Jeśli ktoś kocha tak jak ja astronautykę, misje kosmiczne i… koty to nie ma możliwości by zapomniał o wydanym w 2023 roku  przez Wydawnictwo Bis 1 tomie przygód Kociołka – astroMIAUty. Tak, trzy lata minęły raz dwa, jak misja kosmiczna i pobyt bohaterów na orbicie, a ja w końcu doczekałam się kontynuacji. Prawie, że biegnąc dopadłam na początku marca paczkomatu i wyszarpnęłam z przegródki kopertę z „Nową misją astroMIAUty”. Od razu po rozpakowaniu było oglądanie ilustracji, przekartkowywanie, wąchanie świeżego druku i głębokie oddechy by uspokoić walące serce. Ale stało się. Książka już przeczytana (oczywiście w towarzystwie kota drzemiącego na kolanach) i wypada mi teraz zebrać myśli i pomyśleć tak globalnie o drugiej kosmicznej przygodzie kota Kociołka.

Podejrzewam, że musi to być coś wspaniałego mieć taką całościową kontrolę nad ostatecznym dziełem, bowiem Autorka Marta Rydz-Domańska nie tylko pisze teksty, ale i je ilustruje (i to jak!). A ma w domu niezłego gagatka modela, który idealnie służy jako baza do książkowego bohatera. Zatem obserwując dalej kociego towarzysza losu dała się ponieść fantazji i ponownie wysłała Kociołka w kosmos. Podejrzewam że etykietka astroMIAUty przylgnęła już na trwałe i nie będziemy mogli spodziewać się ziemskich przygód kocurka a poznamy teraz i w przyszłości tylko jego pozaziemskie przygody. Dla mnie to wielki atut, bo połączenie tych dwóch światów to coś co mnie fascynuje i bardzo cieszy.

Myślę, że każdy opiekun kota chciał kiedyś (a zapewnie nie raz i nie dwa) wysłać swojego mruczka w kosmos. Dość miał już jego psot, pobudek w środku nocy, arii wczesnoporannych, przekopów kuwetowych ladym świtem na drugą stronę ziemskiego globu. Ta, sama miewam czasami takie pomysły. Ale kota Kociołka nikt nie wysyła na orbitę księżyca bo ma go dość i chce się go pozbyć. Wręcz odwrotnie. W drugim tomie jest już o to bardzo proszony. Jak pamiętamy z pierwszej przygody trafił na stację kosmiczną przypadkiem. Po tym co przeżył i jak wpłynął na jej przebieg nikt już teraz nie będzie się migał od jego obecności. Obłaskawiony stosownymi argumentami (jedzonko, zabawki, obecność swojej Pańci) wyrusza na pokład znanej już sobie orbitującej stacji (sam miewa dylematy czy dom to już ta stacja czy to co zostawił na ziemi) w towarzystwie identycznej ekipy, a więc jak na kota warunki idealne – bo wszystko jest znajome i niejako już okocone. A rutyna i znane opisane przez pocieranie pyszczkiem wnętrza i urządzenia to to co mruczki lubią najbardziej, aby czuć się dobrze i pewnie.

Co mogę napisać o aktualnej przygodzie astroMIAUty? Nie chcę oczywiście za dużo zdradzać, bo po co psuć zabawę i przyjemność przechodzenia przez kolejne rozdziały. Tajemnicą nie jest, że bohater po raz drugi bierze udział w kosmicznej misji. Tym razem nie jako pasażer na gapę, ale pełnoprawny chciany członek załogi. Jak bardzo zależało Agencji Kosmicznej by zwerbować Kociołka? Bardzo bardzo! Czego najlepszym dowodem jest skonstruowanie specjalnie na tą okazję kociego transportera w kształcie pojazdu kosmicznego. Transporter jest nawet personalizowany, bo przy wejściu widzimy tabliczkę „Pierwszy astroMIAUta”. Jak się okaże w kolejnych rozdziałach – fakt zaproszenia Kociołka był kluczowy – bo oczywiście że nic nie może się udać bez kociej ingerencji. W historię drugiej misji Autorka wplata ciekawe informacje związane z pobytem człowieka w kosmosie. Dowiemy się tym razem o tzw. kosmicznych śmieciach, stanie nieważkości, niebezpieczeństwach czyhających na stację gdy aktualizuje się oprogramowanie, sposobach na ratowanie zanieczyszczonej wody oraz co można zrobić, gdy ludzki załogant czuje się źle psychicznie. Mamy też miły akcent dotyczący naszego kosmonauty Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego, który był drugim Polakiem w kosmosie, a wszystko działo się w minionym 2025 roku. Kto śledzi astronautyczne nowinki ten wie. W „Nowej misji astroMIAUty” przeczytacie o zdarzeniach, które są niebezpieczne,  a tym samym my jako czytelnicy zaczynamy odczuwać pewien dyskomfort, będą też akcenty smutne, alarmujące, ale dla równowagi pojawi się wiele przemiłych żartów z Kociołkiem w roli głównej. Bo gdzie kot tam i uśmiech.

Chciałabym również podkreślić, że każdy kociarz rozpozna, że Autorka dzieli swoje życie z mruczącym sierściuchem. To jak o nim pisze (różne zachowania, rytuały, reakcje w określonym kontekście zdarzeń, detale wyposażenia kociego ekwipunku – np. ważność obecności pluszowej myszki ponad wszystko, kuchnia jako najbardziej strategiczne pomieszczenie) od razu pozwala rozpoznać „swego” człowieka, który niejedno z kotami już przeżył i widział. Nas kociarzy mało co zadziwi. Kot domowy – Felis catus – to tak nieprzewidywalne zwierzę, że jeśli wrócilibyśmy do domu, a kot rozmawiałby na środku pokoju z kosmitą – uszłoby mu to w granicach normy. Jeszcze dołożylibyśmy im obu tylko do miski aby nie chodzili głodni. Tak więc oddanie cech bohatera jest idealne i pozwala się tak bardzo poczuć jak u siebie w domu, choć jedyną innością będzie to, że nasze koty nie lecą w kosmos. Ale to przecież drobiazg!

Na koniec chciałabym po lekturze obu tomów przygód Kociołka sformułować dla krnąbrnych i mało bystrych (w stosunku do kotów!)  ludzi 5 PRAW astroMIAUtyki. Może wejdą kiedyś w naukowy kanon wiedzy.

1/ Misja kosmiczna w składzie wyłącznie ludzkim skazana jest z góry na niepowodzenie.

2/ Gdzie astronauta nie może tam astroMIAUTE pośle.

3/ Na niedyspozycję załogi jedyna i słuszna metoda – kototerapia.

4/ Zabawa z kotem na pokładzie stacji może podsuwać najlepsze rozwiązania dla naprawy problemów bieżących  i o wadze kosmicznej mogących wpłynąć na bezpieczeństwo i realizacje celów misji.

5/ Agencja kosmiczna NASA powinna na stałe zatrudniać na etatach koty jako najbardziej fachową pomoc ogarniającą całościowo prace naziemne przed lotem jak i te wykonywane w kosmosie.

Myślę, że wprowadzając w życie te postulaty bylibyśmy spokojniejszy o rozwój astronautyki i przebieg każdej nowej misji, a procent niebezpieczeństwa zmalałby znacząco. Kociołek pokazuje na każdym kroku, że obecność kota jest kluczowa w przestrzeni kosmicznej. Żegnając się z bohaterem, który musi odpocząć i dojść do siebie po kolejnej ważnej misji ja nieśmiało już wypatruję kolejnego tomu jego przygód. Bo loty w kosmos to nasza przyszłość, a astronautyka jest bardzo rozwojową dziedziną nauki. Ogromna prośba do Autorki: my Czytelnicy i miłośnicy kotów chcemy więcej! Mrauu!

A co do okładki i ilustracji  – w przypadku pani Marty muszę to zawsze podkreślić – jest fantastyczna w tym co robi. Ogląda się każdą stronę jak obrazek, który można by samodzielnie oprawić i powiesić na ścianie, a kolejne odsłony tej przygody to jak kadry dokumentu relacjonujące wydarzenia na stacji. Przepiękne i tak bardzo w mojej estetyce! Sam kot – rewelacja. 100% kota w kocie.

Reasumując: Latarnica poleca!

Podstawowe dane książki

Tytuł: „Kocioł nowa misja astroMIAUty” (tom 2 cyklu)

Autor: Marta Rydz-Domańska

Ilustracje: Marta Rydz-Domańska

Wydawca: Wydawnictwo BIS, Warszawa 2026

Objętość:  72 strony

Wydanie: I

Kategoria wieku: przedszkolny/wczesnoszkolny (ok. 4–8 lat)

Oprawa: twarda

Format: 165 x 235 mm

Poniżej okładka front i tył:

Poniżej Kocioł to już seria – obecnie mamy już dwa tomy i urocza wyklejka:

Poniżej wybrane rozkładówki i przepiękne zakładki opracowane by umilić nam lekturę:

Ponizej sesja z moją domową modelką i moim burym „kociołkiem” – kotką Myszą (i Myszka pozazdrościła Kociołkowi i została astroMIAUtką):

Fot. Latarnica / marzec 2026


Dziękuję Wydawnictwu bis za możliwość zapoznania się z tą piękną książką i egzemplarz recenzencki. Więcej książek wydawnictwa znajdziecie na wydawnictwobis.com.pl

Zainteresowanych zachęcam po zajrzenia do archiwalnego wpisu z marca 2024 z recenzją 1 tomu przygód Kociołka:

Latarnica poleca [vol. 55]

 

Privacy Preference Center