Widoki z podróży [134]
W listopadzie trafiły na mój telefon fotografie z dalekiej Kanady. Koleżanka Karolina, która poleciała do Montrealu specjalnie dla mnie udała się na wyspę św. Heleny, aby zrobić parę ujęć tej latarni morskiej. Jak widać obiekt jest już opuszczony i zaniedbany.
Fot. Karolina Rosiak / listopad 2025
Poniżej kilka faktów na temat tego obiektu:
– zbudowana w 1912 roku
– nieczynna od wielu lat (prawdopodobnie już od 50-tych XX wieku)
– wysokość wieży 14,5 m
– budulec wieży beton
– latarnia malowana na biało
– ta latarnia zastąpiła kwadratową szkieletową wieżę, która służyła tylko przez pięć lat na pobliskim molo
– jest to jedyna latarnia morska w centrum Montrealu
– dostęp do obiwektu z mostu Jacques'a Cartiera, w pobliżu znajduje się parking
Poniżej dwa razy steet view z Google Maps
Poniżej widok satelitarny z Google Maps
Ponizej archiwalna kartka pocztowa z leuchtturm-welt.net

Ponizej archiwalne ujęcie lotnicze z 1927 roku - fot ografia ze strony 2.bp.blogspot.com
Poniżej archiwalne ujęcie z 1929 roku na most i latarnię - fotografia ze strony 2.bp.blogspot.com

Jesienna wizyta w Czołpinie
Przedstawiciele Bazy Oznakowania Nawigacyjnego odwiedzili we wrześniu latarnię w Czołpinie. To jedna z tych niewielu , która podobmie jak np. latarnia w Stilo leży z dala od siedzib ludzkich przez co jej lokazliacja jest wybitnie urodziwa i daje przyjemność odbycia cudownego spaceru przez nadmorski las.
Przy okazji warto przypomnieć, że na trasie do latarni mijamy Muzeum Słowińskiego Parku Narodowego, w którym spora część ekspozycji poswięcona jest latarniom morskim. Samo Muzeum w Czołpinie wykonano w zabytkowej „Osadzie Latarników” z 1871 roku, w skład której wchodzą dwukondygnacyjny budynek mieszkalny, stodoła, budynek inwentarski oraz budynki gospodarcze.




Fot. BON / Gdynia - wrzesień 2025
Samo muzuem i część ekspozycji znajdziecie w archiwalnym wpisie:
https://latarnica.pl/2022/02/16/widoki-z-podrozy-91/
Gąski jesienią [vol. 2]
Dziś powracam do jesiennych Gąsek. Mam sporo zdjęć od Lidii i są tak atrakcyjne, że trudno dokonywać selekcji ;) Poza tym utwierdzają w przekonaniu, że latarnie mortskie są piękne o każdej porze roku. Podobnie jak nasz Baltyk.
Fot. Lidia Czuper / październik 2025
Zdjęcie na niedzielę - 30 listopada 2025
Dziś przepiękne listopadowe kadry z Wydmy Lubiatowskiej. Na terenie tym znajduje się wieża tzw. dostrzegalnia przeciwpożarowa, która z daleka może przypominać wieżę latarni morskiej.

Fot. Kasia Foigt/ listopad 2025
BON z wizytą w latarni w Darłówku
We II połowie września br BON zawitała z wizytą w Darłówku. Przy okazji tego pobytu powstało te kilka fantastycznych ujęć z drona na latarnię i port. Pogoda tego dnia była idealna do fotografowania.


Fot. BON / wrzesnień 2025
Widoki z podróży [133]
Przyczynkiem do dzisiejszego wpisu stała się fotografia latarni z miasta Piran -w Słowenii. Położone jest na wydłużonym, skalistym morskim cyplu. Jest jednym z najatrakcyjniejszych turystycznie miejsc nad słoweńskim Adriatykiem.

Fot. Jagoda Purszke / październik 2025
Poniżej kilka faktów na temat tego obiektu:
– zbudowany w 1872 roku
– wysokość światła 10 m n.p.m.
– wysokość wieżī 3 m
– obiekt czynny nawigacyjnie
– latarnia to kamienna wieża przylegająca do jednopiętrowego kamiennego domku latarnika
– optyka została usunięta, a światło jest teraz widoczne z żelaznego słupa przed wieżą
– okrągła wieża za domkiem latarnika jest często mylona z latarnią morską, ale jest to dzwonnica
– znajduje się na końcu ostrego cypla w Piranie, oznaczającego wejście do Zatoki Pirańskiej
- wieża zamknięta dla turystów
Poniżej street view i widok satelitarny z Google Maps
Poniżej zdjęcia z widocznym nowym usytuowaniem światła - poza laterną, fot. listsoflights.com, wikipedia.org
Poniżej archiwlana fotogrfasia z 1962 roku, fot. Jože Gal / wikipedia.org

Poniżej stara kartka pocztowa z latarnią rok 1911, fot. wikipedia.org

Poniżej stara kartka pocztowa z latarnią rok 1900, fot. wikipedia.org
Poniżej stara kartka pocztowa z latarnią rok 1910, fot. wikipedia.org
Fot. główna wpisu wikipedia.org
Listopad nad morzem? TAK!
Czy ktoś kiedyś twierdził, że późna jesień nad morzem jest niewarta odwiedzenia naszego wybrzeża? Nawet jeśli - głęboko się mylił. Prezentowane poniżej dziś kadry zdecydowanie dowodzą, że warto pokusić się na listopadowy wypad nad Bałtyk. A przy okazji jeśli uda się odwiedzić jeszcze latarnie to już w ogóle przyjemność podwójna.
Poniżej latarnia Kikut w Wisełce
Poniżej latarnia w Niechorzu
Poniżej Stawa Mlyny w Świnoujściu
Poniżej ruiny kościoła w Trzęsaczu
Fot. Krzysztof Maciejewski / listopad 2025
Zdjęcie na niedzielę - 23 listopada 2025
Dziś takie zestawienie: przeszłość ze współczesnością. Na jednym zdjęcie latarnia morska Świnoujście obecnie (drugi plan), a na pierwszym planie tablica a terenie Fortu Gerhardta z reprodukcją starej przedwojennej kartki pocztowej - lata 30-te XX wieku.

Fot. Latarnica / Fort Gerhardta wrzesień 2025
Jesienna wizyta w Jarosławcu
W październikowy słoneczny dzień br. BON odwiedziła latarię morską w Jarosławcu. Od jakiegoś czasu jest już w laternie nowa optyka, a sama latarnia jest po gruntownym remoncie. Choć obiekt nie stoi nad samym brzegiem a w centrum miesteczka to jest doskonale widoczny bo znajduje się na wzniesieniu, a z tarasu górnego przepięknie widać okolicę i morze.




Fot. Baza Oznakowania Nawigacyjnego / paźdzernik 2025
Latarnia z kalendarza - listopad 2025
Latarnią listopada jest Tarrytown Lighthouse ze stanu Nowy Jork, leżąca na rzecze Hudson. Poniżej karta kalendarza:
Poniżej kilka faktów na temat tego obiektu:
– zbudowana w 1883 roku
– obiekt aktywny - wyłączony w latach 1961-2013
– wywoość światła 16 m n.p.m.
– wysokość wieży 19 m
– świeci białym światłem
– wieża biała, laterna czarna
– wewnątrz kwatery latarnika
– oficjalnie jest to latarnia Tarrytown, ale wszyscy nazywają ją latarnią morską Sleepy Hollow
– latarnia morska jest własnością hrabstwa Westchester od 1974 roku
– uruchomiona ponownie w 2013 roku - teplika soczewki Fresnela czwartego rzędu została zainstalowana w 2015 roku
– 2023-2024 obiekt w renowacji
– otwarta dla zwiedzających z przewodnikiem w październiku 2024 roku
– do latarni morskiej można dotrzeć z brzegu kładką dla pieszych
– znajduje się po wschodniej stronie rzeki w North Tarrytown, około 1,5 km od mostu Tappan Zee
Poniżej archiwalna kartka pocztowa (z www.leuchtturm-welt.net) orz stara fotografia (lighthousefriends.com)
Poniżej widok lotniczy z marinas.com
Poniżej widok satelitarny i Street View z Google Maps
Poniżej trzu ujęcia latarni z wikipedia.org

Poniżej archiwalne ujęcie - czarno-białe zdjęcie – ze źródeł: HAER (Historic American Engineering Record)

12-ta swiąteczna zbiorka dla schroniska
Poniżej motyw - kartka dla wirtualnych podziękowań dla Darczyńców
Zdjęcie na niedzielę - 16 listpada 2025
Dzisiejsza fotografia to niejako zapowiedź aneksu fotograficznego do jednego z przyszłych odcinków cyklu Moje magiczne miejsce - subiektywnie. W 5 ocinku w 2023 roku pisalam i pokazywałam Domek Żeromskiego w Gdyni Orłowie. W tym roku we wrześniu miałam okazję zrobić mu aktulane zdjęcia przy bardzo dobrej pogodzie. Wciąż jest to dla mnie jedno z tych wyjątkowych miejsc na naszym wybrzeżu.
Fot. latarnica / Orłowo wrzesień 2025
Wakacje 2022 [17]
Wakacje 2022 to był ten rok kiedy na spokojnie po raz kolejny zdecydowalam się zwiedzić latarnię Rozewie II. Zdecydowanie mniej osób wykupuje na nią bilet. Było spokojnie do robienia zdjęć i podziwinia tego obiektu po gruntownym remoncie.
Dziś zajmiemy się tylko tą latarnią - dojściem do niej przepiękną zadrzewioną aleją, jej architekturą, otoczeniem (ach ta kuta metalowa brama z motywem mew!) oraz widokiem na Rozewie I z tarasu Roewia II.
Fot. Latarnica / czerwiec 2022
Widoki z podróży [132]
Dziś przenosimy się do Muzeum w Edynburgu (Szkocja), gdzie wystawiany jest aparat optyczny z latarni Inchkeith (wschodnia Szkocja) zaprojektowany przez Davida i Charlesa Stevensona (słynna dynastia brytyjskich projektantów latarni morskich).
Zdjęcia tego spektakularnego eksponatu podesłał mi kolega z pracy, który miał szczęście zwiedzać tą wspaniałą placowkę.
Fot. Piotr Urbaniak / wrzesień 2025 [5x], fot. budynku muzeum - Wikipedia.org
Aparat optyczny prezentowany w muzealnej sali służył kiedyś latarni, która obecnie jest w prywatnych rękach.
Poniżej kilka faktów o tym obiekcie:
– zbudowana w 1897 roku
- zaprojektowana przez Davida i Charlesa Stevenson
– nieaktywna od 2007 roku
– wysokość wieży 13 m
– latarnię zautomatyzowano w 1988 roku
- budulec wieży kamień
– wieża latarni połączona z budynkiem techicznym i domem latarnika
– wieża malowana na biało, laterna czarna
– budynki latarni morskiej są obecnie własnością prywatną, obiekt można sfotografować z pobliskiej odległości
Poniżej archiwalana kartka pocztowa, fot. leuchtturm-welt.net

Poniżej widok lotniczy z marinas.com
Poniżej widok sateliarny oraz street view z Google Maps


Poniżej dwa ujęcia latarni z Wikipedia.org
Fot. główna wpisu - National Museum of Scotland - Wikipedia.org
Latarnica poleca [71]
Jak ten czas leci! 26 marca br. miała w Polsce premiera powieści Sho Ishido o intrygującym tytule „Zaleca się kota”. Zaraz też na początku kwietnia wrzucałam na bloga recenzję - pełną zachwytu nad tą niespodziewanie rozwijającą się historią i samym pomysłem funkcjonowania kliniki wypisującej koty na recepty. A już pół roku później polski czytelnik może cieszyć się lekturą drugiego tomu i kontynuacji historii o przedziwnej klinice doktora Kokoro z Kioto. Premiera „Zaleca się kolejnego kota” miała miejsca 29 października i świeżutkie egzemplarze szybko trafiły do rąk spragnionych jej recenzentów.
Jestem jednak przede wszystkim czytelnikiem. I jako osoba miłująca książki i sam proces czytania wyczekiwałam paczki z egzemplarzem, który dopiero co zszedł z drukarskich maszyn. Po pięknej miętowej okładce tomu 1 otrzymujemy przyjemnie ciepłą, wręcz kobiecą w kolorystyce różową okładkę tomu 2, na którym rządzą tym razem dwa przepiękne koty. Ilustrację stworzyła japońska artystka Arisa Shimoda i koty, które rysuje są urocze i takie realne. Ogromna przyjemność już od samego patrzenia na gotowy produkt czyli książkę. Ale wiedziałam już „czym to się je” i czego się po prozie Ishido spodziewać. Praktyka pokazała że nie do końca miałam rację. Ta lektura jednak mnie po części zaskoczyła. Ale to bardzo bardzo pozytywnie.
Cóż może być przyjemniejszego nad literacką premierę w porze jesiennej, która działa jak ciepły miękki koc, rozgrzewa ciało jak korzenna herbata i ociera się o wyobraźnię czytelnika jak mruczący kot? W zasadzie z innym nastawieniem usiądzie do niej na pewno ktoś kto jest już po lekturze tomu 1, a inaczej, kto nie ma pojęcia, że to kontynuacja i nie zna zupełnie świata, w który wkroczy po rozpoczęciu czytania rozdziału otwierającego.
Spodziewałam się większej ilości historii gabinetowych w tomie drugim, ale Autorka (ostatecznie uznaję, że to był dobry zabieg) podarowuje nam tylko 4 opowieści, które są ze sobą splątane pewnymi nitkami jak kłębek wełny.
Mamy tu całkiem różnych bohaterów, których dzieli wiek, wykształcenie, praca i pasje. A co łączy? To że są mieszkańcami Kioto, znajdują się akurat na jakimś życiowym zakręcie, ale nie wszyscy do końca zdają sobie z tego sprawę . I to właśnie oni skądś nagle dowiadują się o istnieniu tej dziwnej klinki, do której trafi osobna naprawdę tylko potrzebująca otrzymania w niej pomocy. To coś na kształt gabinetu lekarskiego - coś pomiędzy psychiatrią, psychologią, seansem terapii dla ciała i ducha. Ale i też zdecydowanie coś więcej...
Kogo spotkamy na trudnym etapie życiowym? Bohaterką rozdziałku pierwszego jest studentka Moe Otani, jej przyjaciółka Reona i chłopak Moe - Ryuji. Dziewczyna jest tak pogubiona i nie potrafiąca trzeźwo ocenić co dzieje się w jej życiu na tym właśnie etpie jej związku, że w klinice doktora Kokoro otrzyma trzykrotnie przedłużoną kurację kotem zapisanym na receptę. Będą to urocze: Kotetsu, Noel i Bibi. Wszytskie koty rasy bengalskiej.
W rozdziale drugim poznamy historię emeryta w żałobie po śmierci żony - pana Tatsuya. W zasadzie odkąd został wdowcem życie dla niego się skończyło. Nie widzi w nim sensu, najchętniej siedziałby w swoim pokoju i wiódł tak monotonnie ubogą egzystencję. Nic go już nie ciszy i nie motywuje. Nawet obecność nastoletniego wnuka Hayato, który jak sowa prowadzi nocny tryb życia też uciekając w swój świat. Tym razem ożywczy zastrzyk da nie tyle zabranie kota do domu na wskazany czas co spotkanie z nim i dzwne okłady ciała w gabinecie doktora Kokoro. A potem życie postawi na drodze życiowej emeryta i jego wnuka historię zagubionej w dzielnicy Kioto kotki sąsiadów. W tej historii po raz pierwszy pojawia się też istotna dla tej całej historii instytucja miejskiego schroniska dla zwierząt.
Trzecia historia skupi się na postaci Reony - przyjaciółki bohaterki z pierwszego rozdziału. Uwaga! Zataczamy pomału pełny zamknięty krąg zlaeżności, relacji, akcji! Co za cudowny zabieg za strony pisarki! Reona ma brata Tomoyę - który jest zastępcą kierownika schroniska dla zwierząt. Dziewczyna czuje się w swojej rodzinie wyobcowana. Ma wrażenie że dla jej matki liczy się tylko syn. Trafia do kliniki doktora Kokoro nie wiedząc jeszcze jakie znamienne słowa tam wypowie i co okaże się jej największą bolączką. Jej to przypadnie kuracja z cudownym niskołapkim kotem Sashą rasy munchkin. Ten czas spędzony wspólnie z zapisanym na receptę zwierzakiem zakończy się nietypowo. Nic nie zdradzę!
Książkę kończy chyba najbardziej szarpiący za emocje - przynajmniej dla mnie tak było - rozdział o bracie Reony - pracowniku miejskiego schroniska dla kotów w Kioto. Jak każda tego typu placówka finansowana przez miasto walczy z wieloma problemami kadrowymi, płacowymi, finansowymi a kotów tylko przybywa i wiele wymaga szczególnej troski, leczenia i socjalizacji. Sho Ishida nazywa tą placówkę Domem Społecznym. Ta opowieść, która zepnie książkę z początkiem mocno mną wstrząsnęła. To w niej poznamy genezę i historię miejsca znanego jako klinika doktora Kokoro (wstrząsająca opowieść) oraz będziemy świadkami relacji bohatera z czarnym jak węgiel kotem Nike - którym się w domu opiekuje. Jako kociara odebrałam to z sercem rozpadniętym na milion kawałków. Ale jest to napisane przepięknie, wręcz naturalistycznie i tak powinno pozostać. Bo życie czy to ludzkie czy kocie bywa trudne, brutalne, bolesne, nieprzewidywalne.
Tom 2 zdecydowanie ujawnia więcej faktów o pracownikach kliniki i miejscu, w którym przyjmują pogubionych ludzi. Może brzmi to za szumnie, bo w klinice jest tylko sam jeden doktor oraz jego pomocnica - recepcjonistka, pielęgniarka i zapewne bliska przyjaciółka - pani Chitose.
Czytając kontynuację historii, którą zachwyciła mnie już pół roku wcześniej bardzo bym chciała, aby Autorka rozbudowała jeszcze to co dała nam na tacy w tomie 2. Historia ma ogromny potencjał, ukrywa jeszcze wiele tajemnic, a przede wszystkim niesie cudowne przesłanie. Bo nie każdy wie, że na wiele bolączek tego świata wystarczyłoby po prostu zalecić / zapisać na receptę kota. To wspaniali mruczący terapeuci, którzy nas nie oceniają, ale biorą takimi jakimi jesteśmy, a często mogą dokonać cudu przewrotu w naszym pogubieniu i smutku.
Sho Ishida to japońska pisarka z Kioto z roczika 1975. Jej oba tomy książki o kotach wypisywanych na recepty stały się światowymi bestsellerami, a tom 1 został już przetłumaczony na 30 języków.
Dziękuję wydawnictwu Marginesy za recenzencki egzemplarz z dodatkiem wspaniałych kocich gadżetów (cudne naklejki, zakładka, kartki). Zobaczycie to na zdjeciu poniżej A wszystko przybyło w bijącej po oczach różowej kopercie z przepiękną naklejką z ilustracją z okładki.
Reasumując: LATARNICA poleca!
Podstawowe dane książki
Tytuł: „Zaleca się kolejnego kota”
Autor: Sho Ishida
Ilustracja na okładce : Arisa Shimoda
Wydawca: Margnesy
Tłumaczenie z japońskiego: Dariusz Latoś
Objętość: 236 stron
Wydanie: I (premiera paźdzernik 2025 rok)
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Format: 135 x 210 mm
Poniżej tak oczekiwana przesyłka i jej zawratość - zestaw recenzencki <3
Poniżej okładka front i tył
Poniżej wybrane rozkładówki oraz 2-tomowa seria
Poniżej fotosesja z moją kocią modelką i terapeutką na receptę - Myszą
Fot. Latarnica / 2025
Zdjęcie na niedzielę - 9 listopada 2025
W drugą niedzielę listopada taki gąskowy duecik. Oba zdjęcia dzieli ponad 60 lat. Archiwalne to stara katka pocztowa z lat 60-tych XX wieku, kolorowe to z października tego roku. Fot. Lidia Czuper
Ze starej prasy [114]
W grudniowym numerze Miesięcznika "Morze" z 1978 roku na stronie 3 ukazał się artykuł pana Jerzego Ringera na temat podwyższenia wieży latarni morskiej Rozewie I.
Poniżej okładka świątecznego numeru oraz strona z artykułem
Poniżej powiększony artykuł
Gazeta ze zbiorów cyfrowych z interentu
Na koniec dodam, kto nie zna, że pan Jerzy Ringer jest również autorem sympatycznej książeczki wdanej w 1969 roku pt. Latarnie polskiego Wybrzeża (Wyd. RUCH). Poniżej fron i tył okładki.
Gąski jesienią [vol .1]
Czy głęboką jesienią warto pojechać do Gąsek? Ależ oczywiście! Podobnie jak do każdej innej miejscowości nadmorskiej, bowiem jesień nad polskim morzem jest przepiękna - i ta złota słoneczna i ta pochmurna, a jeszcze lepiej sztormowa.
Na dwóch kadrach załapały się dwa miejscowe koty. Żyją sobie w kompleksie latarnianym w Gąskach i są przyjazne ludziom.
Fot. Lidia Czuper / październik 2025
Widoki z podróży [131]
Inspiracją do dzisiejszego wpisu stała się fotografia podesłana przez moją dobrą znajomą kociarę Jagę. Podczas jesiennego pobytu w Chorwacji, w rejonie Istrii , sfotogrfaowała tą niedużą latarnię Rovinj.

Fot. Jaga Purszke / Chorwacja październik 2025
Poniżej kilka faktów na temat tego obiektu:
– zbudowany w 1903 roku
– obiekt aktywny
– wysokość wieży 7 m
– wysokość światła 19 m n.p.m.
– Swiatło biale
– budulec wieży stanowi kamień
– laterna nie jest używana; światło jest przeniesione i świeci z poręczy górnej galerii
– znajduje się na końcu półwyspu osłaniającego port w Rovinj
– pod latarnię można podejść, wieża zamknięta
Poniżej Street View i widok satelitarny z Google Maps
Poniżej widok na front latarni z widocznym światłem na poręczy - listsoflights.com oraz zdjęcie latarni z wikipedia.org
Zdjęcie na niedzielę - 2 listopada 2025
W pierwszą niedzielę listopada fotografia z tegorocznych wrześniowych wakacji nad naszym morzem. Tym razem przenosimy się do Sopotu by popatrzeć na wieżę zakładu leczmiczego, która jednocześnie ejst światłem nawigacyjnym a w samym mieście atrakcją znaną jako latarnia morska. Wejście ejst biletowane i płatne.
Poniżej zestawienie 2 światów - początków kurortu Sopot oraz karuzeli z czasów wiktoriańskich. Pogoda w tym roku w Sopocie nie była najlepsza choć tego samego dnia rano w i południe doświadczyłiśmy cudownego słońca w Gdyni i Orłowie.
Fot. Latarnica / wrześień 2025

























































































































































