Zdjęcie na niedzielę - 19 maja 2019

Dziś w Zdjęciu na niedzielę fotomigawka z majówki. Nieczęsto pojwiają się tutaj aktualne zdjęcia z Darłówka, w którym pod względem zabudowy zaszły nad samym kanałem i w porcie ogromne zmiany.

Poniżej latarnia morska, a przy niej i w tle nowa zabudowa. Z opinii czytanych na facebooku wiem, że te zmiany mają mniej zwolenników.

Fot. Martyna Twardowska / maj 2019.


Zdjęcie na niedzielę - 12 maja 2019

Na portalach społecznościowych w maju coraz więcej już zdjęć znad morza w wakacyjnych i letnich klimatach. W zasadzie co roku sezon turystyczny rusza właśnie z początkiem tzw. majówki.

Od ubiegłego roku Hel wzbogacił się o nową noclegową atrakcję. Jest nią zabytkowy dom przy latarni morskiej po generalnym remoncie. Miałam okazję zwiedzać wnętrze pod sam koniec prac remontowych i jest to naprawdę atrakcyjna miejscówka sięgająca detalami czasów dawnych i historii tego miejsca.

Poniżej helska latarnia i dawny dom latarników.

Fot. Ryszard Kretkiewicz / Hel 2019


Wakacje 2018 [8]

Dni w kalendarzu codziennie odliczają czas do kolejnego urlopu, a ja mam jeszcze do czego sięgać jeśli chodzi o zdjęcia z Półwyspu Helskiego z lata 2018 roku.

Dziś zostajemy w Kuźnicy. Przespacerujemy się do portu, ale i na główną plażę nad otwartym morzem. W porcie wciąż można znaleźć jeszcze tereny postindustrialne. Tam powstały zdjęcia tych starych ścian czy ceglane okienko z widokiem na port.

Fot. Latarnica / czerwiec 2018


Latarnia z kalendarza - maj 2019

Przepiękny pod względem zmian w przyrodzie miesiąc maj na karcie kalendarza przynosi kalifornijską latarnię Walton Light.

Poniżej majowa karta z kalendarza:

Poniżej kilka faktów nt tego obiektu:
– zbudowany w 2001 roku
– obiekt aktywny
– wysokość światła 11 m n.p.m.
– wysokość wieży 13 m
– wieża pomalowana na biało z zielonym paskiem
– zbudowana z prywatnych darowizn zastąpiła szereg mniejszych znaków nawigacyjnych
– znajduje się na końcu molo po zachodniej stronie wejścia do przystani
– latarnia bywa nazywana Walton Light, bowiem większość sumy na jej budowę darował Charles Walton biznesmen
– dojście do latarnii przez falochron
– wieża zamknięta dla turystów

Poniżej widok lotniczy, fot. marinas.com

Poniżej Street view i widok satelitarny z Google Maps


O kocie, który ma swoją latarnię

Trudno było mi się zdecydować, czy to będzie opowieść o kocie, który ma swoją latarnię czy o latarni, która ma swojego kota. Ale pójdę n ustępstwo w stronę kota i jemu daruję latarnię. W końcu jest istotą żywą. Niechaj ma!

Od wielu już lat pamiętam, że na terenie latarni Nowy Port kręcił się bury kot. Czasami - przy większym natężeniu ruchu - tylko pomykał i znikał, a kiedy dzień był spokojny, z ładną aurą lubił posiedzieć pod wieżą czy wyciągnąć się w trawie w słonecznej plamie.

Kiedy w tym roku na facebookowej stronie latarni Nowy Port zobaczyłam na zdjęciu koteczkę siedzącą w wejściu do latarni wiedziałam, że to idealny temat dla mnie.

No bo jakże może być doskonalszy duet: kot i latarnia! Czy trzeba więcej? Owszem. Do tego dodałabym jeszcze dobrą książę i mam raj na ziemi.

Tak się kiedyś zastanawiałam, czy któraś z naszych latarni morskich ma swojego stałego kota. O żadnym takim nie wiem i żadnego nie sfotografowałam jak dotąd, ale czekam w razie czego na informacje w komentarzach.

Latarnia Nowy Port ma swoją koteczkę Franię. Frania jest kotem wolno żyjącym. Na terenie portu jest dokarmiana i rozpieszczana przez miejscowych wędkarzy. Ona doskonale wie, że warto podbiec do nabrzeża, bo czeka ją tam atrakcyjny przysmak.

Gdzie przebywa kotka Frania zimową porą tego nie wiadomo, ale od lat pojawia się w sezonie latarnianym (czyt. turystycznym) i chętnie siedzi na tej posesji towarzysząc w pracy latarnikowi.

Jak sam mi powiedział - młodszy latarnik Pajkert - Frania lubi siedzieć w drzwiach latarni i być głaskana. Przez latarnika oczywiście, bo na innych osobach tego nie sprawdzono. Kiedy latarnik przychodzi do pracy Frania potrafi stawić się na sam początek zmiany.

Poniżej koteczka w trakcie odwiedzin latarni. Na jednym zdjęciu z kolegą, z którym doskonale sobie radzi. Bo to obrotna i potrafiąca sprostać wielu sytuacjom kotka.

Fot. latarnia morska Gdańsk Nowy Port


Zdjęcie na niedzielę - 5 maja 2019

W pierwszą niedzielę maja iście letni i sielski obrazek. Latarnia morska Rozewie II i jej najbliższe otoczenie. Wieża latarni przylega bezpośrednio do domu latarników. Obiekt od 2015 roku jest po kompleksowej renowacji przeprowadzonej z inicjatywy TPNMM z Gdańska.

Rozewie II

Fot. Tomasz Lerczak / lipiec 2018


Kocia strona wakacji 2018 [5]

Piąty odcinek cyklu, a kotów spotkanych w ostatnie wakacje wciąż sporo do przedstawienia. Dziś nadal zostajemy w Kuźnicy. Chciałabym Wam pokazać Sąsiadkę, Chudzinkę i Errorina. Każdy napotkany w zupełnie innym miejscu tej rybackiej wsi. Choć administracyjnie Kuźnica bywa traktowana jako dzielnica/przedmieścia Jastarni.

Sąsiadka - niezależna szylkretka. Spotkałam ją drugi rok z rzędu i stołuje się i prawdopodobnie mieszka po sąsiedzku po skosie od mojej kwatery. Na spacery wybierała się wcześnie rano lub wieczorami. Bywało że wpadała do "naszego" ogrodu skuszona stołowaniem się mojego ukochanego Czochracza, któremu poświęcę cały odcinek.

Nie przepada za zdjęciami, nie ma mowy o podejściu bliżej niż na kilka metrów, a tym samym dotknięciu jej. Ale jedzonkiem się skusi, tylko odczeka aż człowiek odsunie się na odpowiednią odległość i nie będzie jej wnikliwie obserwował.

Chudzinka to kotek, który objawił mi się miaukoleniem tylko jeden raz. Spotkałam go przy posesji i przystanku pks głównej ruchliwej ulicy idącej przez cały Półwysep Helski. Wyskoczył na chodnik i do much stóp i dał się wygłaskać oraz chętnie zjadł poczęstunek, ktory miałam przy sobie. W Kuźnicy nie ruszam się nigdzie bez kociej mokrej i suchej karmy.

Było widać, że kotek jest młody i ma mnóstwo energii. Ufny, rozrywkowy i rudny do sfotografowania. Nie wiem jednak czy sobie poradził puszczany samopas. Akurat wtedy na ulicy i posesjach obok nie było nikogo, aby podpytać skąd ten młody szalony kot przybył.

Errorino to inny kaliber kota. Duży, zadbany, wypasiony, z charakterem, taki co to wie jaką ma wartość i jakie wrażenie robi swym pojawieniem się. Człowiek od razu czuje respekt i chce mu usługiwać. On bywa odważny, śmiały. Chętnie zajrzy do torby, przybije baranka, pokręci ósemki między nogami doprowadzając nas nieomal do upadku. Król swego rewiru.

Na mojej drodze pojawił się nagle. Wyszedł z traw wydm od strony zatoki i zmierzał prosto na mnie. Spotkaliśmy się oko w oko pod najdroższym lokalem gastronomicznym. Jeśli się tam stołuje to wie co dobre. I na takiego cwaniaka wygląda.

Spotkanie było również jednorazowe. Potem wielokrotnie chodziłam tam i wypatrywałam kocura ale już więcej nie miałam tej przyjemości dostąpienia zaszczytu audiencji. A szkoda. Bo był wspaniały i chętny do wygłaskiwania. Mruczał i terkotał jak nakręcony. No i przypominał mi mojego kota, więc dostał takie pokrewne królewskie imię.

Fot. Latarnica / Kuźnica, czerwiec 2018

ANEKS AD 2019

Przygotowując ten wpis nie spodziewałam się, że będę miała taką niespodziankę i dorzucę tutaj aktualne fotografie Errorina z Wielkiej Soboty br. Jak widać kocur nie stracił po zimie masy i ma się dobrze. Na dodatek również został sfotografowany w tym miejscu, w którym rok temu mi się objawił w Kuźnicy.

Fot. Stanisław Szewczak / kwiecień 2019


Wakacje 2018 [7] - spacerkiem przez port

Tytułowym portem dzisiejszego wpisu jest Władysławowo. Jakoś w ostatnie lata podczas wakacji na Półwyspie Helskim nie udawało mi się dotrzeć do samego portu, bo bardzo gnało mnie w kierunku Rozewia. Ale rok temu uznałam, że trzeba to nadrobić i zobaczyć co się tam zmieniło.

Lubię ten władysławowski port. Ma śliczną zieloną latarenkę - główkę wejściową. A ja pamiętam jeszcze jej poprzedniczkę, która jednego roku po prostu zniknęła, a wcześniej można było uwiecznić na jednej fotografii dwie latarenki. Jak mi się uda znaleźć w moim archiwum takie zdjęcie to je wam tutaj pokażę.

W dniu, gdy odwiedziłam port była idealan aura do zdjęć. Pięne słońce, ostre kolory, świetna przejrzystość powietrza. No i jeszcze czerwiec przed sezonem, więc tłumy turystów nie wchodziły mi w kadry.

Zapraszam do pooglądania zdjęć poniżej. Zielona latarenka jest trochę wyblakła i połatana kolorowymi łatami odcieni, ale nadal ma dla mnie swój niepowtarzalny urok.

Fot. Latarnica / czerwiec 2018


Widoki z podróży [25] - San Felipe Meksyk

W tym cyklu podróżniczym, otwartym dla Was i Wasze fotografie, pojawiają się latarnie bliższe lub dalsze. Tym razem robimy spory skok w przestrzeni, bo wylądujemy aż w Meksyku.

Nad Zatoką Kalifornijską znajduje się piękna biała wieża latarni San Felipe. Zdjęcie wykonała Marzena Józefczyk, dzięki której w marcu br. prezentowałam na Latarnicy latarnię nowozelandzką. https://latarnica.pl/2019/03/27/nowozelandzka-latarnia-cape-brett-light/

Więcej przepięknych zdjęć Marzeny na facebooku: https://www.facebook.com/Pstrykowisko/

Poniżej kilka faktów nt tej latarni:
– data budowy nieznana
– obiekt aktywny nawigacyjnie
– wysokość światła 35 m n.p.m.
– wysokość wieży 22 m
– światło biały błysk co 6 sekund 
– budulec wieży stanowi beton, kolor biały
– do latarni przylega parterowy dom latarnika
– dach laterny malowany na czerwono
– jedna z najbardziej dostępnych głównych latarni morskich w Zatoce Kalifornijskiej
– znajduje się na cyplu na końcu autostrady federalnej w mieście San Felipe
– brak informacji o otwarciu wieży

Fot. Marzena Józefczyk [3x]


Zdjęcie na niedzielę - 28 kwietnia 2019

W ostatnią niedzielę kwietnia dla odmiany prezentuję zdjęcie zimowe. Powstało w grudniu 2017 roku i przedstawia latarnię morską Jarosławiec po zmroku. Pięknie widać pracującą optykę.

Latarnia na zdjęciu jest jeszcze sprzed remontu, który miał miejsce w roku 2018.

Fot. Jakub Łozicki / grudzień 2017


Wiosna w poznańskim Ogrodzie Botanicznym [2]

Dziś druga odsłona ukazująca zmiany w przyrodzie pod wpływem wiosny, która nadeszła gwałtownie, szybko przyniosła kojące i wyczekiwane ciepło, ale nie stroniła też od porannych przymrozków.

Publikowane poniżej zdjęcia wykonałam w poznańskim Ogrodzie Botanicznym - oazie ciszy w środku miasta. Ponieważ nie mam do niego daleko lubię tak spontanicznie chwycić za aparat i ruszyć na poszukiwanie kwiatowych modeli.

A przy okazji trudno mi się oprzeć sympatycznej kawiarence z odkrytym tarasem, gdzie warto zatrzymać się na kawę i popatrzeć z góry na najbliższy drzewostan i kolorowe krzewy.

Fot. Latarnica / kwiecień 2019


Latarnia z kalendarza - kwiecień 2019

Pobudzający mnie do poszukiwań kalendarz z latarniami na 2019 rok tym razem skierował moje detektywistyczne oko ku latarniom Kanady. Od razu skojarzyłam, że obiekt zdobiący moją ścianę w kwietniu pochodzi z Nowej Szkocji ale to było wszystko co o nim wiedziałam.

Jest to tak popularna latarnia morska - z racji pojawiania się w wielu publikacjach i na przedmiotach codziennego użytku (notesy, kalendarze, kubki, koszulki) - że sylwetka tej latarni zapadła mi w pamięć.

Nie będę dłużej ukrywać nazwy tej latarni. To Peggy's Point Lighthouse (znana również jako Peggy's Cove Light) z Nowej Szkocji. Wyjątkowo urocza, choć niewielka biała latarenka o pięknym położeniu.

Poniżej karta kwietniowa kalendarza.

Poniżej kilka faktów nt tego obiektu:
– obiekt aktywny nawigacyjnie, zbudowany w 1915 roku
– wysokość światła 22 m n.p.m.
– wysokość wieży 15 m
– zasięg światła 10 Mm
– biała wieża, czerwona laterna
– wieża na planie ośmioboku, zbudowana z betonu
– jedna z najczęściej odwiedzanych i fotografowanych latarni morskich
– w latach 1978 do 2009 roku w wieży była mała placówka pocztowa skąd turyści chętnie wysyłali kartki pocztowe
– obiekt musi być często odmalowywany, ostatnie remonty były w 2009, 2012 i 2017 roku 
– znajduje się na skalistym cyplu na końcu Peggy's Point Road
– blisko latarni znajduje się parking dla turystów
– latem wieża otwarta 
– bywa nazywana Peggy's Cove - co jest nazwą pobliskiej wioski

Poniżej widok lotniczy na latarnię i otoczenie, fot. marinas.com

Poniżej latarnia we mgle i zimową porą, fot. wikimedia.com

Poniżej latarnia na starej karcie pocztowej, fot. leuchtturm-welt.net


Zdjęcie na niedzielę - 21 kwietnia 2019

Druga połowa kwietnia. Coraz cieplej i coraz bliżej do miesięcy wakacyjnych. A dla mnie słowo "wakacje" niemal z automatu oznacza latarnie i jednak Półwysep Helski.

Mimo, że uwielbiam również przebywać na naszym wybrzeżu zachodnim to jednak urlop kojarzy się z wschodem kraju i latarniami tego odcinka wybrzeża Bałtyku. A skoro wakacje to często zdarza mi się odwiedzić naszą naczelną "latarnię na końcu świata" czyli Stilo.

Poniżej fotka pstryknięta pod koniec czerwcowego pobytu nad morzem w 2017 roku. Dzień był gorący i cały spędzony poza Kuźnicą. Mam same miłe wspomnienia.

Fot. Latarnica / czerwiec 2017


Święta tuż tuż...

Jeszcze chwila i będą... Święta Wielkiej Nocy AD 2019. Tak czeka się na nie w każdym nowym roku, wypatruje, jak pierwszych zwiastunów wiosny.

Niechaj każdy przeżyje je zgodnie z tym, co po nich oczekuje. A wszystkim życzę zatrzymania. Bo przez cały rok pędzimy i robimy mnóstwo rzeczy nerwowo zerkając na upływający czas. One są też po to by przystopować, porozmyślać, zadrzeć głowę do góry i wystawić twarz do słońca, zaciągnąć się pachnącą ukwieconą przyrodą. Odpoczynku Wam życzę i innych tych dni, dalekich od codzienności.


Latarnica poleca - vol. 23 - Co wie twój kot

W kwietniu br. dzięki warszawskiej Oficynie Wydawniczej Alma-Press trafiła w moje ręce nowa publikacja na temat szeroko rozumianej kociej percepcji. Dla miłośników tych zwierząt oraz osób dzielących swoje życie z kotem, pozycja bardzo ciekawa, bo poruszająca to co nas na co dzień intryguje i interesuje.

Rozumienie kociej „mowy” wyrażanej w określonym zachowaniu, pozycji ciała ( jakże ważne położenie uszu czy ogona) to często kość niezgody w relacji kocio-ludzkiej, gdy nie mamy na ten temat dostatecznej wiedzy. W najtrudniejszym położeniu są tzw. początkujący kociarze. Sama pamiętam po sobie - jak niewiele wiedziałam jeszcze 15 lat temu - mimo, że nie mając wtedy kota, zaczytywałam się w popularnonaukowej literaturze na ten temat.

Książka „Co wie twój kot?” Sally Morgan ( ze znaczącym podtytułem „Poznaj sposób rozumienia świata przez koty”) może się tutaj okazać cenną pomocą i szybkim wybawieniem w wielu niezręcznych sytuacjach. Bo co innego poznawanie teorii, a zupełnie co innego konfrontowanie jej w praktyce, mając przy nogach wpatrzonego w nas mruczka, którego nie do końca rozumiemy. A nie daj Boże, próbujemy przenieść na niego swoją wiedzę z okresu gdy np. mieliśmy w domu psa. Zrównanie tych dwóch towarzyszących ludziom gatunków może nas wpędzić w niezłą pułapkę.

Zatem drogi Czytelniku jeśli masz już kota nie wpadaj w panikę, tylko usiądź i poczytaj. Na dobry początek to dobra lektura, a potem możesz sięgać po bardziej złożone opracowania z kociego behawioryzmu. Jesteś na najlepszej drodze, aby twój koci przyjaciel okazał się całkiem innym stworzeniem, a zrozumienie jego i jego potrzeb nie będzie już tak trudną zagadką niczym tajemnica ze zwierzęcego Archiwum X.

Sally Morgan podzieliła swoją opowieść o kociej percepcji na dwa działy. W pierwszym czytamy o kocich zmysłach. Jakże są one fascynujące i jakże dalekie (czytaj: doskonalsze) od naszych ludzkich możliwości. Poznajemy po kolei wzrok, słuch, węch, smak i zmysł dotyku oraz równowagi. Kiedy odkrywamy te nieznane dla nas wszechświaty kocich zmysłów wiele spraw wydaje się od razu jaśniejszych. Wiedząc, że kot lepiej od nas widzi w ciemności nie wyda się już dziwne, że my nadziejemy się na coś w ciemności czego kompletnie nie widzieliśmy, a dla kota obecność tej przeszkody nie była przykrą niespodzianką. Mając na uwadze wrażliwy, bo jakże czuły i niesamowity słuch, szybko zrozumiemy jak przykra może być dla kota głośna muzyka (jeśli dla nas głośna dla kota to po prostu coś wzmocnionego wielokrotnie!), fajerwerki czy nawet podniesiony ton ludzkiej rozmowy.

Szybko pojmiemy również czym jest dla kota dotyk - jak wrażliwie i z jaką intensywnością go odbiera. Więc mocne głaskanie i jego nadmiar mogą stać się czymś bardzo nieprzyjemnym i niepożądanym. Takich opisów i przykładów z życia wziętych oraz efektów naukowych badań znajdziemy w „Co wie twój kot?” wiele. Wskazanie na tak liczne różnice między ludźmi, a kotami pozwoli nam na lepsze ich zrozumienie i lepsze „dogadanie się” pod jednym dachem.

W drugim (obszerniejszym dziale, zajmującym 2/3 książki) poznajemy kocią inteligencję. Tak, tak - koty to bardzo inteligentne zwierzęta, tylko trzeba potrafić je zrozumieć i lepiej poznać. I zapomnijmy o postawieniu znaku równości między naszą, a ich inteligencją. To zupełnie inne światy, bo inne zadanie ma w świecie współczesnym kot, a inne my.

Odpowiedzialny opiekun kota (nie mówmy nigdy, że właściciel, bo coś takiego w tej relacji nie istnieje) będzie brał na co dzień pod uwagę potrzeby swojego czworonożnego przyjaciela i będzie próbował jego życie uczynić takim, by kot czuł się spełniony - nawet w czterech ścianach mieszkania, bez eksplorowania dalszego otoczenia. Czuły i empatyczny opiekun doskonale dogada się ze swoim kotem i ich wspólne bytowanie okaże się wspaniałą relacją na lata, satysfakcjonującą obie strony. Ale należy kota i jego potrzeby poznać i rozumieć.

Atutem obu naukowych części jest fakt, że Autorka powołuje się na wyniki wielu długofalowych badań naukowych i ich rezultaty pochodzą z ostatnich lat, a nie są sięganiem w odległe dziesięciolecia (choć kilka przykładów z dalszej przeszłości też jest, ale akurat te się nie zdezaktualizowały). 

Końcówkę części drugiej wydzieliłabym jako osobne zagadnienie. Otóż mówi ona o kociej zabawie, a w praktyce Sally Morgan zaprasza każdego z nas do wyzwania łączącego przyjemne z pożytecznym. Autorka proponuje 9 testów. Brzmi poważnie, ale chodzi o przeprowadzenie w domu (odtworzenie) dziewięciu prostych eksperymentów naukowych badających kocią inteligencję, które opierają się na zabawie z określonymi gadżetami. 

Oczywiście bawimy się z naszymi mruczkami tylko wtedy, gdy mają na to ochotę i podejmą wyzwanie. Może to być mile spędzony wspólnie czas, a sprawdzimy między innymi czy np. nasz kot potrafi liczyć, czy rozpoznaje nasz głos, czy zapamiętuje obiekty i czy jest prawo czy lewołapki.

Na sam koniec chciałabym odnieść się jeszcze do strony edytorskiej tej książki. Jest na najwyższym poziomie. Sztywna oprawa, papier kredowy przez co zdjęcia kotów zyskują na swej atrakcyjności. Treść dopełniają pomocne rysunki, schematy i przekroje. Ogląda się to z ogromną przyjemnością.

Podsumowując: Latarnica poleca! Polecałabym książkę głównie mniej doświadczonym lub początkującym kociarzom. Mamy w niej od A do Z wiedzę systematyzującą informację o zmysłach kota oraz jego inteligencji.

Dane książki: 
Tytuł:  Co wie twój kot?
Tytuł oryginału: Is Your Cat Psychic?
Autor:  Sally Morgan
Ilustracje: Matt Windsor
Wyd. Oficyna Wydawnicza Alma-Press
Rok wydania: 2019
Ilość stron: 192
Oprawa twarda

Poniżej okładka książki i przykładowe rozkładówki. Mamy na nich m.in. interpretacje kocich zachowań i mowę ciała, czy propozycje zabaw z kotem, a jednocześnie naukowych doświadczeń, które sami w warunkach domowych możemy przeprowadzić.

Poniżej interakcja mojego kota Errora z książką. Poza chętnym spaniem na niej (a wiadomo wiedza wchodzi do głowy przez sen), warto się na niej oznaczyć (pocieranie głową na drapaku) i warto udowodnić, że on "rozkminia" już różne sztuczki i poszukiwania przysmaku to sprawa prosta dla jego kociej inteligencji.

Fot. Latarnica / 2019


Wiosna w poznańskim Ogrodzie Botanicznym [1]

W listopadzie 2018 roku - miesiącu podobnie jak grudzień jeszcze całkiem jesiennym - pokazywałam wam na Latarnicy barwną roślinność sfotografowaną w poznańskim Ogrodzie Botanicznym.

Ten miejski park (na szczęście czynny już cały kalendarzowy rok) jest idealnym miejscem do obserwacji zmian jakie zachodzą w przyrodzie wraz z nastaniem kolejnych pór roku.

Tak mi się to podoba, że z przyjemnością pędzę z aparatem aby uchwycić kolory, struktury, pejzaże i portrety drzew i krzewów. W ostatnich 2-3 tygodniach przyroda wybuchnęła zielenią i bujną roślinnością. Wszystko gwałtownie pod wpływem słońca i wysokich temperatur obudziło się i niemal krzyczy kwieciem.

Poniżej barwy wiosny uchwycone w ciepłą niedzielę kwietnia. Termometry wskazywały 19 stopni w cieniu. Jak to śpiewał Marek Grechuta?

Dzisiaj rano niespodzianie zapukała do mych drzwi
Wcześniej niż oczekiwałem przyszły te cieplejsze dni
Zdjąłem z niej zmoknięte palto, posadziłem vis a vis
Zapachniało, zajaśniało, wiosna, ach to ty!

Fot. Latarnica / kwiecień 2019


Zdjęcie na niedzielę - 14 kwietnia 2019

W dzisiejszym niedzielnym wpisie fotograficznym moja własna kompozycja mająca zwizualizować oczekiwanie na ruszenie kolejnego latarnianego sezonu letniego AD 2019.

Fot. Latarnica / marzec 2019


Kocia strona wakacji 2018 [4]

W czwartym odcinku kociego lata zaprezentuję Wam w sumie trzy kuźniczne koty. Ten wpis zdominuje fantastyczny rudzielec - nie wiem dlaczego, ale najczęściej wręcz automatycznie nazywam takie koty Rudzikami - a poza nim zobaczycie kota Pędziwiatra z mariny oraz wczasowiczkę Bułę.

Zacznijmy od Pędziwiatra, bo to cud że udało mi się go uchwycić na zdjęciu. O tym kocie wiedziałam, że gdzieś tam po prostu jest. Czasami mignęła mi jego sylwetka, czasami zza traw wykuknęły ciekawskie oczy, ale generalnie jest bardzo bojaźliwy i jak widzi człowieka to ucieka. I właśnie takiego pomykającego - od mariny ku restauracji obok - uchwyciłam Pędziwiatra. (fot. 1). Lubi kursować na tym odcinku i mam nadzieję, że jest bystry i w porę ucieknie jadącym tam samochodom. Jakby nie było jest dowód, że istnieje.

Rudzik mieszka kilka domów od naszej kwatery w kierunku portu. Nie wiem czy kiedykolwiek wchodzi w progi domu, bo zawsze widzę go na podwórku, przy szopce z narzędziami lub krążącego po uliczce wiodącej nad zatokę. On również jest nieufny. O ile zdjęcia powoli sobie zrobić z dość bliska, to o dotknięciu futerka nie ma mowy. Nawet mając w dłoni kocie jedzonko. Nieprzekupny tubylec (fot. 2-10).

Pani Bułeczka/ Buła to wczasowiczka. Pierwszy raz widziałam ją dwa lata temu. Latem 2018 była w tym samym domu - choć przyjechała później niż my. Mieszka prawie vis-a-vis Rudzika i jest puszczana luzem. Choć specjalnie nie oddala się od domu, nie przeszkadza to jej jednak wychodzić na małą wąską ulicę i czaić się na ptaszki. A bywa, że Buła leży w niskich krzewach na posesjach obok i naprawdę głęboko śpi. Po prostu wyluzowana kuracjuszka na wczasach nad morzem (fot. 11-12).

Fot. Latarnica / Kuźnica, czerwiec 2018


Wakacje 2018 [6] - spacerkiem przez Hel

Być na Półwyspie Helskim, a nie odwiedzić Helu? Nie do pomyślenia. Nie potrafię sobie odmówić spaceru ulicą Wiejską i wizyty w pubie "Cpt. Morgan", gdzie jest wyśmienite jedzenie i wspaniała kawa. Jego wnętrze jest wyjątkowe, przywołuje dawne dzieje tego miejsca, od oglądania zgromadzonych eksponatów i studiowania map, sztychów i obrazów można się zmęczyć.

Poniżej kilka ujęć z jego wnętrza. W czerwcu zdarzają się jeszcze chwile, że można pstryknąć pustą salę.

Poniżej migawki ze spaceru ulicą Wiejską i trochę detali architektury. Poza tym jeszcze kilka ujść zabytkowego domu latarników i ogrodu przy nim oraz latarenki wypatrzone w oknach czy punktach gastronomii.

Fot. Latarnica / czerwiec 2018 Hel


Zdjęcie na niedzielę - 7 kwietnia 2019

W pierwszą niedzielę kwietnia taki tajemniczy dla wielu nadmorski obiekt - przypominający tylko wieżę latarni morskiej. Znajduje się on przy plaży w Dębkach. To wieża widokowa tzw. Rybaczówka. Więcej zdjęć Autorki tej fotografii na facebooku:

https://www.facebook.com/Znad-Morza-Bałtyckiego-Kasia-Foigt-2304003019815599/

Fot. Kasia Foigt / marzec 2019