Styczniowa Krynica Morska

Na początku stycznia 2023 roku było trochę chłodniejszych dni i odrobinę sypnęło śniegiem. W jeden taki weekend powstały prezentowane dziś zdjęcia z Krynicy Morskiej. Na początek ujęcia dzienne latarni a na koniec już po zapadnięciu zmroku.

 

Poniżej latarnia po zmroku.

Na sam koniec dwa filmiki z latarnią - za dnia i z włączoną optyką. Doskonale widać charakterystykę światła.

Fot. i filmy - Lidia Czuper i Tomasz Bury / styczeń 2023


Dziś zupełnie nietypowa sytuacja, bo zdjęcia latarni a raczej jej modelu pochodzą z kraju, który nie ma dostępu do morza. A jednak tam je dla mnie wykonane. Chodzi i ekspozycję w jednej z sal Muzeum Techniki (Technisches Muzeum) w Wiedniu. Model pokazuje chorwacką latarnię Porer położoną na maleńkiej wysepce. Poniżej ta ekspozycja:

Fot. Olga Wichowska-Iwanowska / styczeń 2023

Poniżej kilka faktów nt tego obiektu:
– zbudowana w 1833 roku
– obiekt aktywny
– wysokość światła 35 m n.p.m.
– wysokość wieży 31 m, wyrasta centralnie z jednopiętrowego budynku latarników
– zbudowana z kamienia, elewacja bez malowania
– wewnątrz latarni dwa apartamenty do wynajęcia na wakacje
– wyznacza południowy kraniec półwyspu Istria mimo iż sama leży na wysepce
– zamknięta dla turystów, dostępna tylko dla wynajmujących gości

Poniżej zdjęcia lotnicze z marinas.com

Poniżej stara kartka pocztowa z tą latarnią z leuchtturm-welt.net

Na taką książkę czekałam. Wydawnictwo, które wypełni lukę pomiędzy wspaniałą relację z przebiegu ścieżki zawodowej amerykańskiego weterynarza Philippa Schotta (Weterynarz z przypadku), a realiami z rodzimego podwórka lekarza weterynarii Łukasza Łebka (Co gryzie weterynarza). Tym razem otrzymujemy opowieść z pierwszej ręki o studiach i doświadczeniach w pracy od szkockiego lekarza zwierząt Garetha Steela. Przeskakuję więc do realiów tego zawodu na Wyspach Brytyjskich i w Irlandii, bowiem właśnie tam Autor szlifował tajniki tego trudnego zawodu.

A realia anglosaskie są zupełnie inne. Nie ma porównania z tym co funkcjonuje choćby w Polsce. Przede wszystkim głęboko rozwinięty jest system tzw. polis ubezpieczeniowych na zwierzęta co na starcie chroni przed błyskawicznym bankructwem. Bowiem ceny usług brytyjskich mogą statystycznego polskiego opiekuna zwierząt zwalić z nóg. Z tego co sama widziałam, u nas polisy dopiero raczkują i mało osób jest do nich przekonanych. W którym kierunku to pójdzie czas pokaże. Ale już widzimy i czujemy po portfelu, że korzystanie z klinik weterynaryjnych może błyskawicznie podnieść nam ciśnienie.

Wymowny jest oryginalny tytuł „Weterynarza na dyżurze” - „Never work with animals”. Choć to taki zabieg przewrotny, bowiem Autor nie wyobraża sobie siebie w innym zawodzie. Obecnie Steel ma już za sobą ponad 20 lat doświadczenia. Ale początki miał trudne i mogły go zniechęcać. Nawet najlepsza nota na studiach nie zapewni praktyki w terenie z konkretnymi przypadkami. A te od pierwszego zlecenia (pacjentem był byk) nie napawały optymizmem.

Od samego wstępu wiemy, z jaką książką będziemy mieć do czynienia. I nie mam tu na myśli, że tytuł sugeruje wspomnienia weterynarza. Wiemy, że mimo radości czy smutku jakie wnosi ten zawód, opowieść Steela będzie okraszona brytyjskim poczuciem humoru. A to gwarantuje przyjemność czytania i lżejszy emocjonalnie odbiór historii tragicznych, które rozładuje sposób snucia opowieści i czasami wręcz czarny humor. Dzięki temu Czytelnik (zapewne wrażliwy na los zwierząt) nie rozpadnie się na kawałki i zamiast zapłakać nad losem ciężko chorego czy uśpionego psa albo kota zachichocze pod nosem.

Ale od razu też naprostuje, że Autor nie podchodzi lekko i ironicznie do powagi wielu opisywanych przypadków. Sam zresztą w codziennej pracy stosuje metodę, że lepiej odciążyć zawiesistą atmosferę i tragizm sytuacji zabawnym komentarzem niż pozwolić zapaść się w dojmującym smutku i niemocy. Opowieść Steela nie jest bajaniem niedouczonego wesołka, a rzetelną historią o tym z czym mierzy się młody, a potem już coraz bardziej doświadczony lekarz weterynarii.

Gareth Steel pracował w zawodzie jako wiejski weterynarz, lekarz w prywatnej klinice, weterynarz na placówce dyżurującej 24 h na dobę, specjalista od zwierząt gospodarskich i małych zwierząt towarzyszących. Odkrywając arkana pracy weterynarza pokazuje, że to ogromnie ciężki zawód zajmujący czas nie tylko w godzinach pracy, bo w jego przypadku nigdy takich nie było. Kiedy oficjalnie kończył dniówki zaczynały się telefony z nagłymi przypadkami, a on sam przechodził w tryb weterynarza pod telefonem dostępnego na zawołanie. Oczywiście wiązało się to z notorycznym zmęczeniem, brakiem snu, niedojadaniem i krążeniem po bezdrożach Wielkiej Brytanii i Irlandii w celu dotarcia do często trudno oznakowanych i niemal niedostępnych gospodarstw. 

I tu dochodzimy do momentu, wspólnego dla wszystkich książek pisanych przez weterynarzy, które było mi już dane przeczytać. Praca w tym zawodzie to przecinające się dwa tory, po których na co dzień podąża lekarz. Jeden to praca z pacjentami. Drugi to ich opiekunowie czy właściciele gospodarstw. O ile w przypadku pacjentów weterynarz po prostu zgodnie ze swoją wiedzą działa to kontakty z ludźmi często stwarzają ogromne problemy. Zaczynając od podważania wysokości opłat za usługi a kończąc na narzucaniu swojej wizji terapii czy chęci uśpienia zwierzaka, który bez problemu nadaje się do szybkiej diagnozy i całkowitego wyleczenia. Po drodze lekarz zwierząt zmierzy się z całym spektrum uwag i zachowań włącznie z utrudnianiem pracy, naruszaniem nietykalności, grożeniem itp. Ludzie (Klienci) są zdecydowanie w tym zawodzie słabszym ogniwem.

Fot. freepik.com [3x]

Ogromnym atutem wspomnień z zawodowych wyzwań jest również edukacyjna rola tej książki. Z jednej strony opisując konkretne przypadki schorzeń i wypadków zwierząt (często tytułem rozdziału jest imię delikwenta) mamy dokładnie przedstawione co się wydarzyło, że wymagało interwencji lekarskiej oraz jakie środki zastosowano bądź jak przebiegały zabiegi chirurgiczne. Jest to bardzo interesujące i czasami – w przypadku zwierząt typu kot, pies, królik – może nam coś zasugerować w postępowaniu z naszymi pupilami, może skłonić do potrzebnej refleksji lub rozmowy z naszym weterynarzem.

Pacjentami Garetha Steela były przeróżne stworzenia małe i duże (niesamowite są rozdziały o poranionych łabędziach, domowym uciekinierze króliku, który utknął w małej przestrzeni, operacji kury nie mogącej znieść jajka, rodzinie z patyczakiem). Mam ogromny szacunek do tzw. weterynarzy wiejskich, bowiem praca z chorymi końmi, krowami, bykami czy owcami to ciężki kawałek chleba i wymaga doskonałej kondycji fizycznej. Opatrywanie i badania poszkodowanych odbywają się często w naturalnym środowisku – stajni, łące, błotnej kałuży czy wręcz na bagnach. Bywa, że pada deszcz czy śnieg, a podstawowym oświetleniem do działań jest latarka czołówka. Po takich doświadczeniach gabinet w klinice jawi się jako iście królewskie warunki.

Książka jest aktualna, bo oryginał wydano w 2022 roku więc opowieść Steela zahacza też o czasy utrudnionej obsługi weterynaryjnej za pandemii COVID-u. Możemy porównać to sobie z tym czego sami jako opiekunowie zwierząt doświadczaliśmy przez ostatnie lata. Bardzo ważne są też treści przemycane w poszczególnych rozdziałach na temat kondycji współczesnego świata pod kątem ekologii, hodowli zwierząt na pożywienie (zasadności spożywania mięsa, diety wege itp.), bezzasadności hodowli określonych ras psów – tylko ku zaspokojeniu próżności ludzi – które już trwale zmutowane są stałymi pacjentami klinik od chwili narodzin, postępu nauki w farmakologii, technice wspomagającej szybką diagnostykę, nowoczesnym chowie zwierząt. Jak podkreśla Autor – to co się sprawdzało 20-30 lat temu nie znaczy, że teraz jest dobre i akceptowalne bo czasy, instrumenty i okoliczności uległy zmianie. 

Identyfikuję się również z Autorem w kwestii adopcji zwierząt towarzyszących. Póki schroniska pękają w szwach lepiej zdecydować się na danie domu psu czy kotu z takiej placówki niż wspieranie hodowli – które jak wszędzie – często niestety są bardziej tzw. pseudohodowlami, gdzie jedynym wyznacznikiem działań jest zysk za każde narodzone stworzenie. W rozdziale temu poświęconym Steel pisze:

[...] A zanim zwrócisz się do jakiegokolwiek hodowcy, proszę weź pod uwagę jedno z wielu wspaniałych zwierząt znajdujących się w schroniskach, które zasługują na kochający dom tak samo jak każdy inny potencjalny pupil. [...] Jeśli zastanawiasz się na zakupem zwierzaka z ras brachycefalicznych dogłębnie przeanalizuj sprawę. Nawet najbardziej egoistyczni z nas dostrzegą, że do wysokiej ceny na metce trzeba doliczyć ogromne rachunki związane z opieką weterynaryjną.

W całej tej opowieści przeplatanej ze zdarzeń pięknych i o budującym zakończeniu z tymi, gdzie nawet lekarz ponosi porażkę, bo często z winy opiekuna nie może już nic zrobić, mamy obraz bardzo obarczającej odpowiedzialnością pracy, w której wciąż tra walka na linii śmierć-życie. Mam ogromny szacunek do przedstawicieli tego zawodu. Tym bardziej, że własnymi metodami muszą komunikować się z pacjentami, którzy nie powiedzą o tym jak się czują ani słowa.

Znaczący dla lepszego poznania specyfiki tego zawodu jest przedostatni rozdział traktujący ogólnie o pracy lekarskiej, którą sobie Autor wybrał. Pisze o kosztach tych mierzalnych i niemierzalnych, o zarobkach weterynarzy (realia Wysp Brytyjskich) w zestawieniu z lekarzami ludzkimi czy prawnikami. Wspomina też o wysokim koszcie emocjonalnym i braku czasu na zwykłe życie prywatne. Kto jeszcze nie wie, dodam że weterynarze to grupa zawodowa najbardziej narażona na samobójstwa. W końcu ich codzienny dzień to prawdziwy rollercoaster emocji - w jednej chwili odbierają poród i widzą cud narodzin by za chwilę przejść do gabinetu i dokonać eutanazji. To nie pozostawia obojętnym nawet największych twardzieli.

A żeby książka nie kończyła się tak bardzo smutno mamy na finał podnoszącą na duchu opowieść o labradorze Billy - niemal wskrzeszonym z martwych. Bo i takie zdarzenia dzieją się za drzwiami klinik, które odwiedzamy z domowymi pupilami.

Weterynarz na dyżurze” nie zawiedzie Czytelnika chcącego zajrzeć za kulisy tego zawodu. Nie zawiedzie też zwykłego zwierzoluba, który nie raz odwiedzał gabinet weterynaryjny. Nie ma na kartach tej książki wybielania prawdy i mydlenia oczu. Autor jest  szczery do bólu, ale przez to wierzymy w każdy prezentowany przypadek. Do tego Gareth Steel jest wspaniałym mówcą na temat swojej pracy i refleksji z nią związanych. Z pewnością po książkę sięgną najczęściej opiekunowie małych zwierząt domowych licząc na liczne przykłady z życia wzięte z ich pupilami w roli w głównej. To od razu uspokoję i potwierdzę, że przypadków z psami i kotami jest całkiem sporo. Jeśli lubicie literaturę faktu o zwierzętach to ta lektura jest stworzona dla was.

Podsumowując: Latarnica poleca!

Podstawowe dane książki:
Tytuł: Weterynarz na dyżurze. Szczery do bólu dziennik lekarza zwierząt
Tytuł oryginalny: Never work with animals.The unfiltered truth of life a vet
Autor: Gareth Steel
Tłumaczenie: Maja Zawierzeniec
Wydawca: Społeczny Instytut Wydawniczy ZNAK
Objętość: 378 strony
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Wydanie: I, Kraków 2023

Książka jest również dostępna jako ebook.

Poniżej własne kompozycje – inspirowane lekturą i wspólnym czytaniem tej książki z kotką Myszą

Fot. Latarnica / styczeń 2023

Literatura z latarnią w tle [16]

Bardzo dawno nie publikowałam tutaj książek, na których okładkach pojawiają się realne bądź wyimaginowane latarnie morskie. Zawsze podkreślam, aby nie kupować książek na podstawie okładek, bo miałam już doświadczenia, że latarnia z okładki w ogóle nie pojawia się w jej treści. Jakimi kryteriami kierował się grafik dając latarnię, gdy w książce nie odgrywa ona żadnej roli? Nie wiem, ale można niepotrzebnie się ucieszyć na lekturę z jej udziałem a potem być głęboko rozczarowanym. Tak czy inaczej kryterium wyboru dla mnie do tego cyklu stanowi ilustracja. Jeśli jestem pewna że latarnia w ogóle książce się nie pojawia zaznaczę to w opisie.

Na początek 6 różnych wydań (a we wcześniejszych wpisach prezentowałam już i  inne okładki) jednej z najpopularniejszych lektur szkolnych.

Latarnik - Henryk Sienkiewicz

Stary i zmęczony życiem Polak - Skawiński - obejmuje posadę latarnika w nadmorskim miasteczku Aspinwall. Ma za sobą burzliwe życie: w powstaniu listopadowym walczył o niepodległą Polskę, potem bił się wszędzie tam, gdzie walczono o wolność: w Hiszpanii, we Francji, na Węgrzech, w Stanach Zjednoczonych. Potem już nie potrafił ułożyć sobie życia, wciąż prześladował go pech. Liczy na to, że w zaciszu latarni morskiej już nic mu nie zagrozi. Pensję przesyła na konto Towarzystwa Polskiego. Za ojczyzną właściwie przestał tęsknić, ceni spokój. Dlatego wybiera Aspinwall i pracę latarnika, bo właśnie na latarni udaje mu się rozpocząć ciche, spokojne życie. Wiele rozmyśla i wspomina nie zaniedbując nigdy swoich obowiązków. Podziwia tropikalną przyrodę, zaprzyjaźnia się z odwiedzającymi jego latarnię ptakami.

Bezpieczeństwo i ratownictwo morskie na południowym Bałtyku. Przełom XIX i XX wieku (od Świnoujścia do Piasków) - Antoni F. Komorowski

Autor podzielił pracę na cztery rozdziały. W pierwszym opisał historię Niemieckiego Towarzystwa Ratowania Rozbitków, a w drugim omówił wyposażenie stacji ratownictwa. Trzecia, najobszerniejsza część, to przedstawienie wszystkich stacji ratownictwa brzegowego na terenie dzisiejszego polskiego wybrzeża – od Świnoujścia do Piasków. Czwarty rozdział kontradmirał Marynarki Wojennej poświęcił polskim stacjom ratownictwa morskiego w okresie dwudziestolecia międzywojennego. Książkę urozmaica 99 rysunków i zdjęć przedstawiających m.in. budynki stacji ratownictwa brzegowego, łodzie i wyposażenie ratowników. Książka w językach polskim i niemieckim.

Komentarz ode mnie: latarnia prezentowana na okładce to przedwojenna kartka pocztowa z latarnią w gdańskim Nowym Porcie

Ta chwila - Guillaume Musso

Drugie zaczyna się, gdy uświadomisz sobie, że żyje się tylko raz.
Lisa marzy, aby zostać aktorką. Ale smutna codzienność zmusza ją do pracy w barze na Manhattanie. Pewnego wieczoru poznaje młodego lekarza, Arthura Costello. Raz po raz los styka ich ze sobą, aż wreszcie zaczyna rodzić się między nimi uczucie. Ale Arthur nie jest taki jak wszyscy.
Za zamkniętymi drzwiami odziedziczonej przez niego latarni morskiej skrywa się straszliwy sekret. Łamiąc złożoną obietnicę, Arthur zdecydował się je otworzyć. To, co za nimi znalazł, nie pozwala mu wieść normalnego życia.
Dla Lisy zrobi jednak wszystko. Aby przechytrzyć swoje przeznaczenie, razem z ukochaną podejmie szaleńczy wyścig z bezlitosnym przeciwnikiem, którym jest... czas.

Komentarz ode mnie: wspaniała  i wciągająca powieść, latarnia morska odgrywa ważną rolę w treści. Bardzo polecam!

Światło, które nigdy nie gaśnie - Magdalena Majcher

Opowieść o tym, jak łatwo pogubić się w pogoni za pieniędzmi i stracić to, co najcenniejsze.
Alicja postanowiła nigdy nie wracać do rodzinnego Kołobrzegu. Złość i duma nie pozwalały jej wysłuchać najbliższych.
Ale los bywa przewrotny i Alicja musi wrócić, bo z dnia na dzień zostaje z niczym. Jej mąż jest oskarżony o przestępstwa skarbowe i tonie w długach. Alicja kolejny raz musi uciekać, tym razem z miejsca, w którym udało jej się zapomnieć o przeszłości. Ale czy na pewno zapomniała? Czy przeszłość można tak po prostu wymazać, udawać, że nigdy się nie wydarzyła?
Alicja będzie musiała stanąć twarzą w twarz z ludźmi, którzy mieli zapewnić jej poczucie bezpieczeństwa i szczęście, a zdradzili ją w najdotkliwszy sposób. Będzie musiała też nauczyć się tego, czego nigdy nie potrafiła – być sama.

Milczenie śniegu - Ragner Jonasson

Ari Thór Arason chciał zostać filozofem, żeby lepiej zrozumieć świat. Potem teologiem, żeby odnaleźć wiarę, którą stracił po śmierci rodziców. Został policjantem, żeby znaleźć sprawiedliwość. Pierwszą pracę dostał w Siglufjörđur, odciętym od świata, pogrążonym w mroku arktycznej nocy miasteczku na północy Islandii.
Teraz, tuż przed Bożym Narodzeniem, ma rozwiązać ponurą zagadkę w miejscu jeszcze bardziej złowieszczym...
Pod urwiskiem w opuszczonej wsi znaleziono ciało młodej kobiety. Ari Thór odkrywa, że dwadzieścia pięć lat wcześniej jej matka i pięcioletnia siostra zginęły pod tym samym klifem...
W wyludnionej wsi wciąż mieszka kilka osób. Wszyscy znali rodzinę ofiary. I wszyscy coś ukrywają. Nawet gdy ginie kolejny człowiek...

Komentarz ode mnie: Ta książka już się tu pojawiała w innym wydaniu okładkowym. Polecam cały cykl - doskonałe skandynawskie kryminały!

Nie ma przypadków - Łucja Szajda

Książka opowiada prawdziwe historie o zmaganiu się z uzależnieniem, współuzależnieniem, przemocą, o wychodzeniu z roli ofiary, radzeniu sobie z traumami i negatywnymi emocjami. Przedstawia fragmenty pracy terapeutycznej, w której Autorka stosuje różne, niekiedy niestandardowe techniki. Opisane historie dają nadzieję osobom znajdującym się w podobnych sytuacjach. Innowacją tej książki jest łączenie pracy terapeutycznej z wykorzystywaniem Mapy Świadomości według Davida R. Hawkinsa.

Dlaczego się udało - Janusz Filipiak

Biznesmenem został po czterdziestce, milionerem po pięćdziesiątce. Przez lata mieszkał z rodziną w kawalerce, a dzisiaj wypłaca sobie wielomilionową pensję. Prowokator i kapitalista, filozof i zagorzały kibic. Jak to się stało, że profesor Akademii Górniczo-Hutniczej razem z grupą studentów stworzył firmę, która od ponad 25 lat podbija światowy rynek?
W swojej bezkompromisowej autobiografii założyciel Comarchu pokazuje wielki biznes od kuchni: opowiada, jak robiło się interesy w latach 90., dlaczego kupił Cracovię oraz jak udało mu się przekształcić naukowy start-up w nowoczesną korporację opartą na wartościach i ludziach. Teraz jego firma zatrudnia ponad 6500 ekspertów, ma oddziały w prawie 70 krajach i tworzy oprogramowanie dla międzynarodowych marek z listy Fortune Global 500 oraz Forbes Global 2000.
Janusz Filipiak dzieli się sprawdzoną wiedzą o tym, jak skutecznie wyznaczać cele strategiczne, rekrutować najzdolniejszych pracowników, tworzyć struktury firmy, kontrolować organizację oraz zarządzać zespołem i czasem.
Lektura obowiązkowa dla wszystkich, którzy chcą świadomie rozwijać swoją karierę, a także zrozumieć otaczającą ich rzeczywistość – nie tylko biznesową.

Lampka - Annet Schaap

Poruszająca powieść dla młodzieży o samotności, trudnej przyjaźni i odwadze. Dla tych, którzy kochają baśń o małej syrence – i nie tylko.
To jest opowieść o morzu. O tajemniczych wodnych stworzeniach i o groźnych piratach. O admirale i jego Czarnym Domu, gdzie, jak mówią, mieszka potwór. O szarej latarni morskiej na małym półwyspie. O Lampce, córce latarnika, która co dzień wspina się po sześćdziesięciu jeden stopniach, żeby zapalić światło. I o pewnym sztormowym wieczorze, gdy zabrakło zapałek i wszystko poszło nie tak.
Debiutancka powieść młodzieżowa holenderskiej pisarki i ilustratorki Annet Schaap, nagrodzona między innymi prestiżowym Złotym Rysikiem i przełożona na szesnaście języków.

Komentarz ode mnie: zapraszam do mojej recenzji w cyklu Latarnica poleca! : https://latarnica.pl/2022/08/12/latarnica-poleca-vol-40/

Seth odkrył zdumiewający świat magii, gdy rozwiązywał tajemnicę Hotelu Ostatniej Szansy.
Setha pochłonęła nowa sprawa MagiPolu, związana z duchami w Latarni Snakesmouth. Kiedy zostaje zamordowana ekscentryczna właścicielka latarni Mina Mintencress, chłopak zdaje sobie sprawę, że niebezpieczeństwo czai się za każdym rogiem. Razem ze swoją kotką Czarnocką Seth musi przetestować nowo odkrytą magię. Czy zdołają zdemaskować złowrogiego czarnoksiężnika, zanim będzie za późno?
W książce tej znajdziecie połączenie kryminałów Agathy Christie z magią Harry’ego Pottera.

Komentarz ode mnie: książka czeka w kolejce do czytania.

Gwiazda Północy - Adam Michejda

Redaktor Pilny na tropie napoleońskiego okrętu.
Niewinny zakład o najdalej wysunięty na północ punkt Polski i włamanie do domu latarnika z Rozewia rozpoczynają kolejna niezwykła przygodę Rafała Pilnego i jego ekipy. Pościgi, tym razem po pięknych bałtyckich klifach, podwodne bitwy i nagłe zwroty akcji, w tym te dosłowne - na jachcie. A w tle walka o napoleoński skarb z zatopionego francuskiego okrętu z bandą Hien pod wodzą... tajemniczego Ptaszyska. Dokąd zaprowadzi naszych bohaterów dwustuletni dziennik pokładowy? Jaka tajemnice kryje Diabelska Skała? I co z tym wszystkim wspólnego ma najbardziej wpływowa Polka początku XIX wieku Maria Walewska? Dołączcie do ekipy Pilnego i przekonajcie się sami!

Komentarz ode mnie: książka czeka w kolejce do czytania, ale istotna wiadomość jest taka, że latarnia z powieści to Rozewie.

Tradycyjnie noty o książkach są notami wydawcy lub pochodzą z serwisów książkowych. Jeśli jakąś książkę znam dodaję na końcu kilka słów od siebie.


Moje magiczne miejsca - subiektywnie [3]

Nie wrzucam często wpisów do tego cyklu. Chcę by przemówił tylko od czasu do czasu. Prezentowane miejsca są czysto osobistym wyborem "skażonym" często niezrozumiałymi zachwytami. Ale serce nie sługa. Bywa że zabije mocno wobec pewnego obiektu czy miejsca i tak jest tym razem. Bo tym tytułowym magicznym miejscem jest kawiarnia "Kossakówka" w Juracie.

Gdyby dawnego bungalowu i pracowni znanego malarza Wojciecha Kossaka nie przemianowano w czasach współczesnych na kawiarnię to tym miejscem byłby pewnie dawny dom malarza, może muzeum... Stało się tak, że mamy obiekt gastronomiczny ale w tak uroczym miejscy z prawie 100-letnią historią, że cieszę się iż mogę je odwiedzać - spędzając przy okazji trochę czasu dokładnie w tym miejscu.

Jestem zakochana w dawnej Juracie. Jaka to Jurata? To letnisko z czasów przedwojennych - okresu, gdy powstawała i wszystko realizowano według określonego planu budowy nadbałtyckiego kurortu na miarę tych popularnych z południa Europy.

Nazwa letniska odwołuje się do bogini Juraty, której miłość do urodziwego rybaka nie znalazła aprobaty srogiego ojca. Jeśli dobrze ramię†am, została wyłoniona w ogólnopolskim konkursie. Wszystko zaczęło się w latach 20-tych XX wieku kiedy to w lutym 1928 roku Spółka Akcyjna „Jurata” objęła 150 hektarów terenu na helskim półwyspie. Tak zaczęła się historia tego kąpieliska dla elit - za jakie uchodziła w początkowych latach. Parcele pod zabudowę nabywali znani ludzie ze świata sztuki, kultury i polityki.

Jeden z domków stał się letnią pracownią i wakacyjną odskocznią dla malarza Kossaka i jego rodziny. Niestety próżno dziś spacerując uliczkami Juraty znaleźć echa 20-lecia międzywojennego i pierwszej zabudowy. Nieliczne domki z tamtych lat zostały mocno przebudowane (rozbudowane) lub całkowicie przearanżowane. Na kilku posesjach można odczuć jeszcze ducha rodzącego się kurortu.

Mimo to, kiedy spaceruję wąskimi uliczkami wytycznomymi pośród cudownego sosnowego lasu od strony Zatoki Puckiej, wypatruje dawnych lat i wspomnień o tym miejscu, które tak bardzo mnie zauroczyły, że ostatecznie "Kossakowska" trafiła do tych umiłowanych miejsc, do których chętnie i z emocjami powracam. Ogromny wpływ na to miała lektura sprzed lat "Maria i Magdalena" Magdaleny Samozwaniec - cudownie napisane wspomnienia o rodzinie Kossaków, w których Jurata też odgrywa znaczącą rolę.

W tzw. wakacyjnych wpisach z Półwyspu Helskiego z różnych lat pokazywałam bardziej szczegółowo to miejsce. Dziś tylko migawki dla oddania klimatu miejsca i najbliższego otoczenia kawiarni. Zachęcam do osobistego przespacerowania się ulicami Juraty i odkrywania jej przeszłości dla siebie.

Poniżej kilka ujęć z drogi do kawiarni czyli co nam zostało z tamtych lat.

Poniżej kawiarnia "Kossakówka" w dawnym domu artysty.

Fot. Latarnica / czerwiec 2020 i czerwiec 2021

Na koniec chciałabym zachęcić zainteresowanych nie tylko tym miejscem, ale całym procesem powstawania "kurortu z niczego" do lektur książek, które dla mnie są kluczowe jeśli chodzi o informacje o tej miejscowości i jej historii. Już jestem ciekawa jak będą uczczone setne urodziny tego popularnego miejsca wypoczynku nad Bałtykiem.

 

 


Latarnia stycznia 2023

Nowy rok kalendarzowy - nowy latarniany kalendarz. Mam! I tradycyjnie raz w miesiącu pojawi się wpis dotyczący latarni, której wizerunek akurat dany miesiąc zdobi. Ale póki przejdziemy do latarni stycznia pokażę wam jak wygląda tegoroczny podarunek od niezastąpionej Agnieszki - to dzięki niej co roku na święta przybywa do mnie przesyłka z kalendarzem ściennym.

Poniżej okładka oraz karta niezależna od miesiąca - przepiękny widok na latarnię Pigeon Point i rozgwieżdżone niebo.

Latarnia stycznia to obiekt, który rownież otwierał rok kalendarzowy rok 2022 - niestety producent kalendarzy dał nawet to samo zdjęcie. Poniżej aktualna karta (jakże zimowa i mroźna) kalendarza z latarnią Saint Joseph Pier  - ze stanu Michigan:

Ponieważ informacje o tej latarni już tutaj publikowałam odsyłam do wpisu sprzed roku, sami się przekonacie, że zdjęcie to samo:

https://latarnica.pl/2022/01/05/latarnia-stycznia-2022/

Aby nie powielać treści dodam dziś dwa ujęcia zimowe z Wikipedia.org:

Latarnia St. Joseph ma tym samym falochronie obok siebie drugą latarnię. Obie jako całość mają swoją stronę na Facebooku pod adresem:

https://www.facebook.com/StJosephLighthouse/photos

Poniżej cztery -  już nie zimowe - fotografie z facebookowe strony:

Fot. Jason McIver Photography (fot: 1, 3 i 4) i Karma Chende Photography (fot. 2)


Zdjęcie na niedzielę - 15 stycznia 2023

Jaka była zima na wybrzeżu w listopadzie 2022 roku? O właśnie taka jak na zdjęciu poniżej. Szybko nadciągnęły w końcówce roku śniegi ale potem szybko odpuściły i nadeszło spore ocieplenie, które trzyma do teraz.

Poniżej skwerek przy ulicy Leona Wzorka prowadzącej do latarni Rozewie I  od Autostrady Słońca z Władysławowa do Karwii. Rzeźba została wykonana w drewnie, a potem pomalowana.

 

Fot. Kasia Foigt - Fotografia Nadmorska / listopad 2022


Ze starej prasy [92]

Dziś w cyklu prasowym sięgamy do "Jantarowych szlaków" - pisma oddziału PTTK na Trójmiasto - a konkretnie numer z lutego 1959 roku.

Na okładce pisma znalazł się znany turystom pomnik z Rozewia, który w ostatnich latach został przeniesiony na skwer przy parkingu między dwoma rozewskimi blizami. Kiedyś stał za latarnią Rozewie I na szczycie klifu w otoczeniu krzewów.  Pamięta czasy legendarnego latarnika Leona Wzorka i powstał aby upamiętnić ujęcie Pomorza przez wojska polskie w roku 1920.

Poniżej okładka pisma - fot. pomnika Czesław Skonka oraz archiwalne zdjęcie Alfreda Świerkosza z 1934 roku na potrzeby Ilustrowanego Kuriera Codziennego (NAC). Niżej dwie strony (10-11) gdzie w opisie wycieczki pomorskiej mamy wspomniana latarnie Stilo i Rozewie.

 

Dla uzupełnienia tematu, który nasunęła okładka "Jantarowych Szlaków" poniżej archiwalne karki i zdjęcia z pomnikiem - fot. aukcyjne, kartka z latarnikiem Leonem Wzorkiem i marynarzami ze zbiorów Latarnicy, fotografia pomnika z oddali ze zbiorów NAC.

 

Poniżej widok na pomnik z lata 2011 roku - jeszcze w starej lokalizacji na krawędzi klifu, fot. Latarnica

Poniżej aktualny widok pomnika (w tle laterna Rozewia II) - fotografia letnia Latarnica, fotografia ze stycznia br Lidia Czuper i Tomasz Bury


W pierwszym noworocznym odcinku tego cyklu przeniesiemy się zimową porą na Maderę - portugalską wyspę na wodach Oceanu Atlantyckiego. Tam znajduje się między innymi latarnia Ponta do Pargo - zarządzana przez Narodowy Urząd Morski Portugalii.

Poniżej kilka fotografii, które z pobytu na Maderze podesłał mój kolega Szymon.

Fot. Szymon Kościelniak / grudzień 2022

Poniżej kilka faktów nt tego obiektu:
– zbudowana w 1922 roku
– obiekt aktywny
– wysokość światła 312 m n.p.m.
– zasięg światła 26 Mm
– wysokość wieży 14 m
– murowana kwadratowa wieża
– w latarnie soczewka Fresnela
– budynek jednokondygnacyjny, wieża pomalowane na biało, laterna czerwona
– najbardziej znana latarnia na Maderze
– jedna z najwyżej położonych latarń na świecie
– spod latarni przepiękne widoki na zachód słońca nad Atlantykiem
– latarnia morska czynna i otwarta w środy
– od 1989 roku zautomatyzowana
– w 1999 r. Uchwałą Prezydium rządu regionalnego uznano latarnię  za wartość kulturową regionu, klasyfikując ją jako wartość lokalną
– w 2001 roku w oficynie latarni morskiej utworzono małe centrum muzealne

Poniżej widok satelitarny i Street View z Google Maps

Poniżej laterna z soczewką Fresnela, fot. wikipedia.org

Poniżej kilka ujść latarni z wikipedia.org

Lektury 2023

Kolejny rok czytelniczy za mną. I zakończony z sukcesem czyli osiągnięciem wyznaczonego sobie pułapu lektur. O mały włos a nic by z tego nie było - jednak się udało. Nie narzucam już sobie większych progów ale zawsze wierzę że wyzwanie Przeczytam 104 książki w roku jest w zasięgu moich możliwości choć kosztuje czasu i skupienia.

104 czyli dwie książki tygodniowo. Można? Tak. Choć tempo czytania zależy od nastroju, stanu fizycznego, gry roku. jesień i zima sprzyja, krótkie dni, więcej czasu w fotelu z kocykiem. Bywało że jeden tytuł czytałam i 2-3 tygodnie ale potem przychodziła lepsza passa. I tak się wszystko poukładało, że rok zakończyłam z wynikiem 110 tytułów na liczniku co jest znacznie gorszym wynikiem w stosunku do 2021 roku. Ale mnie i tak bardzo satysfakcjonuje.

Na rok 2023 ustawiam sobie ten sam pułap, choć biorę pod uwagę porażkę bo to naprawdę sporo. Zwłaszcza jeśli się normalnie pracuje i nie ma opcji by w tygodniu od rana do późnego popołudnia chwycić za książkę.

Rok 2022 zaczynałam literaturą górską "W cieniu Everestu" Magdaleny Lassoty, a zakończyłam go „Wiatrem" – Igora Brejdyganta, powieścią kryminalną z zimą i Tatrami w tle. Więc czytelniczy rok zatoczył niejako pętlę - było zimno i górsko. Pora na kolejne wyzwania i nowe zestawienie. Zatem CZAS START!

  1. Jest życie - Jeżyce - Ewelina Koterska, Paweł Kwiatkowski - styczeń - nota 5
  2. Perfekcyjny świat Miwako Sumidy - Clarissa Goenawan - styczeń - nota 5
  3. Kot kontra pies - czyli dlaczego zwierzęta są lepsze od ludzi - Kot Nieteraz, Pies Nierusz - styczeń - nota 5
  4. Idealna randka - Sue Watson - styczeń - nota 5
  5. Kotografia w jednym pazurku  - Monika Molek - styczeń - nota ...
  6. Surrender - Bono - styczeń - nota...
  7. Weterynarz na dyżurze - Gareth Steel - styczeń - nota 5

Fot. główna wpisu - pexels.com


Zdjęcie na niedzielę - 8 stycznia 2023

Na pierwszą niedzielę Nowego Roku nie może być innej blizy - tylko ONA i to jeszcze przykryta śnieżną pierzynką. Ten zimowy pejzaż z przylądka działa na mnie uspokajająco. Piękna jest rozświetlona laterna i śnieg na alejkach. Rozewie zimą - niewiele osób je wtedy odwiedza, zwłaszcza po zapadnięciu zmroku. Dzięki fotografii Marcina możemy przez chwilę poczuć jak tam wtedy jest.

 

Fot. Marcin Pałaszyński / listopad 2022


I po kolejnej zbiórce

Tradycyjnie w Sylwester o północy zmienia się nie tylko data i rok, ale kończymy kolejną zbiórkę świąteczną dla podopiecznych poznańskiego Schroniska dla Zwierząt. Tak się składa, że oba moje koty: Error, którego pożegnałam w 2020 roku  i  Mysza (obecna kocica miłościwie nam panująca w domu) były adoptowane z tej placówki. Już za Errora zaczęłam lata temu organizować pierwsze zbiórki okolicznościowe oraz świąteczne i tak już zostało do dziś, stając się około świąteczną tradycją.

Galopująca inflacja dala się we znaki w tym roku wszystkim schroniskom, przytuliskom, fundacjom i domom tymczasowym. Nie naciskałam z intensywnością próśb o datki i dary rzeczowe. Po prostu ją ogłosiłam jak zawsze na Facebooku i czekałam na te osoby, które mimo trudnym czasom, zdecydują się podzielić dobrem z naszymi futrzastymi przyjaciółmi.

Właśnie skończył się 2022 rok zamknęliśmy świąteczne dzieło pomocy, ale jak wszyscy doskonale wiedzą u nas zbiórka trwa już tak na spokojnie przez okrągły rok i zawsze można wspomóc schronisko.

Przy tej okazji, gdy wszystkie dary już przekazane, gdy szaleństwo koordynacji zakupów, wysyłek, pilnowania informacji o dostarczaniu paczek przez firmy kurierskie za nami chciałabym jeszcze raz podziękować WSZYSTKIM, którzy przyczynili się, że święta w kociarni w roku 2022 nie były takie złe, że sporo było smacznych zawartości misek i zabawy.

Kochani Przyjaciele i sympatycy Myszy na facebooku - to dzięki WAM to się dzieje i ten łańcuch pomocy trwa. Z całego serca w imieniu podopiecznych schroniska w Poznaniu bardzo bardzo wam dziękuję!

Poniżej pamiątkowe kartki rozsyłane elektronicznie do Darczyńców i upamiętniające wsparcie kotów w roku 2022. Jesteście niezastąpieni!!!

 

 

Opracowanie grafiki na rok 2022 - Latarnica

Fot. główna wpisu - budynek schroniska (ze strony facebookowe tej instytucji)

 

 

 


Powitanie nowego roku na Rozewiu

Niewiele osób ma okazję być na Rozewiu nocą. nawet latem. Jeszcze mniej będzie w tej okolicy zimą. A mało kto ma okazję przywitać nowy rok na Rozewiu w Sylwestra.

Nie każdy wie, że właśnie w tym miejscu jest taki zwyczaj iż nadejście północy ogłaszają rownież uruchomione na tą okazję buczki z przylądka rozewskiego. Cała maszyneria jest tuż obok latarni i opiekują się nią latarnicy. jak to wygląda? Jeszcze 31 grudnia starego roku wszystko jest szykowane by o północy rozległ się charakterystyczny dźwięk. dzięki uprzejmości latarnika z Rozewia możemy zobaczyć te kilka zdjęć opisanych na Facebooku:

Zbiornik napełniony, powietrze nabite, maszyneria naoliwiona i o godzinie 24 nasze wspaniałe buczki oznajmią nadejście Nowego 2023 roku. Załoga na posterunku!

Fot. Andrzej Sikorra - latarnik z Rozewia - 31 grudnia 2022

A sam już Sylwester to czas, gdy mimo wszystko niewiele osób dociera pod latarnię. Wolą tradycyjnie świętować w domach i ośrodkach Karwii, Jastrzębiej Góry i Władysławowa. Ale prawdziwi miłośnicy latarń dotrą na sam placyk u stóp blizy nawet o północy ostatniego dnia roku. Poniżej kilkanaście migawek z tej chwili. Jak widać mamy nie tylko czynne i pracujące po zmierzchu Rozewie I, ale i latarnię Rozewie II gdzie laterna jest świątecznie ustrojona.

Fot. Lidia Czuper i Tomasz Bury - 31 grudnia 2022/1 stycznia 2023

A na koniec najważniejsze - bo mało kto w ogóle miał okazję ja miałam za dnia) usłyszeć włączone buczki rozewskie. Oto dwa filmiki prezentujące jak wybrzmiewa północ pod latarniami.

2023-01-01 09.51.36

2023-01-01 10.08.08

Filmy - Lidia Czuper i Tomasz Bury - 31 grudnia 2022/1 stycznia 2023


Ze starej prasy [91]

Nowy rok zaczynam bardzo ciekawym artykułem ze starej prasy. Dotyczy on tak rzadko opisywanej i fotografowanej latarni Stilo. Tekst ukazał się w języku niemieckim  "Lauenburger Illustrierter Kreiskalender für das Jahr 1907". Pubikacja jest zdigitalizowana w Bałtyckiej Bibliotece Cyfrowej. Całość ukazała się na Facebooku na grupie Miłośnicy historii Choczewa i opracował ją na język polski użytkownik działający pod stroną o nazwie Kolej Wejherowo-Garczegorze.

Poniżej okładka oraz strony z artykulem ilustrowanym jedną fotografia latarni - stan na 1907 rok.

Autorem tekstu jest C. Neumann

A tak opracowano treść tego artykułu:

"Latarnia morska Stilo"
Każdy, kto wraca do domu z Lęborka ciemnym wieczorem i dociera do jednego z wielu wzgórz, które tworzy tu pasmo Pomorza, patrząc na północ, nagle zauważy jasną smugę światła, najpierw na wschodzie, a potem na zachodzie. Oto mocne światło elektryczne nowej latarni morskiej Stilo nad Bałtykiem. Dużymi kosztami i wielkim wysiłkiem dzieło to, jedyne na niemieckim wybrzeżu morskim, zostało zbudowane w czasach współczesnych. Około 1,5 km od Bałtyku, na wysokiej na 40 metrów i dość szerokiej wydmie, gęsto porośniętej pięknymi, wspaniale rosnącymi pędami młodych drzew, smukła żelazna wieża, jak widać na naszym zdjęciu, wznosi się na wysokość ponad 33 m. Budowa rozpoczęła się jesienią 1904 r. Najpierw położono fundament na wydmie, na której od lat 60-tych poprzedniego stulecia stała drewniana latarnia morska; jest wielki wykonany na cemencie. Potężne bloki granitu, dobrze obrobione, każdy ważący ponad 20 ton, które przybyły statkiem z północy, ułożono na nim i zakotwiczono żelaznymi szynami. Dopiero wtedy pojawiły się żelazne płyty, z których zbudowana jest właściwa wieża.
Wieża jest szesnastoboczna. Każda z najniższych płyt ważyła ponad 20 ton. Wszystkie płyty zostały wyprodukowane i przygotowany przez nordycką spółkę akcyjną w gdańskiej dzielnicy Młyniska. Na wieży znajdują się 32 pierścienie z metalowych płyt. Było to trudne zadanie dla firmy; ponieważ dla każdego pierścienia trzeba było wykonać nowe formy, ponieważ każdy pierścień stawał się coraz bardziej spiczasty. Transport tych materiałów również był trudny. Najpierw trzeba było pokonać wrzosowisko w Sasinie - często przed wozem musiało jechać od 6 do 8 koni - a następnie 40-metrową wydmę; na koniec przyszedł montaż płyt na wieży. Mijał ponad kwadrans, zanim płyta została przyręcona. Przy wznoszeniu wieży przez prawie cały rok pracowało 8 ślusarzy i kilku robotników niewykwalifikowanych, najczęściej w nocy przy lampach benzynowych i nawet przy złej pogodzie. Wszystko poszło dobrze i nikt nie doznał uszczerbku na zdrowiu.
W środku wieży znajduje się kolejna okrągła, pusta w środku kolumna żelazna, która ma u dołu średnicę około 2 m; służy do umieszczenia linii elektrycznej. Cała wieża składa się z 10 pięter, które wieńczy szklana kula. Każde piętro jest zamknięte żelazną podłogą. Na górę prowadzą piękne żelazne schody ze 132 stopniami. Na 10 piętrze znajduje się wartownia, czyli mieszkanie, w którym nocuje jeden ze strażników. Żelazne płyty otaczające ten pokój są od wewnątrz pokryte grubą warstwą korka, a ten ponownie wyłożono struganymi deskami podłogowymi, aby chronić przed zimnem zimą i upałem latem. Dodatkowo w zimie pomieszczenie jest ocieplane przez ogrzewanie wodne. Drzwi prowadzą z pomieszczenia dla wartownika na taras, który na tym piętrze otacza wieżę. Z tego tarasu rozpościera się wspaniały widok. Widać całe Jezioro Łebsko i Gardnę Wielką w pobliżu Smołdzina na zachodzie i latarnię morską w pobliżu Pucka na wschodzie. Na południu można zobaczyć zalesione wzgórza Pomorza, a na północy Morze Bałtyckie, które oferuje wspaniały widok z licznymi parowcami, które w większości płyną z Gdańska i Szczecina. U podnóża wydmy znajduje się sasińskie wrzosowisko z pięknymi łąkami, a nieco dalej na południe, na wzgórzu, Sasino z przybudówkami i wybudowaniami. Cudowny obraz!
Szczyt latarni składa się z dużej szklanej kuli, która jest również otoczona tarasem. Światło elektryczne znajduje się w szklanej kopule. Ma siłę 74 milionów zwykłych świec i świeci około 38 mil morskich na Morzem Bałtyckim i ostrzega żeglarza w ciemnej nocy przed niebezpiecznym wybrzeżem. W kierunku południowym szklana kula jest przyciemniona, więc w Sasinie widać niewiele samego światła. Widać tylko, jak jego promienie rozchodzą się to na wschód, to na zachód, a w naprawdę ciemne wieczory oświetlają odległe regiony. Źródło światła jest zwane laterną, obraca się 3 razy, a następnie robi krótką przerwę. Energia elektryczna jest wytwarzana w maszynowni, która stoi u południowego podnóża wydmy. Budynek wygląda bardzo dostojnie. Podłoga i ściany, prawie połowa tych drugich, pokryte są płaskimi glinianymi płytkami. W maszynowni znajdują się dwie maszyny z dynamem, dwa silniki wolnossące oraz 2 sprężarki powietrza. Z maszynowni twarda, wygodna ścieżka ułożona z gliny i żwiru prowadzi w dół wydmy do latarni morskiej. Pod tą ścieżką leży kabel, który doprowadza prąd do latarni morskiej. Sama latarnia jest pomalowana na czarno, biało i czerwono na zewnątrz, ale wewnątrz na biało. Po zachodniej stronie wieży znajduje się maszt sygnalizacyjny, na którym umieszczane są flagi wskazujące na niebezpieczne wiatry. Na północ od latarni, prawie nad Bałtykiem, znajduje się kolejna mała żelazna wieża o wysokości 20 m; zawiera róg mgłowy, który zawsze emituje 3 tony z krótkimi przerwami, gdy tylko nad Bałtykiem pojawi się mgła. Róg mgłowy jest zasilany sprężonym powietrzem wytwarzanym przez dwie sprężarki powietrza w maszynowni, które gromadzi się w dużym wewnętrznym kotle oraz doprowadzane jest żelaznymi rurami do latarni morskiej i syreny mgłowej. Poprowadzone zostały także przewody telefoniczne z maszynowni do latarni i buczka przeciwmgłowego. Maszynownią, latarnią morską i syreną mgłową zarządza główny dozorca, 2 dozorców i pomocnik dozorcy. Pierwszych 3 mieszka w nowym domu rodzinnym, który stoi już poza obrędem latarni, niedaleko Chełstu. Urzędnicy mają dobre, praktyczne mieszkania i niezbędne pomieszczenia gospodarcze, a także każdy z nich posiada duży ogród warzywny ogrodzony drutem. Krystalicznie czystą wodę, do wiadra wleje pompa, która czerpie ją z krytej studni głębinowej. Warto odwiedzić to nowe dzieło, ponieważ piękne trakt prowadzi teraz z Lęborka do Sasina. Z Sasina władze królewskie przygotowały dobrą, prostą drogę do Stilo. Każdy, kto po zachwyceniu się latarnią morską wraz ze wszystkimi towarzyszącymi jej atrakcjami, chce jeszcze wzmocnić się chłodną kąpielą w morzu, może szybko dostać się nad Bałtyk trudną drogą przez piękny sosnowy las. Ale jeśli po wędrówce przyjdą głód i pragnienie, 2 karczmarzy w pobliskim Sasinie zadba o potrzeby organizmu.
Wykaz nazw własnych:
Bebrow Kanal - Chełst
Leba See - Jezioro Łebsko
Reveko(h)l bei Schmolsin - Gardna Wielka pod Smołdzinem
Sassin - Sasino
Schellmühl bei Danzig - Młyniska pod Gdańskiem (dzielnica Gdańska od 1914 roku)
Dziękuję za pozwolenie na podzielenie się tym tłumaczeniem z czytelnikami Latarnicy!

13-te urodziny bloga

To już wieloletnia tradycja, że pierwszy dzień nowego roku oznacza urodziny Latarnicy. Nie, nie moje prywatne, ale tego bloga, który kiedyś zaczęłam tworzyć w sylwestrową noc a było to już 13 lat temu!

Wielokrotnie w ciągu roku miewam chwile wątpliwości i zwątpienia czy ta moja praca - a raczej hobby bo blog powstaje tylko jako efekt pasji, w czasie prywatnym i zupełnie niekomercyjnie.

Ale bywają potem takie chwile jak np. rozewskie jubileuszowe spotkania z sympatykami i latarń i zewsząd słyszę jak dużo osób odwiedza i czyta regularnie Latarnicę. Wtedy dostaję skrzydeł i wiatru w żagle i wiem, że to moje pisanie i szukanie informacji ma sens. I cieszy rownież kogoś innego niż tylko mnie.

13 lat budowania wpisów za mną. Dużo o latarniach, trochę o książkach i kotach. Wiem, że nie widać wszystkich archiwalnych postów, bo muszę je ręcznie wstawiać na nowo od czasu jak ktoś zaatakował mój poprzedni serwer z wpisami i zwalił cały blog. Ale po prostu brak mi na to czasu teraz a chcę jednak wrzucać nowe posty.

Mam nadzieję, że 2023 rok przyniesie wiele ciekawych latarnianych zdjęć i wiadomości. Na koniec jak zwykle bardzo dziękuję, że jesteście tu ze mną. I to tyle już lat.