Dziś w pierwszym dniu nowego roku zauważyłam, że w okresie około świątecznym jak i w same święta wiele mam takich osobistych drobnych rytuałów. Nie ma świąt bez pewnych smaków czy zapachów. Nie ma też świąt bez sprawienia sobie samej małej przyjemności (o tym poniżej). Podobnie jak nie ma dzisiejszej daty (1 stycznia) bez słuchania od rana do wieczora Topu Wszech Czasów w Radiowej Trójce.

Co roku na święta kupuję jeden prezent sama sobie. Po prostu robię sobie przyjemność i nie zależy mi na terminach i fakcie, że to coś musi trafić w dniu wigilii pod choinkę.

Tradycyjnie już prezent dotarł do paczkomatu po świętach, ale cieszy tak samo jak w chwili zamawiania go. Ponieważ nie moglam znaleźć wersji
e-bookowej, którą odkąd stałam się posiadaczką Kindle preferuję, padło na wydanie papierowe. 

W tym roku podarunkiem jest piękna opowieść o trudnym trójkącie miłosnym, bo w relację mąż – żona wkrada się ta trzecia: najwyższa góra świata. Jak widzicie uwielbiam ekstrema: jak woda to tylko duża czyli morza i oceany, jak góry to te najwyższe. „Ponad wszystko” to historia jego, jej i tej trzeciej – Everestu. Lekturę zacznę wkrótce, bo kończę czytać pierwszą książkę z lektur AD 2019.

Historia wspinaczek George’a Mallory’ego fascynuje mnie od zawsze. Czytam o nich i o nim wszystko co zostaje wydane w języku polskim. Oglądam też filmy i dokumenty. Także w sieci. Trzy wyprawy, trzy podejścia i ta ostatnia zakończona wielką tragedią. Do dziś zostawia wielki znak zapytania. Czy Mallory i jego wspinaczkowy partner Irvine byli na szczycie czy też nie.

Ale w tle ogromnej pasji wspinania się i zdobywania miejsc niepoznanych oraz ewidentnego zakochania się w górze był dramat dwojga ludzi: George’a i jego żony Ruth.

Fot. Latarnica/styczeń 2019