Ilekroć byłam w Sopocie (a muszę się przyznać, że bywałam tam dość regularnie od lat 70-tych XX wieku), zawsze fascynowały mnie odkrywane na każdym kroku przepiękne stare budynki. Bywały one w różnym stanie – czasami tragicznym – ale nawet w tych ruinach i upadku można się było dopatrzeć ich urody.

Poza zachwytem wizualnym zawsze byłam bardzo ciekawa jaka jest historia danego budynku. Niestety zupełnie nie posiadalam wiedzy ani literatury, która mogłaby zaspokoić moją ciekawość.

Kiedy w jednej księgarni internetowej zobaczyłam książkę pani Hanny Domańskiej pt. „Magiczny Sopot” nie mogłam sobie odmówić jej kupna. Podejrzewałam, że choć trochę poznam histrię miejsc, które wpadły mi w oko podczas spacerów sopockimi uliczkami.

U spacery takie to przyjemność odkrywania. I zdecydowanie polecam wędrówki bocznymi, mniej znanymi ulicami, bo właśnie tam można znaleźć architektoniczne perełki.

Książka „Magiczny Sopot” to kilkadziesiąt rozdziałów o tytułach sugerujących o jakim domu będzie dana opowieść (np. Pensjonat MiraMare, Willa Danzigera, Czekoladowa rezydencja, Pałacyk Piotrowskich).

Autorka wykonała kawał ogromnej pracy badań w archiwach oraz w dawnej literaturze i prasie. Nawet jak nie zna się danego budynku i tak jego historię czyta się z zainteresowaniem. Treść dopełniają głównie współczesne fotografie architektury co tylko dopełnia idelanie opis słowny i dzieje domostw. A historie niektorych z nich są naprawdę niesamowite.

I dałabym pełną aprobatę tej lekturze, ale jako ogromna i nieuleczalna faromaniaczka, muszę doczepić się rozdziału o tytule „Latarnia morska”. Gdyby jeszcze znalazł się w nim przypis skąd autorka czerpała taką wiedzę to sięgnęłabym do źródeł. Ale tam akurat przypisu nie ma. A nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że:

[…] Trzy lata po ukończeniu prac przy kościele, w 1904 roku tuż przy brzegu stanęła nowa wieża, która już na pewno służyła jako latarnia. Wieżę tę zbudowano łącznie z kominem dla Zakładu Balneologicznego. Na wysokości 25 metrów umieszczono na niej galerię widokową oraz pomieszczenie sygnalizacyjne.

Cytowany fragment mówi o 1904 roku [!]. W źródłach jakie są mi dostępne (bogata literatura dotycząca historii naszych latarni) czytałam, że w wieży (będącej obudową komina zakładów kąpielowych i takie było pierwotne jej przeznaczenie) w latach 50-tych XX wieku wprowadzono pierwsze światło (wtedy jeszcze słabe, bo o mocy 5 Mm). Sopocka wieża w locji pojawiła się w 1957 roku i nie jako latarnia, a na razie jedno ze świateł nawigacyjnych. Już znacznie później bo w latach 70-tych XX wieku światło zmodernizowano, a tym samym wzmocniono jego zasięg. Ale to już inna historia.

Natomiast bardzo zainteresował mnie fakt o sopockim kościele ewangelickim, którego wieża na polecenie cesarza Wilhelma II miała być widoczna z morza (dzienny znak nawigacyjny) a co ciekawsze prace remontowe w niej po II WŚ ujawniły, że na jej szczycie faktycznie urządzono pomieszczenie do sygnalizacji. I do tej historii mamy przypis ze źrodłem.

Jednym zdaniem: jeśli zachwycasz się starą sopocką architekturą to lektura „Magicznego Sopotu” jest dla ciebie. Nie tylko przedstawi w pigułce dzieje ciekawych kamienic i domów, a jeszcze przybliży ich mieszkańców. Latarnica poleca!

Dane książki: 

Tytuł:  Magiczny Sopot
Autor:  Hanna Domańska
Ilustracje: czarno-białe fotografie
POLNORD Wydawnictwo OSKAR
Rok wydania: Gdańsk 2007
Ilość stron: 192
Oprawa miękka

Poniżej kilka zdjęć z Sopotu z 2012 roku, głównie wieży z kominem zakładów kąpielowych, przystosownej po II WŚ na obiekt nawigacyjny z aparatem świetlnym.

Fot. Latarnica / 2012