Latarnica poleca [71]
Jak ten czas leci! 26 marca br. miała w Polsce premiera powieści Sho Ishido o intrygującym tytule „Zaleca się kota”. Zaraz też na początku kwietnia wrzucałam na bloga recenzję - pełną zachwytu nad tą niespodziewanie rozwijającą się historią i samym pomysłem funkcjonowania kliniki wypisującej koty na recepty. A już pół roku później polski czytelnik może cieszyć się lekturą drugiego tomu i kontynuacji historii o przedziwnej klinice doktora Kokoro z Kioto. Premiera „Zaleca się kolejnego kota” miała miejsca 29 października i świeżutkie egzemplarze szybko trafiły do rąk spragnionych jej recenzentów.
Jestem jednak przede wszystkim czytelnikiem. I jako osoba miłująca książki i sam proces czytania wyczekiwałam paczki z egzemplarzem, który dopiero co zszedł z drukarskich maszyn. Po pięknej miętowej okładce tomu 1 otrzymujemy przyjemnie ciepłą, wręcz kobiecą w kolorystyce różową okładkę tomu 2, na którym rządzą tym razem dwa przepiękne koty. Ilustrację stworzyła japońska artystka Arisa Shimoda i koty, które rysuje są urocze i takie realne. Ogromna przyjemność już od samego patrzenia na gotowy produkt czyli książkę. Ale wiedziałam już „czym to się je” i czego się po prozie Ishido spodziewać. Praktyka pokazała że nie do końca miałam rację. Ta lektura jednak mnie po części zaskoczyła. Ale to bardzo bardzo pozytywnie.
Cóż może być przyjemniejszego nad literacką premierę w porze jesiennej, która działa jak ciepły miękki koc, rozgrzewa ciało jak korzenna herbata i ociera się o wyobraźnię czytelnika jak mruczący kot? W zasadzie z innym nastawieniem usiądzie do niej na pewno ktoś kto jest już po lekturze tomu 1, a inaczej, kto nie ma pojęcia, że to kontynuacja i nie zna zupełnie świata, w który wkroczy po rozpoczęciu czytania rozdziału otwierającego.
Spodziewałam się większej ilości historii gabinetowych w tomie drugim, ale Autorka (ostatecznie uznaję, że to był dobry zabieg) podarowuje nam tylko 4 opowieści, które są ze sobą splątane pewnymi nitkami jak kłębek wełny.
Mamy tu całkiem różnych bohaterów, których dzieli wiek, wykształcenie, praca i pasje. A co łączy? To że są mieszkańcami Kioto, znajdują się akurat na jakimś życiowym zakręcie, ale nie wszyscy do końca zdają sobie z tego sprawę . I to właśnie oni skądś nagle dowiadują się o istnieniu tej dziwnej klinki, do której trafi osobna naprawdę tylko potrzebująca otrzymania w niej pomocy. To coś na kształt gabinetu lekarskiego - coś pomiędzy psychiatrią, psychologią, seansem terapii dla ciała i ducha. Ale i też zdecydowanie coś więcej...
Kogo spotkamy na trudnym etapie życiowym? Bohaterką rozdziałku pierwszego jest studentka Moe Otani, jej przyjaciółka Reona i chłopak Moe - Ryuji. Dziewczyna jest tak pogubiona i nie potrafiąca trzeźwo ocenić co dzieje się w jej życiu na tym właśnie etpie jej związku, że w klinice doktora Kokoro otrzyma trzykrotnie przedłużoną kurację kotem zapisanym na receptę. Będą to urocze: Kotetsu, Noel i Bibi. Wszytskie koty rasy bengalskiej.
W rozdziale drugim poznamy historię emeryta w żałobie po śmierci żony - pana Tatsuya. W zasadzie odkąd został wdowcem życie dla niego się skończyło. Nie widzi w nim sensu, najchętniej siedziałby w swoim pokoju i wiódł tak monotonnie ubogą egzystencję. Nic go już nie ciszy i nie motywuje. Nawet obecność nastoletniego wnuka Hayato, który jak sowa prowadzi nocny tryb życia też uciekając w swój świat. Tym razem ożywczy zastrzyk da nie tyle zabranie kota do domu na wskazany czas co spotkanie z nim i dzwne okłady ciała w gabinecie doktora Kokoro. A potem życie postawi na drodze życiowej emeryta i jego wnuka historię zagubionej w dzielnicy Kioto kotki sąsiadów. W tej historii po raz pierwszy pojawia się też istotna dla tej całej historii instytucja miejskiego schroniska dla zwierząt.
Trzecia historia skupi się na postaci Reony - przyjaciółki bohaterki z pierwszego rozdziału. Uwaga! Zataczamy pomału pełny zamknięty krąg zlaeżności, relacji, akcji! Co za cudowny zabieg za strony pisarki! Reona ma brata Tomoyę - który jest zastępcą kierownika schroniska dla zwierząt. Dziewczyna czuje się w swojej rodzinie wyobcowana. Ma wrażenie że dla jej matki liczy się tylko syn. Trafia do kliniki doktora Kokoro nie wiedząc jeszcze jakie znamienne słowa tam wypowie i co okaże się jej największą bolączką. Jej to przypadnie kuracja z cudownym niskołapkim kotem Sashą rasy munchkin. Ten czas spędzony wspólnie z zapisanym na receptę zwierzakiem zakończy się nietypowo. Nic nie zdradzę!
Książkę kończy chyba najbardziej szarpiący za emocje - przynajmniej dla mnie tak było - rozdział o bracie Reony - pracowniku miejskiego schroniska dla kotów w Kioto. Jak każda tego typu placówka finansowana przez miasto walczy z wieloma problemami kadrowymi, płacowymi, finansowymi a kotów tylko przybywa i wiele wymaga szczególnej troski, leczenia i socjalizacji. Sho Ishida nazywa tą placówkę Domem Społecznym. Ta opowieść, która zepnie książkę z początkiem mocno mną wstrząsnęła. To w niej poznamy genezę i historię miejsca znanego jako klinika doktora Kokoro (wstrząsająca opowieść) oraz będziemy świadkami relacji bohatera z czarnym jak węgiel kotem Nike - którym się w domu opiekuje. Jako kociara odebrałam to z sercem rozpadniętym na milion kawałków. Ale jest to napisane przepięknie, wręcz naturalistycznie i tak powinno pozostać. Bo życie czy to ludzkie czy kocie bywa trudne, brutalne, bolesne, nieprzewidywalne.
Tom 2 zdecydowanie ujawnia więcej faktów o pracownikach kliniki i miejscu, w którym przyjmują pogubionych ludzi. Może brzmi to za szumnie, bo w klinice jest tylko sam jeden doktor oraz jego pomocnica - recepcjonistka, pielęgniarka i zapewne bliska przyjaciółka - pani Chitose.
Czytając kontynuację historii, którą zachwyciła mnie już pół roku wcześniej bardzo bym chciała, aby Autorka rozbudowała jeszcze to co dała nam na tacy w tomie 2. Historia ma ogromny potencjał, ukrywa jeszcze wiele tajemnic, a przede wszystkim niesie cudowne przesłanie. Bo nie każdy wie, że na wiele bolączek tego świata wystarczyłoby po prostu zalecić / zapisać na receptę kota. To wspaniali mruczący terapeuci, którzy nas nie oceniają, ale biorą takimi jakimi jesteśmy, a często mogą dokonać cudu przewrotu w naszym pogubieniu i smutku.
Sho Ishida to japońska pisarka z Kioto z roczika 1975. Jej oba tomy książki o kotach wypisywanych na recepty stały się światowymi bestsellerami, a tom 1 został już przetłumaczony na 30 języków.
Dziękuję wydawnictwu Marginesy za recenzencki egzemplarz z dodatkiem wspaniałych kocich gadżetów (cudne naklejki, zakładka, kartki). Zobaczycie to na zdjeciu poniżej A wszystko przybyło w bijącej po oczach różowej kopercie z przepiękną naklejką z ilustracją z okładki.
Reasumując: LATARNICA poleca!
Podstawowe dane książki
Tytuł: „Zaleca się kolejnego kota”
Autor: Sho Ishida
Ilustracja na okładce : Arisa Shimoda
Wydawca: Margnesy
Tłumaczenie z japońskiego: Dariusz Latoś
Objętość: 236 stron
Wydanie: I (premiera paźdzernik 2025 rok)
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Format: 135 x 210 mm
Poniżej tak oczekiwana przesyłka i jej zawratość - zestaw recenzencki <3
Poniżej okładka front i tył
Poniżej wybrane rozkładówki oraz 2-tomowa seria
Poniżej fotosesja z moją kocią modelką i terapeutką na receptę - Myszą
Fot. Latarnica / 2025
Latarnica poleca [62]
Dla kociarzy była to zapewne najbardziej oczekiwana premiera wiosny tego roku. Odkąd w mediach społecznościowych na kilka tygodni wcześniej zaczęły pokazywać się reklamy z przyciągającym uwagi zdjęciem czarno-białego kotka na uroczym i stonowanym miętowe tle z dopiskiem Zaleca się kota nikt z miłośników tych zwierząt nie przeszedł wobec tej informacji obojętnie. Ja od razu zapisałam sobie w kalendarzu datę premiery i dosłownie odliczałam dni. Niestety czasami bywa tak, że jak na coś bardzo czekamy i z góry zakładamy, że będzie to produkt najwyższej klasy może przyjść wielkie rozczarowanie. Z ogromnymi obawami sięgnęłam po książkę z piękną okładką, z której patrzyły na mnie dwa urocze kocie pyszczki. Nie chciałam rozczarowania, chciałam idealnej lektury dla miłośnika kotów, takiej która niesie ciepło, nadzieję i jest po prostu fantastyczną i wciągającą historią.
Co dostałam w zamian?
Wydawca absolutnie miał rację wrzucając na rodzimy rynek tą książkę. Będąc już bestsellerem w Japonii, gdzie jak wiadomo koty darzy się szczególnym uczuciem i czułością, w Polsce również musiała się sprawdzić i trafić prosto w serce każdego kto dzieli swoje życie prywatne czy zawodowe z tymi niezwykłymi zwierzętami.
Jak z każdą nową książką, pierwsze kilkanaście czy kilkadziesiąt stron to czas poznawania się, wyczucia stylu, klimatu, rozpoznania terenu, po którym będziemy się z bohaterami poruszać czy gatunku literackiego. Mnie to rozglądanie się po nieznanej okolicy zajęło zapewne ponad 20 stron pierwszego rozdziału, ale potem już poczułam o co w tym chodzi i w jakie zakamarki ludzkiego i kociego życia chce nas poprowadzić autorka. No i wpadłam po uszy w jej opowieść!
„Zaleca się kota” tworzy 5 różnych (choć nie tak do końca) historii. Akcja rozgrywa się w Kioto i kluczowym jej elementem jest niepozorny budynek w ciemnym zaułku, gdzie na piętrze trafia się prosto pod drzwi pewnej klinki, o której przekazują sobie informacje ludzie tzw marketingiem szeptanym. Czasami przypomina to zabawę w głuchy telefon, informacje są ciut modyfikowane i zmieniane, ale kto chce i naprawdę tego potrzebuje trafi pod te właściwe drzwi, a one się dla niego otworzą.
Czym jest klinika Kokoro? To takie jakby połączenie gabinetu psychologiczno-psychiatrycznego. Ale jeśli ktoś myśli, że polega to na wielokrotnym powracaniu pacjentów i długich rozmowach czy sesjach z lekarzem to bardzo się myli. Wizyty tam są bardzo krótkie i odbywają się niemal w pośpiechu. Trafiają do niej ludzie z problemami, tacy którzy już wcześniej przeszli przez wiele innych terapii i całą gamę leków zaleconych przez lekarzy psychiatrów. Jednak nadal borykali się z codziennością i nie radzili problemami w życiu. Toteż są bardzo zaskoczeni, gdy zostają postawieni przed aktem jedynej słusznej metody stosowanej w Kokoro. Na wszystkie bolączki tego świata wypisuje się tam receptę na kota. Koty dobierane są pod pacjenta i jego bolączki i w zależności od sytuacji wydawane są na czas określony od kilku do kilkunastu dni. "Klient" wychodzi z budynku z transporterkiem z kotem i dużą papierową torbą z tzw. zestawem startowym (kuweta, żwirek, miseczki, karma).
Aż sama poczułam zaskoczenie, gdy pierwszy pacjent dostał kota w celach terapeutycznych. Zastanowiłam się jak ja sama bym się czuła nie mając dotąd zwierzaka, nie znając kotów, a tu nagle takie zalecenie z góry od lekarza. Uwierzcie, prawie wszyscy bohaterowie 5 uroczych historii są totalnie zszokowani takim obrotem sprawy. A mamy tu naprawdę różne postacie z różnych środowisk i zupełnie inne życiowe perypetie.
W „Zaleca się kota” Sho Ishida przedstawia nam młodego pracownika ogromnego biura maklerskiego, w którego w pracy stosuje się mobbing, mamy też kierownika call-center, który nie radzi sobie z nową podesłaną i narzuconą odgórnie przełożoną; w trzeciej historii bohaterką jest córka, która jako nieletnia trafia do Kokoro wraz z matką, bowiem w jej szkole utworzyły się dwie frakcje w klasie i trzeba przynależeć do jednej z nich, co budzi w niej rozterki, bo nie identyfikuje się z żadną grupą. Czwarta opowieść pokazuje nam życie ambitnej pani projektant, która tworzy ekskluzywną galanterię - głównie torebki - by po jej historii przejść do ostatniej bohaterki - tradycyjnej japońskiej gejszy, która nie ma własnego dom, ale pracuje i żyje w tzw. domu gejsz kształcącym przyszłe adeptki tego zawodu.
Jak widać zupełnie inne środowiska, inne problemy, inne oczekiwania życiowe. Ale wszystkich połączy fakt, że w ich życie wkroczą koty. Koty jako lek na wszystko, koty jako stabilizator emocji, terapeuci, wywoływacze uśmiechu i panaceum na bezsenne noce i niechęć zmierzenia się z każdym kolejnym dniem.
Jestem ogromnie zaskoczona uniwersalnością tej powieści i jej ciepłem. Jest w tej książce tyle dobrych emocji pojawiających się w życiu bohaterów od chwili, gdy wracają z transporterkim z kotem do swoich domów. Oczywiście to wszystko nie działa tak prosto jak pstryknięcie włącznika światła, ale jednak obecność stworzenia tak cudownego jak kot sprawia, że zaczynają zupełnie inaczej patrzeć na rzeczywistość i odradzają się w nich dawno zapomniane uczucia i emocje. Bywa, że po długich miesiącach po raz pierwszy zaczynają się uśmiechać, odczuwać nad czymś zachwyt i mają poczucie odpowiedzialności za drugą, słabszą istotę. Koty leczą nie tylko tych ludzi, ale uzdrawiają atmosferę w ich rodzinach, miejscach pracy - w zasadzie tak jak ja to na co dzień obserwuję wśród znajomych. Jakże to często obecność czworonożnego przyjaciela zmienia na lepsze wszystko.
Autorka (rocznik 1975) jest zdecydowanie miłośniczką tych zwierząt i doskonałą ich obserwatorką. Ogromnie mnie rozczulały te strony, na których były opisywane pierwsze wspólne chwile kotów z ludźmi, których miały leczyć. Jakże wiele tam trafnych obserwacji, najdrobniejszych gestów, mowy kociego ciała. Jak się to czyta czuje się miękkie futro pod dłonią, słychać delikatne mruczenie, bije w nas ciepło ich ciała, oczami wyobraźni zachwycamy się doskonałością proporcji budowy, jego zwinnością, cichym stąpaniem po naszej codzienności na cudownych słodkich kocich łapkach (tak bardzo, że będą zawodową inspiracją pani projektant z 4 rozdziału). Takie drobne spostrzeżenia i oczywistości cieszyły moje czytelnicze oczy jak nigdy:
[...] "Z jednej strony przyciąga uwagę, z drugiej jest cichutka... Takie chyba właśnie są koty" - pomyślał Shuta. (rozdz. 1, str 23)
[...] - To właśnie działanie kotów. To uczucie, że nie chce się wypuszczać z rąk ich ciepła, zostaje w sercu na zawsze. (rozdz. 4, str 212)
Mam wrażenie, że „Zaleca się kota” może u Czytelników na całym świecie spełnić dwojakie zadanie (a nie przesadzam, bo prawa do publikacji sprzedano do 30 krajów!). Z jednej strony po książkę sięgnie każdy kociarz, bo on już wie, że wobec zła tego świata najlepiej maszerować ramę w ramię z kotem, że jego obecność czyni naprawdę cuda. Z drugiej strony ja kupowałabym tą książkę jeszcze „niezakoconym” osobom, a borykającym się z różnymi bolączkami ducha czy ciała wierząc, że może odkryją w swoim sercu te magiczne drzwi i dopuszczą do siebie myśl, po prostu zaryzykować i adoptować kota.
Ogromnym atutem jest też pozytywne przedstawienie zawodu weterynarza (ważnym elementem tej historii jest klinika dla zwierząt starszego już pana o ogromnym doświadczeniu) oraz informacje o prokocich organizacjach i schroniskach, gdzie można znaleźć przyjaciela na całe życie. Sho Ishida zastosowała również w swojej powieści zabieg, który bardzo lubię w książkach - mianowicie, że w niepołączonych pozornie ze sobą historiach bohaterowie się gdzieś ze sobą na dalszym planie spotykają, mijają, wchodzą w większe i mniejsze interakcje. Mała podpowiedź, zwróćcie uwagę na imiona bohaterów i kotów, pod koniec książki wszystko zacznie się wam pięknie jak w prawie gotowych puzzlach układać w jeden klarowny obraz. Naprawdę finał zrobił na mnie wrażenie, a poza tym dwa wieczory spędzone z tą książką uważam za jedne z najlepszych od tygodni.
„Zaleca się kota” otoczyło mnie jak mięciutki koc i i rozgrzało jak gorąca herbata, a na dodatek ja już miałam podczas całej tej lektury moją własną kocią terapeutkę na kolanach. W ogóle nie mam wątpliwości, że tak po prostu, po ludzku jednym z najważniejszych zaleceń życia jest to proste stwierdzenie: ZALECA SIĘ KOTA.
Na koniec optymistyczna wiadomość dla tych, którzy są już po lekturze i wciąż pozostają z błogim uśmiechem na twarzy. Jest już kontynuacja tej powieści, a na polski rynku wyda ją to samo wydawnictwo Marginesy. Już nie mogę się doczekać.
Reasumując: LATARNICA poleca!
Podstawowe dane książki
Tytuł: „Zaleca się kota”
Autor: Sho Ishida
Ilustracje: Arisa Shimoda
Wydawca: Wydawnictwo Marginesy
Wydanie I: Warszawa 2025
Objętość: 260 stron
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Poniżej front i tył okładki
Poniżej wybrane strony książki
Poniżej moja ulubiona terapeutka i lek na wszytsko - kotka Mysza i jej chwile z "Zaleca się kota"
Recenzja powstała dzięki współpracy barterowej z Wydawnictwem Marginesy
Tak wyglądała tajemnicza przesyłka, która do mnie dotarła a w niej cudowny zestaw recenzencki







































