem dwojga imion a ja zadałam się z opiekunką kota przez facebooka i jak dobrze pójdzie to jeszcze w tym miesiącu odwiedzę go i może dane mi będzie wypić kawę w towarzystwie Tadeusza. A nawet jak nie, to dowiem się o nim więcej od jego pani. Wiem, że w domu jest i drugi kot. I pięknie się dogadują.

A póki co poniżej pierwsza foto odsłona ze Stefanem -Tadeuszem z lata 2019.

Fot. Latarnica / czerwiec 2019


Kocia strona wakacji 2019 [4]

W dzisiejszym odcinku skupimy się na dwóch kuźnicznych kotach - a raczej kocich gościach nad Bałtykiem. Wiem, że takie jednoznaczne postawienie sprawy może być ryzykowne, ale wszystko na to wskazywało, że koty przyjechały ze swymi opiekunami na wakacje.

Od razu dodam, że w tej materii potrafię się mylić. Wyjaśnię to przy odcinku o kocie Stefanie gdzie nastąpi małe sprostowanie.

Ale wracając do tej konkretnej pary kocich letników, podejrzewam że morza to one nie widziały, natomiast udawały się bez uwięzi smyczy na długie spacery nad małe morze czyli zatokę pucką.

Jak to czasami bywa przy kocich dwupakach - każdy ma inny charakter - stąd koteczka Matsumi (tak mniej więcej brzmiało jej imię kiedy wołał ją opiekun) jest bardziej śmiała i kontaktowa i ma więcej zdjęć a jej kolega Behemot bywa nieufny, wycofany do obcych i pomyka szybko na otwartym terenie.

Na kotki na spacerze trafiałam albo wcześnie rano kiedy ruch był niewielki - wtedy oba jak pieski maszerowały koło nogi swego opiekuna. I najpierw był to pomost kuźnicznej mariny, a potem spacer dalej brzegiem nad zatoką w kierunku Jastarni. Matsumi lubiła turlać się w słonku na drewnianych dekach pomostu i chodzić swoimi ścieżkami. A to oznaczało, że zawołana niekoniecznie chciała od razu iść tam gdzie maszerował pan i Behemot.

Albo widywałam je wieczorem, już przy innym nasyceniu światła zachodzącego pomału słońca. I wtedy częściej w okolicy mariny kręciła się Matsumi. Można było bliżej do niej podejść i popstrykać fotki, ale nie dotknąć. Raz próbowałam, ale wyciągnięta ręka ją płoszyła, a wolałam zrobić fajne fotografie więc tylko zbliżałam się do niej.

Efekty sesji obu kotków poniżej. Myślę, że warto było kręcić się w pobliżu gdy spacerowały. Fotografie pochodzą z kilku dni i wieczorów w Kuźnicy.

MATSUMI

BEHEMOT

Fot. Latarnica / czerwiec 2019


Kocia strona wakacji 2019 [3]

Powracam z przyjemnością do kotów, spotkanych w latem podczas wakacji na Półwyspie Helskim. Jak pisałam w relacjach z lata 2019 roku będzie bardziej zachowana chronologia wykonania zdjęć. Wiec skoro pojawi się jakiś kot na fotografiach, nie znaczy że do niego juz nie wrócę.

KRAWACIK

Krawacika spotykałam przy jednej z szopek z narzędziami rybackimi nad zatoką. Dałam mu chwalebny tytuł najpiękniejszych złotych oczu w Kuźnicy. Ale czy się myliłam? Kotuś jest nieśmiały, za blisko nie podejdzie ale jak juz usiądzie to i całkiem ładna sesyjka może wyjść.

SALOMON

Koci sąsiad przez ulicę - Salomon - to jeden z nadłużej spotykanych przeze nie kotów w Kuźnicy. Nieufny, ostrożny, ale uwielbiam go. Jego ciemne futro lśni w słońcu idealnie, jest puchaty i miękki. Tak, udało mi czasami go pogłaskać. Ponieważ mieszka w pierwszej linii domów od strony morza często udaje się przez tory na plażę.

CZOCHRACZ

Trzeciego dnia po przyjeździe nastąpiło to na co najbardziej czekałam i za czym tęskniłam cały rok w domu w Poznaniu. Do ogrodu posesji, gdzie wynajmujemy pokój przyszedł mój ukochany bury Czochracz. To kolejny kot, z którym spotykam się już od kilku lat w Kuźnicy. Umiłowany, prawie jak "mój" - bowiem jego obecność przy mnie wzbudza tak silne emocje jakie kojarzę tylko z domowym Errorem. Z Czochraczem to twarda i szorstka miłość. Kot (do dziś nie wiem czy to kocur czy kotka) ma charakter i lubi z lapy czy zęba przywalić znienacka. Ale jest też chętny do turlania się pod nogami, do miziania jeśli akurat chce i lubi przy człowieku pobyć. O apetycie nie wspomnę. Z tym jest bardzo dobrze.

Fot. Latarnica / czerwiec 2019


Wakacje 2019 [8] - w helskim porcie vol. 2

Dziś druga odsłona wycieczki po porcie w Helu. Miało to miejsce w wakacje AD 2019 w dniu naszej rocznicy ślubu (20 czerwca). Panowało wtedy dziwne urocze światło, bo nad Hel nadciągała potężna burza.

Udało mi się również wypatrzeć portowe koty, co w Helu zdarza mi się rzadko. Tego samego południa miał także miejsce poza na terenie portu wojennego. Po prostu dużo się działo. Nad miastem kłębił się gesty czarny dym.

Fot. Latarnica / 20 czerwca 2019


Zdjęcie na niedzielę - 22 marca 2020

To jedna z moich ulubionych kocich fotografii wykonana podczas wakacji w Kuźnicy w 2019 roku. Przedstawiony na zdjęciu kot - nazwany przeze mnie Pomykaczem - bo jest szybki i płochliwy - pomyka od człowieka - uwielbia siedzieć na kamieniach nad wodami zatoki. Właśnie tam można go najczęściej spotkać. Ale zdecydowanie daje się przekupić przysmakami i podejdzie bliżej i popozuje, o czym się wkrótce przekonacie.

Fot. Latarnica / czerwiec 2019


Kocia strona wakacji 2019 [2]

W tym odcinku zobaczycie trochę taki koci mix fotograficzny. I nie znaczy to, że jeśli jeden konkretny kot się tutaj pojawi, to pokazuję już wszystkie jego zdjęcia, które udało mi się w 2019 roku pstryknąć.

Po prostu wiele z nich to koty, które pojawiały się już w poprzednich relacjach wakacyjnych i w tegorocznym cyklu wrzucam kocie galerie bardziej chronologicznie niż tematycznie. Bo i kocich zdjęć zrobiłam naprawdę dużo. I potrzeba na ich prezentacje wielu odcinków, a co lepsi modele/bohaterowie będą się tutaj powtarzać.

Pani Bułeczka

To kuźniczna dobra znajoma i nasza sąsiadka. Ja uważam, że jest wczasowiczką i latem pojawia się na swojej posesji. Bułeczka jest okrąglutka i trzykolorowa. Ale żywa z niej istotka. Kiedy sytuacja tego wymaga jest szybka i zwinna. Potrafi jednym susem wskoczyć na dość wysoki płot przeganiając niechciane kocury.

Maska vel Zorro

To kuźniczny niezależny kocur, który skusi się dobrym przysmakiem, ale jest nieufny i chadza swoimi ścieżkami. Często spaceruje między posesjami i chowa pod samochodami turystów.

Jurata

Kicia spotkana podczas jedynego spaceru po Juracie. Nie wiem czy to była koteczka czy kocur. Wyglądała na kociego seniora. Ale była głodna i rzuciła się na podane jedzenie. Siedziała między dwoma domami wczasowymi w kierunku wylotówki do Jastarni. Urzekła mnie swim dostojeństwem i taki kocim doświadczeniem widocznym w futerku i spojrzeniu.

Jaster

Rude kocie cudo spotkane przy starym domostwie niedaleko kościoła w Jastarni. Ponieważ mam słabość do rudych kotów, na ile pozwolił i się nie spłoszył obfotografowałam go. Kotuś był ciekawski i chętnie wyszedł na chodnik z terenu swojej posesji.

Fot. Latarnica / czerwiec 2019


Zdjęcie na niedzielę - 15 marca 2020

Na dziś planowałam zupełnie inne zdjęcie. Akurat również było w kociej tematyce, ale wakacyjne, pogodne. Życie jednak lubi zmienić plany.

W piątek 13 marca runął mój świat. Musiałam podjąć tą najtrudniejszą decyzję i zrobić to co jest dobre dla Przyjaciela, a dla nie mnie. Na pewno będzie kiedyś szerszy wpis, ale póki co ból jest tak ogromny, że mogę tylko (co przychodzi z ogromnym trudem) wstawić to zdjęcie.

Do zobaczenia Errorku, kiedyś, gdzieś... Przyjacielu, nauczycielu życia i odpoczywania.

Fot. Latarnica/ marzec 2020


Kocia strona wakacji 2019 [1]

Tworząc cykl postów o kocich spotkaniach podczas ostatnich wakacji, spróbuję chronologicznie przedstawić wszystkich spotkanych przedstawicieli tego gatunku. Będą wśród nich koty nowe i jak starzy dobrzy znajomi. A kto jako pierwszy przywitał mnie na wakacjach w 2019 roku w Kuźnicy? Niezawodni sąsiedzi: Arnoldzik, Rudzik i Gapcio.

Ta trójka kotów to starzy znajomi. Mieszkają na posesji po sąsiedzku więc ich spotkanie to raczej kwestia czasu, bo widuję ekipę od lat. Arnoldzik (vel Terminator) co roku wygląda marnie, a może i trochę swoim wyglądem straszyć. Ale to bardzo przyjazny kot. Mruczy, tryka baranki, chętnie podchodzi. Nasze pierwsze kontakty były mniej śmiałe. Nie miał tej ufności. Nie wierzę, że mnie pamięta czy kojarzy, ale może i we mnie jest mniej obaw więc chętniej do mnie podchodzi.

Rudzik zapuszcza się dalej w kuźniczne zaułki niż Arnoldzik. Ale jego nigdy nie dotknęłam, bo jest bardzo płochliwy i szybki. Swe rude futro ma przepiękne i jak nie wykonuję gwałtownych ruchów udaje mi się pstryknąć parę fotek.

Gapcio nic nie stracił ze swego gapowatego spojrzenia. To przemiły kotek w zgodzie dzielący teren z Rudzikiem i Arnoldzikiem. On również jest nieśmiały i płochliwy. Podejdzie bliziutko, ale nie chce być dotkany. Chętnie podje wysypane smakołyki.

Wcześniejsze zdjęcia tych kotów znajdziecie we wpisach z cyklu "Kocia strona wakacji" z 2018 roku.

Fot. Latarnica/ czerwiec 2019


Zdjęcie na niedzielę - 9 luty 2020

Jak wiecie, jeśli śledzicie ten blog i moje wpisy z wakacji z lat ubiegłych - są osobno wpisy i cały cykl o nadmorskich kotach. Tych zdjęć z lata 2019 roku będzie bardzo dużo, ale dziś jedno z moich ulubionych kocich zdjęć z Kuźnicy i ostatnich wakacji na Półwyspie Helskim.

Oto Stefan w kuźnicznym porcie czyli na plaży nad małym Morzem. To wariatuńcio i wspaniały kot. Spotkaliśmy się kilka razy i tak blisko się mnie trzymał, że ludzie myśleli iż to mój osobisty kot.

Fot. Latarnica / czerwiec 2019


Na koniec roku

Kończy się rok. Jeszcze kilkanaście godzin i przywitamy 2020. Jaki był ten miniony? Przede wszystkim zaskakujący.

Już w styczniu ogromne zaskoczenie gdy otrzymałam w Narodowym Muzeum Morskim medal i doceniono moje latarniane pasje. Wakacje na Półwyspie Helskim, które jeszcze w drodze wydawały mi się takimi, podczas których nie wyluzuję i nic mnie nie ucieszy, okazały się najlepszymi. Dotarłam do nowych miejsc (w tym ruin latarni Jastarnia Bór, ale o tym dopiero będzie), poznałam nowe osoby (w tym m.in. dyrektora Muzeum Helu, modelarza z Koszalina Marcina który stworzył piękny model Góry Szwedów), zrobiłam najlepsze zdjęcia kotów nadmorskich (tym też się dopiero pochwalę) i ponownie spotkałam Czochracza z Kuźnicy.

Lekturowo to również był dobry rok. Niemal same trafione w sedno książki, tylko wysokie noty. Kończę go z 90 książkami na liczniku i to dobra statystyka, choć wiadomo zawsze chciałoby się więcej. Bo lektur w kolejce są setki.

Właśnie kończę zbiórkę darów dla poznańskiego schroniska. To kolejne światełko w tym roku. Ludzie jak zwykle okazali hojość i pojechało kilka sporych transportów z pomocą dla podopiecznych schroniska. Bardzo wszystkim dziękuję!

Były też niemiłe doświadczenia, o jednym z nich pisałam niedawno we wpisie o 11 urodzinach mojego kocura. trochę tez sama posypałam się zdrowotnie i często nie dawałam rady psychicznie, ale uciekałam w lektury i latarnianą pasję.

Nowy Rok budzi we mnie obawy. Bo tak naprawdę nigdy nie wiemy co nas czeka. Trochę się tego boję. A jednak są też nadzieje. I ich się trzymam. Nadzieje na zobaczenie nowych miejsc, na nowe zachwyty literackie, na nowe możliwości leczenia kociego przyjaciela.

To tyle słów ode mnie. A na sam koniec, dziś 31 grudnia, życzę Wam drodzy Czytelnicy Latarnicy abyście doświadczali w nowym 2020 wiele dobra - od bliskich, od ludzi, od zwierząt. Dbajmy o przyrodę i planetę bo jest coraz gorzej. Odkryjmy w sobie pokłady empatii, pochylajmy się nad słabszymi i potrzebującymi. Faromaniakom nowych latarnianych wypraw. Wszyscy przecież czekamy na obiecane otwarcie dla turystów latarni Rozewie II.

Wszystkiego dobrego od Latarnicy! Dziękuję że tutaj jesteście, że czytacie, ze nadsyłacie swoje zdjęcia i opisujecie wrażenia.

Fot. Latarnica


11-te urodziny Errora

Kolejny data 28 grudnia w moim życiu. Kolejne urodziny futrzastego przyjaciela ze schroniska. Ale w tym roku to nie było takie oczywiste. Mamy za sobą bardzo trudne pół roku. Latem zmieniła się optyka i perspektywa. Jeden wypadek zatrząsł naszą stabilną relacją człowiek-zwierz. To miała być zwykła diagnostyka, zakończyła się udaną operacją w narkozie ale po niej w środku nocy nadeszło coś czego skutkiem był upadek z dużej wysokości i uderzenie głową o twardy mebel. Nie jestem jeszcze w stanie pisać o tym z detalami, mimo że mija prawie pól roku.

Ten sam wpis umieszczam dziś na facebooku kota Errora. Jestem go winna ludziom, którzy nas cały czas wspierali i nadal dają kopa do działania.

Dziś, 28 grudnia 2019 roku przypadają 11 urodziny Errora, a 9 lat jest już kocisko z nami i dzielimy życie na dobre i złe. To ZŁE przyszło do nas latem znienacka po zabiegu chirurgicznym Erusia w narkozie i ze skutkami walczymy do dziś. Tamtej nocy czułam, że świat mi się zawalił, że to już koniec... Patrząc na stan Erroka nie wierzyłam że może z tego wyjść. Ale w tym ciemnym tunelu byliście z nami WY - przyjaciele wirtualni i realni z Kociobuka. Dostaliśmy tyle dobrej energii, wsparcia, także tego materialnego na najpotrzebniejsze pierwsze badania, diagostykę, leki, preparaty. To że dziś świętujmy te 11 urodziny to dla mnie CUD, ale ogromna wiara była w was i wetach i nie pozwalaliście pomyśleć o poddawaniu się. 
Gdy dziś przypadkiem trafię na filmik lub zdjęcie z tego okresu (a celowo jeszcze nie jestem w stanie ich oglądać, bo tak są bolesne) to dopiero dostrzegam jak daleką drogę przeszliśmy (od kota nieruchomo leżącego w jednym miejscu, poprzez suwaczka wlokącego tylne łapki i nie załatwiającego się samodzielnie, poprzez fazę niekontrolowanych upadków i zawrotów do tego co jest dziś). Nie ma co ukrywać ogromna moc i chęć życia była także w tym małym kocim ciałku (niemłodym już) - które każdego dnia pokazywało, że da radę i pójdzie w postępach do przodu. 
Nie wiem CO przed nami, nie wiem ILE przed nami. Nie zamierzam dziś nic ubarwiać. Bo okazaliście tyle troski i pomocy, że też powinniście wiedzieć jak jest. Bywa że jest naprawdę bardzo źle. Okresy lepszej i gorszej kondycji przychodzą falami nawet w ramach jednej doby. Każdy dzień to wyzwanie. W tej chwili borykamy się z astmą, tarczycą, problemami neurologicznymi, nawracającymi problemami z pęcherzem czy kocimi nerwami i agresją. Errorek dostaje w tej chwili dobowo 9 leków. To dużo jak na kota trudnego w obsłudze. Do tego wagowo jest go połowa tego ile ważył w normalnym okresie stabilizacji zdrowotnej. Ale staramy się. Pilnujemy, dbamy, kochamy... Umowa adopcyjna to nie papier do wyrzucenia do kosza. To zobowiązanie na wielu frontach. Na lata. 
Przed nami w styczniu kompleksowe badania krwi, które pokażą w jakiej kondycji jest obecnie Eruś. Dlatego też chciałam bardzo zrobić z nim kolejną zbiórkę świąteczną. Trochę na innych zasadach, trochę mniej go obarczając. Ale pamiętał co to kontrola darów i że trzeba przy nich posiedzieć. Tyle możemy zrobić wspólnie, my i wy wszyscy. Nam szczególnie zależy, bo gdyby nie Schronisko dla zwierząt w Poznaniu nie byłoby naszej historii, relacji i tych 9 wspólnych lat. Nie jest lekko, bo od pół roku sypiam w systemie pobudka co 1-1,5 godziny aby dać mu jeść, ale wiem że przybranie na wadze to kluczowa sprawa. Waga w styczniu pokaże czy coś drgnęło.
A na razie żyjemy dniem bieżącym, a to oznacza dziś spokojne świętowanie. Bo dotarłam do punktu (data ego urodziny), który jeszcze parę miesięcy wstecz był dla mnie mrzonką i marzeniem. Ale jesteśmy tu razem dziś i teraz.
Jeszcze raz dziękuję wszystkim za każdy najdrobniejszy gest wsparcia i pomocy dla nas. Jesteście nieustającym wsparciem i inspiracją. Także kopem w tyłek, kiedy chciałoby się schować w kącie i już tylko płakać. Kto może niech wypije dziś toast za walecznego Erusia

A po uczcie dokładne mycie!

Fot. Latarnica / 28 grudnia 2019


Kocia strona wakacji 2018 [12]

Wszystko się kiedyś kończy. Ten cykl dotyczący roku 2018 również. Ale to otwiera nową furtkę na prezentację kotów uchwyconych w obiektywie w roku 2019.

Odcinek 12 nie wymieni koty z imienia. Te kuźniczne, które spotykam częściej musiałam "oswoić" i pogrupować nadając im konkretne imiona, ale koty spotkane raz bądź w innej miejscowości Półwyspu nie dostają imion. Co nie znaczy, że są mniej ważne. Ale na pewno wiem o nich mniej albo nic.

Galeria prezentowana poniżej to grupa kotów z jastarnickiego portu. Niezła banda, która chyba się lubi, a przynajmniej na pewno toleruje. Nie było łatwo je fotografować, bo towarzystwo bardzo ruchliwe. Ale przyjemność obserwacji ogromna. Niech zostaną roboczo nazwane jako Banda Porciaków.

Fot. Latarnica / Jastarnia czerwiec 2018

Na koniec jako bonus kilka kotów spotkanych tylko raz w Kuźnicy stąd pojawiają się tak anonimowo. Wielkim zaskoczeniem było spotkanie tego osobnika rasowego latającego samopas wieczorem przy torach kolejowych.

Fot. Latarnica / Kuźnica czerwiec 2018


I po promocji

W październiku br. odbyła się w sali edukacyjnej poznańskiego schroniska dla zwierząt promocja książki "Stefan, czyli historia (z) przypadku", którą pozwoliłam sobie na potrzeby Latarnicy zrecenzować (więcej: https://latarnica.pl/2019/10/07/latarnica-poleca-vol-25-stefan-czyli-historia-z-przypadku/ a o samym spotkaniu z autorką informowałam tutaj: https://latarnica.pl/2019/09/23/spotkanie-autorskie-dla-kociarzy/

Dziś, gdy już emocje opadły, a wszystko udało się tak jak planowaliśmy i nawet pogoda nam sprzyjała, chciałabym się z Wami podzielić fotorelacją z tego wydarzenia a nawet dwóch bowiem w Poznaniu było tak ogromne zainteresowanie, że odbyły się dwa spotkania autorskie z Małgorzatą Biegańską-Hendryk jedno po drugim.

12 października działo się tak - poniżej schronisko gotowe na promocję:

Fot. Latarnica

Pozwoliłam sobie do każdego ze spotkań wygłosić słowo wstępne. Fot. Bartosz 4x

Poniżej - tak było w salce edukacyjnej. Wszystkim przybyłym bardzo dziękuję! Było super!


6-ta zbiórka świąteczna dla poznańskiego schroniska

Drodzy Przyjaciele! Startujemy! W innych okolicznościach jak rok temu, w trudnych dla nas chwilach, bo Error nie jestem w takiej kondycji jak kiedyś ale nie dajemy się! Walczymy! Jeszcze nie potrafię zebrać słów o tym co wydarzyło się od jego urazu w lipcu, ale może taka chwila nadejdzie. Teraz wciąż to jest dla mnie zbyt bolesne i smutne.

Jak co roku rusza świąteczna zbiórka rzeczowa dla podopiecznych Schronisko dla zwierząt w Poznaniu. Przyjaciele, którzy są z nami od lat wiedzą wszystko. Dla nowych osób zasady i niezbędne informacje:

fot. pexels.com

I TY MOŻESZ POMAGAĆ! – czyli o(błędna) - errorkowata świąteczna zbiórka na rzecz podopiecznych ze Schroniska dla zwierząt w Poznaniu AD 2019.
I znowu mięło 12 miesięcy odkąd przyjmowaliśmy od Was dary i przekazywaliśmy dalej – tym którzy je najbardziej wyczekują. W końcówce 2018 roku nie zawiedliście i było jak zwykle hojnie. Tradycją już jest, że startujemy około 5-6 tygodni przed świętami, a sama zbiórka trwa do Sylwestra przez co ostatnie dary trafiają do potrzebujących już w nowym roku. To już 6 nasza akcja! Niesamowite i wzruszające, że nieśmiały spontaniczny pomysł stał się tradycją i sami pytacie czy w tym roku również działamy. Odpowiadamy, że TAK!

CO KUPIĆ ? CO PRZEKAZAĆ ? CO ZBIERAMY ? To co potrzebne. Karmy suche i mokre, przysmaczki, preparaty witaminowe i zdrowotne, koce, ręczniki, zabawki, legowiska, drapaczki i wszystko to co może się przydać, a co tutaj nie wymieniliśmy. Nic nie narzucamy i nie stawiamy żadnych wymagań ilościowych. Najdrobniejszy gest ma sens.

JAK POMAGAĆ? Zasada jest prosta. Darczyńcy z Poznania mogą podesłać do nas paczki. W tym roku po raz kolejny wspomaga nas bardzo partner logistyczny, którym jest poznański oddział PickPack. Bez niego byłoby kiepsko. Jeśli masz w domu uszykowane dary, a nie możesz ich sam przetransportować czy w inny sposób wysłać czy przekazać daj nam znać na priv na fan page https://www.facebook.com/kot.ERROR/. Kurier od zadań specjalnych podjedzie i odbierze, a potem przekaże Schronisku.

Darczyńcy z kraju czy zagranicy przesyłają paczki na nasz adres lub robią zakupy w sklepach internetowych i podają nasz adres wysyłki.

Jeśli nie macie czasu na szukanie, i kupowanie zawsze możemy coś podpowiedzieć czy się dogadać i prosimy wtedy o kontakt na priv. Przekazana suma zostanie w całości wydana na podarunki i rozliczona. Wszystkie zapytania kierujcie - facebookowy fan page kota Errora.

CO Z NASZEJ STRONY?
Co damy z naszej strony? Jak zwykle osoby mające swoje strony i kocie fan page na FB dostaną na swoją stronę pamiątkową grafikę z podziękowaniem za przystąpienie do akcji – w tym roku Wasze zdjęcie będzie wisieć nad kominkiem w przygotowanym motywie świątecznym. (tegoroczny motyw poniżej - w miejscu Errora pojawi się foto darczyńcy). Wasze zdjęcie lub zdjęcie waszego zwierzaka pojawi się w Galerii Darczyńców z podziękowaniem za przystąpienie do zbiórki.

ŻADNYCH OGRANICZEŃ
Zapraszamy do bycia Darczyńcą i podkreślamy, że nigdy nie liczy się ilość, ale fakt otwarcia serca dla potrzebujących. Więc równie mocno cieszy nas pojedyncza puszka jak ich cała paleta. Dary będą systematycznie pokazywane, bo wszystkie oglądam i daję im prawo wywozu do kociarni schroniska. Co roku pomagamy głównie kotom, ale równie chętnie przyjmiemy też podarunki dla naszych psiaków.

Z góry wielkie errorkowate MIAUU i… 3… 2… 1… CZAS START!

I pamiętajcie! Nie kupuj… ADOPTUJ! Cudowni przyjaciele i koci terapeuci czekają w kociarni ma DOM.


Kocia strona wakacji 2018 [11]

Dla tego kota musiał zostać zarezerwowany osobny odcinek. Lata wstecz nie podejrzewałam, że zostanie tym najważniejszym. Ale życie tak się potoczyło, że spotykamy się już kilka lat i teraz nie wyobrażam sobie Kuźnicy bez Czochracza.

Panie, Panowie! Oto ON! Kot, z którym załapałam niesamowity kontakt. A raczej ten kot pozwolił na to, by nasza więź i relacja w ogóle się rozwinęła.

Czochracz – niech imię was nie zmyli. Owszem, uwielbia mizianki ale tylko na jego zasadach. Kiedy nie wpasujesz się w jego nastrój, miejsce dotyku, wykonasz gwałtowniejszy ruch - oj można dostać niezłe baty z pazura i zębów. Ale gdy potraktujesz to bure ciałko tak jak lubi i w danej chwili chce, to można się nieuleczalnie zachwycić i zakochać na zawsze.

Czochracz jest jedynym kotem wakacyjnym, który wzbudza we mnie uczucia bliskie jedynie temu co czuję w domu do mojego Errora. Porusza mnie całą swoją czochrowatością, niezależnością, wariactwem, nieprzewidywalnością, słodyczą, kondycją i gibkością. Kiedy chce to tu i teraz, kiedy nie chce to zmykaj człowieku i nie napastuj!

Ale Chochracz - po przebyciu za dnia sobie tylko znanych kuźnicznych dróg - pamięta, gdzie jestem, gdzie może podejść aby podjeść, być wyczochranym, pobyć blisko ale bez dotyku, po prostu posiedzieć wspólnie i poturlać się u stóp w słonecznej plamie. Nie wiem gdzie jest jego stała baza i meta. Podejrzewam że ma dom, ale wraca tam tylko na noc. Jest na to zbyt czysty i dokarmiony.

To dla Czochracza wybieram zimą i wiosną dobre kocie menu które mu zawiozę, dla Czochracza szoruje porcelany na kwaterze bo mokra karma tylko z eleganckiego talerzyka, a miseczka wody to kryształowa czara. On na to zasługuje. Jest królem podwórek i płotów. Uwielbiam ten dźwięk za plecami - szuranie pazurów po drewnie. A co to? A kto to? To Czochracz wspina się po płocie i zaraz będzie przy mojej nodze gotowy do głasków i czułych słów zachwytu.

Macie takie koty na swoich wyjazdach? Istoty wyjątkowe i zdawałoby się całkowicie nas rozumiejące? Uwielbiam tego burasa z jednym chorym okiem. Podejrzewam, że na nie nic nie widzi, bo jeśli poruszyć dłonią to tylko od strony zdrowego oczka. Inaczej panicz może się bardzo wystraszyć, a tym samym zaatakować dłoń. Ja już się tego nauczyłam. I respektuję te zasady.

Poniżej przegląd zdjęć (ach jak trudno było dać ich mniej!) z naszych chwil w Kuźnicy w 2018 roku.

Fot. Latarnica / czerwiec 2018


Latarnica poleca - vol. 25 - Stefan czyli historia (z) przypadku

Pod koniec września informowałam na Latarnicy o planowanym na 12 października spotkaniu autorskim promującym książkę "Stefan" w moim rodzinnym Poznaniu. Zostało do niego zaledwie kilka dni i mam nadzieję, że te osoby, które spotkam w salce edukacyjnej Schroniska dla zwierząt w sobotę są równie podekscytowane jak ja.

W tej chwili nie wiem, czy fakt, że lektura "Stefana" już za mną to mój atut czy trochę jednak strata i smutek, że to na co czekałam całe lato minęło i nigdy nie wróci już pierwsze czytanie tej historii - kiedy każda kolejna strona jest niewiadomą i odkrywa kolejne rozdziały obrazu pewnej relacji. RELACJA to słowo klucz dla tej książki. Bo to nie jest zwykła historia o zwykłym kocie. Z resztą pisanie o jakimkolwiek kocie, że jest zwykły to ujma dla tego gatunku, bo każdy jest inny i wspaniały. I jest po prostu sobą.

Życie stawia na naszej drodze różne wyzwania i istoty. Piszę "istoty" bo nie zawsze są to ludzie. Bywa, że zwierzęta. Tak było w przypadku Autorki, kiedy na jej życiowej drodze pojawił się nagle i nieplanowanie on - Stefan. Odkąd ich ścieżki się skrzyżowały była już tylko relacja Małgorzata - Stefan i Stefan - Małgorzata. Naczynia połączone, historia cudu ocalenia i walki o kruche i słabe życie.

Wierzę, że zwierzęta nas wybierają (jeśli dochodzi do bezpośredniej konfrontacji) lub sytuacje tak się układają, że coś się musi wydarzyć i potrząsnąć naszym życiem, a często i przewartościować je. To wszystko przeżyła Autorka. Doświadczona już obecnością kotów w swoim życiu, ale czy od razu gotowa na to wszystko co przyniosły kolejne lata życia ze Stefanem?

Bywają koty bezproblemowe, stabilne zdrowotnie, towarzyszące nam na co dzień bez wielkich akcji BUM - takich kiedy świat się nam wywraca do góry nogami. Stefan był jednak specjalistą od akcji BUM. Dostarczył swojej opiekunce wiele sytuacji, gdy trzeba było szukać rozwiązań, nie poddawać się, nie załamywać, nie oglądać wstecz. Bo on sam w tym wszystkim był przecież Wielkim Wojownikiem.

Znaleziony i przygarnięty w fatalnym stanie fizycznym, z ostrożnymi rokowaniami, każdego dnia pokazywał i udowadniał, że jest i chce tu na tym świecie dalej kroczyć na swoich białych łapkach. Jakże to znam i jak mocno przemówiła do mnie ta historia! Sama jestem opiekunką kota, który postawił mnie w tak wielu trudnych do przejścia sytuacjach, bywało że i granicznych i balansowaliśmy po cienkiej linii. A jednak pokazywał mi, że skoro sam walczy to jakże ja mogłabym się poddawać i wątpić.

Czym jest ta książka? Mieszanką gatunków. Ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Z jednej strony to osobista historia Małgorzaty i Stefana, ujawniająca wiele z prywatnego życia Autorki, także o innych zwierzętach które na dłużej lub krócej przewinęły się przez jej dom. Ale bez szczerej prywaty nie byłoby w tej opowieści prawdy i przysłowiowego pazura. Więc gratuluję takiego otwarcia się i odważnego pokazywania nie tylko tego co było dobre i łatwe.

Z drugiej strony to konkretny poradnik radzenia sobie w trudnych i stresowych sytuacjach dla opiekuna kota. Przy okazji omawiania zdrowotnych pertubacji na stefanowej drodze kociego żywota mamy konkretne propozycje rozwiązań, podpowiedzi, sugestie do określonej diagnostyki itp. Bardzo potrzebne i pomocne. I nawet jeśli ktoś dotychczas nie miał większych problemów ze swoim mruczkiem na pewno z zaciekawieniem o tym wszystkim przeczyta i będzie mieć na uwadze w przyszłości.

W tej książce jest wiele punktów zapalnych, kiedy czytałam o wydarzeniach z wypiekami na twarzy, przyspieszonym biciem serca lub wstrzymanym oddechem (naprawdę!). Były i chichotanie pod nosem i sterty mokrych chusteczek. Od razu więć o tym co wrażliwszych Czytelników uprzedzam. Podczas czytania na bieżąco pisywałam do Autorki, bo czułam potrzebę dzielenia się tymi wszystkimi emocjami. Mam nadzieję że i wam dostarczy ta lektura sporo przemyśleń i cały wachlarz odczuć. Dla kociarzy rzecz wartościowa i naprawdę pożyteczna.

Dziękuję Autorce za końcowy rodział Co dalej? Czyli to, czego boję się najbardziej... Bo każdy opiekun zwierzaka, miewa takie chwile gdy myśli jak to będzie, kiedy, czy po naszej stronie będzie ta decyzja... To ważne aspekty i choć tak trudne, warto sobie to wszystko przemyśleć i poukładać.

I choć będąc w relacjach my-kot nie wyobrażamy sobie życia bez naszego pupila, myślę, że ważne jest podwójne przesłanie tej książki - z jednej strony wpisuje się w kampanię Kocham - nie porzucam i ukazuje jak istotna i niezbędna jest nasza obecność także wtedy, gdy nie dzieje się dobrze, a z drugiej bez względu na końcowy ból straty pamiętajmy - że zwierzęta chciałyby byśmy na ich miejsce przygarnęli inną istotę w potrzebie.

A żeby nie było tak smutno na sam koniec nawiążę do motta, które pojawia się na początku historii Stefana. Jego autorem jest Philippe Ragueneau, a brzmi: To nie my wybieramy sobie kota. To kot wybiera nas. Bądźmy więc czujni i pielęgnujmy to co mamy, ale i miejmy oczy szeroko otwarte. W relacjach ze zwierzakami nie ma strony stratnej. Korzystamy i my i nasi podopieczni. My może i czasami nawet więcej, bo mnie nieustannie zadziwia jak wspaniałymi istotami są tzw. zwierzęta towarzyszące, a jak okrutnymi potrafią być ludzie.

Jednym zdaniem: jeśli zachwyca cię kot domowy jako istota piękna i doskonała, jeśli dbasz o dobrostan swojego zwierzaka, jeśli dzielisz życie z kotem (kotami) lub wkrótce zaczniesz taką przygodę ta książka jest zdecydowanie dla Ciebie! Po prostu: Latarnica poleca!

Dane książki: 
Tytuł:  Stefan czyli historia (z) przypadku
Autor:  Małgorzata Biegańska--Hendryk
Fotografie: z archiwum Autorki oraz Monika Małek
Rok wydania: Gliwice 2019
Ilość stron: 248
Oprawa miękka ze skrzydełkami

Fot. Latarnica