Latarnica poleca [79]
Jeśli zaczniemy myśleć o tej książce wnikliwie odczytując jej przewrotny tytuł to od razu będziemy wiedzieć, że ta historia przyniesie nam opowieść o relacji starej jak świat, a co najmniej relacji znanej od starożytności - kiedy to czczono tam koty jak bogów - gdzie nie człowieka ma swojego kota ale to kot ma człowieka. I na wiadomych zasadach - jako służbę dostosowującą się reguł gry. A reguły ustala i „pisze” swym zachowaniem właśnie domowy KOT. W tym konkretnym przypadku to kot miał swojego Dziadka. Owszem, jest i Babcia, ale to Dziadek jest przedstawicielem tej bystrzejszej odnogi ludzkości bowiem w moc ujął co chce od niego kot i jak ma mu służyć aby wszystko szło gładko i prosto bez większych konfliktów. Bo uwierzcie - kto nie ma kota to może nie wie - ale zatargów z naszymi mruczkami zaprawdę nie chcemy mieć, a tym bardziej wchodzić z nimi na ścieżkę wojenną, gdy dzielimy wspólnie dom i życie. Z góry ta walka będzie skazana na porażkę. A jaka dokuczliwa…
Regina Golińska-Barancewicz (prywatnie opiekunka kotów Nikity i Diega - prototyp bohatera tej historii) w „Dziadku naszego kota” wciąga nas w pasjonującą historię opieki nad kotem - rzez tzw czynnik zewnętrzny, niezaznajomiony dokładnie z obiektem opieki - czyli klasyczna sytuacja, którą przeżyło (oby bez uszczerbku na duszy i ciele) wiele polskich rodzin, gdy dziadkowie wyjeżdżają podreperować zdrowie nad morze a w tym czasie opiekę nad pupilem przejmują dorosłe dzieci i wnuki. Taki schemat działań mamy i tutaj co oczywiście się bardzo chwali, że rodzina chce w tym czasie podjąć trud dogodzenia kotu, dla którego nieobecność najbliższych to duży stres i smutek. Jak wiadomo koty to zwierzęta ponad wszystko ceniące rytuały i stały plan dnia. Taki naprawdę stały, bez odchyleń. Kiedy tego nagle braknie czują się bardzo zagubione, nieszczęśliwe i mogą nawet podupaść na zdrowiu. Nikt by tego nie chciał. Zatem córka Dziadka z dziećmi deklaruje, że na czas nieobecności rodziców zajmą się domowym jedynakiem, aby nie byłemu smutno i źle.
Wszystko wydaje się być na dobrej drodze, ale… nie mamy do czynienia z potulnym, zastraszonym tygryskiem. Nie jest to też kot o długim stażu w tej rodzinie. Jak dowiadujemy się w początkowym rozdziale Kot (bo takie imię jest używane, gdy mowa o naszym, bohaterze) to przedstawiciel rasy ragdoll - o sporych, puchatych gabarytach, długowłosy - co jak się okaże stwarza w pewnych okolicznościach niemałe problemy - ale jak mówi charakterystyka rasy: ufne, łagodne, towarzyszące człowiekowi na każdym kroku. Hm… czy rozpoznaję w tych cechach Kota? Nie do końca, bowiem Dziadkom trafił się naprawdę charakterny egzemplarz. Królowie, faraonowie czy cesarzowie przy nim to mało wymagający władcy.
Nowi czasowi opiekunowie (choć to nie jest adekwatne słowo, bo bedą musieli harować jak najniżej stojąca w hierarchii służba czy niewolnicy) chyba nie do końca zdają sobie sprawę na co się piszą. Dziadkowie wyjeżdżają nad Bałtyk, a dla ułatwienia sprawy i szybkiego dotarcia się w pierwsze trudne dni Dziadek zostawia w kuchni 15-stronicową „instrukcję obsługi” pana Kota, co by jak najmniej jemu było źle, a im jak najlżej. Czyżby?
Powieść zaczyna się od letnich wakacji. Wtedy rodzina w komplecie spędza miło czas, wyjeżdża rownież na wakacje nad morze syn nawet zaliczy fajny letni obóz. Mamy tam Mamę, tatę, syna i córkę. Oraz w szybki tempie do stanu liczebnego rodziny dochodzi kanarek i chomik. Miała być świnka morska ale Mama obawiała się czy ptaszek nie przypłaci tego życiem. Na kota czy psa absolutnie nie wyrażali zgody. Ale kotek jest u dziadków. Więc jak to fajnie będzie choć czasowo tam zamieszkać i się nim zająć. Plan był sympatyczny i bajkowy. Wyjeżdżała Mama z dwójką dzieci. Co mogło pójść nie tak. Wręcz idylla.
Czar pryska, gdy zaczynają czytać sobie na głos nakazy i zakazy, których mają się trzymać podczas wspólnego mieszkania z Kotem, przy okazji zapoznają się z zasadami karmienia, czyszczenia kuwety, czasu rozrywki, higieny i snu. Tak, nawet higieny i niech was nie zmyli wiedza że koty same dbają o swoją czystość. Kot ma z tym jeden malutki, ale bardzo doskwierający ludziom problem.
Praktyka pokazała, że przez rok Kot nie do końca dogadywał się z Babcią i nie był zachwycony tym jak się nim opiekuje, ale gdy raz wydarzyła się okazja i Babcia wyjechała na krótko to w tym czasie nastąpiła niesamowita zmiana i doszło do uraldu. Paktu czy jak to inaczej nazwać i odtąd dziadek i Kot byli największymi przyjaciółmi i tylko dziadek wiedział co Kotu do szczęścia potrzeba i tak odtąd postępował. Dla Kota to był idealny układ. Dziadek służył tak jak Kot zagrał - nieważne jak wymyślne były jego wymagania. Nie chcę za bardzo nawet na przykładach podawać co życzył sobie kot, bo zepsuję całą przyjemność czytania i to lektury przy której gwarantuję, ze będziecie wybuchać salwami śmiechu. A kto ma w domu kota czy koty to wszystko przełoży sobie na swoje relacje i ∂oświadczenia. I na pewno się w tym odnajdzie i poczuje jak u siebie. Bo jak mocno byśmy publicznie nie chcieli się do tego przyznać - prawda jest jedna - służymy kotom uniżenie i bez zająknięcia. Nie wszystkie - ale spore grono przedstawicieli kotowatych maksymalne nami manipuluje.mają z tego doktorat a nawet profesurę.
Mama z dzieciakami wpadła z deszczu pod rynnę. Nie mogła uwierzyć co mają psy tym kocie robić. Pierwsze dni i noce to była katorga, orka i mordęga. Wrażliwsze dzieci martwiąc się o stan Kota i to że dziadek by się tym martwił naprowadzały mamę na prostą i błagały by trzymała się zasad. Ona jednak uważała, ze dziadek dał się całkowicie zamknąć pod koci pantofel a raczej kocią łapę i zwariował robiąc te wszystkie rzeczy. Ale jak praktyka pokazała, nawet przy ludzkim buncie Kot sobie doskonale radzi i zna techniki takie które szybko nauczą ludzi, że nie warto z nim zadzierać.
Najciekawsze jest to jak przez kolejne rozdziały będziemy świadkami przemiany. Początkowa katorga usługiwania Kotu według spisanych zasad przeradza się nie tylko w sprawne działanie co daje szczęśliwego kota w domu ale i zaczyna pobudzać do usprawnienia jeszcze tych relacji, polepszenia bytu kota i czynienia wielkich zakupów. Finałem historii będzie 15 punktów spisanych prze mamę dla dziadka powracającego do domu znad morza. Genialne trafne i takie życiowe w kontekście całej tej historii.
Bardzo podobają mi się imina jakie nadali Kotu bohaterowie. Narratorem opowieści jest syn. Kot dla babci był zawsze Łobuzem (szybko wychodzi na jaw dlaczego), dla Mamy Kitku, dla syna Share Khan (tygrys z „Księgi dżungli”) a dla jego młodszej siostry Ulki to po prostu - i to się wypowiadała na jednym wydechu - PuszystyOgonekNiebieskieOczkoOstryPazurek. NIe zdziwicie się gdy to imię zmieni się minimalnie po przygodzie z kuwetą i niezbędną akcją kąpielową na PuszystyOgonekNiebieskieOczkoBardzoOstryPazurek. Kto próbował myć / kąpać/ czyścić kota ten wszystko wie.
O samej strukturze książki muszę powiedzieć dwa słowa. Mamy tu tylko 10 rozdziałów ale czytając je zmienia się momentami czcionka i sposób narracji. Generalnie o czasie pobytu w domu dziadków opowiada ich wnuk. Jest to wciągające i czyta się jednym tchem ale gdy przechodzimy do fragmentów gdy do głosu dochodzi Kot i jego sposób widzenia świata i relacji z ludźmi to jest to prawdziwy pisarski majstersztyk Autorki. Śmiałam się non stop. Książka poprawi humor w najczarniejszy dzień, jest opowieścią dla całej wielopokoleniowej rodziny, mogłaby być czytana na głos wspólnie i komentowana, a jeśli odbywa się to w zakonnym domu to gwarantuje salwy śmiechu.
Bardzo podobają mi się też ilustracje z Kotem Huberta Grabczaka. Świetnie oddał mimikę kocią i pełną paletę jego odczuć w stosunku do niezsubordynowanych ludzi. Kot mówi o nich: „śmieszne dwunożne istoty”, „zastępczy człowiek”, „mój osobisty człowiek”. Tylko o dziadku mówił” „Mój ukochany Człowiek”. Książeczka pokazuje też znane zjawisko, że nawet najtwardsi przeciwnicy kotów albo tacy, którzy uważają że są w stanie kocha wychować i dostosować pod swoje reguły życiowe prędzej czy później poniosą sromotną porażkę, a jeszcze jest bardzo prawdopodobne że staną się takimi samymi ślepymim wyznawcami kotów jako gatunków jak cala reszta ludzkości.
Autorka genialnie to wszystko wplata w rozwój wydarzeń, stopniuje napięcie, humor, a my jako czytelnicy dajemy się całkowicie wciągnąć w tą przygodę. Jako kociara jestem zachwycona i polecę ten tytuł każdemu miłośnikowi mruczków. Może ktoś bez kota uzna wymagania Kota za dziwactwa i fanaberie, ale dla mnie to wszystko było tak klarowne i oczywiste.
Reasumując: Latarnica poleca!
Podstawowe dane książki
Tytuł: „Dziadek naszego kota"
Autor: Regina Golińska-Barancewicz
Ilustracje: Hubert Grajczak
Seria: To lubię!
Wydawca: Wydawnictwo Literatura, Łódź 2026
Objętość: 112 strony
Wydanie: I
Kategoria wieku: przedszkolny/wczesnoszkolny (+9, +12))
Oprawa: twarda
Format: 150 x 210 mm
Poniżej okładka front i tył:
Poniżej piękna wyklejka i spis treści:
Poniżej wybrane rozkładówki książki, w tym moja ulubiona historia z nocnym krojeniem rybki dla Kota :)
Poniżej sesja z moją modelką Myszą - adopciakiem ze schroniska:
Fot. Latarnica / marzec 2026
Dziękuję Wydawnictwu Literatura za możliwość zapoznania się z tą piękną książką i egzemplarz recenzencki. Więcej książek wydawnictwa znajdziecie na wydawnictwoliteratura.pl





















