Absolutnie nie mogę rozpocząć wrzucać tutaj wpisy z kociego lata AD 2019 skoro jeszcze trochę zostało do pokazania z ubiegłego roku. Mogę już teraz uprzedzić, że tegoroczny czerwiec naprawdę darzył mi kotami. To było pod tym względem hojne lato w Kuźnicy.

Ale na razie wracam wspomnieniami do czerwca 2018. To już ósmy odcinek tej serii, a nie pokazałam wam tak ważnych dla mnie kotowatych jak Szyszka czy Salomon. To nie byle jacy koci znajomi, bowiem spotkałam ich w 2018 roku po raz kolejny. Zatem popatrzcie na nich, bo pierwsze wzmianki opublikowałam o nich już w 2017 roku w podobnym powakacyjnym cyklu.

Szyszka – koteczka ze stacji PKP Kuźnica. Ma gdzieś w pobliżu swój domek (ja obstawiałam domki w stylu miejskich działek rekreacyjnych za torami po stronie otwartego morza), ale głowy nie dam, że tak jest. Lata wcześniej kręciła się po prostu bliżej budynku stacji i cały czas spędzała przy przejściu na perony i pobliskich krzewach. W 2018 roku kręciła się po dalszych peronach i znikała na działkach za torami.

Szyszunia jest przecudnej urody szylkretką o przewspaniałym ufnym charakterze. Barankuje, tryka i wywala brzusia na zawołanie. Do tego pomrukuje i depta w miejscu z podekscytowania, gdy dotyka ją ludzka dłoń.

Potrafiła mi towarzyszyć w oczekiwaniu na pociąg póki nie wjeżdżał na stację. Nigdy nie potrafiła się zdecydować czy chce akurat jeść czy skorzystać z obecności człowieka i miziania futra. Najczęściej kończyło się jednym i drugim z małymi przerwami.

Salomon mieszka od lat w domu przy wejściu nr 33 na kuźniczną plażę. Jest to tzw. wejście główne bowiem w sezonie na tym odcinku plaży jest ona strzeżona przez ratowników (ach te malownicze, jakże fotogeniczne niebieskie domki!).

Salomon to starszy już kot. Dystyngowany, powolny, nigdzie się nie spieszący. Ma najpiękniejsze kocie futro jakie widziałam. Chodzi mi nie o umaszczenie ale jego jakość. Takiego blasku i miękkości czerni jeszcze nie doświadczyłam gdzie indziej. Myślę, że to zasługa rybek, bowiem jego pan (słyszałam jak miejscowi mówią o nim Zbyszek) ma na plaży łódkę i łowi świeże rybki.

Na pewno Salomonowi się z tego powodu nieźle darzy. A to przekłada się na jakość futra. Kocur nie lubi się mocno oddalać od domu. Kręci się czasami w przejściu i przechodzi przez tory kolejowe siadając w wejściu na plażę czy na ścieżce wzdłuż wydm. Czasami siedzi na daszku przybudówki. Nie jest zbyt ufny. I dość trudno go dobrze sfotografować. Te zdjęcia poniżej to prawdziwy sukces.

Imię otrzymał od salomonowej mądrości. Jako kocur starszy powinien jej mieć już całkiem sporo. Przypomina mi również bohatera wspaniałej opowieści książkowej „Salomon. Kot, który leczył dusze” Sheili Jeffries.

Fot. Latarnica / 2018.