Latarnica poleca [75]

Kiedy w zimny jesienny dzień pod koniec 2025 roku zobaczyłam w internecie okładkę nowej książki z wydawnictwa Bis - coś szarpnęło mnie za serce. I był to skutek podziałania na mnie okładki i widniejących na niej zwierząt oraz podtytułu książki. A chodzi o opowieść dla dzieci Aleksandry Struskiej-Musiał o tytule „Bury i Bary. Wilk z lasu i pies ze schroniska”. O ile z psami ze schroniska sama mam na swoim koncie doświadczenia, o tyle wilka w naturze nigdy nie widziałam. A jednak doskonale wybrała Autorka swoich bohaterów, bo jakby nie patrzeć to dwa zwierzęce światy, które mają ze sobą coś wspólnego, a jednak są z zupełnie innych krańców bieguna podobieństwa. 

Lektura skrojona jakby na moje zainteresowania, bo od dziecka kocham świat zwierząt  zarówno ten dziki i nieujarzmiony jak i ten oswojony, bardziej znany, związany z towarzyszącymi nam na co dzień zwierzętami domowymi. Oczywiście bardziej znam psy i koty, a przyroda dzika to wielka zagadka, o której z przyjemnością czytam i odkrywam jej tajemnice. Z odległej przeszłości i mroków dzieciństwa pamiętam oczywiście postać wilka z Czerwonego Kapturka (och jak się go bałam!), czytanego mnie i siostrze przez tatę „Białego kła” Jacka Londona oraz już samodzielnie lata później „Nie taki straszny wilk” Farleya Mowata. 

Byłam ciekawa historii - można by pokusić się takim uogólnieniem - dwóch wilków: tego dzikiego drapieżnego ssaka z gatunku Canis lupus zamieszkującego lasy Eurazji (Bury) oraz wilka - jak czasami mawiamy o psach owczarkowatych np. o owczarku niemieckim (Bary). Jednak ten nasz książkowy to pies w typie wilka czyli mieszanka kilku ras z dominującą tą, która wpłynęła na jego wilczy wygląd. Jak sama pisze autorka opisując Barego to taki wilczur z domieszką husky, a może i jeszcze dokładką innej rasy psów dużych.

Wiedząc, że częścią tej historii będzie wątek schroniskowy wiedziałam, że prędzej czy później dopadną mnie podczas czytania silne emocje. Stało się to już na samym początku książki, bo wtedy odkrywamy, że piesek Bary trafia pod bramę instytucji opiekującej się bezdomnymi zwierzakami jako zwierzę niechciane, niepotrzebne, potraktowane bardziej jak rzecz, której można się łatwo pozbyć.

Przez ostatnie tygodnie wszyscy miłośnicy zwierząt w Polsce obserwują wiele pozytywnych zmian mających na celu poprawę ustawy o ochronie praw zwierząt i odkrywanie do publiczej wiadomości zjawisk „patoschonisk” czy „patohodowli”- placówek z założenia mających być DLA zwierząt w realnym świecie, a działających często wręcz odwrotnie. Tym bardziej ucieszyłam się, że schronisko trafiło na karty opowieści skierowanej do młodego czytelnika. Zapewne część dzieci je zna, bo mają w domu swoich czworonożnych przyjaciół właśnie z takich placówek. Ale dla innych będzie to coś nowego i powinny wiedzieć, że są takie ośrodki.W naszym domu zawsze funkcjonowała tradycja, że zwierzęta adoptuje się z miejskich schronisk, bo są przepełnione i wiele czeka na wymarzony dom.

Z samej treści książki nie chcę wiele zdradzać. Bo cała przyjemność czytania to nieustanne zadawanie sobie pytania : I co dalej z Burym? Co wydarzy się w życiu Barego?” i odkrywanie na kolejnych kartach jak kolejne lata życia wpływają na obu bohaterów.

Fantastycznym zabiegiem jest pokazanie nam niejako równolegle upływu tego samego okresu czasu dla dzikiego wilka z lasu i miejskiego psa mieszańca w typie wilka. Możemy sobie porównać przebieg życia zwierzęcego dziecka w stadzie i odpowiedzieć sobie na pytanie:  jaki los może mu zgotować człowiek będący wyżej w ewolucji i mający niejako z założenia sprawować opiekę nad zwierzętami. Miarą naszej cywilizacji i poziomu rozwoju jest nasz stosunek do zwierząt. Niestety bardzo często daleko nam do wzorowych opiekunów braci mniejszych.  Bywamy najokrutniejszym gatunkiem na tej planecie i potwornie mi wstyd za takich ludzi, którzy krzywdzą bezbronne istoty i wykorzystują swoją przewagę. 

Malutki Bury mógł cieszyć się życiem w rodzinnym stadzie, zaznał ciepła ciała wilczej matki, opiekuńczość ojca przynoszącego z polowań pokarm, cieszył się obecnością rodzeństwa, z którym razem odkrywał świat, ale i bawił się jak to dziecko. Nie był samotny, bo miał swoje stado i rutynę dnia. Dorastał jak jego już podrosłe rodzeństwo i tak samo przyjdzie się rozwijać kolejnym miotom. Niestety jedyne niebezpieczeństwo dla wilczego stada stanowi człowiek. Z nim często najsilniejszy osobnik może przegrać. Wilki starają się więc człowieka omijać szerokim łukiem i nie wchodzą mu z własnej woli w drogę. Zapach ludzki jest dla nich odrażający i wywołujący strach. Może dlatego tak niewielu z nas spotkało je na swojej drodze.

W tym samym czasie, gdy malutki Bury biegał po lesie i spał przytulony do bliskich w norze pod pniami drzew Bary zaznał od człowieka już na starcie życia przykrych doświadczeń. Gdzieś, w jakimś domu został uznany za niepotrzebnego, oderwany od swojej psiej mamy, choć jeszcze powinna go karmić swoim mlekiem i w chłodną noc podrzucony w kartonie pod schronisko.Tam zajęli się nim pracownicy i zaangażowany wolontariat karmiący go strzykawką czy butelką, przydzielający zastępczą psią mamę oraz innego młodego pieska - żywiołową jak on Mańkę - do zabawy i poprawnego psiego rozwoju.

Każdy kto miał styczność ze schroniskami wie, że młode zwierzęta: szczeniaki i kocięta mają większe szanse na adopcje. Ludzie wolą brać młode osobniki choć takie 2-3 letnie to również wspaniali towarzysze, niby już dorośli ale wciąż pełni energii, zdrowi, ciekawi świata i człowieka. Ale faktem jest, że szczeniak taki jak Bary - jak się okazało okaz zdrowia i  psiej energii - szybciej znajdzie dom stały. I tak się na drodze życiowej Barego się oczywiście dzieje. Wypatrzy go para Kasia i Wojtek, którzy zakochają się w psiaku i sprawią, że stanie się cząstką ich życia jako pełnoprawny członek rodziny.

Autorka pokazuje nam tą dobrą stronę adopcji i ten wymarzony wzorcowy model domu dla zwierzaka. Jednocześnie edukuje czytające czy słuchające tej opowieści dzieci jak powinniśmy zajmować się naszymi futrzastym przyjaciółmi, co jest w ich życiu istotne i rozwijające. Mamy tutaj wspaniałe zestawienie dzikiej przyrody (reprezentuje ją wilk Bury) i przyrody udomowionej (reprezentowanej przez psa Barego). Do każdego z tych gatunków należy podchodzić inaczej, ale każdemu należy się szacunek i respektowanie ich naturalnych praw i potrzeb. W przyopadku wilków muskmy też pamiętać by dbać o ich dom czyli ich środowisko naturalne, bo jeśli je zniszczymy wyginie ich gatunek. A to dzieje się na całym świecie przez działalność człowieka cały czas.

Na plus dla kociarzy mamy w tej historii i postać mruczącego towarzysza Barego - kota Chipsa, który w dniu jego adopcji był już rezydentem w tej rodzinie. Bary znał zapach kotów jeszcze ze schroniska i na szczęście nie miał z nimi złych skojarzeń.

I tak jako obserwatorzy z karty na kartę towarzyszymy kolejnym latom dorastania, dojrzewania i zmierzania ku jesieni życia naszych obu bohaterów. Powiem szczerze, że bardzo dużo o życiu dzikich wilków nie wiedziałam. Tym bardziej parę razy byłam zaskoczona niektórymi faktami i z ciekawością czytałam jak dorastają, opuszczają stado, zakładają swoje wilcze rodziny (Bury odnajduje swoją wilczycę Strzałę)  i nowe stada i powtarzają ten schemat, który toczy się w przyrodzie od dawna. Jedynym czarnym punktem na ich drodze może być człowiek. Dobrze, że i o tym oraz skutkach działania człowieka pisze Autorka. Przez to historia jest realistyczna i niczego sztucznie nie koloryzuje, a raczej edukuje i wskazuje na dobre i złe strony życia każdego z bohaterów tej książki.

Przy okazji czytania zachwycałam się kolejnymi ilustracjami Marty Rydz-Domańskiej, której możliwości znałam już wcześniej z innych książek i nadal pozostaje jej wielką wielbicielką. Przepiękne rysunki wilka i psa w ich naturalnym otoczeniu (las, dom) są zaletą podnoszącą jakość książki i dodającą smaczku. Czyta się i ogląda z największą przyjemnością. 

Niestety - w mojej osobistej opinii - „Bury i Bary” to nie jest ani zabawna, ani lekka lektura. Po drodze oba zwierzaki doświadczają jednak zdarzeń trudnych, kładących na ich życiu głęboki cień. Prześledzimy ich losy do zmierzchu ich życia. Tak jak narodziny czy to wilka z lasu czy psiego miotu w ludzkim domu w zasadzie poza otoczeniem niczym się nie różnią, tak kiedy przychodzi pora odejścia z tego świata i jest ono naturalne i związane z podeszłym wiekiem - i tutaj wilk i pies zostawia za sobą ziemskie życie tak samo - śmierć nie pyta i nie rozróżnia czy byłeś zwierzęciem towarzyszącym czy żyłeś w dzikiej naturze. Mamy więc ukazane w „Burym i Barym” wszystkie tak ważne aspekty życia zwierząt od narodzin do odejścia - by pomiędzy tą klamrą spinającą życie zobaczyć jak mogą potoczyć się losy tych dwóch bliskich, a jednak jakże oddalonych już od siebie gatunków. Już jako dorosłe osobniki wilk i pies w typie wilka mają istotne różnice fizyczne, które są uwarunkowane tym jaki tryb życia prowadzą (jako szczenięta miały najwięcej podobieństw). O tym również wspomina i uczy nas Autorka - tym bardziej chciałabym podkreślić ogromne walory edukacyjne tej książki.

„Bury i Bary” dużo mnie nauczyli. Nie podchodziłam do tej opowieści jak do książki z której wyniosę tyle wiedzy. A jednak ta wiedza fantastycznie wnika w bardzo ciekawą historię obu bohaterów. Wręcz jest tak dobrze wpleciona, że nie czuje się, abyśmy choć na chwilę opuszczali główny nurt powieści. Wnikamy w tą historię z całym wachlarzem emocji, martwimy się, wzruszamy, uśmiechamy, drżymy ze strachu. Cóż może być lepszego nad książkę, która wywołuje taki wachlarz emocji? Mnie po raz kolejny talent, wyobraźnia i styl pisania pani Aleksandry Struskiej-Musiał oczarował i pozwolił odlecieć daleko stąd. Nie było mojego fotela do czytania, herbaty, koca i kota na kolanach. Przez dwa wieczory (bo celowo podzieliłam sobie czytanie na dwa dni) przebywałam wieczorami w dzikim lesie odczuwając na własnej skórze zmienność pór roku i w schronisku, a potem sympatycznym domu bardzo odpowiedzialnych opiekunów. 

Reasumując: Latarnica poleca!

Podstawowe dane książki

Tytuł: „Bury i Bary. Wilk z lasu. i pies ze schroniska”

Autor: Aleksandra Struska-Musiał

Ilustracje: Marta Rydz-Domańska

Wydawca: Wydawnictwo BIS, Warszawa 2025

Objętość: 64 stron

Wydanie: I

Kategoria wieku: +5

Oprawa: twarda

Format: 123 x 165 mm

Poniżej okładka front i tył:

Poniżej wyklejka i wybrane rozkładówki:

Poniżej sesja z moją kocicą Myszką, która zawsze towarzyszy mi przy lekturze:

Drugi wieczór czytania...

I po lekturze - sesja z książką :)

Fot. Latarnica / luty 2026


Dziękuję Wydawnictwu bis za możliwość zapoznania się z tą piękną książką i egzemplarz recenzencki. Więcej książek wydawnictwa znajdziecie na wydawnictwobis.com.pl

 


Latarnica poleca [74]

Przyjmując zaproszenie od Wydawnictwa Bis na napisanie recenzji z powieści Emilii Kieraś „Lapis” zastanawiałam się czy istnieje jakakolwiek nić łącząca tą książkę z profilem mojego blogu i osobistymi zainteresowanymi. Po cichu wierzyłam że tak, patrząc na intrygującą ciemną sylwetkę latarni morskiej na okładce, bowiem - tu będzie wyznanie - ta powieść była już    na stałe gościem mojej domowej biblioteczki w swym I wydaniu z 2021 roku, ale od jakichś 2 lat czekała na tzw. swoją chwilę. Czyli ten moment znany wielu nałogowym Czytelnikom, gdy książka stanowczo zawoła z półki i krzyknie mi prosto do ucha: „Teraz chcę być czytana!”.

Nie wiem kiedy nadeszłaby ta chwila i szansa dla „Lapis” (zawsze troszeczkę odstraszała mnie objętość 420 stron  - i od razu galopada obaw: „Kiedy ja to szybko przeczytam? Przecież tyle książek papierowych i ebooków czeka w kolejce!”). Ale życie samo podsunęło mi szansę nie do odrzucenia. Skoro właśnie ukazało się nowe, odmienione szatą graficzną   II wydanie i mogę o nim napisać to grzechem byłoby z tego zrezygnować. A jeśli latarnia morska jest w jakiś sposób powiązana z treścią „Lapisu” to nie może być bardziej trafnie dobranej książki do profilu mojego bloga. Zaryzykowałam i od razu powiedziałam TAK na taką propozycję. Ta zgoda z góry też niejako wymuszała natychmiastowe sięgnięcie po książkę i zanurzenie się w jej treści. Przecież najpierw trzeba uważnie zapoznać się z dziełem, potem poukładać sobie wszystko w głowie i ostatecznie usiąść do pisania. Bywa, że trudno się zebrać, bywa że w głowie nie formują się    żadne konstruktywne zdania, ale… tym razem było całkiem inaczej. 

Dziś będąc już po lekturze (a moje obawy co do poruszanej tematyki i objętości były po prostu głupim tłumaczeniem się przed samą sobą, bo czytanie „Lapis” zabrało mi tylko 2,5 wieczora) zupełnie nie mam w pustki w głowie. Wręcz odwrotnie - natłok myśli bombarduje, emocje szarpią,  bo jedno można powiedzieć na pewno: „Lapis” nie pozostawia Czytelnika obojętnym wobec tej historii z pogranicza baśni, legendy, opowieści historycznej z nutą dreszczyku, ale i romantyzmu. Ale po kolei. Bo jest tego wiele: pełen wachlarz skrajnych emocji, które co rusz zaskakują i nawet gdy robi się    już    zbyt późno głowa podpowiada: „Ci… jeszcze tylko jeden rozdział.” I tak od rozdziału do rozdziału skończyłam czytanie w sobotnią noc (weekend to chyba najlepszy czas na spokojne lektury bez presji wstawania do pracy i myślenia o innych codziennych obowiązkach).

Po pierwsze Autorka:  Emilia Kiereś. Nie znałam jej książek aż do chwili, gdy z racji poznańskich akcentów  trafiło od Wydawcy do mnie jej „Cacko” powieść wielopokoleniowa o poznańskiej rodzinie w klimacie świąt Bożego Narodzenia. Tak, tamtego  oku Pani Kiereś odmieniła moje święta i dokonała prawdziwego cudu wigilijnej nocy. Zatem wiedziałam już, że potrafi zagrać na emocjach jak nikt inny i trafia w czułe punkty dostarczając wzruszeń, ale i głębokich przemyśleń o życiu i relacjach.

Tak było i tym razem choć formuła powieści „Lapis” jest zupełnie inna. To nie realistyczna powieść o historii wyimaginowanego miasta. To baśń, to legenda, to tajemnicza historia wyszeptywana kolejnym pokoleniom. Opowieść z mrocznym drugim dnem, z przerażającą Poczwarą, której imienia się nie wymawia, w której więcej jest ciemności niż w niejednej głębokiej jaskini czy starej porzuconej studni. 

Po drugie – zbytnio nie spoilerować. Od razu wiedziałam, że ogromnym wyzwaniem będzie napisać o tej książce tak, aby nie zdradzić nic z zaskakujących zwrotów akcji, bo najdrobniejsze ujawnienie fabuły może zepsuć całą przyjemność   czytania. To właśnie te zwroty akcji i odkrywanie kolejnych kart jest dla Czytelnika najbardziej ekscytujące. A zagadki do rozwiązania mamy na każdym kroku. W zasadzie w głowie rodzi się co rusz więcej pytań niż otrzymujemy odpowiedzi. Bałam się, że Autorka może o czymś zapomnieć - tak bogato nafaszerowała postacie i zdarzenia w niedopowiedzenia, które w końcu powinny się    nam objawić w całej swej klarowności. Postaram się zatem NIC nie zdradzić z kluczowej fabuły i obym się jakimś stwierdzeniem nie zagalopowała za daleko. Bo sama byłabym zła, gdyby przed czasem ktoś ujawnił mi tajemnice bohaterów, miasta i tajemniczej Poczwary.

Akcja „Lapis” zamknięta jest w dwóch zasadniczych częściach rozgrywających się w różnych okresach czasu, a dokładnie dzieli je pół wieku. W części 1 poznajemy głównych bohaterów tego dramatu, bowiem od razu trzeba zaznaczyć, że historia nie jest lekka i pogodna choć dotyczy miłosnego związku miejskiego architekta Tobiasza Hiro i jego wybranki - żony Elżbiety oraz postaci jej brata miejskiego bibliotekarza Benedykta. Ta para (mieszkająca za murami miasta w uroczym domku pośród drzew) to główna oś i wokół niej rozgrywa się tragiczna w skutkach historia o zdradzie, ludzkiej nienawiści, zakłamaniu, strachu, ucieczki od odpowiedzialności za swoje czyny. Miastem rządzą w tym czasie burmistrz i Hrabia Less - postacie totalnie pogruchotane moralnie. A na skraju lasów, które otaczają Lapis mieszka tajemnicza staruszka Ruta ni to miejscowa wiedźma, zielarka, znachorka, osoba stroniąca od ludzi choć gotowa wspomóc tych, którzy do niej przyjda po poradę. Tłem dla życia bohaterów jest miasto LAPIS, wielowiekowa aglomeracja z mroczną historią w tle związaną z jego założycielami - braćmi, którzy dawno dawno temu zachwycili się okolicą i dominującym w terenie wapiennym skałom i zbudowali tam ośrodek miejski. Ale jak to często bywa, tam gdzie na początku jest zgoda i przyjaźń często dochodzi do rozłamu, konflikt i sporu, który kruszy najpiękniejsze więzi i relacje, także rodzinne. 

Lapis istnieje już od dawna, ale obecnie, w czasach Tobiasza i Elżbiety żyją w nim ludzie nie do końca otwarci i szczerzy, jakby bojący się mówić prawdę i spoglądać prosto w oczy swemu rozmówcy, uciekający od przeszłości - tak jakbyspojrzenie wstecz budziło nawiększe koszmary, które mogły natychmiast wkroczyć w ich życie. Dawne zatargi i niezakończone spory wciąż wiszą nad Lapis. Niestety czasy, w których żyją bohaterowie nie są łatwe bowiem nadciąga wojna i wróg zbliża się do miasta. Tobiasz jako doskonały architekt pracuje przy budowę murów i fortyfikacji, chce zrobić wszystko by ocalić to miejsce i ocalić mieszkańców. Nie mogę zbyt wiele zdradzić, bo zepsułabym Czytelnikowi te wszystkie przełomowe zdarzenia i zaskoczenia jakie wywołują. Nie spodziewałam się, że na życiu Tobiasza i Elżbiety spoczną tak  wielkie cienie doprowadzając do tragicznych zdarzeń. Wojna oczywiście nadchodzi, ale ku zaskoczeniu wszystkich staje się bardziej opowieścią o Dniu Wielkiej Bitwy - jednym dniu konfliktu zakończonego niespotykanym przerażającym wydarzeniem. Poczwara postać z legend, postać opowiadana dzieciom z pokolenia na pokolenie celem straszenia oraz wymuszenia posłuszności staje się faktem realnym. Czas tuż po bitwie jest końcem pierwszej części książki i końcem historii, która serwuje nam więcej pytań niż odpowiedzi. 

W części 2 poznajemy parę nowych głównych postaci - w zasadzie przybyszów z zewnątrz - bo wciąż jesteśmy w Lapis i na jego obrzeżach, ale mija całe 50 lat od wojny, a miasto zamawia odrestaurowanie fresków w miejscowej bibliotece oraz namalowanie nowych ukazujących historię Lapis. I tak do miasta przybywa 12-letnia Irenka ze swoim  ojcem malarzem – wdowcem pełnym smutku i żalu, dla którego to całkiem normalne, że co jakiś czas zmienia miejsce zamieszkania i podejmuje się kolejnych artystycznych zleceń. Ta dwójka zamieszka w bibliotece u wciąż żyjącego Benedykta – brata Elżbiety. Artysta z oddaniem i pasją podejmuje się nowej pracy, a mała Irenka niestety po raz kolejny musi przyzwyczaić się do nowgo miejsca i nowych ludzi. Poznaje tam rówieśnika Cyryla, która pomaga dorywczo w bibliotece Benedyktowi. Dziewczyna jest osobą bystrą, spostrzegawczą i ciekawą świata. Wjeżdżając nocą do miasta zauważa smugi światła tańczące na niebie, a pomiędzy drzewami majaczyła jakaś tajemnicza budowla. Dostrzega też dziwną staruszkę spoglądającą przy drodze na te światła. W samym budynku, który odtąd jest jej kolejnym czasowym domem, odkrywa dziwnągłęboką szczelinę w murach spętą mocnymi klamrami, z ciemności której w nocy słyszy dziwne głosy i szepty. Okazuje się, że nowe miejsce skrywa dużo tajemnic i nikt nie chce o tym mówić ani wracać do przeszłości. Ale ją takie podejście nie satysfakcjonuje. Na własną rękę zacznie stawiać odważne pytania i odkrywać karty dotyczące historii miasta, tajemniczej Poczwary, wiedźmy Ruty, ale przede wszystkim od początku chciała za dnia zobaczyć tajemniczą budowlę i jej mieszkańca. 

I tak do książki wkracza latarnia morska i jej obecność ma jak najbardziej sens, choć Lapis nie leży nad morzem. Wszystko wyjaśni się w kolejnych rozdziałach, a osobą podtrzymującą światło na wieży okazuje się Stary Tobiasz, mąż Elżbiety, która w niewyjaśnionych okolicznościach zniknęła przed laty… Tobiasz jest teraz niemową z wyboru, ale jak wiadomo wielkie traumy często tak działają na ludzi, a każdy wie że on przeżył lata temu coś przerażającego podczas Wielkiej Bitwy.

Irenka to dziewczyna, która odmieni los Lapis. Przez swoją    ciekawość, ale i wielkie serce gotowe nieść ludziom pomoc decyduje się na podjęcie wręcz heroicznych działań. I tak naprawdę nic więcej nie mogę dodać. Reszta tkwi w fabule - genialnej, wciągającej, mrocznej, ale niosącej ostatecznie ulgę i radość oraz odkupienie win. Nawet tych sprzed setek lat. Lapis nie musi być przeklęte i skazane na powolny upadek. 

Tak więc sens ilustracji latarni morskiej  na okładce I wydania i rysunku otwierającym część II książki w nowej edycji ma wielkie uzasadnienia. A dla mnie jako miłośniczki latarni morskich dało ogrom dodatkowych pięknych opisów i zdarzeń rozgrywających się w wieży.

W usta Ruty Autorka wplata trafne i piękne stwierdzenie:

[…] Latarnia przypomina mi zawsze, że każdy mrok można rozjaśnić. Wtedy czuję się bezpieczna i wiem, że nic mi nie grozi.

I w zasadzie mogłoby to być mottem całej książki. Bowiem dla miasta Lapis latarnią stała się   nastoletnia Irena, która nie bała się podjąć naprawdę odważnych misji uratowała jego przyszłości, ale i wybielenia przeszłości z tego co złe i podłe. Książka ukazuje prawdziwą ludzką    naturę oraz fakt że często naszymi decyzjami kierują te najgorsze uczucia. Ale jeśli tylko można to jakoś naprawić zawsze należy iść w kierunku świata i prawdy.

Na koniec krótka uwaga od nieuleczalnej kociary, którą  niewątpliwe jestem. W książce występuje postać rudego kota, który mieszka razem z Rutą. To miły zwierzęcy akcent, który zawsze rozgrzewał moje serec w wielu scenach rozgrywających się z tajemniczą staruszką.

Jestem oczarowana tą historią, nie przeszkadza mi zupełnie wątek tajemniczej Poczwary przełamującej konwencję powieści realistycznej, wręcz dodaje jej to uroku. Jako ludzkość lubimy tajemnice i lubimy je rozwiązywać. Tutaj rozwiazanie całej historii naprawdę każdego zaskoczy. A plan jaki ma na wszystko Irena to już prawdziwy literacki majstersztyk. Pamiętajmy to co ciemne rodzi się w gniewie i pragnieniu zemsty, nie dopuszczajmy NIGDY do takich chwil. Bohaterowie „Lapis” boleśnie odczuli na swojej historii skutki złych ludzkich emocji. 

Emilia Kiereś napisała kolejną wybitną książkę, która spodoba się starszym dzieciom i dorosłym. Ja jestem oczarowana, wciąż poruszona i nie żałuję ani jednej minuty oddanej tej lekturze. Żałuję może jednego - że tak długo dałam na siebie czekać tej książce. Ale może tak miało być. Może czekała na ten właściwy czas.I on nadszedł tej zimy.

Reasumując: LATARNICA poleca!

Podstawowe dane książki

Tytuł: „Lapis”

Autor: Emilia Kiereś

Okładka i Ilustracje: Marta Rydz-Domańska

Wydawca: bis

Objętość: 376 stron

Wydanie: II (pierwsze w tej edycji)

Data premiery nowej edycji: 10 luty 2026, Warszawa

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Format: 135 x 205 mm

Kategoria wieku: +10 lat

Dostępna wersja audio

Poniżej okładka front i tył

Poniżej ilustracje rozpoczynające dwie części książki

Poniżej skrzydełko z Autorką  i strona tytułowa oraz dwa dotychczaowe wydania "Lapisu" w różnej szacie graficznej

Poniżej sesja z moją domową modelką Myszką

Fot. Latarnica/luty 2026

--------------------------------------

Dziękuję Wydawnictwu bis za możliwość zapoznania się z tą piękną książką i egzemplarz recenzencki. Więcej książek wydawnictwa znajdziecie na wydawnictwobis.com.pl


Laska i koty z Nowego Portu [5]

Cykl o burej koteczce Lasce z Nowego Portu musiał lekko zmienić tytuł. Bowiem to już nie tylko jedna jedyna królowa na przylatarnianej posesji, ale i coraz większe stado kotów przychodzących do stołówki.

Dziś jeszcze trochę ciepłych jesiennych kadrów ale już i te bieżace zimowe bowiem nieksie temperatury na wybrzeżu trzymają i wolno bytujące koty mogą  w kwestii kulinarnej lioczyć tylko na dobre serca ludzi i ich empatię. A tego latarnikowi Czesławowi nie brakuje.

Fot. Czesław Romanowski / Nowy Port 2025/026


Lektury 2026

Nie wiem jak, nie wiem kiedy, nie wiem co temu sprzyjało (bo rok z tych trudniejszych) ale... 2025 okazał się rekordowy. Zakończylam go z 150 lekturami na liczniku, choć bałam się, że trudno będzie dobić do wyznaczonego pułapu 104. Chyba już ngdy tego wyniku nie pokonam, To naprawdę sporo książek i średnio statysycznie wychodzi jedna książka na 2,5 dnia więc naprawdę krótki czas na lekturę. Oczywiście bywały takie co połknęłam w 1-1,5 dnia a niektóre tytuły towarzyszyły mi i po 2-2,5 tygidnia. Nie ma zasady. Wszystko zależy też od okoliczności czytania, nastroju, nawału prac.

Nie ma co dywagować, nie ma co planować, bo życie i tak wszystko zweryfikuje. Po prostu zaczynam... bo czytanie jest jest jak tlen i bez niego nie dam rady przejść przez kolejne 365 dni.

Lektury 2026

  1. Andy Warhol - życie i śmierć - Vicor Bockris - styczeń - nota 5
  2. Łatka kotka z sąsiedztwa - (tom z cyklu "Zaopiekuj się mną" - Holly webb - styczeń - nota 5
  3. Nad życie - czego uczą nas umierający - Maria Mazurek, Wojciech Harpuła - styczeń - nota 5
  4. Wymarzony dom - M.T. Logan - styczeń - nota 5
  5. Nie tylko Rocky i Rambo - Sylwester Stallone - Tomasz uranski - syczeń - nota 5
  6. Wszystko zaczyna się od marzeń - Marcin Pałasz - styczeń - nota 5
  7. Głęboko w lesie (tom 6 cyklu) - Lars Kjadegaard - styczeń - nota 5
  8. Pamiętnik grzecznego psa - Wojciech Cesarz - styczeń - nota 5
  9. Znajdę cię  (tom 7 cyklu) - Lars Kjadegaard - styczeń - nota 5
  10. Kurort - Ruth kelly - styczen - nota 5
  11. Nowe przygody grzecznego psa - Wojciech Cesarz - styczeń - nota 5
  12. Malinka Wombat i Koala - Marcin Kozioł - styczeń - nota 5
  13. Tajemnica Palmer Street 214 - Karen McQuestion - styczeń - nota 5
  14. Pogoda dla puchaczy - zima - Marcin Kozioł - styczeń - nota 5
  15. Janis Joplin tak silna, tak delikatna - Lucas Hugo Pavetto - styczeń - nota 4+
  16. Gęby, dzioby i nochale - Mikołaj Gołachowski - luty - nota 5
  17. Pupy, ogonki i kuperki - Mikołaj Gołachowski - luty - nota 5
  18. Każdy twój ruch - C.L. Taylor - luty - nota 5
  19. Wakacje grzecznego psa - Wojciech Cesarz - luty - nota 5
  20. Sezonowa dziewczyna - Jenny Blackhurst - luty - nota 5
  21. Jefferson detektyw mimo woli (tom 1 cyklu) -  Jean-Claude Mourlevat - luty - nota 5
  22. Lapis - Emilia Kiereś - luty - nota 5
  23. Ostatnia zagadka - Arturo Perez Reverte - luty - nota 5
  24. Kocie kłopoty grzecznego psa - Wojciech Cesarz - luty - nota 5
  25. Bury i Bary - Aleksandra Struska-Musiał - luty - nota 5
  26. Raz, dwa, psy cztery - Agnieszka Elbanowska - luty - nota 5
  27. Pokaż mi swoją bibliotekę - Aleksandra Rybka - luty/marzec - nota 5
  28. To był nasz dom - Marcus Kliewer - marzec - nota 5
  29. Genialnie zmyślone - Jakub Kuza - marzec - nota 5-
  30. Kocioł - Nowa misja astroMIAUty - Marta Rydz-Domanska - marzec - nota 5
  31. Panie kocie, jak żyć ? - Joanna Szczerbaty - marzec - nota 5
  32. Lokatorka - Freida McFadden - marzec- nota 5
  33. Napój miłosny - Eric Emmanuel Schmitt - marzec - nota 4+
  34. Dziadek naszego kota - Regina Golińska - marzec - nota 5
  35. Śledztwo wrednego kota - Wojciech Cesarz - marzec - nota 5
  36. Zabawy literackie - Wisława Szymborska - marzec/kwiecień - nota 5
  37. Sekret prawie byłego męża (tom 2 z cyklu Gracje z Ustki) - Aneta Jadowska - marzec - nota 5
  38. Kot piewszego kontaktu (3 tom cyklu) - Sho Ishida - kwiecień - nota 5
  39. Zagadka martwego wydawcy (tom 3 z cyklu Gracje z Ustki) - Aneta Jadowska - kwiecień - nota 5
  40. Pogoda dla puchaczy - wiosna  (tom 3 serii) - Marcin Kozioł - kwiecień - nota 5
  41. Skarb Titanica - Max Czonyj - kwiecień - nota 4
  42. Dziecię kot - Beatrix Beck - kwiecień - nota 4+
  43. Dzieci mroku (tom 1 cyklu Detektyw Lottie Parker) - Patricia Gobney - kwiecień - nota 5
  44. Daleki rejs - Gdzie jesteś tatusiu? - Anna Onichimowska - kwiecień - nota 5
  45. Małe trolle i duża powódź (Miminki tom 1) - Tove Jansson  - kwiecień - nota 5-
  46. Pomiędzy - zbiór opowiadań - Anna Onichimowska - kwiecień - nota 5
  47. Kierunek zemsta - Riley Sager - kwiecień - nota 5
  48. Odpowiedź kryje się w tobie - Katarzyna Wolwowicz - kwiecień - noya 5
  49. Deszczowa kołysanka (tom 1 cyklu detektyw Grot) - Jolanta Knitter-Zakrzewska - kwiecień/maj - nota 5
  50. Baltic, pies ktory płynął na krze - Barbara Gawryluk - kwiecień - nota 5
  51. Przygody kota Fausta -  Bartosz Libuda - maj - nota 4+
  52. Błękitna godzina - Paula Hawkins - maj - nota 5
  53. Obsesja - B.A. Paris - maj - nota 5
  54. Pogoda dla puchaczy - lato - Marcin Kozioł - maj - nota 5
  55. Ukryte blizny (tom 2 cyklu Lottie Parker) - Patricia Gibney - maj - nota 5
  56. Miłość aż po grób (2 tom cyklu detektyw Daniel Grot) - Knitter - Zakrzewska - maj - nota
  57. Tam gdzie jesteś - Tomasz Betcher - maj - nota 5
  58. Toto kotka Ninja i wielka ucieczka węża  (tom 1 cyklu) - Dermot O'Leary - maj - nota 5
  59. Vita Felix Kocia droga do szczęścia - Giuliano Martinetti  - maj - nota 5
  60. Toto kotka Ninja i zagadka skradzionego sera  (tom 2 cyklu) - Dermot O'Leary - maj - nota 5
  61. Toto kotka Ninja i katastrofa supergwiazdy (tom 3 cyklu) - Dermot O'Leary - maj /czerwiec - nota 5
  62. Niechciane dusze (3 tom cykle detektyw Lottie Parker)- Patricia Gibney - czerwiec - nota 5
  63. Ptasi azyl ( 5 tom cyklu Pazurkowa ulica) - Aleksandra Struska-Musiał - czerwiec - nota 5
  64. Mów mi Majkel 2  (2 tom serii) - Helen Cat - czerwiec - nota 5
  65. Wczasowiczka - Śmierć na Helu - Grzegorz Kalinowski - czerwiec - nota 5
  66. Przeprawa (tom 1 cyklu) - Matt Brolly - czerwiec - nota 5
  67. Bombastic Naturalis - Iban Barrenetxea - czerwice - nota 5
  68. Kocie ścieżki - Wielka Brytania - 3 tom cyklu - Jola Jaworska - czerwiec 4+
  69. Lighthouses of Wales - Warren Kovach - czerwiec - nota 5
  70. Upadek (tom 2 cyklu) - Matt Brolly - czerwiec - nota 5
  71. Awantura na morzu (cykl Montgomery BonBon  tom 4) - Alasdair Beckett-King - czerwiec - nota 5
  72. Jakiej śmierci najbardziej się boisz - Natasha Preston - czerwiec - nota 5
  73. Victorian Psycho - Virginia Feito - czerwiec - nota 5-
  74. Jaśmin nieśmiały kotek (z cyklu Zaopiekuj się mną) - Holly Webb - czerwiec - nota 5
  75. Ostatnia żona - Jenny Blackhurst - czerwiec/lipiec - nota 5
  76. For the safety of all - a story of Scotlands Lighthouses - Donald Murray - lipiec - nota 4+
  77. Kocia szajka  i pożar na zamku (tom 11 serii) - Agata Romaniuk - lipiec - nota 5
  78. Lato - Tove Jansson - lipiec - nota 5
  79. Kobieta na klifie - Sonia Rosa - lipiec - nota 5
  80. Co skrywa śnieg  (tom 1 cyklu Morderstwo w Aro) - Viveca Sten - lipiec - nota 5
  81. Latarnik (tom 1 cyklu "Szept anioła") - Aleksandra Rak - lipiec - nota 5
  82. Posłaniec (tom 2 cyklu "Szept anioła") - Aleksandra Rak - lipiec/sierpień - nota 5
  83. Co skrywa cień? (tom 2 cyklu Morderstwo w Aro) -  Viveca Sten - lipiec/sierpień - nota 5
  84. Spadkobierca (tom 3 cyklu "Szept anioła" )- Aleksandra Rak - sierpień - nota 5
  85. Co skrywa pamięć (tom 3 cyklu Morderstwo w Aro) -  Viveca Sten - sierpień - nota  5
  86. Dobre ucho - Kim Hye-Jin - sierpień - nota 5
  87. Wakacje nad morzem - Carolyn V Murray - sierpień - nota 5
  88. Ktoś tu był przed nami - Daniel Hurst - sierpień - nota 5
  89. Dziewczyna Szabrownika - S.K.Tremayne - sierpień - nota 5
  90. Wąsik niechciany kotek (tom z cyklu Zaopiekuj się mną) - Holly Webb - sierpień - nota 5
  91. Rzeź niewiniątek - John Saul - sierpień /wrzesień - nota 5
  92. Jeśli dziś sobota to mamy morderstwo - Marta Matyszczak - sierpień - nota 5
  93. Rowy jakich nie znacie - Marcin Barnowski - sierpień - nota 5
  94. Zwiastuny zła (4 tom serii detektyw  Lottie Parker)  Patricia Gibney - sierpień/wrzesień - nota 5
  95. Przechodząc odciskam ślady łap - Grzegorz Pul - wrzesień - nota 5
  96. Ktoś tu jest - Paulina Miekos-Miziarska - wrzesień - nota 5
  97. Uwikłana - Natasha Preston - wrzesień - nota 5+
  98. O latarni Stilo i inne pomorskie legendy - Magdalena Kubiak - wrzesień - nota 5
  99. Kierunek Bałtyk - Mikołaj Gospodarek - wrzesień - nota 5
  100. Zamknięte drzwi - Freida McFadden - wrzesień - nota 5+
  101. Terapia - Sonia Rosa - wrzesień - nota 5
  102. Wierszyki świąteczne - Michał Rusinek - wrzesień - nota 5
  103. Idealny syn - Freida McFadden - wrzesień - nota 5+
  104. Siedem prawd - Eduardo Jauregui - wrzesień /październik - nota 5
  105. Książka o czytaniu - Justyna Sobolewska - pażdziernik - nota 5
  106. Mora - Ewa Przydryga - październik - nota 5
  107. Lufcik - Grzegorz Kasdepke - październik - nota 5
  108. 100 sekretów gdyńskich kamienic - Arkadiusz Brzęczek - październik - nota...
  109. To mogła być ona - Lisa Jewell - październik - nota...

Ilusustracja AI.

Fot. główna wpisu: pexels.com

 


Domowe życie kota - IV kwartał 2025

I nadeszła ta pora, że mogę zamknąć cały koci rok 2025 zdjęciami z ostatniego kwartału. Zatem co działo się w życiu Myszy w 3 jesienne miesiące i początek zimy?

PAŹDZIERNIK

LISTOPAD

GRUDZIEŃ

Fot. Latarnica / 2025


12-ta swiąteczna zbiorka dla schroniska

Nadchodzą SZÓSTE święta z kotką Myszą! Jak ten czas minął nie pytajcie. I nam trudno w to uwierzyć. Ale data 11 listopada to dla nas to też znak, że pora zabrać się do pracy. Bo w tym okresie od kilkunastu lat mamy początek Świąteczną Zbiórki. Naszym głównym celem jest, aby koty w poznańskim schronisku miały dobre jedzonko, zabawki, preparaty dla zdrowia, legowiska, kocyki. Ze względu na mój niezmienny stan zdrowia (poważny uraz kręgosłupa) utrzymujemy zasady zbiórki takie jak w latach poprzednich. Kto brał udział ten wie i je zna. Dla nowych osób przypominamy poniżej.
1/ punktem zbiórki przestaje być nasza siedziba czyli mieszkanie
2/ Mysza nie sprawdza zawartości każdej paczki przez co nie powstaje klasyczna galeria darów z Myszą, możemy pokazywać faktury, zamówienia itp.
Tak wiemy, to był bardzo przyjemny zwyczaj za Errorka i przez pierwsze lata z Myszą - także dla nas - ale wiązał się z ogromnym wysiłkiem fizycznym. Waga darów od Was często wynosiła kilkanaście, a bywało i nawet kilkadziesiąt kilogramów.
Ale to nadal nasza taka jak zawsze Myszowata zbiórka (kontynuacja wcześniejszych„obłędnych” zbiórek Errorkowatych). Tradycja musi mieć ciągłość.
Istnieje kilka sposobów wsparcia kotów z Schroniska:
1/ zakup podarunków w jednym ze sklepów internetowych i podanie TUTAJ ZMIANA - adresu do wysyłki - nowej siedziby schroniska. Podamy ją na priv jak zgłosicie że szykujecie pakę.
2/ zakup podarunków i zapakowanie ich i wysłanie na (ZMIANA) nowy adres schroniska - podamy ją na priv jak zgłosicie że szykujecie pakę.
3/ przelanie datku na zakup produktów a my sami zajmiemy się ich wybraniem i zakupem, zbieramy kilka wpłat razem aby złapać promocje i rabaty oraz darmową wysyłkę kurierską - adres dostawy będzie (ZMIANA) nowa siedziba schroniska
4/ robicie w domu przegląd starych ręczników, poszewek pościeli, kocyków i kocy przesyłacie lub zawozicie (to dotyczy Poznaniaków) na (ZMIANA) adres nowej siedziby schroniska.
Dane do przelewu podajemy w wiadomości prywatnej więc prosimy odzywać się tutaj na myszowatym profilu na priv.
Dary pokazujemy na naszym profilu w specjalnej galerii - w postaci faktur lub zdjęć faktur lub wrzucanie plików zdjęciowych od was. KONIECZNIE nas informujcie (na priv Myszy), że coś pofrunie do schroniska (poróbcie zdjęcia) abyśmy odznaczyli was jako uczestników zbiórki!
NIE ULEGA ZMIANIE:
Każdy Darczyńca (ludzki czy zwierzęcy - to wy nam podajecie kogo mamy podpisać na wirtualnej kartce z podziękowaniem) zostaje umieszczony w specjalnej galerii Darczyńców w pamiątkowej grafice zbiórkowej przygotowywanej indywidualnie co roku. Dziś ją zdradzamy poniżej. Tylko koniecznie musicie nam dać znać, że daliście kotom wsparcie - jeśli paczka do schroniska pójdzie bezpośrednio od was.
Czas trwania akcji jak co roku : 11 listopada - 31 grudnia 2025 więc ostatnie dary mogą trafić do schroniska już w Nowym Roku.
Zatem: 3… 2… 1… START! Bo dobrze jest pomagać!
PS. Prosimy o udostępnianie tej zbiórki! Kotki ze schroniska czekają na smaczne i wesołe święta!
________________________________________________
Poniżej facebookowa grafika zbiórk na rok bieżący
Poniżej motyw - kartka dla wirtualnych podziękowań dla Darczyńców
Fot. główna wpisu pexels.com

Latarnica poleca [71]

Jak ten czas leci! 26 marca br. miała w Polsce premiera powieści Sho Ishido o intrygującym tytule „Zaleca się kota”. Zaraz też na początku kwietnia wrzucałam na bloga recenzję - pełną zachwytu nad tą niespodziewanie rozwijającą się historią i samym pomysłem funkcjonowania kliniki wypisującej koty na recepty. A już pół roku później polski czytelnik może cieszyć się lekturą drugiego tomu i kontynuacji historii o przedziwnej klinice doktora Kokoro z Kioto. Premiera „Zaleca się kolejnego kota” miała miejsca 29 października i świeżutkie egzemplarze szybko trafiły do rąk spragnionych jej recenzentów. 

Jestem jednak przede wszystkim czytelnikiem. I jako osoba miłująca książki i sam proces czytania wyczekiwałam paczki z egzemplarzem, który dopiero co zszedł z drukarskich maszyn. Po pięknej miętowej okładce tomu 1 otrzymujemy przyjemnie ciepłą, wręcz kobiecą w kolorystyce różową okładkę tomu 2, na którym rządzą tym razem dwa przepiękne koty. Ilustrację stworzyła japońska artystka Arisa Shimoda i koty, które rysuje są urocze i takie realne. Ogromna przyjemność już od samego patrzenia na gotowy produkt czyli książkę. Ale wiedziałam już „czym to się je” i czego się po prozie Ishido spodziewać. Praktyka pokazała że nie do końca miałam rację.  Ta lektura jednak mnie po części zaskoczyła. Ale to bardzo bardzo pozytywnie.

Cóż może być przyjemniejszego nad literacką premierę w porze jesiennej, która działa jak ciepły miękki koc, rozgrzewa ciało jak korzenna herbata i ociera się o wyobraźnię czytelnika jak mruczący kot?  W zasadzie z innym nastawieniem usiądzie do niej na pewno ktoś kto jest już po lekturze tomu 1, a inaczej, kto nie ma pojęcia, że to kontynuacja i nie zna zupełnie świata, w który wkroczy po rozpoczęciu czytania rozdziału otwierającego.

Spodziewałam się większej ilości historii gabinetowych w tomie drugim,  ale Autorka (ostatecznie uznaję, że to był dobry zabieg) podarowuje nam tylko 4 opowieści, które są ze sobą splątane pewnymi nitkami jak kłębek wełny.

Mamy tu całkiem różnych bohaterów, których dzieli wiek, wykształcenie, praca i pasje. A co łączy? To że są mieszkańcami Kioto, znajdują się akurat na jakimś życiowym zakręcie, ale nie wszyscy do końca zdają sobie z tego sprawę . I to właśnie oni skądś nagle dowiadują się o istnieniu tej dziwnej klinki, do której trafi osobna naprawdę tylko potrzebująca otrzymania w niej pomocy. To coś na kształt gabinetu lekarskiego - coś pomiędzy psychiatrią, psychologią, seansem terapii dla ciała i ducha. Ale i też zdecydowanie coś więcej...

Kogo spotkamy na trudnym etapie życiowym? Bohaterką rozdziałku pierwszego jest studentka Moe Otani, jej przyjaciółka Reona i chłopak Moe - Ryuji. Dziewczyna jest tak pogubiona i nie potrafiąca trzeźwo ocenić co dzieje się w jej życiu  na tym właśnie etpie jej związku, że w klinice doktora Kokoro otrzyma trzykrotnie  przedłużoną kurację kotem zapisanym na receptę. Będą to urocze: Kotetsu, Noel i Bibi. Wszytskie koty rasy bengalskiej.

W rozdziale drugim poznamy historię emeryta w żałobie po śmierci żony - pana Tatsuya. W zasadzie odkąd został wdowcem życie dla niego się skończyło. Nie widzi w nim sensu, najchętniej siedziałby w swoim pokoju i wiódł tak monotonnie ubogą egzystencję. Nic go już nie ciszy i nie motywuje. Nawet obecność nastoletniego wnuka Hayato, który jak sowa prowadzi nocny tryb życia też uciekając w swój świat. Tym razem ożywczy zastrzyk da nie tyle zabranie kota do domu na wskazany czas co spotkanie z nim i dzwne okłady ciała w gabinecie doktora Kokoro. A  potem życie postawi na drodze życiowej emeryta i jego wnuka historię zagubionej w dzielnicy Kioto kotki sąsiadów. W tej historii po raz pierwszy pojawia się  też istotna dla tej całej historii instytucja miejskiego schroniska dla zwierząt.

Trzecia historia skupi się na postaci Reony - przyjaciółki bohaterki z pierwszego rozdziału. Uwaga! Zataczamy pomału pełny zamknięty krąg zlaeżności, relacji, akcji! Co za cudowny zabieg za strony pisarki! Reona ma brata Tomoyę - który jest zastępcą kierownika schroniska dla zwierząt. Dziewczyna czuje się w swojej rodzinie wyobcowana. Ma wrażenie że dla jej matki liczy się tylko syn. Trafia do kliniki doktora Kokoro nie wiedząc jeszcze jakie znamienne słowa tam wypowie i co okaże się jej największą bolączką. Jej to przypadnie kuracja z cudownym niskołapkim kotem Sashą rasy munchkin. Ten czas spędzony wspólnie z zapisanym na receptę zwierzakiem zakończy się nietypowo. Nic nie zdradzę!

Książkę kończy chyba najbardziej szarpiący za emocje - przynajmniej dla mnie tak było - rozdział o bracie Reony - pracowniku miejskiego  schroniska dla kotów w Kioto. Jak każda tego typu placówka finansowana przez miasto walczy z wieloma problemami kadrowymi, płacowymi, finansowymi a kotów tylko przybywa i wiele wymaga szczególnej troski, leczenia i socjalizacji. Sho Ishida nazywa tą placówkę Domem Społecznym. Ta opowieść, która zepnie książkę z początkiem mocno mną wstrząsnęła. To w niej poznamy genezę i historię miejsca znanego jako klinika doktora Kokoro (wstrząsająca opowieść) oraz będziemy świadkami relacji bohatera z czarnym jak węgiel kotem Nike - którym się w domu opiekuje. Jako kociara odebrałam to z sercem rozpadniętym na milion kawałków. Ale jest to napisane przepięknie, wręcz naturalistycznie i tak powinno pozostać. Bo życie czy to ludzkie czy kocie bywa trudne, brutalne, bolesne, nieprzewidywalne.

Tom 2 zdecydowanie ujawnia więcej faktów o pracownikach kliniki i miejscu, w którym przyjmują pogubionych ludzi. Może brzmi to za szumnie, bo w klinice jest tylko sam jeden doktor oraz jego pomocnica - recepcjonistka, pielęgniarka i zapewne bliska przyjaciółka  - pani Chitose.

Czytając kontynuację historii, którą zachwyciła mnie już pół roku wcześniej bardzo bym  chciała, aby Autorka rozbudowała jeszcze to co dała nam na tacy w tomie 2. Historia ma ogromny potencjał, ukrywa jeszcze wiele tajemnic, a przede wszystkim niesie cudowne przesłanie. Bo nie każdy wie, że na wiele bolączek tego świata wystarczyłoby po prostu zalecić / zapisać na receptę kota. To wspaniali mruczący terapeuci, którzy nas nie oceniają, ale biorą takimi jakimi jesteśmy, a często mogą dokonać cudu przewrotu w naszym pogubieniu i smutku.

Sho Ishida to japońska pisarka z Kioto z roczika 1975. Jej oba tomy książki o kotach wypisywanych na recepty stały się światowymi bestsellerami, a tom 1 został już przetłumaczony na 30 języków.

Dziękuję wydawnictwu Marginesy za recenzencki egzemplarz z dodatkiem wspaniałych kocich gadżetów (cudne naklejki, zakładka, kartki). Zobaczycie to na zdjeciu poniżej A wszystko przybyło w bijącej po oczach różowej kopercie z przepiękną naklejką z ilustracją z okładki.

Reasumując: LATARNICA poleca!

Podstawowe dane książki

Tytuł: „Zaleca się kolejnego kota”

Autor: Sho Ishida

Ilustracja na okładce : Arisa Shimoda

Wydawca: Margnesy

Tłumaczenie z japońskiego: Dariusz Latoś

Objętość: 236 stron

Wydanie: I (premiera paźdzernik 2025 rok)

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Format: 135 x 210 mm

Poniżej tak oczekiwana przesyłka i jej zawratość - zestaw recenzencki <3

Poniżej okładka front i tył

Poniżej wybrane rozkładówki oraz 2-tomowa seria

Poniżej fotosesja z moją kocią modelką i terapeutką na receptę - Myszą

Fot. Latarnica / 2025


Latarnica poleca [69]

22 września br. nadeszła kalendarzowa jesień. Jak każda pora roku rzutuje swoją obecnością na świat roślin i zwierząt. Zupełnie nie zastanawiamy się - żyjąc własnym życiem - jakie niesie to konsekwencje np. konkretnym gatunkom. Czy ktoś z nas pomyśli co jesień ma do zaoferowania puchaczom? A jest to dla nich czas ogromnych zmian życiowych. Wręcz kluczowych.

Autor Marcin Kozioł przygląda się właśnie tym sporym ptakom i stały się one bohaterami jego książeczki. Puchacze to największe sowy występujące w Polsce i na naszym europejskim kontynencie. Ich naukowa łacińska nazwa to słodko brzmiące Bubo bubo i w sumie doskonale te dwa słowa je opisują. A skoro tak się powinniśmy do nich fachowo zwracać to nie dziwi, że czterej główni bohaterowie czyli młody miot puchaczowej pary to dziewczynka Bubisia i chłopaki: Bubel, Bubbo i Bubuś. O swoich jesiennych przygodach oraz misji związanej z tą porą roku opowiada Bubuś i on jest narratorem całej opowieści.

Książka "Pogoda dla puchaczy. Jesień" rozgrywa się na dwóch poziomach. Pierwszy to główna opowieść o puchaczej rodzinie, a druga to strony naukowo-informacyjne poprzedzające każdy rozdział. Są one specjalnie graficznie i pod względem liternictwa wyróżnione i nie można ich przeoczyć. Można więc czytać je oddzielnie skupiając się tylko na warstwie edukacyjnej, a można przeplatać z akcją powieści. Jak to woli. Nic sama historia na tym nie straci.

Książka Marcina Kozła przeznaczona jest dla młodszych dzieci czytających samodzielnie (nie za duża objętość i  duże litery), ale będzie też świetną historią na dobranoc dla dzieci przedszkolnych, którym książki czytają jeszcze rodzice. Piękne ilustracje Małgorzaty Piędel idealnie oddające treść pomogą najmłodszym w głębszym odbiorze i wizualizacji osobistego świata puchaczów.

Sama byłam ciekawa czy mnie, osobie dorosłej, pożerającej literaturę wszelakich gatunków taka książka coś da, czy poruszy jakąś czułą strunę, przypomni o jesieni tej prawdziwej z ferią barw i zjawisk pogodowo-przyrodniczych. I bardzo mile byłam zaskoczona. Naprawdę niewiele wiedziałam dotąd o tym jak wygląda życie tych ptaków i co za poważne decyzje muszą podjąć jesienną porą.

Siadając w fotel z kubkiem gorącej herbaty i kotem na kolanach totalnie wciągnęłam się w historię Bubusia. Poznajemy nie tylko to co teraz się dzieje w życiu jego najbliższych, ale często narrator sięga pamięcią do czasów, gdy był z rodzeństwem mniejszy i bardziej zależny od swoich ptasich rodziców. Cała jesienna historia oparta jest na istotnym fakcie mocno odmieniającym życie urodzonych wiosną, a dorastających latem puchaczy. Otóż ich zadaniem w tej porze roku jest już opuszczenie gniazda, usamodzielnienie się i znalezienie swojego skrawka lasu. To ważna misja i każdy musi ją po swojemu przeżyć i odszukać to idealne miejsce, które uszykowała dla nich matka natura.

Mamy więc tutaj sporo emocji: smutek rozstania z rodzicami, uciechę wolnością po opuszczeniu gniazda, odkrywanie świata lasu, zachwyty tym co przynosi jesień (babie lato, mgły, kolory przyrody). Puchacze rodzeństwo rzuca się w wir przygody i poszukiwania swego miejsca. Przy okazji poznajemy inne gatunki zwierząt, owadów i ptaków, z którymi rodzeństwo wchodzi w relacje.

Na stronach stricte naukowych młody czytelnik dowie się co nieco o samym gatuku Bubo bubo, przeczyta o tym jak wyglądają młode puchacze i jak przemienia się ich uroczy puch w pióra, co to jest pogoda, skąd się biorą pory roku, co to są chmury i jakie przybierają formy oraz dlaczego przez cały rok liście nie są jednakowo zielone. Dużo tematyki, która będzie nurtować dzieci podczas jesiennych spacerów. A ta książeczka udzieli im podstawowych odpowiedzi. A może i na tyle zainteresuje jakąś dziedziną, że będą drążyć temat głębiej. Książki takie  jak "Pogoda dla puchaczy" mogą być bazą, aby rozpalić zainteresowania dzieci w kierunku geografii, biologii, zoologii czy meteorologii.

Na koniec muszę dodać że "Pogoda dla puchaczy" to SERIA książek, a łączą je bohaterowie z gatunku Bubo bubo oraz następujące po sobie pory roku. Mamy więc jako komplet cztery tomy, choć czytać je można w dowolnej kolejności. Więc w zależności w jakiej porze roku zaczynamy przygodę z Bubusiem i jego rodziną taką porę roku możemy zakupić, aby poczuć co w tym samym czasie dzieje się puchaczowym świecie i lasach.

Książki Wydawnictwa Bumcykcyk są dostępne  także jako audiobooki w Legimi. „Pogodę dla puchaczy” czyta Jarosław Boberek. Już samo to nazwisko gwarantuje moc przeżyć przy odsłuchu.

Reasumując: Latarnica poleca!

Podstawowe dane książki

Tytuł: „Pogoda dla puchaczy. Jesień”

Autor: Marcin Kozioł

Ilustracje: Małgorzata Piędel

Wydawca: Bumcykcyk

Objętość: 64 stron

Wydanie: II

Kategoria wieku: +5

Oprawa: twarda

Format: 170 x 245 mm

Wersja audio: czyta Jarosław Boberek

Poniżej okładka front i tył

Poniżej wybrane rozkładówki książki

Poniżej jesienna fotosesja z moją kocią modelką Myszą, pluszowy Bubuś bardzo ją zainteresował :)

Wpis powstał dzięki współpracy z Wydawnictwem Bumcykcyk. Tą oraz inne książki tego Autora i Wydawcy możecie nabyć (również w opcji z autografem Autora) na stronie wydawnictwa:

https://www.bumcykcyk.com


Domowe życie kota - III kwartał 2025

Jak ten czas leci. Dpiero co dokonywalam selekcji zdjęć na II kwartał a już zakończył się trzeci. Przed nami najgorsza pora ale za nami lato - dość kapryśne i kiepskie w tym roku - ale wtedy powstają piękne słoneczne kadry.

Lipiec - lato

Lipiec w 2025 był prawdziwą porą deszczową, do tego chłodno i wilgoć zza okien wchodzila każdym kątem w życie domowe. Nie nastrajało to dobrze, bo dominowała szarość i ciemność.

Sierpień - lato

Sierpień wygrał z lipcem na punkty bycia latem. Znacznie lepszy miesiąc z paroma naprawdę solidnie upalnymi dniami. Chciało się żyć i przedłużyć ten okres maksymalnie.

Wrzesień - lato / jesień

Wrzesień na przemian dawał odczuć że to miesiąc przełomu pór roku.raz było letnio, rz jesiennie by pod koniec miesiąca obdarować nas prawdziwie letnim weekendem (temp sięgała 29 stopni), a zaraz potem spać gwaltowanie do poziomu maksymalnie kilkunastu stopni i jednocyfrowych temperatur nocą. Ech babie lato i czuć i widać już barwy pani jesieni. Myszka w tym roku miała swoje wakacje u dziadków właśnie we wrześniu, nie męczyły ją więc upały.

A na wrześniowych wakacjach u Dziadków było tak:

Fot. Latarnica / czerwiec-wrzesień 2025; wakacje u dziadków - fot. Barbara Lerczak (4x)


Laska z Nowego Portu [4]

Królowa Nowego Portu jest TYLKO jedna, ale... teraz to już nie tylko miejsce monarchini.  Pomału kociej bandy przybywa i na stołówkę do latarnika przychodzi coraz więcej głodnych kociambrow.

Czasem słońce, czasem deszcz... Miejsce dla kociego wędrowca w i przy latarni Nowy Port zawsze się znajdzie.

Fot. Czesiek Pajket - Młodszy Latarnik / lipiec 2025


Najlepszy strażnik latarni Gąski

Moja siostra Beata podczas lipcowych wakacji w Sarbinowie odbyła pieszy spacer do Gąsek. Wiedziałam, że przy okazji dostanie mi się choć parę zdjęć. Pogoda nie byla idealna do fotografowania,  ale ona miała to szczęście, że poza pobytem przy latarni i urokliwym podejściu do niej plażą spotkała najlepszego strażnika latarni - miejscowego burego kota. Dwa lata temu podczas mojego pobytu w Gąskach nie spotkałam tam na terenie całego gospodarstwa i kompleksu zabudowań ani jednego kota. Zachwyciło mnie to kocisko. Jest wspaniały! Na piewszej fotografii wieży cudownie uchwyciła ptaki latające wokół laterny.

Fot. Beata Żyto / lipiec 2025


Zdjęcie na niedzielę - 20 lipca 2025

Dziś połączenie dwóch cudownych tematów - miejscowości nadmorskiej i tematyki kociej. Na zdjęciu poniżej jeden z porciaków w Kuźnicy (Hel)  na wieczornym spacerze po porcie. Słońce już zachodziło, koty w Kuźnicy stawały się po bardzo gorącym dniu coraz aktywniejsze i coraz bardziej głodne. Ten zostalł oczywiście przeze mnie nakarmiony.  A potem zapozował.

Fot. Latarnica / czerweic 2022


Zdjęcie na niedzielę - 13 lipca 2025

Typowe kocie lato. Dzisiejszy kadr łączy w sobie moje zamiłowanie do kotów i latarni. Na pierwszym planie Mysza - jak to latem - trochę słońca, trochę cienia. Proporcje muszą być wyważone. Ale w tle nie mogło zabraknąć akcentu morskiego, a konkretnie latarni morskiej.

Fot. Latarmnica / 2025


Domowe życie kota - II kwartał 2025

Kontynuuję cykl rozpoczęty pod koniec marca br. Z przyjemnoscią wybieram zdjęcia do poszczególnych miesięcy i podsumownaia II kwartału 2025 roku Jak każda kociara mam ich tysiące, bo kot to bardzo wdzięczny obiekt do fotografowania.

Kwiecień - wiosna 

Wreszcie nadeszły cieplejsze dni... po drodze Wielkanoc...

Maj - wiosna

Maj to wiosna w rozkwicie i można korzystać z otwartych okien...

Czerwiec - wiosna/lato

Ach jak czekaliśmy żeby wiosna przeszła w lato, najdłuższe dni i najlepszy czas w roku...

Fot. Latarnica / kwiecień-czerwiec 2025


Laska z Nowego Portu [3]

Robiąc pierwszy wpis o nowej koteczce, która przyszła do gdańskiej latarni Nowy Port nie spodziewałam się, że historia będzie tak rozwojowa i na dłuższy czas. Bo teraz to już nie tylko teren Laski ale i bywa tam regularnie jej rudy absztyfikant.

Latarnia Nowy Port zawsze przyciągała koty. Wielokrotnie byłam świadkiem jak przemykały po tej posesji lub się na niej dłużej zatrzymywały. Laska jak widać w każdym fotoodcinku czuje się tam wyśmienicie. A i latarnik jest zadowolony z tak wspaniałego towarzystwa podczas swoich dniówek.

Z kotami super pije się kawkę/herbatkę, z kotami super czyta się książki, z kotami wspaniale po prostu pobyć, pomilczeć, przemyśleć życie i problemy całego wszechświata.

Poniżej kolejna relacja, którą wstawiam naprawdę z ogromną przyjemnością.

Fot. Czesiek Pajkert - młodszy latarnik / maj-czerwiec 2025


Latarnica poleca [67]

Po rocznej przerwie od premiery „Mony Mysi”, która poprowadziła młodych Czytelników przez historię sztuki, cudowna mysia bohaterka powraca w wielkim stylu. Tym razem jako przewodniczką po X Muzie. Bowiem jej postać ściśle związana jest ze sztuką i ta sztuka mniej lub bardziej świadomie wkrada się w jej codzienne życie. Mona Mysia ma farta do wielkich dzieł. Potrafi wręcz się z nimi identyfikować i scalić. Wraz z premierą w maju tego roku zaczynamy nową przygodę w chwili kiedy Mona ma konkretne plany na najbliższy wieczór.

Wieczory można spędzać przeróżnie, ale każdy to wie, że jednym z lepszych rozwiązań jest udanie się na seans filmowy do kina. Kino to coś więcej niż budynek, w którym można obejrzeć film. To MAGIA, na którą składa się sam charakter wnętrz, rozmiar ekranu, zapachy i system nagłośnienia - przez co bodźce dźwiękowe zupełnie inaczej do nas docierają. To wszystko sprawia, że kto raz skosztował kontaktu z filmem w postaci kinowej wie, że nie zastąpi tego żaden seans domowy, nawet gdyby kupić najlepszy sprzęt i wydzielić w domu osobny pokój do oglądania.

Może dlatego - że niezwykłość odbioru obrazu i dźwięku z ekranu jest tak wyjątkowa - film i kino jako dziedziny sztuki przetrwały i z lepszym lub gorszym skutkiem wciąż nam towarzyszą. A wraz z nimi cała otoczka w postaci festiwali filmowych z prestiżowymi nagrodami czy tzw. kino niszowe, autorskie, a jednak mające swoje stałe grono odbiorców.

Mona Mysia postanowiła więc po raz kolejny skosztować filmowej przygody. Wiemy z treści, że w kinie bywa bo zna np. sekretne tajne wejście do środka. Ale żeby oddać się w całości temu przeżyciu trzeba jakoś do kina dotrzeć. I w tej chwili zaczyna się jej niezwykłą podróż - bowiem po Monę zjawia się jako środek transportu długowłosy jamnik i zamiast pędzić przez zatłoczone ulice rozpędza się by niczym samolot wznieść się w górę. I już frunie, a jego piękna sierść powiewa na wietrze, a Mona Mysia uczepiona jego karku zmierza na seans filmowy. Czy ta scenka coś wam nie mówi? Czy lot na grzbiecie ogromnego uśmiechniętego psa nie budzi skojarzeń? Czy starszym odbiorcom  nie zabije szybciej serce na wspomnienia sprzed lat i tamte emocje???

To zaledwie początek, bo takich szarpnięć emocjami i odnośników do wspomnień i obejrzanych już filmów będzie bardzo bardzo dużo. Taka jest też koncepcja tej opowieści. Wieczorna wyprawa do kina stanie się furtką do osobistego przejścia przez jego historię. Tą od samego początku, gdy bracia Lumiere zarejestrowali po raz pierwszy ruchomy obraz. Czy wszyscy pamiętamy co to było? Jeśli nie to już na wstępnych stronach ta scena ożyje na naszych oczach, a Mona Mysia również zobaczy ją na dużym ekranie. 

Na razie wszystko wydaje się naturalne (no może poza psem jako środkiem transportu), bo myszka z bardzo wiekowym przyjacielem żółwiem oglądają kolejne filmy, które chronologicznie pokazują rozwój filmu. Mamy więc kino nieme, czarno-biały obraz, muzykę graną na żywo w kinowej sali. Nawet dziś organizuje się czasami takie pokazy, aby oddać charakter i nastrój początków X Muzy.

Bohaterka świetnie się bawi i miło spędza czas. Tak bardzo wciąga ją to co się dzieje, że podejmuje taniec ze stonogą na wrotkach przez co ina sali interweniować musi nawet miejscowy kot Tosia - strażnik porządku w kinie. A jak wiadomo myszka nie za bardzo będzie chciała mieć bliski kontakt z ogromnym kotem więc postanowi szybko uciec. A gdzie? Błyskawicznie dostrzega takie jedyne miejsce - najlepszą drogę ewakuacji…

I wtedy zaczyna się dla niej prawdziwa magia kina i wielka przygoda. Podobnie jak w pierwszym tomie o obrazach znanych mistrzów Mona wpada w konkretnie filmowe historie, by stać się przez chwilę ich bohaterką i poczuć to co spotkało słynne filmowe postacie na ekranie. A czegóż my tu nie mamy jako czytelnik wraz z małą myszką! 

Łza się w oku kręci od wspomnień i emocji. Przejdziemy płynnie przez bardzo znane historie filmowe - wiele z nich to przecież to co nas poruszało najpierw w dzieciństwie, potem już jako dorosłych ludzi chodzących do kina i wciąż czujących tą ogromną ekscytację przy odbiorze filmów na gigantycznych dziś ekranach.

Dla mnie większość wspomnianych dzieł filmowych to taka filmowa jazda obowiązkowa. Polecałabym w ciemno je każdemu. Nie wiem jak można by funkcjonować we współczesnym świecie, nie rozpoznając tych charakterystycznych postaci czy scen filmowych. Nie będę odbierała przyjemności rozpoznawania konkretnych filmów Czytelnikom - myśle, że zwłaszcza tym starszym czy czytającym tą książkę młodszemu pokoleniu. Ale traficie na to wszystko co przez lata was kształtowało jako widza. Niech pierwsze podpowiedzi znajdą się już na poniższych zdjęciach prezentujących wybrane ilustracje. Tam już wszystko stanie się klarowniejsze.

Skoro jako Czytelnik dorosły miałam tak dużo przyjemności z rozpoznawania filmów, w których nasza bohaterka osobiście się znajdzie, zaczęłam się zastanawiać dla kogo tak naprawdę jest ta książka. Bo choć docelowa grupa określana jest na wiek 5-9 lat, to oczywiście tylko sugestia. Prezentowane filmy nie odgadnie kilkulatek, bo ich nie zna. No może  jeden, dwa skojarzy. Ale rodzic rozpozna już na pewno większość. Mamy więc doskonały punkt startowy, aby połączyć przyjemne z pożytecznym. 

Z jednej strony książka jest historią kina podaną w fantastyczny wizualnie  i pod względem treści sposób. Edukacyjnie dziecko dowie się jakie było kino kiedyś, jak wyglądały początki, można poopowiadać o różnicach czasów dawnych i współczesnych.  Jest to też baza startowa czy też podpowiedź do wspólnych rodzinnych seansów. Mamy więc od razu zachętę  do planowania wielopokoleniowego oglądania i dobierania odpowiedniego repertuaru.

Z drugiej strony „Mona Mysia w kinie” to wykwintny deser filmowy. Autor Marcin Kozioł wyselekcjonował różne tytuły z konkretnych epok rozwoju kina  i współczesnych gatunków filmowych i może się to przyczynić do dalszego drążenia tematu już indywidualnie. Przy okazji czytania tej książeczki dorosły Czytelnik może przypomnieć sobie filmy, które go kiedyś zafascynowały, a może i czasami zmieniły całe życie. I warto pójść tym tropem i zrobić sobie taki powrót do przeszłości i przeżyć to wszystko na nowo, zobaczyć co się zestarzało, a co wciąż powoduje szybsze bicie serca.

Sztuka filmowa jest jedną z tych najpopularniejszych, na co dzień mamy z nią najczęstszy kontakt. Dzieciaki uwielbiają kreskówki, dłuższe filmy animowane, ekranizacje ich ulubionych książek. Warto pielęgnować i podsycać w nich ten ogień uwielbienia dla kina, bo przecież staje się ono dla nas tak często odskocznią od codzienności. Wierzę, że ta książka, będzie takim ciepłym azylem dla młodych Czytelników i pobudzi do wielu dyskusji i zachęci do oglądania i wyszukania kolejnych tytułów filmowych.

Marcin Kozioł jak zwykle daje nam kawał dobrze skrojonej historii i wiem, że to będzie dla czytających wspólnie fajnie spędzony czas. Walory edukacyjne są tak przemycone, że w ogóle się o tym nie myśli, a my całkowicie wchodzimy w przygody Mony Mysi na planach kolejnych filmów. Na koniec jak zwykle wielkie gratulacje dla ilustratorki. Oj miała pani Monika Urbaniak wyzwanie zawodowe! Ale efekt końcowy wyszedł znakomicie. Gratuluję obu twórcom i nie będę ukrywać - po cichu liczę na tom 3 przygód myszki. Ciekawe tylko co ją spotka i która ze sztuk tym razem wciągnie ją w swe bogate światy.

Reasumując: Latarnica poleca!

Podstawowe dane książki

Tytuł: „Mona Mysia w kinie” (2 tom serii o myszce

Autor: Marcin Kozioł

Ilustracje: Monika Urbaniak

Wydawca: Bumcykcyk

Objętość: 48 stron

Oprawa: twarda

Format: 220 x 265 mm

Grupa docelowa: dla dzieci 5-9 lat

Poniżej okładka – front i tył

Poniżej oscarowa wyklejka oraz strona tytułowa

Poniżej okładka oraz wybrane rozkładówki książki

Poniżej fotosesja z moją kocią modelką Myszą, z którą wspólnie przeczytałyśmy tą książkę w piątkowy wieczór. Na ilustracji nr 1 poznajcie Tosię - kocicę pilnującą starego kina

Fot. Latarnica/ czerwiec 2025

Wpis powstał dzięki współpracy barterowej z Wydawnictwem Bumcykcyk.

Tą oraz poprzednią  książkę o myszce możecie nabyć (również w opcji z autografem Autora) na stronie wydawnictwa:

https://www.bumcykcyk.com


Kocie lato 2021 [vol. 12]

Już myślałam, że mogę prezentować koty z Półwyspu Helskiego z wakacji 2022 roku, które od 9 odcinków wam tutaj fragmentami prezentuję, ale kiedy spojrzałam do zdjęć z 2021 to nie pojawili się w kociej galerii Maki i Czarna z Kuźnicy, z którymi mój ukochany celebryta Tadeusz dzielił dom i życie.

Maki i Czarnej nie ma już z nami, ale pamięć i zdjęcia zostają.

Koteczka Maki

Czarna

Ja z Tadeuszem, Maki i Czarną

Fot. Latarnica / czerwiec 2021, fot. moje z kotami - Bogna Konkel


Zdjęcie na niedzielę - 18 maja 2025

Dziś zdjęcie, które wbrew pozorom bardzo pasuje do tematyki tego bloga i moich zinteresowań. Mamy to moje ulubione zwierzę czyli kota ale... mamy i akcent morski. A gdzie? Bo na zdjęciu zdecydowaniw go nie widać. Ot kot w oknie. Ale ja wiem, że ta fotogrfaia powstała w Łebie więc miejscowości nadmorskiej. I tak łączą się w niej sprawy wybrzeża i kocie.

Fot. Ika / Łeba 2025


Latarnica poleca [66]

Co zrobić i jak podejść do tematu, gdy ma się napisać o książce, która jest tak niewielka objętościowo, a mimo tego wzbudza tak wiele dobrych emocji?

Są takie opowieści, które od początku chwytają za serce. Nie będę udawać, że gdyby chodziło o książkę o sekretnej piekarni - pewnie nie zwróciła by ona mojej uwagi. Ale to krótkie dodatkowe słowo, że piekarnia jest "kocia" to już czyni z tej książeczki zupełnie inną historię. I chce się ją od razu poznać i zajrzeć co takiego skrywa.

Jak wspomniałam początek był idealny. Dlaczego? Bo oto od pierwszego zdania jasne jest miejsce akcji: Tallinn - stolica Estonii. No i już mnie autorka tym ma! Mamy bowiem kraj nadbałtycki, mamy perspektywy kocie - to mi się podoba i pragnę tylko wiedzieć jak się to wszytsko rozwinie.

W jednym z niedużych, drewnianych domów o kolorze niebieskim mieszkają dwa koty: Wilbur i Pchełka. (wszystko oczywiście widzimy strona po stronie na cudownych ilustracjach). Ale to nie domek z samymi kotami. Mieszka z nimi i ich ludzka obsługa - ot zwyczajna rodzina: Mama, Tata i Helka. I w zasadzie pewnie ich życie toczyłoby swoim utartym torem, gdyby nie postanowiono, że stary piekarnik - zużyty i nieatrakcyjny już wizualnie - należy wysłać na piekarnikową emertyturę i zakupić nowy. I tak w kuchni zachodzi zmiana. Ale zanim wjechał nowy sprzęt koty odkrywają, że za piekarnikiem w ścianie jest fantastyczna tajemnicza dziura. A dziura + koty to idelany duet. Wiadomo! Kot MUSI sprawdzić i zbadać osobiście  takie miejsce - to leży w jego naturze.

Trudno pisać tak, aby jak najmniej zdradzić, bo nie będzie już uroku czytania i zaskoczenia treścią, ale pewnie każdy się domyśli, że koty odkryją coś ciekawego po tej drugiej stronie. Ale poza odkryciem nowych przestrzeni, które w końcu i porządnym kotom się znudzą musi być jeszcze jakiś super pomysł na wykorzystanie nowego terytorium. A że koty nęciły słodkości i ciasteczka to postanowiły rozkręcić biznes i mieć swoją piekarnię.

Wypieki mogą slużyć na własne potrzeby, ale mogą też dawać radość i innym stworzeniom. Koty z estońskiego domu miały wybór. Poszły zdecydownie jedyną słuszną drogą. A jaką? To już sami przeczytacie. Po drodze spotkają stada szczurów słuchające szczurzego rapu i myszy oraz różne gatunki ptaków co to okrychami ciastek nie pogardzą. Staną też na dodze biznesowej kociej konkurencji, a do ich duetu dołączy w domu wielkie kocisko Aksel.

Historia "Sekretnej kociej piekarni" wciąga w odbiorze dzieciaki, zostało to sprawdzone, przetestowane na małej grupie i chcą mieć ją czytaną i to nawet raz za razem. Ja dostrzegłam w książce Heleny Laks atuty, które spodobały się personalnie mnie -  czytelnikowi już dorosłemu i dużo czytającemu. Ale oczywiście nie każdy uzna, że to historia warta pochylenia się nad nią. A ponieważ kocham to do czego serce samoczynnie szybciej bije to w "Kociej piekarni" urzekło mnie kilka rzeczy:

  • miejsce akcji - stolica kraju nadbałtyckiego
  • bohaterowie - zaradne sympatyczne koty o wdzięcznych imionach
  • rozkręcany biznes - piekarnictwo - któż nie lubi rogalików, pączków, ciastek cynamonowych? (popularnym wypiekiem w Estonni jest tzw kringiel czyli drożdżowy wieniec cynamonowy)
  • sympatyczny obraz rodziny razem ze starszym pokoleniem - osobą dziadka który zajmuje się Helką w trakcie jej choroby
  • cudowne ilustracje Reginy Lukk-Toompere - chce się długo wpatrywać w detale rysunków i wsiąka się przez te obrazki w czytaną historię

Poniżej Tallinn - miejsce akcji "Sekretnej kociej piekarni", fot. wikipedia.org

Na koniec chciałabym dodać, że książka została wydana w ramach projektu tłumaczeniowego “Literackie zbliżenia”, dofinansowanego przez Komisję Europejską w programie Kreatywna Europa Kultura.

Reasumując: LATARNICA poleca!

Podstawowe dane książki

Tytuł: „Sekretna kocia piekarnia”

Autor:  Helena Laks

Przekład z estońskiego:  Anna Michalczuk-Podlecki

Ilustracje: Regina Lukk-Toompere

Wydawca: Wydawnictwo EZOP

Wydanie I: Warszawa 2019

Objętość: 48 stron

Oprawa: twarda

Format: 24,5 x 21,6 cm

Poniżej front  i tył okładki

Poniżej przykladowe rozkładówki

Poniżej sesja zdjęciowa z moją kotką Myszką - ogromną miłośniczką ciastek (oczywiście jest to towar w domu zakazany, ale czasami talerzyk z okruszków wyczyści)

Fot. Latarnica / maj 2025


Latarnica poleca [65]

Nie zawsze jest tak, że w cyklu Latarnica poleca pojawiają się książki otrzymane od wydawców i prezentowane tutaj na zasadzie umowy barterowej. Czasami wrzucam tutaj tytuły, które po prostu tak same z siebie do mnie przemówiły treścią lub zauroczyły stroną wizualną.

W przypadku "Jestem dużym tatą" zagrały oba czynniki. Czyli zachwyciła mnie treść oraz przepiękne nadmorskie ilustracje p. Moniki Pollak. Nie będę ukrywać w przypadku zakupu tej książki skusiła mnie latarnia morska na okładce (co sugeruje od razu też  tematykę morską, z akjcą gdzieś na wybrzeżu) oraz to że tytułowy tata udaje kota i ma kocie uszy. Zapowiadało się niezłe zestawienie ulubionych motywów. I nie zawiodłam się!

Naprawdę bardzo lubię literaturę dziecięcą i młodzieżową. Absolutnie nie stronię od takich lektur, ale muszą mieć to coś. Nie jest żadną stratą czasu poświęcić się takim książkom pod warunkiem, że coś wniosą w nasze życie. Mnie opowieść Rafała Witka dała dużo przyjemności.

Główne atuty?

1/ akcja na wyspie Bornholm plus bałtycki rejs promem w obie strony

2/ kocie akcenty na duńskiej wyspie

3/ wciągająca treść

4/ fantastycznie oddana relacja tata/ kilkulenia córka

5/ zachęcająco oddane atrakcje turystyczne wyspy

6/ przepiękna strona wizualna - ilustracje sprawiające że nie tak szybko przekładałam strony (ponizej na fotografiach dowód)

W przypadku tak niedużych objętościowo książek trudno pisać coś o treści, aby nie zdradzać za wiele, ale dla zachęty chciałabym podszepnąć że "Jestem dużym tatą" umożliwia odbycie rejsu promem na Bornholm i z powrotem (bohaterowie płynęli z Kołobrzegu) i  mamy okazję pobyć parę dni na tej bałtyckiej wyspie należącej do Danii.

Ja osobiście podczas czytania miałam uczucie jakbym sama tam odpoczywala i zwiedzała okolicę. Tak się w życiu bohaterów ułożyło, że mama musiała zostać w kraju i pracować w związku z czym ten wypad należał tylko do Taty i Małej (autor nie podaje imienia dziewczynki). Autor fantastycznie opisuje relację międzypokoleniową oraz atuty takiego wyjazdu z punktu widzenia osoby doroslej a także kilkuletniej. Każdy dostrzega na miejscu coś innego i inne aspekty tego wyjazdu ich zachwycają. Książka ma dużo ilustracji, mniej tekstu ale jest go na tyle sporo że możan mowić o mini powiesci bowiem akcja zamyka się w 13 rozdziałach.

Osobiście na Bornholmie nie byłam. Choć chciałabym tam popłynąć. mam jednak dośwoaczenie z rejsów po Bałtyku i wiem jak wyglądają kraje skandynawskie i jakie bywa ich wybrzeże i wysepki. Bornholm to ciekawy wybór jako atrakcja turystyczna. Na miejscu można zwiezdać wyspę autokarem a przy pobytach kilkudniowych czy dłuższych sprawdzają się rowery, które czekają już na turystów zaraz po zejściu z pokładu promu.

Kiedyś planując rejs na tą wyspę (niestetey nie doszedł do skutku, a miałam płynąć z Darłówka) od razu szukałam informacji czy są tam latarnie morskie. I oczywiście, że je mają, bo to w końcu wyspa i oznakowania nawigacyjne w postaci świateł są bardzo ważne. Tym bardziej warto udać się w taki rejs, który doświadczyli bohaterowie tej sympatycznej opowieści. W spisie latarni znalazłam 10 takich obiektow. Nie wszytskie są już dziś czynne, ale do fotografowana doskonałe. Na wyspie jest np. imponująca latarnia Dueodde  (południowy krańniec Bornholmu ) - to najwyższa latarnia morska w Danii. Jej wysokość wynosi 48 m i aby się wspiąć na górny taras trzeba pokonać aż 196 schodów. Latarnia jest nowoczesna, bo została zbudowana w latach 60-tych XX wieku, a w 70-tych w pełni zautomatyzowana. Poniżej zdjęcie tej latarni z wikipedia.org

Rafał Witek jest Autorem ponad 40 książek dla dzieci. Zdobył też ważne nagrody  m.in. Konkursu Literackiego im. Astrod Lindgren czy Nagrodę Literacką im. Kornela Makuszynskiego. Jeśli akurat jesteście na etapie czytania książek z dziećmi lub są już one samodzielnie czytające myślę, że warto podsunać im książki tego Autora.

Wydawca zaleca "Jestem dużym tatą" dla dzieci w wieku 6+ i przyrownuje ją swoją kameralnością i klimatem do słynnych i lubianych "Dzieci z Bullerbyn". Nie może być lepszej rekomendacji.

Poniżej wyspa Bornholm - miejsce akcji książki oraz jej położenie względem naszego wybrzeża - Google Maps

Zdecydowanie: LATARNICA poleca!

Podstawowe dane książki

Tytuł: „Jestem dużym tatą, ale czasami udaję kota”

Autor:  Rafał Witek

Ilustracje: Monika Pollak

Wydawca: Wydawnictwo Literatura

Wydanie I: Łódź 2021

Objętość: 96 stron

Oprawa: twarda

Format: 17 x 22,5 cm

Poniżej front  i tył okładki

Poniżej wewnętrzna wyklejka i spis treści:

Poniżej przykladowe rozkładówki:

Oczywiście książka była czytana i przeżywana z Myszką


Privacy Preference Center