Latarnica poleca – vol. 19 – Po prostu Bałtyk

Są takie książki, które już po pierwszym spojrzeniu sprawiają, że serce zaczyna mi szybciej bić. Tak było dokładnie w tym przypadku. Choć emocje już trochę ostygły, bo  zaczytywałam się tą książką latem (i to jest dla niej idealny czas) to nie mogłam jej pominąć w moim cyklu Latarnica poleca, bo byłabym dla niej niesprawiedliwa. Poza tym należy do takich, które od razu polecam jeśli ktoś pyta o fajną lekturę, a wiem jednocześnie, że lubi nasze morze i wybrzeże. Dla mnie to był literacki pewniak. I nie  zawiodłam się. Sam tytuł: Bałtyk. Słowo, które przywołuje całą masę skojarzeń, a przede wszystkim wspomnień. Morze Bałtyckie towarzyszy mi od dziecka. Nie pamiętam mojego pierwszego z nim kontaktu, ale miałam wtedy kilka lat i  byłam w wieku przedszkolnym. Wiem jedno – to co wtedy zobaczyłam – bardzo mi się spodobało i do tego tęskniłam czekając niecierpliwie  na letnie wypady nad Bałtyk.

Dziś już wiem,  że Bałtyk wygląda równie pięknie widziany  z plaż kurortów niemieckich czy wybrzeża Szwecji. Jest czarujący obserwowany  z pokładów dużych promów i mniejszych statków wycieczkowych. To chyba „moje” morze. Widziałam przepiękny koloryt wód Morza Śródziemnego,  ale… to nie był mój Bałtyk. I wychodząc z  tej fascynacji i bezgranicznej miłości sięgnęłam po książkę Aleksandry Arendt. Już mile było to,  że ukazała się w moim rodzimym Wydawnictwie Poznańskim. I choć nie należy sądzić książek po okładkach ta mnie  zauroczyła bo przywołuje ten Bałtyk z  dzieciństwa,   perspektywy kocyka i leżaka. Tak wtedy spędzało się wakacje – albo przy dobrej pogodzie (a upalnym latem bywały temperatury 22-24 stopnie) leżąc na plaży, albo przy gorszej – chodząc na desery i inne słodkości do centrum kurortów. Ot typowe wakacje w ramach FWP (Funduszu Wczasów Pracowniczych) w   latach 70-tych i 80-tych XX wieku. Dopiero po roku 1990 otworzyły mi się oczy, że można trochę inaczej czyli więcej  zwiedzając i poznając historię danych miejsc i okolic.

Autorka sięga po tematy dawniejsze i bliższe nam czasowo. Czym jest ta książka? Właściwie  zapewne subiektywnym wyborem ciekawych historii i miejsc  związanych  z naszym wybrzeżem. W 12 tematycznych rozdziałach (aż prosiłoby się o więcej, a może doczekam się kolejnego tomu   o tytule  Bałtyk 2? Bo przecież interesujących historii   znad morza są setki) Aleksandra Arendt wybrała różnorodną tematykę i przemieszczamy się z nią od Wolina po Hel. Jest to także podróż wehikułem czasu. Książkę otwiera rozdział o latarniach morskich. To całkiem dobry wybór jak na wielkie bum na sam początek. Dla mnie rozwiązanie idealne. I choć osobiście większość z  tych 12 historii  znałam to sam sposób opowiadania o nich i strona wizualna książki są wystarczającym atutem, abym się w jej treści rozsmakowywała. Fantastyczny wybór archiwaliów, miłe dla oka stare fotografie i karty pocztowe, muzealne artefakty i mapy… Czułam się jak dziecko w Boże Narodzenie siedzące pod choinką   z rozpakowanym  idealnie trafionym prezentem. Bo ta książka jest dla mnie czymś takim. Historiami uszytymi na miarę i pozostaje się nimi tylko cieszyć. Celowo nie spieszyłam się  z lekturą. Nie chciałam, aby ten  zakup był lekturą na dwa dni (a mógł się stać i na jeden dzień bo jak tu pohamować ciekawość). Wolniutko przetrawiałam rozdział po rozdziale i przy okazji wracałam do własnych innych źródeł książkowych o danej tematyce. Ale jestem przekonana, że równie trafnie raduje czytelnika mniej znającego historię wybrzeża i ciekawostki z  nim  związane. Ja w końcu jestem pasjonatką tematu, a inny – mniej emocjonalnie podchodzący do tematu odbiorca –  z pewnością wielokrotnie pomruczy  z  zadowolenia wybraną tematyką rozdziałów. Bo co tutaj mamy oprócz latarni morskich? Jest tych  wciągających historii wiele.  M.in. o Winecie – naszej rodzimej Atlantydzie, modzie plażowej, historii o Starym Helu, jedynej windzie na plaże, charakterystycznym „zameczku” przy plaży w Łebie, ruinach w Trzęsaczu,  zatopionych lokomotywach, rejsach Tomasza Raczka czy rodzajach plażowania. Słowem istny kufer pełen cudów.   Idealna lektura na plażę kiedy odrywając wzrok od kart lub czytnika ebook-ów od razu  zawieszamy spojrzenie na wody Bałtyku. A  z drugiej strony idealny prezent na jesienne i  zimowe wieczory – kiedy tęsknota  za morzem już bardzo doskwiera – można na chwilę przenieść się TAM.

Latarnica  zdecydowanie poleca!   I czekam jednak na kontynuację. Tutaj było tego wszystkiego  zdecydowanie  za mało. Bałtyk  zasługuje na wydawnictwo wielotomowe. Wszystkim, którzy  zdecydują się na  zakup  życzę miłej lektury i fascynujących spacerów po naszym wybrzeżu.

i  byłam w wieku przedszkolnym. Wiem jedno – to co wtedy  zobaczyłam – bardzo mi się spodobało i do tego tęskniłam czekając niecierpliwie  na letnie wypady nad Bałtyk.

Dziś już wiem,  że Bałtyk wygląda równie pięknie widziany  z plaż kurortów niemieckich czy wybrzeża Szwecji. Jest czarujący obserwowany  z pokładów dużych promów i mniejszych statków wycieczkowych. To chyba „moje” morze. Widziałam przepiękny koloryt wód Morza Śródziemnego,  ale… to nie był mój Bałtyk. I wychodząc z  tej fascynacji i bezgranicznej miłości sięgnęłam po książkę Aleksandry Arendt. Już mile było to,  że ukazała się w moim rodzimym Wydawnictwie Poznańskim. I choć nie należy sądzić książek po okładkach ta mnie  zauroczyła bo przywołuje ten Bałtyk z  dzieciństwa,   perspektywy kocyka i leżaka. Tak wtedy spędzało się wakacje – albo przy dobrej pogodzie (a upalnym latem bywały temperatury 22-24 stopnie) leżąc na plaży, albo przy gorszej – chodząc na desery i inne słodkości do centrum kurortów. Ot typowe wakacje w ramach FWP (Funduszu Wczasów Pracowniczych) w latach 70-tych i 80-tych XX wieku. Dopiero po roku 1990 otworzyły mi się oczy, że można trochę inaczej czyli więcej  zwiedzając i poznając historię danych miejsc i okolic.

Autorka sięga po tematy dawniejsze i bliższe nam czasowo. Czym jest ta książka? Właściwie  zapewne subiektywnym wyborem ciekawych historii i miejsc  związanych  z naszym wybrzeżem. W 12 tematycznych rozdziałach (aż prosiłoby się o więcej, a może doczekam się kolejnego tomu   o tytule  Bałtyk 2? Bo przecież interesujących historii   znad morza są setki) Aleksandra Arendt wybrała różnorodną tematykę i przemieszczamy się z nią od Wolina po Hel. Jest to także podróż wehikułem czasu. Książkę otwiera rozdział o latarniach morskich. To całkiem dobry wybór jak na wielkie bum na sam początek. Dla mnie rozwiązanie idealne. I choć osobiście większość z  tych 12 historii  znałam to sam sposób opowiadania o nich i strona wizualna książki są wystarczającym atutem, abym się w jej treści rozsmakowywała. Fantastyczny wybór archiwaliów, miłe dla oka stare fotografie i karty pocztowe, muzealne artefakty i mapy… Czułam się jak dziecko w Boże Narodzenie siedzące pod choinką   z rozpakowanym  idealnie trafionym prezentem. Bo ta książka jest dla mnie czymś takim. Historiami uszytymi na miarę i pozostaje się nimi tylko cieszyć. Celowo nie spieszyłam się  z lekturą. Nie chciałam, aby ten  zakup był lekturą na dwa dni (a mógł się stać i na jeden dzień bo jak tu pohamować ciekawość). Wolniutko przetrawiałam rozdział po rozdziale i przy okazji wracałam do własnych innych źródeł książkowych o danej tematyce. Ale jestem przekonana, że równie trafnie raduje czytelnika mniej znającego historię wybrzeża i ciekawostki z  nim  związane. Ja w końcu jestem pasjonatką tematu, a inny – mniej emocjonalnie podchodzący do tematu odbiorca –  z pewnością wielokrotnie pomruczy  z  zadowolenia wybraną tematyką rozdziałów. Bo co tutaj mamy oprócz latarni morskich? Jest tych  wciągających historii wiele.  M.in. o Winecie – naszej rodzimej Atlantydzie, modzie plażowej, historii o Starym Helu, jedynej windzie na plaże, charakterystycznym „zameczku” przy plaży w Łebie, ruinach w Trzęsaczu,  zatopionych lokomotywach, rejsach Tomasza Raczka czy rodzajach plażowania. Słowem istny kufer pełen cudów.   Idealna lektura na plażę kiedy odrywając wzrok od kart lub czytnika ebook-ów od razu  zawieszamy spojrzenie na wody Bałtyku. A  z drugiej strony idealny prezent na jesienne i  zimowe wieczory – kiedy tęsknota  za morzem już bardzo doskwiera – można na chwilę przenieść się TAM.

Latarnica  zdecydowanie poleca!   I czekam jednak na kontynuację. Tutaj było tego wszystkiego  zdecydowanie  za mało. Bałtyk  zasługuje na wydawnictwo wielotomowe. Wszystkim, którzy  zdecydują się na  zakup  życzę miłej lektury i fascynujących spacerów po naszym wybrzeżu.

Dane książki:
Tytuł:  Bałtyk. Historie  zza parawanu
Autor:  Aleksandra Arendt
Wydawnictwo  Poznańskie 2018
Ilość stron: 254
Oprawa miękka

Poniżej okładka książki i kilka wybranych kart: