Latarnica poleca [78]
A gdyby tak wywrócić nasze życie do góry nogami? Nie, nie moje czy twoje, ale tak globalnie całej ludzkości. A dlaczego robić taką rewolucję? Bo blisko nas żyje gatunek tzw. zwierzęcia towarzyszącego, który jako jedyny wie o co w tym życiu i relacjach chodzi. Kogo mam na myśli? Kota domowego (Felis catus) oczywiście! Nie wierzycie? Zatem zapraszam was do sięgnięcia po książkę Joanny Szczerbaty pt. „Panie kocie, jak żyć?” Kluczowa jest tu dalsza część opisowa tytułu to znaczy „Przewodnik po równowadze, odpoczynku i codziennych przyjemnościach”. I chyba od razu wszystko staje się jasne. Kiedy słyszę te trzy słowa klucz: równowaga, odpoczynek i przyjemność to w ostatniej kolejności kojarzyłabym je z człowiekiem. Niestety. Za to momentalnie widzę tą przekochaną puchatą kulę perfekcji natury w każdym calu – czyli kota.
Jestem w tej szczęśliwej grupie odbiorców tego poradnika, której z pewnością łatwiej przyjdzie przyswoić podejmowane w nim treści, bowiem mam w domu na co dzień wzorzec właściwych zachowań czyli dzielę swoje życie z kotem. To już mój drugi kot więc wszystko jest ciut łatwiejsze, choć i tak często zaskakuje i pozostawia mnie w milczącej zadumie. W tej samej grupie jest również Autorka, bo mieszka z nią Biały i Czarny – dwa cudowne mruczki, które zdominowały jej media społecznościowe. Ale wiadomo nie od dziś, koty rządzą i światem i internetem. Nikt tego nie przeskoczy i nie zmieni.
Książek typu „bądź i żyj jak kot” – przeczytałam już kilka, bo i tematyka nie jest na rynku obca, ani po raz pierwszy poruszana. Ale poradnik Joanny Szczerbaty wyróżnia się wśród innych pomysłem na strukturę książki, lekkością podanego tematu (mimo, że często porusza sprawy trudne), prostym, zrozumiałym językiem co trafia od razu z przekazem i daje węcz porządnego kopa do pracy nad sobą samym. Osobno podkreślić trzeba, że w najważniejsze aspekty naszego życia wprowadza nas fantastyczny koci narrator - prezentując swój osobniczy punkt widzenia (ten jak wiadomo WZORCOWY, niedościgniony całej ludzkości). O my istoty marne i niedoskonałe! Co my wiemy? Wszystko to mrzonki i fałsz. Ale nie popadajmy w pesymizm - jest dla nas ratunek i są nim koty.
Kto ma kota ten wie – jesteśmy nieustannie obserwowani przez domowego tygrysa. Chciałabym napisać, że tylko od chwili, gdy się obudzimy. Ale nic bardziej mylnego. Ileż to razy zostaniemy wyrwani z głębokiego snu, bo instynktownie czujemy, że ktoś się w nas intensywnie wpatruje, gdy śpimy. Zatem posiadamy stały 24-godzinny nadzór, ale i... – tak, przyznajmy się – ocenę przez zwierzę, które najlepiej wie jak ogarniać cały ten życiowy bałagan.
Kolejne rozdziały poruszają konkretne aspekty życia ludzi i kotów oraz zestawiają nasz i koci sposób radzenia sobie z danymi problemami. Wskazują także kluczowe i pożądane zachowanie w kontekście opisanych przykładowych sytuacji. Oj bladziutko wypadamy! W zasadzie nie jesteśmy godni podawania kotom przysmaków, bo każda prosta czynność, której się oddajemy nie idzie tak jak powinna. Jesteśmy mistrzami konfliktów, nadmiernych emocji, rozpamiętywania, powtarzalności błędów, hałasu lub cichych dni albo wyolbrzymionej autodramy. Koty patrzą na nas – głównie z poziomu górnych półek szaf – bo lepiej być ciut dalej i na dystans od takiej bomby negatywnej energii jaką jest człowiek. Zakręceni w cotygodniowych obowiązkach walczymy z kołowrotkiem myśli i przypuszczeń, bo ciągle coś gdybamy i czarno widzimy, choć nie mamy pewności, że się to tak naprawdę zdarzy.
Gdyby tak nas posłuchać to wszystko jest przeciwko nam i nikt nas nie rozumie. Same kłody rzucane pod nogi i absolutnie nie potrafimy wyluzować i robić to co jest dla nas naprawdę dobre. Koty wręcz patrzą na to z litością. No bo jak tak można? U nich nie ma fałszu, zakłamania, udawania. Wszystko czyste i jasne, a nadrzędną sprawą jest spokój, odpoczynek, posiłek - celebrowane z należytą uwagą i pełnym poświęceniem czasu. Nie rozpraszają się wtedy innymi rzeczami.A my? Ech, szkoda pisać… Gatunek tak wysoko rozwinięty, który eksploruje kosmos i skomplikowane dziedziny nauki, a nie potrafi ogarnąć, że po niedzieli naprawdę przyjdzie poniedziałek i cud się nie zdarzy. Dlatego koty proponują nam, abyśmy każdy dzień traktowali jak sobotę czy piątek wieczór (weekendu początek), bo jak wiadomo dla człowieka niedziela to już dramat, bo zaraz zacznie się nowy tydzień pracy.
Spójrzmy na ten poradnik jako całościowe dzieło. Na okładce i wewnętrznych skrzydełkach zobaczymy koty Autorki. Tak, tak - mamy tu kocią czerń i biel, jing i jang. Każdy tytuł rozdziału okraszony jest graficznie kocimi wąsami. I bardzo dobrze, bo to tak ważny i czuły koci organ, a nasze ludzkie wąsy to śmiechu warte dodatki. Na nic nieprzydatne i nic nie mówiące, chyba że je mocno czymś pobrudźmy.
Niejako prolog do każdego rozdziału wyraźnie wyróżnia się czcionką. To tam znajdziemy ten mądry, właściwy koci punkt spojrzenia. Mruczący narrator opowie nam jak wygląda idealna recepta na dobre i godne podejście do kluczowych spraw. Ale zaraz potem przechodzimy na nasz ludzki grunt i zazwyczaj tam robi się ciężko od emocji i porażek. Ale nie wszystko stracone. W podrozdziałach Autorka wskazuje na ścieżki rozwiązania wielu problemów, pokazuje pewne ćwiczenia, zadaje pytanie, na które możemy sobie odpowiedzieć i znaleźć się o krok bliżej kociej natury i dobrego przeżywania swego życia.
Część opowiadana przez kota to zabawnie ujęta obserwacja gatunku dwunogów, którzy pałętają się po mieszkaniach dzieląc je często z kotami, a te mruczki nijak nie mogą się nadziwić powtarzalności naszych błędów i pomyłek oraz częstej grze udawania i nieszczerości względem siebie. Kolorowe strony z krótkimi wybranymi cytatami wyciągają te najważniejsze prawdy. Choćby dla nich samych warto wracać do tej lektury, ponownie ją przekartkowywać, wybierać sobie rozdziały pod kątem tematycznym, co akurat nas w danej chwili gryzie. Pod tym względem poradnik Joanny Szczerbaty jest uniwersalny i do wielokrotnego korzystania.
Nie wiem tylko jak po zapoznaniu się z jego treścią poradzą sobie ci czytelnicy, którzy na co dzień kota nie mają. Jak podkreśla Autorka na samym końcu - to co przeczytaliśmy powinno od razu jasno nas skłonić do refleksji, że Kota w życiu mieć trzeba. Ten spokojny obserwator, domowy mistrz medytacji może nas swoją rutyną dnia i podejściem do wielu spraw zainspirować i cenne rzeczy nauczyć. W realu wyglada to tak, że bardzo jesteśmy daleko od kociej natury i tym samym tak bardzo męczymy się często sami z sobą i swoim życiem. A wystarczyłyby drobne korekty sposobu myślenia i patrzenia. Koty - nie dość że są tak doskonałe w ciele - to duchem mogą nas zawstydzić. Wiedzą, że nigdy nie należy marnować życia - dla nich posiłek, sen, mycie się, patrzenie z okna czy zabawa (a może to być czasami tylko sama obserwacja niedoszłej ofiary wzrokiem - a już kot ma za sobą etap polowania w warunkach domowych zaliczony) to zajęcia, którym należy się w danej chwili poświęcać w 100%. My latamy od samego przebudzenia jak przysłowiowy „kot z pęcherzem”, budźmy się na dziwne głośne sygnały budzików, zrywamy, łapiemy w tym czasie pięć srok za ogon i z niczym nie zdążamy. Kot otworzy w tej samej chwili jedno oko na sekundę i wróci do snu zniesmaczony naszym szaleństwem.
Człowiek i kot stoi na dwóch biegunach. Ale żyją często obok siebie, kochają się i kot stara się nas naprowadzić na właściwą ścieżkę. Część kocich opiekunów jest pojętna i nauczy się czegoś.
Ważne lekcje to z naszych relacji do zapamiętania:
- Zwolnić
- Uśmiechać się do tych, do których faktycznie chcemy
- Być szczerym w słowie i działaniu
- Celebrować dzień i małe przyjemności
- Kochać normalnie i trwale, a nie na warunkach
- Nie chować emocji w sobie
- Zapomnieć o wstydzie, być sobą bo jesteśmy doskonali sami w sobie
Część osób nigdy nie zrewolucjonizuje tego pędu. Ku czemu? Kto to wie… Tak już jest i tak będzie. Wypjana na jednej nodze poranne kawa, bez przyjemności, bez zastanowienia się nad wyborem filiżanki. Dla kota to nie do pomyślenia by posiłek nie był rytuałem pełnym spokoju.
Osobiście czytając tą książkę robilam sobie notatki i podkreślenia ołówkiem na marginesach. Tak wiele było trafnych zdań i celnych uwag, że bałam się, iż potem już je nie wyłapię, a są dla mnie ważne i pomocne. Myślę, że większość czytelników co chwilę poczuje, że to jest o nich samych i często też w duchu się zawstydzi ,że faktycznie tacy są i tak postępują.
Bardzo poruszylo mnie to proste zdanie:
"Bycie sobą to wielkie pragnienie człowieka, a u kota to całkiem zwyczajny dzień"
Dzięki „Panie kocie, jak żyć?” już wiem, co mogę drobnymi krokami wprowadzić do swojego harmonogramu dnia i rytmu tygodnia. Poza tym mam małą burą terapeutkę, która nie raz mnie zatrzymała w mych zapędach zarobienia się obowiązkami domowymi. A ona przychodziła, patrzyła głęboko w oczy, wskakiwała na kolana udeptując je i cały świat się zatrzymywał. I było pięknie i przyjemnie. I nie brakowało już iych niezrobionych spraw. Mogły zaczekać. Naprawdę MOGŁY.
Życzę wszystkim, aby w tej lekturze odnaleźli odpowiedzi, dziękuję Autorce, że zechciała zainspirować się swoją relacją z kotami i połączyć ją z wiedzą i doświadczeniem psychologa i terapeuty.
Jeśli interesują was rownież inne publikacje Autorki zachęcam do śledzenia jej profilu na facebooku i instagramie (fb: www.facebook.com/joanna.szczerbaty.1, IG: szczerbatyjoanna).
Reasumując: Latarnica poleca!
Podstawowe dane książki:
Tytuł: „Panie Kocie, jak żyć? Przewodnik po równowadze, odpoczynku i codziennych przyjemnościach"
Autor: Joanna Szczerbaty
Projekt okładki: Marcin Jakubionek
Wydawca: Mando, Kraków 2026
Seria: MANDO Inside
Gatunek: poradnik
Objętość: 208 stron
Wydanie: I
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Format: 140 x 200 mm
Poniżej okładka front i tył:
Poniżej spis treści (fragment):
Poniżej wewnętrzne strony okładki ze skrzydełkami i ich detale:
Poniżej wnętrze książki i detale graficzne rozdziałów:
Poniżej sesja z moją domową modelką i terapeutką na co dzień – kotką Myszą adopciakiem ze schroniska:
Fot. Latarnica / marzec 2026
Dziękuję Wydawnictwu MANDO za możliwość zapoznania się z tą książką i egzemplarz recenzencki. Więcej książek wydawnictwa znajdziecie na mando.pl
Latarnica poleca [vol. 43]
Z ogromną przyjemnością dwa tygodnie z rzędu spędziłam z tzw. "kocimi lekturami". Tak się złożyło, że kocia tematyka utworzyła stosik książek i wieczoram zasiadałam w fotelu, by otulić się nie tylko mruczeniem mojej kotki Myszy - nieodłącznej towarzyszki czytania - ale i tematyką pełną futrzastych bohaterów.
Z bijącym sercem wyczekiwałam na przybycie przesyłki od Wydawnictwa Mando z egzemplarzem "Kociej kawiarni". Bo jakaż lektura może być idealniejsza na jesienne listopadowe wieczorny nad tą, w której pachnie kawa, mruczy kot, a na dodatek przebywamy w pięknej Barcelonie.
Zastanawiałam się jaki potencjał może mieć historia rozgrywająca się w kociej kawiarni. A z drugiej strony dostrzegałam też oczywistą prawdę - jak może nie przemawiać powieść, w której będą koty i ludzie. Bo jak wiadomo, każdy pojedynczy kot to już osobna księga do opisania, a 7 kotów z książki Anny Sólyom to cała złożona historia pełna mruczącej mądrości.
Miałam ogromne oczekiwania wobec tej prozy. Potrzebowałam dobrej opowieści, która odsunie mnie po dniu pracy wystarczająco daleko od codzienności, bym całkiem przenosiła się do innego świata. Jak zwykle dopełniłam swojego rytuału czytelniczego - poza fotelem i punktowym oświetleniem na książkę był koc, kawa i kot. Idealne by zacząć "Kocią kawiarnię" prawda? Więc otworzyłam okładkę. Na lewym skrzydle zobaczyłam sympatyczną twarz Autorki i przeczytałam te kilka znaczących słów: "pisarka, terapeutka, absolwentka filozofii". Wszystko stało się jasne. To nie będzie zwykłe czytadło. Znajdę tutaj coś więcej i bardzo tego więcej pragnęłam.
Pierwszy był element zaskoczenia: historia Nagore wciągnęła mnie od samego początku. I to jak! Planowałam podzielić lekturę na kilka wieczorów, ale nie udało się. Gdyby nie wczesna pora wstawania do pracy połknęłabym całość na raz, a tak zajęło mi to dwa - idealnie spędzone - wieczory. Powieść składa się z 23 krótkich rozdziałów. Łatwo między nimi na chwilę przerwy (na dolanie jesiennej aromatycznej herbaty lub korzennej kawy) i zadumania nad właśnie przeczytanym fragmentem.
Bohaterką "Kociej kawiarni" jest Nagore, którą poznajemy w chwili tzw. życiowego dołka. Wszystko się jej zawaliło. Rozpadł się związek, biznes - który budowała z partnerem za granicą tym samym przestał istnieć, powróciła do kraju, nie ma pracy, nie ma stałych dochodów, wynajmuje mieszkanie w nietaniej Barcelonie. Jak przetrwać i nie popadać w depresję oraz coraz większe długi? Sytuacja wydaje się patowa i coraz bliższa ku najprostszemu rozwiązaniu - powrotowi do domu rodzinnego z podkulonym ogonem. Tego Nagore pragnie się ustrzec. Nie chce pokazać rodzicom życiowej porażki na wielu frontach.
Z pomocą przychodzi jej przyjaciółka, która ofiarowuje pomoc w postaci pracy w Barcelonie. To oznaczałoby koniec choć części problemów. Ale... Jest mały problem. Ta praca nie będzie mieć nic wspólnego z tym co dotychczas robiła, nie wykorzystuje też jej wykształcenia artystycznego i co najgorsze zmusi ją do skonfrontowani się ze swoim wielkim lękiem.
Na ten moment jedyne miejsce, gdzie mogłaby od razu podjąć pracę to posada współprowadzącej lokal kociej kawiarni. W czym leży problem? W życiu Nagore to akurat kwestia bardzo trudna i zdawałoby się nie do przeskoczenia. Cierpi ona bowiem ailurofobię czyli lęk przed kotami. Niezły start, prawda?
Postawiona przez życie pod ścianą decyduje się iść na rozmowę i tak poznajemy drugą bohaterkę tej powieści - japonkę Yumi. Yumi zdecydowała się przewalić swoje życie do góry nogami i przeprowadziła się do Hiszpanii by otworzyć tak popularne w jej ojczystym kraju Neko Cafe. Mamy więc dwie bardzo interesujące postaci, z dwóch zupełnie różnych kultur. A pomiędzy nimi na scenę wkracza 7 kocich bohaterów - podopiecznych kawiarni, koty o różnej historii i po wielu przejściach przeznaczone docelowo do adopcji.
Mogłabym tu dalej snuć tą opowieść, bo kiedy do niej powracam teraz myślami czuję tą samą przyjemność i ekscytację jak wtedy gdy ją dopiero karta po karcie odkrywałam, ale nie o to chodzi by streszczać całą książkę. Mamy więc Nagore i Yumi, siódemkę kocich terapeutów i mistrzów zen oraz kilka postaci, które dopiero się w tej opowieści pojawią i na zawsze wpłyną na dalsze losy obu pań.
Powieść Anny Sólyem ma idealnie dobrane motto, które znajdziemy przed 1 rozdziałem: Zdarzyło mi się mieszkać z mistrzami buddyzmu zen, a każdy z nich był kotem - Eckhart Tolle. To prawda. Koty potrafią nas wiele nauczyć i czasami wystarczy przyjrzeć się wnikliwie jak celebrują każdy dzień, co jest im bliskie, a co ważne by dostrzec, że są idealnymi terapeutami i uczą ludzi jak żyć pełnią życia nie marnując ani chwili na to co nieistotne.
Nagore zatrudnia się w kawiarni. Staje tam twarzą w twarz ze swoi lękiem, ale i z coraz wiekszą fascynacją patrzy na koty. Musi je bowiem karmić, czyścić im kuwety, jeździć z nimi do weterynarza. Jej niekoci dotąd świat staje się bardzo kotami wypełniony. Czy da radę długo tak wytrwać?
Relacja Yumi i Nagore to przepięknie oddane spotkanie różnych kultur ale i ludzi, dla których dotąd istniały zupełnie inne priorytety życiowe. Te dwa światy połączą koty. One stają się mostem porozumienia i nowej ścieżki do dalszego etapu życia. Bohaterka nagle musi przejść przez ten most by zacząć stąpać ścieżką po zerwanym związku, po powrocie do kraju, po poznaniu, że koty nie są takie straszne...
Życie Nagore wkracza w nowy etap, gdy w Neko Cafe pojawia się Marc (odtąd stały klient kawiarni) oraz nowy kot Sort - podrzutek. Po drodze poznajemy coraz bliżej wszystkich mruczących podopiecznych kawiarni (a ich imiona to: Cappucino, Sort, Chan,Smokey, Figaro, Likier i Shere Khan) i widzimy jak ważne życiowe nauki dają one Nagore. I tu dochodzimy do istotnej kwestii jeśli chodzi o tą książkę.
"Kocia kawiarnia" jest - poza doskonałą powieścią z bardzo sympatycznymi postaciami - jednak trochę terapią i wykładem z filozofii życia. Patrząc w ten sposób na tą książkę to czuć wyraźnie wykształcenie i pracę zawodową autorki jako terapeutki. Pięknie przemyciła w historię Nagore, Yumi i Marca oraz siedmiu kotów to, co może być bazą pod nowe, pełne i wartościowe życie. W kolejnych rozdziałach poznajemy jaką życiową naukę odkrywa Nagore od kolejnego podopiecznego Neko Cafe. Wystarczy tylko zacząć dostrzegać to co jest naprawdę ważne. A mistrzami w pokazywaniu tego są koty. Te doskonałe istoty o wielkiej wrażliwości mogą nas niejednej mądrości nauczyć. Kto ma w domu kota zapewne nie raz się o tym przekonał. To proste nauki zamknięte w takich prawdach jak:
[...] Koty są ekspertami od drzemek. W ten sposób radzą sobie z traumami. [...]
Zwalczanie stresu poprzez sen. [...]
Pierwsza zasada kociej filozofii - bądź szczerze autentyczna. [...]
Zachowaj czujność, a odkryjesz wokół nowe możliwości.*
- wszystkie cytaty z "Kociej kawiarni"
Niby oczywiste, ale jak trudno to dostrzec w codzienności pełnej pośpiechu. Książka Sólyem to opowieść o stracie, ale i o zysku. O tym co nas w życiu tłamsi, ale też o tym co może podnosić i sprawiać, że pofruniemy. Wydawca reklamując tą opowieść pisze, że ta historia otula lepiej niż ciepły kot. I jest w tym prawda. Ogrzałam się tą lekturą, podniosła mnie ona na duchu, dała dużo przemyśleń i ciepłych refleksji, pozwoliła też skonfrontować swoje życie z mądrościami przekazywanymi przez siedem kawiarnianych kotów. Czytelnik znajdzie tu też oczywiście opowieść o miłości, ale także o przemijaniu i wartości podejmowania ryzyka poprzez wkraczanie na nieznane ścieżki.
Podsumowując: Latarnica poleca!
Podstawowe dane książki:
Tytuł: Kocia kawiarnia
Tytuł oryginalny: Neko Cafe
Autor: Anna Sólyom
Tłumaczenie z hiszpańskiego: Joanna Ostrowska
Wydawca: Wydawnictwo Mando
Objętość: 192 strony
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Wydanie: I, Warszawa 2022
Poniżej okładka – front i tył oraz grafika na wewnętrznych skrzydełkach




Poniżej własne kompozycje – inspirowane lekturą i wspólnym czytaniem tej książki z kotką Myszą













Fot. Latarnica / listopad 2022



























