W dzisiejszym odcinku skupimy się na dwóch kuźnicznych kotach – a raczej kocich gościach nad Bałtykiem. Wiem, że takie jednoznaczne postawienie sprawy może być ryzykowne, ale wszystko na to wskazywało, że koty przyjechały ze swymi opiekunami na wakacje.

Od razu dodam, że w tej materii potrafię się mylić. Wyjaśnię to przy odcinku o kocie Stefanie gdzie nastąpi małe sprostowanie.

Ale wracając do tej konkretnej pary kocich letników, podejrzewam że morza to one nie widziały, natomiast udawały się bez uwięzi smyczy na długie spacery nad małe morze czyli zatokę pucką.

Jak to czasami bywa przy kocich dwupakach – każdy ma inny charakter – stąd koteczka Matsumi (tak mniej więcej brzmiało jej imię kiedy wołał ją opiekun) jest bardziej śmiała i kontaktowa i ma więcej zdjęć a jej kolega Behemot bywa nieufny, wycofany do obcych i pomyka szybko na otwartym terenie.

Na kotki na spacerze trafiałam albo wcześnie rano kiedy ruch był niewielki – wtedy oba jak pieski maszerowały koło nogi swego opiekuna. I najpierw był to pomost kuźnicznej mariny, a potem spacer dalej brzegiem nad zatoką w kierunku Jastarni. Matsumi lubiła turlać się w słonku na drewnianych dekach pomostu i chodzić swoimi ścieżkami. A to oznaczało, że zawołana niekoniecznie chciała od razu iść tam gdzie maszerował pan i Behemot.

Albo widywałam je wieczorem, już przy innym nasyceniu światła zachodzącego pomału słońca. I wtedy częściej w okolicy mariny kręciła się Matsumi. Można było bliżej do niej podejść i popstrykać fotki, ale nie dotknąć. Raz próbowałam, ale wyciągnięta ręka ją płoszyła, a wolałam zrobić fajne fotografie więc tylko zbliżałam się do niej.

Efekty sesji obu kotków poniżej. Myślę, że warto było kręcić się w pobliżu gdy spacerowały. Fotografie pochodzą z kilku dni i wieczorów w Kuźnicy.

MATSUMI

BEHEMOT

Fot. Latarnica / czerwiec 2019