Dziś chciałabym podzielić się z Wami słowami poezji. I to nie byle jakimi, bo dotykającymi samej latarni w Rozewiu. Wiersze pochodzą z lat 30-tych XX wieku. Nie miałabym o nich pojęcia, gdyby w ręce podczas wakacji w Kuźnicy nie wpadło mi nowe wydanie „Zapisków Puckich” nr 19/2020.

W jednym z artykułów dowiedziałam się o istnieniu poety – Kazimierzu Wierzyńskim (1894-1969) , który lesie wakacje 1939 roku spędził w Juracie. W trakcie ich trwania wybrał się ze świeżo poślubioną małżonką do Jastrzębiej Góry a to jak wiadomo oznacza po drodze odwiedzenie i Rozewia, które graniczy z tym letniskiem. W artykule czytamy:

Poniżej zdjęcie poety z 1928 roku oraz nagrobek na Cmentarzu Powązkowskim. Fot. 1 Wikipedia.org , fot. 2 Wikipedia.org/fot. Mariusz Kubik

Poniżej jedne z dwóch wierszy napisanych w latach 30-tych XX wieku.

O latarni morskiej

Nie bój się tej latarni, której smuga drżąca,

Jak wahadło, rozcina noc na dwie połowy

I ciemność nagłym cięciem raz po raz roztrąca,

Aż słychać przelot światła, świst błyskawicowy.



Nie bój się brzóz pod oknem, gdy światło je łuska,

Szpera w liściach i szumi i las niepokoi,

Na włosy spadnie księżyc, liliowa piuska,

I głowy drzew do ręki położą się twojej.



Nie bój się, gdy z firanki posypie się kruchej,

Złoty szron po podłodze, po szybach, po ścianie,

I gołoledzią szkliste prześlizną się duchy,

Nie bój się, miła moja, zmienimy mieszkanie.



Jest jeszcze wielka przestrzeń, jest wolna swoboda:

Morze, gdzie będzie puściej, niż tutaj, i czarniej!

Słyszysz, jak huczy w dole, jak woła nas woda,

Odpłyniemy okrętem bez żadnej latarni.

Fot. Tomasz Lerczak [2x]

Ja jestem falą

Ja je­stem falą.

Zmierz­chy i zo­rze

We mnie się palą,

Od­dy­cha mo­rze.



Lot mój pod­nie­ca-

A gdy przy­gar­nie,

Wśród skał za­świe­ca

Mor­skie la­tar­nie.



Po­płyń­cie ze mną,

W dal, ma­ry­na­rze!

Nie bę­dzie ciem­no,

Wiatr dro­gę wska­że.

Wiersz z tomu „Gorzki urodzaj”, 1933 rok.