10-te urodziny Errora

To było jakby wczoraj. Data ta sama czyli 28 grudnia, ale 8 lat temu. Południe było słoneczne, dziś deszczowe. Temperatura była na minusie i biel pokrywała cały Poznań, a dziś bardziej wiosna i grubo na plusie. Ale pamiętam ten wtorek wyraźnie. I podekscytowanie kilka dni wcześniej przy wigilijnym stole, bo decyzja już dawno zapadła i wszystko było uszykowane na przyjęcie kogoś nowego… Trzeba było tylko zaczekać 24, 25, 26 i 27 grudnia (w poniedziałki schronisko było nieczynne), a potem… ahoj wielka przygodo! Ogromna niewiadoma i spełnienie wielkiego życiowego marzenia.

Wkroczyłeś w mój świat odważnie. Na 4 łapkach puchatego szczęścia. Bo zima była sroga to i twoje futerko nabrało w kociarni kulistych kształtów. Obszedłeś całe mieszkanie i śmiało spojrzałeś mi w oczy, w których było zatwierdzenie nowego terytorium bytowania. A potem były baranki, mruczanka i wywalanie ufnie brzuszka.

Dziś mija 8 lat wspólnego życia. I twoje Errorku 10 lat od chwili narodzin. Nie wiem jak i kiedy to zleciało. Poznałam cię już jak kota dorosłego i ukształtowanego. Nie mogłam niczego narzucać i wymagać. Ty już swoje wiedziałeś i tak chciałeś czynić nadal. Wciąż bywasz łobuzem, a momentami nawet niesfornym kociakiem. Wciąż budzisz po nocach, miewasz szalone pomysły i chwile wariactw oraz dziwactw. Po prostu mój Error, kot o(błędny).

Według tabeli w twojej książeczce zdrowia masz teraz 56 lat, a więc jesteś w tym domu najstarszy, a tym samym masz prawo oddania najważniejszego i ostatecznego głosu. I choć twoje wybryki i kłopoty zdrowotne dodały mi wiele siwych włosów, nie zmieniłabym żadnych wspólnych chwil na inne. Chyba, że mogłabym ci trwale przywrócić zdrowie…

Mimo twojej astmy, kłopotów z pęcherzem, dwóch operacji, słabej psychiki, która czasami daje o sobie znać przykrymi problemami zdrowotnymi wciąż wspólnie walczymy. Mam nadzieję, że w dalekiej przyszłości u kresu twego ziemskiego wędrowania starczy mi mądrości i doświadczenia, aby myśleć tylko o twoim dobrze i nie robić nic z czystego ludzkiego egoizmu.

Dla Ciebie kocurze przeczytałam mnóstwo mądrych książek o psychice i naturze kotów. Dla ciebie skończyłam kurs pierwszej pomocy dla zwierząt. Dla ciebie od lat pomagam kotom z poznańskiego schroniska, aby miały lepiej i szybko trafiły do najlepszych domów. 

To prawda, że koty uczą nas jak żyć. One mają właściwy dystans i podejście do spraw istotnych. Trudna to nauka, ale staram się czerpać z twojej kociej mądrości na co dzień. Dziękuję, że jesteś, dziękuję że wtedy w grudniowe południe sam nas wybrałeś jako swój przyszły dom i mimo kilku sytuacji grozy przez te ostatnie lata – w tym stanu zagrożenia życia – wiem że adopcje zwierząt (ale te przemyślane, a nie spontaniczne pod wpływem impulsu) mogą wzbogacić nas o zupełnie nowe sfery i jeszcze bardziej uwrażliwić na potrzeby naszych braci mniejszych. za te wspólne 8 lat po prostu bardzo ci kocie dziękuję!

Poniżej urodzinowa uczta obok dokumentu adopcji z 28 grudnia 2010 roku.

Fot. Latarnica / grudzień 2018


W klimacie świątecznym...

W ten bardziej cichy niż zwykle czas, wrzucam tutaj migawki z okresu przedświątecznego jak i samych świąt. Kojarzy mi się on najbardziej z określonymi zapachami: korzennymi, cytrusowymi, leśnymi. Poza tym w święta staram się jadać potrawy, które znajdą się na stole tylko w tym okresie, aby nie było to coś dostępne przez cały rok. Również w napojach: kawie czy herbacie dominują aromaty świąt (np. kawa karmelowa, herbata adwentowa z korzeniami i owocami cytrusowymi). Ale nade wszystko Boże Narodzenie to nastrój w nas samych. To jak się do siebie odnosimy, te liczne wspólne rytuały, spotkania, na które w ciągu roku nie ma czasu - to tworzy jeszcze tzw. magię świąt. Cieszę się, że co roku to odnajduję, choćby na ostatni moment, bo bez tego czymże byłby ten czas? Nakręcany materialny wizerunek świąt zaklęty w słowach kup więcej i bierz kredyt, aby było na bogato, zupełnie mnie nie przekonuje i nie dotyczy. Od kilku lat nie robimy sobie prezentów. Symboliczne podarunki wysyłam do kilku bliskich osób lub wręczam w okresie przedświątecznym osobom z poza rodzinnego grona. W ten sposób i tak pod choinkę lądują małe paczusie od przyjaciół, które otwieram dopiero w Wigilię. Obowiązkowo obdarowuję w święta drobnymi podarunkami zwierzaki, które przyjdzie mi spotkać w tym czasie. I już tak zupełnie niewspółcześnie razem z moją przyjaciółką wymieniamy się odręcznie napisanymi wielostronicowymi listami, które rytualnie czytamy (każda w swoim domu, bo dzielą nas setki kilometrów) późną nocą w Wigilię, gdy wszyscy pogrążeni są już w głębokim śnie. Ot takie moje zwyczaje i tradycje.

Poniżej foto migawki świąteczne.

Fot. Latarnica / 2018


Na Święta...

Kochani, na te piękne świąteczne dni życzę Wam wszystkim zatrzymania, czasu dla bliskich, ale i dla siebie samych, żeby były okazje do wsłuchania się w muzykę, która Wam w duszy gra, chwile do poczytania książek, do zanurzenia dłoni w futrach zwierząt, z którymi dzielicie życie. Spędzajcie ten czas tak, abyście byli szczęśliwi, dbajcie o atmosferę i cieszmy się z obecności bliskich, bo nigdy nie wiemy ile kolejnych świąt przyjdzie nam razem spędzić. A tak już najbardziej tematycznie – bo blogowo – to muszę dodać, żebyśmy wszyscy w Nowym Roku 2019 przeżyli wspaniałe latarniane wyprawy. Tym, którzy jeszcze nie dotarli do wszystkich naszych bliz, życzę aby mieli w Paszportach Latarnika komplet pamiątkowych pieczątek, a ja z pewnością będę docierać do znanych już sobie latarni - co nie wyklucza wzruszeń i emocji.

Dla mnie będą to jak zawsze święta rodzinne, ale i czas odpoczynku po całorocznym pędzie, obowiązkowy czas z książką, kolędami i piosenkami świątecznymi (które już słucham od pocztu grudnia), a także poświęcenie większej uwagi mojemu kocurowi, który za kilka dni skończy 10 lat.

Fot. Latarnica


Zdjęcie na niedzielę – 18 listopada 2018

Dziś w Zdjęciu na niedzielę kompozycja własna. Chciałam w niej zawrzeć to co jest dla mnie kwintesencją listopada, a co kojarzy mi się dobrze i domowo. Kubek gorącej herbaty, dobra lektura (tutaj 18 tom serii kryminalnej „Kot, który…”), smaczna – tylko gorzka – czekolada, gruszka, jesienny liść i oczywiście obecność kota – tutaj w postaci ogonka.


5-ta zbiórka świąteczna dla poznańskiego schroniska

Jak co roku  na profilu facebookowym mojego kota Errora rusza świąteczna  zbiórka rzeczowa dla podopiecznych Schroniska dla zwierząt. Oto zasady i niezbędne informacje:

I TY MOŻESZ POMAGAĆ! – czyli o(błędna) czytaj: errorkowata świąteczna zbiórka na rzecz podopiecznych ze Schroniska dla zwierząt w Poznaniu AD 2018.

I znowu mięło 12 miesięcy odkąd przyjmowaliśmy (ja i kocur) od Was dary i przekazywaliśmy dalej – tym którzy je najbardziej wyczekują. W końcówce 2017 roku było jak zwykle hojnie i z sercem na dłoni przystąpiliście do pomocy najbardziej potrzebującym czyli kotom z poznańskiego schroniska. Tradycją już  jest, że startujemy około 6 tygodni przed świętami, a sama zbiórka trwa do Sylwestra przez co ostatnie dary trafiają do potrzebujących już w nowym roku i tym samym dobrze go zaczynają. Czy wiecie, że to już taka 5 nasza akcja? To niesamowite, że nieśmiały spontaniczny zryw i pomysł stał się już tradycją i sami pytacie czy w tym roku również działamy. Śmiało mówimy, że TAK!

CO KUPIĆ? CO PRZEKAZAĆ?
Co zbieramy? To co potrzebne. A więc tradycyjnie karmy suche i mokre, przysmaczki, preparaty witaminowe i zdrowotne, koce, ręczniki, zabawki, legowiska, drapaczki i wszystko to co może się przydać, a co tutaj nie wymieniliśmy. Nic nie narzucamy i nie stawiamy żadnych wymagań.

JAK POMAGAĆ?
Zasada jest prosta. Darczyńcy z Poznania mogą podesłać do nas paczki lub przywieźć osobiście. Mamy w tym roku również NOWOŚĆ! Pozyskaliśmy Partnera Logistycznego, którym jest poznański oddział PickPack. Jeśli masz w domu uszykowane dary, a nie możesz ich sam przetransportować czy w inny sposób wysłać czy przekazać daj nam znać na priv. Kurier od zadań specjalnych podjedzie i odbierze, a potem przekaże Schronisku.

Darczyńcy z kraju czy zagranicy przesyłają paczki na nasz adres lub robią zakupy w sklepach internetowych i podają nasz adres wysyłki.

Jeśli nie macie czasu na szukanie, i kupowanie zawsze możemy coś podpowiedzieć czy się dogadać i prosimy wtedy o kontakt na priv. Przekazana suma zostanie w całości wydana na podarunki i rozliczona. Wszystkie zapytania kierujcie na  priv na stronie Errora –  www.fb.com/kot.ERROR

CO Z NASZEJ STRONY?
Co damy z naszej strony? Jak zwykle osoby mające swoje strony i kocie fan page na FB dostaną na swoją stronę pamiątkową grafikę z podziękowaniem za przystąpienie do akcji – w tym roku Wasze zdjęcie będzie w miejscu logo schroniska w tym pięknym prezencie, bowiem darujecie coś innym. Ten wizerunek grafiki prezentuję poniżej. Wasze zdjęcie lub zdjęcie waszego zwierzaka otrzyma zwrotnie podziękowania za przystąpienie do zbiórki. W lata poprzednie nosiliście już  czapki mikołaja, rogi renifera, czerwone nosy, byliście Śnieżynką i wisieliście na choince – zatem pora na bycie prezentem, bo decyzja pomocy przekłada się na rzeczywisty dar dla zwierzaka.

ŻADNYCH OGRANICZEŃ
Zapraszamy do bycia Darczyńcą i podkreślamy, że nigdy nie liczy się ilość, ale fakt otwarcia serca dla potrzebujących. Więc równie mocno cieszy nas np. pojedyncza puszka jak ich cała paleta. Dary będą systematycznie pokazywane, bo wszystkie oglądam i daję im prawo wywozu do kociarni schroniska. Co roku pomagamy głównie kotom, ale równie chętnie przyjmiemy też podarunki dla naszych psiaków.

Z góry wielkie errorkowate MIAUU i… 3… 2… 1… CZAS START!

I pamiętajcie! Nie kupuj… ADOPTUJ! Cudowni przyjaciele i koci terapeuci czekają w kociarni ma DOM.


Kocie wakacje nad morzem [5]

Zanim pojawi się tutaj cykl zdjęć z kotami sfotografowanymi podczas wakacji na Półwyspie Helskim w 2018 roku, muszę zakończyć prezentację zdjęć z lata 2017 roku.

A zdjęć kotów przywożę zawsze ze sobą sporo i już dziś patrząc na te kadry z 2017 roku widzę, które ponownie tam były, a z którymi się po roku nie przywitałam.

Poniżej: moją modelką była głównie kochana szylkretka Szyszka ze stacji PKP Kuźnica oraz koteczka dokarmiana przy jednym z domów w porcie. O niej rozmawiałam z panią z domu, pod który systematycznie codziennie na posiłki przychodziła.

Poniżej bardzo lgnąca do ludzi Szyszka ze stacji PKP Kuźnica

Poniżej koteczka stołująca się przy domu przy porcie w Kuźnicy

Poniżej mniej lub bardziej dzikie koty spotkane na posesjach w Kuźnicy

Fot. Latarnica / czerwiec 2017


Latarnica poleca! - vol. 17 - Tajemniczy czarny kot

My kociarze mamy w swoich biblioteczkach ”Historię kotów” – przekrojowe spojrzenie na ten gatunek od wieków, mamy atlasy ras, albumy, wzruszające historie oparte na autentycznych wydarzeniach (kot Homer, kot Bob, kot Oscar), mamy wspaniałe powieści o kocie Salomonie czy Alfim, mamy poradniki o kocich dietach i behawioryźmie, mamy wreszcie wesołe, ale jakże trafne książki popularne jak dwa tomy „Jak wytresować kota”, „Jak żyć z neurotycznym kotem” czy „Kot instrukcja obsługi”.

Mamy nawet przepiękne tomiki poezji o kotach takie jak ślicznie ilustrowane zbiory wierszy Franciszka Klimka. Mamy też książki o kotach napisane piórem wielkich literatów – noblistki Doris Lessing, Charlesa Bukowskiego czy Terrego Pratchetta.

Ale takiej książki jeszcze na rodzimym rynku nie było. "Tajemniczy czarny kot” Natahalie Semenuik to monografia poświęcona kotom czarnym i spojrzenie na ich rolę w relacji z człowiekiem pod kątem historii, legend, wierzeń i przesądów, których wiele pokutuje niestety do dziś.

Sama dostrzegam podczas moich działań wspomagania miejscowego schroniska dla zwierząt (i ta sama informacja pojawia się również na kartach tej książki), że koty czarne są ostatnie w kolejce do adopcji, co jest związane z ich wielowiekowym negatywnym postrzeganiem i zakorzenieniem się wśród ludzi pewnych ugruntowanych opinii o kotach z czarnym umaszczeniem.

Te negatywne widzenie kotów czarnych nie ma lat 100 czy 200. To tradycja wielowiekowa i stąd tak trudno ją całkowicie zwalczyć. Ale pamiętajmy też, że pewne kultury i epoki czciły koty jako stworzenia boskie i oddawały im hołd, co rehabilituje setki lat potwornych zwyczajów czy ciągnących się z pokolenia na pokolenia opinii o diabelskiej naturze kota czarnego.

Osobiście nie dzielę kotów na czarne i te pozostałe, nie zakochuję się w nich pod względem koloru sierści, bo każdy jest innym samodzielnym bytem i albo wytwarza się między nami więź albo nie. I kolor nie ma tu nic do rzeczy ani nie rzutuje jednoznacznie na koci charakter. Poznałam w schroniskowej kociarni wiele cudownych kruczoczarnych mruczków o przepięknej duszy.

Ale patrząc wstecz można wyciągnąć wniosek, że dla kotów urodzenie się właśnie w czarnym futerku miało często z góry narzucone fatalne skutki dla jego ziemskiego żywota. Książka Nathalie Semenuik podzielona jest na trzy zasadnicze części. W pierwszej mamy historię kotów od starożytności do czasów współczesnych. Na kartach historii na szczęście były dla nich i dobre okresy i wtedy kotom czarnym i w ogóle temu gatunkowi żyło się jak w niebie. Ale takich okresów jest zdecydowanie mniej.

Czytelnicy prześledzą dobre i złe epoki i dowiedzą się również o tych najmniej chlubnych dla ludzkości czasach – kiedy czarny kot uważany był za wysłannika szatana, a osoba opiekująca się nim z góry skazywana była na taką która miewa konszachty z mocami nieczystymi. Zachwyty nad kotami na przestrzeni epok przeplatały się z nienawiścią i tępieniem ich. Średniowiecze wniosło wiele złego dla wizerunku kota czarnego i niektóre opinie ciągną się za nimi do dziś.

W drugiej części poznamy czarne koty pojawiające się w legendach. Oczywiście w książce zagranicznej autorki nie pojawiają się żadne wątki rodzime, ale i tak obracamy się głównie w najbardziej nam znanej kulturze europejskiej oraz tym co działo się w kocim świecie na terenie Stanów Zjednoczonych. Legendy nie są już tak okrutne dla go kota jak jego historia na przestrzeni wieków w różnych krajach.

Trzecia część opowiada o tym jak postrzegane są koty czarne w wierzeniach ludowych oraz jakie istniały i pokutują nadal do dziś przesądy związane z tymi przedstawicielami swojego gatunku. Ta część wydała mi się w stosunku do poprzednich najbardziej optymistyczna, bowiem autorka przedstawia tutaj również dużo pozytywnych cech od takich jak przynoszenie szczęścia (koty jako talizmany w różnych częściach świata z naciskiem na najsłynniejsze Maneki-neko z Japonii) aż po ich moce terapeutyczne o czym każdy posiadacz kota jest z pewnością głęboko przekonany.

Mnie osobiście – jako osobie zakochanej w morzu i wszystkim co wiąże się z wybrzeżem i rejsami po akwenach wodnych - bardzo ucieszyły rozdziały o pozytywnej roli kotów na morzach świata, które towarzyszyły marynarzom w najdalszych rejsach i były zalecane jako niezbędni towarzysze na pokładach statków. Poznajemy tam znane koty – maskotki swoich okrętów. Co niektóre pojawią się nawet na dołączonych fotografiach.

Zatapiając się w lekturze „Tajemniczego czarnego kota” nie da się nie zwrócić uwagi na przepiękną stronę edytorską tego wydawnictwa. Biorąc do ręki książeczkę Nathalie Semenuik z tajemnicą w tytule ma się wrażenie, że otrzymujemy jakąś tajemną księgę, do której nas dopuszczono, abyśmy poznali sekretną wiedzą niedostępną dla wszystkich. Przepiękna oprawa ze złoceniami i złotą tasiemką służącą za zakładkę mile łechce wzrok.

Do tego bardzo ładnie wybrane artystyczne fotografie z czarnymi kotami oraz przedruki starych sztychów, ilustracji, plakatów czy kart pocztowych oraz dobrane do treści rozdziałów zdjęcia archiwalne. To wszystko sprawa, że serce kociarza bije mocniej i nie potrafi się oprzeć takiej lekturze. Nie będę ukrywać, że w niektórych fragmentach ta lektura nie jest łatwa, bowiem dla nas opiekunów kotów ciężko jest przyjąć do wiadomości o tym jak źle traktowano je w wiekach średnich, jak je tępiono i na różne okrutne sposoby mordowano. Niestety te aspekty również są nieodłączną częścią całej historii kota czarnego – kojarzonego z satanizmem i mocami piekielnymi.<

Dziś czarne dachowce są członkami naszych rodzin podobnie jak koty wszelakiej innej maści czy rasy. Nikt nie widzi w nich złych mocy i traktuje ja tak samo jak innych przedstawicieli kotowatych. To wielka ulga dla tak umaszczonych mruczków. W dobie XXI wieku koty czarne są jak inne gwiazdami internetu, filmu, reklam, mają swoje fan page na portalach społecznościowych i kociarze widzą w nich po prostu kota – istoty wyjątkowe, w których trudno szukać wad bowiem tak wiele dobrego dają człowiekowi jako towarzysze życia.

W cyklu „Latarnica poleca!” prezentuję książki, które w mojej opinii zasługują na wyróżnienie i wspomnienie. Wydawnictwo popularnonaukowe „Tajemniczy czarny kot” zdecydowanie do takich należy i uważam, że ten tytuł powinien się znaleźć obowiązkowo na półce domowej biblioteczki. I to nie tylko zadeklarowanego kociarza.

Dziękuję Wydawnictwu Alma-Press za nadesłanie egzemplarza tej książki. 

Dane ksiąki:
Autor: Nathalie Semenuik
Tytuł: "Tajemniczy czarny kot - legedny i przesądy"
Wydawca: Alma-Press
Data wydania: Warszawa 2018
Ilość stron: 140
Oprawa: twarda, złocona
Liczne ilustracje

Poniżej wizualizacja przestrzenna książki (fot. Alma-Press), okładka i kilka przykładowych stron oraz mój kot, który wprawdzie nie jest czarny, ale i o nim jest ta książka. I jak na kota nałogowej czytelniczki przystało, lubi słuchać takich opowieści.

 Fot. Latarnica [7x]


Pierwsza okładka Errora

Wiosną tego roku - zachęcona ciekawymi informacjami w internecie -  zakupiłam książkę Stephane Garnier pt. "Żyć jak kot". Mając swój egzemplarz i szykując się do lektury trafiłam na facebooku na profil tego konkretnego tytułu (kto ma konto zachęcam, aby odwiedzić), a tam na konkurs, w którym można było wygrać egzemplarz książki, ale z fotografią swojego kota na okładce.

Wydawca ANDROMEDA przygotował specjalną aplikację w internecie, w której tworzyło się grafikę okładki i zakończoną można było zgłosić na konkurs.

Zainteresowanie zabawą było spore i po wysłaniu pliku zapomniałam o wszystkim. Ogromnie się zdziwiłam, gdy za jakiś czas zobaczyłam swoje nazwisko na liście zwycięzców. I tak niedługo potem trafił w moje ręce egzemplarz tej samej książki, ale już z kotem Errorem na okładce.

Śmieję się, że to jego pierwsza okładka i kto wie jaki rozgłos medialny jeszcze go czeka. Pozostała nam po tej zabawie bardzo miła pamiątka i przyjmnie mieć taki egzemplarz książki w swojej bibliotece.

Dodam, że książka z uniwersalną okładką (jest ona również na fotografiach poniżej) jest wciąż do nabycia w internecie. I naprawdę warto ją poczytać i przyjrzeć się temu, że tak naprawdę gdyby podpatrzeć koty i spróbować żyć jak one, nasze życie byłoby lepsze.

Dane szczegółowe:
Autor: Stephane Garnier 
Tytuł: Żyć jak kot
Wydawnictwo: Andromeda
Wydanie I : Kraków 2018
Ilość stron: 268

Fot. Latarnica


Kocie wakacje nad morzem [4]

Poprzedni tydzień wpisów zakończyłam na spacerku po Jastarni i porcie. Ale drążąc dalej temat kocich egzemplarzy spotkanych na wakacyjnych szlakach, również w Jastarni miałam bardzo miłe spotkanie z przedstawicielem kotowatych i miało ono miejsce właśnie w porcie.

Kot okazał się wielkim miłośnikiem jedzonka i chętnie dał się wygłaskać. Wyszedł spomiędzy zabudowań portowych, ale wyglądał zachowywał się jak dyrektor obiektu. Widać było, że czuje się tam swojsko i jest stałym bywalcem. Toteż jego zdjęcia zostały zrobione w typowo portowym terenie (zdjęcie 1-6).Pozostałe koty sfotografowałam w Kuźnicy.

Poniżej koci szef z jastarnickiego portu

Poniżej wyjątkowo rozleniwiony puchaty okaz leżący przy ścieżce wzdłuż portu w Kuźnicy

Poniżej nowy "nabytek" z peronowej kociej bady z stacji PKP Kuźnica (Hel)

Fot. Latarnica /czerwiec 2017


Kocie wakacje nad morzem [3]

Do kolejnych letnich wakacji nad morzem zostało mi już półtora miesiąca  - mogę śmiało odliczać! Tęsknota za naszymi plażami, szumem fal, latarniami morskimi wchodzi już w fazę apogeum.

A wraz z tymi wszystkimi silnymi emocjami przychodzą też o większym natężeniu wspomnienia o zostawionych na okres jesienno-zimowo-wiosenny kotach z Półwyspu Helskiego - w tym głównie z Kuźnicy.

Bo nimi na wakacjach zajmuję się najintensywniej. Znowu przede mną wielka niewiadoma: które przetrwały, z którymi przyjdzie mi się spotkać kolejny rok a jakie nowe poznam i z pewnością pokocham.

Rok temu kilka kotów spotkałam po raz kolejny. To było przemiłe doświadczenie. Ale poznałam i nowe, z którymi zawiązała się pewna więź lub do końca pozostały bojaźliwe i nieufne.

Karma na wyjazd jest już zbierana i odkładana przez cały rok. Bo na miejscu można nabyć jedynie tanie marketówki, a chcę im dawać coś lepszego.

Poniżej dwie koteczki - nowa znajoma (bura) oraz stara znajoma - Szyszka ze stacji PKP.

Fot. Latarnica / czerwiec 2017


Latarnica poleca! - vol. 14 - Naucz się kocie!

Pod koniec marca miałam okazję przeczytać bardzo interesującą dla każdego, kto dzieli swe życie z kotem, książkę. Mam na myśli poradnik Naucz się kocie. Jak sprawić by ludzie i koty żyli razem szczęśliwiej – autorstwa Sarah Ellis i Johna Bradshaw.

Można by mieć wrażenie podczas lektury, że będzie o szkoleniu i tresurze kotów, co w każdym właścicielu mruczka wywoła od razu pusty śmiech. Ale w tym poradniku nie  jest to napisane w takim celu, aby pochwalić się przed znajomymi różnymi sztuczkami, których nauczyliśmy nasze zwierzę. Autorzy ( w tym ceniona i doświadczona behawiorystka) opisują w kilkunastu rozdziałach różne trudne sytuacje, które możemy okiełznać znając proste metody oswajania kota z  niepożądanymi sytuacjami, zdarzeniami czy zachowaniami.

Czytałam Naucz się kocie. Jak sprawić, by ludzie i koty żyli razem szczęśliwiej z ogromnym zaintereseowniem, bo już w trakcie zauważyłam, że kilka "sztuczek" doskonale opanował mój kot i to naprawdę działa. A ja osiągnęłam cel tymi samymi metodami, o których piszą autorzy, choć zrobiłam to mało świadomie.

Myślę, że wiele osób ma problem z kotami lękająymi się np. wizyty u weterynarza, nie chcącymi wchodzić do transporterta, odbywać podróże, zaprzyjaźniać się z innymi zwierzętami, nie powalającymi skrócić sobie pazurków, podać leku, czy drapiącymi domowe rzeczy i meble ile wlezie, mimo że posiadają super drogie drapaki.

Autorzy pokazują prostymi zadaniami i ćwiczeniami, że wszystko to można okiełznać i zamienić dla kota w doświadczenie pozytywne. Bo oczywiście chodzi o to aby te "szkolenia" nie były dla zwierzaka czymś przykrym. Zresztą, który kot chciałby w to iść, gdyby mu nie pasowało? A tak możemy go trochę oszukać i oswoić z wieloma uciążliwymi sytuacjami i zachowaniami.

Gorąco polecam i na pewno pewne techniki będę stosować, a na osłodę kilkanaście zdjęć z marcowego pobytu z kotami z poznańskiego schroniska. Co do książki - po prostu Latarnica poleca!

Poniżej dane o książce:
Autor: Sarah Ellis i Johna Bradshaw
Tytuł: Naucz się kocie! Jak sprawić by ludzie i koty żyli razem szczęśliwiej
Wydawca: Czarna owca
Ilość stron: 376
Rok wydania: 2018

Poniżej okładka polskiego wydania:

Fot. ze schroniskowej kociarni - Latarnica.

Fotografie, na których jestem ja z kotami - Felicja Zdankiewicz


W schroniskowej kociarni [2]

Dziś druga odsłona foto migawek ze schroniskowej kociarni. Takie chwile uwieczniłam odwiedzając zwierzaki w okresie przedświątecznym i tuż przed nowym rokiem.

Bywało słonecznie, bywało ponuro, ale te kochane futra rozświetlą mi każdy dzień. Chciałoby się, aby schroniska nie były potrzebne, aby klatki, boksy, kociarnie opustoszały, ale zwierząt w nich w całej Polsce jest niestety bardzo dużo.

Dlatego jeśli ktoś chce znaleźć w swoim życiu miejsce dla czworonożnego towarzysza na dobre i złe, niechaj uda się do takiej placówki w swojej okolicy, bo tam czekają przyjaciele na całe życie.

Fot. Latarnica/listopad-grudzień 2017

Fot. Latarnica przy figurkach kota i psa oraz głaszcząca kota - Tomasz Lerczak [2x]


W schroniskowej kociarni [1]

Co roku przez ostatnie kilka lat (niestety nie potrafię sobie przypomnieć kiedy miała miejsce pierwsza taka akcja) w okresie listopad-grudzień organizuję na facebooku zbiórkę rzeczową na potrzeby podopiecznych poznańskiego schroniska dla zwierząt z większym naciskiem na wspomożenie przebywających tam kotów, ponieważ w gronie moich znajomych są przede wszystkim kociarze.

Każdego roku akcja pomocy przechodzi moje najśmielsze oczekiwania i spływają do mnie paki z całej Polski oraz sporadycznie z zagranicy z fantastyczną hojną zawartością. A ja w tym czasie często kursuje na linii dom-schronisko i wszystko wywożę aby koty i psy miały na święta i po nich zimową porą super jedzonko w miskach oraz nowe zabawki i inne akcesoria - w zależności co darczyńca zakupi.

Przy okazji dowozu świątecznych paczek kiedy nadarzy się okazja wpadam do kociarni aby wytulić przebywających tam podopiecznych i sama też skorzystać dobra płynącego z szeroko pojętej felinoterapii.

Poniżej prezentowane zdjęcia uchwyciły takie chwile i przebywające w schronisku koty. One są nieustannie moim motorem do podobnych działań, bo tak naprawdę zbiórka u mnie trwa cały rok i nie ma miesiąca bez dowożenia darów ale w okresie końcówki roku mam po prostu szaleństwo.

Do świąt siadam zmęczona, ale szczęśliwa. I mam nadzieję że zwierzaki w schronisku czują w tym czasie że to taki wyjątkowy czas. Ja dziękuję im za czułość, otwartość i to że kochają bezgranicznie i bezinteresownie.

Fot. Latarnica /listopad-grudzień 2017


9-te urodziny Errora

Co roku tuż po świętach, a dokładnie 28 dnia grudnia, przypadają symboliczne urodziny naszego kocura Errora. Symboliczne, bo znamy rok jego urodzin, a 28 grudnia jest datą jego adopcji ze Schroniska dla zwierząt w Poznaniu.

W tym roku kot po raz ostatni ma jednocyfrowe urodziny. Skończył 9 lat i zaczął 10 rok życia. Na kota domowego to jeszcze całkiem niedużo, ale na schorowanego kota to już dobry wynik i mimo wielu problemów zdrowotnych wierzę i mam nadzieję, że jeszcze trochę razem spędzimy czasu.

Wieczorem 28 grudnia tradycyjnie był prezent oraz urodzinowa kolacja z tuńczyka. Prezent w postaci kartonowych saneczek (mimo braku śniegu za oknem) bardzo kotu przypasował. Ale wiemy, że wszystko co tekturowe to niemal pewniaki więc nie mogło być inaczej. A tuńczyk smakuje zawsze, wszędzie i w każdej ilości.

Wszystkiego naj kocie Errorze! Jak najmniej dolegliwości zdrowotnych w  Nowym Roku!

Fot. Latarnica


Coroczna zbiórka na rzecz podopiecznych Schroniska dla zwierząt

I TY MOŻESZ ZOSTAĆ ŚNIEŻYNKĄ! - czyli o(błędna) czytaj: errorkowata świąteczna zbiórka na rzecz podopiecznych ze Schroniska dla zwierząt w Poznaniu.

Czas biegnie błyskawicznie i znowu mija rok odkąd jak zwykle hojnie i z sercem na dłoni przystąpiliście do pomocy tym najbardziej potrzebującym czyli kotom z kociarni poznańskiego schroniska. Tradycją już jest, że startujemy około 6 tygodni przed świętami, a sama zbiórka trwa do Sylwestra przez co ostatnie dary trafiają do potrzebujących już w nowym roku i dobrze go zaczynają.

Zbieramy tradycyjnie karmy suche i mokre, przysmaczki, preparaty witaminowe i zdrowotne, koce, ręczniki, zabawki, legowiska, drapaczki i wszystko to co może się przydać, a co tutaj pominęliśmy. Zasada jest prosta. Darczyńcy z Poznania mogą podesłać do nas paczki lub przywieźć osobiście. Darczyńcy z kraju czy zagranicy przesyłają paczki na nasz adres lub robią zakupy w sklepach internetowych i podają nasz adres wysyłki.

Jeśli nie macie czasu na szukanie, kupowanie zawsze możemy coś podpowiedzieć czy się dogadać i prosimy wtedy o kontakt na priv (fan page kota Errora lub mój adres email) . Przekazana suma zostanie w całości wydana na podarunki i rozliczona. Wszystkie zapytania kierujcie na priv fan page kota Errora na facebooku a jeśli nie korzystacie z facebooka to na  adres email (monika.sniedziewska@book4you.pl).

Co damy z naszej strony uczestnikom świątecznej pomocy na facebooku? Jak zwykle najmodniejszy look sezonu, bo w tym roku darczyńca czy to osoba czy jej zwierz albo całe stado – zostanie Śnieżynką. Ten wizerunek prezentuję na zdjęciu poniżej. Chyba nie ma osoby co by nie chciała nią zostać prawda?

Wasze zdjęcie lub zdjęcie waszego zwierzaka otrzyma na portalu zwrotnie podziękowania za przystąpienie do zbiórki czyli stanie się w okresie świątecznym Śnieżynką. Nosiliście już czapki mikołaja, rogi renifera, czerwone nosy zatem pora na coś delikatnego jak płatek śniegu.

Zapraszamy do bycia Darczyńcą i podkreślamy, że nigdy nie liczy się ilość, ale fakt otwarcia serca dla potrzebujących. Dary będą systematycznie pokazywane, bo wszystkie ogląda wnikliwie najważniejszy koordynator i daję im prawo wywozu do kociarni schroniska. Co roku pomagamy głównie kotom, ale równie chętnie przyjmiemy też podarunki dla naszych psiaków.

Z góry wielkie MIAUU i... CZAS START!


Kocie wakacje nad morzem [2]

Po pierwszym wrześniowym wpisie nt przedstawicieli kotowatych spotkanych podczas tegorocznych wakacji nad Bałtykiem prezentuję dziś poniżej fantastycznych przedstawicieli swego gatunku.

Część ze spotkanych okazów była bardziej dzika, część oswojona i chętna na dokarmianie i głaskanie. Niektóre bardzo głodne jak ten osobnik, który z apetytem zjadał rzucone przez kogoś na ulice suche kawałki chleba.

Miejscowości nadmorskie pełne są kotów biegających po podwórkach, leżących w słońcu na wąskich uliczkach miasteczek i wsi oraz wędrujących dumnie do portów, gdzie kusi ich zapach świeżej rybki z kutrów.

Poniżej spotkane koty z kuźnicznych podwórek i uliczek (Półwysep Helski).

Fot. Latarnica / czerwiec 2017


Cenię rodzimy koci design

Coraz częściej na rodzimym rynku natrafiam na małe manufaktury i rodzinne firmy zajmujące się produkcją naprawdę udanych gadżetów dla kotów. Są one tak przemyślane i opracowane pod kątem surowca, aby rozpieszczać i spełniać gusta naszych domowych tygrysów.

Ostatnio na rynku pojawiły się tekturowe drapaczki NEO oznakowane logotypem CatRoom. Te cudownie przemyślane leżyska-drapaki są w ofercie firmy Skolik z Chorzowa. Firma ma również swoją stronę na facebooku, gdzie dominują zdjęcia zadowolonych Klientów czyli kotów zachwyconych swoim nowym sprężynującym i dopasowującym się pod ciało legowiskiem.

Wiadomo nie od dziś że kot plus tektura równa się wielkie szczęście. Jedne preferują do drapania bardziej powierzchnie pionowe, inne natomiast uwielbiają ścierać pazurki na płaszczyznach płaskich, ułożonych bezpośrednio na podłodze.

Myślę, że NEO zadowoli każdego kota. Posiada bowiem unikalną konstrukcję, w której leży cały jego sukces. To nie tekturowa mata, ale sprężysta pracująca powierzchnia. Drapak jest dość spory, ale producenci już informują, że wkrótce pojawi się na rynku jego mniejsza odmiana.

Plusem dużej powierzchni NEO jest fakt, że doskonale daje się zwijać w rulon i chować w karton, w którym przybywa do nas przesyłka przez co nie musi być na stałe rozłożony - co ma zaletę przy małych mieszkaniach.  Na jednym legowisku doskonale znajdą dla siebie miejsce naraz dwa a nawet i trzy dorosłe koty. Więc nie dojdzie do sytuacji, że jedno zwierzę czeka gdy inne z drapaczka korzysta.

Kot Error dostał taki drapak w prezencie od zakoconej Cioci Joanny w ostatnim dniu września i to była miłość od pierwszego wejrzenia. Nie miałam wątpliwości, że nowy mebel się spodoba bowiem mój kocur kocha tekturę. Zaskoczeniem jest sama konstrukcja i jak świetnie została przemyślana. Drapaczek pięknie pracuje pod leżącym na nim kotem, Error od razu zaczął go drapać i  docenił fakt, że może się swobodnie wyciągnąć na jego powierzchni. Docenił nawet samo opakowanie (wąska kartonowa tuba) co zobaczycie również na zdjęciach poniżej.

Jeśli wasz kot lubi kartoniki i tektury, jeśli drapanie innych powierzchni w domu to problem - zakupcie swoim pupilom NEO. Wygląda fantastycznie i bardzo designersko, a kosztuje tylko 39 zł. Myślę, że to najlepiej wydanie pieniądze, a radość zwierzaka bezcenna. I na pewno\"mebel" przetrwa sporo czasu, bo nie rozpada się od razu pod pazurem kota.

Ten wpis nie jest tekstem sponsorowanym. Po prostu cieszą mnie takie drobne rodzime produkty, które są od początku dokładnie przemyślane, aby spełniały wszelkie oczekiwania przyszłych Klientów. A że w tym przypadku są nimi koty nie ma znaczenia. Ich opiekunowie najszybciej będą wiedzieli kiedy ich mruczki są zadowolone. Cieszę się dodatkowo, że tak dobry produkt jest w ofercie firmy polskiej i tylko można mieć nadzieję że pojawią się u nich i inne ciekawe rozwiązania.

W ofercie CatRoom są już też kocie wieże INKA. Niestety jak na gabaryty mojego mieszkanka zdecydowanie za duże ale na pewno spełnią swą funkcję w domach z kilkoma kotami, domach tymczasowych czy kocich kawiarniach, bo jednej z nich już taki domek został nawet wstawiony.

Poniżej test drapaka NEO z oferty CatRoom, testerem jest wybredny klient kot Error.

fot. Latarnica


Kocie lato czyli kot w wielkim mieście

Bardzo dawno nie było już tutaj (teraz osoby nie lubiące koty mogą sobie odpuścić oglądanie tych zdjęć) mojego domowego tygrysa. Skończyło się kolejne lato więc wypada pokazać jak spędzał je w domoych kątach Error.

Od 2 lub 3 lat nie zabieram go już na łono natury ze względów zdrowotnych. Jest zbyt schorowanym kotem i przewożenie w upale czy przebywanie na zewnątrz nie zawsze mogłoby dla niego się dobrze skończyć. Poza tym tegoroczne lato bardzo źle znosił. Jako astmatyk reagował na humorzastą aurę i było przez lipiec i sierpień naprawdę trudno.

Ale poniżej prezentowane zdjęcia mają na celu pokazanie tych miłych domowych chwil życia kota. Zatem kto ma ochotę niechaj ogląda. Zdjęcia pochodzą tylko z okresu czerwiec-sierpień. Error - oczywiście tylko na jego zasadach - jest kotem nakolankowym, ale nie było tak od początku. To przyszło z czasem. Tak więc opiekunowie kotów - nie traćcie nadziei!

Fot. Latarnica / 2017


Kocie wakacje nad morzem [1]

Jak co roku okres letnich wakacji to czas rozstania z moim domowym kocurem Errorem. Ponieważ wiem, że ma najlepszą opiekę ta rozłąka jest do wytrzymania. Choć emocje są zawsze i rozdarte serce też.

Z drugiej strony wiem, że wakacje nie będą czasem odpoczynku od kotów. W Kuźnicy i w ogóle nad morzem czekają liczne mruczki, liczące na towarzystwo i dobre jedzenie. W moim wakacyjnym bagażu musi się znaleźć miejsce na kupowaną przez rok kocią karmę - właśnie pod kątem wakacji i dokarmiania  kotów miejscowych. Jak zwykle było jej za mało, jak zwykle dokupowałam na miejscu. Mam zresztą wrażenie, że w tym roku kotów było więcej. A może moje czujne oczy po prostu je widziały.

Najmilszą niespodzianką było spotykanie tych przedstawicieli kotowatych, które pamiętam sprzed roku i lat wcześniejszych. To wielka ulga, że przetrwały kolejny rok. Smutny natomiast był fakt że nie zobaczyłam się ze Zdenkiem ze stacji PKP Kuźnica - moim ubiegłorocznym ulubieńcem. Cóż, już wtedy wyglądał kiepsko i był kocurem po przejściach o czym świadczyły liczne rany i zadrapania oraz poszarpane uszy, ale to zawsze niemiłe rozczarowanie. Tym bardziej że przez 10 miesięcy w Poznaniu często o nim myślałam i bardzo cieszyłam się na nasze kolejne spotkanie.

Nie dane mi było rownież spotkać szylkretowej Łapki ze stacji. Ale ona chorowała na astmę i jako kot wolno bytujący miała małe szanse dać sobie z tą chorobą radę bez specjalistycznej opieki.

Ale miałam zaszczyt poznać koty nowe. Każde takie spotkanie zostawiło trwały ślad w moim sercu. I zostało uwiecznione na zdjęciach, które będę tu w kocim cyklu wrzucać.

Poniżej kot Obróżek (wszystkie imiona zostały nadane przeze mnie, nadając imię kot zostaje kimś konkretnym z całą swoją osobowością a nie zwykłym anonimowym zwierzakiem) w głównym przejściu na plażę. Obróżek pojawiał się wcześnie rano i późnym popołudniem oraz wieczorem, zawsze był głodny, zawsze chętnie doskakiwał do miseczki. Poza tym miał na stałe wyłożoną miseczkę którą ją wypełniałam i inne osoby też.

Poniżej Szyszka (fotografia nr 2 i 4). Jakże miło było spotkać kotkę, którą poznałam już rok temu. Bardzo przyjazna i bardzo barankująca ludzi, miała stale grono karmicieli. Obok Szyszki na stacji urzędowała nowa koteczka trikolorka.

Poniżej Obróżek w trakcie posiłku pod szopką u sąsiada na przeciwko

Poniżej Salomon [fot. 4x]. Salomon to wyjątkowy kot. Ma swój dom. Mieszka właśnie w domu przy przyjściu na plaże i lubi zwiedzać okolicę. Ponieważ jego ludzie łowią rybi i wędzą we własnej wędzarni Salomon jest dobrze odkarmiony. Ma konkretną sylwetkę i przepiękne zdrowe futro. Ale to nie jest powodem, aby nie korzystał z przywiezionych przeze mnie chrupek. Salomon jest ufny, daje się głaskać i ładnie pozuje. Bywa, że wypuszcza się na plażę i roślinność wydmową.

Fot. Latarnica / czerwiec 2017


Error testuje koci domek, a ty możesz TAKI wygrać!

Ostatnio kot Error został testerem nowego kartonowego domku dla kotów, ale nie byle jakiego, bo spersonalizowanego - z jego imieniem na dachu! Jak wiadomo karton + kot = wielka miłość!

Ten również okazał się dla niego atrakcyjny podobnie jak kartonowe drapaki czy legowiska. Ale nie tylko Error może się z takiego domku cieszyć. Rownież Ty , posiadaczu kota a mój czytelniku możesz wygrać domek z imieniem swojego kota czy kotów. Konkurs  i jego zasady znajdziesz na facebooku http://www.facebook.com/materialy.pos/photos/a.721646874634345.1073741828.711504245648608/1068939689905060

Konkurs trwa do połowy czerwca. Powodzenia! Warto o domek zawalczyć, bo radość zwierzaka będzie ogromna.

Fot. Latarnica.