W Jarosławcu zimowo i jeszcze świątecznie... [1]
Jak widać II połowa stycznia, a w Jarosławcu przy lartarni morskiej wciąż bardzo świątecznie i zimowo. W tym roku sporo mroźnych dni i śnieg leży długo nie topniejąc. Już dawno takich zim nie było. Także na wybrzeżu. Latarnia przechodzi ponownie jakieś prace remontowe - co będzie lepiej widać w drugim odcinku na zestawie fotografii.
Fot. Tomasz Bury /styczeń 2026
Najlepsze lektury 2025 - ranking osobisty [1]
Wzorem poprzednich lat styczeń to miesiąc, w którym musi się znaleźć podsumowanie czytelnicze roku ubiegłego. Jak zawsze to ranking bardzo SUBIEKTYWNY. W roku 2025 dokonałam osobistego rekordu kończąc go z okrągłym wynikiem 150 przeczytanych książek ( w wersji papierowej i e-booków, bowiem nie słucham lektur w postaci audio).
W pierwszym odcinku typuję tradycyjnie już książki w tych kategoriach:
Na początek trzy według mnie najlepsze tzw. podium – kolejność przypadkowa, bo tutaj nie jestem w stanie wybrać:
Literatura faktu/reportaż
Odłamki gwiazd. Podróże do latarni morskich - Piotr Oleksy
Piotr Oleksy zabiera czytelników w niepowtarzalną podróż śladem latarni morskich – tych magicznych punktów na mapie, które od wieków wskazują drogę zagubionym i inspirują marzycieli. Autor nie tylko opisuje ich historie i otaczające je krajobrazy, ale również wnika w emocje, które latarnie budzą – samotność, nadzieję, melancholię i zachwyt.
"Podróż, w którą autor zabiera czytelników, nie jest przewidywalna – losy współczesnych latarników i latarniczek splatają się z opowieściami z krainy Muminków, marynistyczne dzieje Europy z osobistymi rodzinnymi przygodami, a historia polityczna z historią literacką. W książce Oleksego latarnia morska zyskuje nową symboliczną funkcję – rzuca światło na głęboką więź łączącą człowieka z morzem, której podstawą było odwieczne marzenie sięgnięcia poza linię horyzontu".
"Kapitalne, wszechstronne studium tematu. Czytając, miałem wrażenie, że przechodzę przez wszystkie światy tworzące nasze relacje z żywiołem morza (…). Latarnie… Piotra Oleksego można jednak odbierać jeszcze inaczej, bardziej osobiście. Wiemy, czym są na morzu, ale czym są latarnie w życiu? Żeby – jeśli zdarzą się sztormy – omijać rafy i mielizny w drodze do bezpiecznego portu? Jakie są twoje latarnie życiowe, czytelniku? Życzę owocnych odpowiedzi – w trakcie i po lekturze".
Marek Szurawski, pisarz i szantyman
Książka ukazała się nakładem wydawnictwa Domu Literatury w Łodzi w serii 150K. Jest to nowatorska seria, która stawia na najwyższą jakość literatury eseistycznej oraz jej graficznej oprawy. Wybór tematyki i forma graficzna każdej książki to efekt przemyślanej współpracy i starannej selekcji.
ODE MNIE: miałam okazję być na spotkaniu z pisarzem i dostać przemiły wpis. dla Latarnicy do swojego egzemplarza. Jest kilka drobnych rysek faktograficznych ale poza tym to tak wspaniala osobista podroż przez latarnie, wybrzeże, historię i współczesność że jestm zauroczona pomysłem i podejście. Do tego wspaniałe zdjęcia latarni. Już sam tytuł łapie za serducho.
Słone łąki. Wybrzeże Morza Północnego – Dorthe Nors
Jest wczesne lato, a Dorthe Nors rusza w podróż, by opowiedzieć o zachodnim wybrzeżu Półwyspu Jutlandzkiego. Podróżuje w pojedynkę, uzbrojona w miłość do przyrody: dzikiej i samotnej. I w stary, od dawna nieużywany przewodnik, który podarowali jej rodzice. Strony z mapami wybrzeża Morza Północnego są poluzowane i ubrudzone kawą na dowód licznych podróży, jakie odbyli po Danii, Holandii, Niemczech. Ona także zapuszcza się aż tam.
Wędruje swoim szlakiem. Pisze o latarni morskiej Blåvandshuk, która ma coś z willi fabrykanta, o śluzie w Hvide Sande, zaginionych statkach, niezwykłym klasztorze Børglum, domku letniskowym z widokiem na fabrykę chemikaliów Cheminova czy rzeczce Kongeå, która rozdzielała rodziny. I o mieszkańcach, a ci dobrze wiedzą, że nic nie jest im dane na zawsze. Życie tuż przy morzu wymaga bowiem zarówno pokory, jak i arogancji.
Nad tą niespieszną, poetycką, melancholijną opowieścią unosi się pytanie: ile z tego, co dziś widzimy, pozostanie tu za sto lat? Linia powstała z piasku jest przecież łatwa do pokonania.
ODE MNIE: książka jak poezja, książka jak dosknoała symfonia słów. Zakochałam się w każdym rozdziale, czytałam bez tchu, wizualizowalam pejzaże, ludzi, sytuacje. Przecudowna podróż przez chłodne wybrzeże.
Gdynia. Pierwsza w Polsce – Aleksandra Boćkowska
xGdynia: najbardziej polskie z polskich miast, powstałe w kontrze do niemieckości Gdańska i Sopotu. Do dziś pielęgnuje odrębność. „Gdynianie mają poczucie, że muszą strzec tego skarbu: polskości, własności, kapitalizmu” – tłumaczy jeden z rozmówców Aleksandry Boćkowskiej.
Autorka z reporterską wnikliwością prowadzi nas przez powojenne dekady życia miasta, które istnieje od ledwie stu lat. Rozmawia z mieszkańcami, społecznikami i politykami, opowiada losy miejsc niemożliwie pięknych, jak basen na Polance Redłowskiej, i niemożliwie zapomnianych, jak osiedle Pekin. Sprawdza, jak działa pamięć o tragicznym Grudniu 1970. Na wypucowanych fasadach modernistycznych kamienic szuka rys. W latach dziewięćdziesiątych znajduje źródła ważnych dla Gdyni słów: „prestiż”, „przedsiębiorczość”, „nowoczesność”, by się przekonać, że najważniejsze to przecież „miłość”.
Reportaż Aleksandry Boćkowskiej to pasjonująca opowieść o złożonej historii Gdyni, miasta, które od dziesięcioleci zajmuje szczególne miejsce na mapie Polski – tej właściwiej i wyobrażonej.
ODE MNIE: Gdynia jakiej nie znałasm, zupełnie inne spojrzenie, ciekawe opowieści mieszkańców, historie dotąd nie ujawniane w tak szerokim stopniu. Dla maniaka historii Gdyni (a takim jestem) lektura obowiazkowa.
Poniżej wyróżnienia w tej kategorii (kolejość przypadkowa)
Anglia. Czas na herbatę – Marta Dziok-Kaczyńska
Czym jest „banter” i co łączy go z pubem?
Dlaczego im dalej na północ, tym Anglicy są milsi?
Czy w Anglii leczy się wszystko paracetamolem?
Położona na wyspie Anglia zawsze stanowiła wyzwanie dla najeźdźców i schronienie dla migrantów. Przez wieki przewodziła największemu imperium świata, co widać w klasowym podziale społeczeństwa oraz popularności monarchii. I choć przez pozostałe narody brytyjskie bywa nazywana czarną owcą Zjednoczonego Królestwa, to ona dała światu Jane Austen, Sherlocka Holmesa oraz Jamesa Bonda. Bez Anglików nie znalibyśmy sztuki narzekania, pubów, five o’clock czy fish and chips.
To opowieść o współczesnej wielokulturowej Anglii, kraju, gdzie najliczniejszą mniejszością są Polacy, ochrona zdrowia działa całkiem sprawnie, a pub staje się miejscem łączącym społeczeństwo, które nadal próbuje odnaleźć się po brexicie. Jednocześnie to wyprawa przez wieki burzliwej historii, urokliwe zakątki i wrzosowiska aż do centrum angielskości – Londynu.
ODE MNE: jako nieporawna angliofilka z przyjemnoscią przeczytałam współczesny komanetzr do hitsorii Anglii i tego jak tam teraz jest. A że napisane przez Polkę tym bardzej ciekawe spojrzenie, osobiste, wnikliwe.
Farerskie kadry – Maciej Brencz
Czym są Wyspy Owcze? I czemu w ogóle nazywają się Owcze, skoro właściwsze byłoby nazwanie ich Ptasimi?
Wedle jednej z legend, wulkaniczny archipelag osiemnastu skał porzuconych na Atlantyku, potocznie zwany Farojami, powstał z brudu zza paznokci Boga, zebranego w trakcie tworzenia świata. Wedle innej, uformował się z ostatniego zęba, który wyleciał z paszczy pokonanego Stoorworma, potężnego morskiego węża.
To miejsce pełne paradoksów, do dziś pomijane przez niektórych kartografów i serwisy meteorologiczne. Tu kiedyś żyły białe kruki, szczęście przynosiły rybie skrzela, a noga od stołu odegrała ważną rolę w historii farerskiej poczty.
Jeśli koniec świata ma swój własny koniec, to znajduje się on właśnie tutaj.
Autorem książki oraz bloga o tym samym tytule jest Maciej Brencz – poznaniak z dziada pradziada i pasjonat wszystkiego, co farerskie. Gdy odwiedza Wyspy, zawsze wraca z nadbagażem owczej literatury i gigabajtami cyfrowych wspomnień
ODE MNIE: autor to osoba zakochana w Wyspach Owczych, miłość ogromna, romantyczna, niepoprawna, ślepa. Bloger przekazujacy czytelnikom swoje umiłowanie do wszystkiego co farerskie. Czuć to w tej książce. A jako że nie mogę nigdy oderwać oczu od piękna zdjęć z tych wysp czytałam z zaciekawieniem, zazdrością i tylko ta lektura potwiedzila, że to cudowne miejsce na ziemi.
Gdziekolwiek mnie rzucisz. Polacy na wyspie Man – Dionisos Sturis
Wyspa Man – niewielka kropka na mapie położona na wschód od Irlandii, kawałek lądu, który jak głosi legenda, powstał podczas walki olbrzymów. To ojczyzna sufrażystek, które jako pierwsze na świecie wywalczyły sobie prawo głosu w wyborach, to tu rozgrywa się akcja jednego opowiadań Agathy Christie i tu znajduje się jedyne na świecie więzienie, w którym obowiązuje zakaz palenia.
Raj dla turystów, a zarazem idealne miejsce internowania dla obywateli krajów, z którymi Londyn prowadził wojny.
Dionisios Sturis pracował na wyspie przez kilka lat i wciąż na nią wraca. Przyciągają go zapach dojrzewających w słońcu jeżyn, sentyment do dni spędzonych w portowej małżowni, pocztówkowa zieleń łąk i spokój ludzi, dla których czas płynie innym rytmem.
ODE MNIE: Wyspa Man - kolejne miesjce, które mnie intryguje, inspiruje, zachwyca. Tutaj trochę inne spojrzenie - poprzez pryzmat rodaków którzy tam wyjehcali i osiedli na stałe. Bardzo cekawe choć bywa mroczne, ponure, smutne.
Literatura popularnonaukowa / historia / wspomnienia
W głowie kota – Szymon Szafratowicz
Dlaczego kot sika poza kuwetą? Czemu gryzie, choć przed chwilą mruczał? Czy to możliwe, że cierpi w milczeniu? Ta książka to coś więcej niż poradnik. To opowieść o zrozumieniu, o empatii i o próbie dotarcia do świata, który często pozostaje dla nas zamknięty – świata widzianego oczami kota.Szymon Szafratowicz, biolog, zoopsycholog i doświadczony behawiorysta, autor poradnika „W głowie psa”, dzieli się swoją wiedzą i praktyką zdobytą w pracy z setkami kocich pacjentów. Pisze językiem opartym na faktach, ale też pełnym zrozumienia i szacunku do natury kota. To książka zarówno dla osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę z opieką nad kotem, jak i dla tych, którzy od lat żyją z kotami, ale nadal zmagają się z ich trudnymi zachowaniami.W książce znajdziesz odpowiedzi na pytania dotyczące komunikacji, stresu, agresji, znaczenia zapachowego, nocnej aktywności czy kocich potrzeb. Autor przedstawia proces terapii behawioralnej, tłumaczy, kiedy pomoc behawiorysty jest konieczna, a kiedy warto rozpocząć od wizyty u lekarza weterynarii. Przeplata to prawdziwymi historiami z konsultacji, które poruszają i zostają w pamięci.
ODE MNIE: najlepsza książka z kociego behawioryzmu jaką dotąd czytałam, zdecydowanie POLECAM! Przewróciła mój swiat do gory nogami.
W głowie opiekuna – Szymon Szafratowicz
o nie jest kolejna książka o psach i kotach. To książka o Tobie – o człowieku, który staje się dla zwierzęcia całym światem. O emocjach, które nie potrzebują słów, by zostać zauważone. O więzi, która może być uzdrawiająca – albo destrukcyjna – w zależności od tego, jak ją prowadzimy.Po książkach „W głowie psa” i „W głowie kota” Szymon Szafratowicz zaprasza do domknięcia tryptyku – tym razem spojrzeniem w głąb własnego wnętrza. „W głowie opiekuna” to książka dla tych, którzy czują, że ich zwierzę widzi więcej, niż widać na pierwszy rzut oka. Dla tych, którzy podejrzewają, że pies czy kot reagują na ich nastrój, zmęczenie, chaos w głowie. Dla tych, którzy nie chcą być tylko właścicielem, ale towarzyszem. Partnerem. Przewodnikiem.To opowieść o neuropercepcji emocji, o empatii międzygatunkowej, o codziennych błędach popełnianych z dobrych intencji. O tym, jak złość pachnie inaczej niż strach. Jak cisza potrafi być bardziej przerażająca niż krzyk. Jak troska może stać się presją, a opieka – nieświadomą kontrolą. Znajdziesz tu nie tylko wiedzę z zakresu psychologii, biologii i behawioryzmu, ale także osobiste historie, refleksje i doświadczenia wyniesione z setek konsultacji.
ODE MNIE: najlepsza książka o relacjach ludzko-zwierzęcych. Otwiera oczy i pozostawia czytelnika w zadumie i chęci do odmiany tego co na co dzień robi i jak żyje pod jednym dachem ze swoim zwierzakiem.
Po słońce i wodę – Dagmara Płaza-Opacka
W okresie międzywojennym wyraźnie uległa zmianie geografia polskich wyjazdów turystycznych. Poważnym konkurentem dla Sopotu i Kołobrzegu stała się polska Gdynia i miejscowości polskiego wybrzeża; w niemieckich kurortach w Kołobrzegu, Świnoujściu czy Międzyzdrojach polskich turystów już się prawie nie spotykało, zostało ich trochę w Sopocie, należącym do Wolnego Miasta Gdańska, ale tu kusiło kasyno i inne rozrywki. Nie ustały jednak wyjazdy Polaków nad Bałtyk. Wprost przeciwnie. W latach dwudziestych, trzydziestych XX w. tysiące polskich obywateli odpoczywało na skrawku polskiego wybrzeża, odkrywając morze i jego uroki. Bernard Chrzanowski w 1934 r. pisał: „Niegdyś jeździło się po zdrowie nad Adriatyk (…) na urwiste wybrzeże Bretanii, na wydmy Belgii i Holandii, na sośniane i bukowe brzegi niemieckie, do Połągi na koniec i Libawy. Dziś pozostało ze słonym, morskim powietrzem wprawdzie własne, lecz tylko przeszło siedemdziesięciokilometrowe wybrzeże. Cała ma się na tym skrawku pomieścić Polska".„Obowiązek patriotyczny, wykąpać się w polskim morzu"– pisał przedwojenny publicysta Antoni Wójcicki. Inwestowano w rozwój polskiej bazy turystycznej, aby odciągnąć polskich letników od niemieckich badów, np. zbudowana od podstaw Jurata, owa polska „Perła Bałtyku”, miała być i była konkurencją dla niemieckiego Sopotu. Szereg osób przybywających nad morze, oprócz chęci wypoczynku, miało też poczucie misji. Uważali za swój obowiązek podejmować działania w celu wzmocnienia polskiego elementu na tych ziemiach, przekonać miejscową ludność do Polski. W tego typu poczynaniach szczególnie aktywni byli harcerze czy osoby z Ligi Morskiej i Kolonialnej. Organizowali oni ogniska, zabawy, przedstawienia, często o patriotycznym zabarwieniu, na które zapraszano miejscową ludność.
ODE MNIE: bardzo ciekawy rys historyczny narodzin naszych kąpielisk i kurotów, zwyczaje, moda, ceny, oferty dla letników. Czyta się jednym tchem do tego cudownie ilustrowane archiwaliami.
Poniżej wyróżnienia w tej kategorii (kolejość przypadkowa)
Sekrety nadbałtyckich wczasowisk – tom 1 i 2 – Paweł Górski
Jak co roku w Chałupach, gdy zaczyna się upał, warto poczytać. Nawet w krzakach tekstylni z ciekawością zajrzą na kolejne strony Sekretów nadbałtyckich wczasowisk. Afryka dawno została odkryta, więc przyszedł czas na najbardziej tajemnicze historie Wybrzeża! Pełny po brzegi jest „Maxim”, gdzieś w zakamarku czai się Nikoś, a barman woła: „Hej! Bałtyk jest chłodnym morzem i dlatego miłość nad morzem udać się nie może”. To niemożliwe! Musi się udać! – złości się Stanisław Dygat, spoglądając w oczy ukochanej Kaliny. Szarą płachtę gazety unosi w górę wiatr i Antoni Abraham nie może skończyć czytać artykułu. W recepcji Domu Zdrojowego pająk śpi i nie czuje, że za chwilę porwie go przypływ. Może dlatego, że już nie ma dzikich plaż, na których dwóch cesarzy – Wilhelm II Hohenzollern i Mikołaj II Romanow – zbierało bursztyny. Nie ma też już gwarnej kafejki przy molo, ale jeśli chcesz się przenieść w czasie i ponownie przeżyć na urlopie obowiązkowy dzień bezmięsny, poczuć niezapomniany smak kotleta z mortadeli i kompotu z kluskami nazywanego zupą owocową, nie wsiadaj do pociągu byle jakiego, bo opowieści z Juraty, Jarosławca, Dębek, Darłowa, Trzęsacza czy Krynicy się nie kończą... Nie licz godzin i lat spędzonych na zgłębianiu sekretów!
ODE MNIE: wczasowisk na naszym wybrzeżu mamy sporo, było więc autorowi w czym wybierać, świetny zbiór ciekawostek historycznych i współczesnych, czyta się doskonale.
Sekrety Sopotu – Aleksandra Tarkowska
Początek lata. Między plażowymi koszykami niosą się okrzyki lodziarzy: Lody Mewa na śniadanie, kto poliże, zaraz wstanie! Agnieszka Osiecka, wraz z pierwszymi promieniami słońca, siada przy jednym z kawiarnianych stolików i mrużąc oczy, zapisuje słowa: Elegant, birbant, lord, sopocki Hotel Grand. Riwiera PRL-u budzi się do wakacyjnego życia, każdy chce się pokazać na Monciaku lub poczytać Lato nagich dziewcząt na jednej z tysiąca werand. Na molo spaceruje piękna Nina Andrycz oczarowana wspaniałą willą Claaszena i ogrodem różanym. Nie zwraca na nią uwagi zakochany Herbert, wypatrujący jedynie wybranki swego serca… Malarz Albert Lipczyński szykuje obrazy, które zawisną na wystawie obok dzieł Van Gogha, Matisse'a i Cézanne'a.
Wieczorem w Sopocie rozbrzmiewa muzyka płynąca ze sceny Międzynarodowego Festiwalu Piosenki. Czas na barwny pochód, bal, muzykę, tańce i dni, w których Książę Karnawału przejmie panowanie nad miastem. Nie zwlekaj! Dołącz do niezwykłych gości i mieszkańców wyjątkowego Sopotu.
ODE MNIE: jak każdy tom z serii Sekrety... i ten odkrywa nieznane oblicze miasta, które dobrze znam i inspiruje teraz do odwiedzenia opisanych miejsc.
Orłowo. Perła Gdyni – Sławomir Kitowski
„Orłowo. Dzieje, krajobraz, architektura. Perła międzywojennej Gdyni" autorstwa Sławomira Kitowskiego i Marii Jolanty Sołtysik to nowa ciekawa pozycja na rynku, która przedstawia historię tej części Gdyni.
Stanowi bogato ilustrowaną opowieść o Orłowie, Kolibkach i Małym Kacku. Odkrywa mnóstwo nieznanych faktów, wiele archiwalnych dokumentów i fotografii. Jest też pierwszą architektoniczną monografią Orłowa, ukazującą wartość jego architektury, cechy stylowe i ludzi, którzy ją tworzyli. Wille i pensjonaty dawnego letniska stanowią bowiem cenny, choć słabo dotychczas eksponowany element przestrzenny modernistycznej Gdyni. Studiując karty tej książki poznajemy dzieje oraz krajobraz kulturowy Orłowa oraz powiązanych z nim Kolibek i Małego Kacka. Autorzy od lat są zaangażowani społecznie w ratowanie i eksponowanie unikalnego piękna tych miejsc, działając aktywnie w Towarzystwie Przyjaciół Orłowa.
ODE MNIE: będąc od zawsze zakochana w Orłowie czytałam i oglądałam stare fotografe z wypiekami na twarzy chłonąc historię ukochanych miejsc i zaułkow, poznając tejmice domów i rezydencji w tej perełce Gdyni.
______________________________
Opisy książek pochodzą od Wydawców i z portalu lubimyczytac.pl
Ilustracja główna wpisu: AI
Zdjęcie na niedzielę - 18 stycznia 2026
Jest zima to musi być i zimno i biało. W tym roku styczeń przypomniał, że jest miesiącem w którym powinien dominować pejzaż prawdziwie zimowy, gdzie śnieg przykrywa nasz kraj, w tym i wybrzeże. Dziś zimowy obrazek z latarnią Stilo. Prawda, że bajkowo?
Fot. Latarnik ze Stilo / styczeń 2026
Widoki z podróży [137]
Dziś w cyklu podróżniczym Czytelników przeskakujemy z Wysp Owczych , które były w ostatnim odcinku, a udajemy się w zupełnie inny klimat - Na Bali. Bali – to indonezyjska wyspa w archipelagu Małych Wysp Sundajskich. Jest popularnym miejscem wyjazdowym i atrakcyjnym dla Europejczyków. To zupełnie inny świat niż ten z którym mamy na co dzień styczność.
Poniżej dwie fotografie wykonane w Pandawie (znanej przepięknej plaży), które stały się inspiracją do poszukania informacji o tej konkretenej latarni.
Fot. Jagoda Purszke / styczeń 2026
Poniżej kilka info o obiekcie:
– zbudowanay w 2017 roku
– latarnia aktywna
– wysokość światła 24 m n.p.m.
– charakterystyka: biały błysk co 2 sekundy
– wysokość wieży 20 m
– malowanie zewnętrzne na biało
– betonowa ośmiokątna wieża
– znajduje się na plaży Pandawa na południowym krańcu półwyspu Bukit
– status wieży nieznany
Poniżej ujęcia: lotnicze, street view i widok satelitarny z Google Maps




Gąski jesienią [vol. 4]
Dziś czwarta odsłona listopadowych kadrów z Gąsek. Trochę detali, widoki z tarasu górnego oraz okna a także koci strażnik latarni.
Fot. Lidia Czuper / listopad 2025
A w Ustce biało...
Początek roku przyniósł na całym wybrzeżu obfite opady śniegu i mróz. W Ustce już od wielu lat nie było tak prawdziwie zimowo. Ten rok jest pod tym względem wyjątkowy. Poniżej fotorelacja z początku roku 2026.
Fot. Baza Oznakowania Nawigacyjnego / 2026
Latarnia w zimowym pejzażu
Fot. strona facebookowa Latarnia morska w Ustce 2024
Pierwsze dni stycznia przyniosły rownież noworoczne sztormy. Skutek? Dwie pławy zerwały się i osiadły na plaży w Jantarze oraz w rejonie Skowronek. Warto zaznaczyć, że każda z pław waży ok. 8 ton i ma do 10 metrów wysokości.
Fot. Baza Oznakowania Nawigacyjnego / 2026
Zdjęcie na niedzielę - 11 stycznia 2026
Jedną z naszych wyższych latarni jest ta w Gąskach, przepięknie położona jest w zasadzie całym kompleksem mieszkalnym za wysokim murem - kiedyś latarnie były samowystarczalnymi gospodarstwami, bo stały z daleka od cywilizacji i rodziny latarników musiały sobie jakoś radzić.
Dziś takie romantyczne ujęcie z pobytu w latarni Lidii i Tomasza w listopadzie 2025.
Fot. Lidia Czuper / Gąski 2025
Latarnia z kalendarza - styczeń 2026
Nowy Rok - nowy latarniany kalendarz. W tym 2026 roku z takim znaczącym utrudnieniem - latarnie na miesięcznych kartach nie są podpisane więc muszę najpierw wykonać pracę Sherlocka Holmesa - zlokalizować/rozpoznać latarnię, a potem mogę wam ją przedstawić i krótko opisać.
Okladka tegorocznego kalendarza wygląda w tym roku tak (jak co roku kalendarz trafia do mnie w formie świątecznego prezentu od cudownej kociary i psiary Agnieszki):

Karta styczniowa przenosi nas na hiszpańskie Baleary, a konkretenie na wyspę Majorka, gdzie znajduje się Cap Formentor Lighthouse:

Poniżej kilka informacji na temat tego obiektu:
– zbudowana w 1893 roku
– obiekt czynny - zasięg światła 24 Mm
– wysokość swiatła 210 m n.p.m.
– okrągła murowana wieża o wysokośći 22 m
– obok latarni jednopiętrowy budynek latarnika
– ta latarnia wyznacza najdalej na północ wysunięty kraniec Majorki i wejście do Badia de Pollença
– dojazd do latarni krętą drogą
– przy latarni kawiarnia i sklep z pamiątkami
– wieża zamknięta
Poniżej ujęcia latarni i jej najbliższej okolicy oraz kawiarni przy latarni z wikipedia.org
Poniżej archiwalna kartka pocztowa z leuchtturm-welt.net

Ponizej widok satelitarny z Bing.com

Lektury 2026
Nie wiem jak, nie wiem kiedy, nie wiem co temu sprzyjało (bo rok z tych trudniejszych) ale... 2025 okazał się rekordowy. Zakończylam go z 150 lekturami na liczniku, choć bałam się, że trudno będzie dobić do wyznaczonego pułapu 104. Chyba już ngdy tego wyniku nie pokonam, To naprawdę sporo książek i średnio statysycznie wychodzi jedna książka na 2,5 dnia więc naprawdę krotki czas na lekturę. Oczywiście bywały takie co połknęłam w 1-1,5 dnia a niektóre tytuły towarzyszyły mi i po 2-2,5 tygidnia. Nie ma zasady. Wszystko zależy też od okoliczności czytania, nastroju, nawału prac.
Nie ma co dywagować, nie ma co planować, bo życie i tak wszystko zweryfikuje. Po prostu zaczynam... bo czytanie jest jest jak tlen i bez niego nie dam rady przejść przez kolejne 365 dni.
Lektury 2026
- Andy Warhol - życie i śmierć - Vicor Bockris - styczeń - nota...
- Łatka kotka z sąsiedztwa - (tom z cyklu "Zaopiekuj się mną" - Holly webb - styczeń - nota 5
- Nad życie - czego uczą nas umierający - Maria Mazurek, Wojciech Harpuła - styczeń - nota 5
- Wymarzony dom - M.T. Logan - styczeń - nota 5
- Nie tylko Rocky i Rambo - Sylwester Stallone - Tomasz uranski - syczeń - nota 5
- Wszystko zaczyna się od marzeń - Marcin Pałasz - styczeń - nota 5
- Głęboko w lesie (tom 6 cyklu) - Lars Kjadegaard - styczeń - nota 5
- Pamiętnik grzecznego psa - Wojciech Cesarz - styczeń - nota...
- Znajdę cię (tom 7 cyklu) - Lars Kjadegaard - styczeń - nota 5
- Kurort - Ruth kelly - styczen - nota...
Ilusustracja AI.
Fot. główna wpisu: pexels.com
Widoki z poróży [136] - Wyspy Owcze 1
Genezą do tego wpisu stały się trzy fotografie podeslane z Wysp Owczych przez mojego chrześniaka Artura, którego zdjęcia w tym cyklu nie raz już się pojawiały, bo sporo podrożuje. Oto one - latarnia z Kalsoy:

Fot. Artur Żyto / 2025
Kalsoy to długa, wąska i dość nierówna wyspa położona na północny wschód od Eysturoy. Liczy około 75 mieszkańców.
Poniżej kilka informacji o tym obiekcie:
– zbudowana w 1893 roku
– wysokość światła 12 m n.p.m.
– wysokość wieży 7 m
– wieża z żeliwa, w kształcie cylindra
– malowanie wieży na biało z jednym czerwonym pasem poziomym
– obok latarenki jednopiętrowy budynek techniczny
– częstowliwość światła 2 s włączone, 2 s wyłączone
– świeci w zależości od kierunku - na biało, czerwono i zielono
– znajduje się na południowym krańcu Kalsoy; miejsce wydaje się być trudno dostępne,
– latarnia znajduje się w pobliżu portu Syðradalur
– wieża zamknięta
Poniżej dwa zdjcia z leuchtturm-welt.net oraz z flickr.com
Poniżej Wyspy Owcze - na czerwono zaznaczona wyspa Kalsoy, a obok mapa tej wyspy - ilsutracje z wikipedia.org
Poniżej fotografia latarni z visitkalsoyuk.weebly.com

Zdjęcie na niedzielę 4 stycznia 2026
O czym marzę w pierwszą niedzielę nowego roku? O tym co widać na zdjęciu z lata 2023. O życiowej flaucie - spokojnych wodach, na które wypłynę i będzie cicho i bezpieczenie, bez niespodzianek. Niech to przyniesie ten świeży 2026 rok.
Fot. Latarnica / Dąbki 2023
16-te urodziny bloga
Łatwo liczyć mi kolejne urodziny bloga, bo startowalam w okrągłej dacie 2010 roku. Za dwa lata LATARNICA stanie się pełnoletnia. Mam nadzieję, że do tego czasu starczy mi sił i tematów na kolejne wpisy całoroczne.
Póki co mamy drugi dzień nowego 2026 roku i mogę odnotować: TAK - mam 16 lat pisania za sobą.
Życzę sobie tylko tego by pasja nie malała, by wciąż mnie te tematy latarniane, kocie i książkowe kręciły równie mocno, bo to trzy podstawowe kategorie tego bloga.
Dziękuję WAM za obecność, aktywność, wszelkie uwagi, słowa mobilizujące i pchające do przodu, dodające skrzydeł. Wpadajcie tu według potrzeb przez cały rok.
Fot. Vidal Balielo Jr / pexels.com
Fot. główna wpisu Cup of Couple / pexels.com







































































