Kocia strona wakacji 2018 [6]

W kolejnym odcinku prezentacji kotów spotkanych na wakacyjnym nadmorskim szlaku wciąż pozostajemy w zakoconej Kuźnicy.

Dziś chciałabym wam zaprezentować Paczacza, Parkingową oraz ekipę Porciaków. Były to koty spotykane kilkakrotnie podczas całego wakacyjnego pobytu nad morzem.

Paczacz upodobał sobie posesję ze wspaniałym białym domem od strony zatoki. Uwielbiam tą uliczkę i nieruchomość, na której posesji jest również fantastyczny domek na drzewie. Ten kocur (przyjęłam że to był ON) do południa lubił siedzieć na bruku podjazdu dla samochodów i tak sobie na siebie patrzyliśmy. Nie miał ochoty nigdy bliżej podejść. Ale swoim urokiem osobistym mnie nieustannie czarował. Przepiękny buras o charakterystycznym wyrazie pyszczka.

Parkingowa (tutaj płeć kota również założyłam czysto hipotetycznie) to fantastyczny okaz kotowatych. Całkiem dobrze odkarmiona, urocza lubiła siedzieć na parkingu przy jednej z posesji nad zatoką. Tylko tam ją spotykałam. Siadywała pośród aut i wlepiała swoje zielone spojrzenie we mnie, gdy pojawiałam się znienacka i próbowałam zrobić jej zdjęcia. Moje nieudolne próby podejścia i fotografowania wzbudzały w kotce nerwowość więc mimo kilku spotkań udało mi się tylko pstryknąć te trzy zdjęcia. Wolałam po prostu tam przechodzić i napawać wzrok pięknem kota parkingowego.

Porciaki to grupa kilku kotów (od 2 do 4: buras, czarny i dwa łaciate) lubiących posiedzieć i poleżeć przy wąskim przejściu z kontenerami na odpady prowadzącym do jednej posesji nad zatoką przy kuźnicznym porcie.

Tylko czarno-białe były niepłochliwe i udawało mi się podejść blisko, a czasami i dokarmić. Reszta zerkała na mnie z daleka i w razie czego czmychała przez płot na teren posesji.

Fot. Latarnica


Kocia strona wakacji 2018 [5]

Piąty odcinek cyklu, a kotów spotkanych w ostatnie wakacje wciąż sporo do przedstawienia. Dziś nadal zostajemy w Kuźnicy. Chciałabym Wam pokazać Sąsiadkę, Chudzinkę i Errorina. Każdy napotkany w zupełnie innym miejscu tej rybackiej wsi. Choć administracyjnie Kuźnica bywa traktowana jako dzielnica/przedmieścia Jastarni.

Sąsiadka - niezależna szylkretka. Spotkałam ją drugi rok z rzędu i stołuje się i prawdopodobnie mieszka po sąsiedzku po skosie od mojej kwatery. Na spacery wybierała się wcześnie rano lub wieczorami. Bywało że wpadała do "naszego" ogrodu skuszona stołowaniem się mojego ukochanego Czochracza, któremu poświęcę cały odcinek.

Nie przepada za zdjęciami, nie ma mowy o podejściu bliżej niż na kilka metrów, a tym samym dotknięciu jej. Ale jedzonkiem się skusi, tylko odczeka aż człowiek odsunie się na odpowiednią odległość i nie będzie jej wnikliwie obserwował.

Chudzinka to kotek, który objawił mi się miaukoleniem tylko jeden raz. Spotkałam go przy posesji i przystanku pks głównej ruchliwej ulicy idącej przez cały Półwysep Helski. Wyskoczył na chodnik i do much stóp i dał się wygłaskać oraz chętnie zjadł poczęstunek, ktory miałam przy sobie. W Kuźnicy nie ruszam się nigdzie bez kociej mokrej i suchej karmy.

Było widać, że kotek jest młody i ma mnóstwo energii. Ufny, rozrywkowy i rudny do sfotografowania. Nie wiem jednak czy sobie poradził puszczany samopas. Akurat wtedy na ulicy i posesjach obok nie było nikogo, aby podpytać skąd ten młody szalony kot przybył.

Errorino to inny kaliber kota. Duży, zadbany, wypasiony, z charakterem, taki co to wie jaką ma wartość i jakie wrażenie robi swym pojawieniem się. Człowiek od razu czuje respekt i chce mu usługiwać. On bywa odważny, śmiały. Chętnie zajrzy do torby, przybije baranka, pokręci ósemki między nogami doprowadzając nas nieomal do upadku. Król swego rewiru.

Na mojej drodze pojawił się nagle. Wyszedł z traw wydm od strony zatoki i zmierzał prosto na mnie. Spotkaliśmy się oko w oko pod najdroższym lokalem gastronomicznym. Jeśli się tam stołuje to wie co dobre. I na takiego cwaniaka wygląda.

Spotkanie było również jednorazowe. Potem wielokrotnie chodziłam tam i wypatrywałam kocura ale już więcej nie miałam tej przyjemości dostąpienia zaszczytu audiencji. A szkoda. Bo był wspaniały i chętny do wygłaskiwania. Mruczał i terkotał jak nakręcony. No i przypominał mi mojego kota, więc dostał takie pokrewne królewskie imię.

Fot. Latarnica / Kuźnica, czerwiec 2018

ANEKS AD 2019

Przygotowując ten wpis nie spodziewałam się, że będę miała taką niespodziankę i dorzucę tutaj aktualne fotografie Errorina z Wielkiej Soboty br. Jak widać kocur nie stracił po zimie masy i ma się dobrze. Na dodatek również został sfotografowany w tym miejscu, w którym rok temu mi się objawił w Kuźnicy.

Fot. Stanisław Szewczak / kwiecień 2019


Kocia strona wakacji 2018 [4]

W czwartym odcinku kociego lata zaprezentuję Wam w sumie trzy kuźniczne koty. Ten wpis zdominuje fantastyczny rudzielec - nie wiem dlaczego, ale najczęściej wręcz automatycznie nazywam takie koty Rudzikami - a poza nim zobaczycie kota Pędziwiatra z mariny oraz wczasowiczkę Bułę.

Zacznijmy od Pędziwiatra, bo to cud że udało mi się go uchwycić na zdjęciu. O tym kocie wiedziałam, że gdzieś tam po prostu jest. Czasami mignęła mi jego sylwetka, czasami zza traw wykuknęły ciekawskie oczy, ale generalnie jest bardzo bojaźliwy i jak widzi człowieka to ucieka. I właśnie takiego pomykającego - od mariny ku restauracji obok - uchwyciłam Pędziwiatra. (fot. 1). Lubi kursować na tym odcinku i mam nadzieję, że jest bystry i w porę ucieknie jadącym tam samochodom. Jakby nie było jest dowód, że istnieje.

Rudzik mieszka kilka domów od naszej kwatery w kierunku portu. Nie wiem czy kiedykolwiek wchodzi w progi domu, bo zawsze widzę go na podwórku, przy szopce z narzędziami lub krążącego po uliczce wiodącej nad zatokę. On również jest nieufny. O ile zdjęcia powoli sobie zrobić z dość bliska, to o dotknięciu futerka nie ma mowy. Nawet mając w dłoni kocie jedzonko. Nieprzekupny tubylec (fot. 2-10).

Pani Bułeczka/ Buła to wczasowiczka. Pierwszy raz widziałam ją dwa lata temu. Latem 2018 była w tym samym domu - choć przyjechała później niż my. Mieszka prawie vis-a-vis Rudzika i jest puszczana luzem. Choć specjalnie nie oddala się od domu, nie przeszkadza to jej jednak wychodzić na małą wąską ulicę i czaić się na ptaszki. A bywa, że Buła leży w niskich krzewach na posesjach obok i naprawdę głęboko śpi. Po prostu wyluzowana kuracjuszka na wczasach nad morzem (fot. 11-12).

Fot. Latarnica / Kuźnica, czerwiec 2018


Kocia strona wakacji [3]

Kontynuując prezentację naprawdę licznych kotów, które towarzyszyły mi podczas wakacyjnych dni na Półwyspie Helskim w czerwcu 2018 roku, nie mogę na samym początku pominąć ciekawskiej i przemiłej Góralki.

Teraz jak spojrzę pamięcią wstecz, to najbardziej proludzkie i otwarte na kontakty koty, spotkałam nad Zatoką Pucką w kuźnicznym porcie. Ta sesja była w ogóle spontaniczna i nie planowana. Nawet nie zabrałam ze sobą aparatu tylko telefon komórkowy, bo miał to być szybki poranny spacer a potem powrót na kwaterę i wypad do Helu.

Ale los postawił na mojej ścieżce Góralkę. Nie wiem, a może nie pamiętam jak miała na imię. Być może opiekunowie mi to mówili. Dla mnie zostanie Góralką, bo przebyła szmat drogi dużym autem aż z gór. Jako jedyna kotka z licznego domowego zwierzyńca lubiła podróżować i chętnie jeździła z swoimi ludźmi nad morze.

Opiekunowie Góralki - choć sami z gór i na co dzień prowadzą pensjonat - tuż przed sezonem wypalili na Półwysep Helski, bo kochali deski i wiatr. Tego poranka pakowali się pomału w drogę powrotną i nie specjalnie spoglądali co robi ich kot, który uwiązany do auta nie oddalał się zbyt daleko.

Ale ja zobaczyłam kota, a kot mnie. A raczej on poczuł co mam w torbie, bo bez kociej karmy i przysmaków nie ruszałam się z domu. Zawsze trafiałam na jakiegoś kota w potrzebie więc kocie jedzonko było stałym ekwipunkiem.

Jak widać na poniższych zdjęciach torba bardzo Góralkę interesowała. I oczywiście dostała co nieco. Ja pogadałam chwilę z jej opiekunami o tym jak nietypowym jest kotem lubiąc takie dalekie eskapady, a oni zaproponowali żebym ją wyprowadziła na spacer na plażę nad Małym Morzem (Zatoka Pucka), bo mieli jeszcze trochę pakowania sprzętu.

Samego spaceru nie sfotografowałam - tak byłam przejęta towarzystwem koteczki na smyczy i zaufaniem jakim mnie obdarzyli jej ludzie. Udałyśmy się na lśniacy w słońcu piaseczek, pochodziłyśmy po trawach i kamieniach.

Po powrocie do transportara koteczka padła u mych stóp pozwalając dotknąc brzuszka i ostatni raz wygłaskać. Trochę żałowałam że akurat teraz opuszczają Kuźnicę, bo z tych spacerów mogła się stać miła poranna tradycja. Ale widać takie było przeznaczenie, że spotkałyśmy się ten jeden jedyny raz. Doświadczenie na tyle mocne, że zostało w pamięci do dziś.

Może tego lata prżyjdżie mi spotkać Góralkę? Kto wie. Los prowadzi krętymi i niepoznanymi szlakami.

Fot. Latarnica / czerwiec 2018


Kocia strona wakacji 2018 [2]

21 stycznia br. zaprezentowałam wam dwóch przedstawicieli kotowatych spotkanych latem na Półwyspie Helskim w roku 2018. Pierwszym był mój dobry kumpel Czochracz, który się tu jeszcze parę razy pojawi, bo z nim ( i ze stacyjną Szyszką) mam największą więź.

Widzieliście fantastycznego Rudzika (urlopowicz w Kuźnicy), z którym byłam na plaży nad Małym Morzem. Dziś pora na kolejne spotkania. Poznajcie Toracza.

Toracza spotkałam pierwszy raz przy torach kolejowych i w zasadzie tylko w ich okolicy widywaliśmy się parę razy. Obstawiałam, że to wczasowicz - po pierwsze obróżka, po drugie wychodził przeskakując przez płot posesji stojącej bezpośrednio przy torach. W latach poprzednich go na niej nie było. Ale to tylko moje przypuszczenia.

Toracz był kotem bardzo żywiołowym. Wszystko robił pośpiesznie, więc uchwycenie go na zdjęciu nieporuszonego graniczyło z cudem.

Ale był też na swoich kocich warunkach kontaktowy. Mogłam go wygłaskać, choć ważniejsze było, abym znowu podała Panu Kotu jedzonko. Jak widać na jednej fotografii, kiedyś sam ją wyczuł w torbie, i śmiało wyjadał bezpośrednio z niej.

Czasami sobie po prostu spacerowaliśmy idąc ścieżką wzdłuż plaży. A kiedy miał już dość nagle gdzieś znikał w wysokich trawach i tyle go widziałam.

Na początek miejsce naszych schadzek. Tory i przejście przez nie na plażę - tzw. "Kuźnica - wejście nr 33". Kto był ten doskonale skojarzy.

Poniżej Toracz i parę wspólnych chwil.

Fot. Latarnica / czerwiec 2018.


Kocia strona wakacji 2018 [1]

Każdy mój pobyt nad morzem to także czas, w którym miejscowe koty odgrywają istotną rolę. Są to albo koty mieszkające trwale na naszym wybrzeżu albo koty-wczasowicze.

Różnica jest spora, bo te miejscowe to często zgrabne zwinne chudzinki o mniej lub bardziej zaniedbanej sierści, a koty przywożone na wakacje to typowe miejskie kanapowce - koty o konkretnej wadze, leniwie poruszające się na małym terenie przy kwaterze, za to o zadbanej sierści, nierzadko rasowe.

Dziś pokażę wam tylko dwóch przedstawicieli kotowatych. I należą do obu grup. Pierwszy to Czochracz. Imię sama mu nadałam kilka lat temu kiedy spotkaliśmy się w Kuźnicy po raz pierwszy. Odtąd towarzyszy wszystkim moim wakacjom na Półwyspie Helskim. Jest kotem niezależnym, wolno bytującym, ale ma - z tego co widzę dom - tylko że chadza swoimi ścieżkami. Imię ma od tej swojej cechy - że lubi być czochrany czyli wygłaskiwany. lecz oczywiście na swoich zasadach. Kiedy nie ma już ochoty da o tym znać swoimi zębami i pazurami.

Czochracz pojawi się w tym cyklu nie raz. Na zdjęciach poniżej nasze pierwsze spotkanie po roku, na drugi dzień po przyjeździe.

Poniżej przedstawiciel kotów wczasowiczów. Wkrótce z resztą wyjechał do domu i już go nie spotkałam. Zostawił po sobie same miłe wspomnienia. I dzięki niemu odbyłam niezapomnianą wycieczkę z kotem u boku na plażę od strony Małego Morza. Dzięki niej jest to wspaniałe zdjęcie na górze strony. Rudzik był bardzo aktywny i chętnie podjął zabawę patykami czy trawą. Sam stwierdził, że sznurki mojej torby z latarnią są super zabawką i pozwoliłam mu je nawet pogryźć. Poznajcie Rudzika!

Fot. Latarnica / czerwiec 2018