Latarnie morskie USA – dawniej i dziś – Anacapa Light [5]

W 5 odcinku cyklu przyjrzymy się latarni Anacapa (dokładnie Anacapa Island Light) z południowej Kaliforni.

Oto kilka faktów na jej temat:
– latarnia  zbudowana w 1932 roku
– obiekt aktywny
– wysokość światła 84,5 m n.p.m.
– wieża z żelbetonu o wysokości 17 m
– przy latarni kompleks  zabytkowych budynków
– znajduje się na wschodnim krańcu wyspy Anacapa  około 25  km   od Ventura. Do samej latarni  można dotrzeć promem pasażerskim z Ventury;
– wieża  zamknięta dla ruchu turystycznego.

Archiwalne czarno-białe zdjęcie – ze źródeł: HAER (Historic American Engineering Record):

Poniżej widok z Google Street View:

Poniżej widok  z Google Maps na wyspę i lokalizację latarni:


Jesień w poznańskim Ogrodzie Botanicznym [2]

Dziś drugi zestaw zdjęć wykonanych na początku listopada br. w poznańskim Botaniku. Nie mogłam oprzeć się palecie barw, jaką przygotowała dla nas ta pora roku. Uwielbiam jesień słoneczną i kolorową.  Gdy liście opadną i nastaną szare dni, najczęściej skropione deszczem – tego czasu nie lubię najbardziej. Wtedy najlepszy jest kocyk, kot i dobra lektura.

Fot. Latarnica/listopad 2018


KALENDARZ 2019 – Latarnie Morskie Polskiego Wybrzeża

Podobnie jak w ubiegłym roku przygotowaliśmy do sprzedaży dla wszystkich miłośników naszych latarni KALENDARZ – Latarnie Morskie Polskiego Wybrzeża na rok 2019. Przygotowując kalendarz na kolejny rok skupiliśmy się przede wszystkim na latarniach, które nie pojawiły się w tegorocznym kalendarzu. Na poszczególnych kartach zobaczycie latarnie Świnoujście, Czołpino, Hel, Ustkę, Kikut, Górę Szwedów, Krynicę Morską, Darłowo, Rozewie II, Jarosławiec, Stilo, Gąski.

W tej chwili kalendarz  jest już w sprzedaży. Poniżej podstawowe informacje o produkcie i jak można go zamówić.

Kalendarz posiada 7 dwustronnych kart formatu A4; papier kreda matowa, biała spirala z zawieszką.

Wszystkie zainteresowane osoby proszę o kontakt w wiadomości prywatnej na facebooku przez messengera do strony latarniami [TUTAJ] z informacją jaką ilość Państwo zamawiacie. W odpowiedzi otrzymacie Państwo numer konta na jaki należy dokonać wpłaty oraz wszelkie informacje dotyczące wysyłki. Można też pisać do mnie bezpośrednio maila na adres:  monika.sniedziewska@latarnica.pl
– – – – – –
Poniżej koszty zakupu i wysyłki jednego kalendarza:
1. 29,00 – kalendarz (w tym pakowanie i wysyłka listem poleconym Pocztą Polską)
2. 33,50 – kalendarz (w tym pakowanie i wysyłka kurierem DPD)
Wszystkie osoby, które będą chciały kupić więcej niż jedną sztukę kalendarza, wycenę wysyłki otrzymają w wiadomości prywatnej.
– – – – – –
Tak jak w zeszłym roku kalendarz jest pakowany w koperty wzmocnione tekturą.


Zdjęcie na niedzielę – 18 listopada 2018

Dziś w Zdjęciu na niedzielę kompozycja własna. Chciałam w niej zawrzeć to co jest dla mnie kwintesencją listopada, a co kojarzy mi się dobrze i domowo. Kubek gorącej herbaty, dobra lektura (tutaj 18 tom serii kryminalnej „Kot, który…”), smaczna – tylko gorzka – czekolada, gruszka, jesienny liść i oczywiście obecność kota – tutaj w postaci ogonka.


Latarnica poleca – vol. 19 – Po prostu Bałtyk

Są takie książki, które już po pierwszym spojrzeniu sprawiają, że serce zaczyna mi szybciej bić. Tak było dokładnie w tym przypadku. Choć emocje już trochę ostygły, bo  zaczytywałam się tą książką latem (i to jest dla niej idealny czas) to nie mogłam jej pominąć w moim cyklu Latarnica poleca, bo byłabym dla niej niesprawiedliwa. Poza tym należy do takich, które od razu polecam jeśli ktoś pyta o fajną lekturę, a wiem jednocześnie, że lubi nasze morze i wybrzeże. Dla mnie to był literacki pewniak. I nie  zawiodłam się. Sam tytuł: Bałtyk. Słowo, które przywołuje całą masę skojarzeń, a przede wszystkim wspomnień. Morze Bałtyckie towarzyszy mi od dziecka. Nie pamiętam mojego pierwszego z nim kontaktu, ale miałam wtedy kilka lat i  byłam w wieku przedszkolnym. Wiem jedno – to co wtedy zobaczyłam – bardzo mi się spodobało i do tego tęskniłam czekając niecierpliwie  na letnie wypady nad Bałtyk.

Dziś już wiem,  że Bałtyk wygląda równie pięknie widziany  z plaż kurortów niemieckich czy wybrzeża Szwecji. Jest czarujący obserwowany  z pokładów dużych promów i mniejszych statków wycieczkowych. To chyba „moje” morze. Widziałam przepiękny koloryt wód Morza Śródziemnego,  ale… to nie był mój Bałtyk. I wychodząc z  tej fascynacji i bezgranicznej miłości sięgnęłam po książkę Aleksandry Arendt. Już mile było to,  że ukazała się w moim rodzimym Wydawnictwie Poznańskim. I choć nie należy sądzić książek po okładkach ta mnie  zauroczyła bo przywołuje ten Bałtyk z  dzieciństwa,   perspektywy kocyka i leżaka. Tak wtedy spędzało się wakacje – albo przy dobrej pogodzie (a upalnym latem bywały temperatury 22-24 stopnie) leżąc na plaży, albo przy gorszej – chodząc na desery i inne słodkości do centrum kurortów. Ot typowe wakacje w ramach FWP (Funduszu Wczasów Pracowniczych) w   latach 70-tych i 80-tych XX wieku. Dopiero po roku 1990 otworzyły mi się oczy, że można trochę inaczej czyli więcej  zwiedzając i poznając historię danych miejsc i okolic.

Autorka sięga po tematy dawniejsze i bliższe nam czasowo. Czym jest ta książka? Właściwie  zapewne subiektywnym wyborem ciekawych historii i miejsc  związanych  z naszym wybrzeżem. W 12 tematycznych rozdziałach (aż prosiłoby się o więcej, a może doczekam się kolejnego tomu   o tytule  Bałtyk 2? Bo przecież interesujących historii   znad morza są setki) Aleksandra Arendt wybrała różnorodną tematykę i przemieszczamy się z nią od Wolina po Hel. Jest to także podróż wehikułem czasu. Książkę otwiera rozdział o latarniach morskich. To całkiem dobry wybór jak na wielkie bum na sam początek. Dla mnie rozwiązanie idealne. I choć osobiście większość z  tych 12 historii  znałam to sam sposób opowiadania o nich i strona wizualna książki są wystarczającym atutem, abym się w jej treści rozsmakowywała. Fantastyczny wybór archiwaliów, miłe dla oka stare fotografie i karty pocztowe, muzealne artefakty i mapy… Czułam się jak dziecko w Boże Narodzenie siedzące pod choinką   z rozpakowanym  idealnie trafionym prezentem. Bo ta książka jest dla mnie czymś takim. Historiami uszytymi na miarę i pozostaje się nimi tylko cieszyć. Celowo nie spieszyłam się  z lekturą. Nie chciałam, aby ten  zakup był lekturą na dwa dni (a mógł się stać i na jeden dzień bo jak tu pohamować ciekawość). Wolniutko przetrawiałam rozdział po rozdziale i przy okazji wracałam do własnych innych źródeł książkowych o danej tematyce. Ale jestem przekonana, że równie trafnie raduje czytelnika mniej znającego historię wybrzeża i ciekawostki z  nim  związane. Ja w końcu jestem pasjonatką tematu, a inny – mniej emocjonalnie podchodzący do tematu odbiorca –  z pewnością wielokrotnie pomruczy  z  zadowolenia wybraną tematyką rozdziałów. Bo co tutaj mamy oprócz latarni morskich? Jest tych  wciągających historii wiele.  M.in. o Winecie – naszej rodzimej Atlantydzie, modzie plażowej, historii o Starym Helu, jedynej windzie na plaże, charakterystycznym „zameczku” przy plaży w Łebie, ruinach w Trzęsaczu,  zatopionych lokomotywach, rejsach Tomasza Raczka czy rodzajach plażowania. Słowem istny kufer pełen cudów.   Idealna lektura na plażę kiedy odrywając wzrok od kart lub czytnika ebook-ów od razu  zawieszamy spojrzenie na wody Bałtyku. A  z drugiej strony idealny prezent na jesienne i  zimowe wieczory – kiedy tęsknota  za morzem już bardzo doskwiera – można na chwilę przenieść się TAM.

Latarnica  zdecydowanie poleca!   I czekam jednak na kontynuację. Tutaj było tego wszystkiego  zdecydowanie  za mało. Bałtyk  zasługuje na wydawnictwo wielotomowe. Wszystkim, którzy  zdecydują się na  zakup  życzę miłej lektury i fascynujących spacerów po naszym wybrzeżu.

i  byłam w wieku przedszkolnym. Wiem jedno – to co wtedy  zobaczyłam – bardzo mi się spodobało i do tego tęskniłam czekając niecierpliwie  na letnie wypady nad Bałtyk.

Dziś już wiem,  że Bałtyk wygląda równie pięknie widziany  z plaż kurortów niemieckich czy wybrzeża Szwecji. Jest czarujący obserwowany  z pokładów dużych promów i mniejszych statków wycieczkowych. To chyba „moje” morze. Widziałam przepiękny koloryt wód Morza Śródziemnego,  ale… to nie był mój Bałtyk. I wychodząc z  tej fascynacji i bezgranicznej miłości sięgnęłam po książkę Aleksandry Arendt. Już mile było to,  że ukazała się w moim rodzimym Wydawnictwie Poznańskim. I choć nie należy sądzić książek po okładkach ta mnie  zauroczyła bo przywołuje ten Bałtyk z  dzieciństwa,   perspektywy kocyka i leżaka. Tak wtedy spędzało się wakacje – albo przy dobrej pogodzie (a upalnym latem bywały temperatury 22-24 stopnie) leżąc na plaży, albo przy gorszej – chodząc na desery i inne słodkości do centrum kurortów. Ot typowe wakacje w ramach FWP (Funduszu Wczasów Pracowniczych) w latach 70-tych i 80-tych XX wieku. Dopiero po roku 1990 otworzyły mi się oczy, że można trochę inaczej czyli więcej  zwiedzając i poznając historię danych miejsc i okolic.

Autorka sięga po tematy dawniejsze i bliższe nam czasowo. Czym jest ta książka? Właściwie  zapewne subiektywnym wyborem ciekawych historii i miejsc  związanych  z naszym wybrzeżem. W 12 tematycznych rozdziałach (aż prosiłoby się o więcej, a może doczekam się kolejnego tomu   o tytule  Bałtyk 2? Bo przecież interesujących historii   znad morza są setki) Aleksandra Arendt wybrała różnorodną tematykę i przemieszczamy się z nią od Wolina po Hel. Jest to także podróż wehikułem czasu. Książkę otwiera rozdział o latarniach morskich. To całkiem dobry wybór jak na wielkie bum na sam początek. Dla mnie rozwiązanie idealne. I choć osobiście większość z  tych 12 historii  znałam to sam sposób opowiadania o nich i strona wizualna książki są wystarczającym atutem, abym się w jej treści rozsmakowywała. Fantastyczny wybór archiwaliów, miłe dla oka stare fotografie i karty pocztowe, muzealne artefakty i mapy… Czułam się jak dziecko w Boże Narodzenie siedzące pod choinką   z rozpakowanym  idealnie trafionym prezentem. Bo ta książka jest dla mnie czymś takim. Historiami uszytymi na miarę i pozostaje się nimi tylko cieszyć. Celowo nie spieszyłam się  z lekturą. Nie chciałam, aby ten  zakup był lekturą na dwa dni (a mógł się stać i na jeden dzień bo jak tu pohamować ciekawość). Wolniutko przetrawiałam rozdział po rozdziale i przy okazji wracałam do własnych innych źródeł książkowych o danej tematyce. Ale jestem przekonana, że równie trafnie raduje czytelnika mniej znającego historię wybrzeża i ciekawostki z  nim  związane. Ja w końcu jestem pasjonatką tematu, a inny – mniej emocjonalnie podchodzący do tematu odbiorca –  z pewnością wielokrotnie pomruczy  z  zadowolenia wybraną tematyką rozdziałów. Bo co tutaj mamy oprócz latarni morskich? Jest tych  wciągających historii wiele.  M.in. o Winecie – naszej rodzimej Atlantydzie, modzie plażowej, historii o Starym Helu, jedynej windzie na plaże, charakterystycznym „zameczku” przy plaży w Łebie, ruinach w Trzęsaczu,  zatopionych lokomotywach, rejsach Tomasza Raczka czy rodzajach plażowania. Słowem istny kufer pełen cudów.   Idealna lektura na plażę kiedy odrywając wzrok od kart lub czytnika ebook-ów od razu  zawieszamy spojrzenie na wody Bałtyku. A  z drugiej strony idealny prezent na jesienne i  zimowe wieczory – kiedy tęsknota  za morzem już bardzo doskwiera – można na chwilę przenieść się TAM.

Latarnica  zdecydowanie poleca!   I czekam jednak na kontynuację. Tutaj było tego wszystkiego  zdecydowanie  za mało. Bałtyk  zasługuje na wydawnictwo wielotomowe. Wszystkim, którzy  zdecydują się na  zakup  życzę miłej lektury i fascynujących spacerów po naszym wybrzeżu.

Dane książki:
Tytuł:  Bałtyk. Historie  zza parawanu
Autor:  Aleksandra Arendt
Wydawnictwo  Poznańskie 2018
Ilość stron: 254
Oprawa miękka

Poniżej okładka książki i kilka wybranych kart:


5-ta zbiórka świąteczna dla poznańskiego schroniska

Jak co roku  na profilu facebookowym mojego kota Errora rusza świąteczna  zbiórka rzeczowa dla podopiecznych Schroniska dla zwierząt. Oto zasady i niezbędne informacje:

I TY MOŻESZ POMAGAĆ! – czyli o(błędna) czytaj: errorkowata świąteczna zbiórka na rzecz podopiecznych ze Schroniska dla zwierząt w Poznaniu AD 2018.

I znowu mięło 12 miesięcy odkąd przyjmowaliśmy (ja i kocur) od Was dary i przekazywaliśmy dalej – tym którzy je najbardziej wyczekują. W końcówce 2017 roku było jak zwykle hojnie i z sercem na dłoni przystąpiliście do pomocy najbardziej potrzebującym czyli kotom z poznańskiego schroniska. Tradycją już  jest, że startujemy około 6 tygodni przed świętami, a sama zbiórka trwa do Sylwestra przez co ostatnie dary trafiają do potrzebujących już w nowym roku i tym samym dobrze go zaczynają. Czy wiecie, że to już taka 5 nasza akcja? To niesamowite, że nieśmiały spontaniczny zryw i pomysł stał się już tradycją i sami pytacie czy w tym roku również działamy. Śmiało mówimy, że TAK!

CO KUPIĆ? CO PRZEKAZAĆ?
Co zbieramy? To co potrzebne. A więc tradycyjnie karmy suche i mokre, przysmaczki, preparaty witaminowe i zdrowotne, koce, ręczniki, zabawki, legowiska, drapaczki i wszystko to co może się przydać, a co tutaj nie wymieniliśmy. Nic nie narzucamy i nie stawiamy żadnych wymagań.

JAK POMAGAĆ?
Zasada jest prosta. Darczyńcy z Poznania mogą podesłać do nas paczki lub przywieźć osobiście. Mamy w tym roku również NOWOŚĆ! Pozyskaliśmy Partnera Logistycznego, którym jest poznański oddział PickPack. Jeśli masz w domu uszykowane dary, a nie możesz ich sam przetransportować czy w inny sposób wysłać czy przekazać daj nam znać na priv. Kurier od zadań specjalnych podjedzie i odbierze, a potem przekaże Schronisku.

Darczyńcy z kraju czy zagranicy przesyłają paczki na nasz adres lub robią zakupy w sklepach internetowych i podają nasz adres wysyłki.

Jeśli nie macie czasu na szukanie, i kupowanie zawsze możemy coś podpowiedzieć czy się dogadać i prosimy wtedy o kontakt na priv. Przekazana suma zostanie w całości wydana na podarunki i rozliczona. Wszystkie zapytania kierujcie na  priv na stronie Errora –  www.fb.com/kot.ERROR

CO Z NASZEJ STRONY?
Co damy z naszej strony? Jak zwykle osoby mające swoje strony i kocie fan page na FB dostaną na swoją stronę pamiątkową grafikę z podziękowaniem za przystąpienie do akcji – w tym roku Wasze zdjęcie będzie w miejscu logo schroniska w tym pięknym prezencie, bowiem darujecie coś innym. Ten wizerunek grafiki prezentuję poniżej. Wasze zdjęcie lub zdjęcie waszego zwierzaka otrzyma zwrotnie podziękowania za przystąpienie do zbiórki. W lata poprzednie nosiliście już  czapki mikołaja, rogi renifera, czerwone nosy, byliście Śnieżynką i wisieliście na choince – zatem pora na bycie prezentem, bo decyzja pomocy przekłada się na rzeczywisty dar dla zwierzaka.

ŻADNYCH OGRANICZEŃ
Zapraszamy do bycia Darczyńcą i podkreślamy, że nigdy nie liczy się ilość, ale fakt otwarcia serca dla potrzebujących. Więc równie mocno cieszy nas np. pojedyncza puszka jak ich cała paleta. Dary będą systematycznie pokazywane, bo wszystkie oglądam i daję im prawo wywozu do kociarni schroniska. Co roku pomagamy głównie kotom, ale równie chętnie przyjmiemy też podarunki dla naszych psiaków.

Z góry wielkie errorkowate MIAUU i… 3… 2… 1… CZAS START!

I pamiętajcie! Nie kupuj… ADOPTUJ! Cudowni przyjaciele i koci terapeuci czekają w kociarni ma DOM.


Wakacje 2018 [2]

Dziś kolejne zdjęcia z pierwszych dni, a raczej będąc dokładniejszą to pierwszych godzin, wakacji w Kuźnicy w czerwcu br. Pierwsze godziny pobytu na Półwyspie Helskim dobrze wróżyły na kolejne wakacyjne dni. Pogoda była idealna, ani za gorąco ani za zimno, spokojne wody, ostre słońce i ten wszechobecny spokój tak miły i potrzebny po całym roku wrzawy wielkomiejskiej. Nie potrzebuję już na  urlopie hałasu i tłumów. Sukam raczej miejsc  spokojnych, abym tam w pokoju mogła zachwycać się otoczeniem i robić zdjęcia, na których nie będą co chwilę wchodzić w kadr tłumy wczasowiczów. To wszystko daje mi czerwcowa Kuźnica. I za to jestem jej wdzięczna.
Poniżej port w Kuźnicy i widoki na spokojne wody zatoki Puckiej (fot. 1-10) oraz plaża nad Dużym Morzem w pierwszy wieczór pobytu na Półwyspie Helskim (fot. 11-13)

Fot. Latarnica/czerwiec 2018


Zdjęcie na niedzielę – 11 listopada 2018

Dziś ciekawe ujęcie Góry Szwedów, a raczej dwóch śmiałków, którzy zdobyli nieczynną latarnię morską. Wiadomo nie od dziś, że mimo tablic informacyjnych, bardzo wiele osób wchodzi na tą ażurową konstrukcję. Choćby dla widoku – na pewno warto. Oby kiedyś mogła służyć wszystkim chętnym pragnącym tego doświadczyć i to w bardziej kontrolowanych, bezpiecznych warunkach.
Fot. Stanisław J. Szewczak


Kalendarz 2018 – latarnia listopada

Kalendarz latarniany przenosi nas w miesiącu listopadzie do stanu Michigan. Na karcie ścianę zdobi  ciepłe ujęcie latarni Isle Royale. Niestety fotografia ta ujawnia również fakt, że obiekt nie jest w dobrej kondycji.

Poniżej karta listopadowa:

Oto kilka faktów na jej temat:
– zbudowana w roku 1875
– obiekt czynny
– wysokość światła 22 m n.p.m.
– wysokość wieży 18, 5 m
– budulec wieży i zabudowań (dwupiętrowy przylegający dom) stanowi piaskowiec
– laterna w kolorze czarnym, wieża pomalowana na biało
– oryginalne soczewki Fresnela przeniesiona do  Isle Royale National Park
– latarnia stoi na małej skalistej wyspie u południowego wybrzeża Isle Royale
– dostęp do obiektu tylko łodzią
– właścicielem obiektu jest Straż Przybrzeżna USA

Poniżej zdjęcia lotnicze z  marnas.com

Poniżej widok satelitarny z  Bing.com

Poniżej trzy bardzo ciekawe archiwalne ujęcie, fot. ze strony  lighthousefriends.com:


Widoki z podróży [23]

W 23 odcinku cyklu zostajemy w Szwecji. Nadal jesteśmy w porcie Trelleborg a w nim przyjrzymy się latarni na głowicy pirsu – nazywana jest ona Trelleborg Ostmole.

Oto kilka faktów na jej temat:
– zbudowana w 1897 roku
– obiekt nieaktywny od 1958 roku
– wysokość wieży 15,5 m
– konstrukcja na planie ośmiokąta
– malowanie na biało jednym czarnym poziomym pasem
– w 2007 roku latarnia została usunięta z portu (była obiektem przestarzałym i zbędnym) ale w 2010 przywrócono ją na nabrzeże na końcówkę molo wschodniego pod latarnię można podejść, sama wieża zamknięta

Fot. Martyna Twardowska / październik 2018

Historyczny wizerunek tej latarni znajdujemy na starej kartce pocztowej prezentowanej na leuchttrum-welt.net


Jesień w poznańskim Ogrodzie Botanicznym [1]

Mieszkańcy Trójmiasta mają urocze Orłowo, gdyński Bulwar Nadmorski, park i plażę w Brzeźnie, Babie Doły, kolonię rybacką na Oksywiu i wiele innych miejsc. Mieszkańcy Półwyspu Helskiego mają do dyspozycji całą helską kosę, a w okolicach Rozewia cudowne klify Chłapowa i Jastrzębiej Góry. Tam wszędzie można o tej porze pozachwycać się barwami jesieni, która jest tego roku bardzo łaskawa. Jak mówi stare porzekadło: gdy się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Więc mnie pozostaje zachwycać się przyrodą miejską miasta Poznania i na tą chwilę musi mi to wystarczyć. Pokazywałam wam już tutaj jesień na Rozewiu, w Orłowie i w Helu. Zatem pora na moją okolicę. 10 minut spacerem od domu mam poznański Ogród Botaniczny, który staram się odwiedzać o każdej porze roku i uchwycić na zdjęciach zmiany, jakie zachodzą w przyrodzie. Ogrodem opiekuje się Uniwersytet Przyrodniczy i jest to bardzo miłe i zadbane miejsce. Dodatkowym atutem jest obecność na jego terenie całorocznej kawiarni, gdzie miło wypić mrożoną kawę w upały  i  równie miło jest ogrzać się filiżanką gorącej kawy w jesienne południe. Poniżej fotorelacja ze spaceru do Botaniku z 2 listopada br.